od kiedy z dzieckiem do kościoła??

06.04.05, 20:20
Witam.Mam pytanie do Was wszystkich w jakim wieku zabierałyście swoje
dzieciaczki do kościoła?Jestem mamą 1,5 rocznego chłopca który nie potrafi
wysiedziec w miejscu 5 minut, po kościele najchetniej by biegał i zaczepiał
wszystkich wokół.Nie jest to narazie do opanowania, wiec przestałam zabierac
Krzysia do kościoła, moja teściowa i rodzice uważają ze robie błąd bo Krzys
powinien sie uczyc przebywac na mszy i ogólnie bycia w takiej sytuacji.Jak to
było u Was??Prosze o rady i pozdrawiam Krysiasmile
    • wiga1968 Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 06.04.05, 20:37
      Prawie od urodzenia. Pierwszy spacer zazwyczaj był do kościoła, ale w wieku
      ok.1,5 - 2 lat też czasem nie bardzo wiedziały, że w kościele nie można się
      ganiać, więc różnie było. Jednak nie nauczyłyby się, jak trzeba zachowywać się
      w kościele, gdyby nie chodziły do niego, nawet, kiedy czasem rozrabiają.
      • basia313 Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 06.04.05, 21:56
        popieram, a dodalabym jeszcze, ze dobrze jest wybrac sie na msze dziecieca albo
        usiasc w bocznej nawie, zeby nie przeszkadza, ale i sie nie meczyc. Z czasem na
        pewno sie nauczy.wink
    • mader1 Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 07.04.05, 00:37
      pierwszemu dlugo dawalismy spokoj,wychodzilismy, kiedy chciala. Druga...
      miala pod tym wzgledem kiepsko, bo tamta juz podrosla i nie chcielismy
      tracic nastepnych lat na konspiracje - chodzenie na zmiany. Lazila po
      kosciele, krecila sie, ale byla. Ostatni wyprowadza nas na zmiane z
      kosciola.
    • mama_kasia Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 07.04.05, 00:52
      Prawie od urodzenia. Przy czym wiek ok.2 lat u syna przebiegał
      dosyć żywiołowo i trzeba było z kościoła wychodzić wink), ale
      dziewczyny tak nie czadują. Najmłodsza ma właśnie 2 i jest
      superowa w kościele wink)
      Krysiu, gdzieś jest szerszy wątek o tym, ale teraz jest za późno
      na szukanie; może jutro poszukam, jak sama do tego czasu nie znajdziesz.
      • glupiakazia Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 07.04.05, 09:30
        od urodzenia. ale owszem, roznie to bywalo, wiele razy musielismy wychodzic. w
        lecie jest prosciej, bo stoimy przed kosciolem, ale naglosnienie jest ok, wiec
        nie ma problemu. zima bywa problem, wiec czesto chodzi jedno z nas (na ogol ja)
        z dwiema starszymi, a najmniejsza (teraz roczna) zostaje w domu.
        kiedys srednia jak miala ze dwa miesiace i oczywiscie byla wylacznie na piersi,
        zaczela nagle domagac sie pozywienia, wiec nie mialam wyjscia i musialam ja
        nakarmic. na szczescie bylo lato, stalismy na dworze, wiec sie schowalam za
        kosciolem i nie bylo problemu smile
        • wiga1968 Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 07.04.05, 09:45
          My nie zostajemy przed kościołem, nawet, jak jest piękna, słoneczna pogoda.Nie
          umiem uczestniczyć we Mszy św. stojąc przed kościołem (chyba, że nie można już
          wcisnąć się do kościoła). Ze względu na mały kościół i fakt, że dzieci chcą
          widzieć, co dzieje się na ołtarzu, zazwyczaj siedzimy z przodu (tylko tam wózek
          nie przeszkadza nikomu). Jak trzeba nakarmić najmłodszego, wychodzę do
          zakrystii lub przez zakrystię na plebanię. Gdy któreś kiedyś nie dało się
          uspokoić, wychodziłam z nim do zakrystii i tam słuchałam Mszy Św. z głośnika.
          Chodzimy zazwyczaj na sumę całą rodziną, tylko najstarsze dzieci chodzą same na
          Mszę młodzieżową.
        • krzysiowamama Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 07.04.05, 09:50
          Witam ponowniesmileKiedy Krzyś sie urodził zabieralismy go zawsze do Kościoła no
          ale jak zaczął chodzić ,a było to już pod koniec 9 miesiąca msze z Nim są nie
          do wytrzymania sadCo jakiś czas probuję nowego podejścia ale kończy sie wyjściem
          góra po 15 minutach!!Nie mówiąc o tym że ja nic z mszy nie mam ,nie potrafię
          sie skupić, ciągle tylko ścigam Krzysia, patrzę co on znowu kombinuje.Krzyś
          nie jest niegrzeczny ale bardzo żywy wszędzie pójdzie, wszystkiego dotknie nie
          boi sie ludzi, a co za tym idzie zaczepia osoby w kościele,uśmiecha sie do
          nich, zagaduje.Mam wrażenie że dla niego Kościół to taki wielki plac zabaw.Jest
          jeszcze mały wiec ludzie mu wiele wybaczają, ale przeciez nie moge go
          utwierdzać w tym że jego zachowanie jest dobre.Może poczekać az zacznie
          rozumiec poco się chodzi do Kościoła??pozdrawiam Krysia i Krzyśsmilesmile
          • samboraga Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 07.04.05, 10:09
            moim zdaniem jest jeszcze za mały żeby go utwierdzać albo nie, chociaż na pewno
            trzeba mowić 'cichutko, nie biegaj' itp. ale bez liczenia na efekt i
            załamywania rąk
            podpisuje się pod postami powyżej

            no i pozostaje problem kiedy 'zrozumie' i co to znaczy że zrozumie?
            tylko tyle że nie bedzie biegał?
            bo mój prawie 6-latek owszem jest cicho ale co chwila i tak pyta 'kiedy sie
            skonczy', co mnie dekoncentruje i mi przeszkadza, myślałam że w tym wieku to
            już nie będzie problemu nawet jak się będzie nudził na mszy, turdno....a tu co
            chwila rozdzierające 'ile jeszcze misiów uszatków do końca!?!' (jesteśmy na
            etapie nauki czasu i wszystko odmierzamy długością dobranocek)-wink)))
            ale myślę że trzeba zacząć od początku chodzić, bo dziecko nie będzie wiedziało
            że to dla ważne miejsce
            • verdana Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 07.04.05, 13:07
              Zanim udziele rady, przyznam się, że jestem niewierząca, co nalezy brać pod
              uwagę.
              Małe dzieci w kosciele to nowe zjawisko. Jeszcze z elementarzy z XIX w. i
              przedwojennych, dzieci dowiadują się, że jak będą duże, to pójdą do kościoła,
              tak jak ich rodzice. Dla mnie regularne zabieranie małych dzieci do koscioła
              nie ma sensu. Dziecko małe nie zapamięta, czy jest w kościele co niedziela, czy
              raz w miesiącu. Starsze dziecko, które bardzo się nudzi i co chwila pyta, kiedy
              msza sie skończy nauczy się najwyżej, że kosciół jest niezwykle nudnym
              miejscem, do którego trzeba chodzić, bo każą.Dla moich dzieci okazało się to
              doświadczeniem, które zaważyło nie tyle może na ich wierze, ale stosunku do
              praktykowania - na pewno. Wydaje mi się, że najlepiej byłoby zabierać dziecko
              do kościoła rzadko, robiąc jednak z tego wielką ceremonię (eleganckie ubranko,
              rozmowy przed tem jak się zachować i że jest już "taki duży", ze może iść razem
              z rodzicami). Przecież nie o to chodzi, by dziecku "wdrukowało się" wspomnienie
              mszy, jako czasu straconego, który trzeba przetrwać, aby iść na przyjemny
              spacer. Chodzi chyba o to, by dziecko, gdy już dorośnie, chodziło do koscioła
              z wewnetrznej potrzeby, aby czuło sie tam dobrze, aby chciało chodzić.
              • formica25 Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 09.04.05, 11:44
                podpisuję sie recami obiema smile dziecko powinno odczuć wyjście do kościoła jako
                coś waznego w życiu rodziny, a nie kojarzyć tego z nudą , ciągłym upominaniem
                lub co gorzej karaniem za złe zachowanie! i może warto z małym dzieckiem wybrać
                sie na mszę dla dzieci , a nie dla dorosłych! albo chociaz studencką tam jest
                dużo spiwów i muzyki! u nas w piątki jest msza z bajką specjalnie dla dzieci
                może warto zaczac od takich mszy podczas , których dziecko zaciekawi sie tym co
                ksiadz mowi lub tym co sie dzieje... a napewno nie ma co malucha zmuszac...
                • samboraga Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 09.04.05, 14:02
                  a kiedy nie bedzie czuło wg Was nudy?
                  jak pierwszy raz pójdzie tuż przed I komunią, jak inne dzieci bedą umiały się
                  znaleźć w kościele a ono nie?
                  ja jestem za wychowywaniem w wierze, to przejscie od nudy do widzenia sensu
                  nastep[uje (w to ja wierzę) w dziecku podczas wspólnego chodzenia, dziecko
                  widzi rodziców i stopniowo się uczy

                  no a co do 'obowiązków' i nudy to ja sprzątać nie lubię do tejpory a duża już
                  jestemwink
                  i moje dziecko tez jest znudzone na imieninach siostry mijej babci, ja też się
                  nudzę, jest to rodzinny zwyczaj , w dodatrku wypada 1-go styczniua czyli wtedy
                  kiedy chce się odespać Sylwetra, ale dziecko widzi i wie że rodzian jest ważna
                  tak myślę
                  • karolina_29 Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 09.04.05, 16:19
                    Dzień dobry wszystkim, dziękuję za wpuszczenie na forum smile
                    Jestem mamą chrzestną 14-miesięcznej Tereski. Na razie Tereska chodzi z
                    rodzicami co niedzielę, chociaż często trzeba ją wyprowadzać (a raczej wynosić).

                    Kiedyś od znajomej usłyszałam radę, żeby zachodzić z małym dzieckiem do
                    kościoła regularnie w dzień powszedni "odwiedzić Pana Jezusa", pomodlić się
                    chwilę, czasem coś opowiedzieć, wytłumaczyć. Była to starsza pani, która często
                    do kościoła zabierała wnuczka. Mówiła (był już wtedy przedszkolakiem), że na
                    mszę św wybiera się z nim dużo wcześniej, żeby mógł w spokoju wszystko
                    obejrzeć, zajrzeć w różne kąciki. W czasie mszy był już spokojny.

                    Bardzo lubię Wasze forum smile
                    • glupiakazia Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 09.04.05, 16:22
                      witaj smile)

                      slusznie prawisz.
                      • krzysiowamama Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 09.04.05, 18:31
                        Witam ponowniesmileBardzo uwaznie czytam wszystkie Wasze wypowiedzi i wiem jedno
                        chciałabym by moje dziecko było wychowane w wierze, chociaz chodzenie na msze z
                        Krzysiem jest bardzo trudne to ja własnie praktykuje to co napisała Karolina_29
                        znaczy czesto w tygodniu zabieram Krzysia do Koscioła, pokazuje że tu jest
                        Bozia itd ciężko jeszcze w tym wieku trafić do takiego dziecka z opowiadaniami,
                        ale w ten sposób probuje pokazac mu kosciół od podszewki.Mimo to Krzys po
                        Kosciele biega i szaleje, a ja czuje sie czasem jak wyrodna matka bo zabraniam
                        mu wielu rzeczy na co on oczywiscie wrzeszczy !!Mam jeszcze jeden problem
                        ponieważ Krzys jest bardzo towarzyski kazdemu podaje rączkę, wita sie a ludzie
                        poprostu moim zdaniem nie myślą często zasmarkani, przeziebieni podają
                        ręke .Może jestem przewrażliwiona ,nie wiem ..........Może naprawde nie ma
                        sensu zabierać go na msze,sama nie wiem !POzdrawiam Krysia
                        • a_weasley Na wszystko przyjdzie pora 18.04.05, 11:07
                          krzysiowamama napisała:

                          > ale w ten sposób probuje pokazac mu kosciół od podszewki.

                          No to przecież nie na mszy chyba!

                          > biega i szaleje, a ja czuje sie czasem jak wyrodna matka bo zabraniam
                          > mu wielu rzeczy na co on oczywiscie wrzeszczy !!

                          Po prostu dziecko jeszcze do tego nie dorosło. A Ty dobrze robisz, zabraniając.
                          Najlepiej zaś sobie na jakiś rok odpuścić. Nic na siłę. Jak dojdzie do wieku, w
                          którym się uczy pierwszych modlitw, zaczniecie się modlić w domu, to potem
                          pójdźcie do kościoła. Na początek poza mszą.
              • mama_kasia Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 09.04.05, 22:35
                " Przecież nie o to chodzi, by dziecku "wdrukowało się" wspomnienie
                > mszy, jako czasu straconego, który trzeba przetrwać, aby iść na przyjemny
                > spacer."

                Nie, dziecku "wdrukowuje się", że Bóg, wiara, sakramenty nie są religią,
                ale życiem; że, dla rodziców, życie to powiedzmy "normalne" nie jest
                oddzielone od wiary, że to jest ta sama rzeczywistość. "Chodzenie do
                kościoła" to nie rzeczywistość od święta, ale codzienność. I dlatego
                razem z dziećmi od małego chodzimy do kościoła, i wcale nie tylko
                w niedzielę, jeździmy na rekolekcje, modlimy się, chodzimy na spotkania
                wspólnoty. To jest nasza codzienność.
                Nasz syn ma prawie 10 lat i od małego... itd. Buntował się momentami,
                nudził w kościele, ale my cały czas to samo, bo po prostu takie jest
                nasze normalne życie. Teraz w czasie Triduum chodził z nami przez
                trzy dni do kościoła, po parę razy, śpiewał psalmy, żadnego buntu.
                Nie mam pojęcia, jak będzie dalej, ale inaczej nie mogę. Daję naszym
                dzieciom to, co jest, według mojej wiary, najlepsze. My po prostu
                razem wierzymy.
        • netus Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 10.04.05, 21:22
          Ja uważam, ż eod poczatku trzeba dzieci prowadzić do Kościoła. Ni edlatego zeby
          cos tłumaczyc, al eżeby były z nami wszedzie. A tymbardziej w najważniejszym dl
          anas miejscu. Zawsze jakoś spokojnie próbowałam byc znimi, ale czasem
          zniecierpliwiona uspokajam bo demonstruja swoje niechęci do kościoła. Zwłaszcza
          młodszy- 4,5 letni syn.
          Ostatnio wszedł na środek Kościoła pod samo prezbiterium i mówi na cały głos
          (był wściekły): "ale on gada i gada i gada (prezbiter), potem tylko wstawać i
          klękać i wstawac i klękać tylko spodnie sobie brudzę".
          To nie było kokietowanie tylko manifest zdecydowanego kilkulatka. Ale i tak
          chodze z nimi. Opóźniłam tylko porę Mszy św. w niedzielę, mniej jest protestów
          jak idziemy na 12.30 lub 14.00. Mówię im, że to jest dla mnie najważniejsze
          spotkanie i każdy kto koch aJezusa wie że w Kościele jest z Nim najbliżej.
          • mama_kasia Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 10.04.05, 23:04
            Netus, domyślam się, że sytuacja z synem wcale nie była dla Was przyjemna,
            ale nie mogłam powstrzymać się od śmiechu smile)
            • mader1 Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 10.04.05, 23:41
              mama_kasia napisała:

              > Netus, domyślam się, że sytuacja z synem wcale nie była dla Was przyjemna,
              > ale nie mogłam powstrzymać się od śmiechu smile)

              salve smile chcialam to samo napisac, ale nie wiedzialam, czy nie uraze
              mamy smile)))))
              Dzis bylismy na mszy na wsi, jest dluga, choc kazanie zawsze niezle -
              oczywiscie dla doroslych.Dzieci Mysz-Aniolki smile Przetrwaly msze, ogloszenia.
              Ksiadz mowi, ze teraz odmawiamy rozaniec w intencji JPII. Ukleklismy.
              Pierwsza 10-tka. Dzieci O.K. Ksiadz zaczyna druga i wtedy srednia
              zorientowawszy sie przytomnie, ze zapowiada sie dluzej ( co najmniej
              piec !),mowi ostrzegawczo 'glowa mnie boli' wink)))) Pomogl jej braciszek,
              ktory rozlozyl sie krzyzem i zaczal spiewac ' Ament, ament ,AMENT'.
              Wycofalismy sie, bo na ustach otaczajacych nas ludzi pojawily sie usmiechy,
              przechodzace w chichot ;0
    • olaborkowska Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 10.04.05, 13:39
      My mieszkamy w Warszawie i odkryliśmy kościół, w którym nikomu nie przeszkadza
      jak dzieci biegają, a równocześnie wszystkie elementy mszy są przystosowane dla
      małych dzieci. Może w Twojej miejscowości też znajdzie się taka msza, w której
      dzieci mogą naprawdę uczestniczyć, bo są do tego zachęcane, a jednocześnie nie
      przeszkadza ich naturalną ruchliwość. W Warszawie taka msza jest w KOściele
      Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Dolnym Kościele na 10.45. Rodzice
      przychodzą tam nawet z niemowlętami.
    • pawlinka Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 10.04.05, 23:17
      Czasem przejmowałam się spojrzeniami ludzi, ale potem nauczyłam się, że nie o
      to chodzi. Teraz sobie żartujemy, jak nasza dwulatka trochę szalała, że
      proboszcz zrobi nam zdjęcie i wywiesi na tablicy ogłoszeń z informacją: "tych
      wiernych nie wpuszczamy" (moja półtoraroczna wtedy córka weszła dołem, a wyszła
      górą konfesjonału). Kiedy się niecierpliwi, bierzemy ją na ręce, opowiadamy, co
      dzieje się w tej chwili, cichutko szepczę jej słowa modlitwy. Trochę biega, ale
      po chwili "przejmujemy więźnia" i staramy się uspokoić. To działa, choć jest
      trochę uciążliwe i czasochłonne. Ważna jest konsekwencja i spokój nas -
      rodziców. Ze starszym też to przerabiałam, teraz po okresie buntu (nie pójdę do
      kościoła juz nigdy, o znowu niedziela, ja nie chcę, buuu)widzimy efekty.
      Stawiałam sobie pytanie: czy jest jakiś "odpowiedni" czas, kiedy dziecko jest
      gotowe?
      Aha, a może to Ci pomoże: gdzieś przeczytałam, ze dzieci biegają po kościele,
      bo wiedzą, że Pan Bóg jest wszędzie
      • lucasa Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 11.04.05, 11:08
        my z Karolka chodzimy do kosciola od poczatku. tez bymsmy woleli aby niedzielna
        msza byla "zjawiskiem" normalnym i naturalnym raczej niz odswietnym.

        nie wiem skad wpadlismy na pomysl - ale od poczatku nie wyciaglismy jej z
        wozka. Karolina bardzo szybko zaczela chodzic - i gdybysmy pozwolili jej stanac
        na nogi - juz bysmy nie dogonili... nie mowiac, ze ona sie wszystkim ekscytuje,
        wydajac przy tym stosowne okrzyki zachwytu, wiec przeszkadzalaby wiekszej
        ilosci ludzi. raz tylko pozazdroscilam kolezance z mala coreczka, ktora tak
        grzecznie siedziala w lawce z rodzicami. posadzilam Karoline obok nas - i za
        chwile musialam ja szukac dwie lawki przed nami - tak szybko smyknela POD
        lawkami! a jak juz przetrzymalismy ja w lawce - to do osob za nami zagadywala w
        tak entuzjastyczny i glosny sposob, ze stwierdzilismy, ze spacerowka to jednak
        jeszcze najlepsze miejsce.

        teraz (1.5 roku) gdzies dopiero po przeistoczeniu zaczyna sie orientowac, ze
        juz za dlugo siedzi w wozku i czasami trzeba z nia wychodzic. z tym, ze do
        kosciola zabieramy smoczek, ktorego na codzien nie uzywamy, wiec dziala troche
        jak zatyczka...

        u nas w kosciele jest tyle dobrze, ze jest przeszklony przedsionek (cieply i z
        naglosnieniem) wiec mozna bez przeszkod uczestniczyc we mszy i jednoczesnie
        obserwowac malucha.

        tez czesc rodzicow bierze z tylu kosciola ksiazeczki religijne dla dzieci i
        dzieci sa zajete przegladaniem. my sprobowalismy raz, a ze Karolina jest na
        etapie poznawania pierwszych slow, wiec caly kosciol mogl uslyszec
        tryumfalne: "kwiaty, kwiaty, kwiaty!". na tym skonczylo sie czytanie w
        kosciele smile. nie chcialam ryzykowac, ze w nastepnej ksiazeczce natknie sie na
        rysunek pieska czy kotka smile))

        pewnie do kazdego dziecka trzeba znalezc inna metode. ja ciesze sie, ze mozemy
        chodzic we trojke do kosciola, choc faktycznie czasami trudno sie skupic.

        A
    • minerwamcg Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 15.04.05, 02:39
      Mnie ten problem na razie nie dotyczy (ale módlcie się, proszę, żeby mógł
      dotyczyć), mogę coś powiedzieć tylko z punktu widzenia "otoczenia".
      Nie przeszkadzają mi maluchy biegające po kościele. Jeżeli tylko nie mają
      buicików na "pancernych" podeszwach i nie tupią. Przeszkadzają mi natomiast
      maluchy głośne. Cichemu jestem w stanie darować, że się wierci w ławce,
      wychodzi z niej, i ogólnie nie potrafi spokojnie usiedzieć. Dlatego
      zachęcałabym rodziców, żeby naukę zachowania w kościele zaczynali od
      zachowywania ciszy.
      U nas w parafii oprócz mszy dla dzieci - niestety, przychodzą na nią i
      przedszkolaki i piątoklasiści - jest kaplica ogrodzona balaskami i wyłożona
      dywanem. Nie słychać tam tupania, dzieci nie oddalą się za bardzo, na dywanie
      mogą się bawić (widziałam tam nawet jakąs maskotkę). I tak mi się podoba.
      A jak mi w kościele jakiś bęben za bardzo przeszkadza, mówię o tym rodzicom.
      Najczęściej zmieszanym i przepraszającym, choć bywa różnie.
      A jak widzę, że dziecko jest z zasady dobrze wychowane, tylko je "roznosi",
      powtarzam sobie wiersz księdza Jana Twardowskiego.

      Ks. Jan Twardowski. O maluchach

      Tylko maluchom nie nudziło się w czasie kazania
      stale mieli coś do roboty
      oswajali sterczące z ławek zdechłe parasole
      klękali nad upuszczonym przez babcię futerałem jak szczypawką
      pokazywali różowy język
      grzeszników drapali po wąsach sznurowadeł
      dziwili się że ksiądz nosi spodnie
      że ktoś zdjął koronkową rękawiczkę i ubrał tłustą rękę w wodę
      święconą
      liczyli pobożne nogi pań
      urządzali konkurs kto podniesie szpilkę za łepek
      niuchali co w mszale piszczy
      pieniądze na tacę odkładali na lody
      tupali na zegar z którego rozchodzą się osy minut (...)
      wymawiali jak fonetyk otwarte zdziwione "O"
      kiedy ksiądz zacinał się na ambonie
      - ale Jezus brał je z powagą na kolana.
      • sylwiksylwik o ciszy 15.04.05, 11:25
        moje dziecko okolo roku uczylo sie mowic to znaczy mowilo coraz wiecej i wiecej
        i sprawialo jej to wielka radosc, nam tez zawsze duzo z nia rozmawialismy i bardzo
        trudno bylo jej wytlumaczyc ze akurat teraz ma byc cicho.
        Mala na nasze ciiii potrafila odpowiedziec ciiiiiii ale calkiem glosno - w ogole
        glosne z niej dziecko.
        Teraz chodzimy na msze dla przedszkolakow, gdzie dzieci moga chodzic gdzie chca
        i nikomu nie przeszkadzaja i......... i mam watpliwosci bo mala nauczyla sie ze
        w kosciele moze chodzic wszedzie sad(
        Czasami nawet jest cicha ale przychodza do niej starsze o rok, dwa dziewczynki i
        chca ja przytulac i nasladowac i zaczyna sie zabawa na calego. A nie tego
        chcialam jej uczyc....

        Kiedys na tej mszy byla tylko garstka dzieci mala stala przed nami i nas
        nasladowala - skladala raczki i wlasciwie sie nie odzywala. Ale chodzila po
        kosciele a to jest zabronione na mszy dla doroslych i co tu zrobic?....

        Nie prosze o rade kogos kto twierdzi ze Kosciol i ofiara Mszy Sw nie sa
        potrzebne takiemu dziecku. Czuje ze z moja rodzina jestesmy Kosciolem i razem
        chcemy uczestniczyc w Kosciele Pana.
        pozdrawiam
        sylwia
        • mama_kasia Re: o ciszy 15.04.05, 11:45
          My chodzimy na sumę, która dla dzieci z pewnością
          nie jest wink, ale tak się składa, że tych dzieci jest spora gromadka.
          Nasza wspólnota jest odpowiedzialna za tę mszę. Mamy komentarze,
          nasi panowi służą przy ołtarzu i mają katechezy liturgiczne. Chcąc
          nie chcąc dzieci na tej mszy są, i to dzieci, które w kościele
          czują się swobodnie wink)) Oczywiście, pilnujemy, by nie było to zbyt
          swobodnie. Nie mogą łazić wszędzie. Uczą się nie gadać między sobą.
          Zwracamy im uwagę (w miarę możliwości wink na to, co się w kościele
          dzieje. A i tak czasami trzeba wyjść. Parafianie do naszych dzieci
          przyzwyczaili się. Tolerują je, a nawet wysyłają przychylne uśmiechy.
          Czasami słyszymy, że dobrze, że nasze dzieci od małego do kościoła
          chodzą.
          Myślę, że rzeba mieć w sobie przekonanie, że kościół to
          jak najbardziej jest miejsce dla dzieci, że i one, i my-dorośli tak
          samo jesteśmy dziećmi Boga, i że to jest też ich dom. Ale bez
          napastliwości w stosunku do tych, co tak nie uważają wink) W końcu
          i oni do dzieci się przyzwyczają wink))
          Jeśli chodzi o msze dla dzieci, to nie lubię ich. Już o tym kiedyś
          pisałam. No, nie lubię podziału na msze "dla". Czasami mam ochotę
          pójść na mszę dla młodzieży czy dla dzieci, głównie ze względu
          na oprawę muzyczną. Mogłoby być fajnie. Właśnie "fajnie", i to
          mi nie pasuje...
          • a_weasley Jak nie ma porządku, robi się bałagan 16.04.05, 20:50
            mama_kasia napisała:

            > My chodzimy na sumę, która dla dzieci z pewnością nie jest wink,

            A skoro tak, powinny tam obowiązywać zasady przyjęte na innych zgromadzeniach
            przeznaczonych głównie dla dorosłych.
            Nie widzę powodu, dla których na mszy miałoby uchodzić to, co nie uchodzi w
            kinie, teatrze lub na zebraniu, na które ktoś przyszedł z dzieckiem, bo np. nie
            miał go z kim zostawić.

            > Nie mogą łazić wszędzie. Uczą się nie gadać między sobą.

            To chyba proste. Wystarczy, żeby każde było przy mamie.

            > Ale bez napastliwości w stosunku do tych, co tak nie uważają wink) W końcu
            > i oni do dzieci się przyzwyczają wink))

            Ja kategorycznie odmawiam przyzwyczajenia i wypraszam sobie poklepywanie mnie po
            ramieniu jako tego nierozgarniętego, co się przyzwyczai (bo nie będzie miał
            wyjścia?).
            Wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Również ma wszystko swoją porę w życiu
            osobnika.
            Ileż to razy przypominano w takich dyskusjach wyrwane z kontekstu zdanie Jezusa
            "pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie", dyskretnie zapominając, że Paweł pisze
            o eucharystycznych spotkaniach "a wszystko niech się odbywa godnie i w należytym
            porządku".
            • mama_kasia Porządek powstał dlatego, że czasami był bałagan. 17.04.05, 22:03
              To, że suma nie jest dla dzieci, napisałam z przymrużeniem oka. Ponieważ
              jak sama nazwa wskazuje suma jest zsumowaniem różnych prafian, to uważam,
              że jest także dla tych z małymi dziećmi. I nie jest zgromadzeniem
              przeznaczonym głównie dla dorosłych. Żadna msza nie jest przeznaczone
              głównie dla dorosłych! I może też dlatego nie lubię podziału na msze
              "dla", bo uczą innych, że msza może być zgromadzeniem tylko dla wybranych
              osób. Ta o 12-ej dla was i wolelibyśmy, abyście nie przychodzili wtedy,
              gdy my mamy "swoją" mszę. Na szczęście u nas w parafii, choć formalnie
              taki podział występuje, to jednak go nie czuć.

              A_weasley, piszesz: "Wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Również
              ma wszystko swoją porę w życiu osobnika." Proszę, napisz, jaką porę?
              Kiedy to jest ta pora, aby pójść z dzieckiem na mszę?

              Paweł pisze o eucharystycznych spotkaniach "a wszystko niech się odbywa
              godnie i w należytym porządku". Tak, masz zupełną słuszność. I my tego
              nasze dzieci uczymy. Uczymy ich godnego zachowania się w kościele. One
              doskonale wiedzą, że to jest miejsce modlitwy. Tylko że dla nich ta
              modlitwa czasami wygląda inaczej, a czasami po prostu nie mogą się
              powstrzymać. I tak naprawdę to, co napisałam: "Nie mogą łazić wszędzie.
              Uczą się nie gadać między sobą." nie dotyczy akurat jakoś drastycznie
              moich dzieci, bo moje zbytnio problemu z tym nie mają. One akurat wolą
              być przy nas. Może to i kwestia naszego wychowywania ich do bycia
              w kościele, a może kwestia temperamentu. Ale, zobacz, wyjąłeś te dwa
              zdania z kontekstu. Pisałam też o tym, że czasami wychodzimy z dziećmi,
              że tłumaczymy im, co dzieje się na mszy. Nie da się tego załatwić
              od razu. Wychowanie jest procesem i czasami są wpadki. Może z mojego
              postu da się wyczytać, że stawiamy się ponad innych, że wymagamy dla
              naszych dzieci zrozumienia, że pozwalamy im na zbyt dużo. Nie, naprawdę
              nie. Bardzo się staramy, żeby dzieci nie przeszkadzały, ale nie tylko to,
              także żeby uczyły się pełnego uczestniczenia we mszy, żeby uczyły się
              porządku na mszy.
              Co ja mogę dać moim dzieciom lepszego od Słowa Boga i sakramentów?
              • a_weasley Re: Porządek powstał dlatego, że czasami był bała 18.04.05, 01:09
                mama_kasia napisała:

                > To, że suma nie jest dla dzieci, napisałam z przymrużeniem oka. Ponieważ
                > jak sama nazwa wskazuje suma jest zsumowaniem różnych prafian,

                A chała. Po łacinie summa znaczy najwyższa. To jest najuroczystsze zgromadzenie.
                W związku z tym wniosek

                > że jest także dla tych z małymi dziećmi.

                jest błędny.
                I nie jest zgromadzeniem
                > przeznaczonym głównie dla dorosłych. Żadna msza nie jest przeznaczone
                > głównie dla dorosłych!

                Msza z istoty jest przeznaczona głównie dla dorosłych. Sama istota zgromadzenia,
                gdzie się przez godzinę tkwi w miejscu. Ewangelia pisana przez dorosłych do
                dorosłych i kazania mówiące o problemach dziecku obcych.

                > "dla", bo uczą innych, że msza może być zgromadzeniem tylko dla wybranych
                > osób. Ta o 12-ej dla was i wolelibyśmy, abyście nie przychodzili wtedy,
                > gdy my mamy "swoją" mszę.

                Sęk w tym, że dorosły człowiek na mszy dziecięcej nie przeszkadza w niczym.
                Najwyżej może mało skorzystać.

                > A_weasley, piszesz: "Wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Również
                > ma wszystko swoją porę w życiu osobnika." Proszę, napisz, jaką porę?
                > Kiedy to jest ta pora, aby pójść z dzieckiem na mszę?

                W moim przypadku nadeszła w wieku pięciu lat. Jako trzylatka rodzice
                zaprowadzili mnie na mszę i stwierdzili, że dziecko jest nazbyt pobudliwe i do
                kościoła się nie kwalifikuje, a prawdy wiary przekazać i modlitw uczyć i tak
                lepiej w domu.

                > One akurat wolą
                > być przy nas. Może to i kwestia naszego wychowywania ich do bycia
                > w kościele,

                BIngo.

                > Pisałam też o tym, że czasami wychodzimy z dziećmi,
                > że tłumaczymy im, co dzieje się na mszy.

                Mądrze robicie.

                > Nie da się tego załatwić od razu.

                Jeśli nie jesteście non-TV, to pomocne mogą być msze w telewizji.

                > z mojego postu da się wyczytać, że stawiamy się ponad innych, że wymagamy dla
                > naszych dzieci zrozumienia, że pozwalamy im na zbyt dużo. Nie, naprawdę nie.

                A tak zabrzmiało sad

                > Co ja mogę dać moim dzieciom lepszego od Słowa Boga i sakramentów?

                Z sakramentami to jeszcze trochę, jeden dałaś już, a następny w szkole (a i to
                uważam, że 9 lat to o 4 za mało). A Słowo BOże najlepiej przekazywać w języku
                zrozumiałym dla ludu - co w tym przypadku znaczy: opowiadać dzieciom swoimi
                słowami, co zaszło.
                Moi rodzice tak umieli i obym był ich godnym następcą, jak napisano: darmo
                otrzymaliście, darmo dawajcie.
                • mama_kasia Re: Porządek powstał dlatego, że czasami był bała 18.04.05, 09:24
                  Z tą sumą to się pospieszyłam wink - braki w wykształceniu niestety.
                  Ale nadal twierdzę, że każda msza jest i dla dorosłych, i dla dzieci.
                  A dla dzieci poprzez dorosłych, poprzez rodziców, którzy je tam prowadzą.
                  Choć nie tylko w taki sposób, bo przecież do końca nie wiemy, jak Duch św.
                  w nich działa. Poprzez mój udział w sakramentach, dzieci także w nich
                  uczestniczą. Pewnie, że można na zasadzie, że skoro sakramenty działają we
                  mnie, to dzieci bezpośrednio nieuczestnicząc we mszy i tak mając mnie
                  obdarzoną łaską z tej łaski korzystają. Ale my jesteśmy przekonani o tym,
                  że nasze(!) dzieci na eucharystii mają być. Ale to dotyczy nas, mojej
                  rodziny i myślę, że każdy musi to rozeznać u siebie.

                  Piszesz: "Sęk w tym, że dorosły człowiek na mszy dziecięcej nie przeszkadza
                  w niczym. Najwyżej może mało skorzystać." I chyba tu jest ta różnica.
                  Moim zdaniem korzystanie ze mszy niekoniecznie polega na wysłuchaniu
                  homilii (choć przyznaję, homilia jest bardzo potrzebna i inna będzie dla
                  dzieci, a inna dla dorosłych - choć myślę też, że ta dla dzieci powinna być
                  tak samo mądra i dopracowana jak dla dorosłych - ale to inny temat) czy
                  "przeżyciu" mszy, wczuwając się w nią. Dla mnie msza to spotkanie z Bogiem
                  w Jego Słowie, to spożycie Jego Ciała - tak z grubsza pisząc. A to dzieje
                  się niezależne od tego, czy ktoś mi przeszkadza czy nie.

                  Piszesz: "prawdy wiary przekazać i modlitw uczyć i tak lepiej w domu."
                  Z tym zgadzam się w 100%. Tak, jak i z tym podejściem do Słowa Bożego.
                  U nas w domu jest i czytanie dzieciom Słowa, i tłumaczenie, a przed
                  mszą niedzielną, pod koniec śniadania, tata ma ketechezę dla dzieci na
                  temat czytań niedzielnych. Także trochę na tę mszę idą przygotowane smile
                  • a_weasley Porządek powstał i to się na szczęście przyjęło 18.04.05, 10:46
                    mama_kasia napisała:

                    > Ale nadal twierdzę, że każda msza jest i dla dorosłych, i dla dzieci.

                    Jest to teza trudna do obrony. Ani liturgia słowa, która jest komunikatem
                    dorosłego do dorosłych, ani liturgia eucharystyczna - ciąg tekstów wygłaszanych
                    zawiłym, cokolwiek archaicznym językiem, ani ogólna koncepcja siedzenia przez
                    godzinę i odzywania się wyłącznie na komendę nie ma nic wspólnego z dyspozycjami
                    psychofizycznymi dziecka.

                    > Poprzez mój udział w sakramentach, dzieci także w nich
                    > uczestniczą. Pewnie, że można na zasadzie, że skoro sakramenty działają we
                    > mnie, to dzieci bezpośrednio nieuczestnicząc we mszy i tak mając mnie
                    > obdarzoną łaską z tej łaski korzystają.

                    Dokładnie tak jest.

                    > Piszesz: "Sęk w tym, że dorosły człowiek na mszy dziecięcej nie przeszkadza
                    > w niczym. Najwyżej może mało skorzystać." I chyba tu jest ta różnica.
                    > Moim zdaniem korzystanie ze mszy niekoniecznie polega na wysłuchaniu
                    > homilii (choć przyznaję, homilia jest bardzo potrzebna i inna będzie dla
                    > dzieci, a inna dla dorosłych - choć myślę też, że ta dla dzieci powinna być
                    > tak samo mądra i dopracowana jak dla dorosłych - ale to inny temat)

                    Powinna być jeszcze mądrzejsza i lepiej dopracowana, to akurat oczywiste, ale
                    przede wszystkim powinna dotykać innych spraw, operować innym językiem itd.

                    > "przeżyciu" mszy, wczuwając się w nią. Dla mnie msza to spotkanie z Bogiem
                    > w Jego Słowie, to spożycie Jego Ciała - tak z grubsza pisząc. A to dzieje
                    > się niezależne od tego, czy ktoś mi przeszkadza czy nie.

                    To w takim razie może pozwólmy też na dzwoniące w kościele komórki? Niech w
                    ogóle ludzie odbierają telefony, przecież to nie przeszkadza udziałowi w
                    Wieczerzy Pańskiej.
                    Mnie dziecko latające po kościele przeszkadza. I nie licuje z powagą miejsca i
                    sytuacji.
                    Kluczem do całej sprawy jest fakt, że dzieci dzielą się na nasze i nieznośne.
                    To, co w wykonaniu własnego dziecka rozczula, w wykonaniu bliźniego denerwuje i
                    przeszkadza. To, co dla Ciebie jest przekazywaniem dziecku depozytu wiary, dla
                    mnie jest przeszkadzaniem bliźniemu w udziale w nabożeństwie.
                    Owo przekazywanie jest oczywiście Twoim obowiązkiem, ale swoje obowiązki należy
                    realizować tak, żeby jak najmniej utrudniać źycie otoczeniu.
                    A już do rozpaczy doprowadza mnie to, co się dzieje na ślubach. Kościół pełny
                    ludzi, ale odpowiedzi ludu jakieś niemrawe - najwyraźniej połowa obecnych bywa w
                    kościele od wielkiego dzwonu. Za to słychać stado dzieci tych, którzy się
                    chajtnęli wcześniej, bo jakże to, miałoby jedno zostać z dziećmi, a tylko jedno
                    pójść na ślub koleżanki z liceum? No a poza tym trzeba pokazać znajomym, że się
                    zrobiło w życiu coś, co ma ręce i nogi.
                    Przerysowuję, ale mam wrażenie graniczące z pewnością, że większość ludzi bierze
                    dzieci do kościoła z lenistwa. Mógłby ojciec pójść na jedną mszę, matka na
                    drugą, ale to jest dość fatygujące i dużo czasu zabiera. Przecież widzę takie
                    rodziny z dziećmi - nikt dziecku nic nie tłumaczy...

                    > Piszesz: "prawdy wiary przekazać i modlitw uczyć i tak lepiej w domu."
                    > Z tym zgadzam się w 100%. Tak, jak i z tym podejściem do Słowa Bożego.
                    > U nas w domu jest i czytanie dzieciom Słowa, i tłumaczenie, a przed
                    > mszą niedzielną, pod koniec śniadania, tata ma ketechezę dla dzieci na
                    > temat czytań niedzielnych. Także trochę na tę mszę idą przygotowane smile

                    No i tak powinno być.
                    Moim zdaniem autorka wątku słusznie robi, nie biorąc dwulatka do kościoła,
                    zwłaszcza jeśli dziecko z temperamentem. Niesłusznie natomiast naciska na nią
                    matka i teściowa, żeby dziecko "uczyło się zachowania w kościele" czy jak to tam
                    było sformułowane. Na każdą bowiem naukę jest czas.
                    A oswajać dziecko z kościołem lepiej na początek poza mszą.
                    • mama_kasia Re: Porządek powstał i to się na szczęście przyję 18.04.05, 10:56
                      Trochę więcej wyjaśnień niżej, a tutaj chcę jeszcze napisać
                      w odpowiedzi na: "To, co dla Ciebie jest przekazywaniem dziecku depozytu
                      wiary, dla mnie jest przeszkadzaniem bliźniemu w udziale w nabożeństwie.
                      Owo przekazywanie jest oczywiście Twoim obowiązkiem, ale swoje obowiązki
                      należy realizować tak, żeby jak najmniej utrudniać źycie otoczeniu.", że
                      własnie tak staram się robić, aby "jak najmniej utrudniać życie otoczeniu."

                      Ale porównanie dziecka do dzwoniącej komórki, to jednak lekka przesada smile
                      • minerwamcg Dziecko i komórka 18.04.05, 11:33
                        Ba, dla matki tegoż dziecka takie porównanie to wręcz bluźnierstwo. Natomiast z
                        punktu widzenia osoby obcej, która stoi gdzies pod filarem i daremnie usiłuje
                        skupić myśli, dziecko jest po prostu źródłem dźwięku. I mogę nawet na początku
                        współczuć mamie, że ma taką akustyczną latorośl, ale po pół minuty wrzasków
                        (zwłaszcza gdy widzę, że matka stoi z wniebowziętą miną a jednocześnie groźnie
                        łypie na boki kto się pierwszy ośmieli zwrócić uwagę) mam dość i domagam się
                        wyprowadzenia przeszkadzającego dziecka, zanim zrobi to mój narzeczony, który
                        załatwia takie sprawy raczej stanowczo, niż uprzejmie.
                        • mama_kasia Re: Dziecko i komórka 18.04.05, 11:46
                          Jasne. Ja taka śmiała nie jestem, ale swoje dzieci wyprowadzam jak tylko
                          usłyszę pojedynczy sygnał i widzę, że będzie ich więcej, a nie
                          mogę znaleźć metody, by wyłączyć.
                          • isma Re: Dziecko i komórka 18.04.05, 14:00
                            O tym skupieniu. No, z calym szacunkiem, ale, jak to juz tu kiedys napisalam, i
                            podtrzymuje: cisza nie jest nieobecnoscia dzwiekow. Jest nieobecnoscia JA.

                            Jesli podczas Eucharystii mysle o tym, ze JA nie lubie halasujacych dzieci, to,
                            sorki, ale cala moja na niej obecnosc jest troche bez sensu. Co naturalnie w
                            zaden sposob nie usprawiedliwia wniebowzietych kreatywnoscia wlasnych latorosli
                            rodzicow rozwydrzonych bachorkow, ale to jest raczej ich problem, jak oni
                            wychowuja swoje dzieci, a nie moj problem, ze "ktos" przeszkadza mi sie skupic.
                            W tym sensie to to samo, co komorka - problem tego, komu dzwoni, nie moj.

                            Z tym, ze ja oczywiscie nie jestem typowa - mam za soba doswiadczenie
                            tworczej wink)) dziennikarskiej pracy w pomieszczeniu, gdzie szesc osob
                            przekrzykiwalo sie do stacjonarnych telefonow oraz tluklo w klawisze
                            tradycyjnych maszyn do pisania, i, naprawde, calkiem niezle i glebokie teksty
                            tam czasem powstawaly wink)). A bylo to zgromadzenie, w ktorym trudno bylo
                            obligatoryjnej obecnosci Ducha sw., sie domyslac wink)).
                            • minerwamcg Skupienie 18.04.05, 14:25
                              Sama najlepiej wiesz, że to nie jest tak prosto - ktoś się nie umie wyłaczyć,
                              no to ma problem. Skupienie na mszy nie przychodzi automatycznie, czasem trzeba
                              o nie powalczyć, przezwyciężyć rozproszenie, połapać rozbiegające się myśli...
                              Wówczas obecność na Eucharystii ma podwójny sens, zamiast jego braku - jest
                              trwaniem aktem woli, czasem solidną duchową gimnastyką... Wiem, wiem - zasługi
                              zdobywa się poprzez przezwyciężanie przeszkód. Ale czasem są to przeszkody
                              dotkliwie niekonieczne.

                              Re: Mamakasi - no właśnie! Żeby wszystkie matki były takie. Niestety, czasem
                              mają ambicję wytrwać na mszy od "W Imię Ojca" do "Idźcie ofiara spełniona", nie
                              bacząc na to, że męczą dziecko, otoczenie i siebie (tu mi ich akurat nie żal).
                              Pewnie, że każdy wolałby być na całej mszy - ale przecież Pan Bóg też miał Syna
                              i wie, że na długich modłach w świątyni to może wytrzymać dwunastolatek, ba
                              czasem nawet może Mu być mało...
                    • glupiakazia Re: Porządek powstał i to się na szczęście przyję 18.04.05, 12:23
                      a_weasley napisał:

                      mam wrażenie graniczące z pewnością, że większość ludzi bierz
                      > e
                      > dzieci do kościoła z lenistwa.

                      Zareczam Ci i podkreslam jak najmocniej potrafie, ze branie dzieci do kosciola
                      NIE MA NIC wspolnego z lenistwem. Jest dokladnie wrecz przeciwnie. W naszym
                      przypadku, zabieranie naszych 3 bardzo zywych corek do kosciola jest harowka w
                      celu przekazania im i przyblizenia wszystkiego tego, o czym pisala mama_kasia.
                      Nieraz pot sie leje z nas strumieniami, czesto musimy wychodzic - zeby nie
                      przeszkadzac innym, bo dla nas nasze dzieci raczej tez sa bardziej nieznosne
                      niz nasze - ale inaczej sobie tego po prostu nie wyobrazam. One sa czescia
                      naszej rodziny, nas samych i uczestnicza w naszym zyciu, a zwlaszcza w tej
                      bardzo waznej jego czesci.
                      Ale zapewniam cie jeszcze raz: zabieranie dzieci do kosciola jest wrecz
                      odwrotnoscia lenistwa.
                    • pawlinka Re: Porządek powstał i to się na szczęście przyję 18.04.05, 13:37
                      Pytam bez złośliwości zupełnie: to kiedy zacząć "oswajać" już z Mszą św.?
                      Odpowiedz konkretnie, możesz pokusić się o podanie wieku, czy jakąś inną metodą
                      określić "przydatność" dziecka?
                      A poza tym: przeszkadzać może wiele rzeczy. Znajomemu przeszkadzają dzwony
                      bijące o 6 rano, lektor niezbyt płynnie czytający czytanie mszalne, babcie
                      mruczące pod nosem modlitwę razem z księdzem, tłok... Ale nie przeszkadza to
                      każdemu.
                      Komórka a dziecko to nieadekwatne porównanie.
                    • mader1 Re: Porządek powstał i to się na szczęście przyję 18.04.05, 15:05
                      wypowiem sie jak zwykle, za pozno, ale wybaczcie... mam dzieci smile))))
                      po pierwsze jezeli chodzi o komorki - wylacza sie je nawet w czasie
                      zwyklej wieczerzy, a co dopiero Wieczerzy Panskiej wink
                      po drugie - mozemy pisac o lenistwie rodzicow, o ich zaslepieniu, o tym,
                      ze najmniej przeszkadzaja swoje dzieci...Pamietajcie jednak, ze w
                      spoleczenstwie funkcjonuja inne, nie mniej zlosliwe spostrzezenia -ze
                      najbardziej krytyczni wobec dzieci sa - stara panna i stary kawaler (
                      nie bede przytaczala w doslownym brzmieniu, bo jest chamskie) oraz,ze
                      najlatwiej wychowuje sie cudze dzieci. Moze wiec nie wytaczajmy
                      argumentow, ktore sa niesprawiedliwe i emocjonalne.
                      Rodziny maja wiele roznych powodow , dla ktorych chca byc razem w
                      kosciele.
                      Czasem to dzieci dopiero porzadkuja zycie religijne rodzicow.
                      Przez wiele lat chadzam sobie do kosciola w roznych miejscach, okresowo
                      nie tylko w niedziele...i powiem Wam, czesciej slyszalam te nieszczesna
                      komorke niz takiego naprawde przeszkadzajacego dzieciaka. Jednak ogromna
                      wiekszosc rodzicow z wrzeszczacym, gadajacym,biegajacym dzieciakiem
                      wychodzi na zewnatrz. Albo przychodzi na typowo dzieciece msze.
                      Moje najmlodsze chodzi po kosciele, nie gada - bo jezeli ktores gada to
                      wyprowadzamy. Jednoczesnie lepiej niz niektorzy dorosli wie kiedy kleknac,
                      kiedy wstac.I gdzie nie mozna podchodzic.
                      Z moich doswiadczen -najwiecej gadaja dzieci w wieku szkolnym, ktore
                      bez rodzicow juz przychodza na msze, albo mlodziez stojaca nie wiedziec
                      dlaczego pod kosciolem ( moze sami siebie wyprowadzaja wink.
                      Natomiast zenujaco zachowuja sie dorosli
                      - ktorzy zachowuja tak duza powage, ze ani nie spiewaja, ani nawet nie
                      odpowiadaja w czasie mszy sw. Bo to jest dla " babek koscielnych" i
                      dzieci. Obserwuja i pozniej komentuja uchybienia innych.
                      - przychodza na sluby, chrzty, komunie i zachowuja sie jak na jarmarku.
                      Mamo Kasiu, przytoczytas piekny tekst papieza.
                      • pawlinka Re: Porządek powstał i to się na szczęście przyję 18.04.05, 15:34
                        Otóż to. Nie jestem na tyle odważna, zeby stanowczo poprosić mamę lub tatę
                        malucha, zeby uspokoili dziecko, bo sama mam maluchy. Natomiast nie krępuję się
                        zwracać uwagę właśnie rozwydrzonym dzieciaczkom w wieku szkolnym, bo te które
                        gadają stoją z reguły z rówieśnikami, rodzice... nie wiem...może są z tyłu
                        kościoła albo w domu...
                        Nie zabiorę dziecka do filharmonii na koncert nie dla malucha, ale Dom Boży to
                        przecież zupelnie inne miejsce.
                        Poza tym, dzieci wiedzą, ze Pan Bóg jest wszędzie, dlatego biegają po kościele.
                        Nie przemawia do mnie argument o intelektualnej przepaści (" Ani liturgia
                        słowa, która jest komunikatem dorosłego do dorosłych, ani liturgia
                        eucharystyczna - ciąg tekstów wygłaszanych zawiłym, cokolwiek archaicznym
                        językiem, ani ogólna koncepcja siedzenia przez godzinę i odzywania się
                        wyłącznie na komendę nie ma nic wspólnego z dyspozycjami psychofizycznymi
                        dziecka " jak pisał a_weasley). W Kościele jest miejsce dla każdego przecież:
                        a zwłaszcza tych "ubogich duchem".
                        • isma Re: Porządek powstał i to się na szczęście przyję 18.04.05, 16:00
                          Zwlasza ten passus o liturgii Slowa, ktora jest "komunikatem doroslego do
                          doroslych" - poprawcie mnie, ludzie z teologicznym wyksztalceniem, ale ja nam
                          moj prosty rozumek zawsze sadzilam, ze to jest komunikat Boga do czlowieka ;-
                          ))). No, a ze liturgia eucharystyczna to "ciag komunikatow", to ekhm, jakos
                          zupelmie mi nie wspolbrzmi ze slowem, moim zdaniem, zdziebko lepiej istote
                          sprawy oddajacym: komunia, od communio - wspolnota (?)

                          I znowu wroce do swojego konika, bo mi sie wlasnie dzisiaj w sieci rzucilo w
                          oczy: dzieci sie nie bierze na pogrzeby, bo "nie sa dostosowane do ich
                          percepcji". Ha-ha. Tak jakby smierc dzieci omijala... Jesli dla wierzacego
                          rodzica niedzielna Eucharystia jest - niezbywalna - czescia zycia (podobnie,
                          jak dla mnie, czescia zycia jest smierc, i nie ma powodu, zeby dziecko przed
                          wiedza o niej "chronic"), to po prostu nie ma argumentu, zeby dziecka na nia ze
                          soba nie zabierac (co, nawiasem mowiac, odczuwamn bardzo bolesnie, kiedy tzw.
                          zdrowy rozsadek kaze mi nie narazac chorowitej Miniatury na kontakt z
                          zagrypionymi).
                          • basia313 Re: Porządek powstał i to się na szczęście przyję 19.04.05, 14:39
                            Nie dokonca sie zgadzam z tym, ze dzieci na pogrzeb mozna zabierac i mam tu na
                            mysli wariujace dzieci, nie takie juz troszke wieksze. Mysle tak, bo pogrzeb
                            nie zdarza sie jednak czesto i wolalabym nie wprowadzac zamieszania na nim,
                            gdyby moje dziecko akurat zaczelo wariowac. Mysle, ze niedzielna msza jest
                            czyms czestszym i dzieci z czasem sie przyzwyczajaja a i dorosli, ktorzy
                            przychodza bez dzieci. Pogrzeb no coz to juz cos innego. Zgadzam sie ze smierc
                            nas wszystkich dotyczy i dzieciom o tym mozna powiedziec w odpowiedni sposob,
                            ale z szacunku dla rodziny zmarlego , wlasnie nie zabralabym dzieci na pogrzeb.
                            z drugiej strony, taki maluszek, noze bylby przypomnieniem tego, ze zycie sie
                            rodzi a potem umiera, rodzi umiera i tak zawsze.
                    • wierzba_b Re: Porządek powstał i to się na szczęście przyję 09.08.05, 11:44
                      a_weasley napisał:

                      >> mama_kasia napisała:
                      >> Ale nadal twierdzę, że każda msza jest i dla dorosłych, i dla dzieci.

                      > Jest to teza trudna do obrony. Ani liturgia słowa, która jest komunikatem
                      > dorosłego do dorosłych, ani liturgia eucharystyczna - ciąg tekstów
                      > wygłaszanych zawiłym, cokolwiek archaicznym językiem, ani ogólna koncepcja
                      > siedzenia przez godzinę i odzywania się wyłącznie na komendę nie ma nic
                      > wspólnego z dyspozycjami psychofizycznymi dziecka.

                      A_weasley, wedle mnie nie chodzi tu o formę, a o treść. Masz rację, że standardowa forma Mszy Św. nie jest dostosowana dla dzieci. Ale jednocześnie jej treść, jej istota - spotkanie z Bogiem w Jego Słowie i Ciele, z Bogiem, który narodził się i umarł dla naszego zbawienia - jest jak najbardziej dla wszystkich. Przecież On nie przyszedł zbawić tylko dorosłych, prawda?
                      Nie wiem jeszcze, jak my rozwiążemy ten problem we własnym zakresie, jak już się pojawi. Wiem tylko, że dla mnie bardzo ważne jest poczucie wspólnoty, to, że razem chodzimy na Mszę, razem się modlimy. To, że nasza wiara jest przez to czymś więcej niż suma wiary mojej i wiary męża. I bardzo chcę w to włączyć również dziecko.
                      • a_weasley Re: Porządek powstał i to się na szczęście przyję 10.11.05, 23:29
                        wierzba_b napisała:

                        > A_weasley, wedle mnie nie chodzi tu o formę, a o treść. Masz rację, że
                        standard
                        > owa forma Mszy Św. nie jest dostosowana dla dzieci. Ale jednocześnie jej
                        treść,
                        > jej istota - spotkanie z Bogiem w Jego Słowie i Ciele, z Bogiem, który
                        narodzi
                        > ł się i umarł dla naszego zbawienia - jest jak najbardziej dla wszystkich.
                        Prze
                        > cież On nie przyszedł zbawić tylko dorosłych, prawda?

                        Demagogia.
                        Z faktu, że przyszedł zbawić wszystkich, nie wynika, że wszyscy mają brać
                        udział we wszystkich formach Jego kultu. Bóg jest wszędzie.

                        > Nie wiem jeszcze, jak my rozwiążemy ten problem we własnym zakresie, jak już
                        si
                        > ę pojawi. Wiem tylko, że dla mnie bardzo ważne jest poczucie wspólnoty, to,
                        że
                        > razem chodzimy na Mszę, razem się modlimy. To, że nasza wiara jest przez to
                        czy
                        > mś więcej niż suma wiary mojej i wiary męża.

                        Doskonale to rozumiem. Też z żoną tak mamy.

                        > I bardzo chcę w to włączyć również dziecko.

                        Dla mnie problem nie polega na tym, że ludzie przychodzą do kościoła z
                        niemowlęciem czy ledwocomowlęciem, tylko na tym, że z niego nie wychodzą, gdy
                        tylko dziecię zacznie się odzywać pełnym głosem.
                        Nie jest dobrze, kiedy ktoś swoje potrzeby duchowe realizuje kosztem
                        naprowadzenia bliźnich na myśl, że Herod był wybitnym monarchą.
                        Stety czy niestety dźwięki wydawane przez małe dziecko mogą być dla rodziców
                        najpiękniejszą muzyką, ale dla reszty obecnych w kościele są po prostu hałasem
                        i przeszkadzają jak każdy hałas.
            • basia313 Brak tolerancji i zrozumienia dla rodzicow 18.04.05, 14:26
              Moje corki chodza ze mna do kosciola. Staram sie unikac dlugich mszy oraz
              przeszkadzania innym. Moje corki sa jeszcze male, czasem rozrabiaja, ale powoli
              sie ucza. Nawet jesli nie rozumieja, to nic. Siadam z nimi zawsze w bocznej
              nawie, bo jest to mysle, najmnie przeszkadzajace innym, ale to wszystko. Nie
              bede unikac przyprowadzania dzieci do kosciola, za cene spokoju innych. Zawsze
              sobie myslalam, ze matki no albo rodzice to tacy meczennicy. Chcialabym miec
              swoja godzine, kiedy moglabym sie skupic, no ale mam dzieci, to tylko czesciowo
              moge sie skupic i jest to moja ofiara, ale nigdy nie zgodze sie na to, zeby
              moje dzieci nie chodzily na msze sw, bo jeszcze nie calkiem sie umieja
              zachowac. Ucza sie powoli. Prosze innych o wyrozumialosc, ale i ja probuje tak
              pokierowac moimi dziecmi, by innym nie przeszkadzaly.
              Pamietam kiedys jeden ksiadz podczas przeistoczenia poprosil jedna mama z
              placzacym niemowlecie, aby wyszla do zachrystii. I to poprosil ja przez
              mikrofon. Ja przyznam tym placzem sie wcale nie przejelam, ale prosba ksedza
              mnie zszokowala. Toz ta mama zostala potraktowana jak czlowiek drugiej
              kategorii. Pozniej jakac inna mama grzecznie zwrocila uwage temu ksiedzu i juz
              nigdy wiecej sie to nie powtorzylo. DLa mnie to byl brak zrozumienia, no bo
              skad zreszta ten ksadz mogl wiedziec, jak to jest byc mama niemowlecia.
              Mysle, ze przy wspolnym wysilku tych bezdzietnych i tych dzietnych mozna dojsc
              do kompromisu.
    • isma Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 15.04.05, 11:14
      Zabieralismy od zawsze, wyjatek czynimy w sezonie infekcyjnym - wtedy my
      chodzimy do kosciola na zmiane, ale baaaardzo tego nie lubimy.
      Potwierdzam obserwacje Lucasy z wozeczkiem - siedzenie w spacerowce, w ktorej
      mozna troche pokolysac, to dla mniejszego dziecka bardzo dobre rozwiazanie.
      Juz pisalam, ale sie powtorze - Miniatura jest baaaaardzo zywym dzieckiem, choc
      szczesliwie lubi muzyke, wiec jesli Msza sw. jest spiewana, dziecie majac lat
      dwa i pol dalej wytrzymuje dzielnie, ale: wychodze z nia na kazanie do
      przedsionka albo do bocznej nawy, gdzie moge jej opowiadac o tym, co widzi.
      Jesli jest adoracja, niestety, opuszczamy zgromadzenie przed
      blogoslawienstwem ;-(((.
    • mama_kasia Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 18.04.05, 10:48
      Może kogoś zainteresuje... Jest to: "dyrektorium o mszach z udziałem
      dzieci".
      www.kkbids.episkopat.pl/dokumentypovii/mdzieci/wstep.htm

      Jest tam m.in. taki tekst: "postawa dorosłych wiernych w czasie tych Mszy
      (chodzi o msze dla dorosłych z udziałem dzieci) może mieć duży wpływ na
      dzieci. Dorośli również czerpią pożytek duchowy, gdyż podczas takiego
      zgromadzenia przekonują się, jaki udział mają dzieci w społeczności
      chrześcijańskiej. Uczestnictwo dzieci we Mszy św. razem z rodzicami i
      innymi członkami rodziny bardzo sprzyja pielęgnowaniu ducha chrześcijańskiego
      w rodzinach.
      Nawet maleńkie dzieci, które jeszcze nie potrafią lub nie chcą uczestniczyć
      we Mszy św., można przyprowadzić na zakończenie Mszy św., aby
      otrzymały błogosławieństwo wraz z całym zgromadzeniem. Podczas Mszy
      św. pozostają one w oddzielnym miejscu pod nadzorem starszych osób,
      np. pomocnic parafialnych."
      I jeszcze jeden: "Rodzice, świadomi zadań, jakich podjęli się podczas
      chrztu swoich dzieci, mają obowiązek stopniowo, uczyć je "modlić się
      przez codzienną modlitwę z nimi, oraz wdrażać do modlitwy prywatnej.
      Jeśli tak przygotowane dzieci już od wczesnych lat, kiedy tylko zapragną,
      biorą udział we Mszy św. razem z rodziną, łatwiej zaczną śpiewać i modlić
      się we wspólnocie liturgicznej, a nawet będą już jakoś wyczuwać
      Eucharystyczną Tajemnicę.
      Rodziców, którzy są słabi we wierze ale chcą zapewnić dzieciom
      wychowanie chrześcijańskie; trzeba zachęcać, by zaznajamiali
      dzieci przynajmniej z wartościami ogólnoludzkimi, o których wyżej była
      mowa, oraz by przy nadarzającej się okazji uczestniczyli w zebraniach
      rodziców i nabożeństwach nieeucharystycznych odprawianych dla dzieci."
      Mogłabym przytoczyć więcej cytatów, ale może lepiej poczytajcie...

      Wielką troskę widać w tych wytycznych, aby dzieci się nie nudziły w
      czasie mszy, a także aby nie wystąpiło u nich zniechęcenie mszą.
      Przy czym dyrektorimu zakłada, że: "Warunki współczesnego życia,
      w jakich dzieci wzrastają nie wywierają korzystnego wpływu na ich
      duchowy rozwój. Zdarza się często, że rodzice za znało troszczą się o to,
      by wypełnić zobowiązania przyjęte podczas Chrztu swoich dzieci, co do
      ich chrześcijańskiego wychowania." Myślę (ale może się mylę), że głównie
      z tego względu powstały msze dla dzieci. I jeszcze raz chcę napisać, żebym
      nie została źle zrozumiana, każdy musi w swoim własnym domu, u swoich
      włanych dzieci rozeznać, jak to ma być z ich udziałem w eucharystii,
      a ja mogę pisać tylko o sobie, o swoich doświadczeniach. Nie ma jednej
      normy dla wszystkich dzieci smile
      • a_weasley "Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!" 18.04.05, 11:17
        mama_kasia napisała:

        > Nawet maleńkie dzieci, które jeszcze nie potrafią lub nie chcą uczestniczyć
        > we Mszy św., można przyprowadzić na zakończenie Mszy św., aby
        > otrzymały błogosławieństwo wraz z całym zgromadzeniem. Podczas Mszy
        > św. pozostają one w oddzielnym miejscu pod nadzorem starszych osób,
        > np. pomocnic parafialnych."

        Ile znacie kościołów, w których to funkcjonuje? Bo ja we Warszawie znam jeden,
        jezuitów na Rakowieckiej. Oraz, i owszem, dwa zbory protestanckie - kaplicę
        Kościoła Zborów Chrystusowych na Puławskiej i kościół baptystów na Walicowie.
        • mama_kasia Re: "Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!" 18.04.05, 11:30
          A_weasley, napisałam to dlatego, aby pokazać, że nie trzeba wcale z dziećmi
          chodzić na mszę, aby pokazać także inne stanowisko niż moje. Czyżbyś znowu mnie
          źle odczytał?
          W ogóle nie znam takich kościołów.
          • a_weasley Re: "Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!" 18.04.05, 12:12
            mama_kasia napisała:

            > Czyżbyś znowu mnie źle odczytał?

            Trudno wyczuć. Przedstawiłaś stanowisko Episkopatu. Moim zdaniem słuszne, i co z
            tego, skoro, jak piszesz,

            > W ogóle nie znam takich kościołów.

            A szkoda, bo pomysł jest znakomity. Niestety i tutaj działa zasada "Ecclesia non
            festinat". Episkopat sobie coś wymyśli, jakąś nowinkę dopuści czy wręcz zaleci,
            a ksiądz proboszcz sugestię jej wprowadzenia w parafi podsumuje którymś z
            dyżurnych komentarzy ucinających wszelką dyskusję:
            a) nie ma zwyczaju
            b) nie ma potrzeby
            c) to jest jakieś dziwactwo.
            • mama_kasia Re: "Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!" 18.04.05, 12:30
              Miałam nadzieję, że w ten sposób (podając link do dyrektorium)
              raczej pokażę rodzicom, że dzieci nie muszą chodzić z nimi na mszę,
              żeby nie sugerowali się aż tak bardzo przyżyciami innych rodzin
              (w tym również mojej), a polegały bardziej na swoim rozeznaniu.
              Ale jakoś ten przekaz mi nie wyszedł. Jakże niedoskonały jest internet ...
          • isma Re: "Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!" 18.04.05, 12:57
            Opowiadano mi cos o takim rowiazaniu w Katowicach, kosciol w poblizu os.
            Paderewskiego (katedra?).
    • mama_kasia List papieża do rodzin z 1994 roku 18.04.05, 11:41
      Przepraszam, jeśli zaangażowałam się zbyt emocjonalnie, ale jeszcze coś
      mam do przeczytania, co bardzo oddaje moje myśli, kiedy mówię o rodzinnym
      chodzeniu na mszę. Tylko proszę braci innych wyznań, aby nie odnosili tego
      do siebie. Mogłam wyciąć co nieco z tego tekstu, ale całość jest mi
      bliska i proszę, zrozumcie to.
      "Eucharystia jest przedziwnym sakramentem. Chrystus zostawił nam w nim siebie samego jako pokarm i napój, jako źródło zbawczej mocy. Zostawił, abyśmy mieli życie i mieli je w obfitości (por. J 10,10). To życie, które jest w Nim, to życie, które nam przekazał wraz z darem Ducha Świętego, zmartwychwstając z grobu trzeciego dnia po swojej śmierci. To życie jest dla nas. Jest ono dla Was, drodzy małżonkowie, rodzice i rodziny! Czyż Chrystus nie ustanowił Eucharystii na sposób rodzinny, podczas Ostatniej Wieczerzy? Tak jak wy spotykacie się przy posiłkach i jesteście sobie bliscy, tak i Chrystus jest Wam bliski. Jest Emmanuelem, Bogiem z nami, kiedy się zbliżacie do Stołu eucharystycznego. Bywa czasem tak jak w Emaus, że poznajemy Go dopiero po „łamaniu chleba” (por. Łk 24,35). Bywa czasem tak, iż długo stoi On u drzwi i kołacze, aby Mu otworzyć, aby mógł wejść i wieczerzać z nami (por. Ap 3,20). Jego Ostatnia Wieczerza i wypowiedziane wtedy słowa mają w sobie całą moc i całą mądrość Ofiary Krzyża. Nie ma innej mocy i innej mądrości, przez którą moglibyśmy być zbawieni i przez którą moglibyśmy przyczynić się do zbawienia innych. Nie ma innej mocy, przez którą moglibyście również i Wy, drodzy rodzice, wychowywać Wasze dzieci albo w odpowiednim momencie zacząć wychowywać samych siebie. Ta wychowawcza moc Eucharystii potwierdziła się poprzez pokolenia i stulecia."
      • pawlinka Re: List papieża do rodzin z 1994 roku 18.04.05, 15:21
        Dziękuję za teksty, bardzo mi pomogą. Tekst Papieża jest piękny...
    • jancze Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 19.04.05, 14:02
      Tylko dodam opowieści z chodzenia do kścioła z moją córeczką. Nie pracowałam,
      do kościoła mieliśmy 3 minuty. Chodziłam z nią codziennie na poranną mszę, od
      kiedy zaczęła chodzić, bo wczesniej nie usiedziałaby tyle czasu w wózku i
      musiałabym ją nosić i zajmować czymś, czyli nie zajmowałabym się mszą. Brałam
      ze sobą jedzenie, żeby "zatkać" jej buzię. Dzięki czemu była cicho, dopóki
      jadła. Ale były Panie i Panowie, którzy zwracali dziecku uwagę, że je w
      kościele..., że biega (ja biegałam za nią), i co gorsza niektórzy nie byli
      wybredni w słowach. A Gabrysia też nie była już malutka. I sama zauważałą, że
      tak mówić nie wolno. Dostawał w tyłek, gdy wciąż biegała. Kiedyś po wyjściu z
      kościołą, usłyszałam, jak pewna mam rozmawaiłą z synem o tym, że on nigdy w
      cąłym życiu nie dostał tyle razy , ile ta dziewczynka wciągu jednej mszy. Gdy
      wychodziłąm z nią z kościoła, to od razu na początku mszy domagąła się wyjścia,
      bo tam mogła się swobodnie pobawić, albo strasznie chciało się jej pić albo
      jeść. Zupełnie sobie z tym nie radziłam i nie wiedziałam , co mam robić. A
      teksty niezadowolonych innych uczestników były po prostu bolesna dla mnie, bo
      na prawdę starałam się jak mogłam. Jedyne wrażenie , jakie mam teraz jest take,
      że zmuszaam dziecko do bycia na mszy. Co skutecznie ją zniechęciło. Chciałam
      jeszcze tylko dodać, że nigdy żaden ksiądz nie zwrócił mnie ani córce jakiejś
      uwagi. Wręcz przeciwnie. Same uśmiechy. Kiedy np. Gabrysia położyła się
      przed "amboną", wsparła głowę na rękach i wpatrywała się w księdza głoszącego
      kazanie. Nie wszystkim sie to podobało, ale ksiądz stwierdził potem, że ledwo
      wytrzymał ze śmiechu, gdy te warkoczyki wpatrywały się w niego.
    • lolinka2 Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 28.07.05, 01:54
      Natalka ma obecnie 3.5 roku.
      3 razy w tygodniu mamy zebrania religijne, trwające odpowiednio godzinę i 2 razy
      po 2 godz. Faktem dzięki któremu dziecku łatwiej się je znosi jest ich
      urozmaicenie (w miarę krótkie wykłady, przeplatane pieśniami, zróżnicowanie form
      i treści).
      Chadza tam z nami od 4tego tygodnia życia. W 7-8 m-cu było pierwsze wymaganie:
      podczas modlitwy łapki na amen. Kilka m-cy później dwa kolejne: witamy się przez
      uścisk dłoni z każdym i na koniec modlitwy głośno mówimy amen. Przez cały czas
      ćwiczyliśmy siedzenie mozliwie najspokojniej i najciszej na zebraniu
      (książeczki, kolorowanki biblijne, rysowanie, oglądanie Biblii, śpiewnika itp,
      chodzenie z kolan mamy na kolana taty a potem tej cioci i jeszcze jednej i tego
      wujka i kolejnego itp). Kiedy miała ok roku zaczęła brać udział w dyskusjach
      (krótkie odpowiedzi na znane wcześniej pytania typu tak/nie, potem coraz
      dłuższe). W wieku roku i 8 m-cy pierwszy udział w pokazie 5 min. (omawiany
      temat: Dlaczego nie wolno kłamać, na autentycznym przykładzie miałam pokazać jak
      wyjaśnić tę kwestię dziecku) Od tamtej pory regularnie bierze udział w punktach
      prgramu w których przewidziany jest udział obecnych. Ostatnio ćwiczymy rozmowy o
      swojej wierze z osobami postronnymi (w głoszeniu od domu do domu i np w
      sklepie), analizujemy dłuższe artykuły w domu żeby rozumieć o czym się będzie
      mówić na zebraniu itp. I działa rewelacyjnie chociaż nie twierdzę że Talka jest
      jakimś ewenementem intelektualnym czy coś.

      Po prostu: czym skorupka za młodu...
    • mcmaxim Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 28.07.05, 13:13
      a ja mam do sprawy calkiem inne podejscie.
      wg mnie nabozenstwo jest od tego zeby sie skupic.
      dla dzieci jest swietna instytucja ktora sie zwie "szkolka niedzielna". tam moga w swoim towarzystwie pod bacznym okiem odpowiedniej osoby poznawac Boga.
      • marzek2 Do Maxima nt szkółki niedzielnej 28.07.05, 13:31
        Oj Maxim, a ja jako protestantka mam nieco pomieszane zdnie nt szkółki
        niedzielnej... Bo z jednej strony super jest to, że dzieciom mówi się o Bogu na
        ich poziomie i w atrakcyjnej dla nich formie (to ideał rzecz jasna smile. Ale...
        jest też druga niedostrzegana niestety przez wielu protestantów strona medalu.
        Otóż dzieci idąc na szkółkę niedzielną (i nie uczestnicząc przez to w
        nabożeństwie w zborze) przyzwyczajają się niejako, że szkółka jest "ich" a zbór
        nie... a przecież w końcu kiedyś powinny uczestniczyć w całym nabożeństwie.
        Oczywiście pozostaje wielkie pytanie, jak czy jest możliwe nabożeństwo, na
        którym nie nudziliby się zarówno i dzieci jak i dorośli, pewnie nie... my w
        naszym zborze staramy się, żeby przynajmniej uwielbienie (na którym są dzieci,
        zanim rozejdą się do grup szkółkowych) było też "ich" czasem śpiewamy piosenki
        typowo dziecięce, które wszystkie dzieci znają i lubią.

        Szkółka może być super. Ale może też być łatwym pozbyciem się dzieci ze
        społeczności. Ktoś kiedyś mądrze powiedział "nie mówcie, że dzieci są
        przyszłością zboru. Dzieci są teraźniejszością zboru!". Ja się z tym zgadzam.
        Trzeba w jakiś mądry sposób dać dzieciom odczuć że też są częścią zboru, że są
        ważne. Zastanawiam się np, czy w społeczności Izraela, jak zbierali się w
        świątyni żeby uwielbiać Boga nie było dzieci? Przecież Biblia mówi, że zbierał
        się tam CAŁY Izrael. Trochę się rozpisałam, ale to mój czuły punkt smile
        Poza tym oczywiście szkółka jest tylko DODATKIEM do wychowania dziecka w wierze,
        najważniejsze zadanie mają rodzice. Jeśli prawdy wiary nie będą wpajane w domu,
        dobra szkółka może nie wystarczyć...
        • darcia73 Re: Do Maxima nt szkółki niedzielnej 28.07.05, 17:47
          Ja osobiscie uwazam, ze szkolka niedzielna dla dzieci to wspaniały pomysł.
          Dzięki niej (jesli jest oczywiscie dobrze prowadzona)dzieciom chce się chodzić
          do koscioła. Szkółka nie jest odizolowaniem dzieci podczas nabozenstwa.
          Przecież dzieci nie są na szkołce cały czas. Kiedy jest kazanie, zazwyczaj
          nudne dla dzieci, one mogę posłuchac nauczania przygotowanego specjalnie dla
          nich, mogą poznawac prawdy Boze w sposob przygotowany i zrozumiały dla dzieci.
          Poza tym szkółka powinna czynnie uczestniczyc w zyciu zboru np przygotowywac
          niektore nabozenstwa lub części nabozenstw.
    • mamaemilii Msze dla rodziców z małymi dziećmi 29.07.05, 09:41
      Zastanowiło mnie to, że nikt z Was nie napisał o tym świetnym rozwiązaniu,
      jakimi są msze dla rodziców z małymi dziećmi. Z Emilką od początku niemal
      chodzimy właśnie na te msze - poziomem oprawy dostosowane do dzieci (krótko i
      śpiewnie), kazaniem do poziomu dorosłych (jak najbardziej poważnie, ale krótko
      i zrozumiale). Gdy spotykamy się na tej mszy, nikomu nie przeszkadza biegające
      czy nawet krzyczące dziecko, bo wszyscy niemal jesteśmy tam z maluchami, które
      na "normalnej" mszy nie wytrzymują bycia w ciszy. Natomiast mamy okazję uczyć
      dzieci tego, że są w czasie mszy takie momenty, które wymagają szczególnej
      uwagi, wtedy przywołujemy je do siebie i klęczymy razem. Dzieci widzą, że dla
      rodziców Eucharystia jest ważna, uczą się modlitwy, zaczynają nas naśladować. I
      wychodzi to po prostu naturalnie.
      Moja 2-letnia córka uważa za normalne to, że jeśli jest niedziela, to idziemy
      do kościoła. I jeśli nawet w okresie wakacyjnym zmuszeni jesteśmy szukać innych
      mszy, Emilka nie buntuje się, tylko dostosowuje do sytuacji.
      Spotykam się co prawda z opinią (najczęściej osób starszych), że potem dziecko
      nie będzie potrafiło się zachować na normalnej mszy. Ale wydaje mi się to mocno
      przesadzone. Tak jak w każdej innej sytuacji życiowej, dziecko przecież potrafi
      się dostosować do kolejnych etapów i nauczyć nowych zachowań (choćby przejście
      z młodszej grupy przedszkolaków do starszej, potem dalej).
    • dziubulek111 Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 03.08.05, 19:20
      Nasza parafia jest pod względem dzieci dosyć "drewniana". Chodzenie z nimi do
      kościoła to ciężka praca, bo nawet ich ruchliwość jest źle tolerowana (bez
      względu na fakt, że staramy się chodzić na msze dziecięce). Robimy, co się da,
      żeby starszak zachowywał się w miarę przyzwoicie, ale... wiadomo - nie zawsze
      się udaje. Młodszy już chodzi i też przemierza kościół (boczną nawę) w tę i z
      powrotem. Czasem na czworakach...

      Przykro mi, kiedy czytam posty A_wesleya. Nie zgadzam się z tezą o dorosłości
      Eucharystii od zawsze - nawet gdy dzieci miałam dopiero w dalekich planach.
      Wspólnota wiernych to wspólnota rodzin, nas wszystkich, małych i dużych.
      Przecież np. osoby niepełnosprawne umysłowo też mają prawo do przeżywania
      spotkania z Bogiem. A nie zawsze pojmują w pełni znaczenie tekstów czytań, ich
      zachowanie też może być niezwykłe.

      Żeby uniknąć problemu krzyczących maluchów, można chodzić na msze wczesne (o
      siódmej rano) lub wieczorne (o osiemnastej). Wtedy jest ich malutko (albo wcale)
      i nie przeszkadzają nikomu w skupieniu. Ja sama lubię ciszę zewnętrzną, pomaga
      mi w osiągnięciu tej wewnętrznej, ale nie mam dzieciakom za złe ich zachowania
      (dopóki są małe, bo 1-klasisci już powinni jakoś się zachować). Dobrze, jeśli
      wrzeszczące dziecko jest wyniesione albo wyprowadzone z kościoła, a biegające
      upomniane (można z nim na chwilę wyjść i wytłumaczyć). Nie bijemy naszych
      maluchów w kościele (w ogóle tylko bijemy wtedy, gdy nerwy poniosą i bardzo
      chcemy to zmienić!).

      Moje dwa brzdace to nie anioły, ale staram się znimi być w kościele co tydzień.
      Czasem z banalnych powodów to nie wyjdzie (np. ząbkowanie i wrzaski z tym
      związne u młodszego, choroba moja lub starszego itp). Zaczęliśmy od razu i dziś
      jest już nieźle ze starszym. Najgorszy był okres 2-2,5 roku.

      Każdy ma własny sposób na wprowadzanie dzieci w wiarę. Byle do celu. My
      wybraliśmy ten i jest w porządku - na razie.

      Pozdrawiam Was i dziękuję Mamiekasi za cytaty smile))))))))

      T.
    • betty761 Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 10.08.05, 16:18
      chodzimy od początku smile teraz nasza Basia ma 14 m-cy i zaczyna biegać po
      kościele, na szczęście znaleźliśmy kościół i mszę gdzie jest dużo takich
      maluchów i nikomu ich zachowanie nie przeszkadza.
    • direta Re: od kiedy z dzieckiem do kościoła?? 10.11.05, 23:58
      krzysiowamama napisała:

      > Witam.Mam pytanie do Was wszystkich w jakim wieku zabierałyście swoje
      > dzieciaczki do kościoła?Jestem mamą 1,5 rocznego chłopca który nie potrafi
      > wysiedziec w miejscu 5 minut, po kościele najchetniej by biegał i zaczepiał
      > wszystkich wokół.Nie jest to narazie do opanowania, wiec przestałam zabierac
      > Krzysia do kościoła, moja teściowa i rodzice uważają ze robie błąd bo Krzys
      > powinien sie uczyc przebywac na mszy i ogólnie bycia w takiej sytuacji.Jak to
      > było u Was??Prosze o rady i pozdrawiam Krysiasmile

      Podzielam zdanie Twoich rodziców i teściów. Ale to wymaga współpracy Twojej i
      męża.
      My robilismy tak, że kiedy Michał miał fazę spokojną, to siedział u mnie na
      kolanach, a ja mu do ucha tłumaczyłam sszeptem poszczególne elementy Mszy
      swiętej. Co ksiądz robi, dlaczego, co to oznacza, co my możemy wtedy robić.
      Nie ważne że dziecko jeszcze nie mówi. Ono rozumie i tym nasiąka.
      Kiedy się nudził, bo uwaga takiego malucha szybko się rozprasza, to jeśli
      moment mszy na to pozwalał, mogł chwilę stanąć czy podreptać ale wiedział, że
      nie wolno mu przekroczyć linii prezbiterium i nie wolno hałasować. Jeśli łamał
      którykolwiek z tych zakazów tzn wchodził gdzie nie wolno, był zbyt głośny lub
      zbyt zywy, wtedy mąż brał go na ręce i trzymał (tulił) dopóki maluch sie nie
      wyciszył.
      Ocszywiście wy możecie się inaczej podzielić rolami, ale myślę, że
      najważniejsze jest właśnie to szeptanie dziecku do ucha. Ale takie konkretne
      jak do kogoś kto rozumie a nie jak do nieczego nieświadomego półzwierzątka pół
      dzidzi.
      Kiedyś byłam świadkiem jak mama tłumaczyła rocznemu, czy 1.5 rocznemu dziecku
      podczas mszy: "w kościele nie krzyczymy (a może "nie chodzimy", nie pamietam)
      bo psijdzie ksiądz i będzie bił! Bum bum!" - to naprawdę cytat z mamy, a nie z
      dziecka.

      Zdaje się, że już był tu taki wątek?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja