kasiajulia 24.06.04, 03:57 Kochani. Wesprzyjcie mnie w modlitwie. Ten dzień spędziłam w szpitalu, mój Tato, miał wylew, rokowania nie są najlepsze. Kasia. Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
barbie-torun Re: Dzień Mojego Ojca... 24.06.04, 09:09 Trzymaj się.... Bóg ma w opiece Twojego Tatę... Pan wie co dla niego najlepsze... zawierz swoje zmartwienie Jezusowi Miłosiernemu, Boże Miłosierdzie jest Nieskończone. Modlę się za Was. Basia Odpowiedz Link
mama_kasia Re: Dzień Mojego Ojca... 24.06.04, 09:59 Wiem, co to znaczy. Mój tata jest po udarze mózgu. Miał ponad 8 lat temu. Trzymaj się! Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca... 24.06.04, 20:59 Dziękuję Wszystkim za wsparcie. Mój tata Kasiu, miał dwa zawaly serca wczesniej. K. Odpowiedz Link
a000000 Re: Dzień Mojego Ojca... 24.06.04, 21:22 Mój tata nigdy nie chorował. W poniedziałek dostał pierwszy zawał, we wtorek drugi, w czwartek trzeci....Już 10 lat, jak Go z nami nie ma. Jest u naszego Ojca Niebieskiego, któremu był wierny całe swoje życie. Odpowiedz Link
nulleczka Re: Dzień Mojego Ojca... 24.06.04, 22:57 Codziennie się modlę za wszystkich chorych - Twojego tatę tez włączam w tę modlitwę. Życzę dużo siły Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca... 28.06.04, 07:24 Witam ponownie. Dziś jadę później do taty, bo zatęskniła moja córcia za mną, sporo płakała wczoraj. Razem z siostrą jesteśmy tam prawie po 12 godzin. O opiece nie piszę, nawet zaproponował na facet (chyba salowy), że coś chciałby za "dźwiganie" taty. Mama w złym stanie, też bardzo chora. Mój tata to prawy i najlepszy ojciec jakiego znam. Jest najstarszym chórzystą w swoim chórze kościelnym. Dużo jeszcze o nim pisać, śpiewaliśmy na pielgrzymkach papieskich... Sprawy Ducha i Miłości Bożej są nam bardzo bliskie. Zasiadając do komputera chciałam Wam dużo napisać, to co czuję i jak odczuwam troskę moją nad rodzicem. Nie mam słów, tylko jakieś psalmy w głowie, trochę buntu nad bezsilnością moją i trochę złości nad ludźmi którzy opiekują sie bezdusznie chorymi, mało powołań. Świadomi chorzy bardziej cierpią, bo są traktowani przedmiotowo. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wsparcie. K. Odpowiedz Link
isma Re: Dzień Mojego Ojca... 28.06.04, 13:25 Kasiu, pamietamy. Wiesz, z ta bezdusznoscia opieki, to prawda, ale my - po poczatkowym okresie buntu - powiedzielismy sobie, ze musimy sprobowac zyciezac zlo - dobrem. Pani ordynator wczoraj powiedzial do mojego meza: czy wie pan, ze pana zona jest chyba pierwsza od lat matka pacjenta, ktora zapytala: Co my mozemy zrobic, zeby panstwu pomoc, a nie irytowala sie, ze to tak dlugo trwa i ze jestesmy nieudolni? Dzisiaj okazalo sie, ze jednak wreszcie zrobia Miniaturze badanie bakteriologiczne wydzieliny z pluc, o ktore, kiedy pytalam przy przyjeciu, dowiedzialam sie, ze "nie ma takiej praktyki" ;-O Myslimy o Tobie i Twojej rodzinie bardzo cieplo. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca... 28.06.04, 15:13 Droga Ismo. Mysle o córci Twojej..., ja jestem alergikiem, a siostra moja bardziej. Dusiła się również. Z wiekiem lepiej, ale leki na cały rok ma. Będąc u Taty, już nocą, w przeddzień Dnia Ojca zapytałam co mogę robić, żeby im pomóc w opiece nad pacjentem. Nie jestem bierna, bo się nie da, nie panikuję, to ze mną lekarze chcą rozmawiać. przykro mi jedynie, że starzy ludzie leżą w mokej pościeli, że wpycha się im do ust jedzenie, bez godności i szacunku. Nie wspominając o kradzieżach. Zawsze opanowanie wracało i logika jak chodziło o bliskich. Mam za sobą różne przeżycia, ciężkie też, i na nowo przeżywam w ciszy rozterki. Trzymam z Twoją rodziną, oczamy duszy przystaję przy Was, myślami dzielę moją modlitwę. K. Odpowiedz Link
philosophus Re: Dzień Mojego Ojca... 28.06.04, 20:49 Masz i mnie. Mój ojciec zmarł 13 lutego w wyniku błędu lekarza związanego z operacją tętniaka (także wylew). Pan z Tobą. w. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca... 24.07.04, 00:01 Tata w domu od 13 lipca, lekarze napisali "bez szans do rehabilitacji", cierpi bardzo. Ma duszności, nie może jeść, rehabilitanta załatwiłam prywatnie, urzędny nie śpieszą pomagać, choć pierwszy raz moi rodzice tekiej pomocy potrzebują. Zastrzyki robiłam sama, teraz przychodzą siostry z przychodni i za karzdym razem mamę denerwują komentarzami, że mogłaby robić ten zastrzyk. Pisze chaotycznie, bo moja wiara w ludzi została mocno nadszarpnięta. Chyba pokuszę się i opiszę realia szpitalne, traktowanie pacjentów, czesto świadomych ludzi, epitety. Dziękuję Bogu Kochani, że mogłam z siostrą tam byc, że te 12 godzin w dzień tam spędzałam, co nie uchroniło go od szarpania, opryskliwości i rutyny. Mój tato jako pogony człowiek, dobry, pełen godności i wiary tam, w szpitalu został złamany. Mam żal, którego pozbyć się nie mogę: dlaczego niezadowolenie z pracy "wywalane" jest na bardzo chorych ludziach. Ma teraz głęboką depresję, między innymi przez to, że lekarz informował mnie o jego stanie nad jego głową, na nic moje prośby na oddalenie. Dużo jeszcze bym mogła pisać, ale to wszystko z żalu, że ofiarność, powołanie, miłość do chorego, godność minimalna to deficyt, bardzo mało powołań. Z Bogiem Kochani. Dziękuję, że tu Jesteście. K. Odpowiedz Link
isma Re: Dzień Mojego Ojca... 24.07.04, 10:15 Kasiu, a skad Ty jestes? Jaki jest stan Taty? Bo moze daloby sie Wam zalatwic jakas pomoc, pielegniarke-wolontariuszke? My mamy troche hospicyjnych kontaktow tu i owdzie )) Napisz, prosze, na priv (gazetowy odbiore dopiero w poniedzialek, ale mozesz pisac na isma@interia.pl). Aha - ja bym rozwazyla napisanie skargi. Bez emocji, rzeczowo, ale jednak. Trudno miec pretensje o mizerie finasowa, natomiast takie rzeczy, jak debatowanie o stanie chorego w jego obecnosci mimo sprzeciwu rodziny to jest oczywiste wykroczenie przeciw deontologii lekarskiej. Ja wiem, ze w malych srodowiskach, tam, gdzie pacjenta "w razie czego" czeka ten sam szpital, to jest trudne - ale, mysle, potrzebne, na przyszlosc, dla dobra innych pacjentow. Trzeba wierzyc, ze moze byc dobrze. Mamy takich znajomych - on po operacji nowotworu rdzenia kregowego sparalizowany od pasa w dol, na wozku. Przez rok popbytu w szpitalach ledwie zostal spionizowany, nawet nie siadal. oczywiscie cewniki, pampersy itd. itp. Odlezyny, gronkowiec. A potem zona zabrala go na wakacje z przyczepa kempingowa (!!!). Siadl na wozek, gral na gitarze przy ognisku, wrocil jak nowo narodzony. teraz, po dwocgh latach, ona idzie do pracy, a on: przygotowuje obiad, wrzuca pranie do pralki, prasuje ubranka dla rocznego wnuka... Mysle o Was cieplo. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca... 27.07.04, 07:23 Kochana Ismo. Dziś rano wpadłam na forum. Odpisałam na skrzynkę. Dziekuję za Twoje dobre słowa. K. Odpowiedz Link
