marzek2
22.06.04, 11:45
Witam!
Będzie długo, osobiście i emocjonalnie... To wywnętrznienie się i prośba o
radę, modlitwę cokolwiek...
Parę dobrych lat temu rodzina ciumaka postanowiła dokonać podziału spadku
(znaczy domu rodzinnego ciumaka i ziemi wokół niego) po jego dawno zmarłym
tacie. Po podziale nam przypadła jedna samodzielna działka i druga na spółkę z
jedną z jego sióstr. Jakiś czas potem siostra z mężem wyprowadzali się na
swoje i poprosili nas o zgodę na sprzedaż tej wspólnej działki a potem o
pożyczenie prawie całej kwoty (znaczy za naszą połowę tej działki) aby pomóc
im w urządzeniu mieszkania. Po moich oporach tak zrobiliśmy (fakt nie
brakowało nam wtedy, po prostu pożyczyliśmy im nasze oszczędności). Było tego
dużo, parę tysięcy. I....
Tu się zaczyna moja epopeja. Mamy ogromne problemy z odzyskaniem tego długu.
Już nie liczę, ile razy upominaliśmy się (znaczy ciumak, grzecznie i z
wyrozumiałością) o te pieniądze. Po przeprowadzce ich sytuacja finansowa
znacznie się pogorszyła, szwagier był jakiś czas bez pracy, urodziło się
drugie dziecko itp. Wzięli jeden kredyt, nie spłacili go jeszcze, starają się
ciągle o drugi (niby dlaczego mieliby im dać drugi, skoro nie spłacili
pierwszego a banki mają informacje o innych kredytach swoich klientów).
Mam z tym ogromny problem. Emocje mi wariują po prostu, bo czuję się
wykorzystana po prostu. Ilekroć jedziemy do nich na jakieś imieniny, szlag
mnie trafia po prostu, bo zamiast obżerania się tymi wszystkimi sałatkami i
ciastami (tak wyglądają pokrótce uroczystości rodzinne w rodzinie ciumaka)
wolałabym żeby oddali nam choć troszeczkę. Nie rozumiem, dlaczego nie można
oddać komuś choćby 10 zł w miesiącu, nie rozumiem, dlaczego ja mam płacić za
to, że ktoś nie umie gospodarować swoimi pieniędzmi. Ja chyba okropnie bym się
czuła z tak ogromnym długiem, a mam wrażenie, że oni tak się tym nie przejmują
jak moim zdaniem powinni.
Miałam już jedną rozmowę z siostrą ciumaka, bo on w końcu powiedział jej że ja
mam w tym problem jak oni do tego podchodzą (np z tym, że mówią, oddamy wtedy
i wtedy i nie oddają - co rozumiem, bo różnie bywa - ale nie dzwonią, nie
tłumaczą dlaczego nie oddali, przemilczają sprawę, czego nie umiem
zaakceptować). Przy rozmowie wyznała, że bardzo jej z tym trudno, opowiadała,
jak u nich cieżko, obie płakałyśmy, modliłyśmy się. Myślałam, że udało mi się
jej przebaczyć, ale przy każdej mojej rozmowie z ciumakiem o finansach i
naszej przyszłości kiedy okazuje się, że nie ma na to, i na to, zaczynam
myśleć o tych pieniądzach, które moglibyśmy mieć i.... emocje wracają.
Wczoraj znowu się denerwowałam, nie mamy żadnych oszczędności, nie mamy za co
kupić łóżeczka dla dziewczynek, nie wiem, za co będziemy płacić przedszkole
Zuzi po wakacjach, nie wiem, za co zapłacimy za ogrzewanie, nie wiem, za co
kupimy pampersy w grudniu dla malucha.... Jak mam sobie z tym poradzić. Nie
mogę teraz iść do pracy, ciumak pracuje ile może, robi jeszcze nadgodziny,
jest kochany, a ja się tylko martwię... ON mówi "musisz zaufać Bogu", i ja
oczywiście wiem, że to prawda, ale tak trudno mi pokonać te emocje...
I jak mam traktować tą siostrę z mężem? Głupie jest też to, że zawsze
rozmawiamy o tym tylko z nią, męża jakby nie było, nie wiem, nie interesuje
się, czy duma mu nie pozwala na takie rozmowy. Bo dla mnie nie mówienie o tym,
jak jakby akceptowaniem ich podejścia do sprawy, a ja nie chcę, żeby myśleli,
że jest ok bo nie jest. Jakiś czas temu siostra prosiła nas o pożyczkę na
spłatę kredytu, żeby móc zagiągnąć następny, ciumak w końcu się wściekł i
powiedział jej ,że to nie jest dobry sposób patrzenia na finanse, żeby z
jednego kredytu spłacać drugi (nie wspomniał, że dla mnie to była po prostu
bezczelność prosić nas o pożyczkę, gdy ma się u nas taki duży niespłacony
dług). I co? Siostra się na niego obraziła! POtem wróciło do normy, ale dług
nadal nie spłacony i nie zanosi się na spłatę.
Poza tym mnie się ciągle wydaje, że oni wszyscy myślą, że my mamy niewiadomo
ile pieniędzy, bo ciumak się "wżenił" w pannę z kamienicą (oni mieszkają w
małej miejscowości pod Krakowem) i mamy forsy jak lodu, co jest nieprawdą, bo
przecież żyjemy z jednej pensji ciumaka i nie starcza nam po prostu. NIe
głodujemy, ja wiem, że tysiące ludzi mają gorzej, ale też jest tak na styk po
prostu.
Uffff, ale się wygadałam, chyba pierszy raz tak "poszło do sieci", ale
naprawdę mam z tym duży problem. Jak powinnam postąpić jako osoba wierząca w
takiej sytuacji (poza przebaczeniem, o co możecie się o mnie modlić).