Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie?

11.01.05, 13:50
W tym roku było sympatycznie, nawet wspólnie śpiewaliśmy kolędy. Pomimo
całkowitego braku uzdolnień muzycznych u całej mojej rodzinki fałszowaliśmy
donośnie. Prowadziliśmy z księdzem miłą pogawędkę o wszystkim i o niczym.
Ogólnie było to miłe spotkanie, ale ani my ani ksiądz nie poruszyliśmy tematu
wiary. Normalnie z ludźmi jest mi trudno rozmawiać na temat wiary właśnie z
księdzem powinno być łatwiej. A jak u Was wyglądają takie wizyty?
    • neogobbo Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 12.01.05, 14:11
      My zawsze zapraszamy księdza, żeby trochę posiedział i pogadał, ale oni zawsze
      spieszą się jak po ogień. Ale raz nam się zdarzyło, że ksiądz, młody chlopak,
      umówił się, że jak się skończą kolędy to wtedy przyjdzie i rzeczywiście
      pryszedł. A później z tego to się cała historia zrobiła...
      • netus Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 12.01.05, 15:00
        Nie lubię wizyt duszpasterskich, może dlatego, ż ezaangazowani jesteśmy we
        wspólnocie w nie swojej parafii, spotkaniue jest dla nas rzeczywiście
        krępujące. Traktuje to jako opowinnośc parafianina, poza tym w mojej parafii
        nie jest zbyt ciekawie, jesli można tak określic, to co tam się dzieje...
        • neogobbo Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 12.01.05, 18:59
          No tak, też znam ten problem. Już dziesięć lat musimy się z tego tłumaczyć, że
          mamy w sumie dwie parafie, i na dodatek ważniejsza jest ta, na terenie której
          nie mieszkamy... W sumie nigdy na przykład nie mamy żadnych karteczek do
          spowiedzi, bo we wspólnocie mamy specjalne liturgie pokutne. Bez karteczek. Ale
          trzeba przyznać, że księża nigdy się tego nie czepiali. Zawsze na początku
          mówimy z jakiej jesteśmy wspólnoty i sprawa jest jasna. I nawet niejaka
          kontrowersyjność formacji nie spowodowała nigdy skrzywienia księdza, a
          zainteresowanie - i owszem.
          Problem tylko w tym, że tak do końca to my nigdy nie wiemy, kiedy kolęda będzie
          u nas w bloku. Musimy się od znajomych dowiadywać.
    • pysio8 Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 12.01.05, 15:52
      U nas, jako pierwsza duszpasterza przywitała... jamniczka. Pewnie było
      skrępowanie na początku, ale też radość z tej wizyty, najważniejszym momentem
      była wspólna modlitwa i błogosławieństwo wypowiedziane- udzielone przez
      kapłana, pokropienie nas wodą święconą. Faktycznie ksiądz spieszył się, znalazł
      jednak czas, by przejrzeć zeszyt syna do religii i narysował dla zachęty
      ogromniastą szóstkęsmile. Na luzie, z poczuciem humoru prowadził rozmowę z synem i
      z jego kolegą na tematy szkolne.Fakt, że w jakiś szczególny sposób nie
      rozmawialiśmy o wierze. Ksiądz potrafił znaleźć się w sytuacji, i na wiadomość
      o śmierci ojca odwiedzającego nas nastolatka powiedział mu kilka ciepłych słów,
      dał wsparcie. Na odchodnym wszyscy- starzy również smile otrzymalismy obrazki smile
      • glupiakazia Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 12.01.05, 16:07
        U nas tez niestety jest szybko i bez gadania. My bardzo chetnie
        porozmawialibysmy o parafii, planach proboszcza, problemach parafian itp. (bo
        to i tak nie jest okazja do glebokich rozmow o wierze), ale i na to nie ma
        czasu. Ale dla mnie i tak najwazniejsza jest po prostu obecnosc ksiedza w domu
        i blogoslawienstwo - nawet jesli osobiscie za nim nie przepadam - widze w nim
        tego, ktorego powolal Chrystus i to jest najwazniejsze. Nie jest to dla mnie
        typowe "spotkanie", raczej przyjecie Bozego poslanca i jego dla nas
        blogoslawienstwa.
    • mader1 Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 13.01.05, 09:40
      U mnie tak jak u innych...
      Pisze dopiero dzis, bo wlasnie mielismy najbardziej niezwykla wizyte w
      swoim zyciu smile)) Nie wiedzielismy , kto przyjdzie sad Od niedawna mamy
      nowa parafie, ale jeszcze nie ma w niej zadnych mszy. Slyszeliismy
      duzo dobrego o naszym nowym proboszczu, ale nie widzielismy go na oczy.
      I nie zobaczylismy wczoraj, bo przyszedl ksiadz, ktory prawdopodobniie
      nawet nie bedzie tu pracowal. Zjedlismy kawalek piernika, wypilismy wode
      i ksiadz udzielal nam odpowiedzi na dreczace nas pytania smile
      Bylo milo, ale dosc powierzchownie.
      Najmilej wspominam koledy w parafii sw. Andrzeja Ap., gdy zyl
      jeszcze "stary" proboszcz Uszynski. On chcial naprawde, bez pospiechu
      obaczyc sie ze wszystkimi. Ustalil, ze koleda bedzie trwala caly rok. Bez
      sobot, po 3 godz. dziennie, a w czasie tych trzech godzin odwiedzali
      tylko pare rodzin.Byl wtedy czas zeby pogadac. To byly prawdziwe wizyty
      duszpasterskie.
      • carla7 Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 13.01.05, 11:08
        Z tą całoroczną kolędą, to rzeczywiście ciekawy pomysł. W czasie dłuższego
        spotkania jest szansa na przełamanie lodów.
        Tegoroczną kolędą też się trochę martwiłam, bo zmienili się nam księża w
        parafi i chodził nowy proboszcz z wikarym, których owszem widziałam na oczy, ale
        nie wiedziałam jacy są w bliższych kontaktach. Okazało się, że w porządku. Ja
        też staram się przyjmować księdza jako wysłannika i cieszę się, że możemy się
        wspólnie pomodlić, że błogosławi nas i nasz dom. W ciągu kilku lat małżeńskiego
        życia, przeprowadzek i różnego zaangażowania w sprawy kościoła zdażały się nam
        bardzo zabawne sytuacje związane z kolędą - niespodzianką. Zwykle te
        niespodziewane kolędy były najbardziej sympatyczne.
        A ciekawe jak to wygląda z drugiej strony.
        • mader1 Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 13.01.05, 11:43
          Z drugiej strony ? Kiedys przyszedl ksiadz, zupelnie nowy w parafii.
          Prawdopodobnie poprzednia rodzina, ktora odwiedzil, nie byla zbyt
          mila... Przyszedl tak spiety i niesmialy... Bylo mi go szczerze zal.
          Dopiero zaczeelismy rozmawiac, napil sie herbaty, coreczka ( wtedy
          malutka) zaczela zadawac mu pytania, chwalic sie... Uspokoil sie, zaczal
          usmmiechac, pammietamm, ze specjalnie poblogoslawil coreczke.
          Zapamietalam te wizyte, bo wtedy pierwszy raz pommyslalam o
          samopoczuciu ksiedza.
          • pysio8 Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 13.01.05, 12:26
            Też zastanawiałam się nad tym, czy te wizyty frustrują księży.
            Podczas niedzielnej Mszy ksiądz opowiedział, jak to spotkał się z wyrzutem ze
            strony odwiedzanych parafian, że jest już po 18-tej, czekają na niego od 16-tej
            i ...obiadu jeszcze nie jedli... W końcu ksiądz by się nie obraziłsmile) gdyby
            podzielono się i poczęstowano go tymże obiademsmile)) - zamiast czynić przykre
            uwagi. Nie jest możliwym odwiedzenie powiedzmy 15 rodzin jednocześnie,
            punktualnie o 16- tej. Nie da się wszystkim dogodzić, oj nie da smile))
      • neogobbo Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 13.01.05, 13:11
        Idea całorocznej kolędy zawsze mi sie podobała. raz w roku każda rodzina
        mogłaby przyjąć księdza, na obiad lub kolację. Byłby wtedy czas na
        porozmawianie o problemach, bolączkach itepe. Pierwszy raz słyszę, że ktoś to
        jednak odważył się praktykować. Bo robienie całego bloku w czasie jednego
        popołudnia to jednak jest nieporozumienie.
        • isma Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 13.01.05, 13:17
          No. Moi pracujacy skadinad jeszcze rodzice maja dzisiaj wizyte duszpasterska
          zwana koleda dzisiaj o godz...14.30 ;-O. Urlop wzieli.

