dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe?

29.12.04, 11:53
Jak wy to robicie? Boję się że pewnego dnia się obudzę i będę strasznie
daleko od Pana Boga. Życie tu na ziemi tak pochłania, praca, obowiązki i
Internet ... Jak przetrwać ten czas nawału dzieci, pracy i tego wszystkiego i
wytrwać blisko Pana. Tak tęsknię za starymi czasami, z godziną na modlitwę,
spotkaniami, poczuciem bliskości Pana i modlitwą która jest prawdziwą rozmową
a nie moim wyobrażeniem o niej.
Na nabożeństwie jestesmy rzadko, albo dziecko chore albo dopiero po chorobie,
maz na zajeciach, ja chora, ....
Udaje nam sie modlic codziennie z młodym przed spaniem, to nasz mały sukces,
kilka razy próbowalismy wspólnie cos zrobic za dnia ale nici z tego, młody
nawet Bibli nie chce słuchać.
A najgorsze jest to że wiem że jakby mi na 100% zalezało to coś bym zrobiła
żeby było inaczej. A więc widzę że nawet za mało mi zależy. I co, modlić
się żebym nie odpadła, żeby nie odpadł mąż, żebyśmy nie zginęli w świecie.
A jak dziecko od nas ma się nauczyć wierzyć i kochać Pana?
A on teraz rączki podnosi do góry kiedy słyszy "chwała". I śpiewa "Panie
nasz, potrzebujemy Cię" - jak bardzo ...
Jak to u was jest?
    • mama_kasia Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 29.12.04, 12:15
      Życie duchowe jak najbardziej w tym wszystkim; nawet nie pomiędzy, ale
      w tym samym czasie. Spotkanie we wspólnocie razem z dziećmi. W okresie
      kaszli i katarów trochę to skomplikowana, przyznaję. Modlitwa wieczorna i
      bardzo króciutka poranna, w zasadzie tylko znak krzyża przed śniadaniem,
      modlitwa przed obiadem. A tak w ciągu dnia to i kolędę zaśpiewamy czy
      inną piosenkę, chwalącą Boga smile
      Ale tak naprawdę to chodzi o postawę, o codzienne wybory. Próbowałam niedawno
      przypomnieć córce, że to Jezus jest najważniejszy. Usłyszałam: "oj mamo,
      przecież wiem." Dzieci wiedzą smile Nie trzeba nawet zbyt wiele mówić
      o Bogu. One widzą, czują, rozumieją między wierszami.
      Życie duchowe i "życie tu na ziemi", jak je nazwałaś, to jedno życie smile)
    • isma Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 29.12.04, 13:45
      Nie boj nic wink)). Ja dopiero teraz widze, ile - oprocz oczywiscie wielu
      innych wplywow - zawdzieczam madrej i bynajmniej nie narzucajacej sie wierze
      moich Rodzicow. U siebie widze, ze (moze z powodu ograniczonego czasu i coraz
      mniejszych mozliwosci skupienia) z fazy "intelektualnej" modlitwa mi ewoluuje w
      kierunku "intuicyjnym" - szczerze mowiac, czuje sie z tym troche nieswojo, ale
      poniewaz wierze tez, ze nic nie zdarza sie przypadkiem...

      Pare dni temu przeczytalam w sieci ladna historie z zycia. Dziecko rozcielo
      sobie glowe, czekaja z mama na przyjazd taksowki zeby pojechac na dyzur
      chirurgiczny, matka tlumaczy przerazonej kilkulatce, jak to bedzie z tym
      zszywaniem glowy, ze pewnie zostanie blizna (wiadomo, dla dziewczynki to
      wazne), a ona na to: i po zmartwychwstaniu tez zostanie? Matka odpowiada, ze
      nie, oczywiscie ze nie.
      A, to moze sobie byc - zgodzilo sie dziecie uprzejmie wink)).
    • sion2 Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 29.12.04, 21:28
      Autorka watku poruszyła chyba jeden z ważniejszych i dotkliwszych problemów
      trapiących ludzi wierzących.
