Dodaj do ulubionych

Rozważanie na koniec roku

31.12.14, 10:57
Nauka lubi porządek, a juz zwłaszcza ludzie o pogladach racjonalistycznych nieustannie podkreslają potrzebę dokładności. Problem polega na tym że taka dokładnośc nie zawsze jest możliwa, bo jak tak naprawde określić kiedy w dziejach świata kończy sie jedna epoka a zaczyna następna? Ale w szkołach wymaga się jednak podawania konkretnych dat. I tak najczęściej przyjmuje sie że koniec starożytności wyznacza kres panowania ostatniego rzymskiego cesarza Romulusa Augusta czyli rok 476. I jeszcze jedna znamienna data wazna dla nas - data powstania Unii Europejskiej związana z tzw. deklaracja Schumanna czyli rokiem 1950.

Tylko czy tak naprawdę, sa to daty które warte są zapamiętania? Czy koniec Imperium Romanum a tym samym koniec starożytności to data abdykacji ostatniego, marionetkowego cesarza?

Przenieśmy się za pomoca wyobraźni nad Ren w okolice dzisiejszej Moguncji. Oto zimowy, mroźny dzień 31 grudnia 406 roku. Na granicy rozciągającej sie wzdluż liczącego ponad 1000 km Renu stoją liczne strażnice strzeżone przez legiony rzymskie. Za rzeką ciagną sie nieprzebyte puszcze - dzika kraina zaludniona przez barbarzyńskie plemiona. Ale tej mroźnej nocy na rzymską Galię runęły zastepy trzech plemion germańskich Wandalów, Swebów i Alanów. Ta noc zmieniła na zawsze losy krajów okreslanych jak Zachód. Tej mroźnej nocy nastepuje tak naprawdę kres Rzymu i kres pax romana.

Dla współczesnych było to wydarzenie tak doniosłe że znamy dokładnie datę dzienną tego ataku. Liczne świadectwa opowiadają o grozie tych dni. Wydawało się że zbliża sie naprawdę koniec świata. Nawet do pustelni św. Hieronima w Betlejem docierają niosące grozę relacje z tej pożogi nocy grudniowej i w r. 409 pisze on znamienne słowa: - "Co jest ocalone, jesli ginie Rzym!"
A tak opisuje wydarzenia tamtych dni Oriencjusz biskup Auch miasta leżącego w Akwitanii czyli na południu dzisiejszej Francji:

"Wszyscy w umęczeniu oczekują końca starego świata, a już nadchodzą jego dni ostatnie. Spójrzcie, jak szybko śmierć zwyciężyła świat i ileż potężnych ludów rzuciła na kolana siła wojny... Cała Galia dymiła jak wielki stos"

Nawała ludów okreslanych jako barbarzyńskie przetoczyła się przez kraje dzisiejszej zachodniej Europy jak walec. Jedynie nieliczne miasta stawiły skuteczny opór, tak jak chociażby Tuluza gdzie obroną kierował biskup Eksuperiusz. Nawet dumny Rzym musiał otworzyć bramy przed wodzem Wizygotów Alarykiem i 24 sierpnia 410 rok cały ówczesny świat obiegła hiobowa informacja - Roma capta - Rzym padł.
Negocjujacy z zwycięskim wodzem przedstawiciele Rzymu usłyszeli żądania - oto jego żołnierze zabiora z miasta wszystko co przedstawia jakąkolwiek wartość . Ządania powyższe wzbudziły gwałtowne protesty.
- Ależ - histerycznie zareagowali wysłannicy - co nam wobec tego pozostanie?
Alaryk zrobił pauzę: - "Życie".

Co jest tak naprawdę warte w świecie który kazdego dnia może przynieść zniszczenie i pożogę która zmiecie to co materialne? Czy potrzeba dopiero grozy zniszczenia aby docenić to co nieprzemijające?

Nadzieja dla ginącego rzymskiego swiata i dla Europy opanowanej przez plemiona germańskie zakładające na gruzach dawnego imperium nowe państwa przyjdzie z najbardziej nieoczekiwanego kierunku.
Oto w czasie zawieruchy w r. 432 ląduje na brzegu Irlandii - wyspy leżącej poza rzymskim limesem - Patryk, samotny kapłan już biskup i oto dokonuje się niezwykły cud. Oto jeden człowiek w trakcie 30 lat swojej posługi dokonuje rzeczy niezwykłej. Gdy umiera w roku 461 może z dumą powiedzieć że oto zastał Irlandię poganską a pozostawił chrześcijańską.

