czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-)

06.06.05, 12:07
chyba nie musi?
no to dlaczego jest??
W sobotę przelała się czara mojego rozczarowania wink)
Wymęczenie krakowskimi smokami na Błoniach weszlismy do Parku Jordana.
A tam, jak wynikało, z malutkiej karteczki na bramie trwały własnei obchody
chrześcijańskiego dnia dziecka.
a w programie
ojojoj - jakby na to tak spojrzeć to nie chciałabym być dzieckiem
chrześcijańskim sad((
frekwencja mizerna - bo przecież Smoki i inni..
informacja jeszcze gorsza,
a przygotowanie aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!
rozumiem, że intencje słuszne, ale ranybomba, czy rodziny chrześcijańskie to
jakieś archaiczne brzydasy smutasy? a dzieci - to małe, nudne , grzeczne
ulizane, bezwolne aniołki-matołki??? żeby im taki turniej serwować... i takie
atrakcje jak strasznie nudna i wymęczona orkiestra, jakieś popisy rodem z
festynów 22 lipca, pan konferansjer jak z wieczorków zapoznawczych???
Czemu nie można zrobić imprezy z jajem???
Przecież dałoby się, nawet chyba za jeszcze mniejsze pieniądze.
Na nastepny raz mogę nawet scenariusz za absolutne friko napisać, bo mi na
prawde żal było tych dzieci sad((((
Już kiedyś miałam zapodać podobny watek, po tym jak obejrzałam w tvp (sama
nie mam tv w domu, wiec mnie po prostu przykleiło do odbiornika) jakiś
popołudniowy magazyn dla rodzin.
o k r o p e c z n o ś ć
nuda, zero pomysłu, a rodzina prowadząca, po prostu nieestetyczna i
niechlujna. I to nie, żebym chciała żeby o katolickich rodzinach program
prowadziła Doda i Raduś wink) ale mówię o jakimś minimum estetyki i dobrego
gustu, coś żeby potencjalnego odbiorcę zaciekawic, zatrzymać itd..
treść umykała, bo forma była po prostu tak odpychająca... (spocony,
rozmemłany sepleniący prowadzący brrr)..
No i mielismy temat z m. na dyskusję przez weekend, czy forma przekazu (tu z
treścią i wartościami) musi być tak nieatrakcyjan i zniechęcająca i nudna.
    • mader1 Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 12:30
      moja Przyjaciółka nawróciła się. Rozmawia a jedną kobietą, słabo wierzącą,
      przez telefon - miały się dopiero spotkać, a ta ją pyta - " A czy Ty się
      śmiejesz ?" smile))) Bo wierzący kojarzyli jej się ze smutasami z problemami smile))))
      W przedszkolu , do którego będzie chodził ( jak zechce) mój synek, dzień
      dziecka wygladał w ten sposób - krótka, dziecięca msza i przedstawienie
      odgrywane przez rodziców dla dzieci.
      Nie wiem, czemu tak często jest, że widzi się te nieatrakcyjne atrakcje wink
      • anndelumester Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 12:32
        > Nie wiem, czemu tak często jest, że widzi się te nieatrakcyjne atrakcje wink
        Ale czy nie mozna zrobić atrakcyjnych atrakcji?
        Ja się tylko zastanawiam, dlaczego lansowany wizerunek jest taki jaki jest...
        • samboraga Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 12:48
          jest coś na rzeczy z tym co mówisz - bo ja też widzę nieudane imprezy, na
          szczęście nie zawsze one mają dopisek 'chrześciajńskie'

          chociaż u nas w przedszkolu u sióstr było fajnie - msza miałą byc krótka, miała
          bo jak sie dzieciaki dorwały księdzu do mikrofonu, żeby komentować Ewangelię to
          uuuuhhhh.....ksiądz był zmęczony....
          a atrakcje były - jakieś występy zamówione, jakieś korowody dla chętnych,
          malowanie buziaków, konkursy, (nie dojechały tylko kucyki a na to dzieciaki
          liczyłysad)
          noi były występy przedszkolaków - bo u nas to jest Dzień Rodziny (mam, tatów i
          dzieci), więc piosekki dla rodzicieli obowiązkowo zostały odśpiewanewink
          a najważniejsza zabawa - to szaleństwo ze swoimi kolegami z grupysmile))) to była
          tak naprawdę główna atrakcja!

          dwa lata temu tez pamiętam że było fajnie - rodzice z dziećmi budowali pojazd
          kosmiczny z folii, papierów, rolek, rurek i różnych takich zapobiegliwie
          zbieranych juz kilka miesięcy wstecz - zabawy było co niemiarasmile
          • anndelumester widzisz, bo jest róznica 06.06.05, 12:59
            i ja ją zauważam.
            Imprezy organizowane odgórnie najczesciej "z tezą"
            i te małe - w szkołach przedszkolach. O ile te małe - to zazwyczaj są viribus
            unitis, bez zadecia, udane, itp.
            o tyle te drugie ....hmmm
            Mnie zastanawia po co robić konkurencję która nie ma szans, jest tylko podróbą
            jest dzień dziecka to my zrobimy chrześcijański dzień dziucka, są juwenalia -
            to mamy chrzescijańskie dni zaka (nuda i puchy z tego co pamietam) jest
            owsiuak, to my na zasadzie opozycji przystanek Jezus.
            po co ta opozycja, a przy tym zamanifestowana nieprzystawalność kulturowo -
            estetyczna.
            Dla mnie szokiem własnie estetyczno-kulturowo zwłaszcza językowym są media.
            Bo tu z małymi wyjątkami (TP - KLASA SAMA W SOBIE ) rządzi też zasada opozycji.
            A brakuje wykształconego gatunku.
            • samboraga Re: widzisz, bo jest róznica 06.06.05, 13:56
              > Imprezy organizowane odgórnie najczesciej "z tezą"
              ta teza....brrrr - niestety, też nie rozumiemsad(
              a nuda to chyba z obawy o poprawność, bo gorliwej parafiance cosik sie nie
              spodobawink i ksiedzu 'doniesie'

              z zasady nie chodzę ani nie oglądam tylko dlatego że cos ma w
              nagłówku 'chrześcijańskie'/ 'katolickie' - wystarczyło mi oglądać różne
              katolickie akcje w przeszłości....

              ale jest coś co mi się podoba (chocia.ż nie znam do środka): Parafiada - tylko,
              że to też chyba taka oddolna inicjatywa, że ksiądz kupuje dzieciakom piłkę,
              koszulki, trampki - a potem jadą na zawody
              no, ale idea jednak ze szkolnych klubów sportowych - a o ile lepiej wykonanesmile
        • mader1 Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 12:55
          no właśnie nie wiem sad
          Spotykam w swoim życiu pary, rodziny wierzące baaardzo wesołe, sympatyczne.
          Dzieciaki są po prostu " żywe" - psocące, robiące błędy, rozbrykane. A czasem
          jak oglądam coś na temat tych wierzących rodzin czy czytam o nich artykuł, to
          wydają się nie z tego świata.
          Są chyab jakieś dwa nurty:
          1.pokazać, że mama i tata są fajni pomimo, iz nie mają ładnych ubrań, nie
          farbują włosów ( to mama), nie mają uśmiechów przyklejonych do twarzy smileMamy
          bogate wnętrze mimo ubogiego wyglądu - coś takiego.
          Ale rzeczywiście część widzów przełaczy program zanim coś usłyszy.
          2.pokazać, że dzięki Jezusowi nie mamy żadnych problemów. Nastolatki nam nie
          pyskują, dzieci nie chcą drogich zabawek, główki tulą się do dłoni, nie kłócimy
          się, a mąż wraca zawsze z bukiecikiem fiołków. Od razu widać, że to
          nieprawdziwe i część widzów też przełącza kanał.
          Jakoś zawsze najtrudniej pokazać PRAWDĘ.
          • anndelumester Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 13:06
            Włas nei Mader, ja znam bardzo fajne wierzące rodziny !
            Gdzie tata i mama nie są zapuszczeni wink ani nie są kenem i Barbi, a od reszty
            populacji odróznia ich zupełnie coś innego smile)) i nic nie trąci fałszem,
            natrętną dydaktyka itp.
            Nie pamiętam tytułu tego magazynu, ale pomimo oblesnego wygladu prowadzących
            poczekałam na tresci. I kompletne rozczarowanie. Bo oczywiście wszedł nurt 2.
          • glupiakazia Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 13:21
            no, ale skad ten stereotyp, ze chrzescijanie nie moga miec ladnych ubran,
            dlaczego wierzace (wielodzietne zwlaszcza) nie moga miec ufarbowanych wlosow? A
            widzial ktos kiedys wierzaca wielodzietna na szpilkach i ubrana do figury?
            No nie, bo media nam serwuja zupelnie cos innego.

