Jak byście postępowały? Długie ale proszę o radę!

22.06.04, 11:45
Witam!

Będzie długo, osobiście i emocjonalnie... To wywnętrznienie się i prośba o
radę, modlitwę cokolwiek...

Parę dobrych lat temu rodzina ciumaka postanowiła dokonać podziału spadku
(znaczy domu rodzinnego ciumaka i ziemi wokół niego) po jego dawno zmarłym
tacie. Po podziale nam przypadła jedna samodzielna działka i druga na spółkę z
jedną z jego sióstr. Jakiś czas potem siostra z mężem wyprowadzali się na
swoje i poprosili nas o zgodę na sprzedaż tej wspólnej działki a potem o
pożyczenie prawie całej kwoty (znaczy za naszą połowę tej działki) aby pomóc
im w urządzeniu mieszkania. Po moich oporach tak zrobiliśmy (fakt nie
brakowało nam wtedy, po prostu pożyczyliśmy im nasze oszczędności). Było tego
dużo, parę tysięcy. I....

Tu się zaczyna moja epopeja. Mamy ogromne problemy z odzyskaniem tego długu.
Już nie liczę, ile razy upominaliśmy się (znaczy ciumak, grzecznie i z
wyrozumiałością) o te pieniądze. Po przeprowadzce ich sytuacja finansowa
znacznie się pogorszyła, szwagier był jakiś czas bez pracy, urodziło się
drugie dziecko itp. Wzięli jeden kredyt, nie spłacili go jeszcze, starają się
ciągle o drugi (niby dlaczego mieliby im dać drugi, skoro nie spłacili
pierwszego a banki mają informacje o innych kredytach swoich klientów).

Mam z tym ogromny problem. Emocje mi wariują po prostu, bo czuję się
wykorzystana po prostu. Ilekroć jedziemy do nich na jakieś imieniny, szlag
mnie trafia po prostu, bo zamiast obżerania się tymi wszystkimi sałatkami i
ciastami (tak wyglądają pokrótce uroczystości rodzinne w rodzinie ciumaka)
wolałabym żeby oddali nam choć troszeczkę. Nie rozumiem, dlaczego nie można
oddać komuś choćby 10 zł w miesiącu, nie rozumiem, dlaczego ja mam płacić za
to, że ktoś nie umie gospodarować swoimi pieniędzmi. Ja chyba okropnie bym się
czuła z tak ogromnym długiem, a mam wrażenie, że oni tak się tym nie przejmują
jak moim zdaniem powinni.

Miałam już jedną rozmowę z siostrą ciumaka, bo on w końcu powiedział jej że ja
mam w tym problem jak oni do tego podchodzą (np z tym, że mówią, oddamy wtedy
i wtedy i nie oddają - co rozumiem, bo różnie bywa - ale nie dzwonią, nie
tłumaczą dlaczego nie oddali, przemilczają sprawę, czego nie umiem
zaakceptować). Przy rozmowie wyznała, że bardzo jej z tym trudno, opowiadała,
jak u nich cieżko, obie płakałyśmy, modliłyśmy się. Myślałam, że udało mi się
jej przebaczyć, ale przy każdej mojej rozmowie z ciumakiem o finansach i
naszej przyszłości kiedy okazuje się, że nie ma na to, i na to, zaczynam
myśleć o tych pieniądzach, które moglibyśmy mieć i.... emocje wracają.

Wczoraj znowu się denerwowałam, nie mamy żadnych oszczędności, nie mamy za co
kupić łóżeczka dla dziewczynek, nie wiem, za co będziemy płacić przedszkole
Zuzi po wakacjach, nie wiem, za co zapłacimy za ogrzewanie, nie wiem, za co
kupimy pampersy w grudniu dla malucha.... Jak mam sobie z tym poradzić. Nie
mogę teraz iść do pracy, ciumak pracuje ile może, robi jeszcze nadgodziny,
jest kochany, a ja się tylko martwię... ON mówi "musisz zaufać Bogu", i ja
oczywiście wiem, że to prawda, ale tak trudno mi pokonać te emocje...

I jak mam traktować tą siostrę z mężem? Głupie jest też to, że zawsze
rozmawiamy o tym tylko z nią, męża jakby nie było, nie wiem, nie interesuje
się, czy duma mu nie pozwala na takie rozmowy. Bo dla mnie nie mówienie o tym,
jak jakby akceptowaniem ich podejścia do sprawy, a ja nie chcę, żeby myśleli,
że jest ok bo nie jest. Jakiś czas temu siostra prosiła nas o pożyczkę na
spłatę kredytu, żeby móc zagiągnąć następny, ciumak w końcu się wściekł i
powiedział jej ,że to nie jest dobry sposób patrzenia na finanse, żeby z
jednego kredytu spłacać drugi (nie wspomniał, że dla mnie to była po prostu
bezczelność prosić nas o pożyczkę, gdy ma się u nas taki duży niespłacony
dług). I co? Siostra się na niego obraziła! POtem wróciło do normy, ale dług
nadal nie spłacony i nie zanosi się na spłatę.