Kres Rzymu nie nastąpił wraz z abdykacją ostatniego cesarza - on nastąpił ostatniego dnia roku 406, podobnie jak zjednoczenie Europy nie dokonało się w 1950 roku - ono tak naprawdę dokonało się w r. 432.

Dlaczego własnie wtedy? - Otóż to właśnie Irlandczycy a konkretnie mnisi irlandzcy ocalili naszą cywilizację. Bo to ich dziełem było zachowanie tradycji i spuścizny cywilizacji grecko-rzymskiej. Po prostu nieustannie przepisywali księgi. I to dzieki nim znamy nie tylko pisma Ojców Kościoła ale także wszelkich myślicieli umarłego już świata. I nawet jeżeli te pisma uważali wręcz za szkodliwe dla wiary - to jednak je przepisywali. Następne wieki to ich nieustanna wędrówka po całej ówczesnej Europie, a w ślad za nimi na dwory nowo powstałych królestw trafiały także księgi. Nie czynili tego dla własnej chwały lecz - "pro amore Dei"

Dlaczego snuje te historyczne rozwazania? Dzisiaj jest także mroźny dzień - ostatni w roku. I tak jak w 406 roku za granicami dzisiejszego swiata gromadzą sie cienie. Wtedy też na tereny Imperium przenikały nieliczne na razie grupy członków plemion barbarzyńskich zwabionych potegą pieniądza i omamione dobrobytem. Podobnie dzieje się i dzisiaj i podobnie jak wtedy pozornie zjednoczona Europa przyciaga swoja potegą finansową, złudnym pojeciem tolerancji - tylko że podobnie jak Rzym buduje swoją potęgę nie na tradycji, na wspólnych korzeniach tylko wręcz odwraca się od niej tyłem.
Dzisiejsza Europa uwaza że jej zjednoczenie nastąpiło dopiero w ostatnich latach wraz z podpisywaniem kolejnych traktatów, stworzeniem konstytucji i przyjmowaniem nowych krajów w swoje szeregi . Czym to się różni od rzymskich podbojów i odgórnego narzucania swojego prawa dla innych narodów?
Europa zapomniała że tak naprawdę została stworzona przez tych prostych mnichów irlandzkich o których z taką pogardą wyraził się XIX wieczny premier angielski, przedstawiciel nowego, oświeconego społeczeństwa B. Disraeli -
"Irlandczycy nienawidzą naszego porządku, naszej cywilizacji, naszego dynamicznego przemysłu, naszej czystej religii... Ich idea ludzkiego szczęścia to na przemian klanowe burdy i nieokrzesane bałwochwalstwo - czyli katolicyzm"

Czy powyższe słowa czegoś nam nie przypominają? Czy w podobny sposób dzisiejsze oświecone elity nie mówią o juz nie o konkretnym narodzie tylko w ogóle o chrześcijaństwie?
Czy wyzwiska które dotykają ludzi broniących norm moralnych, nazywających zło - złem, a grzech - grzechem, tak jak chociażby kwestia sponiewierania przez postepowe elity prof. Chazana czy też ostatnie komentarze związane z filmem Zanussiego ' Obce ciało" - filmu w którym rezyser pyta się czym tak naprawdę jest wolność, mówiąc że powinna ona byc celem a nie wartością samą w sobie, nie przypominają w pewien sposób cynizmu elit rzymskich w przededniu upadku?

W ten ostatni dzień roku warto zadać sobie pytania o przyszłość, siegnąć do pamięci historycznej - tym bardziej że nad zadufaną i sytą Europę ponownie nadciągają groźne chmury i ponownie tylko chrześcijaństwo stoi na straży prawdziwego humanizmu .

https://www.img.f4a.eu/images/447788001.jpg

Irlandzkie krzyże sprzed półtora tysiąca lat nieustannie stoją i przypominają o chrześcijańskich korzeniach naszej cywilizacji i wzywają Europę słowami hymnu przypisywanego apostołowi Irlandii św. Patrykowi do nieustannego powrotu do korzeni gdyż podnosimy się dzięki:

Wstaję dziś
Za sprawą potężnej mocy wezwania Trójcy Św.,
Za sprawą wiary w troistość Boga,
Za sprawą wyznania głoszącego jedyność
Stwórcy Stworzenia
Obserwuj wątek
    • andrzej585858 Re: Nie mogę szanować innego - nie szanując siebie 09.01.15, 10:05
      Wydarzenia jakie miały miejsce w ostatnich dniach w Paryżu paradoksalnie staj się dowodem na to ze model sytej i odwracającej sie od swoich korzeni Europy ponosi klęskę.
      Kilka lat temu na innym forum cytowałem fragment z przemówienia znanego amerykańskiego prawnika Josepha Wallera wygłoszonego w Wiedniu w 2006 roku. Przemówienia które nosi znamienny tytuł : "Chrystofobia i laicyzm".

