verdana
27.02.05, 15:36
Od dłuzszego czasu zastanawiam się nad sprawą spowiedzi - i w ogóle
rozliczania z grzechów dzieci najmłodszych. Problem polega na tym, ze dziecko
od skończenia 8-9 lat, a czasem i wczesniej rozliczane jest, na religii, czy
tez w czasie spowiedzi, z pewnych rzeczy, które od niego nie zależą. Na
przykład z chodzenia regularnie do koscioła. Jeśli rodzice dziecka
(szczególnie w dużym miescie) do koscioła nie zaprowadzą - to samo nie
pójdzie. Jesli rodzice mają na niedzielę inne plany - to dziecku nie
pozostaje nic innego jak zgrzeszyć - albo nieposłuszenstwem rodzicom (nie
pójdę do cioci, choć mi każecie, pójdę do koscioła), albo nie
uczestniczeniem w mszy. To samo dotyczy postu, noszenia medalika itd. Widzę
tu wyraźną sprzeczność między posłuszeństwem rodzicom, a możliwoscią
niegrzeszenia. Niby grzech jest dobrowolny, ale jak dziecko dobrowolnie
sprzeciwi się rodzicom i np. nie będzie jadło mięsa w piątek(mimo nakazów
mamy), to ma grzech nieposłuszenstwa - czyż nie?
Wszystko jest pięknie, o ile rodzice są pobożni. Ale ilu "letnio wierzących",
czy też wierzacych, ale niezbyt praktykujących wysyła swoje dzieci na
religię?
Przedstawiam tą sprawę do przemyślenia katechetom. Co zrobić - dla tych
dzieci - aby nie wpędzać je w nieustanne poczucie winy? A wszystkie moje
dzieci przez taki etap przechodziły - efektem było całkowite oddalenie się od
koscioła, którego nakazów w żaden sposób nie mogły wypełnić.