Poza tym mnie się ciągle wydaje, że oni wszyscy myślą, że my mamy niewiadomo
ile pieniędzy, bo ciumak się "wżenił" w pannę z kamienicą (oni mieszkają w
małej miejscowości pod Krakowem) i mamy forsy jak lodu, co jest nieprawdą, bo
przecież żyjemy z jednej pensji ciumaka i nie starcza nam po prostu. NIe
głodujemy, ja wiem, że tysiące ludzi mają gorzej, ale też jest tak na styk po
prostu.


Uffff, ale się wygadałam, chyba pierszy raz tak "poszło do sieci", ale
naprawdę mam z tym duży problem. Jak powinnam postąpić jako osoba wierząca w
takiej sytuacji (poza przebaczeniem, o co możecie się o mnie modlić).
    • philosophus Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 12:18
      Wybacz, ze po angielsku, ale nie moge znalezc tlumaczenia na dysku...

      Though the Bible was written in a culture and society far different from ours
      today, its principles are timeless and apply to humans everywhere. Some of
      these guidelines and truths apply to our personal finances and business
      dealings.

      Making income cover all the expenses can be a real challenge, especially for
      young couples beginning married life. We have to consider the threat of
      inflation, interest rates on any money we borrow, government decisions
      affecting the economy, a volatile stock market that impacts everyone, finding
      and keeping gainful and satisfying employment, family obligations, and
      insufficient time and money to meet all our expectations and goals.

      Most of the items on the above list are beyond the control of the individual
      person. The only control one has is keeping expenditures within one’s income—in
      fact, within 90 percent of income, for God has a claim on the 10 percent tithe
      (see Concerns at the end of this piece). But that is not easy with all the
      complications and unexpected expenses that come along. Budgeting is a wise
      practice for making sure that we have a good testimony as Christians. Budgeting
      can be as simple as not spending any more money than one already has, or
      keeping weekly and monthly records of income and expenditures to set patterns
      for future spending.

      What about the use of credit cards? Does their use violate Paul’s
      instruction, "Let no debt remain outstanding" (Rom. 13:8). The context and the
      remainder of the verse explain Paul’s primary application of the debt
      statement, "Let no debt remain outstanding except the continuing debt to love
      one another, for he who loves his fellowman has fulfilled the law." Paul is
      dealing first of all with our obligation to love one another. But applying the
      statement to financial debts is appropriate because failing to pay one’s debts
      is certainly not a demonstration of love.

      When a purchase is made by credit card or by a promise to make specified
      payments over a period of time, there is no debt as long as the buyer makes
      regular payments according to the agreement. If, however, a payment is not made
      at the agreed time, the buyer is in debt and would violate Paul’s admonition to
      owe nothing, especially love. If one cannot meet the terms of the original
      agreement, the Christian thing to do would be to contact the creditor
      explaining the problem and asking for a substitute agreement. If that cannot be
      arranged, the unpaid obligation makes the buyer a debtor.

      Installment buying is both bad and good. It can easily be used for luxuries and
      nonessentials, leaving a person with a debt he cannot repay according to the
      agreement. However, buying necessities on credit can actually be an investment.
      Paying rent for years is like pouring water on the ground. It should only be
      done until one can qualify for a home purchase. If a car is needed for work and
      other obligations, it too is an appropriate credit purchase. If a credit card
      is used to purchase nonessentials, it would be wise to pay for those purchases
      in full each month.

      A Christian must be a person of good reputation or "honest report" (Acts 6:3
      KJV), one who can be trusted to pay his just debts. The Bible describes one who
      does not repay his debts as a wicked person: "The wicked borrow and do not
      repay" (Psalm 37:21). Credit extended for major purchases is usually covered by
      collateral so that the lender, in case of the buyer's default, takes back the
      property leaving no debt. Keeping something that one has not paid for according
      to agreement would be a violation of Christian integrity and a sin.

      Jesus seemingly permitted borrowing (Matt. 5:42, Luke 6:35). However, a
      believer is wise to use credit very carefully. Can the regular payments be
      handled by the personal or family budget? In the end, we should remember the
      wise words of the writer of Proverbs: "Do not wear yourself out to get rich;
      have the wisdom to show restraint" (Prov. 23:4) and "A faithful man will be
      richly blessed, but one eager to get rich will not go unpunished" (Prov.
      28:20). Our attitude in handling money and possessions is all-important.

      CONCERNS:

      We live in a society of declining morals and ethics. Bankruptcy and Chapter 11
      proceedings are being used by many as a means of avoiding rightful obligations.
      But just because it has become a way of life for many is no reason for a
      Christian to follow this pathway. The Christian must live by a higher code.

