Problem z akceptacją własnego dziecka :(

31.01.05, 10:02
Dziewczyny, pomóżcie, doradźcie.

Sam jest trudny. Płaczliwy okropnie. Płacze całymi dniami naprawdę. Dostaje
tyle lekarstw na kolki, że albo na niego nie działają, albo to nie to. Może go
rozpieściliśmy tym noszeniem na rękach - babcia to szczególnie lubi jak
przychodzi, ale nie przychodzi znowu tak często i nie nosi go godzinami.
Płacze, ciągle płacze sad ciumak twierdzi, że on się "domaga" bo zaczyna płakać
jak się go odkłada gdzieś samego, albo jak się przestaje bujać fotelik itp.

Nie chcę olać własnego dziecka. Chcę dbać o jego poczucie bezpieczeństwa. Chcę
pokazywać mu, że go kocham. Ale czasem nerwowo nie wytrzymuję tych jego ryków
i - wstyd się przyznać przed Wami i przed Bogiem - mam myśli niewdzięczne typu
"nie o takim dziecku marzyłam"... Tak tak, wiem, że Pan Bóg się nie pomylił,
wiem, że widocznie taki właśnie chlopczyk został właśnie dla nas wybrany,
tylko jeszcze nie wiem w jakim celu...

Czy zdarzały się Wam podobne myśli odnośnie własnych dzieci? Jak sobie z tym
poradzić? Jestem tak wdzięczna Bogu za to, że jest chłopcem, a jednocześnie
tak trudno mi zaakceptować fakt, że jest TAKIM WŁAŚNIE chłopcem...
    • mader1 Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 10:30
      Marzenko...
      Nasz synek to tez trzecie dziecko. Syn. Jak bylam w ciazy, moj maz
      mowil dziewczynkom, ze trzecie dziecko to juz nagroda dla rodzicow smile))
      Ze maja taka wprawe, ze wszystko juz idzie " jak z platka" smile))) Najstarsza
      tak sie potem z nas smiala wink
      Synus byl chory na zoltaczke - wszystkie mialy podwyzszona bilirubine, ale
      jemu nie spadla na czas. Pierwszy raz musialam odstawiac dziecko od piersi na
      pare dni sad wszystko tuz przed chrztem, kiedy wlaciwie powinnam
      przygotowywac poczestunek. Okazal sie wrazliiwcem. Badania, wizyty u
      lekarzy, podawanie piec razy dziennie lekarstw. Moje dziecko, moje wlasne
      dziecko na moj widok zamiast sie usmiechac na mmoj widok - plakalo - bo
      leki podawalam tylko ja sad Jak sie obudzil, nosilam go. Jak dlugo spal, tez
      bylo zle, bo balam sie czy to nie anemia. Myslalam - "Nie tak mialo
      byc". Moj synek podrzucany przez tate do gory mial przestrazoona miine,
      zamiast sie smiac !
      Byl wrazliwszy niz dziewczyny
      Malo gaworzyl. Malo przybywa na wadze.
      Ale " odchuchalismy" Go. ' Nie tak mialo byc", ale jest dobrze.Smieje
      sie teraz, czytamy ksiazeczki, rozpoznaje juz kolory...Jest madrym
      chlopczykiem, takiim , jakieego sobie wymarzylam.
      To minie.
      Rozmawialam z przyjaciolka i powiedziala, ze tak wiele stereotypow
      dotyczacych mezczyzn nie jest prawdziwych...
      Jeszcze nie raz cos bedzie szlo nie tak , jak powinno. Ale z pommoca
      Boza, duzym wysilkiem, uda sie. Bog w Ciebie wierzy !
    • mama_kasia Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 10:45
      Marzku, to nie tak, że masz problem z akceptacją Samuela,
      Ty po prostu jesteś zmęczona. Chciałabyś dla niego jak najlepiej,
      a że brakuje Ci sił...
      Miałam trochę prościej od Ciebie, ponieważ takiego małego synka
      ssaka i płaczka miałam jako pierwsze dziecko. Nieraz sobie myślałam
      potem, że dobrze, że miałam go jako pierwszego. Potem z dziewczynami
      było już znacznie prościej. Nasz syn ciągle chciał być noszony
      albo przytulony do piersi, miał silne kolki. Mąż zostawiał mi rano
      kanapki i herbatę w termosie i szedł do pracy, a ja całymi dniami
      siedziałam z synem na kolanach. Jak już zasnął, to nie odkładałam
      go. Cieszyłam się, że w końcu zasnął, a ja mogę poczytać książkę.
      Wiedziałam, że jak go odłożę, to będzie płacz. Nie wiem, ile czasu
      to trwało, miesiąc, dwa, nie pamiętam, ale nie wyrósł na przytulaka.
      Minął ten czas, kiedy tak intensywnie mnie potrzebował i potem było
      zupełnie inaczej. Zawsze powtarzam, że dzieci w brzuchu mamy
      przyzwyczajone są do ciągłej obecności rodzicielki i potem raczej
      następuje odzwyczajanie od noszenia, a nie przyzwyczajanie wink
      Tylko, że mi łatwo się pisze, bo to było moje pierwsze dziecko
      i poza nim w domu nie było innych dzieci, które też potrzebowały
      mojej obecności. Wiem, że u Ciebie jest dużo trudniej. Wtedy, pamiętam
      z niecierpliwością czekałam na męża, na jego pomoc, obecność, na to,
      aby zdjął ze mnie to poczucie odpowiedzialności... Bywałam zła na
      syna, ... to ze zmęczenia. I pewnie tak jest u Ciebie.
      Ściskam mocno - Kasia.
    • marzek2 Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 10:58
      Dziewczyny, tak bardzo Wam dziękuję. Mader, widzę, że mamy podobną historię
      odnośnie początków z synkiem w domu smile Masz rację, "to nie tak miało być" myślę
      w chwilach zwątpienia. Sam też jest wrażliwy, czasem płacze po prostu gdy ktoś
      powie coś za głośno, albo zrobi jakiś gwałtowny ruch. No i to moje nastawienie
      "trzecie dziecko to się wychowa jakoś przy okazji"/ "teraz to już będzie łatwo"
      itp. Nie jest łatwo. Muszę się przeciwstawiać swoim własnym wyobrażeniom jakie
      miałam na jego temat, swojemu zniecierpliwieniu wywołanemu też zapewne
      zmęczeniem fizycznym. Wiecie dziewczyny wszyscy wokoło widzą mnie jako twardą
      kobietkę, zawsze z uśmiechem na twarzy, zawsze sobie radzącą itp... może dlatego
      ja sama mam wobec siebie takie oczekiwania, że zawsze i wszędzie powinnam sobie
      "radzić" i nie przyznaję sobie prawa do "nieradzenia sobie".

