mabrulki
26.05.05, 13:58
Kształtujemy nasze dzieci głównie przez przykład-codzienne życie.
To nie ulega wątpliwości.
Jak radzić sobie z codziennością?
Mam teścia,który pracuje w pewnej firmie,dysponującej najrozmaitszymi
materiałami i produktami,generalnie przeznaczonymi dla klientów.
Wśród szeregu pracowników, w tym też mojego teścia, normą jest wynoszenie z
pracy dla siebie tych produktów. Wiem o tym od niedawna i jestem przerażona
faktem,że przyjmowałam najrozmaitsze prezenty od niego,rzeczy właśnie stamtąd
ukradzione.Ostatnim "nabytkiem" jest torba podróżna - przyjęliśmy ją w
prezencie wczoraj,dziś dowiedziałam się,że jest...no właśnie,nazwijmy rzecz po
imieniu:kradziona.
Nie wiem co robić.Trudno mi z dnia na dzień wyjaśnić teściom że nie życzę
sobie więcej takich prezentów.Najczęściej to są drobne gadżety.Raz że
drobiazgi.Dwa,że przyznać trzeba byłam naiwniakiem strasznym-chyba nie
uwierzą,że dopiero co się zorientowałm o nieuczciwym pochodzeniu tych
rzeczy.Szmat czasu brałam,a teraz nie chcę?!Dla nich to będzie
niezrozumiałe.No właśnie-bo dla nich to co robi teść jest normą."Wszyscy tak
robią".
Najgorsze jest to że nie mam wsparcia męża.
Dla niego wszystko jest w porządku.Wyśmieje mnie,i zarzuci że "wcześniej
przyjmowałam,a teraz nagle taka uczciwa się zrobiłam".Niedawno pomógł
sąsiadowi,godząc się na przechowanie w naszej piwnicy kradzionych z pracy
rzeczy.Sąsiad nie ukrywał pochodzenia tych materiałów.Byłam przeciwna,mimo to
mąż się zgodził.obiecał jedynie że to pierwszy i ostatni raz.Pomoc sąsiadowi
była ważniejsza niż uczciwość.
Jak w takiej sytuacji przekazać dziecku wartości które ja wyznaję?
Co wy o tym sądzicie?