      Sama miałam i mam wiele problemów i często jakies poczucie winy gdy w ciągu dnia
      za mało modlę się z powodu wszystkich innych zajęć. Pamiętam jak daaaawno temu,
      gdy byłam dziecięciem kończącym podstawówke i świeżo po pierwszym zakochaniu się
      w Panu Jezusie wiele czasu spędzałam na modlitwie gdyż wtedy była ona dla mnie
      łatwa i przyjemna. Kochałam modlitwę. Były świeta, zblizał sie dzień zjazdu
      rodzinnego i wiedziałam już wcześniej,że będę miała bardzo mało czasu żeby się
      pomodlić, rozmawiać z Bogiem. Strasznie to zmartwiło i w związku z tym przez
      cały dzień, przebywajac w tłumie rodziny ciagle w duszy powtarzałam jakies akty
      do Jezusa, ciągle się do Niegoz zwracałam w wielkim zatroskaniu, ze chcę być z
      Nim w łączności ale nie mam gdzie się udac na modlitwe. Ku swojemu zdziwieniu
      wieczorem podczas krótkiej modlitwy "na dobranoc" zalała mnie fala pokoju i
      radosci. W ten sposób Pan Bóg jakoś "dał mi znać", że nie liczy się miejsce i
      czas modlitwy lecz pragnienie bycia z Nim w łączności.
      Tym niemniej do tej pory mam problemy ze coś jest nie tak gdy obowiązki moje nie
      pozwalają mi na modlitwe. jestem osobą bardzo z natury ruchliwą, zabieganą gdy
      inni nie są, ciągle coś ulepszam i poprawiam w domu. Czasem myslę,ze gdyby Bóg
      nie dał mi choroby stawów, która po prostu zmusza mnie bezwzględnie do
      "oklapnięcia" wielokrotnego w ciągu dnia - modliłabym się coraz mniej. No bo
      coraz mniej modlitwa mi się "udaje".
      Kiedyś słyszalam takie opowiadanie na rekolekcjach: że często po 1 nawróceniu
      duchowe działanie człowieka wygląda tak, jakby budował dom z pomoca Boga.
      Czlowiek stoi i mówi do Boga "proszę podaj mi cegłe" i Bóg podaje, potem
      "potrzeba cementu" i Bóg podaje, "potrzeba drzwi wstawić" i Bóg wstawia itd. Ale
      keidy człowiek już trochę okrzepnie w Panu, kiedy Bóg go chce wprowadzić w
      głębię życia duchowego człowiek musi zrozumieć i zaakceptować,ze budowniczym
      jest Bóg a nie on. I wtedy role się odwracają: Bóg stoi i buduje mówiąc do
      człowieka "podaj mi..." itd. Czyli człowiek zdaje się na koncepcję i tworzenie
      przez Boga, sam ma rolę drugorzędną.
      I coś takiego wydaje mi sie dzieje sie z modlitwą: w pewnym momencie Bóg
      "przejmuje pałeczkę" czyli stwarza takie sytuacje i takie problemy,ze zmusza
      nimi człowieka do głębszego zdania sie w zamian wcześniejszej postawy "pracy dla
      Boga". Czyli jak wcześniej motywem modlitwy było np. "bo mi dobrze z Panem" "tak
      dobrze Go uwielbiać" itd. Bóg zmienia na dążenie do spotkania z Nim, bez
      zwracania uwagi na "korzyść własną" czyli mówiąc krótko człowiek przestaje być
      zadowolony z własnej modlitwy. Ale to nie znaczy że Bóg przestaje być zadowolony
      z niej!
      Mnie też się nie chce modlić, przyłapuję się na tym,że obowiązki są często
      wymówką a nie autentycznym powodem odłozenia modlitwy. A czasem też czuję
      wyrzuty sumienia np. zawsze odmawiam brewiarz (jest piękną modlitwą, całą opartą
      na Piśmie św) a jakiegoś wieczoru nie odmówiłam, mam wyrzuty sumienia. Czesto
      wtedy po zastanowieniu się - nie odmawiam go celowo. Bo sądzę,że moje wyrzuty
      sumienia są trochę fałszywe: żal mi ze "nie wykazałam się" przed Bogiem "nie
      spełniłam obowiązku" - to postawa bez sensu. I zawsze przyznaję się przed Bogiem
      "nie chce mi się modlić" , bo On sam powiedział "beze Mnie nic uczynisc nie
      możecie" czyli mówię Mu "tylko Ty mozesz dac mi łaskę prawdziwej modlitwy, tylko
      ty mozesz mnie pociągnąc do siebie" itd. Nie ma to jak stanąc w prawdzie przed
      Bogiem - ukojenie murowane :0).
      • madziaq Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 30.12.04, 15:08
        To rzeczywiście jest problem... Ja co prawda nie mam jeszcze dzieci, ale studia,
        praca, dom... A moja praca jest fantastycznym pożeraczem czasu - jestem
        informatyczką i "zawodowo" siedzię w sieci. Czesto gęsto bywa tak, że zaczynam
        od ważnych spraw związanych z pracą albo studiami, potem "na chwilę" zaglądam
        gdzieś na bok i w ten sposób umyka mi parę godzin, które mogłabym spożytkować
        jakoś sensowniej.
