Dziecko z zamrożonej spermy

26.05.04, 13:05
W Manchesterze przyszło na świat dziecko po sztucznym zapłodnieniu plemnikiem, który "czekał" na właściwy moment w ciekłym azocie przez 21 lat. Dziecko jest zdrowe, ma już 2 latka i wszystko gra. Naturalne metody zapłodnienia nie dały rezultatu przez 3 lata.

Sukces nauki! Czy to nie jest aby sprzeczne z nauką kościoła?
    • mamalgosia Re: Dziecko z zamrożonej spermy 26.05.04, 13:30
      Jest, no i co z tego? Czy ktokolwiek się tym przejmuje?
      A pojęcie "sukces" jest umowne, nie użyłabym go w tym przypadku
      • barbie-torun Re: Dziecko z zamrożonej spermy 26.05.04, 13:47
        Bóg tak chciał. I się poczęło i urodziło.
        Jeżeli rodzice nie widzą w tym problemu to po co my mamy na siłę szukać.
        Każdy rozważa takie sytuacje we własnym sumieniu.
        • mamalgosia Re: Dziecko z zamrożonej spermy 26.05.04, 14:54
          A dlaczego przypuszczasz, że Bóg tak chciał?
          • olivka27 Re: Dziecko z zamrożonej spermy 26.05.04, 18:52
            A kto daje życie?
            • mamalgosia Re: Dziecko z zamrożonej spermy 26.05.04, 21:32
              Oczywiście życie daje Bóg. Ale potrafi On tez ze zła wyprowadzić dobro, co nie
              znaczy, że owo zło akceptuje
              • olivka27 Re: Dziecko z zamrożonej spermy 27.05.04, 15:17
                Masz rację.Zawsze się zastanawiałam,jak to jest,że w związkach pozamałżeńskich
                też zostają poczęte dzieci-przecież im także Bóg daje życie.Tu tak jak mówisz-
                Bóg ze zła wyprowadza dobro,tylko po co???Tego chyba nigdy się nie
                dowiemy...Widocznie ma w tym swój cel,to chyba jedyne wyłumaczenie.A może jest
                jeszcze jakieś inne? Oświećcie mnie.
                • kubus_2004 Re: Dziecko z zamrożonej spermy 28.05.04, 09:08
                  Wytłumazenie jest proste. Nie można wszystkiego sobie tłumazyć ingerenją boską. Bo to bez sensu. Nie mieszajcie Boga we każdy aspekt życia. Kiedyś to Bóg powodował wschód i zachód słońca. Dziś nadal w to wierzycie i modlicie się by nazajutrz wstało słońce? Chyba nie. No to może i przy zapłodnieniu jego rola jest taka sama jak i przy wschodzie słońca?? Czyli żadna.
    • adzia_a Re: Dziecko z zamrożonej spermy 26.05.04, 19:45
      Jeszcze jedna sprawa - tak naprawdę to mężczyzna zdecydował się na zamrożenie
      nasienia, gdyż wykryto u niego raka jąder. leczenie dało dobre rezultaty, ale w
      jego wyniku utracił płodność, więc póxniej zdecydował się na skorzystanie z
      zamrożonego nasienia.
      • matizka Re: Dziecko z zamrożonej spermy 26.05.04, 20:20
        Ja znam taką dziewczynę; zresztą był o niej nawet artykuł w Wyborczej. Jej mąż
        jest Duńczykiem i jak wykryto u niego raka to lekarze zasugerowali, by pobrać
        spermę przed chemioterapią. Gdy pobierano w trakcie po raz drugi to było już
        nacznie gorzej, więc dobrze, że o tym pomysleli. On był wtedy nastolatkiem, to
        była głównie decyzja jego rodziców. A teraz...

        Córka tej koleżanki ma 8 miesięcy. pracujemy w jednej firmie, ale w zasadzie
        się nie znamy. Jednak gdy zobaczyła mnie na korytarzu zaczepiła mnie i zaczęła
        opowiadać jak to cudownie mieć dziecko. Że teraz wie, że żyje i po co żyje.
        Myślę, że to nie może nie być od Boga.