mader1 Re: Dzień Mojego Ojca... 26.07.04, 00:05 Mamy w pracy Jurka. Jurek 3 lata temu mial wylew. Rokowania byly bardzo kiepskie. A jest z nami z powrotem. Troche sie czasem jaka i na nie do konca sprawna jedna reke. Nie moze jeszcze kierowac i zona wywozi go na manowce. Ale jest. Pracuje. Mama narzeczonej ( bylej) mojego brata po wylewie uczyla sie czytac na ksiazeczkach moich dzieci. Jest. Wrocila. Glowa do gory. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca... 27.07.04, 07:26 Dziękuję Mader1 za nadziei odrobiny. Tata ma stan cieżki, ponieważ miał wcześniej zawały, stany lękowe są jego straszne, czasem juz w nic nie wierzę, a w ludzi najmniej. K. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca...Do Wszystkich. 27.07.04, 07:52 Kochani dziękuję za modlitwy. Czuję spokuj, ciszę w sobie, dodając nieco siły wszystkich Waszych Aniołów to lepiej żyć. Internet mnie denerwował swojego czasu, był przyczyna nieszczęść w mojej rodzinie, a teraz to jedyna "dobra" komunikacja z ludźmi. Ściskam serdecznie. Kasia. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: Dzień Mojego Ojca...Do Wszystkich. 27.07.04, 10:30 Mój tata jest 8 lat po udarze mózgu. Nie mówi, nie czyta, nie pisze na komputerze, nie zawsze potrafi przekazać nam swoje myśli (bardzo jest mu wtedy ciężko). Ma niesprawną prawą rękę. Chodzi powoli z jedną kulą, a po mieszkaniu bez. Ale przy tych wszystkich trudnościach uśmiecha się, cieszy się wnukami, żartuje gestami, pokrzykuje, ŻYJE. Bardzo mu było ciężko w szpitalu i po szpitalu. Miał usuwany zator, potem przez zaniedbanie posocznicę i ropień na płucu ... Ciężkie przejścia w szpitalu leczącym płuca. Wszystko było tym trudniejsze, że zawsze był bardzo sprawny, czynny zawodowo, zaangażowany w życie miasta. Ale wyszedł z tego Pozdrawiam i ... modlę się dalej - Kasia. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca... 28.07.04, 21:06 Dzis tatę zabrało pogotowie. Serce słabe, ma rozrusznik, stan bardzo zły. Odpowiedz Link
darcia73 Re: Dzień Mojego Ojca... 28.07.04, 22:42 Kasiu, jestem z Toba myślami i modlę się Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca... 29.07.04, 03:22 darcia73 napisała: > Kasiu, jestem z Toba myślami i modlę się Dziękuję, nie mogę spać ze zmęczenia chyba. K. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca...Jego urodziny. 01.08.04, 22:37 Dziś urodziny mego taty, 1 sierpień, skończył 71 lat. Wzruszył się, jest bardzo słaby, nie może jeść, elektroda-rozrusznik, która przez żyłę ramienną docierała do serca już usunięta. Serce pracuje lepiej, cały czas jednak pod obserwacją na monitorze. Dobrze, że Ktoś dba. Dziękuję kochani za wsparcie. Kasia. Odpowiedz Link