      Na swoistą ironię dziejowa zasługuje fakt iż rzeczony prawnik, ortodoksyjny amerykanski Żyd, ale liberalny - jak sam podkresla - występował jako obrońca w procesie przed Trybunałem w Strassburgu. W znanym procesie o obecnośc symboli religijnych w miejscach publicznych. Nie zawahał się stanąc przed Trybunałem w tradycyjnym stroju religijnego Żyda.
      A Europejczycy chcą po prostu zapomnieć o obecności Krzyża - swoisty paradoks. Myślę że udziela on w cytowanym przemówieniu wielu cennych uwag o których dobrze jest pamietać, zwłaszcza wtedy gdy tak chętnie mówi się o tolerancji.

      "Podczas gdy polowa populacji Europy żyje w krajach, których konstytucje zawierają wyraźne odniesienia do Boga i chrześcijaństwa, wykluczenie takiego rozróżnienia spowodowało kpiny z motta europejskiego: "Zjednoczeni w różnorodności". Tak. o ile ta różnorodność nie odnosi się do Boga czy chrześcijaństwa. Ile razy trzeba kazdemu odrzucać medialne slogany powtarzające, że wykluczenie Boga z symboliki państwa i z miejsc publicznych - to jest wybór polityczny jednego światopogladu nad innym.

      Spytałem pana Giscarda d`Estaing / był prezydentem Konwencji Europejskiej przygotowującej projekt EuroKonstytucji/. Jakie było Twoje stanowisko w pytaniu o Invocatio Dei albo o chrześcijańskie korzenie. I on powiedział, że był za. Ale nie było zgody, a oni podjeli decyzje przez konsensus. Tak, nie było konsensusu. Ale dlaczego domyślne powinno być usunięcie?. I spytałem pana Giscarda: Dlaczego nie wpisałeś Invocatio Dei, w które mówisz, że wierzysz, i nie powiedziałeś wtedy: "Nie możemy tego usunąć, ponieważ nie ma konsensusu". Dlaczego domyślne powinno być francuskie laicite a nie niemiecka wiara w odpowiedzialność przed Bogiem i człowiekiem, irlandzka wiara w boskie pochodzenie władzy lub zupełnie eleganckie rozwiązanie polskie, które rozpoznaje jedno i drugie.

      Jest inny powód dla którego to się nie udało: europejskie laicite - laicyzm, tak odmienne od amerykańskiego sekularyzmu nie jest zwykłym "po prostu nie wierzę w Boga". To jest pewnego rodzaju wiara sama w sobie. To kategoryczna wrogość do religii, w przypadku Europy wobec chrześcijaństwa. To dlatego nie zawahałem się w mojej książce mówić o chrystofobii.

      Ale poza wątpliwościami konstytucyjnymi panuje mylne pojęcie tolerancji wielokulturowości i tożsamości. Tolerancja nie jest po prostu społeczną praktyką. Jest samodyscypliną duszy, pokonywaniem, akceptowaniem czy tolerowaniem tego, co w jakimś sensie neguje lub zaprzecza.

      Czy jest tolerancją powiedzieć, że nie mogę ocenić, dlatego wszystko muszę akceptować? Prawdziwa tolerancja - jako owa dyscyplina duszy, która opiera się tendencji by przymuszać innych - może tylko istnieć wobec podstawowego stwierdzenia pewnych prawd. A w nastawieniu ruchów "wszystko ujdzie" jest tylko pogarda dla innego, nie szacunek. Jak mogę uszanować tożsamość innego, jezeli nie umiem szanować własnej tożsamości?. I dlaczego Muzułmanin lub Żyd jako przedstawiciele religijnych mniejszości mieliby czuć się bezpiecznie w społeczeństwie, które pozbywa się ikon własnej religijnej tozsamości? Ludzie przyjeżdżają do tych krajów poniekąd dlatego, iż jest w nich tradycja tolerancji, ponieważ mimo ich własnych tradycji potrafią oni ciepło powitać kogoś, kto ich z nimi nie dzieli. Nie mogę naprawdę uszanować innego, jeżeli nie szanuję siebie. I musimy rzeczywiście celebrować bogactwo chrześcijańskiego dziedzictwa.

      Europejską wadą jest pewien rodzaj amnezji, słabej pamięci chrześcijańskiej przeszłości Europy. Weźmy przykład Rocco Butiglione. Ponieważ został zapytany o homosekualizm, odpowiedział następująco: "Jezeli pytasz o moją osobistą wiarę, wierzę, że te relacje są grzeszne. Ale, jeżeli pytasz, co zrobię jako Komisarz odpowiedzialny za sprawy wewnętrzne i sprawiedliwość, bedę przestrzegać prawa i Konstytucji Europejskiej". On nawet nie powiedział "złe" ale "grzeszne", co jest kategorią religijną. Jeżeli nie jesteś religijny, słowo "grzech" nie ma dla Ciebie żadnego znaczenia.

      Teraz wyobraźmy sobie, że Rocco Buttiglione byłby Żydem, po pierwsze, nikt nie postawiłby takiego pytania. Po drugie, jesli pytanie zostałoby zadane i dałby dokładnie taką samą odpowiedź, kazdu uważałby, że jest ona "modelowa", jest wierna swojej tradycji (którą, jako wielokulturowi, akceptujemy) i Konstytucji. Ale, jesli jesteś chrześcijaninem, możesz zostać wyrzuconym. To bardzo znacząca historia."

      Jak mogę szanować innego, jezeli nie szanuję samego siebie? Jak widzi mnie ten inny? - jako człowieka który niszczy to co sam stworzył - własną kulturę, własną historię. Ciemne chmury gestnieją nieustannie i tak jak w 406 roku może przyjść ten jeden dzień który zmiecie to wszystko co dzisiaj wydaje się nam takie trwałe
      • otryt Re: Nie mogę szanować innego - nie szanując siebi 20.01.15, 09:59
        andrzej585858 napisał:

        >„Kilka lat temu na innym forum cytowałem fragment z przemówienia
        > znanego amerykańskiego prawnika Josepha Wallera wygłoszonego w
        >Wiedniu w 2006 roku. Przemówienia które nosi znamienny tytuł :
        >"Chrystofobia i laicyzm".”


        Jego nazwisko brzmi Joseph Weiler. Napisał m.in. książkę „Chrześcijańska Europa”, w której uzasadniał, że Europejczycy nie powinni odcinać się od swoich chrześcijańskich korzeni. To rzeczywiście wielki paradoks, że wierzący ortodoksyjny wyznawca judaizmu w sposób zdecydowany i mądry broni chrześcijańskich korzeni Europy i robi to wielokrotnie.

        A oto fragment wywiadu z profesorem Weilerem:

        ekai.pl/wydarzenia/x30728/prof-weiler-chca-by-religia-byla-sprawa-prywatna/
        ***

        "KAI: Dlaczego religijny amerykański Żyd broni krzyży w chrześcijańskiej Europie?

        – Napisałem książkę „Chrześcijańska Europa”, która ukazała się w dziewięciu językach, w tym także po polsku w wydawnictwie "W drodze" pod tytułem "Chrześcijańska Europa. Konstytucyjny imperializm czy wielokulturowość?". Zachęcam do jej przeczytania, tym bardziej że cały dochód przeznaczyłem na cele charytatywne. Bardzo cenię Jana Pawła II - to był Wielki Papież a dla nas, niechrześcijan, wielki człowiek. Spotkałem go w czasie jego wizyty w Ziemi Świętej. Miał w sobie coś takiego, że nawet gdy się na niego patrzyło, stawało się zrozumiałe znaczenie słowa „świętość”.

        KAI: Czy jest Pan żydem ortodoksyjnym?

        – Jestem żydem ortodoksyjnym, ale liberalnym. Są bowiem także żydzi integrystyczni, niepraktykujący oraz ateistyczni i ci ostatni są obecnie najliczniejsi. Mój ojciec pochodził z Sandomierza. Ja sam jestem polonofilem. Wielokrotnie byłem w Polsce. Cenię waszą siłę duchową, głębokość wiary i tradycji. Pod tym względem Polska wyróżnia się w zlaicyzowanej Europie. Miałem też kontakt z polskimi profesorami i studentami, dlatego cenię też bardo wasz potencjał intelektualny i naukowy."