        M.
    • kubus_2004 A ja myślę 26.05.04, 20:38
      że to jest wbrew planu Boga. Bo naturalne poczęcie było niemożliwe. Bóg postanowił uczynić ich bezpłodnymi, a oni go oszukali zamrażając plemniki.
      Spryciarze. 100 lat temu było to zapewne niemożliwe. 200 lat temu nie do pomyślenia. Kiedyś by za to na stosie spłonęli. A teraz? Bez problemu.
      • mysiam1 Re: A ja myślę 26.05.04, 21:20
        kubus_2004 napisał:

        > że to jest wbrew planu Boga. Bo naturalne poczęcie było niemożliwe. Bóg
        postano
        > wił uczynić ich bezpłodnymi, a oni go oszukali zamrażając plemniki.
        > Spryciarze. 100 lat temu było to zapewne niemożliwe. 200 lat temu nie do
        pomyśl
        > enia. Kiedyś by za to na stosie spłonęli. A teraz? Bez problemu.

        A czy bezpłodne pary leczące się przez lata i przeżywające jedno niepowodzenie
        za drugim to też wbrew Bogu? Myślę, że 100 czy 200 lat temu ludzie też
        korzystaliby z takich możliwości, gdyby medycyna była odpowiednio rozwinięta.
        Swoją drogą,także 100 czy 200 lat temu nikt nie robił problemu z usuwania
        ciąży, bo dziecko nie zawsze było traktowane jak człowiek nie tylko przed, ale
        i po narodzinach...

        Idąc dalej takim tokiem rozumowania można stwierdzić, że cała medycyna jest
        wbrew planom Boga, bo jeśli zesłał na kogoś chorobę, to widocznie miał w tym
        swój cel... Czy nie dochodzimy w ten sposób do jakichś absurdów?
        • mamalgosia Re: A ja myślę 27.05.04, 11:09
          mysiam1 napisała:
          > A czy bezpłodne pary leczące się przez lata i przeżywające jedno
          niepowodzenie
          > za drugim to też wbrew Bogu?
          Tak

          >> Idąc dalej takim tokiem rozumowania można stwierdzić, że cała medycyna jest
          > wbrew planom Boga,
          Nieprawda, leczenie np. z grypy nie powoduje śmierci innych ludzi, jak to jest
          w przypadku zapłodnienia in vitro
          • mysiam1 Re: A ja myślę 27.05.04, 11:56
            mamalgosia napisała:

            > mysiam1 napisała:
            > > A czy bezpłodne pary leczące się przez lata i przeżywające jedno
            > niepowodzenie
            > > za drugim to też wbrew Bogu?
            > Tak
            Domyślam się, że Ty z zajściem w ciążę nie miałaś żadnych problemów?
            > >> Idąc dalej takim tokiem rozumowania można stwierdzić, że cała medycyna
            > jest
            > > wbrew planom Boga,
            > Nieprawda, leczenie np. z grypy nie powoduje śmierci innych ludzi, jak to
            jest
            > w przypadku zapłodnienia in vitro

            A w przypadku normalnego zapłodnienia również ginie mnóstwo zarodków. Gdyby
            każda z nas donosiła każdą ciążę, miałybyśmy nie po 2-3 dzieci, a dwa-trzy razy
            więcej. Nigdy nie spóźniła Ci się o 2-3 dni miesiączka? Nigdy nie była
            nadspodziewanie bolesna? Jest bardzo prawdopodobne, że właśnie wtedy natura
            bądź Bóg ograniczał Twoją płodność.
            • sion2 Re: A ja myślę 27.05.04, 13:19
              mysiam1 napisała:
              >
              > A w przypadku normalnego zapłodnienia również ginie mnóstwo zarodków. Gdyby
              > każda z nas donosiła każdą ciążę, miałybyśmy nie po 2-3 dzieci, a dwa-trzy
              razy
              >
              > więcej. Nigdy nie spóźniła Ci się o 2-3 dni miesiączka? Nigdy nie była
              > nadspodziewanie bolesna? Jest bardzo prawdopodobne, że właśnie wtedy natura
              > bądź Bóg ograniczał Twoją płodność.