mader1 Re: Dzień Mojego Ojca...Jego urodziny. 02.08.04, 20:41 Dobrze, ze jestes przy Nim. Dziekujemy za wiadomosci " z frontu " - mysle, ze bedzie lepiej. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca... 01.08.04, 22:38 Może to nie jest ciekawe co piszę, ale chciałam to Wam "powiedzieć". K. Odpowiedz Link
kramla Re: Dzień Mojego Ojca... 01.08.04, 22:48 A my jesteśmy, czytamy i cieszymy się razem z Tobą. Odpowiedz Link
darcia73 Re: Dzień Mojego Ojca... 04.08.04, 21:08 Kasiu, ja też czekam z niecierpliwością na wieści o Twoim Tacie, mając nadzieję, ze napiszesz jak Tata wraca do zdrowia Cały czas o Was pamietam wieczorem w modlitwie przed snem. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca... 05.08.04, 23:08 Tata nadal nie może jeść. Od pobytu na oddziale "R", lekarze nie wiedzą co robić, po pracy siostra albo ja jesteśmy przy nim. Wróciłam do pracy od poniedziałku po urlopie wychowawczym i bezpłatnym. Nie pisałam o mojej sytuacji osobistej, od 20 maja jestem sama z dzieckiem. Trudno dzielić obowiązki w tych okolicznościach, tym bardziej że tego wszystkiego nie dzielę na dwoje. Pozdrawiam serdecznie. Dziękuję za wsparcie duchowe. K. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca... 15.08.04, 07:39 Witam Kochani. Tata w domu od środy, 4 łyżki obiadu, i po tyle samo śniadania i kolacji. Nadal ma elektrodę wprowadzoną żylną, żeby w "razie czego" ratować. Złości się, że leży, ale wczoraj widziałam, że ustąpił mu grymas twarzy. Boję się myśleć, że jest lepiej. Mam przeczucia, wyobrażenia. Każdy jego oddech niepokojący. Sporą dawkę pokory dostąpiłam i w najlepszej wersji Wiary w Boga, mój tata wierzy w Jego Dostojną Pomoc. Pozdrawiam Was serdecznie Kochani. Udanej niedzieli. Kasia. Odpowiedz Link
netus Re: Dzień Mojego Ojca... 15.08.04, 08:22 Tobie też życzę udanej niedzieli. I tacie. Śledziłam twój post i inne odpowiedzi, ale nie włączałam sie, pamiętam jednak w modlitwie. To juz pewnie dużó, że Tato mógł wrócic do domu. Cieszę sie razem ztobą. Spróbuj każdy dzień jego choroby traktować jako prezent, może nie będziesz bała się wtedy cieszyć... pozdrawiam. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca... 15.08.04, 08:30 Dziękuję Netus. Modlitwa innych jest dla mnie cenna, trudno się modlić czasem, milczeniem rozmawiam z Bogiem. Obfitości miałam niegdyś, z moją współpracą oczywiście. Od marca 2003 nie wiedzie mi się bardzo, zmęczenie może, strach, lęki codzienne, poczucie porażki, przerażenie o przyszłość moją i mojej córki mnie trawi. Nie sposób z lekkością motyla wierzyć w Boga. Pozdrawiam Wszystkich. Kasia. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca... 22.08.04, 20:18 Od 22 czerwca: wylew, zawał, zawał, właśnie wracam ze szptala, dziś w nocy tatę zabrało pogotowie. Nic nie czuję, chyba jakieś zdziwienie...co jeszcze może być.... Kasia Odpowiedz Link
mama_kasia Re: Dzień Mojego Ojca... 22.08.04, 20:42 Kasiu ... właściwie nie wiem, co Ci napisać... To takie trudne... Trzymaj się i ... ufaj nadziei wbrew nadziei - jestem z modlitwą - Kasia. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca...Dziś o 12.30 12.09.04, 21:39 Mój tata poszedł do Boga, o 12.30 rozpoczynała sie msza i zmarł, mama była przy nim. K. Odpowiedz Link