            > Jakoś zawsze najtrudniej pokazać PRAWDĘ.

            Nie wiem, chyba latwo pokazuje sie taka prawde, jaka sie chce pokazac. Np.
            homoseksualisci to mili, wyksztalceni, gustownie wygladajacy ludzie, a
            wielodzietni to swietojebliwe obdartusy z tlustymi wlosami.

            Stereotyp, wiadomo trudna sprawa. Jak nam ktos gebe przyprawia, ciezko z tym
            walczyc. Ale wracajac do glownego tematu watku: jezeli to, co sami robimy jest
            nudne, albo pasujace do stereotypu? Nie wiem, tez sie nad tym zastanawialam.
            Ciekawe pytanie.
            • anndelumester Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 13:29
              Kaziu,
              ale to nie ONI przyprawiają gębę.
              To jest autokreacja, niestety.
              Programy katolickie robi redakcja katolicka. Oni dobierają ludzi, robią wizaż,
              itd.
              Łupiezu, tłustych włosów i niedoleczonych pryszczy nikt nikomu nie dokleja.
              A czasami mi się wydaje że to jest znak szczególny sad począwszy od osób
              prywatnych, przez organizacje młodziezowe na członkach stowarzyszeń i róznych
              partii kończąc.
              • glupiakazia Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 14:08
                No wiem, wiem, PR to nie dosc, ze trudna sztuka, to jeszcze nie wszyscy
                zalapali, jak wazna.

                Ale swoja droga, to nie sadze, zeby w tej tv znalazl sie jakis PR-owiec, ktory
                by tak tej redakcji katolickiej cos doradzil.

                A z drugiej strony, jak juz przy PRze jestesmy - nie wiem, dlaczego w kasie
                panstwowej (ministerstwie pod wodza pani Jarugi-Nowackiej, z tego co pamietam)
                znalazly sie pieniadze na slynna kampanie billboardowa przeciw "homofobii". Nie
                moznaby pokazac paru normalnych, fajnych wierzacych wielodzietnych rodzin?
                Chociaz dzisiaj na "edziecku" pojawil sie tytul "macierzynstwo jest trendy",
                wiec moze ktos zauwazyl do czego moze doprowadzic permanentny niz demograficzny.
                Moze ciag dalszy nastapi...?
                • anndelumester Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 14:23
                  > No wiem, wiem, PR to nie dosc, ze trudna sztuka, to jeszcze nie wszyscy
                  > zalapali, jak wazna
                  eeeee tam trudna, bez przesady.
                  Raczej pomijana.
                  Chociaż teraz jest już troche lepiej - znane mi z czasów studenckich chłopaki
                  które poszły w politykę wiecej niż lokalną tradzik doleczyły, wąsiki zgoliły,
                  zgryz naprostowały...żeby jeszcze otyłość prostą brzuszną w wieku lat niewiele
                  ponad trzydziesci zrzucili, nie byłoby tak fatalnie. Rozumu i tak nie kupią
                  wiec tę istotną sprawę pomijam.

                  A co do rodzin wielodzietnych. No cóż mnie kampania bilbordowa tym bardziej by
                  nie przekonała. Bo to kolejne lansowanie sztucznych wartości.
                  Mnie najbardziej przekonuje pozytywna - wielodzietna z sasiedztwa. O ile by
                  taka była. Ale nie ma.
                  Te które znam, to cóż - raczej z akcji pomocowych niż promocyjnych.
                  BTW znam kilku gejów i są to naprawdę bardzo zadbani faceci smile))))
                  • samboraga Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 14:38
                    >lansowanie sztucznych wartości.
                    sedno sprawy, niestetysad
                    w 'moim' przedszkolu trójeczka dzieci to standard, wychowawczyni ma czwórkę -
                    rodziny są świetne, zróżnicowane materialnie też, ale są i tacy co podjeżdżaja
                    wypasionymi dżipami i busami, każde dziewcko ma rower górski itd.
                    i nie w tym rzecz, jak ktoś lubi 'wiele' niech lubi i ma
                    najwyżej będzie komu ewangelicznie pomagaćwink

                    ale tworzenie wizerunku 'człowieka wierzącego' opartego na ilości dzieci jest
                    niepotrzebnym pomysłem, człowiek wierzacy może mieć tuzin innych zaletsmile

                    a mama wielodzietna raczej trudno żeby szła na szpilkach i w super kreacji do
                    niewolęcia któremu ma prawo się odbić w najmniej spodziewanym momenciewink
                    nota bene też nie znam wielodzietnych rodzin 'fajnych' (ale takich powyżej 4-ki
                    bo troje to jeszcze dla mnie nie wielodzietność)
                    • mama_kasia Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 15:09
                      Jeszcze coś do tych ładnych, zadbanych chrześcijanek.
                      Przypomniał mi się mój mąż, który wręcz mówi, że ty to
                      musisz sczególnie być zadbana, bo na Ciebie patrzą jak
                      na tą, co do kościoła chodzi wink)) To tak trochę żartując,
                      ale coś w tym jest.
                      Jak tworzyliśmy stronkę rodzinną, to zależało nam
                      na tym, aby pokazać nas też z tej bardziej normalnej strony
                      (góry, bajki dla dzieci). Dochodziło do tego, że szczególnie
                      zwracaliśmy uwagę na to, aby nie przesłodzić, aby pokazać
                      nasze wady. Wiem, że to nie do końca się udało,
                      bo potem przeważył chyba ten chrześcijański charakter, ale
                      staramy się wink)

                      A jak odbieracie "Ziarno" dla dzieci?
                      • pawlinka w kwestii "Ziarna" 06.06.05, 21:55
                        oglądamy, dzieci bardzo lubią, program jest dla nich, skoro im się podoba...
                        teraz o wiele bardziej niż za czasów siostry Marioli, jakoś więcej luzu. Dyzio
                        jest śmieszny, Karolinka też rozbawia, Doktorek jest lekko sztuczny, a babcia
                        ma na imię Józia jak prababcia moich dzieci i to wystarczy. Podoba mi się, że
                        dzieci poznają rok liturgiczny, wiele podpowiada mi program osobiście, jakiś
                        pomysł jak coś tam wyjaśnić. w ogóle to z mężem staliśmy się fanami księdza
                        biskupa Długosz, jak gracja w tańcu!smile oglądamy sobotnio razem.
                        Oceniam raczej na plus, ale chętnie podyskutuję, bo to dla mnie osobiście
                        ciekawy problem. Na razie tak pobieżnie.
                        • mama_kasia Re: w kwestii "Ziarna" 07.06.05, 10:11
                          Biskup Długosz rzeczywiście dobrze tańczy i śpiewa smile)
                          Nasze dzieci też lubią "Ziarno". Bardzo podoba mi się to,
                          że ciągle tam gotują i zajadają przysmaki. Jest w tym przypuszczam
                          jakiś ukryty cel. Gdzieś w jakiejś książce czytałam, że jak
                          dzieci żydowskie uczyły się Tory (chyba nie pokręciałam...), to
                          zlizywały miód z liter. Ostatnio na naszych wspólnotowych mszach pojawiły
                          się słodycze, które na koniec dajemy dzieciom. Można to nazwać
                          przekupstwem, a można mądrością życiową wink))))
                          • pawlinka Re: w kwestii "Ziarna" 07.06.05, 10:35
                            no, no, patrzcie państwo, zaczynam inaczej patrzeć na słodycze!
                            DZiękuję Kasiu!
                    • glupiakazia Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 15:17
                      Anndelumester, ja bym nie powiedziala, ze to sa "sztuczne wartosci", tylko
                      raczej - jesli dobrze odczytuje twoje intencje - "sztuczna rzeczywistosc"
                      Ale, dopoki geje nie pojawili sie na billboardach, tez dla wielu mogli byc
                      sztuczna - bo nieistniejaca - rzeczywistoscia.
                      Wszystko mozna wylansowac. np.pinezke smile)