          Aha, a u nas harmonogram koledy sie wywiesza w gablotach, od razu na caly okres
          koledowania, i to jest akurat rozwiazanie nieglupie, bo przynajmniej ten urlop
          sobie zaplanowac mozna wink)).
          • mama_kasia Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 13.01.05, 13:52
            My właśnie mamy urlop w czasie kolędy sad
            Ale że jesteśmy dosyć blisko związani z ojcami, więc umówimy się
            na indywidualny termin smile
            • netus Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 17.01.05, 20:53
              w sobote była u nas wizyta duszpasterska. Chłopcy ostentacyjnie nie chcieli
              podejśc, bo wymyslali gry planszowe, ale ksiądz zaprosił ich do modlitwy
              pytając o te gry. Sprytnie ich przekonał i potoczyła się miła pogawędka z
              dziećmi. Potem pomodliliśmy się wszyscy, Jas się obraził bo ksiądz posolił mu
              oko wodą (tak to okreslił) i mu "zbiałczeje", wpisano nas do kartoteki i
              złożylismy sobie yczenia. Co jeszcze mnie ujęło, to to, że ksiądz porozmawiał o
              pracy mężą (organista)i stwierdził, ż eto bardzo trudna praca dla kogoś kto ma
              rodzinę. To była pierwsza bardzo miła wizyta duszpasterska
    • isma Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 13.01.05, 12:25
      Hm. U nas zwykle z koleda to tak jak z naukami przedmalzenskimi - niewiele
      oczekujemy, to i niewiele dostajemy ;-(((. Poniewaz parafia jest duza, wizyta
      odbywa sie naprawde blyskawicznie - inna rzecz, ze rownie blyskawicznie, jak 10
      czy 20 lat temu (bo ja ciagle mieszkam w tej samej parafii wink)), chociaz
      ksiedza przyjmuje znacznie mniej osob niz dawniej.

      Ale w tym roku bylo dobrze. Tak naprawde, to dostalismy, nie zaslugujac wink))

      Przyszedl wikary (znany w parafii z najkrotszych kazan) w wieku trudnym do
      okreslenia, bo siwiejacy, ale z tak radosnym iskierkami w oczach, ze naprawde
      serdecznie sie zrobilo wink)). Od kilku lat oni standardowo zadaja pytanie na
      wejsciu "jak tam z praca" (i, w sytuacji jednej pensji i dziecka, koperty za
      skarby swiata brac nie chca). Postanowilismy zatem ksiedza troche "wypuscic" i
      powiedzielismy, ze maz jest ten znacznie bardziej zapracowany, na co ten
      oczywiscie zareagowal steroptypowo i domyslnie stwierdzil "a pani z
      dzieciatkiem w domu...". Jak wyjasnilismy, ze to zapracowanie malzonka wynika
      bynajmniej nie z pracy zarobkowej, tylko z pieczy nad wychowaniem Miniatury, to
      ksiadz sie usmial (poczochral Minie po glowie "no, to ty tez badz taka dzielna
      dziewczyna, jak mamusia") i wciagnal w rozmowe. I jakos tak sie zlozylo, ze
      pogadalismy - nie jakos wyczerpujaco, pojedynczymi zdaniami - o Miniatury
      chorobach, o roznych kompleksach wynikajacych z braku pracy, o Ukrainie, o tym,
      o tamtym - i jakos kazda wymiana zdan konczyla sie stwierdzeniem, ze tak
      naprawde to przeciez nie jest najgorsza rzecz, ktora sie moze przytrafic, ze to
      nie jest wazne.

      "A dlaczego to nie jest wazne?" - zapytal.
      "No, bo, bo..." - jakos nie umielismy sie "wyjezyczyc".
      "No, wlasnie, dlaczego, dlaczego nie jest? - naciskal, niby zartem, ale
      czulismy, ze to jest wlasnie TA rozmowa.
      "Bo, bo... wiemy, ze nasze zycie sie zmienia, ale sie nie konczy" - w koncu
      znalazl slowa malzonek.
      "Wiecie co? - powiedzial ksiadz - "zostalbym jeszcze troche u was, ale mysle,
      ze nie jestem tu bardzo potrzebny" wink)).
      • lucasa Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 15.01.05, 22:39
        isma napisała:

        > "Wiecie co? - powiedzial ksiadz - "zostalbym jeszcze troche u was, ale mysle,
        > ze nie jestem tu bardzo potrzebny" wink)).
        >

        super jest ten tekst!!!