              no tak, tylko jest różnica pomiędzy tym, ze zarodek zmarł z przyczyn
              naturalnych a tym, ze zostal zabity, bo juz był niepotrzebny
              jest różnica czy ktos zmarł ze starosci czy został zabity przez kogoś

              mnie w takim metodach to właśnie najbardziej odrzuca, ze powodują zawsze smierć
              iluś tam zarodków, które mogłbyby zyć
              pamiętacie przypadki, o których mówią czasem w TV: że kobieta urodziła
              sześcioraczki albo i więcej - to w naturze prawie sie nie zdarza
              taka ciąża kończy się o wiele wcześniej niż normalna, dzieci rodzą sie w stanie
              krytycznym, tygodniami walczą o życie, bardzo cierpią, kłute i operowane, brrr!
              a matka patrzy na to i myslę że nie jedna zadaje sobie pytanie czy w
              imię "musze mieć dziecko za wszelką cenę" miała prawo poddawać się sztucznemu
              zapłodnieniu, które nie bardzo sie udało, bo zamiast jednego czy dwóch przeżyło
              aż sześć czy wiecej zarodków.
              nie chcę tu niczego uogólniać na wszystkie kobiety czy wszytskie pary
              bezpłodne, bo tu każdy ma inne życie, pragnienia i wartości i swoje sumienie

              ja tylko tak czasen patrze na te maluszki z ciąż bardzo mnogich i naprawdę
              wątpliwości mam ogromne co do tych sztucznych zapłodnień

              z tego co czytałam te metody sa ciągle niedoskonałe i NIGDY nie umieszcza się w
              macicy tylko jednego zarodka, zawsze więcej i w 90% one giną
            • mamalgosia Re: A ja myślę 27.05.04, 14:24
              Co mnie się zdarzyło, to tu nie ma nic dorzeczy. Ale oczywiście, że zdarzają
              się samoistne poronienia. jednak wtedy to nie my decydujemy o czyimś życiu lub
              śmierci. Bo nie mamy do tego prawa
      • orvokki Re: A ja myślę 26.05.04, 21:31
        że to jest wbrew planu Boga
        planom, albo planowi w l.poj.

        Spryciarze. 100 lat temu było to zapewne niemożliwe. 200 lat temu nie do pomyśl
        > enia. Kiedyś by za to na stosie spłonęli. A teraz? Bez problemu.

        Piszesz tak, jakby brak Ci było tych starych dobrych czasów stosów...
        Zresztą taka argumentacja jest w ogóle bez sensu - że czegoś wcześniej nie
        było. 100 lat temu ludzie masowo marli na gruźlice, 200 lat temu kobiety masowo
        umierały przy porodach - o bakteriach, wirusach i antyseptyce się jeszcze
        nikomu nie śniło.
        Nie sądźmy, abyśmy nie byli sądzeni.
        Dziecko jest, żyje, kto mógłby powiedzieć, że lepiej, jakby jej nie było?
        • kubus_2004 Re: A ja myślę 26.05.04, 23:57
          Fakty z tym planem. Aż się dziwię, że takie coś przeszło mi przez palce ("wbrew memu planu").

          Argumentacja jest rzeczywiście naciągana. Ale chodzi mi o to, że kiedyś powiedzianoby "widocznie Bóg tak chciał" i kropka. Teraz nikt w to Boga nie miesza tylko zapładnia in vitro z mrożonej spermy. Kiedyś będzie takową można pewnie kupić w supermarkecie w dziale z mrożonkami i zaaplikować sobie samodzielnie. Czy to (nie, nie to o mrożonkach, tylko "oszukiwanie Boga") nie świadczy o mniejszej wierze w Boga, a większej w człowieka? Mniejszej niż kiedyś. Moim zdaniem tak.
          • adzia_a Re: A ja myślę 27.05.04, 08:53
            Czy t
            > o (nie, nie to o mrożonkach, tylko "oszukiwanie Boga") nie świadczy o
            mniejszej
            > wierze w Boga, a większej w człowieka? Mniejszej niż kiedyś. Moim zdaniem tak.

            Hm, tego bym nie była pewna - wiesz, równie dobrze możnaby stwierdzić, że o
            mniejszej wierze w Boga świadczy np. wykonywanie cesarskich cięć (gdyby Bóg tak
            chciał, to byśmy miały suwaki na brzuchu wink ) - a to, że kiedyś kobiety
            umierały, bo nie były w stanie urodzić dziecka, to widocznie Bóg tak chciał...

            Krótko - ja wierzę w Boga, który wierzy w człowieka.

            A co do strony etycznej takich zabiegów - nie wypowiadam się, jako matka dwójki
            fantastycznych, zdrowych dzieci, które przyszły do mnie bez najmniejszych
            kłopotów. Tzn. mogłabym powiedzieć, co o tym myslę, i co ja bym zrobiła na
            miejscu tego dżentelmena, ale właśnie z powyższych powodów moja wypowiedź
            pewnie byłaby uznana za mało wiarygodną.
            • barbie-torun Re: A ja myślę 27.05.04, 09:22
              Wydaje mi się, że dawniej małżeństwa bezdzietne łatwiej akceptowały swój stan,
              nie były piętnowane przez znajomych, że nie mają dzieci. Na pewno kobiety te
              pragnęły być matkami i był to ich osobisty dramat jednak nie wytykano ich.
              To tyle z własnej obserwacji.
              Miałam wspaniałą nauczycielkę w-F oddaną uczniom, wychowaniu nas, jest
              bezdzietna ale szczęśliwa.
              Trzeba znaleźć swoje miejsce na ziemi.
              Gdzie Bóg nas posiał tam mamy kwitnąć.
              Niezależnie od tego czy samotni, bezdzietni czy w małżeństwie.

              Jestem przeciwna in-vitro i podobnym eksperymentom medycznym.
              Ale nie mnie śmiertelnikowi rozsądzać sprawy Boskie.
              Basia
              • mysiam1 Re: A ja myślę 27.05.04, 09:35
                barbie-torun napisała:

                > Wydaje mi się, że dawniej małżeństwa bezdzietne łatwiej akceptowały swój
                stan,

                Skąd wiesz?

                > nie były piętnowane przez znajomych, że nie mają dzieci. Na pewno kobiety te
                > pragnęły być matkami i był to ich osobisty dramat jednak nie wytykano ich.

                A uważasz, że teraz się wytyka? Nic dziwnego, że w naszych czasach ludzie
                chwytają się każdego sposobu - wiedzą, że medycyna daje im tę możliwość. 100
                czy 200 (czy na przykład 1000) lat temu zamiast na in vitro bezpłodne
                małżeństwa chodziły do "zielarki", szamana czy innego cudotwórcy, wierząc, że
                da im nalewkę przywracającą płodność.
                > To tyle z własnej obserwacji.
                No jak to z własnej? Rozumiem, że masz na myśli czasy odleglejsze niż ostatnie
                30 lat?

                > Miałam wspaniałą nauczycielkę w-F oddaną uczniom, wychowaniu nas, jest
                > bezdzietna ale szczęśliwa.

                Przecież nie wiesz o tym, może wybrała bycie szczęśliwą zamiast rozpaczy. Po
                prostu nie miała wyjścia.
                > Trzeba znaleźć swoje miejsce na ziemi.
                > Gdzie Bóg nas posiał tam mamy kwitnąć.
                > Niezależnie od tego czy samotni, bezdzietni czy w małżeństwie.

                Czy mówiłabyś to samo, gdybyś to Ty była samotna i bezdzietna?

                > Jestem przeciwna in-vitro i podobnym eksperymentom medycznym.

                Dlatego gdybyś nie mogła mieć dzieci możesz oświadczyć, że nie poddasz się
                takiemu zabiegowi, ale wydaje mi się, że nie możesz odbierać takiej szansy
                ludziom, którzy uważają, że niezależnie od wiary w Boga medycyna może im pomóc.
              • alex05012000 Re: A ja myślę 27.05.04, 09:49
                musze wtrącić swoje trzy grosze,
                o Kubusiu najpierw, że cynizm, jaki przebija z twoich wypowiedzi jest
                wstrętny... nie wiem czy jesteś kobietą czy mężczyzną, czy masz dzieci, chcesz
                czy nie je mieć, ale zanim osądzisz pomyśl! postaw sie w sytuacji drugiego
                człowieka, jeśli umiesz.... nie życzę ci bezpłodności ale postaw sie w sytuacji
                małżeństwa które latami stara sie o dziecko, bardzo pragnie je mieć a dziecka
                nie ma... Bóg tak chciał? wiem, że niewielu ludziom udaje sie to zaakceptować,
                bardzo niewielu.... bezpłodna para niczym tonący chwyci się przysłowiowej
                brzytwy zeby mieć dziecko (wiem z własnego doświadczenia),
                tak ogólnie, może niektórzy bardzo głęboko wierzący nie posuną się do
                sztucznych metod zapładniania, tak wynikałoby z ich wypowiedzi na tym Forum,
                jednak mówią to ci którzy mają dzieci "bezproblemowo", nie wiadomo jak by to
                wyglądało w konfrontacji z sytuacją mieć dziecko dzięki pomocy nowoczesnej
                medycyny a nie mieć wcale ... Kościół jest przeciwny niektórym formom
                rozrodczośći ale z drugiej strony jeśli w ten sposób poczęte dziecko rodzi się
                to czy Bóg rzeczywiście go nie chciał na tym świecie? gdyby było wbrew planom
                Boga toby się nie narodziło, przecież nie wszystkie pary stosujące nienaturalne
                metody poczęcia mają dzieci, niektóre mimo wszystko nie mają....
                jeszcze do Kubusia: kupowania plemników w supermarketach i bezproblemowości
                zagadnienia, w wierze czy bez, nie będę komentować, szkoda słów....., uwierz,
                zę to bardzo, bardzo istotne decyzje i dylematy moralne, zarówno dla wierzących
                jak i nie wierzących, naprawdę! - m.
                • mader1 Re: A ja myślę 27.05.04, 10:56
                  ja tez, zeby byc uczciwa, musze napisac,ze jestem przeciwna zaplodnieniu in
                  vitro. Nie oznacza to, ze kogos potepiam. I oczywiscie mam dzieci, wiec
                  jestem "niewiarygodna".
                  • isma Re: A ja myślę 27.05.04, 13:49
                    Uczciwie musze powiedziec, ze co do nadprogramowych zarodkow (uff, co za
                    brzydka nazwa) to bylam przeciw nawet jako niewierzaca wink)). Zycie to zycie.

                    Natomiast musze powiedziec, ze co do innych metod, to mam uczucia mieszane. Nie
                    trafia mi do przekonania argumentacja, ze one godza w milosc malzenska. Moze
                    godza w osobista zdolnosc do przyjecia swojego krzyza, to predzej.

                    Poniewaz ja z tych, co to by im adopcja nie przeszkadzala, a nawet chyba
                    wydawlaby sie lepsza opcja niz niekonczace sie pielgrzymki po lekarzach (dosc w
                    zyciu sie napatrzylam nie z wlasnej woli na biale fartuchy), to bym sie pewnie
                    nie zdecydowala. Ale chyba ten wybor nie ma podstaw swiatopogladowych,
                    niestety ;-(((
    • anek.anek Re: Dziecko z zamrożonej spermy 27.05.04, 11:55
      A mi się wydawało, że kościół katolicki jest przciwnikiem zapładniania in
      vitro... czy się mylę?
      • mamalgosia Re: Dziecko z zamrożonej spermy 27.05.04, 14:28
        nie, nie mylisz się, ale czy tutaj ktoś twierdził co innego?
Pełna wersja