sion2 Re: Dzień Mojego Ojca...Dziś o 12.30 12.09.04, 21:59 Kasiu życzę ci nadziei i wiary, ze spotkacie się wszyscy razem kiedyś w niebie... trudno coś pisać, ale dołączam sie w modlitwie trzymaj sie mocno ręki Boga u Niego najlepsze pocieszenie... kasia Odpowiedz Link
mader1 Re: Dzień Mojego Ojca...Dziś o 12.30 12.09.04, 22:29 Przykro mi. Moj tato zmarl nagle juz 1,5 roku temu. Gdy wchodze do ich domu, do tej pory, podswiadomie szukam Go wzrokiem w fotelu. Tak jakby do konca nie przyjelam tego do wiadomosci. Nie powiedzielismy sobie zadnych waznych rzeczy, nie pozegnalismy sie, zadnego slowa otuchy, tak po prostu... odszedl. Moza sie tylko modlic i pamietac. Odpowiedz Link
darcia73 Re: Dzień Mojego Ojca...Dziś o 12.30 12.09.04, 23:28 Kasiu brakuje mi słów, by wyrazić swoje współczucie. Cały czas miałam nadzieję... Jednak myślę, ze Pan zabrał Twego Tatę, bo widocznie nadszedł juz jego czas. Ale tak trudno jest wytłumaczyc smierc, a szczegolnie najbliższej osoby. Sa rzeczy , ktorych nie rozumiem i przeciwko którym moje uczucia sie buntują, ale coś we mnie każe mi ufać Bogu. Przyjdzie taki czas, ze łez już nie będzie i śmierci juz nie bedzie, bo Pan Jezus zwycięzył smierc. Kasiu, myślę o Tobie. Odpowiedz Link
kramla Re: Dzień Mojego Ojca...Dziś o 12.30 15.09.04, 14:44 Dopiero teraz tu weszłam i się dowiedziałam.W natłoku swoich zmartwień człowiek zapomina o innych((.Łączę się z Tobą w bólu.Wiem co to znaczy nic nie czuć. Odpowiedz Link
kasiajulia Re: Dzień Mojego Ojca...16.09.04 18.09.04, 08:06 To w tym dniu mój Tatko został pochowany w sojej ziemi, rodzinnej. Uroczystości były bardzo nietypowe, cały dzień. Msza w Ursusie i msza pod Ostrołęką. Julia była wspaniała, cierpliwa, wszystko wie i rozumie. Pytała czy wygodnie Dziakowi i czy Aniołki go przyją do nieba. Siłą zaciągnęła mnie do kościoła żeby ich o to pytać. Nadal robię jej dziakową herbatkę i daję bułeczkę dziadkową (tata w soboty przynosił dla nas bułki i wodę oligoceńską z której ta herbata produkowana była). Jedyna rzecz, któa mnie martwi to, że nie chce mówić "Aniele Boży", bo wcześniej modliłyśmy się o zdrowie Dziadka, a teraz powiedziało dziecko, że nie chce do tego anioła nic mówić. Julia ma 4 latka. Nie reaguję, spokojnie tylko mówię, że zmówimy modlitwę potem. Martwię się o jej powrót do przedszkola. Jedyna zaleta, to że przedszkole prowadzą siostry zakonne.Są wspaniałe te kobiety, grupy małe, a one same nie wyglądają jak siostry. Nie wiem czy mówić im o tym, że mąż się wyprowadził z domu, że mieszkamy same, bo to właśnie on odwozi i odbiera Julię z przedszkola. Jest dla niej dobry, a ona bardzo go kocha. O śmierci Dziadka wiedzą, dzwoniłam. Trudne to wszystko, ale czuję więcej siły i Obecność mego Taty przy nas. Doradźcie w sprawie przedszkola. Uściski. Kasia. Odpowiedz Link
isma Re: Dzień Mojego Ojca...16.09.04 18.09.04, 11:33 Kasiu, sciskam Cie bardzo. Bardzo piekne sa te male gesty pamieci o Tacie. Masz maila. Odpowiedz Link
addria Re: Dzień Mojego Ojca...16.09.04 18.09.04, 19:06 Bardzo współczuję... W kwestii przedszkola: chyba nie ma takiego obowiązku, by informować przedszkole o swoich osobistych sprawach. No chyba, że w Twoim przypadku ma to jakieś szczególne znaczenie. Pozdrawiam, Odpowiedz Link