Dziecko w chrześcijańskich placówkach wychow. ?

29.04.05, 10:03
Typu przeszkole, szkoła. Co przemawia za posyłaniem tam dzieci? Czy robiąc
tak, nie zamykamy naszych dzieci w swoistym gettcie i nie uczymy żyć w świecie
(choć nie będąc "z tego świata"?
Czy Wasze dzieci chodzą do takich przedszkoli, szkół (prowadzonych np przez
siostry - to do braci katolików)? Jakie macie wrażenia, przemyślenia z tym
związane, czy jesteście zadowoleni z posyłania tam dzieci?
    • glupiakazia Re: Dziecko w chrześcijańskich placówkach wychow. 29.04.05, 10:18
      Moje akurat nie chodza, ale to niestety wylacznie ze wzgledow logistycznych.
      Dzieci moich dwoch przyjaciolek sa w szkole katolickej i obie twierdza, ze byl
      to strzal w dziesiatke (jedna przeniosla tam syna ze zwyklej podstawowki), bo
      jest dobry poziom, dyscyplina w normie, siostry bardzo uwazajace na dzieci,
      bardzo indywidualne podejscie itd.
      A nawisem mowiac, powiem Ci, ze w takiej np. Australii - kraju bardzo
      zsekularyzownym i bardzo wielokulturowym - a wiec bardzo wieloreligijnym w
      pewnym sensie, szkoly katolickie maja najwyzsza renome i ogolnie uwaza sie, ze
      najwyzszy poziom. Niestety nie wiem nic o placowkach innych wyznan
      chrzescijanskich sad
    • mama_kasia Re: Dziecko w chrześcijańskich placówkach wychow. 29.04.05, 10:20
      Ostatnio (też w związku z kłopotami syna w szkole - wychowawczymi)
      zastanawiałam się nad przeniesieniem go do szkoły katolickiej.
      Są tam z pewnością większe wymagania naukowe (z tym by sobie poradził).
      Jest większa dyscyplina i jednak większe otoczenie osób wierzących,
      może niekoniecznie uczniów. Klasy małe.
      Ale to tylko takie moje myślenie w przypływie bezsilności. Bo z drugiej
      strony szkołę rejonową ma pod nosem, zżył się z klasą, szkoła jest dobrej
      jakości (jedna z lepszych w mieście), świetnie wyposażona (komputer
      w każdej klasie wykorzystywany na lekcji, DVD, wideo, tablice na mazaki...).
      I dobrzy nauczyciele.
      Jednak ...nie chciałabym, aby moje dzieci chodziły do szkół katolickich,
      jeszcze nie teraz. Może gimnazjum? Boję się chyba tego zamknięcia na świat.
      Choć może niesłusznie.
    • kasiajulia Re: Dziecko w chrześcijańskich placówkach wychow. 29.04.05, 10:22

      Moja Julia jest w przedszkolu prowadzonym przez siostry. Nie wyobrażałam sobie
      inaczej. Były protesty dalszej rodziny, nawet były głosy o siostrzanych karach
      strasznych. Nie sprawdziły się złe proroctwa. Julia ma wspaniałą opiekę,
      czułość i zainteresowanie indywidualne. W grupach mniej dzieci, nie karmi się
      ich na siłę. Angielski i rytmika w cenie przedszkola.
      Oczywiście oczy się je i czyta pod kątem wiary katolickiej. Modlitwy przeze
      mnie nauczone rozkwitają nowymi. Julia patrząc na obrazy, Chrystusa cierpiącego
      ma swoje przemyślenia. Jest mi łatwej rozmawiać, fakt.
      Czy to jest "getto", nie wiem. Raczej oaza spokoju i dobrego dzieciństwa. Jak w
      każdym przedszkolu są różne dzieci, ich charaktery, więc rozwój jest podobnny
      do innych przedszkoli.
      Moim zdaniem to najlepszy wybór, na dobry początek.
      W mojej życiowej sytuacji to dobro dla mojej Julii.
      Pozdrawiam.
      Kasia.
    • samboraga Re: Dziecko w chrześcijańskich placówkach wychow. 29.04.05, 10:57
      posłałam moje dziecko i jestem zadowolona, na razie to przedszkole, ale chcę
      ciągnąć dalej

      plusy:
      -wysoki poziom,
      -zajmowanie się dziećmi i reagowanie na problemy (nie tylko problemy że dziecko
      jest agresywne, ale i takie że jest nieśmiałe=stymulowanie rozwoju społecznego
      dziecka na czym mi jako mamie jedynaka b. zależy)
      -zajmowanie się dziećmi (młodszymi) po szkole a nie' trzyamnie na świetlicy'
      minusy:
      -starsze dzieci (gimnazjaliści) narzekają na rytuała codziennego pacierza
      -rodzice gimnazjalistów czasem zastanawiają się nad przenoszeniem dzieci bo
      przy wysokim poziomie nauczania dziecko ma 3 i 4 co w innej szkole równałoby
      się 4 i 5 (więc mniejsze szanse na dobre liceum)

      czy tego nie ma w 'zwykłych szkołach? to pewnie zależy od konkretnej szkoły i
      nauczycieli, ta nasza rejonowa słabo daje sobie radę z dileramisad((((( i
      niedawno temu była wysoko w rankingu zagrożonych narkomaniaą

      co do getta - raczej żyję wśród niepraktykijących i wątpiących albo kompletnie
      jawnie kontestujących Boga, więc takie przedszkole to świat, w którym chcę żeby
      się znalazło moje dziecko
      i jeszcze jedno-do przedszkola i szkoły katolickiej do której posyłam synka
      chodzą też dzieci rodziców b. luźno związanych z kościołem (tzw.
      niepraktykujących), dzieci zreszta same to mówią ('moja mama nie chodzi do
      kościoła'), siostry wiedzą i im nie przeszkadza ORAZ chodzą dzieci z pełnego
      spectrum społecznego ('normalna' rodzina, ale i samotna matka, rodziana z
      trójką dzieci podjeżdzająca luksusowym dżipen i dziecko obojga alkoholików,
      dzieci bezrobotnych), bo czynsz dla tych niżej sytuowanych czy bezrobotnych
      jest obniżony, rodzice którzy mogą proszeni są o wpłaty (nawet kilkuzłotowe) na
      jakieś specjalne okazje (np wyjazd dzieci do teatru)
      więc od strony społecznej dziecko też nie znajduje się nagle w getcie 'bogaczy'
      (jak to bywa w szkołach prywatnych, też niby gwarantujących wysoki poziom
      i 'indywidualne' podejście do dziecaka)
    • mader1 Re: Dziecko w chrześcijańskich placówkach wychow. 04.05.05, 19:11
      Moje chadzają w takie miejsca.
      Co przemawia ?
      Ja uważam, że właśnie dla młoszych dzieci jest to potrzebne i korzystne. Po
      prostu mają spójny system wychowawczy. Osoby uczące czy opiekujace się
      dzieckiem mają podobna wizję człowieka, jego roli. I nie chodzi tu o konkretna
      modlitwę czy ilość lekcji religii. Chodzi o rozwiązywanie konfliktów, rady w
      konkretnych, codziennych sytuacjach czy wsparcie w sytuacji trudnej.
      Parę razy zdarzyły się w rodzinach sytuacje trudne czy niebezpieczne. Mojej
      Krysi bardzo pomogło,gdy w czasie mojej operacji dzieciaki uklękły i pomodliły
      się o jej pomyślne zakończenie. Tak samo stało się jak kolega uległ wypadkowi.
      Oczywiście w kraju, który jest katolicki w państwowej szkole też mozna znaleźć
      podobne osoby, ale jest ryzyko..... Poza tym w państwowej szkole nauczycielka
      raczej stara się nie odwoływac do wiary.

      Uważam, że nie jest to zamykanie na inne środowiska.Dorośli też niekoniecznie
      integrują się z każdym środowiskiem. Potrafią zrezygnować z pracy z powodu złej
      atmosfery.
      Moje dzieci mają chór z dzieciakami spoza szkoły, basen jeszcze z innymi i na
      podwórku ( czyli w okolicy) jeszcze inne koleżanki. Właśnie przez to, że
      spotykają się z róznymi dziećmi w niezależnych miejscach, są bardziej otwarte.
      Wiedzą, że koleżanki na podwórku choć wierzą w Boga, nie bywają często w
      kościele. Niektóre dzieci ze szkoły też. Ale widzą,że jest grupa osób,
      rówieśników, które przejmują się tym, co chce od nich Bóg. Nie uważają się za
      dziwadła.

      Widzą siostry, księży, wierzących nauczycieli, takimi jacy są. Nie patrzą na
      nich jak na świętych bez wad, nie przyjmują bezkrytycznie, widzą, że są to
      ludzie ze swoimi problemami.Jednocześnie pracując z nimi widzą ich oddanie.
      Widzą proporcje i same wyciągają wnioski.Mają na temat ludzi kościoła swoje
      spostrzeżenia.Mniej się potem dziwią.

      W tych miejscach są mniejsze klasy i na ogół bardziej indywidualne podejście do
      ucznia, większy szacunek w podejściu do rodzica - bo przeciez jest pierwszym
      wychowawcą.

      Jednocześnie nie widzę takiej szkoły w baardzo różowych kolorach. Musi być
      dobra, ale nie może być " modna", bo wtedy przychodzą rodzice-klienci, którzy
      niewiele z wiara mają wspólnego. Nauczyciele czy siostry tez mają swoje wady -
      trzeba pamiętać, że taka szkoła nie jest niebem i nie spodziewać się tego. Po
      wielu latach w takich miejscach wiem już, że do pewnych szkół w Warszawie, choć
      katolickie, nie chciałabym prowadzać swojego dziecka.

      Trzeba pilnować, by szkoła nie zniechęciła do wiary - autorytet Boga nie może
      być nadużywany - nie w każdym przypadku, kiedy dziecko spsoci. Przekaz wiary
      powinien być dostosowany do możliwości percepcyjnych dziecka. Czas na modlitwę
      nie powinien być zbyt długi.

      Z doświadczenia wiem, że wcale nie tak łatwo o nauczycieli, którzy byliby
      ludźmi głebokiej wiary a jednocześnie bardzo dobrzy w swoich dziedzinach. Do
      tego dochodzi jeszcze umiejętność pracy z dziećmi....
      Początkująca szkoła ma ciężkie zadanie.

      Jest jeden minus - to szkoły płatne. Jest to dla nas ważne, ale ostatnio...
      ciężej finansowo i nie wiadomo, jak długo damy radę.

      • mamaadama4 Re: Dziecko w chrześcijańskich placówkach wychow. 04.05.05, 20:00
        Mój starszy "pasierb" (hm, okropne słowo) od gimnazjum uczęszcza do szkoły
        prowadzonej przez księzy Pijarów. Dusza z niego rogata i wiem, że gdyby nie
        poukładany świat tej placówki pewnie zbłądziłby okropnie. Nie znaczy to, że
        aureola wyrosła mu nad głową, ale bunt nastoletni przechodzi spokojniej.
        Chociaż tweirdzi, że w liceum jest lepeij niż w gimnazjum. Nie narzeka ani na
        codzienną modlitwę ani nawet na wyjazdy na rekolekcje.
        Adasia mam zamiar wysłać tez do pijarów, zastanawiam sie tylko nad podstawówką,
        nie bardzo mam rozeznanie w krakowskich. Może ktoś mi coś podsunie.
        • minerwamcg Re: Dziecko w chrześcijańskich placówkach wychow. 05.05.05, 09:48
          Niestety, nie mam dobrych doświadczeń. Dzieci moich znajomych, które kiedyś
          chodziły do katolickich szkół, dziś są ateistami i twierdzą, że straciły wiarę
          właśnie z powodu szkoły.
          • mader1 Re: Dziecko w chrześcijańskich placówkach wychow. 05.05.05, 11:20
            a co konkretnie się tam własnie stało ? Jak to konkretyzują ?
            i czy rodzice mieli tego świadomość ? jak reagowali ?
            pytam, bo z oczywistych względów mnie to interesuje.
            • anndelumester Re: Dziecko w chrześcijańskich placówkach wychow. 05.05.05, 18:48
              Post Minerwy własnie przypomnniał mi , że i w mojej i w męza rodzinie ( a i
              wśród znajomych) własnie szkoły katolickie też ponieką wychowały nie tyle
              ateistów, co agresywnych antyklerykałów. I jak tak liczę to jest to kilka osób -
              od czasów międzywojennych do teraz.
              Być może jest to też kwestia charakteru posyłanego wink) oraz okoliczności
              posłania (bardziej wola rodziców niż przyszłego ucznia).
              • mader1 Re: Dziecko w chrześcijańskich placówkach wychow. 06.05.05, 09:42
                w moich czasach wysylano do takich szkol za kare sad Mysle tu o ogolniakach.
                Jak juz rodzice nie dawali sobie rady z dzieckiem - straszono je siostrami i to
                najlepiej z internatem sad Moja przyjaciolka odwiodla swoja siostre od
                przyslania corki z Niemiec za kare gdzies w poblizu Krakowa. Podobno " mieli ja
                tam wychowac" brrr... Juz sobie wyobrazam nastawienie takiej dziewczyny do
                szkoly.
                Natomiast z mojego "wymagajacego" ogolniaka pare dziewczyn trafilo do
                Nazaretanek, choc wcale nie chcialy, nie bywaly w Kosciele, ich rodzice tez sad
                Z drugiej strony znam dziewczyne z wierzacego domu, ktorej Nazaretanki w wierze
                nie zaszkodzily. Dlatego wypytuje.
        • isma Re: Dziecko w chrześcijańskich placówkach wychow. 05.05.05, 12:51
          Danusiu, podstawowke organizuja augustianie ze sw. Katarzyny. Trudno cos
          powiedziec na dzis, ale osoba o. dyrektora (o, kurcze, zabrzmialo jak o
          Rydzyku ;-((() powinna dawac gwarancje tego, ze bedzie to szkola robiona z
          pasja wink)).
          • mamaadama4 Re: Dziecko w chrześcijańskich placówkach wychow. 05.05.05, 17:52
            Dzięki isma, mam jeszcze dwa lata na decyzję.
Pełna wersja