                      > a mama wielodzietna raczej trudno żeby szła na szpilkach i w super kreacji do
                      > niewolęcia któremu ma prawo się odbić w najmniej spodziewanym momenciewink
                      > nota bene też nie znam wielodzietnych rodzin 'fajnych' (ale takich powyżej 4-
                      ki
                      >
                      > bo troje to jeszcze dla mnie nie wielodzietność)

                      Samborago, z tym lataniem na szpilkach do plujacego niemowlecia to niestety
                      smiem twierdzic powielasz stereotyp. A w ogole to poczytaj sobie forum
                      wielodzietnych z wyboru, polecam smile
                      • anndelumester Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 15:35
                        Kaziu,
                        ale co taka rodzina na bilbordzie, dodajmy z wiecej niż trojgiem dzieci ma
                        komunikowac?
                        jaki ma być przekaz?
                        Że są ? no i co dalej?
                        dla mnie za tym nic nie idzie, to że ktoś ma dzieci, albo ich nie ma.
                        Jego sprawa. Podobnie z orientacją seksualną, upodobaniami, posiadaniem psa i
                        kota.
                        Jeżeli ktos by miał ochotę zachęcić kogoś do czegoś (moją rodzinę do imprez na
                        ten przykład, albo do zagłębienia problematyki magazynów publicystycznych)
                        powinien sprecyzować w miarę spójny komunikat.
                        I ja się zastanawiam dlaczego w większości przypadków ten komunikat jest taki
                        jak go opisywałam powyzej.
                        Czy chrześcijaństwo (opcja - styl zycia) musi być własnie takie nudne, przaśne,
                        małoatrakcyjne, albo polegające na kompletnym pomieszaniu konwencji???
                        Chyba nie???
                        • glupiakazia Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 15:54
                          po pierwsze, ze sa, a po drugie, jacy sa (albo raczej jacy nie sa), tzn.
                          - nie sa smutni, obdarci, zapijaczeni, matka z podbitym okiem, klienci opieki
                          spolecznej.

                          Obraz jako przekaz. "w miare spojnego komunikatu" oczekujesz ty, bo masz IQ
                          powyzej sredniej krajowej, ale tzw. "szary" nie mysli, co poeta mial na mysli,
                          tylko odbiera wrazenia. czasem je sobie uswiadamia, czasem nie.
                          i tak w jego glowie tworzy sie jakis obraz czegos, i mamy gotowy stereotyp.

                          od dawna uwazam, ze Kosciol powinien troche wiecej uwagi poswiecac swojemu
                          wizerunkowi np. w mediach, ale - rozumialabym obawy tego typu, ze to jest
                          pojscie w kierunku "marketingu wiary".

                          Ale dlaczego chrzescijanie sami nieraz wlaza w ten "komunikat" - jak go
                          opisalas wczesniej? Nie wiem, ale domyslam sie, ze to pokusa pojscia utartym
                          szlakiem - co minimalizuje ryzyko odrzucenia.
                          • samboraga Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 07.06.05, 10:01
                            >po pierwsze, ze sa, a po drugie, jacy sa (albo raczej jacy nie sa), tzn.
                            >- nie sa smutni, obdarci, zapijaczeni, matka z podbitym okiem, klienci opieki
                            >spolecznej.

                            Kaziu, pospieram sie troche jeśli pozwoliszwink
                            a co ma zrobić dzieciak z chrześcikjańskiej rodziny, którego mama chodzi z
                            podbitym okiem, a tato pije?
                            co on sobie pomyśli: że ‘bilboard kłamie’? co jemu ten bilboard da? że 'są i
                            takie rodziny'?
                            chociaż mam nadzieję że zanim tak sobie pomysli to jakaś mądra katechetka albo
                            mądry ksiądz wiecej z nim zaczną rozmawiać, może ksiądz zaproponuje mu bycie
                            ministrantem i otoczy ‘ojcowską, zastępcza opieką
                            więc koniec końców i tak wracamy do osobistego przykładusmile

                            (no i juz nie będę rozważać co na ten bilboard powie dziecko z
                            niechrześcijańskiej, ale tzw. porządnej rodziny – czym się ta rodzina z
                            bilboardu różni? czym się różni chrześcijanin? czy osobistą relację z Bogiem
                            można pokazać na bilboardzie? do tego nie spłycając jej?)

                            bo matka tego chłopaka dopiero od niedawna ma szansę usłyszeć od księdza słowa
                            pocieszenia, dopiero od niedawna księża zaczynaja inaczej doradzać kobietom
                            bitym, kobietom użerającym się z mężami pijakami - dotąd to był dopust Boży,
                            męcz się kobieto bo to twój ‘krzyż’

                            dopiero teraz księża ‘edukują’ kobiety, nie wzbudzaja w nich poczucia winy,
                            mówią że alkoholizm to choroba, że mężowi potrzebna terapia, że one też
                            wymagają pomocy bo są współuzależnione itd.
                            ale wczesniej przekaz był inny i to on pomógł utrwalić sie stereotypom: ’pije,
                            bije, ale....nie opuszczę go aż do śmierci’ – a chrześcijanka cierpiętnicą byc
                            musi bo to jej ‘krzyż’...
                            zresztą boję sie że na tzw. prowincji to nadal może być
                            standard w konfesjonalesad

                            jak na ironię – znam taki przykład z rodziny, kuzynka – ciotka, osoba prawie
                            juz 60-letnia dotad nie może uporać się psychicznie ze swoim małżeństwem, dotąd
                            ma wewnętrzny duchowy konflikt chociaż ‘prowadzili’ ją mądrzy duchowni,
                            w ‘dobrej’ parafii
                            a małżeństwo tzw. kulturalne, wykształcone, oboje stanowiska kierownicze,
                            funkcje społeczne, troje dzieci (no, jednak ta wielodzietnośćwink i tylko
                            tragedia alkoholizmu....
                            i odeszła mimo miłości (tak, tak cały czas ciotka kocha)po 35 latach
                            małżeństwa, bo zagrożenie zdrowia i życia było za wielkie
                            to jest dramatsad
                            może gdyby 30 lat temu usłyszała to co słyszy dziś, że nie musi brać ‘na
                            siebie’- do rozwodu by nie doszło a bardzo ale to bardzo go przeżyła, bo bardzo
                            chciała ocalić to małżeństwo
                            a co do dzieci to wszystkie odeszły do kościoła, od wiary, jedno nawet nie
                            ochrzciło swoich dzieci ‘dla świętego spokoju’ – totalna kontestacja po latach
                            oaz, pielgrzymek, białej służby – smutnesad
                            cos zaszwankowało w świadectwie tej wiary, jakoś wypaczona została idea życia
                            ewangelią i żaden bilboard z uśmiechnięta rodziną tu by nie pomógł – a
                            spowiednik rodziny myślę że mógł bardzo

                            • glupiakazia Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 07.06.05, 10:21
                              Samborciu, mnostwo problemow poruszasz. W zasadzie nie bardzo rozumiem (ale to
                              mea culpa, bo kazia glupia jestem).
                              Ale ja absolutnie nie twierdze, ze billboard ma rozwiazywac jakiekolwiek
                              problemy kogokolwiek! Ja tylko mowilam o potrzebie (przynajmniej ja taka
                              potrzebe widze) budowania wizerunku. Tylko tyle. Przerzucilismy sie w tej
                              chwili na wielodzietnych, bo tak samo jak jest stereotyp, ze wielodzietni to
                              patologia, tak samo jest stereotyp, ze chrzescijanin musi byc nudny.
                              Ja mowie tylko, ze powyzsze stwierdzenia nie sa prawda, bo sa wielodzietni nie
                              patologiczni i chrzescijanie, ktorzy nie sa nudni.
                              Ale poniewaz ich "odbior spoleczny" jest taki, bo takie sa stereotypy, mowie o
                              potrzebie zmiany wizerunku. To oczywiscie nie rozwiaze problemow dzieciaka z
                              chrzescijanskiej rodziny, ktorego matka chodzi z podbitym okiem. Ale jesli
                              zmieni sie percepcja takich rodzin i norma przestanie byc podbite oko - to
                              wtedy w sposob oczywisty podbijanie oka nie bedzie szeroko akceptowane, ergo
                              sytuacja tego dzieciaka moze jednak sie poprawi. Ale to jest oczywiscie dluga
                              droga. Stereotypy tworza i zmieniaja sie latami.
                              • samboraga Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 07.06.05, 10:27
                                no, podbite oko to chyba nigdy normą nie było (w sensie 'to dobrze że facet
                                daje babie po mordzie'), na szczęście, tylko wcześniej mniej jakoś pary szło w
                                pomoc a więcej w przyklepywanie problemu ('poczekaj, kiedys się zmieni')
                                i fajnie że to sie zmieniasmile
                                • glupiakazia Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 07.06.05, 11:19
                                  z ta norma, to roznie bywa. zalezy od tzw. punktu siedzenia. dla mnie to tez
                                  szok. ale cos ci opowiem. moj ojciec jest adwokatem i pare razy prowadzil
                                  sprawy rozwodowe. kiedys mial sprawe pewnej pani, osoby kulturalnej, majacej
                                  dobra prace, troje milych, grzecznych dzieci. no i ona sie rozwodzila, bo maz
                                  byl pijakiem i oczywiscie ja bil. ale to nie bylo dla niej problemem -
                                  rozwodzila sie, bo byl zly dla dzieci. W kazdym razie, jak ona sie dowiedziala
                                  (zaprzyjaznila sie w koncu z moimi rodzicami), ze moj ojciec nie bije mojej
                                  mamy - byla w szoku. W ogole nie wiedziala, ze tak mozna.
                                  No, a powiedzenie "nie bije - widocznie nie kocha?"
                                  Niestety, w bardzo wielu srodowiskach, nawet tych na oko normalnych, podbite
                                  oko jest norma sad
                                  • samboraga Kaziu:) 09.06.05, 10:51
                                    Kaziu, to ja tym razem o ‘dołach’ a nie tych ‘kulturalnych’ - takie kobiety o
                                    podbitych oczach to były mamy moich koleżanek z podwórka, ale one akurat sie
                                    nie rozwiodły, możliwe, że myślały, że ‘tak jest wszędzie’sad((
                                    zresztą one albo i same piły, albo pracowały i niby w ogóle dom był względnie
                                    normalny, ale mąż miał regularne fazy...
                                    nie będę sie rozpisywać, ale te wszystkie ‘uroki’ menelizmu: matka mojej
                                    koleżanki tak pobita, że zza bandaży widac było tylko spuchnięte oko (zaszłyśmy
                                    do niej po skakankę – śniło mi się po nocach), krew na ścianach, przechodzenie
                                    po szkole do domu przez brame pełną chwiejących sie panów, nie kryjących się
                                    również z potrzebami fizjologicznymi, pijackie zaśpiewy za ścianą – to świat
                                    dzieciństwa mój i dzieci z mojego podwórka, siłą rzeczy ocierałam się o ten
                                    świat, moje koleżanki często u moich rodziców znajdowały ‘azyl’ i możliwe, że
                                    właśnie pierwszy raz widziały takiego tatę, który sie z córką bawi, pomaga w
                                    lekcjach itp., może dzięki temu te moje ówczesne koleżanki mają teraz
                                    normalniejsze domy, może wybrały na mężów ‘porządnych’ facetów, oby...
                                    było nas tylko troje z ‘normalnych’ rodzin – troje na cztery kamienice na
                                    ulicy – to była kamienica należąca do mojego dziadka, tam spędziłam
                                    dzieciństwo, a po zabraniu i skomunalizowaniu ówczesna polityka mieszkaniowa
                                    była taka: ‘lepszych’ do bloków, najgorsze ‘doły społeczne’ do kamienic – moi
                                    rodzice też zostawili wreszcie te ‘rodowe dobra’crying( , zbudowali dom - niestety
                                    teraz ja mam powtórkę u sąsiadów zza płotusad(( i coraz mocniej nabieram
                                    przekonania, że to nie przypadek...

                                    no i meritum:
                                    >niestety () podbite oko jest normąsad
                                    w ‘środowiskach’ tak, ale na szczęście nie w konfesjonałach i w rozmowach z
                                    księżmi, nawet wówczassmile
                                    i o ile ‘mam żal’, że te 20-30 (i więcej) lat temu księża doradzali kobietom
                                    przeczekanie, wytrwanie z takim mężem bez wskazywania jakiejś pomocy, o tyle
                                    nie sądzę żeby taka kobieta usłyszała od spowiednika ‘wiesz córko, taka jest
                                    kolej rzeczy, że mąż bije żonę pogódź się z tym” – więc chociaż w tym
                                    aspekcie ‘ponadludzkim’ normą podbite oko nie jest i nie byłosmile
                                    no i ja – kilkakrotnie na spowiedzi brana za dziecko z rodziny mocno
                                    patologicznej, bo do tego ulica znana była jako ‘złodziejska’ (u nas oprócz
                                    wieku i klasy podawało sie ulicę zamieszkania) słyszałam, że trudno że
                                    mam ‘takiego’ tatusia, że mimo wszystko musze go kochać i np. starać się
                                    codziennie odrabiać lekcje – zawsze to było jakoś „mimo wszystko” a nie że ‘to
                                    normalne, moje dziecko’ (swoja drogą strasznie mi było wstyd być
                                    taką ‘patologią’ - kiedyś zaprzeczyłam, ale ksiądz uznał to za konfabulację, że
                                    jest aż tak źle że upiększam i jeszcze mnie objechał za kłamaniecrying)

                                    no i już kończę, bo 'cudownie' rozjechałam wątekcrying
                                    • mader1 Re: Kaziu:) 09.06.05, 11:46
                                      pamiętam koleżankę z dzieciństwa. Chodziłyśmy razem z psami. Moja mama nie
                                      zabraniała mi się z nią zadawać, choć była dwa lata starsza, źle się uczyła i w
                                      ich domu kiepsko było, kiepsko. Pamiętam, jak poszłam kiedyś i przebieralyśmy
                                      półzgniłe porzeczki - dostali z warzywniaka. Jej mama to była dobra kobieta,
                                      bardzo bezwolna ( w przeciwieństwie do mojej) i myślała, że tak musi być. Moja
                                      mama pomagała im trochę - trochę, bo sami nie byliśmy zbyt bogaci. Chodziłam do
                                      ogólniaka , jak jeszcze się spotykałyśmy. Jej mama pod wpływem pewnie rozmów z
                                      moją dziarską, rządzącą wszystkim aż za bardzo - wzięła się za siebie. Zeszła z
                                      tego 5 piętra, poszukała pracy ( kiedyś było łatwo). Pamiętam jak się dzieciaki
                                      cieszyły, jak z pierwszych zarobionych pieniędzy miały kupione nowe rzeczy smile
                                      Nie trwało to długo. W pracy upadła , uderzyła głową o schodek. Wstrząs mózgu.
                                      Szpital. Nowotwór. I było jeszcze gorzej.
                                      A teraz. Spotkalyśmy się po wielu latach. Koleżanka ma sklep na dole, wyobrźcie
                                      sobie. Jest zadbana, jej mąż ma firmę - małą ale ma. Sama napisała maturę jako
                                      dorosła, zrobiła kursy księgowe... Dzieciaki w ogólniaku.
                                      Powiedziała coś co do tej pory mam w głowie. O mojej niedoskonałej rodzinie.
                                      Powiedziała, że nieraz było jej bardzo źle. Myślała wtedy co zrobiłaby moja
                                      mama !!!
                                      Nieprzypadkowo światy się przenikają.
                                      • mama_kasia Mader 09.06.05, 12:56
                                        > Powiedziała coś co do tej pory mam w głowie. O mojej niedoskonałej rodzinie.
                                        > Powiedziała, że nieraz było jej bardzo źle. Myślała wtedy co zrobiłaby moja
                                        > mama !!!
                                        > Nieprzypadkowo światy się przenikają.

                                        nieprzypadkowo... i warto o tym pamiętać, gdy do naszych domów
                                        przychodzą dzieci z sąsiedztwa...
                                        aż mi łzy w oczach stanęły
                                      • samboraga Re: Maderku:) 09.06.05, 13:16
                                        ja moich koleżanek od tamtej pory nie spotkałam, a rzeczywiście o nich czasem
                                        myślę
                                        moja mama kiedys mi powiedziała, juz jak byłam dorosła, że czasami widziała
                                        jak 'podkradają' sobie jakieś moje zabawki, czasami książkę ale machała ręką i
                                        nic im wtedy nie mówiła, 'żeby nie spłoszyć' i żeby nie bały sie do nas
                                        przychodzić
                                        to tez ważne żeby takiego dziecka nie zawstydzić, bo ono i tak ma poczucie, 'że
                                        jest gorsze', wyjść z pomocą, ale tak by nie upokorzyć 'dobrymi chęciami' - to
                                        wieka sztuka, Twojej mamie się udało

                                        no i jak grom z jasnego nieba - moja obecna sąsiadka, pani Gienia - niestety,
                                        rodzina nie chce sie mieszać, a my żyjemy obok...
                                        • mader1 Re: Maderku:) 09.06.05, 20:06
                                          moja mama to w ogóle taka kobieta, co dla innych więcej robi niż dla
                                          rodziny.No taki ma dar i już.Na nas nie zwraca takiej dużej uwagi, bo nie
                                          jesteśmy bezbronni jak reszta smile
                                          Ale co najśmieszniejsze, to na tę moją koleżankę też nie zwracała dużej uwagi.
                                          Zachowywała się normalnie, czasem z nią pogadała i parę razy oburzona pobiegła
                                          do jej mamy, żeby ją podnieść na duchu.
                                          Dla porównania poszła kiedyś do innej mojej ubogiej koleżanki ( z dobrej
                                          rodziny) i uczyła jej mamę gotowania oraz pomogła sprzatać jej mieszkanie smile)))
                                          Ale to był przypadek beznadziejny, więc dała sobie spokój smile)))
                                          Upewniam się, że liczy się nie tylko to, co chcemy przekazac, ale też gotowość
                                          przyjęcia naszego słowa.
                                          • samboraga Re: Maderku:) 09.06.05, 22:27
                                            Na nas nie zwraca takiej dużej uwagi, bo nie
                                            > jesteśmy bezbronni jak reszta smile

                                            znaczy łokciami się rozpychasz w zyciu, ha?, no to piękniewink))
                                            • mader1 Re: Maderku:) 10.06.05, 16:38
                                              to znaczy smile,że jestem nie do końca udana , ale poświecie chodzą bardziej
                                              nieudani ode mnie wink))))
                                              • samboraga Re: Maderku:) 10.06.05, 17:20
                                                >moja mama to w ogóle taka kobieta, co dla innych więcej robi niż dla
                                                >rodziny.No taki ma dar i już.Na nas nie zwraca takiej dużej uwagi, bo nie
                                                >jesteśmy bezbronni jak reszta smile

                                                > to znaczy smile,że jestem nie do końca udana , ale poświecie chodzą bardziej
                                                > nieudani ode mnie wink))))

                                                widzisz...zazdroszczę Ci stosunku do mamy....ja o mojej jeszcze nie potrafię
                                                tak powiedzieć, nie potrafię z nia rozmawiać....ja jestem nieudana, bo tamci to
                                                niech sobie nieudani będą, trudno, ale ja!!?!!crying.....

                                                no, mówiąc krótko wiele modlitwy przede mną, tym bardziej, że są rzeczy których
                                                się nie zmieni oraz - i to boli bardziej - są rzeczy, na które zgodzic sie nie
                                                mogę, nawet terazsad((

                                                więc miło mi czytać taka ciepłą ironięwink bo ja w takich przypadkach wpadam w
                                                sarkazmcrying
                                                smile))
                      • samboraga Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 06.06.05, 15:42
                        > Samborago, z tym lataniem na szpilkach do plujacego niemowlecia to niestety
                        > smiem twierdzic powielasz stereotyp. A w ogole to poczytaj sobie forum
                        > wielodzietnych z wyboru, polecam smile

                        podczytuję czasami, bo zawsze chciałam mieć 'wiele' dzieci...i czyatałam też
                        tam kiedyś fantas=tyczny autoironiczny post o 'wielodzietnych' stereotypach

                        ale tak jak pielę grządki w łachach i rękawicach ochronnych, tak i nie
                        przytulałam mojego dziecka karmiąc piersią w opinającej ciało bluzce
                        natomiest w tejże bluzce szłam z moim niemowlęciem na spacer do Zoo-jeżeli
                        tylko wyrabialiśmy się z 'cycem' z powrotem do domu, bo byłoby mi ciężkko
                        karmić w takim wdzianku (jak jechaliśmy na dłużej zakładałam t-shirt i karmiłam
                        gdzie akurat byłam)
                        więc taka wielodzietną, zadbaną mame w parku to sobie jakoś wyobrażam,
                        ale...zwyczajnie przy dziecku, a tym bardziej przy wielu, wygodniej ubierać się
                        w t-shirty, bo cyc, bo zabawa w piaskownicy z drugim od końca, bo nauaka na
                        rowerze trzeciego od końca i te szpilki raczej przeeszkadzają biec za rowerem -
                        a że mama wielodzietna ma ciągle 'kogoś' do 'niańczenia' - to stąd 'nie
                        spodziewam' sie po niej szpilek....
                        chyba że z okazji rocznicy ślubu idzie z mężem do teatrusmile
                        chyba że to tez stereotypwink
                        i to nie tylko wielodzietnychwink

                        no i moja uwaga o naprawdę wielodzietnych które znam - nie znam takiej w której
                        dzieci (wychowane w tejże rodzinie) zakładaja rodziny wielodzietne (ale nie 3
                        dzieci i też mam 3-kę) - a to dla mnie sprawdzian że taka rodzina rzeczywiście
                        rezygnując z pewnych rzeczy (pieniądze i czas nie są z gumy) przekazała cenne
                        wartości, na których rodzicom zależało I KTÓRYCH ŹRÓDŁA UPATRYWALI W
                        WIELODZIETNOŚCI WŁAŚNIE, na tyle cenne, że kontynuowanesmile
    • mader1 A może my jesteśmy nudni ? ;) 06.06.05, 15:50
      Przyszło mi do głowy - a może my jesteśmy po prostu nudni jak flaki z olejem ?
      Może mamy jakieś swoje, specyficzne podejście do atrakcyjności ? wink
      No bo jeżeli dla Samborci( czy dla mnie, przyznam) atrakcyjne jest posiadanie
      dużej ilości dzieci, to jakoś nie po drodze z wieloma osobami wokół.
      Albo to chodzenie do Kościoła, zboru co niedziela - wielka mi atrakcja! Już
      dzieci wiedzą, że to nudne wink
      Albo weźmy na przykład to forum....
      • mama_kasia Re: A może my jesteśmy nudni ? ;) 06.06.05, 15:54
        No nie, mader, ale z forum to już przesadziłaś wink))
        • anndelumester :D 06.06.05, 16:01
          biorąc pod uwagę definicję nudy (czy raczej próby zdefiniowania) to forum nudne
          nie jest wink)
          • sion2 Re: :D 06.06.05, 19:37
            Myślę ze stereotypy tworzą nie ci którzy należą do jakiejś klasy, grupy,
            denominacji itd i ze to nie jest zadna autokreacja. Myslę że wszelkie
            stereotypy, w każdej dziedzinie tworzą osoby czy grupy uprzedzone do grupy o
            jakiej się wypowiadają.

            Sądzę że każdy kto spotka dziesieciu osobnikow należących do jakiejś grupy i na
            podtsawie tego wyciągnie wniosek że tacy właśnie sa wszyscy lub większość
            należący do tej grupy to właśnie taka osoba tworzy stereotypy czyli uprzedza
            siebie samą do innych.

            W mojej miejscowości była impreza dla dzieci na terenie przedszkola prowadzonego
            przez zakonnice. Było b. wesoło i głosno całe popołudnie, przyjechał fajny
            teatrzyk do dzieci, występy itd.
      • pawlinka Re: A może my jesteśmy nudni ? ;) 06.06.05, 22:03
        > Albo weźmy na przykład to forum...
        Mader kochana, czy mogłabyś mi to wyjaśnić na przykładzie, bo nie rozumiemsad
        smile)))
      • a_weasley Nie można wykluczyć 18.06.05, 11:50
        Jeżeli dla Żydów zgorszenie, a dla Greków głupstwo, to równie dobrze dla
        neopogan może być nuda. A już z całą pewnością możemy być uciążliwi - "twarda
        to jest mowa, któż jej słuchać może?".
    • samboraga Ann, a wiesz... 09.06.05, 11:04
      ...może to z tęsknoty?
      tęsknoty za idealnym, czysto chrześcijańskim światem?
      że, wiesz, wychodzisz z kościoła w niedzielę i idziesz do chrześcijańskiego
      kina na chrześcijański film, potem na chrześcijański dzień dziecka i na
      chrześcijańskie lody
      takie średniowieczesmile)) (tu uwaga!, żeby nie było, że stereotypami mówię –
      średniowiecze jako epoka względnej spójności światopoglądowej, a nie po
      marksistowsku ‘wiek ciemnoty’wink

      i z tej tęsknoty powstają właśnie te duplikaty – byleby były, pal sześć formęsad

      więc ‘się tworzy’ równoległe sztuczne światy - nudne, nudniejsze od edycji
      oryginalnych, bo puste treściowo, motywowane jedynie chęcią stworzenia
      duplikatu właśnie i trafiamy na ‘chrześciajańskie’ imprezy - problem w pustce
      tych imprez, bo nie ich treść decyduje o chrześciajńskości, ale napis na kartce
      przy wejściu do ogródka jordanowskiegowink

      i może pytanie nie jest „czy chrześcijanin jest nudny” (albo takowe imprezy),
      ale czy potrzebne są duplikaty imprez z chrześcijaństwem jedynie w szyldzie
      bo jakieś zapotrzebowanie na takie imprezy i taka wizję życia jest – no, ale to
      temat na inna dyskusję, bardziej pod kątem na ile chrześcijanie czują się
      swojsko, a na ile obco w zlaicyzowanym świecie, w którym, nolens volens,
      żyją....

      a ciekawe, że imprezy chrześciajńskie nie tylko z nazwy, ale również z ducha są
      rzeczywiście ciekawe – może dlatego, że w naturalny sposób oparte na Ewangelii:
      - jasełka wystawiane i w przedszkolach, i w teatrach
      - adwentowe zabawy w niektórych parafiach
      - Ziarno – oparte na roku liturgicznym
      wszystko w naturalny sposób trzyma się kupy, a inwencja idzie w uatrakcyjnienie
      przekazu, bo samej treści jest aż nadtowink))

      i to chyba nie tylko sprawa ‘oddolności’ imprez przedszkolnych, że są ciekawe
      i ‘się udają’
      chrześcijańskość imprezy przedszkolnej czy w ogóle chrześcijańskiego
      przedszkola opiera się po prostu na chrześcijańskim fundamencie tresciowym:
      wspólna modlitwa, msza na imprezach, wspólna praca i zabawa osób świeckich i
      duchownych, ‘dzień dobry’ przeplatające się ze ‘szczęść Boże’, kolorowanki z
      Maryją i Jezusem na zmiane z kolorowanką z Kubusiem Puchatkiem, praca
      wychowawczo – edukacyjna oparta tak na roku liturgicznym, jak i na wytycznych
      ministerialnych itd.

      a co chrześcijańskiego jest w panu stojącym na estradzie?

      swoją drogą chętnie bym się wybrałą na prawdziwą, chrześcijańską w treści,
      imprezę masową, może na przykład pt. Zwierzaki św. Franciszka?
      - bo to i święty
      - i postać idealna na bohatera dla dzieci
      - i można dodać ciekawe opowieści, legendy
      - jest tona wierszyków, piosenek o świętym
      - i zwierzaki w roli głównej
      słowem - chrześcijańskich treści od groma, nudne nie jest, wystarczy barwnie i
      ciekawie opakować i powymyslać fajne gry i zabawy

      no i już kończę, bo chrześcijanin nudny nie jest, ale zaczyna przynudzać jak
      odmienia ‘chrześciajński/chrześciajństwo’ przez wszystkie możliwe przypadkiwink))
      • anndelumester Re: Ann, a wiesz... 09.06.05, 11:59
        może, moze masz racje że z tesknoty...a może z potrzeby jakiegoś wyróznienia
        (???) okreslenia się, odkreślenia się od tego innego- złego(???)swiata.
        Tyle, że osobiście uważam, że zycie w enklawie zamkniętej jest pójsciem na
        łatwizne. Bo, pomysl, o ile trudniej, jest zyć "po swojemu" wśród RÓZNYCH
        ludzi. I nie tylko żyć, ale jeszcze przekazać to swoim dzieciom, nie w sposób
        nakazowo zakazowy, ale własnie jako "naturalny" pewnik.

        Ja mam wielkie wątpliwości czy podpisanie czegoś, że jest a priori
        chrześcijańskie, uczyni z tego faktycznei chcrześcijańską sprawę.
        (pomijam tu rzecz jasna wszelkie upolitycznione partie stowarzyszenia itd. bo
        to jest parodia i własnei 100% marketingu pod publiczkę).
        Generalnie wolałabym po prostu dzień dziecka, bez etykietek wink) ale to
        oczywiście bajka ...
        Moje pytanie natomiast dotyczyło bardziej własnie efektów autokreacji i
        narzuconych "standardów" czy coś jest chrześcijańskie /katolickie czy nie.
        • samboraga Re: Ann, a wiesz... 09.06.05, 13:06
          > Tyle, że osobiście uważam, że zycie w enklawie zamkniętej jest pójsciem na
          > łatwizne. Bo, pomysl, o ile trudniej, jest zyć "po swojemu" wśród RÓZNYCH
          > ludzi. I nie tylko żyć, ale jeszcze przekazać to swoim dzieciom, nie w sposób
          > nakazowo zakazowy, ale własnie jako "naturalny" pewnik.

          TEŻ TAK MASZ?smile))
          bo juz myslałam że tylko ja tak 'masochistycznie' okrakiem w kilku światachwink
          no to pozdrawiam naprawdę serdeczniesmile))

          > Moje pytanie natomiast dotyczyło bardziej własnie efektów autokreacji i
          > narzuconych "standardów" czy coś jest chrześcijańskie /katolickie czy nie.

          nooo...i tak je zrozumiałam, ale nie zawsze mam jasność wysławiania sięcrying

          to inaczej:
          moim zdaniem tez nie ma sensu tworzyć 'chrześcijańskiego dnia dziecka' a tworzy
          się jedynie z tej 'tęsknoty' o której pisałam, żeby był 'pełnuy świat
          chrześcijański wokół' (są ludzie którzy chcą organizować, są ludzie którzy chca
          przychodzić)
          więc jeśli już 'trzeba' popełnić ten 'chrześciajański dzień dziecka' to czemu
          tak siermiężnie? - moim zdaniem bo są ludzie którzy jednak myślą że sama
          etykietka wystarczy (dla mnie też niezrozumiałe) i tym motywują to że nie
          trzeba się starać (taki odpowiednik niezaleczonych wągrów - 'Bóg i tak mnie
          kocha, to inni muszą też' - 'my, chrześcijanie, bawimy sie dobrze i bez
          fajerwerków')
          ale - ja po prostu NIE powiedziałabym o tej imprezie że to impreza
          chrześciajńska, równie dobrze mógłby to być 'harcerski dzień dziecka'
          po prostu ta opisana przez Ciebie impreza NA TAKI STATUS moim zdaniem po prostu
          NIE ZASŁUGUJEsad
          to tak jak z marketingiem imprez politycznychsad

          i tak jak nie słucham radia Maryja, tak jak w rozmowach z 'wierzącą
          niepraktyk.' koleżanką odpowiadam że jeden ksiądz dopytujący o szczegóły
          współżycia przed ślubem nie świadczy o poziomie spowiednictwa w katolicyzmie,
          tak dziecku bym zgodnie z prawdą powiedziała, że tutaj jest tez impreza dla
          dzieci, ale źle zorganizowana i wychodzimy
          i ja bym nie żałowała tego wyjścia, a Ty żałujesz?
          czujesz potrzebę pójścia z dzieckiem nie tylko do kościoła i na zabawę w
          przedszkolu, ale i na specjalną chrześciajńską imprezę?
          i jeśli juz - to jak ona miałaby wyglądać?
          bo dla mnie kluczem do 'sukcesu' jest oparcie takiej imprezy na Ewangelii, czy
          w ogóle Biblii, wydarzeniach roku liturgicznego - to co tam wyżej opisałam

          a tak - to kolejna nieudana impreza jak wiele innych i chyba nie odbierałabym
          do siebie, że to znowu 'my chrześciajnie nie umiemy robić ciekawych imprez'
          tzn. ja na takie 'duplikaty' nie chodzę, a te imprezy które duplikatami nie są,
          są i ciekawe i prawdziwuie chrześcijańskie nie tylko z nazwy - więc i moje
          samopoczucie jako chrześcijanki nie ulega szwankowiwink

          słowem - moim zdaniem pytanie 'dlaczego takie brzydkie' jest nie od tej strony
          problemu, bo problem - moim zdaniem - w tym by chrześcijanie 'nie potrzebowali'
          duplikatów, substytutów, tylko czerpali sobie ze świata (patrz Smoki i innismile) -
          a wtedy mogą wybrać imprezę wesołą i fajną, a nie nudną i brzydką, bo jednych
          i drugich mają do woli w świecie zlaicyzowanym teżwink))
          ale ja oczywiście też 'o bajce'...
          • mama_kasia Re: Ann, a wiesz... 09.06.05, 13:38
            U nas kiedyś przy kościele zorganizowano festyn(?) Taki właśnie dosyć
            kiepściutki. Chyba przy okazji Dnia Dziecka. Pomysły były może i fajne, ale
            wszystko jakoś tak ubożuchno oferowane. Teraz pytanie: po co? Nie po to,
            aby było to konkurencją dla innych imprez w mieście, nie po to, aby było
            z nazwy chrześcijańskie (bo takiej nazwy nie było), ale po to, by bardziej
            zintegrować parafian wokół kościoła. Ludzi przyszło naprawdę sporo (byłam
            zaskoczona), więc potrzeba chyba jest. Mam takie wrażenie jednak, że im
            coś bardziej jest organizowane przez księdza, parafię, instytucje
            chrześcijańskie itp., tym bardziej musi to być dopracowane i takie, że
            "mucha nie siada" (podobnie z tym atrakcyjnym wyglądem chrześcijanki,
            o którym pisałam wink). Właśnie po to, aby nie było gadania tych, którzy
            na kościół narzekają z zasady i po to, by im pokazać, że to, co kościelne
            właśnie nie musi być nudne.
            Czy to bajka? ... Może nie...
            Przy okazji pomysł ze św.Franciszkiem godny przemyślenia. Może u naszych
            franciszkanów w przyszłym roku... Tylko kto to zrobi profesjonalnie?
            • samboraga Re: Ann, a wiesz... 09.06.05, 13:56
              > Przy okazji pomysł ze św.Franciszkiem godny przemyślenia. Może u naszych
              > franciszkanów w przyszłym roku... Tylko kto to zrobi profesjonalnie?
              sami franciszkanie i rodzice dzieci - my tez tak robimy w naszym przedszkolu i
              nie narzekam, bo to nie chodzi o ilość wydanej na przygotowanie kasy, ale żeby
              dzieci sie nie nudziły (skoro to impreza dla nich)
              ja tez się nie lubię nudzic jak impreza jest dla mniewink

              a na czym wobec tego polegała 'kiepskość' festynu?
              dzieci dobrze się bawiły?
              bo to nie jest tak że to moje dziecko to juz takie rozumy zjadło, że co nie
              zaproponować to 'ale nuuuuudaaaaa'wink

              i myślę, że mówimy o dwóch rzeczach

              przypomnij sobie Ziarno i pomyśl, że zmieniają formułę programu: na krzesełkach
              siedzi pani, sidzi ksiądz, siedzą dzieci i po kolei czytają z kartki o
              świętowaniu Zesłania Ducha Św. w domu i w kościele, a potem wszyscy mówią 'do
              widzenia' i program się kończy - fajne?, bo dla mnie brrrrrrrrrr
              to już ciekawiej w kościele na kazaniu z tej okazjiwink))
              i to w tym rzeczsmile