      Wiem, że Bóg się nie pomylił. Muszę tylko umieć przełożyć tą wiedzę na życie
      codzienne na te kłopoty właśnie. I przyjąć na razie Sama przez wiarę jako Boży
      dar, może trudny, ale przecież od Boga, który WIE, że taki właśnie Sam miał się
      urodzić, żeby nas czegoś nauczyć. Założę się, że gdybym musiała z jakichś
      powodów być z dala od niego przez jeden dzień, już bym za nim tęskniła smile
      • isma Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 11:08
        Marzek!!!!!
        Masz prawo do nieradzenia sobie!!!!
        (przepraszam, ze nie napisze wiecej, ale mamy od piatku akcje pt. podejrzenie
        zachlystowego zapalenia pluc u Miniatury, i latamy z nia w te i wewte - od
        rejonowego pediatry do R. i z powrotem).
        • mader1 Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 13:44
          Biedactwa ... niech to sie jak najlepiej skonczy.... ucaluj Minie.
      • mama_kasia Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 11:15
        Marzenko smile
        Jeszcze zastanawiam się nad tymi Twoimi słowami: "taki właśnie Sam miał
        się urodzić, żeby nas czegoś nauczyć." Czy rzeczywiście, dlatego się urodził?
        Czy urodził się, aby Was czegoś nauczyć, czy urodził się jako owoc Waszej
        miłości? Czy urodził się taki, bo takiego Bóg go chciał? A że przy okazji
        i Was czegoś uczy wink))
        • lucasa Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 11:26
          Kochana Marzek,
          Nie wiem, czy majac jedno dziecko moge tu zabierac glos (drugie w drodze, wiec
          moze za kilka miesiecy ja bede pisac z prosba o wsparcie), ale chcialabym sie
          podzielic swoim doswiadczeniem, bo Karolina tez byla okropnym placzkiem, choc
          nie przyszly mi na mysl slowa, ze nie taka “miala byc” bo zupelnie nie
          wiedzialam jak miala byc.
          Z jednej strony spala duzo miedzy karmieniami I malo jadla, a z drugiej byla
          takim maluchem, ze az moj znajomy sie zapytal czy jest taki moment, ze ona jest
          obudzona I nie placze…. I praktycznie nie bylo. Otwarcie oczu – bylo
          rownoznaczne z otwarciem buzi. Na caly regulator I rozpaczliwie. Tyle, ze u nas
          nie pomagalo noszenie na rekach – wiec sie nie przyzwyczaila. Ciesze sie, ze w
          tamtym czasie nie mieszkalismy z moimi rodzicami, ani ze nie mielismy ich tu na
          stale – bo oni nie zostawili by jej na 5 min placzacej. Mi to przychodzilo
          latwiej. Nie mialam sily. Obolala I w szoku poporodowym nie mialam za bardzo
          sily aby sie zajmowac takim rozwrzeczonym maluchem. Jak Patrick wracal do domu
          to zastawal Karoline zaryczana a mnie blisko placzu.
          Co u nas pomoglo? Oprocz sab-simplex na kolki, to wlaczona suszarka (smiesznie
          brzmi, ale u nas dzialalo na zasypianie) I dlugasnie spacerki. Jak po poludniu
          Karolina otwierala oczy I zaczynala wrzeszczec pakowalam ja do wozka I tak
          dlugo jak wozek byl w ruchu byla cisza (jaka bloga!).