        a koleda u nas? krotkie spotkanie. chyba tez nigdy ani rodzice ani my nie
        oczekiwalismy jakiejs szczegolnej rozmowy czy poswieconego nam czasu. a jednak
        jako dziecko zapamietalam ta specyficzne oczekiwanie. na cos waznego... teraz
        chyba mi przeszlo...
        A
    • marzek2 Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 13.01.05, 13:58
      Mogę? smile NO więc my też chcieliśmy przyjąć księdza parę razy, ale mamy jeden
      problem, że jak wiadomo na msze nie chodzimy, więc o kolędzie dowiadujemy się 5
      minut wcześniej (!) kiedy ministranci nam zadzwonią do drzwi smile W tym roku był
      jednak jakiś postęp, bo ciumak zauważył jakąś karteczkę na drzwiach wejściowych
      i teoretycznie byśmy mogli, ale... kolęda nastąpiła (znaczy w sumie nie
      nastąpiła) dokładnie w momencie, gdy pani pielęgniarka, która miała stawiać
      bańki obu dziewczynom i dać kolejny zastrzyk Samowi była już na klatce schodowej
      smile - w takiej sytuacji ksiądz byłby jednak nadmierną atrakcją smile Ale powiedział
      podobno, ze będzie jeszcze w okolicy za parę dni więc kto wie. Kiedyś
      przyjęliśmy księdza po kolędzie, który na wiadomość, że my baptyści przestraszył
      się, zesztywniał i w ogóle sad ale kiedyś przyszedł fajny zakonnik (bo okoliczna
      parafia należy do jakiegoś klasztoru - dla ismy, jakiś od sw. Katarzyny na
      Augustiańskiej) i była fajna rozmowa.
      • isma Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 13.01.05, 15:03
        Marzeczku, jesli ten fajny zakonnik byl takim duzym brodatym, troche rubasznym
        facetem, to byl to z cala pewnoscia poprzedni proboszcz, o. Wieslaw Dawidowski,
        augustianin (zakonowi temu protestantyzm sporo zawdziecza wink)), ktoren
        asystowal - chociaz my, jak wiesz, zasadniczo fani jezuitow jestesmy - przy
        naszym slubie, ktorysmy wlasnie u sw. Katarzyny brali wink)).

        I nie znajac nas praktycznie wcale, tylko na podstawie czytan slubnych,
        jakiesmy sobie wybrali (a byly one dosyc, jak na slub, ekstrawaganckie),
        powiedzial tak rewelacyjne kazanie, trafiajace w sedno tego, cosmy o naszym
        malzenstwie tymi czytaniami chcieli powiedziec, ze po raz kolejny doszlismy do
        wniosku, ze Duch sw. dziala wink)). Inna rzecz, ze jest to czlek w
        pismiennictwie chrzesciijanskim, zwlaszcza pierwszych wiekow, oczytan, a i z
        jakas przeszloscia ekumeniczna wink)). Niestety, od ubieglego roku prowadzi
        duszpasterstwo obcokrajowcow w Warszawie, czasem tylko publikuje w Tygodniku
        Powszechnym.
    • mader1 Re: Wizyta duszpasterska - przypomnialo mi sie 13.01.05, 14:14
      przychodzi do moich rodzicow jednego roku ksiadz. Troszke zasapany,
      bo to ostatnie pietro." Dzien dobry "- smieje sie od progu- "
      Specjalnie do Panstwa ostatnich przyszedlem, zeby troche dluzej z
      Panstwem posiedziec."Tato - nierzacy, nasrozyl sie, jak zwykle szukajac
      jakiejs pulapki. Wcale nie lubil, jak ksiadz dlugo siedzi. Mama
      zadziwiona taka wylewnoscia. Mysli sobie " Mlody, nowy, raaz tylko u
      niego na mszy bylam." A on siada. " A pieska Panstwo maja nowego". -
      "Nooo, tak." (Krotka romowa o piesku). " Artur pewnie w pracy? "(
      to moj brat). Kommpletne zdziwienie. Ksiadz troche rozbawiony. Mama z
      przejecia nawet herbaty nie proponuje, bo czeka, co z tego wyniknie.
      Ksiadz wypytuje o wypadek taty ( u licha,skad wiedzial?) Tato troche
      sie odprezyl, ze nie gadaja z nim o jego duszy, chociaz ciagle
      czujny... I tak jeszcze 15 min. niespodzianek, ksiadz coraz weselszy.
      Wreszcie zadzwonilam. Mama mowi do mnie " Nie moge rozmawiac, ksiadz
      u nas jest"....
      Wyjasnila sie tajemnica...
      Do parafii moich rodzicow zostal skierowany zaraz po seminarium moj
      daawny kolega z ogolniaka. Chodzilismy razem na religie, do teatru (
      jaakze czesto !),na wystawy przyjaznilam sie z jego siostra. A moi
      rodzice przejeci jego urzedemm, nie poznali go smile)))) co go
      niezmiernie ubawilo smile))))
      • mader1 Re: Wizyta duszpasterska - przypomnialo mi sie 13.01.05, 14:17
        przepraszam za literowki, klawiatura mi " siada" sad(((
        • alex05012000 Re: Wizyta duszpasterska 13.01.05, 15:28
          euh, ja to jak zwykle niewiele mam do napisania...w domu rodzinnym ksiądz po
          kolędzie nie chodził, bo ojciec sobie nie życzył... jak zamieszkałam na swoim
          to jakoś nigdy nie trafiałam i nie interesowałam sie koledą ... pierwszy raz
          ksiadz był u nas jak Olesia była malutka, wszedł, zmówiliśmy modlitwę, zamienił
          kila słów i poszedł dalej, oczywiście pobłogosławił dom i nas, dał Oli obrazek,
          potem nie był, bo chyba z racji wielkości parafii chadza co dwa lata, w zeszłym
          roku był, u moich "dzieci", ale jak wróciłam z pracy to właśnie wychodził, Ola
          z nim gadała najwięcej, księdza nie kojarzę który to, bo ja żadnego nie
          kojarzę...
          tytułem anegdoty - ksiądz zawsze u nas zostawia palto i kapelusz - mieszkamy na
          parterze - i zabiera je jak obejdzie resztę mieszkańców naszej klatki,
          wspomnienia z tych wizyt mam raczej miłe, nie spodziewam się rozmów osobistyczh
          czy głębszych o wierze, nie od tego są te wizyty moim zdaniem... choć może się
          mylę ...
          • alex05012000 Re: Wizyta duszpasterska 18.01.05, 09:02
            właśnie wyczytałam karteczkę na drzwiach, że będzie kolęda, w sobotę 22
            stycznia po południu .... napisze jak sie odbyła ...
    • pawlinka Re: Wizyta duszpasterska - do poczytania 26.01.05, 22:13
      Polecam artykuł. Tak na koniec wizyt duszpasterskich.
      goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1105558105&dzi=1104781054&katg=

      My mieliśmy kolędę tzw. dodatkową, bo wcześniej nie mogliśmy przyjąć księdza.
      Czekaliśmy cały dzień, bo nie umówiłam sie konkretnie, wszyscy w domku
      rekonwalescenci, mieliśmy czas. A ksiądz przyszedł prawie o 20. Był 10 minut.
      I warto było czekać
    • orvokki Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 27.01.05, 11:00
      A ja mam skojarzenia zdecydowanie złe. Za czasów mojego dzieciństwa przychodził
      zawsze proboszcz, nieodmiennie maltretował moich rodziców pytaniem, kiedy to
      wreszcie wezmą ślub kościelny, a mnie pytaniami o zeszyt i wiadomości z religii,
      po czym brał kopertkę, otwierał i w kajeciku sobie zapisywał: "Państwo K.., tyle
      a tyle złotych". I szedł.

      Potem jak się przeprowadziliśmy, to raz przyszedł proboszcz i to jest jedyna
      wizyta duszpasterska, jaką wspominam dobrze. Posiedział, popytał, kilka mądrych
      zdań powiedział - byliśmy wszyscy zaskoczeni jego taktem i rozumnością.
      Niestety w następnych latach przychodzili już młodzi księża, z czego jedna
      wizyta miała od początku do końca przebieg tak karykaturalny, że aż wtedy na
      użytek domowy napisałam o tym jednoaktówkę. Rozmowa się nie kleiła, bo ksiądz na
      pytania oczekiwał odpowiedzi sztampowych, dał mojemu młodszemu bratu obrazek, po
      czym zaczął go wypytywać o to, co się na nim znajduje. Młody plątał się z
      zeznaniach, na co ksiądz wziął obrazek i po długich deliberacjach i oglądaniu go
      z każdej strony wygłosił tekst "Zmartwychwstanie... albo wniebowstąpienie...
      zmartwychwstanie i wniebowstąpienie razem!". Po jego wyjściu rzuciłyśmy się na
      ten obrazek, a tam - Sąd Ostateczny i nic innego.

      Na nowym mieszkaniu nawet nie ze złej woli, nie przyjęłam księdza jeszcze ani
      razu. Jakoś autentycznie nie było mnie w domu. W tym roku natomiast ministranci
      zapukali trzy minuty po tym, jak weszliśmy do domu po powrocie z 1800 km podróży
      i panowało absolutne pandemonium.
    • mama_kasia Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 29.01.05, 13:01
      I ja się w końcu dopisuję smile
      Wczoraj był u nas ksiądz. Jako że byliśmy z tzw. uzupełnień, więc
      miał dla nas trochę więcej czasu. Obawiałam się spotkania, bo w tym samym
      czasie miała przyjść lekarka do dzieci (jedno zapalenie oskrzeli, coś
      wirusowego drugie, a trzecie tak pomiędzy - to tak informacyjnie),
      ale na szczęście się nie zeszli wink.
      Przyszedł do nas ojciec, który jest nowy w parafii. Trochę się już znamy,
      ale tak nie do końca. Był mile zaskoczony, że to my. Było widać, że cieszy
      się, że do nas trafił, a i nam było miło, że jemu jest miło. I tak było nam
      ogólnie miło. Poważnych tematów nie poruszaliśmy, ale jesteśmy trochę w
      nietypowej sytuacji, bo z ojcami mamy częsty kontakt i takie rozmowy
      odbywają się przy innych okazjach. Na koniec daliśmy mu ofiarę. Czuł się
      skrępowany, bo przecież i my mamy potrzeby. Było trochę kurtuazyjnych
      achów i ochów.
      W tym roku ojcowie zostawiali w domach list. To taka nowość. Bardzo fajny,
      wręcz dowcipny list. Trochę Wam potem zacytuję, ale teraz uciekam, bo u nas
      piękny śnieg. Idę go wykorzystać smile
      • mama_kasia Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 29.01.05, 19:40
        Już po zimowym ognisku smile

        To teraz parę cytatów z listu kolędowego.

        "Przychodzimy przekazać Wam znak pokoju i we wspólnej modlitwie prosić
        Pana Boga o Jego błogosławieństwo na trudy naszej codzienności. Wiele
        spraw nas przerasta, nerwy często biorą górę, kłócimy się z najbliższymy,
        ranimy tych, których kochamy najbardziej. W tym wszystkim, bodaj największą
        "biedą", jest to, że trudno nam - wobec siebie samych - przyznać się, że
        potrzebujemy pomocy. Ludzkiej, dobrej dłoni, szczerego i czystego spojrzenia,
        szlachetnego i życzliwego serca, bezinteresownej miłości. Potrzebujemy
        też Stwórczej Miłości Boga."
        "Łączy nas jeden czas - teraźniejszy, jedno miejsce (tu nazwa mojego miasta)
        i jedna duchowa przestrzeń (tu nazwa mojej parafii). - Przypadek czy
        zrządzenie Bożej Opatrzności? Czekamy na rozmowę, list, pomysł, krytykę,
        uśmiech, a przede wszystkim Twą obecność w Kościele, w naszym życiu, w
        tworzeniu wspólnego dobra. Może będziesz mógł nam pomóc! - a może czasami
        zdarzy się też odwrotnie..."
        Tu następuje wyliczenie, gdzie "można nas znaleźć."
        M.in. "przy ulicy" - tutaj adres; "w kościele" - wymienione msze;
        "w klasztorze - ktoś zawsze powinien być, ale warto pamiętać, że czasami
        wspólnie się modlimy, wspólnie jemy posiłki, pijemy kawę, a w nocy
        odpoczywamy"; "na spotkaniach wspólnot"; "na spacerze, w mieście albo
        tramwaju - ale trudno przewidzieć czy nas poznacie"; "na stronie";
        "na kolędzie - w styczniu 2006".

        Dlaczego piszę o tym? Bo mnie ten list urzekł. Ojcowie odkryli się trochę
        przed ludźmi i przez to stali się bardziej ludzcy.
        • mary_ann Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 28.02.05, 11:19
          Trochę poźno się dopisuję, ale kiedy watek był "na topie", nie byłam podpięta
          do sieci.
          Mamo_kasiu, zdradź, którzy to ojcowiesmile

          Pozdrawiam
          mary_ann
          • mama_kasia Re: Wizyta duszpasterska - niezręczne spotkanie? 28.02.05, 11:30
            Franciszkanie smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja