isma
23.12.04, 11:21
Kurcze. Przepraszam, ze pewnie zwarze nastroj przedswiateczny. Mamy przed
soba duza probe rodzinna - na poczatek przy okazji Swiat, ale i najpewniej na
przyszlosc...
Po kilkunastu latach wrocil zza oceanu brat mojego Taty. Wyjechal w
okolicznosciach dosc nieciekawych, zostawiajac zone z dwojka malych dzieci.
Po kilku latach nawiazal kontakt z zona i ze starsza corka (syn od zawsze
jest na niego "obrazony"), jakos tam interesowal sie ich sprawami, cos tam w
maire swoich mozliwosci podsylal. Rodzina przez caly czas byla wspierana,
finansowo i organizacyjnie, przez JEGO mame i siostre. Teraz on jest po
operacji nowotworu trzustki, ma pooperacyjna cukrzyce i kilkunastomiesieczne
rokowania przezycia. Wrocil, bo w USA nie ma ubezpieczenia, ktore pokryloby
mu koszty leczenia, ani nikogo, kto moglby sie nim zaopiekowac.
No i okazalo sie, ze rodzina go nie chce ;-(((. Ze go nie zamelduja (w
miedzyczasie zmienili mieszkanie, czego sponsorem byla JEGO matka), bez czego
nie moze wyrobic sobie zadnych dokumentow, ze nie wyrobia mu rodzinnej
ksiazeczki zdrowia, zeby mogl korzystac z ubiezpieczenia zony. Pracowac nie
moze, mieszkac nie ma gdzie.
To znaczy, ma. Rodzina uznala, ze w ramach obowiazkow braterskich ma mu
ofiarowac schronienie i opieke moj Ojciec, sam ciezko chory. To nawet nie
chodzi o takie sprawy, jak forsa, ale np. o koegzystencje astmatyka z
nalogowym palaczem ;-(((, ze juz nie wspomne generalnie o codziennej
koegzystencji doroslych ludzi, ktorzy przez pare dziesiatkow lat widywali sie
raczej sporadycznie. A z drugiej strony, u licha, przeciez jego miejsce nie
jest w domu pomocy spolecznej...
Jak sie zachowywac w takich sytuacjach? Przyjac na siebie obowiazki, czy
probowac egzekwowac je od tych, do ktorych one, wydawaloby sie naleza?