          Marzek, mi tez pomogly slowa mamy, ktora gdyby byla blisko - nosilaby Karoline
          non-stop, a ze byla daleko, to dawala dobre rady, I zawsze na poczatku, gdy
          dowiadywala sie, ze Mala placze mowila z troska “moze jej kaftanik sie podwinal
          I uwiera”. Szczegol, ze Karolina nie nosila kaftanikow I na poczatku takie
          uwagi nie trafialy do mnie, bo Mala byla przebrana, najedzona, poprzytulana a I
          tak plakala (bez prezenia sie czy widocznych jakichs oznak bolu brzuszka, chora
          tez nie byla), ale tak stopniowo jakos dotarlo do mnie, ze faktycznie to nie
          wiem co jej dolega I co sie dzieje, a ze placz to jedyny sposob komunikacji –
          wiec tak wygladaly dni. ale tez jakos przetlumaczylam sobie, ze NIC sie nie
          dzieje. po prostu dziecko placze, bo taka ma "urode" smile

          Wtedy tez mi ciezko bylo czytac rady, ze to minie. I minelo. Po 3 miesiacach.
          Tyle, ze ciezko w to uwierzyc gdy sie przez to wlasnie przechodzi.

          Marzek, ja uwazam, ze dziecka nie nalezy przyzwyczajac do ciaglego noszenia.
          Ale sa rozne mamy I rozne sposoby wychowania. Moja kolezanka nosi swoja 2
          miesieczna coreczke doslownie caly czas, na zmiane z siostra I mama. A nocy jak
          sie obudzi, to kladzie ja sobie na klatce piersiowej I tak spia do rana. Jezeli
          jej to odpowiada to jej sprawa. A u Ciebie – sa jeszcze dziewczynki, ktorymi
          prawdopodobnie tez sie zajmujesz. I masz prawo byc zmeczona, I czasami
          zniechecona. Mamy I tak sa bohaterkami!!! Masz duzo wiecej doswiadczenia niz
          ja. Ten czas nie jest latwy dla Ciebie, ale zycze Ci duzo sily I wytrwalosci!!!
          I jak najwiecej usmiechow Samuela.
          Pozdrawiam
          Agnieszka
          • genepis Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 01.02.05, 10:02
            lucasa napisała:

            /.../
            >
            > Marzek, ja uwazam, ze dziecka nie nalezy przyzwyczajac do ciaglego noszenia.

            Mi jest bliższe stwierdzenie którejś z dziewcząt "wyżej", że dziecko nie
            "przyzwyczaja się" do noszenia, tylko "odzwyczaja"
            Ale uważam, ze skoro dziecko się domaga, tonależy mu to dać. Ono jest jeszcze za
            małe aby manipulować, czy domagać się noszenia skrywając jakieś niecne podteksty.
            Ono tylko sygnalizuje jakąś potrzebę, a nie umie inaczje jak płaczem.
            Wyobraż sobie że porwało Cię UFO i wysadziło na jakiejś zimnej obcej planecie,
            gdzie wszystko jest inne, wszystko nieprzyjazne jest tylko jedno miejsce nieco
            przypomonające Ziemię. Czy nie czułabyś się przerażona i zagubiona?
            Czy Twoim pierwszym odruchem nie byłoby zatrzymanie się właśnie w tym
            przypominającym Ziemię miejscu, zwłaszcza gdyby tam i tylko tam było ciepło i
            był "stoliczek nakryj się"
            Z czasem jak byś sobie poukładała w głowie, że jesteś w nowej sytuacji, to
            stopniowo zdobyłabys się na eksplorację wrogiego otoczenia, ale na początku
            musiałabys sobie poradzic z własnym strachem i samotnością.
            Jedni radzą sobie szybciej inni wolniej. Nie mozna mieć pretensji do dziecka, że
            jest wrażliwe.
            Ja byłam z moim synkiem gdy tylko mnie potrzebował, chociaż czasem oznaczało to
            lezenie godzinami w łóżku z dzieckiem przy piersi. Miało to i dobre strony, bo
            po porodzie długo dochodziłam do siebie i takie leżenie i mnie było potrzebne.
            Do tego miałam przez pierwsze tygodnie moją Mamę, która wychodziła z dzieckiem
            na dwór, bo ja nie mogłam, no i mąż też pomagał.
            Ty Marzek po prostu jesteś zmęczona.
            Ale spójrz na to inaczej - poleniuchujcie sobie z Samem w łóżku nawet cały dzień.
            Niech on leży nie Tobie na rękach, ale obok Ciebie, czyjąc ciepło Twojego ciała
            i Twój zapach. Karmic też świetnie można gdy dziecko leży obok - sprawdza się to
            zwłaszcza w nocy, chociaż mi został po tym przykurcz lewego barku wink
            Dlaczego ma tak leżeć? Ano dlatego, że kiedy zaśnie możesz cichuteńko się
            wymknąć zostawiając obok koszulę nocną i zrobic np obiad. A gdy się zacznie
            budzić - wracasz na posterunek.
            Niestety - mąż będzie się musiał pogodzic z tym, ze domowe obowiązki albo spadną
            na niego, albo nie zostaną wykonane, a ze starszymi dziećmi mozesz np grać w
            różne gry leżąc w łóżku, albo zaproś do łóżka całą trójkę - na pewno spodoba im
            się takie wspólne przytulanie.
            Tak po prostu jest że przez pierwsze miesiące najmłodszemu jest wszystko
            podporządkowane i trzeba to po prostu przyjąć.
            Tworzenie teorii że wyrośnie na egoistę uważam za chybione.
            To tak jakby twierdzić, że chory na OIOMie wyrośnie na egoistę bo nieustannie
            ktoś się nim zajmuje.
            Z tego się wyrasta - jedem potrzebuje tygodnia OIOMu a inny kilku miesięcy,
            czasem lat, ale wyrastają wszyscy jeśli tylko rodzicom nie brakuje miłości i
            mądrości.
            Myslę, że w Waszej rodzinie nie powinno brakować mądrości skoro budujecie na
            Skale. Dziecko samo się nauczy wychowywane w wierze że egoizmu należy się wyzbywać.
            Natomiast Miłość okazywana na wiele sposobów należy mu się teraz jak psu zupa. I
            jest to po prostu obowiązek stanu a on ma święte prawo domagać się Waszej uwagi
            i dotyku.
            Jak inaczej przekonasz go, ze go kochasz jeśli nie dotykiem?
            Mój synek urodził się jako pesymista. Obecnie nadal wiele rzeczy z góry widzi w
            czarnych barwach, ale juz łatwiej go przestawić na optymizm niz na początku.
            Mam nadzieję ze z czasem zaszczepimy w nim wyuczony optymizm w miejsce
            wrodzonego czarnowidztwa wink

