marzek2
31.01.05, 10:02
Dziewczyny, pomóżcie, doradźcie.
Sam jest trudny. Płaczliwy okropnie. Płacze całymi dniami naprawdę. Dostaje
tyle lekarstw na kolki, że albo na niego nie działają, albo to nie to. Może go
rozpieściliśmy tym noszeniem na rękach - babcia to szczególnie lubi jak
przychodzi, ale nie przychodzi znowu tak często i nie nosi go godzinami.
Płacze, ciągle płacze

ciumak twierdzi, że on się "domaga" bo zaczyna płakać
jak się go odkłada gdzieś samego, albo jak się przestaje bujać fotelik itp.
Nie chcę olać własnego dziecka. Chcę dbać o jego poczucie bezpieczeństwa. Chcę
pokazywać mu, że go kocham. Ale czasem nerwowo nie wytrzymuję tych jego ryków
i - wstyd się przyznać przed Wami i przed Bogiem - mam myśli niewdzięczne typu
"nie o takim dziecku marzyłam"... Tak tak, wiem, że Pan Bóg się nie pomylił,
wiem, że widocznie taki właśnie chlopczyk został właśnie dla nas wybrany,
tylko jeszcze nie wiem w jakim celu...
Czy zdarzały się Wam podobne myśli odnośnie własnych dzieci? Jak sobie z tym
poradzić? Jestem tak wdzięczna Bogu za to, że jest chłopcem, a jednocześnie
tak trudno mi zaakceptować fakt, że jest TAKIM WŁAŚNIE chłopcem...