        Staram się mimo wszystko znaleźć chociaż pół godzinki dziennie na modlitwę i
        czytanie Pisma. Najczęściej robię to w nocy - nie mam innych zajęć i jakoś
        lepiej mogę się wtedy, w tej ciszy skupić. Tak jak Sion, często muszę prosić o
        łaskę dobrej modlitwy, o skupienie i wytrwałość... Jak dotąd moje prośby były
        wysłuchiwane i mam nadzieję, że tak pozostanie smile
        Chociaż też miewam poczucie, że za mało mi zależy i przecież mogłabym bardziej
        się starać...
    • marhab13 Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 30.12.04, 16:18
      To moze nie jest pocieszajace, ale ja ci i tak zazdroszczę, bo jesteście we
      dwoje w tych trudach, mozecie sibie nawzajem napominać i pociszać. Ja mam
      niewierzącego męża i jest o wiele trudniej (fakt sama tak wybrałam, ale..).
      Myślę, że powinnaś bazować na tym właśnie co masz, czyli małą społeczność
      domową. Pa
    • coleen Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 02.01.05, 01:48
      Jest dokladnie tak jak u Ciebie smile Mam tylko nadzieje , ze Pan szczegolnie
      pochyla sie nad matkami, jest wyrozumialy dla naszych trudow codziennych, a
      przede wszystkim czyta z naszych serc.
      • ciumak Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 04.01.05, 14:54
        Tak, to jest podstawa, żeby wierzyć, że Bóg jest wyrozumiały. Nie sądzę, żeby
        wymagał od nas nie wiadomo jakich studiów biblijnych czy spotkań parę razy w
        tygodniu, kiedy jest rodzina, praca, itd. Nie to jest najważniejsze,
        najważniejsze jest życie z Bogiem we wszystkim, co robimy. Nawet przy chodzeniu
        po internecie. On naprawdę stworzył cały świat, a nie tylko świat duchowy. On
        jest zainteresowany całym naszym życiem. On ma sposób na wszystkie okoliczności.
        Ja nie mam wyrzutów sumienia, że nie robię z dziećmi regularnych lekcji religii
        codziennie. Najważniejsze jest, żeby pokazać im w praktyce, na czym polega
        miłość bezwarunkowa, oddanie, przebaczanie, ufność Bogu itp. wszystko to, czego
        i tak Bóg od nas oczekuje w życiu osobistym. Pewnie, że w rodzinie jest o wiele
        trudniej niż w samotności zachować cierpliwość i wyrozumiałość, szczególnie w
        chwilach choroby i zmęczenia. Każdy z nas się tego uczy, każdy ma potknięcia,
        ale nie bójmy się przyznać do błędu, przyjąć Boże przebaczenie i iść dalej.
        Chwile duchowych wzlotów będą się czasami zdarzać, (w niebie pewnie o wiele
        częściej), ale one nie są normą dla życia codziennego. Życie codzienne jest po
        to, żeby poznać Boga jak najlepiej tu na ziemi, w kłopotach i słabościach.
    • mamalgosia Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 04.01.05, 15:13
      cóż za piękny argument za celibatem...smile
    • mader1 Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 04.01.05, 17:54
      O - w tym Adwencie to bylam mocno wymeczona.A w jego ostatnimm
      tygodniu, kiedy doszly dodatkowe prace, w parafii byly rekolekcje. Nic,
      dzieci zdrowe, maz uciekal, choc chory, w prace... Poprosilam Boga,
      by mi pomogl. Pierwszego dnia... ostatnia nauka o 20.00, a godzine
      wczesniej Munio sie ustatkowal, corka pomogla, zdarzylam... A
      ksiadz...dowcipnie, dobrze, prosto mowil o Bogu... Skad On wiedzial,
      ze wszyscy potwornie zmeczeni ? Momentami zasmiewal sie caly kosciol.
      Mowil o Bogu w zyciu codziennym. Mowil o modlitwie. I mowil o tym,
      co nazywamy naduzywaniem imienia Bozego. Powiedzial, ze jezeli w
      chwili, gdy serce nam z niepokoju i strachu staje powiemy " Jezu..."
      lub ( przepraszam protestantow), "Matko Boska", to jest piekny Akt
      Strzelisty... Mowil, ze dobrze jest, nawet jak mieszamy garnku, myslec
      o swoich problemaach, ale zapraszac do tego Boga. Mozna modlic sie na
      spacerze z psem... mozna... w autobusie... Ale najwazniejsze jest
      chyba to, ze nawet jak myslisz " Boze, dlaaczego nie mam dla Ciebie
      czasu ?" jestes z Nim bardziej, niz jak bezmyslnie cos "klepiesz" smile
      Ze swej dlugoletniej praktyki rodzica wiemm, ze sa rozne chwile.
      Kiedy sa klopoty, choroby dzieci, kiedy zasypia sie nad modlitwa,kiedy
      ze zmmeczenia z calej modlitwy zrobia sie cztery slowa, kiedy trzeba
      wychodzic z mmaluchem z kosciola, kiedy... kiedy...
      Ale On przez caly czas wtedy Jest z nami.On widzi te problemy.
      To jest tak, jak w malzenstwie. Czasem sa takie dni, ze nie ma
      czasu i jak sie usiadzie obok siebie, to nawet czlowiek nie mma sily
      rozmawiac. Ale jest. Ale jest sie razem. Ale mozna razem pomilczec,
      myslac o sobie lub sie tylko dotknac.
      Wiem tez, ze przychodza i spokojne chwile. Dzieci wyrastaja z chorob,
      czasu robi sie coraz wiecej, wszystko sie porzadkuje. I u Ciebie te
      chwile tez nadejda smile
      • skrzynka3 Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 04.01.05, 23:36
        Mader pieknie napisalas -dziekuje Ci smile))
        Mnie jeszcze przypomnialo sie jak kiedys uchetana dwojka malutkich dzieci
        zalilam sie spowiednikowi ze kiedys za czasow studenckich to byly
        wielogodzinne rekolekcje, czytanie Biblii, pielgrzymki, cotygodniowe
        konwersatoria itp a teraz zaczynam po kilka razy Ojcze Nasz wieczorem i
        skonczyc nie moge bo gubie watek i glowa mi opada a na Mszy zajmuje sie glownie
        swoimi dziecmi itp itp. Wtedy niemlody juz ksiadz zapytal czy wciaz chodze w
        swoich dzinsach z tamtego okresu -ja w smiech no gdzie po dwojce dzieci i dawno
        sie podarly - a no wlasnie wyroslas z nich i z tamtej wiary i sposobu Jej
        przezywania tez, to juz nie wroci teraz jestes kims innym, modl sie usypiajac
        synka, opatrujac rozbite kolano i zmieniajac pieluszke modl sie robiac to i
        modl sie tym co robisz.Do dzis to pamietam wink)) Skrzynka
        • glupiakazia Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 05.01.05, 10:38
          Mader, Skrzynka, kocham Was. Nic dodac, nic ujac. Ale dorzuce jeszcze tylko, ze
          z wlasnego zycia widze, ze tak sie po prostu zyje z Bogiem, ze On jest i jest
          sie z Nim na roznych etapach zycia w rozny sposob. I chyba o to w koncu chodzi,
          zeby na pytanie "dziecko, praca - a gdzie zycie duchowe?" moc
          odpowiedziec "dziecko, praca, (dodam jeszcze rodzina) - to moje zycie duchowe".
    • direta Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 06.01.05, 13:32
      Też sobie zadaje to pytanie.
      Przeczytałam cały wątek, pięknie piszecie, ale... ja mam ciągle niepokojące
      poczucie, ze się cofam.
      Dawno, dawno temu nie dowierzałam sw Pawłowi, gdy czytałam
      " Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to,
      by była święta i ciałem i duchem. Ta zaś, która wyszła za mąż, zabiega o
      sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi."

      No jak to jest? - pytałam samą siebie i koleżanki (niezamężne) które miały
      podobne odczucia - przecież muszę umyć włosy, polatać po sklepach żeby kupić
      jakiś ciuch, pogimnastykować się, żeby nie wyglądać jak swiąteczna szynka i
      zrobić mnóstwo innych rzeczy, żeby nie odstraszyć ewentualnego przyszłego męża.
      A jak juz wreszcie znajdę kogos, kto mnie będzie kochał taka jaka jestem, to
      włosy, owszem umyję, ale nie będę wyłazić ze skóry żeby się mężczyznom
      podobać i tę nadwyżkę przeznaczę właśnie na to by troszczyć się o sprawy Pana,
      zwłaszcza jeśli i mężowi na tych sprawach będzie zależało.
      Wtedy będę mogła chodzić nawet w dziesięcioletniej sukience, a zamiast iść po
      zakupy pójdę się pomodlić.
      Wszystkie moje koleżanki przytakiwały mi i nie rozumiały o co Pawłowi chodzi.
      Aż do czasu gdy powychodziłyśmy za mąż... wink
      Owszem chodzę w dziesięcioletniej sukience, bo nie mam czasu ani potrzeby by
      kupić nową - są pilniejsze wydatki, ale nie widzę żadnej nadwyżki czasowej wink
      I tu nawet nie chodzi, myślę, o "przypodobanie" się mężowi, bardziej o to, że
      całe nasze jestestwo nakierowuje się na nową rodzinę i zostajemy
      niejako "zmuszone" (wewnętrznym przymusem) do biegania wokół swoich ukochanych
      i każda nieobecnośc w domu daje o sobie znać poczuciem, ze nie jesteśmy na
      swoim miejscu.
      I to owo odczucie wypędza nas z kościoła, a na Mszy sw każe się zastanawiać co
      ugotować na obiad wink
      Nie zrozumcie mnie źle - ja cieszę się, ze dane mi jest żyć w małżeństwie i
      Bogu za to dziękuję, ale... kiedy porównam w ilu nabożeństwach dniach
      wspólnoty, rekolekcjach czy spotkaniach (nie mówiąc o codziennej Eucharystii)
      brałam udział kiedys, a jak trudno jest mi teraz wyjść z domu choćby na
      zwykła Msze, a na dzień Wspólnoty to mnie się wołami nie zaciągnie (bo
      daleko, bo deszcz, bo dziecko za małe i to zbyt męczące dla niego, bo za
      późno, bo za wcześnie, bo za długo, bo za daleko, a sama bez męża, no jak to
      tak, to nie to samo, a mężowi się nie chce, a jeśli mąż sam, to jakim prawem ja
      mam zostać bez niego w domu...)
      Któraś z Was pisała o wyrośniętych dźinsach. Zgoda. Ale chodzić zupełnie bez
      spodni tez niedobrze...
      • mader1 Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 06.01.05, 14:08
        A ja sw. Pawla rozumialam, bo patrzylam na mame smile)) jak dwa drugie
        dania gotuje, a nie ma czasu na modlitwe... i hmmm... uwazalam, ze
        przesadza.Tak mnie wychowala smile)))
        Wiec przesadzac nie nalezy... przeciez staramy sie...
        Ale - moze wtedy, kiedys rozwijalas sie tak szybko, by teraz miec czym
        sie dzielic ?
        Czy zauwazylas, ze jestes gorszymm czlowiekiem ?
        Przeciez my mamy Wspolnote, te malutka, nasz Kosciol Domowy -trzeba byc
        tak delikatnymm, zrecznym, tak uwazac na slowa i czyny, by przekazac
        dziecku ( a czasem i mezowi,jak piszecie) wiare. Trudno byc
        przykladem,jestesmy przeciez grzeszni...
        Niedawno spotykajac sie ze znajomymi mamami, ktore poznalamm dzieki
        narodzeniu synka, pomyslalam sobie, ze nawet nie zdajemy sobie sprawy,
        gdzie Bog nas posyla. Z kim o Nim mamy rozmawiac... Wokol zdarza sie
        tyle - trzeba wesprzec w trudnych chwilach i wychowawczych i rodzinnych
        czasem malo znane osoby.
        A czy sie przy tym rozwijamy ?
        Chyba te nieformalne wspolnoty dzialaja inaczej - niby gadamy o dzieciach,
        o mezach, o klopotach, ale Bog ciagle sie pojawia.I jezeli czlowiek
        zostal pokrzepiony, to swietnie...
        Moje dzieci rodza sie w duzych odstepach. Byl czas i na czeste
        msze, "bycie" w Kosciele cala soba,dlugie mmodlitwy, potem tego czasu bylo
        mniej, a potemm znowu wiecej. Przeszlismy wiele sposobow organizacji
        tego czasu. Mialam wiele watpliwosci co do siebie...
        Spodnie trzeba miec, ale zdecydowanie inne smile
      • mader1 Re: dziecko, praca dom- a gdzie zycie duchowe? 06.01.05, 14:21
        A ten internet - niby to nie wspolnota - a wiele razy mmodlilam sie w
        czyjejs intencji, wiele razy za mnie sie modlono - i ja te mmodlitwe
        cczulam. Sporo dowiedzialam sie - szczegolnie od Sion, ale takze od
        innych. Dotknela mnie zwykla ludzka dobroc. Piekny watek o Adwencie
        pomogl mi dolozycc cos do wczesniejszych Adwentowych zwyczajow.
        Mielismy rozmowy o brewiarzu - i zagoscil u mnie w domu...
        A to przeciez tylko kilka chwil - i nie codziennie.
Pełna wersja