            Pozdrawiam i życzę dużo siły i mądrości Ducha świętego.
        • marzek2 Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 11:28
          Nie no jasne mamo_kasiu, ja absolutnie nie traktuję go jako czegoś "specjalnie"
          trudnego ze strony Pana Boga dla nas, jakiegoś dopustu czy co smile Rozumiem to tak
          jak Ty, że takiego do właśnie Pan Bóg dla nas zaplanował nie głównie po to, żeby
          dać nam wycisk, dla mnie osobiście Sam pozostanie na zawsze obojętnie jakim by
          był dowodem na to, że Pan Bóg spełnia marzenia... No i po raz kolejny uczę się
          otwartości na Boże plany wobec mojego życia, że nie zawsze musi być tak jak ja
          to sobie wyobraziłam i że nie jest tak, że tylko spełnienie moich wyobrażeń da
          mi szczęście.
          • mama_kasia Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 11:37
            smile
    • marzek2 Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 11:34
      Dziękuję jeszcze raz kochane dziewczyny.Wiecie jak się teraz czuję?
      Jak ktoś, komu ręce opadają, ale obok jest ktoś inny życzliwy, który mu te ręce
      z troską podnosi... Nic, idę do moich spraw domowch (sprawca tego postu właśnie
      śpismile i mam nadzieję, że kiedyś napiszę Wam, że jest łatwiej...

      Lucasa, jak fajnie wiedzieć, że już było na świecie inne dziecko, które płakało
      zaraz po obudzeniu smile

      W nagrodę za moje trudy życzę sobie, żeby Samuel został kiedyś pastorem smile)))))
      (żart!żart!)
      A chustę, w której go noszę wieczorami przyrzekłam sobie zostawić dla mojej
      przyszłej synowej, znaczy dla jej i Sama dziecka kiedyś smile)) (to nie żart!)
      • glupiakazia Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 11:47
        Marzeczku, ale mnie twoj post wystraszyl! Nie miej do siebie pretensji za to co
        ci sie pomyslalo, a nie powinno, za to, ze powinno byc inaczej a nie jest.
        Jestes po prostu bardzo zmeczona. A wydawalo sie, ze z trzecie samo sobie
        pampresy zmienia, co? Ja tez tak myslalam. I sie troche rozczarowalam...
        Trzymaj sie, zajrzyj jeszcze na priv.
        • darcia73 Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 13:41
          Mój Przemek wył bez przerwy w dzień i w nocy przez 6 m-cy. Przestał płakać jak
          nauczył się siadać w szóstym m-cu życia. Byłam zmęczona ale starałam się
          dzielnie znosić jego płacz. I tez pytałam się Pana Boga dlaczego akurat dla
          mnie trafiło się takie dziecko. Ale najważniejsze, ze jest zdrowe a Pan Bóg ma
          we wszystkim swój cel.
          Pozdrawiam
    • mader1 Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 14:00
      mysle, ze problem z nami rodzicami jest taki, ze wyobrazamy sobie.
      Jedna z dziewczyn napisala,ze sobie nic nie wyobrazala - i dobrze.
      Ja nawet nie do konca swiadomie czasem mysle o pewnych,
      najwazniejszych dla mnie istotkach. O ich drodze. Jak tak czlowiek
      sobie mysli, to widzi je na szerokim, pieknym goscincu,
      usmieechniete, szczesliwe, zadowolone i syte. Z Boza piesnia na
      ustach. A one... prowadza nas lesna drozka dla jednej osoby. chcac
      im towarzyszyc choc w czesci drogi, drapiemy sobie ramiona. Widzimy
      zupelnie nowe rzeczy,zauwazamy cos czego istnienia nie bylismy
      swiadomi.Pytamy - czy to ten sam las ? Dziwimy sie , ze tak mozna
      przejsc przez ten swiat.
      Ja dzieki Najstarszej dowiedzialam sie o wadach wzroku. Towarzyszylam
      w walce z choroba.Potem zdziwilam sie, ze jest cos takiego jak
      lateralizacja skrzyzowana. Zrozumialam,ze mozna miec niechec do pisania,
      majac co napisac.....
      Aleee kazdy z nas jest inny. Tylko Boza Milosc jest Doskonala. Walcza w
      nas rozne mysli i uczucia - zeby z pommoca Boza zwyciezyly najlepsze.
    • anndelumester Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 14:50
      Marzenko!
      Masz prawo być zmęczona i zniechęcona, co nie znaczy że Samuela nie kochasz,
      albo że jest on "nie taki"....
      Podobnie jest z wyobrażeniami naszych dzieci...pewnie każda z nas miała jakąś
      tam wizję bobasa (jak z rekalmy) co sie słodko usmiecha, guga i jest
      spokojniutki i milutki i bezproblemowy....a potem były rozterki smile
      Ja miałam o wiele łatwiej, bo Junior jest pierwszy i raczej bedzie jedynakiem wink
      Mój syn, był dzieckiem naręcznym, w zasadzie od urodzenia uwiebiał być na
      rękach..kładziony na płasko do wózka (a miał 2,5 miesiąca) wył tak okropnie że
      na spacery wychodzilismy tylko na rękach i tak było dopóki nie kupilismy
      drugiego wózka smile w którym siedział przodem do publiki pod katem mw.30-45
      stopni....ale kilka miesięcy musiało minąć. Od szaleństwa wybawiła mnie,
      przeczytana w jakiejś publikacji informacja, że dzieci naręczne i duzo noszone
      się lepiej rozwijają ... (jak się teraz ktoś pyta dlaczego Junior jest jaki
      jest to odpowiadam że to od noszenia non stop wink...
      Na pewno też na moje "bycie matką" i stałe przejmowanie się synkiem rzutowało
      zdarzenia w ciązy i to że Junior mógł się urodzić bardzo chory...Z resztą
      przejmuję się strasznie i mój mąż powtarza, żebym wyluzowała bo wychowam
      takiego gapcia....i "synusia mamusi ". Na szczescie nasz pediatra (od urodzenia
      Juniora eksperymentowalismy chyba z 5 lekarzami) też jest bardzo sensowny i od
      czasu do czasu pionizuje mnie w moich szaleństwach....
      Pozdrawiam serdecznie smile
    • addria Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 17:46
      Marzek,
      uciążliwe kolki, kiedy to NIC nie pomaga, są domeną głównie chłopców. Mój synek
      tak miał od ok. 3 tygodnia , kiedy lekarz mówił, że na kolki za wcześnie wink
      do czwartego miesiąca. Nie pomagała suszarka do włosów, masowanie brzuszka,
      ciepła pieluszka, ani specyfiki na kolkę. Po kilku godzinnym, wieczornym
      noszeniu na rękach dziecko usypiało, a rodzice padali na łózko jak nieżywi wink
      W związku z powyższymi przezyciami nie wierzyłam, że istnieją dzieci nie
      płaczące, grzecznie śpiące, itp. wink Ponieważ była to dla mnie tzw. normalka i
      nie miałam możliwości porównania, nie przezywałam tego szczególnie i przyjęłam
      to jako stan konieczny z nadzieją (choć wątpliwą wink, że kiedyś to minie. A już
      wiem, że to mija smile Zaręczam (choć mi teraz nie uwierzysz smile, że u Was także
      i to zanim się obejrzycie. Po prostu nastaw się, że jakiś czas tak będzie i
      przyjmij to jako rzecz normalną. A zmęczenie i rozdrażnienie to naturalna
      reakcja Twojego organizmu, więc nie ma co robić sobie wyrzutów. Po prostu
      trzeba to przeczekać, a dalej będzie już coraz lżej smile
      Powodzenia,
      • verdana Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 19:08
        Eh, przecież Ty nie masz kłopotów z akceptacją dziecka, tylko tego, ze dziecko
        stale ryczy i spać nie daje. Trudno takie cos zaakceptować, bo człowiek jest
        niewyspany, wsciekły i najchetniej by dziecko udusił - ale przecież nie chodzi
        mu o dziecko, tylko o ten nie dajacy się ukoić ryk.
        Pisałam już, ze masz pecha - bo mnie sie trafił taki pierwszy i myslałam, ze
        dzieci takie po prostu są. Dopiero przy córce ze zdumieniem odkryłam, ze nie
        wszystkie dzieci ryczą noc i dzień.
        Ale wiesz co - to mija. Takie dzieci ryczą, ryczą , spać nie dają, a potem
        kończa na psychologii dziecięcej.
        • skrzynka3 Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 31.01.05, 23:16
          Hej Marzek. Niestety nie mam w tej chwili czasu czytac wszystkich postow wyzej
          wiec wybacz jak sie powtorze wink)
          Skads to znam jakbym czytala historie mojego mlodszego synka ( ale u nas
          noszenie tez nie bardzo pomagalo) tyle ze nasz milusinski plakal wysokim
          swidrujacym czaszke tonem od ktorego po 10 min dostawalo sie obledu. Pare razy
          zdarzylo mi sie w kompletnym rozstroju nerwowym wrzasnac na kilkutygodniowego
          niemowlaka zeby wreszcie przestal ryczec a chwile potem ja ryczalam razem z nim
          do spolki ze starszym niespelna dwulatkiem. Brr az ciarki przechodza jak
          wspominam co przelatywalo mi czasem przez mysli.Napisze w skrocie do jakich
          wnioskow doszlismy
          1) to bylo dziecko barometr, wyczuwa do tej pory jak do pokoju wejdzie ktos
          zdenerwowany po prostu chlonie soba emocje innych
          2)jak to mowimy Jego system nerwowy latwo ulega przeciazeniu do tej pory trzeba
          rozwaznie dawkowac bodzce negatywne i pozytywne, odpoczynek i sen i dbac o
          dowoz glukozy (powaznie Ona reagowal ogromnym rozdraznieniem na glod) a bardzo
          dlugo nie potrafil zdac sobie sprawy ze jest glodny czy zmeczony potrzebowal
          zewnetrznej kontroli bo sam szlalby do momentu kiedy ze zmeczenie nie potrafil
          juz usnac
          3) troche byla winna alergia i uczulenie na gluten (ale powtarzam u nas
          noszenie i tulenie nie pomagalo)
          4) po przejsciach z najmlodsza wiem juz ze dzieci z ciaz wylezanych moga miec
          rozne dyskretne klopoty (dyskretne bo dajace sie dosc latwo wyrownac z czasem
          ale czasem burzliwie manifestujace sie) z odbieraniem bodzcow -nadwrazliwosc
          dotykowa, sluchowa, blednikowa itp jak mowi nasza rehabilitantka -nie wybujaly
          sie kiedy powinny i mozg nie nauczyl sie odpowiednio odbierac bodzcow. Naszej
          najmlodszej bardzo pomoglo masowanie a raczej delikatne stymulowanie cialka
          materialami o roznej fakturze (jedwab, futerko, miekkie szczoteczki, gabka) po
          prostu jezdzilismy po niej tym wszystkim po kapieli patrzac co lubi a czego nie
          i stopniowo malymi kroczkami oswajajac ja z bodzcami przed ktorymi sie bronila
          5) plachta, chusta itp malucha przywiazuje sie do siebie -mozna juz wczesniaki
          zaraz po urodzeniu w odroznieniu od nosidelek tradycyjnych -mala byla spokojna
          bezpieczna wtulona we mnie, dostawala dodatkowa porcje kolysania ktorego miala
          deficyt, slodko spala a ja mialam obie rece wolne i moglam machnac nalesniki
          dla starszakow albo polepic z nimi lancuchy na choinke.
          6) najmlodsza pierwsze miesiace bardzo czesto spala na na mnie lub tatusiu -
          ewentualnie w porze popoludniowej drzemki mogla byc tez babcia smile)
          7) pkt 5 i 6 wbrew przestrogom znajomych i cioc -o rety co wy robicie
          rozpuscicie ja do nieprzytomnosci nie da wam spokoju nic takiego nie
          spowodowaly systematycznie okazywalo sie nasza mala coraz dluzej potrafila byc
          pozostawiona sobie, swiat jest ciekawy a we wlasmyn lozku tez sie fajnie spi
          8)ja tak naprawde po kilku miesiacach zycia mojego sredniaka poczulam sie w
          pelni matka ze wszystkimi tego barwami i slodycza i gorycza, On mnie
          zahartowal, pokazal ze milosc matczyna wcale nie zawsze wybucha (jak bylo przy
          starszym) jak gejzer bez przeszkod, czasem potrzebuje czasu i lez dojrzewa
          powoli ale kiedy juz wyjrzy na swiatlo dzienne ... smile)))nie potrafie wyrazic
          wdziecznosci Panu Bogu za to ze dal mi wlasnie Jego takiego jaki jest
          9) synek wyrosl- choc teraz wiem i widze ile bledow popelnilam na samym
          poczatku- dalej jest bardzo emocjonalny, czasem zlosc na cos Go az rozsadza od
          srodka ale.. nikt nie potrafi sie cieszyc tak calym soba jak On, nigdy jeszcze
          nie widzialam czlowieka ktory potrafilby sie cieszyc od koncowek rozwichrzonych
          wlosow do opadajacych skarpetek to jest najradosniejszy widok na swiecie zeby
          czlowiek byl nie wiem jak przybity musi sie usmiechnac jak to widzi (sprawdzone
          wielokrotnie na rodzinie i znajomych) i.. bardzo latwo jest taka radosc u Niego
          wywolac.
          Wiem ze to pewnie chaotyczne jak cos sobie przypomne jeszcze wrzuce. I pozwol
          sobie na to ze czasem masz prawo byc zniechecona, zmeczona. To nie znaczy ze
          nie akceptujesz Sama!!! Pozdrawiam Cie bie Dziewczynki i Samuela cieplutko.
          Mimo wszystko niech Ci sie uda choc troszke odpoczacw ferie razem z
          Sewerynki smile))) Skrzynka
    • marzek2 Muszę Wam to napisać :) 01.02.05, 14:48
      Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad huśtawką elektryczną dla niemowląt,
      takie cudo Fishers Price, z różnymi gadżetami, melodyjkami, oczywiście też
      "cudownie" drogie. Ciumak nawet nie chciał o tym słyszeć, bo drogie naprawdę
      (parę stówek na allegro), nie wiadomo czy się Samowi sposoba no i to w sumie na
      parę miesięcy zanim zacznie się Sam sam poruszać smile Ale wczoraj po tym poranku
      na forum, okraszonym moimi łzami znowu mnie wzięło i zaczęłam szukać na allegro.
      Wieczorem po kolejnej porcji mojego biadolenia i użalania się mój mąż się
      wściekł i tonem stanowczo-obrażonym powiedział:" KUP!!! ZA ILE CHCESZ!!!"
      Potem na spokojnie pogadaliśmy i zaczęliśmy się poważnie zastanawiać.

      Dziś rano rozmawiam z siorą i mówię jej o naszych planach dot. huśtawki i wątach
      finansowych itp. A ona coś sobie przypomina... "słuchaj, chyba X (nasza wspólna
      znajoma) ma "coś" do bujania, coś kojarzę, że przywoził jej ktoś z USA.."
      Zadzwoniłam - od jutra pożyczają nam huśtawkę bo ich 6-miesięczny synek już
      prawie z niej nie korzysta! Boże zaopatrzenie w coś takiego! Po raz kolejny Pan
      Bóg spełnił moje marzenie o czymś - tym razem dla mojego dziecka, ale przez to
      też dla mnie smile Oby polubił tą huśtawkę. Przynajmniej mi ręce troszkę odpoczną smile
      • mama_domika Re: Muszę Wam to napisać :) 14.02.05, 15:01
        Marzek i jak Sam polubił huśtawke?
        • marzek2 Re: Muszę Wam to napisać :) 14.02.05, 15:11
          Dzięki za pamięć - odpowiadając na pytanie: niestety nie sad albo boi się jej, bo
          nowa, albo boi się huśtania, albo na takie wrażenia jeszcze za wcześnie.
          Ale... byliśmy przez ostatni tydzień na feriach w Rabce, Sam był inny,
          spokojniejszy. I pewnego dnia... nakarmiłam go i trzymałam na kolanach, coś tam
          do niego zagadałam i w odpowiedzi dostałam szeroki, świadomy, słodki uśmiech i
          radosne zagadanie typu "gu" w odpowiedzi... tego dnia nie zapomnę na pewno!
          Nadal płacze nad ranem i nie lubi być sam. Koleżanka, która była na feriach ze
          mną od razu zobaczyła w nim syneczka mamusi, który to chce mieć mnie na
          wyłączność. Tak sobie myślę... jestem dość zdecydowaną osobą, energiczną,
          otwartą. Może Pan Bóg chce mnie poprzez niego uczyć wrażliwości na innych, mniej
          otwartych, wrażliwych ludzi?
          • isma Re: Muszę Wam to napisać :) 14.02.05, 15:49
            Ooo, jednak Rabka? W Roztoczance bylyscie?
    • ania.silenter_exunruzanka Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 01.02.05, 17:05
      Och, Marzeksmile.
      Wiele Ci nie poradzę, bo jak widzę z prespektywy (wtedy tak nie myślałam) Ola
      nic a nic nie dała mi w kość. Proszę Boga abym miała więcej cierpliwości przy
      Adzie (w ogóle nie jestem cierpliwasad(().
      Chciałam Ci tylko napisać, że myślę o Tobie, modlę się, aby było coraz lepiej i
      Sam z "diabełka" zmienił się w Aniołka. Podziwiam Cię - ja wymiękłabym od razu:
      (.
      pozdrawiam
    • hanyszka Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 01.02.05, 23:17
      Chyba Cie rozumiem sad Jacek nie ma kolek, ale za to jest strasznym
      lakomczuchem, potrafi ryczec i dopominac sie jedzenia przez caly Bozy
      dzien.Bardzo zle znosze jego placz, budzi we mnie wscieklosc zamiast
      rozczulenia i checi pomocy.Pare razy sama nawet na niego wrzasnelam,czego sie
      wstydze okropnie.Zawsze bardzo chcialam byc mama - i teraz ,kiedy nia
      jestem,jestem rozczarowana brakiem wielkich uczuc,zwyczajnym zmeczeniem,
      monotonia opieki nad dzieckiem.Moze bedzie lepiej,kiedy Maly podrosnie, bedzie
      z nim kontakt,pogadamy sobie,poczytamy ksiazke, oby.
      Na razie,kiedy slysze jego ryki,mowie sobie "zadnych dzieci wiecej" sad((((
      pozdrawiam serdecznie hanyszka
      • kramla Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 02.02.05, 10:08
        Mało się ostatnio pojawiam czynnie na forum (są dni kiedy nie mam w ogóle czasu
        zajrzeć do komputera), a to dlatego, ze mój dzidziuś jest coraz większym
        dzidziusiem, który mniej śpi, a kiedy nie śpi jakoś protestuje podczas
        siedzenia mamie na kolanach kiedy ona pastwi się przed klawiatura kompasmile.A tak
        na serio, to fakt, że nasze trzecie dzieciątko zostało w naszej wspólnocie
        okrzyknięte świętym dzieckiem, a to ze wzgledu na swój spokojny, ugodowy
        charakter.No ale nasze wspólnotowe siostry widzą w tym duży sens.Bo Pan Bóg
        daje taki krzyż aby można go było znieść.Wiesz Marzeczku, że już w czasie ciąży
        zaczęły sie nasze trudne chwile w małżeństwie i rodzinie.Po urodzenie Sary nasz
        statek zaczął tonąć.Przeżyłam bardzo trudne chwile, zresztą wiesz.Do tej pory
        nie jest łatwo.Gdyby jeszcze Sara był dzieckiem płaczliwym i trudnym chyba bym
        tego nie zniosła.Zresztą moja pierwsza Marta była trudnym dzidziusiem.Myślę, ze
        podobna do Twojego Sama.Teraz mimo, że ząbki, czasami gorsze dni Sary, gorsze
        noce w porównaniu z pierwszymi miesiacami- nadal spijam miód jeśli chodzi o
        moją malutką.

