dziekuje za przyjecie

30.12.04, 12:38
    • sylwiksylwik Re: dziekuje za przyjecie 30.12.04, 12:52
      ups za wczesnie kliknelam.
      Na poczatek chcialam sie przywitac.
      Chcialam sie z Wami podzielic, czyms co mnie bardzo zabolalo w te Swieta. Z tym
      ze zostalam wyproszona z kosciola. Poisalam to na forum chrzescijanstwo.
      A bylo to tak:
      Pierwszego dnia Swiat nie bylo mszy dla przedszkolakow u
      oo. redemptorystow w Toruniu, na ktora na ogol chodzimy. Wiec pojechalismy do
      jezuitow (kosciol akaremicki) bo
      pora nam odpowiadala i kiedys bardzo lubilam ten kosciol. I
      Tola (moja 17 miesieczna corka) jak zobaczyla zlobek zaczela sie zachwycac
      zwierzatkami i mowic co
      widzi. Nie plakala, nie krzyczala. Jak stala w tym zlobku to ja jej prawie
      nie slyszalam - ja siedzialam w pierwszej lawce z boku. Potem toli
      zdarzalo sie powiedziec jakies slowo na glos ale pojednyncze slowo.
      Podszedl do nas facet co sluzy do mszy i powiedzial ze
      nie mozna mszy prowadzic, nie mozna sie skupic, zebysmy wyszli gdzies z
      tym dzieckiem, do zakystii albo gdzies... bylismy tacy zszokowani ze
      wyszlismy z kosciola. Padal deszcz, schowalismy sie troche tym zlobku na
      starym rynku.
      Ja sie poplakalam... zaczelo wiac wiec wrocilismy do tego kosciola ale
      tylko do kruchty. Tola chciala wejsc do srodka ale ja nie moglam i nie
      pozwolilam wejsc tam mezowi z tola. Czulam ze to nie moj kosciol, ze to
      tlum wrogich sobie ludzi. ktorzy jak przekazuja sobie znak pokoju to maja
      takie twarze jakby cie chcieli zabic wzrokiem. Za kazdym razem kiedy tola
      sie odezwala tacy niby rozmodleni odwracali wzrok od oltarza zeby chociaz
      wzrokiem pokazac co mysla o takim niegrzecznym bachorze jak tola....
      Studentow nie bylo byli prawie sami starzy ludzie... Kto bedzie w takim
      kosciele za 30 lat?... czy bedzieu nas tak na zachodzie gdzie msza jest w
      niedziele raz dziennie i jest pusto a nie jak u nas 5 razy i jest tlum?
      Do czego zmierza moj KOSCIOL???!!!
      Ja wiem ze nie kazdy musi sie zachwycac jakims (moim) dzieckiem ale jesli jest
      sie w Kosciele to jest sie we wspolnocie to nie da sie w niej byc bez
      tolerancji, bez odrobiny cierpliwosci dla innych. Drugiego dnia swiat
      bylismy w bydgoszczy na mszy niby dla dzieci i bylo ze 20 dzieci. Znowu
      jakas starsza kobieta idac do spowiedzi powiedziala mi co mysli o zachowaniu
      toli -
      tola dotykala figurki baranka i mowila do niej koza. Jak potem powiedziala
      cos jeszcze raz to wyszlismy z tego kosciola i w sumie w Swieta w
      Eucharystii nie uczestniczylismy.
      Moze dzieli nas tylko krok zeby odejsc z Kosciola w ogole...

      Poprostu wystarczy nam ze pracujac i zajmujac sie tola w tygodniu mijamy
      sie i nie chcemy chodzic na zmiane do kosciola w niedziele bo mala
      przeszkadza... Tworzymy wspolnote jako rodzina i ta wspolnota chcemy byc we
      wspolnocie jaka jest Kosciol.

      Cos podobnego napisalam na forum katolik.pl
      Na tym forum byl watek pt Dzieci w kosciele (albo maluchy w kosciele) i
      wypowiedzi wielu osob w tym watku mnie przerazily!!!!!!!!!

      Widze ze jest tak ze dla starszego pokolenia grzeczne dziecko to takie ktorego
      nie widac i nie slychac. I wedlug nich moje dziecko powinno siedziec w miejscu i
      sie nie odzywac. To nie jest tak ze pozwalam malej na wszystko, ale nie moge
      zabronic jej poznawania swiata jesli wiem ze nie niszczy czegos nie naszego.
      Naprawde sadzilam ze jesli odzywa sie od czasu do czasu to nie przeszkadza.
      Mylilam sie, coz.


      Jest mi rowniez tak smutno dlatego ze czulam sie zawsze bardzo zwiazana z tym
      kosciolem, ze zawsze czulam tab ze jestem na MSZY a nie ze ktos cos odklepuje. A
      teraz nie potrafie do niego wejsc....
      • sion2 Re: dziekuje za przyjecie 30.12.04, 14:07
        Witam ciebie pośród nas.
        I - wcale nie chcąc ciebie jakoś zrazić - przyznam że nie rozumiem nieco wagi
        twojego problemu sad.
        No bo czytając twoją wypowiedź można odnieśc wrażenie, ze z powodu ze w jednym
        kosciele ktos zwrócił ci uwagę na zachowanie dziecka (abstrahując od tego,że w
        tym wypadku zrobił to niepotrzebnie i niesprawiedliwie) zastanawiasz się, czy
        nie odejść z koscioła katolickiego... i pytasz się trochę dramatycznie "do czego
        zmierza mój koscioł?!" dodając jeszcze ze na Mszy sw byli prawie sami starzy ludzie.
        No nie wiem co mysleć, oczywiste,że ten facet zachował się niegrzecznie, ale...

        1. czy w twojej miejscowości jest tylko 1 koscioł? przecież wiesz że jest coś
        takiego jak Msze św z udziałem dzieci, gdzie z definicji tolerancja wobec
        zachowania dzieci jest dużo większa...
        2. dlaczego na podstawie reakcji "pana ministranta", który chciał, abyś wyszła z
        dzieckiem doszłaś do wniosku,ze dzieci w kosciele katolickim są niemile widziane
        a już na pewno gdy nie są jak trusie?
        3. jeżeli na tej Mszy św byli prawie sami starzy ludzie była to
        najprawdopodobniej tzw. suma czyli Msza nieco bardziej uroczysta, lubują się w
        niej zwłaszcza starsi ludzie , którzy z RACJI WIEKU (a nie tego,że są
        katolikami) mają inne poglądy na zachowanie i wychowywanie dzieci - doświadcza
        tego niemal każda młoda matka w swojej rodzinie... moze nie warto az tak się
        denerwować?
        gdybyś przyszła do tej samej parafii na Mszę "dla młodziezy" czy wtedy
        zastanawialbys się "gdzie jest przeszłosć mojego koscioła" wink ?

        Według mnie twoj problem lezy duuuzo głębiej. Powiem o sobie: chodze na Msze sw
        żeby spotkać Jezusa, mam to szczęście ze ani księża ani ministranci nie mają
        takiej "mocy" żeby zohydzić mi spotkanie z Bogiem lub mnie do niego zniechęcić.
        Zasadniczo wierzę w Boga, Jezusa Chrystusa, doświadczam działania Jego łaski w
        sakramentach (nawet gdy są udzielane przez nagłupszego księdza), modlę się do
        Niego i On jest moim Zbawicielem. Nie chcę przez to powiedzieć, że mi wszytsko
        jedno czy ksiądz jest święty czy wręcz na odwrót lecz przyznam szczerze, że
        zupełnie nie wiem jak mozna chcieć porzucić wiarę z powodu zachowań czyiś....
        Przeciez liczy się twoja relacja z Bogiem a nie z ksiedzem... dla twojego życia
        istotne jest jak ty przeżywasz spotkanie z Bogiem a nie co powiedział ci
        ministrant...
        Mnie by na pewno solidnie wkurzyło takie zachowanie ministranta, poszłabym do
        zakrystii a jakże ale... po Mszy św i zapytała księdza co on sądzi o wypraszaniu
        ludzi ze świątyni. A ze swiątyni bym nie wyszła! Owszem odejśc z dzieckiem na
        bok, do tyłu, aby "zasięg rażenia" był jak najmniejszy - w porządku. Ale nigdy
        bym nie wyszła ( no chyba że by mi dziecko wpadło w "histerię dwulatka" itp),
        gdyż Jezus sobie tego nie życzyłby.
        Piszesz o "klepaniu formułek" w czasie Mszy sw... nie wiem skąd to przekonanie
        ale sięgnij do Pisma św - niemal kazde zdanie liturgii Mszy św jest zywcem
        wzięte z Pisma św np. pierwsze słowa "w Imię Oja i Syna i Ducha św" por.Mt
        28,19; potem ksiądz mówi "Miłość Boga Ojca, łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa
        i dar jedności w Duchu św. niech będą z wami wszytskimi" - zobacz, ze te same
        słowa sa napisane w Biblii "łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar
        jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszytskimi" 1 Kor 13,13 - itd. itd.
        gdyby zrobić takie porównanie słów z Mszy sw. z Biblią, wszystko jest z Biblii!
        Zachęcam ciebie więc najpierw do czytania Pisma św i prośby Jezusa, zeby pomógł
        ci odnaleźć Go we wspólnocie, najpełniej i bez miary.
        Bo nie chodzi o "chodzenie do koscioła" tylko o twoje spotkanie z Bogiem, nie
        chodzi o to "do czego zmierza mój koscioł?" tylko: do czego/Kogo TY zmierzasz?
        czy zalezy ci na relacji z Jezusem czy na czyms innym? bo jest mnóstwo wspólnot
        gdzie jak pójdziesz zostaniesz "zbombardowana miłoscią", akceptacją i wszyscy
        będa tolerancyjni... nie wszystko złoto co się świeci...

        technicznych rad "jak przetrwać z dzieckiem Msze św" na pewno udzielą ci mamusie
        z tego forum wink

        pozdr. kasia
      • mama_kasia Re: dziekuje za przyjecie 30.12.04, 14:12
        Sylwik, już odpisałam Tobie na chrześcijaństwie, a tutaj chcę Ci
        po prostu napisać: witaj smile
        • halina25 Re: dziekuje za przyjecie 15.01.05, 19:58
          Ja również, dopiero dzisiaj sprawdziłam skrzynkę.
          • lucasa Re: dziekuje za przyjecie 15.01.05, 22:37
            sylwik, witaj tutaj
            tez mi sie wydaje, ze troche za powaznie traktujesz temat. zastanawiasz sie nad
            odejsciem z kosciola przez jedno zdarzenie? i przez jednego pana?
            wiesz, ja we wrzesniu przyjechalam z Karolinka do Polski, ktora miala wtedy 10
            miesiecy. poszlismy do kosciola, a ze ona bardzo lubi dziadka w przerwie miedzy
            rozgladaniami sie po kosciele, zagladala czy dziadek dalej siedzi w lawce
            zagadywala do niego "dzia-dzia". naprawde mowila, nie krzyczala, nie plakala,
            nie wiercila sie, nie robila tego co 5 min, tylko co jakis czas. i co? za
            kazdym razem polowa kosciola sie odwracala i na nas patrzyla. serio. nie
            przesadzam. na poczatku to strasznie mnie to dziwilo, potem zaczelo denerwowac.
            tez pytalam sie kolezanek czy male dzieci w ogole nie przychodza do kosciola (a
            co z takim dzieckiem co biega? - Karolina poki co siedzi w wozku, bo jakbysmy
            ja wyciagneli, to juz bysmy nie dogonili smile, co placze? co sie wierci?).

            ja mam zasade, ze jak widze, ze sie nie udobrucha dziecka (placzacego czy
            krzyczacego) szybko to po prostu sie wychodzi - chyba, ze to msza dla dzieci -
            ale na ta z reguly nie chodzimy. ale w innych przypadkach to sie nie przejmuje.

            w Twoim przypadku to mysle, ze ten pan nie mial racji.
            Agnieszka
    • zuzulek Re: dziekuje za przyjecie 19.01.05, 16:29
      No to opowiem Ci, co zdarzyło się nam rok temu, też w święta Bożego Narodzenia.
      Z dwójką dzieci wybraliśmy się na mszę św. dla dzieci w parafii moich rodziców.
      Niestety w wielu parafiach w Polsce jest taki dziwny zwyczaj, ze msze dla
      dzieci nie odbywają się w święta i w wakacje. O ile to drugie rozumiem, to
      akurat w Boże Narodzenie msza dla dzieci powinna być... ale mniejsza z tym.
      Celebrował proboszcz, zamiast kazania czytał jakiś list pasterski. Nasza
      starsza, trzyletnia wówczas córka, siedziała cichutko u męża na kolanach.
      Młodsza (8 mies.) trochę się wierciła, musiałam ją wyjąć z wózka.
      W pewnym momencie jakieś inne dziecko w kościele zaczęło płakać. Ksiądz
      PRZERWAŁ CZYTANIE, a rodzice w popłochu wyszli z kościoła. Dodam jeszcze, że
      było zimno, a w kościele nie ma żadnych krużganków, krucht itp. Po prostu
      trzeba wyjść na dwór, gdzie oczywiście w zimie nie ma nagłośnienia.
      Po pewnym czasie nasza młodsza (przypominam: 8 mies.) powiedziała: "O!" Ksiądz
      powtórnie przerwał czytanie i powiedział: "No nie, coś z tym dzieckiem trzeba
      zrobić, tak nie może być". A na to mój mąż wstał i na cały kościół
      zapytał: "Pozwólcie dzieciom przyjść do Mnie. Zna to ksiądz?" I wyszliśmy z
      kościoła. Od tej pory mijamy go szerokim łukiem, a pół miasta miało temat do
      plotek smile
      Niektóre dzieci czasem rzeczywiście dają czadu, ale w tym wypadku była to
      ewidentna przesada.
Pełna wersja