        ***

        Okazuje się, że inna wiara wcale nie musi być przeszkodą w porozumieniu na głębszym poziomie. Z dużą przyjemnością przeczytałem "Chrześcijańską Europę" i chętnie wybrałbym się na jego wykład, gdyby kolejny raz zagościł w Polsce.
        • andrzej585858 Re: Nie mogę szanować innego - nie szanując siebi 26.01.15, 10:01
          Czy można szanować innego? - mam wrażenie że odpowiedź brzmi tak, ale pod warunkiem że ta osoba nie ujawnia swojej religijności - zwłaszcza jeżeli, na swoje nieszczęście, piastuje stanowisko publiczne.
          Oto Prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński odebrał z rąk kard. Kazimierza Nycza papieskie odznaczenie "Pro Ecclesia et Pontifice", w dowód uznania dla zaangażowania w pracę na rzecz Kościoła i społeczeństwa. Jaka jest reakcja GW i tzw. środowisk lewicowych?

          "Informacja o odznaczeniu papieskim dla prof. Rzeplińskiego poruszyła środowisko prawników, jednak nie chcieli tego faktu skomentować dla "Wyborczej"" - co oczywiście nie przeszkadza redaktorom umiescić w tytule artykułu jednoznacznie brzmiącego sformułowania: "Prawnicy w szoku". Zastanawia mnie natomiast cytowana w powyższym artykule wypowiedź dr Boreckiego który stwierdza że przyjęcie tego odznaczenia przez prezesa TK "stawia wielki znak zapytania nad jego bezstronnością" - jest to stwierdzenie zadziwiające, w ten sposób stwierdza że żadna osoba otwarcie przyznająca się do swojej religijności nie może piastować stanowiska publicznego!!
          Jednym słowem - tak, w państwie świeckim możesz być wierzacym, ale tylko w zakrystii, ale gdy opuscic mury światyni w żaden sposób nie możesz do tego przyznawać się. I to podobno lewica walczy z dyskryminacją i protestuje przeciwko istnieniu wykluczenia.
          Odpowiedź profesora na tego typu zarzuty była pełna godności:

          "Równie dobrze mogę być stronniczy jako profesor uniwersytetu, orzekając w kwestiach z tym związanych, a jako syn rolnika - stronniczy w sprawach rolnictwa. Jestem sędzią konstytucyjnym, a nie religijnym. Nie zabiegałem o to odznaczenie. Gdybym sugerował, by dać mi odznaczenie po zakończeniu kadencji w Trybunale, to byłoby to ukrywanie tego, że de facto mi go przyznano. Nie ukrywałem odznaczenia od polskiego prezydenta, od prezydent Litwy też nie. Nie widziałem i nie widzę w tym nic niewłaściwego. "
          wyborcza.pl/1,75478,17307048.html
          Mozna tylko wyrazić żal że są tacy chrześcijanie którzy krytykują prof. Rzeplińskiego za jego postawę, a przecież każdy chrześcijanin niezależnie od zajmowanej pozycji powinien zachować się z podobną godnością i otwarcie stwierdzić tak jak zrobił to prof. Rzepliński dziekując za otrzymane odznaczenie:

          "Jestem szczęśliwy, gdyż jestem Polakiem, chrześcijaninem i katolikiem. Przecież to Kościołowi zawdzięczamy, że po latach zaborów i totalitaryzmów możemy mówić i myśleć po polsku."

          Piękne słowa. Katolik jest także obywatelem i ma prawo do pełnienia kazdego urzędu i ma prawo do mówienia o tym, gdyż jak to podkreślił w wygłoszonej laudacji o. Dostatni: "Kosciół katolicki poprzez swoich członków jest częścią społeczeństwa".
          ekai.pl/diecezje/warszawska/x85919/warszawa-pro-ecclesia-et-pontifice-dla-prof-rzeplinskiego/
          • andrzej585858 Re: Lepiej być komuchem niz katolikiem 27.01.15, 14:17
            Gorzka refleksja ks. Sowy :

            "Przypadek prof. Rzeplińskiego i całe zamieszanie wokół papieskiego odznaczenia dobitnie pokazuje, że w wolnej Polsce nadal bardziej opłaca się być starym komuchem albo jeszcze lepiej „nowoczesnym”, czyli antykościelnym lewicowcem niż porządnym, bo nie ukrywającym tego faktu katolikiem."

            wiadomosci.onet.pl/lepiej-byc-komuchem-niz-katolikiem/w60cc
            Gorzkie słowa, ale niestety bardzo prawdziwe. Podobne zjawiska mozna zaobserwować nie tylko na szczytach władzy. Smutne jest to, że w jednym szeregu obok typowych antykościelnych lewicowców stoja bardzo często także tzw. postępowi katolicy. Tylko czy na tym polega postęp? - na uleganiu presji otoczenia ?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka