basia313
08.05.05, 23:43
Kochani, mam taki maly problem. ZYje za granica(ANglia). W naszym kosciele
jest tak zwana szkola niedzielna. Polega to na tym, ze po Kyrie dzieci wraz z
kilkoma rodzicami wychodza do osobnego pomieszczenia i tam czytaja
uproszczona wersje ewangelii no i potem niby sie o tym z nimi rozmawia.
Nastepnie dizeci albo cos rysuja albo wyklejaja9zwiazanego z trescia
Ewangelii). Biore w tej szkole udzial. Zauwazylam, ze rodzice maja bardzo
rozne podejscie do tych "zajec". WIekszosc jesli nie wszyscy tubylcy mowia,
ze robia to po to, zeby sie dzieciom podobalo w Kosciele i zeby sie nie
nudzily. Czasem sie tak zdarza, ze oprocz czytanej Ewangelii nie wspomina sie
wcale ani slowem o Panu Jezusie. Pamietam jednego dnia dzieci mialy wymienic
jakie maja swiatlo w domu. Czesto mam wrazenie, ze jest to raczej
powierzchowne podejscie. Wiele rzeczy sie robi tylko po to by dzieciom sie
podobalo. Dokladnie takie slowa padly dzis na naszym spotkaniu tzn tych,
ktorzy ta szkole przygotowuja. Dziwi mnie to wszystko, ale tylko obcokrajowcy
zdaja sie rozumiec o czy mowie.
Prosze podzielcie sie ze mna swoimi doswiadczeniami jesli takowe macie albo
pomozcie mi zrozumiec ta sytuacje.