        Pan Bóg dobrze wie kiedy i jakie dziecko ma nam dać.Zobacz- masz dobrego męża,
        odpowiedzialnego, kochającego.Stabilna sytuacja w małżeństwie.Jedność między
        wami...Coś czego czasami Ci tak bardzo zazdroszczę...Zresztą pisałam Ci o tym.A
        kto powiedział, że chrzescijanowi ma byc łatwo? Ja bym zwariowała gdybym teraz
        jeszcze miała dołożonego dzidziusia płaczka.Ty nie zwariujesz.Dasz radę.Tak jak
        ja daję radę stawiać czoła naszym problemom.Chociaż nie jest łatwo.Ale wtedy
        uśmiecham się do mojego aniołeczka i całuję jej pultaski.Tak bardzo ją
        kocham.Tak łatwo ją kochać.A Ty? Przytul sie do Ciumaka, wypłacz mu się,
        zakasaj rękawy i...do roboty z nową energią kochana Matko Polko...smile))
        • mader1 Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 04.02.05, 10:11
          Bardzo madre, to co napisalas.
    • anuteczek Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 04.02.05, 17:35
      Marzkusmile
      Niewiele mogę Ci pomóc, ale pamiętam o Wassmile i cieplutko myślęsmile
      andzia i Maciuś
    • mama_domika Re: Problem z akceptacją własnego dziecka :( 12.02.05, 23:26
      Droga Marzek przeczytałam kiedyś na forum wątek pt "Marzek rodzi" a więc twoj
      Samuel to Takie Forumowe dziecko. Chce cie podtrzymać na duchu i powiedziec że
      masz naturalne prawo do takich słabośc większośc z nas też tak by reagowała.Nie
      mogę ci udzielic żadnej rady bo niemam takich doswiadczeń.Wierz w hart twojego
      Ducha i pamiętaj co cię nie zabiję to cię wzmocni za jakiś czas popatrzysz na
      wesoło biegającego i usmiechniętego Sama i nie będziesz pamiętała o ciężkich
      chwilach. Pozdrawiam i polecam Was Opiece Bożej
Inne wątki na temat:
Pełna wersja