      Another concern relates to finances, credit, debt, and the Christian family.
      Society has made things that used to be considered luxuries into necessities.
      The family is forced to have two wage earners in order to pay for the things
      they feel are needed. But the family and its spiritual growth are far more
      important than buying bigger and better toys to substitute for the presence of
      loving parents. Budgeting may call for agreement on what are actually family
      necessities. The welfare of the children must be the priority consideration in
      all family decisions. "Children are a heritage of the LORD" (Psa. 127:3 KJV).
      Neither money nor possessions are more important.

      A final concern is the attitude of some Christians who feel they can’t afford
      to tithe even though they would like to. They plan to contribute to the Lord’s
      work when finances permit. Or they ask where in the New Testament Christians
      are required to tithe. This Old Testament acknowledgment that everything we
      have comes from God is nowhere removed in the New Testament. It is assumed to
      continue for Jesus commended the Pharisees for their tithing, at the same time
      He shamed them for not obeying the weightier matters of justice, mercy, and
      faithfulness (Matt. 23:23). We believe that the road to financial solvency is
      longer without tithing than it is with tithing. God honors those who make His
      money the first priority in their budgeting and spending.
      • marzek2 Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 12:27
        Ph, dzięki, przeczytałam ,ze wszystkim się zgadzam ale jakie stąd wnioski?
        Ciumak ma naprwdę Boże podejście do wydawania pieniędzy, zresztą ja wiele się od
        niego uczę w tej dziedzinie. Dajemy dziesięcinę, robimy budżet miesięczny, ale
        jaki to ma związek z moją postawą wobec ich niespłaconego długu?
        • philosophus Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 12:44
          Moze i oni powinni ten tekst przeczytac...

          Jezeli zas chodzi o dlugi cudze... no coz: ze swojego doswiadczenia wiem, ze im
          bardziej sie naciska tym mniej sie zyskuje. Umówcie się z nimi na jakąś kwotę
          stałą i po prostu po nią przyjeżdżajcie (na początku) - przyzwyczają się, że
          trzeba płacić. Jak to nie pomoże pozostaje: podarowac lub KK/KW/KPK i
          postępowanie z urzędu (+ komornik). Wiem: to boli, ale czasami tak trzeba.

          A może wezcie od nich zabezpieczenie w formie części tamtej działki? niech
          spiszą umowę sprzedaży. Będę prosił Pana, by prowadził Was w tej sprawie.

          W.
          • fumag Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 13:57
            " KK/KW/KPK i
            > postępowanie z urzędu (+ komornik)."-napisał ph.
            "Ciekawa" rada dla chrześcijanina.
            • philosophus Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 27.06.04, 10:40
              Myślisz, że droga sądowa jest tylko dla niewierzących?
              Pz! W.
              • a000000 Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 28.06.04, 01:43
                philosophus napisał:

                > Myślisz, że droga sądowa jest tylko dla niewierzących?


                Droga sądowa wymaga udokumentowania.


                >
        • philosophus Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 12:54
          A odnośnie Twojej postawy - masz prawo się denerwować o własne finanse. Ja
          jestem w podobnej sytuacji co Ty i Twój mąż, tyle, że mamy jedno dziecko. Sam
          czasem łapię się za głowę i myślę co zrobić, by z tej jednej pensyjki wyżyć.
          Mam wielu dłużników którzy postępują tak jak wymienieni przez Ciebie, lecz są
          to mniejsze kwoty.

          w. prawie-w-kchb smile
    • fumag Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 12:56
      Łk 12,13-31
      Przeczytaj,pomódl się i Duch św. ci podpowie.

      Myślę,że lepiej by rozmawiał o długu twój mąż a nie ty.
      Zawsze nieprzebaczenie komuś źle wpływa na relację z Bogiem.Usłyszałam
      kiedyś ,że jest jak sufit-nasze modlitwy "odbijają"się od niego i nie dochodzą
      do Boga.
    • mader1 Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 13:28
      No to macie problem. Przed najblizszymi najtrudniej sie bronic. W dodatku, nie
      wiem, moze sie myle, niektorzy w rodzinie wydaja sie stworzeni do tego, zeby
      ich nabierac - tacy rozmodleni, kulturalni, nie zemszcza sie, nie pojda do
      sadu. Przebacza.Wbrew pozorom takie sytuacje zdarzaja sie i to dosyc czesto.
      sami bylibysmy w innym miejscu ( jesli chodzi o finanse), gdyby nie dwie takie
      historie. Chyba grzecznie to juz zrobiliscie wszystko, co mozna.
      Jeden sposob to definitywnie o sprawie zapomniec. Uznac, ze nie oddadza, ze nie
      poczuwaja sie do tego. Skupic sie na przebaczeniu i zapomnieniu. Popatrzec
      sobie w twarz z mezem i przyznac, ze Was oszukali, ale ze nie spodziewacie sie
      juz tych pieniedzy. I nie myslec o tym. Nigdy. A jak kiedys ich sumienie ruszy,
      uznac to za prezent. Wbrew pozorom to latwiejszy sposob. Bo niby traci sie
      pieniadze, ale mozna w rodzinie zyc jakby nigdy nic. Nie ma burzy, nie ma
      trudnych rozmow.
      Mozna jednak uznac, ze roszczenia moga eskalowac ( jezeli jedne pieniadze im
      niepotrzebne, to moze poprosic o wiecej - tak juz zrobili). Jest to oczywiscie
      rodzina, ale Wy macie obowiazek wychowania tych dzieci, ktore Bog Wam
      powierzyl . W dodatku nie oddac pieniedzy = ukrasc i to jest grzech. Wychowanie
      czlowieka, nawet jesli to siostra trwa cale zycie. Moze powinna od brata dostac
      lekcje odpowiedzialnosci ?
      Mozna o negocjacje poprosic osobe trzecia, ktorej i Wy ufacie, a dla nich jest
      autorytetem. Moze taka opinia osoby trzeciej, ktora potwierdzi, ze to nie jest
      w porzadku, bedzie bardziej wiarygodna ( wiecie, jak to jest w rodzinie,
      wszyscy przyzwyczajaja sie do swoich rol).
      Mozecie tez zaprzestac wizyt u siostry, do czasu gdy nie zacznie jakos splacac
      zobowiazan. Po prostu Wy sie "obrazcie".
      Uwazam, ze dwa ostatnie sposoby sa trudniejsze, zwlaszcza dla Twojego meza -
      siostre sie kocha i jest tak, ze czlowiek martwi sie, gdy jej sie zle powodzi.
      I pomoglby jej, jakby mogl.Pomaga zreszta, gdy moze, gdy siostra jest w
      potrzebie. Ale moze czas siostre nauczyc odpowiedzialnosci. Przeciez nie moze
      bez konca pozyczac.Nie moze bez konca brac kredytow. To nie tylko dla Was zle,
      to zle przede wszystkim dla niej.
      • mader1 Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 14:11
        kluczowe jest tu - we wszystkich moich wczesniejszych radach - czy oni nie
        chca oddac tego dlugu, czy nie moga, choc chcieliby. Jezeli nie moga - z
        roznych wzgledow sa teraz w dolku, przeliczyli sie z finansami - darowalabym
        im. I modlila sie o rozwiazanie - a ono przyjdzie. Napisalam wyzej, ze
        bylibysmy w innym miejscu, gdyby nie dwie historie rodzinne. Jezeli wszystkie
        sytuacje skladalyby sie tak samo - oczywiscie. Ale rozmawialismy sobie juz
        nieraz z mezem, ze czasem Bog za nasza " krzywde" oddawal nam w dwojnasob smile
        • marzek2 Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 14:45
          No właśnie mader, ale jak ocenić jaka naprawdę jest ich postawa? Czy mam
          wypytywać się, na co wydają pieniędze? Sprawdzać ich budżet domowy (choć
          prawdopodobnie takiego nie mają). Poza tym zupełnie nie wiem, co o tym wszystkim
          myśli szwagier, bo on się "dyplomatycznie" albo asekuracyjnie nie wypowiada w
          ogóle i nie bierze udziału w negocjacjach. Moim zdaniem np wydawanie przyjęć
          rodzinnych i objadanie się na nich podczas gdy mają taki dług jest dowodem na
          nierozsądne myślenie o finansach. I czy naprawdę trudno jest odłożyć choćby
          głupie 10 zł na miesiąc, żeby pokazać, że chce się oddawać? I dlaczego nie stać
          ją na telefon z krótkim "przepraszam, że nie oddałam w ustalonym terminie,
          bo...". Tyle razy obiecuje a potem się z tego nie tłumaczy i to mi się nie podoba.
          • mader1 Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 17:16
            marzek2 napisała:

            > No właśnie mader, ale jak ocenić jaka naprawdę jest ich postawa? Czy mam
            > wypytywać się, na co wydają pieniędze? Sprawdzać ich budżet domowy (choć
            > prawdopodobnie takiego nie mają). Poza tym zupełnie nie wiem, co o tym
            wszystki
            > m
            > myśli szwagier, bo on się "dyplomatycznie" albo asekuracyjnie nie wypowiada w
            > ogóle i nie bierze udziału w negocjacjach. Moim zdaniem np wydawanie przyjęć
            > rodzinnych i objadanie się na nich podczas gdy mają taki dług jest dowodem na
            > nierozsądne myślenie o finansach. I czy naprawdę trudno jest odłożyć choćby
            > głupie 10 zł na miesiąc, żeby pokazać, że chce się oddawać? I dlaczego nie
            stać
            > ją na telefon z krótkim "przepraszam, że nie oddałam w ustalonym terminie,
            > bo...". Tyle razy obiecuje a potem się z tego nie tłumaczy i to mi się nie
            podo
            > ba.

            I nic dziwnego. Ja bym tak nie postapila, ale Sion moze miec racje ( nizej), ze
            moze sie wstydza - bo co maja powiedziec ?
            Hmmm... to moze porozmawiac z nimi o Waszej sytuacji materialnej. O tym, co
            Ciebie niepokoi w Waszej przyszlosci - a masz powody do obaw. I jaka widza
            rade ? Jezeli jestescie rodzina i sila rzeczy Wasza sytuacja materialna zalezy
            od ich.... Moze powiedza, ze beda co miesiac dawac na przedszkole coreczki i
            nie bedziesz sie musiala juz tym przejmowac ?
            >
            • a000000 Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 19:20
              Pacta sunt servanda.
              Co się w baaaaaardzo luźnym przekładzie tłumaczy: słowo ważniejsze od pieniądza.


              Czy masz pisemne dowody na to, że pożyczyłaś pieniądze za swoją połowę
              sprzedanej działki?( spisana umowa, przelewy bankowe). Pamiętaj, że w naszym
              prawie pożyczka jest obłożona opłatą skarbową. Ta działka to Twoje dziedzictwo,
              zabezpieczenie Twoich interesów. Wolą testatora było, abyś to Ty miała pożytek,
              a jak na razie testament nie jest wykonany. Jak piszesz, nastał czas, gdy te
              pieniądze mogłyby wyciągnąć Cię z opresji. Gdybyś napisała, że pieniędzy masz
              wystarczającą ilość, pierwsza bym powiedziała: odsuń spłatę na czas
              nieokreślony. Ale ponieważ jest inaczej, idź do siostry i we czwórkę szczerze
              porozmawiajcie. Siostra nie jest w porządku wobec Ciebie. Miała już w ręku
              pieniądze z kredytu, nawet części długu nie oddała. Ona ma majątek: wyposażone,
              własne mieszkanie, natomiast Ty masz tylko kłopot. Część jej majątku należy do
              Ciebie. Przedstaw jej swoje żądania i najlepiej spiszcie dokument. Postrasz
              komornikiem. Chociaż gdy nie masz dowodów, cienko to widzę. Jesteś wówczas
              zależna od jej dobrej woli.
              Widzisz, to jest siostra, rodzina. ALE. Ty masz dzieci i jesteś za nie
              odpowiedzialna. I niestety, interes dzieci musi być górą, ponad sentymentami i
              powiązaniami rodzinnymi. Matka musi zamienić się w obronie interesów dzieci w
              lwicę. A więc: zażądaj i dochodź swego. Niech sprzedadzą telewizor, nie piją
              kawy, wina, nie palą papierosów, nie kupują słodyczy......Jezus powiedział: co
              cesarskiego - cesarzowi, co Boskiego -Bogu. Pieniądze są cesarskie. Zwłaszcza,
              że od początku nie było mowy o darowiźnie, tylko o pożyczce.

              Fumag pisze: kmornik? ciekawa rada dla chrześcijanina. A ja się pytam: czy
              chrześcijanin musi być głupi? Czy chrześcijanin musi wspierać dalszą rodzinę
              kosztem własnych dzieci? Czy chrześcijanina można naciągać i robić w konia?

              Gdyby dług był w posiadaniu wdowy, sierot, ludzi chorych, starych czy
              niedołężnych - daruj. Daruj i zapomnij. Ale siostra i szwagier mają się
              nieźle, więc dochodź swego.


              Tu przestroga: chcesz mieć wroga? pożycz przyjacielowi pieniądze.

              A swoja drogą, nie zazdroszczę. Ja pożyczałam w rodzinie, ale nie było
              problemów ze spłatą. A tam, gdzie pożyczka jest "nieoddawalna" raczej staram
              się wesprzeć jakąś niewielką darowizną ( niewielką, gdyż żałuję bardzo, ale nie
              jestem dziedziczką fortuny Rockeffelerów). Nigdy nie stałam wobec tak
              paskudnego problemu. I nie patrz przez pryzmat: zgoda w rodzinie kontra
              pieniądze. Spójrz poprzez pryzmat potrzeb Twoich dzieci.
    • marzek2 Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 14:21
      Dzięki wszystkim.

      Fumag - pewien werset z podanego przez Ciebie fragmentu zamierzam sobie
      wydrukować dużą czcionką i dodać do mojej kolekcji na szafkach kuchennych.
      Wczoraj kiedy emocje powoli opadały powiedziałam sobie: "Nie wiem, za co kupimy
      to czy tamto, takie są fakty. Ale faktem jest też, że Bóg wie. I to powinno mi
      wystarczyć". Być może do tej pory żyłam za bardzo w oparciu o to co widzę - w
      sferze naszych finansów - może przyszedł czas na krok do przodu w tej dziedzinie?

      Mader - jak zwykle mądrze piszesz smile) Dam to do przeczytania ciumakowi i
      pogadamy. Ja naprawdę ostatnio poważnie zastanawiam się nad zaprzestaniem swoich
      przynajmniej wizyt u nich, nie radzę sobie z tym zupełnie emocjonalnie, a też
      trudno mi zmuszać ciumaka, żeby darł się na własną siostrę. On chyba już dawno
      przyjął pierwsze proponowane przez Ciebie rozwiązanie i dlatego mu łatwiej, ja
      chyba jeszcze tak nie umiem.
      • mader1 Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 14:39
        Marzek ! Dbaj o siebie przede wszystkim - mozesz myslenie o zlych rzeczach
        odlozyc na pozniej, by nie zaszkodzic dzidzi smile Ale zeby to bylo takie proste !
        Przede wszystkim porozmawiaj z ciumakiem i zapytaj dlaczego wybral pierwszy
        wariant.Ale nie kloc sie. Przyjmij Jego slowa. To duzo Ci powie. Moze Jego
        argumenty sa racjonalne W TEJ SYTUACJI.Byc moze wie, ze ta forsa jest nie do
        odzyskania. Jezeli nie przekona Cie, mozecie pogadac.Jezeli uznasz, ze ma
        racje, zapomnij o wszystkim. Walczysz przeciez o Kropke. Nie moze byc tak, ze
        jakas forsa zdecyduje o Jej zyciu.
        Ale byc moze nad siostra ciumaka trzeba zaczac prace. Pomyslcie sobie, ze Wasze
        dzieci moga byc w takiej sytuacji (brrr ). Jak byscie chcieli zeby ja
        rozwiazaly? Jezeli ciumaka siostra ma problem z pozyczaniem, to trzeba zeby sie
        nad tym zastanowili .
        • marzek2 Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 14:45
          Mader, przeczytaj powyżej!
    • carla7 Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 14:53
      Ja odzyskałam dług w ratach. Nie była to suma tak zawrotna, ale w trudnym
      okresie dla mojej rodziny uratowała nas. Rozmowy były okropne, poniżające było
      to, że ktoś (komu zaufałam) uważał mnie za największego wroga. Jak nam się
      trochę polepszyło, to po prostu odpuściłam.
      Teraz już nie mam urazy, mogę spokojnie spać.
      Czasem podejmujemy trudne decyzje, nieświadomi ich konsekwencji. Jak pożyczamy
      komuś, to możemy tego nie odzyskać. Jak pożyczamy od kogoś, to możemy nie być w
      stanie tego spłacić. Przy tego typu ruchach połowa winy spada na nas.
      Jeśli chcesz te pieniądze odzyskać, to rozpisz im na raty, które będą w stanie
      spłacać. A potem.... może stwierdzisz, że zbyt wiele Cię to kosztuje.
      Nie radzę też obrażać się na siostrę, rodzinę ma się jedną.
      • marzek2 Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 16:28
        Wiesz carla, może właśnie mój problem polega na tym, że dla mnie rachunek do
        zapłacenia to jest rachunek do zapłacenia, a dług należy spłacić za wszelką
        cenę. I gdybym znalazła się w takiej (fakt, prawie upokarzającej) sytuacji, i
        nie mogła oddać nie wiem gdzie bym się chowała ze wstydu i jak bardzo
        przepraszałabym osoby, których zaufanie zawiodłam. A moja szwagierka tak nie
        postępuje i to mi właśnie najtrudniej zrozumieć. Poza tym problem polega też na
        tym, że cała sprawa przechodzi niejako przez mojego męża (brata swojej siostry),
        który nie ma serca być czasem tak stanowczy jak ja bym tego chciała.
        • carla7 Re: Jak byście postępowały? Długie ale proszę o r 22.06.04, 19:19
          Na szczęście płacenie regularne rachunków to nie jest twój problem ale cnota
          (coraz mniej takich ludzi). Nie zaciągasz pożyczek bez pokrycia, masz wyważony
          pogląd na swoje pieniądze. Ale fakt udzielenia pożyczki (w dodatku tak wysokiej
          kwoty)naprawdę wiąże się z dużym ryzykiem. Kiedy pożyczaliście to przyszło Wam
          do głowy, że możecie nigdy tych pieniędzy więcej nie oglądać?
          Czasem w małżeństwie, jedna strona umie rozsądnie wydawać pieniądze a druga nie.
          Mąż (albo żona) może omamić wizją łatwego spłacania kredytu i po jakimś czasie
          żona zgadza się w końcu na ten kredyt. Gdyby wzięli w banku to mieliby odsetki i
          komornika na karku. Nie mają dużych środków więc nie spłacają, ale w
          drobniejszych kwotach może uda Ci się odzyskać chociaż część. Ale w tym
          wszystkim najważniejsze jest to, żebyś pozbyła się tych złych emocji. To jest
          trudne ale osiągalne. Naprawdę szkoda niszczyć sobie zdrowie (i maluszka).
          Podejmiesz już jakąś decyzję i będzie łatwiej. Na spokojnie łatwiej rozmawiać z
          siostrą męża,z jej mężem. Może jak ustalicie coś z nimi razem to spróbują się
          tego trzymać.
          Życzę pomyślnego rozwiązania.
    • sion2 Re: chyba się wyłamię z szeregu... 22.06.04, 16:39
      Chyba się wyłamię z szeregu, ale trudno smile)).
      Sądzę, że jak sie wzięło pozyczkę to nalezy ją oddać, jak się komuś pozyczyło
      to mozna oczekiwać spłaty.
      Jeżeli masz jakieś poważne przypuszczenia, ze powodem nie oddawania przez
      siostrę męża długu jest 1. brak prawidłowego zarządzania budżetem domowym lub
      2. uwazanie was za "dobrotliwych chrześcijan", którymi mozna pomiatać w takich
      sprawach to ja bym przez szczerą rozmowę 4 osób (waszych małżeństw) postawiła
      sprawę kategorycznie. Że oczekujecie trzeciego dziecka i potrzebujecie SWOICH
      pieniędzy.I że czekacie na konkretne postanowienia i wcielenie w zycie ich
      zobowiązań.
      W tym wszytkim jest jednak jedno wielkie "ale"...

      Myslę, że dopóki nie znasz bardzo dobrze ich sytuacji finansowej to trzeba
      powstrzymać się od sądów, bo moga być bardzo niesprawiedliwe.
      Powodem, ze nie dzwoni szwagierka żeby przeprosić, ze nie moze spłacić raty
      może byc lekceważący stosunek do was, a może być zwykły ludzki wstyd, że nie ma
      z czego oddac.
      To, ze mogą zrobić przyjęcie dla rodziny według mnie nie oznacza, ze powodzi im
      się finansowo. Raczej patrzyłabym czy jeżdżą na wakacje, czy kupuja drogie
      sprzęty, czy robia dzieciom drogie prezenty, czy chodzą w markowych ciuchach
      itp. Wybacz marzek, ale w dzisiejszych czasach kłopoty finansowe bardzo często
      wpędzają ludzi w kompleksy i wstydzą się zwłaszcza przed rodziną swojej
      sytuacji. Może pozyczyli od sąsiadów pieniądze na imprezkę rodzinną? Może...
      Według mnie powinniście dążyc z ciumakiem do poznania ich sytuacji finansowej
      tej rzeczywistej, a nie tej na pokaz.
      Jezeli nie potrafią gospodarować tymi pieniędzmi, które zarabiają to może
      warto zaproponowac pomoc w ustalaniu budżetu?
      Myślę, ze Jezus dobrze radził "gdy ktoś cię prosi żebyć poszedl z nim 10
      krokow - ty idź 1000 itp." "więcej radosci w dawaniu niz braniu"
      oczywiście, ze nie moze być sytuacji, że wami pomiatają, czy wy z kolei musicie
      pozyczać, bo nie macie dla swojego dziecka....

      Ale tak się składa, ze moja rodzina byla parę lat temu w sytuacji, ze my
      musielismy splacić cześć wartości domu w którym mieszkamy rodzinie w spadku. I
      jedyne co pamietam (byłam jeszcze smarkata) to szalone domysły rodzinne ile to
      my mamy forsy, bo np. a Kasia to poszła na korepetycje, a kupili sobie pościel,
      a zrobili to i to... To było oburzające i raniące, ze mój tata harował wtedy
      jak wół żeby utrzymać dwójkę dzieci i chorą zonę a rodzinka nam wyliczała, ze
      my złośliwie nie oddajemy długu bo np. kupilismy coś co się rozpadło ze
      starości itp. Czy w imię tego, ze jest się dłuznikiem to trzeba, aby ten dług
      odbijał się na normalnym zyciu całej rodziny, żeby była ona pozbawiona jakis
      podstawowych dóbr, na które ojciec rodziny zarabia uczciwa pracą? Mysle, ze nie.
      Oczywiście spadek szybko spłacilismy, ale ta część rodziny pozostała skłócona z
      powodu urojonych domysłów na temat naszego "bogactwa".
      A starczało nam wtedy na jedzenie, nawet na zrobienie imienin 2 razy w roku,
      ale nie mieliśmy odrazu na spłatę spadku.

      Dlatego myslę, że w tak delikatnej sprawie tzreba najpierw dążyć do jak
      najgłębszego poznania przyczyn tego, ze nie oddaja pieniezy. I rozmawiać z ich
      obojgiem, choć dla męża siostry (jako faceta) ta sytuacja może jeszcze
      trudniejsza.

      Pozdrawiam i życzę pomyslenego i sprawiedliwego rozwiązania sprawy.
      Kasia.
      • pesteczka5 Re: chyba się wyłamię z szeregu... 22.06.04, 23:50
        Kochana Marzek,
        zastanów się, jakie inne problemy - poza pieniędzmi - kierują Twoimi uczuciami
        w tej sprawie.
        Bo mam wrażenie, że to, co płynie spodem tej sprawy, jest ważne.

        Usiądź, pozwól popłynąć myślom i macaj, gdzie boli - bo może nie o te
        pieniądzory tu chodzi.

        Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam. Życzę Ci, żebyś rozeznała się w swoich
        uczuciach i znalazła spokój i harmonię - są Ci, Wam najbardziej teraz potrzebne.
        Jeśli chcesz, napisz na priv.

        Pesteczka
        • bei Re: chyba się wyłamię z szeregu... 19.07.04, 02:48
          a ja Cię Marzenko rozumię.....sama mam niekiedy pretensje- jak ktoś mnie
          oszuka...w Twojej sytuacjo wolalabym usłysze- nie mam zamiaru Ci oddac- niż zyć
          nadzieją- jak naklamią- że jutro, za miesiąc czy za dwa- bo wówczas planując
          przyszłość liczysz na te finanse....Może uda się jeszcze uzyskać kompromis-
          niech ustalą- jaką sumę mogliby wpłacać na Wasze konto- niech to będzie mała
          suma- ale regularna splata- która kiedyś przybliży ich to oddania
          długu....Wiem...trudno jest nie mysleć o dłużnikach- gdy nam jest ciężko...gdy
          sami staramy się wywiazyważ z powinności a inni egoistycznie dostają amnezji....
          Myślę...że duzo jest teraz w Tobie bólu - oszukano Was...dla mnie to jest
          wyłudzenie....wiem, że tak naprawde- to nie chodzi Ci o pieniążki- chociaz
          bardzo ich potrzebujesz- tylko o kłamstwo..... Teraz jestes w ciąży, nie
          powinnaś z nimi rozmawiać- może Mąż- jeśli będzie się czuł na siłach zniesć ten
          stres- wynegocjuje warunki spłaty- które Was zadowolą- niech ta rata zasili
          budżet pampersowy- albo przedszkolny córeczki.....jejku.....zrobiło się mi
          przykro- że rodzina- może tak zawiesć....
          • marzek2 Re: chyba się wyłamię z szeregu... 19.07.04, 12:07
            Tak Bei, chyba masz rację. O pieniądze chodzi i to bardzo, ale najbardziej o to,
            że czuję się oszukana, a nie znoszę się tak czuć! Ktoś we wcześniejszych postach
            w tym wątku pisał, że pożyczając powinnam się była liczyć z tym, że mogę tych
            pieniędzy nie dostać z powrotem. I to też mnie wścieka, bo ja zupełnie nie
            miałam takiego nastawienia, po prostu założyłam, że oni mają do długu takie
            nastawienie jak ja - czuli że to pierwszy w kolejności "rachunek do zapłacenia"
            co miesiąc, a nie ostatni, jak coś zostanie... To tak jakbym podpisała w dobrej
            wierze umowę i nie zauważyła malutkich literek na dole... Choć ostatnio
            pomyślałam sobie, a co byłoby gdybyśmy np poręczyli im kredyt w podobnej
            wysokości i musieli go za nich spłacać? To by dopiero było... I być może Pan Bóg
            nas przed tym uchronił... Dał inne doświadczenie, trudne i bolesne, ale pewnie
            pomoże z tym sobie poradzić, tylko ja jeszcze nie wiem, jak...

            Na razie ustaliliśmy z mężem, że po minięciu kolejnego terminu typu "chyba
            dostaniemy kredyt" (a on minął właśnie w tym tygodniu) spotkamy się wszyscy i
            porozmawiamy we czwórkę. Ale teraz nie wydaje mi się to dobrym pomysłem, bo nie
            umiem o tym nawet myśleć bez emocji, a tego typu emocje mojej ciąży nie
            sprzyjają, niestety. Mąż chyba pogodził się z tym, że pieniędzy nie dostaniemy,
            poza tym to jego siostra, więc jemu emocjonalnie też trudno... Jeśli wszystko
            będzie dobrze pojedziemy pod Kraków do teściowej na tydzień wakacji, oni
            mieszkają niedaleko, może wtedy wyślę męża na szczerą rozmowę. Ja chyba - dopóki
            nie poukładam sobie tego w środku, na zasadzie "zostałam oszukana i co dalej"
            nie mogę z nimi rozmawiać.
Pełna wersja