              acha, i kto festyn organizował? kościół? franciszkanie? bo coś nie wierzę żeby
              wobec tego zabawy nie nawiązywały przynajmniej częściowo do 'religii' (tak
              skrótowo nazwę) - czyli to by potwierdzało, moją tezę o 'kluczu', ale może
              szukam potwierdzeniawink - ale widzisz, ja napisałm że takie właśnie (i za to)
              takie imprezy cenię
              Mamo-Kasiu, napisz bo jestem ciekawa!
              • mama_kasia Re: Ann, a wiesz... 09.06.05, 14:44
                Imprezę organizowali nasi franciszkanie i młodzież oazowa.
                Był nieśmiertelny ogon przyczepiany Kłapouchemu, był konkurs
                na piosenkę, śpiewaną oczywiście przez mikrofon tak, by
                wszyscy słyszeli, były jakieś konkursy sportowe, tańce,
                jakieś pląsy - dla tych, co lubią poszaleć przy muzyce.
                Było sprzedawne cisato domowej roboty i napoje i jeszcze
                licytacja obrazków dziecięcych malowanych na szkle (mojej roboty wink)).
                Aaa, przypomniałam sobie, że dochód był przeznaczony na rekolekcje dla oazy.
                Nie było żadnego nawiązania do religii.
                > a na czym wobec tego polegała 'kiepskość' festynu?
                > dzieci dobrze się bawiły?
                No właśnie, dzieci chyba dobrze się bawiły. Było głośno, wesoło.
                Tylko dla mnie tak trochę zbyt chaotycznie. Ja to lubię jak coś
                jest też ładne w formie. Np. jeśli są konkursy, to niech je coś
                łączy, powiedzmy że kraina bajki, czy św.Franciszka. Jeśli
                sprzedajemy ciasto, to niech pojawią się kolorowe serwetki.
                Jak jest konkurs piosenki, czy licytacja, to niech to ktoś "z jajem"
                poprowadzi. Jak licytują obrazki, to niech one będą warte tej licytacji wink))
                To tak, jak z książką dla dzieci. Myślę, że nie tylko treść jest
                ważna, ale i ilustracje.
                • mader1 Re: Ann, a wiesz... 09.06.05, 14:56
                  Ale to można dopracować ! smile
                  • mama_kasia Re: Ann, a wiesz... 09.06.05, 15:04
                    Jak najbardziej smile
                • samboraga Re: Ann, a wiesz... 09.06.05, 15:54
                  > Nie było żadnego nawiązania do religii.
                  było:
                  - organizowała i była na miejscu młodzież oazowa - zaangażowana i chcąca się
                  bawić,
                  - gdzieniegdzie przechadzali się ojcowie franciszkanie, przyglądający sie z
                  uśmiechem i rozradowanymi oczami zabawom dzieciaków
                  - impreza przypuszczam była na jakimś placu przyklasztornym,
                  - jeżeli nie było nawet mszy 'w intencji' to pewnie było ogłoszenie parafialne
                  a festyn zaczął się pewnie po mszy
                  - możliwe, że na początku była modlitwa albo błogosławieństwo
                  - celem festynu były fundusze na rekolekcje

                  > No właśnie, dzieci chyba dobrze się bawiły. Było głośno, wesoło.
                  > Tylko dla mnie tak trochę zbyt chaotycznie. Ja to lubię jak coś
                  > jest też ładne w formie. Np. jeśli są konkursy, to niech je coś
                  > łączy, powiedzmy że kraina bajki, czy św.Franciszka. Jeśli
                  > sprzedajemy ciasto, to niech pojawią się kolorowe serwetki.
                  > Jak jest konkurs piosenki, czy licytacja, to niech to ktoś "z jajem"
                  > poprowadzi. Jak licytują obrazki, to niech one będą warte tej licytacji wink))
                  > To tak, jak z książką dla dzieci. Myślę, że nie tylko treść jest
                  > ważna, ale i ilustracje.

                  czyli się udało, a jak piszesz poniżej - za rok mozna poprawićsmile

                  Ja to lubię jak coś
                  > jest też ładne w formie. Np. jeśli są konkursy, to niech je coś
                  > łączy, powiedzmy że kraina bajki, czy św.Franciszka. Jeśli
                  > sprzedajemy ciasto, to niech pojawią się kolorowe serwetki.
                  > Jak jest konkurs piosenki, czy licytacja, to niech to ktoś "z jajem"
                  > poprowadzi.
                  ja właśnie też tak lubięsmile))
            • pawlinka Kasiu! 09.06.05, 14:07
              coś Ci skrobnęłam na priv...
          • mader1 Re: Ann, a wiesz... 09.06.05, 14:54
            mamy być "solą ziemi". Idealem byłoby więc być z innymi, uczestniczyć w życiu
            tego świata po to, żeby dawać świadectwo.Ale nie dajemy sad
            Czyli co ? Współorganizować zwykły festyn i włożyc tam elementy
            chrześcijańskie, napisać normalną książkę i przemycić w niej chrześcijańskie
            wartości.... Ale za festyny ktoś płaci. Wtedy dlaczego niby uwzględniać tylko
            chrześcijan, są też inni wśród nas....
            Dzień Dziecka organizowany przez parafię jako jeden z festynów to dobry pomysł.
            O ile daje świadectwo. Może się zdarzyć, że parafia nie ma dość chętnych do
            pracy przy takim dniu, że nie ma dość pieniędzy , by opłacić, kupić. W naszej
            nowopowstałej parafii po proceji Bożego Ciała proboszcz ogłosił taki Dzień
            Dziecka na jaki było Go stać - w dzień wolny przed Dniem Dziecka była wycieczka
            rowerowa - przyszły dzieci, rodzice, podbno było fajnie.A w sam Dzień Dziecka
            msza specjalnie dla dzieci i w ich intencji i cukierki.
            Tak po chrześcijańsku. Nie było nudno. Może to głupie, ale gdyby we wszystkich
            parafiach z okazji Dnia Dziecka robiono takie wycieczki rowerowe zakończone
            jakimś piknikiem niedaleko ( coby mogły mamusie z wózkami doczłapać) -
            piknikiem na trawie z przyniesionych produktów. I księża i katechetki, i
            pożyczenie rowerów możnaby zorganizować.
            U sióstr w przedszkolu jedna z zabaw na pikniku z okazji Dnia Dziecka wyglądała
            tak:
            Rodzice naprzemian z dziećmi siadali w dużym kole. Zaczynało wybrane dziecko.
            Wskazywało na osobę i mówiło " Przyjdź do mnie.... ( i tu nazwa zwierzęcia lub
            przedmiotu np. piłką albo żabą)". I osoba wskazana miała przyjść przez środek
            koła do tego dziecka naśladując wybraną rzecz lub zwierzę. Zamieniali się
            miejscami i teraz ona z kolei wskazywała i prosiła. Ile mieliśmy śmiechu !
            Jak taka mama miała przyjść " wilkiem" ( szła wyszczrając zęby i porykującsmile))
            a jeden ojciec miał przyjść.... "gumą do żucia" smile))))
            Było też podrzucanie na takiej płachcie - ja byłam podrzucana między innymi.
            Ale po co to piszę ? Bo na takim chrześcijańskim festynie nie wszystkie zabawy
            muszą nawiązywać do Biblii czy świętych. Myślę, że jak taki festyn zacznie się
            krotką, ładną mszą, ozdobi piosenkami religijnymi, albo zakończy jakimś
            pięknym, chrześcijańskim tekstem, to można robić różne wesołe rzeczy.Kochać
            się, spędzać razem czas, poznawać i to będzie bardzo chrześcijańskie.
            • mama_kasia Re: Ann, a wiesz... 09.06.05, 15:14
              Jeszcze jedna rzeczy przychodzi mi do głowy. U nas
              taki festyn był tylko raz... Tak już mam, że jak coś
              zaczynać, to sytematycznie. Jeśli już z festynami zaczynamy, to kontynuacja
              jest ważna.
              > Dzień Dziecka organizowany przez parafię jako jeden z festynów to dobry pomysł.
              >
              > O ile daje świadectwo.
              Ale jakie świadectwo? I czy świadectwo właśnie poprzez choć niewielkie
              treści chrześcijańskie? Czy można się bez tego obejść?
              Myślę, że sama zabawa, dobra, radosna zabawa, bez tych religijnych
              dodatków też wystarczy. Ona i tak zawsze będzie chreścijańska, bo
              organizowana przez księży, siostry, oazę itd.

              U nas była wycieczka rowerowa, ale cóż dla scholki sad Był też mecz
              scholka - ministranci. Mógł przyjść, kto chciał, były zapraszane inne dzieci
              ale znowu, to jednak było dla nich (już o tym rozmawialiśmy przy okazji wspólnot).
              To wszystko co prawda nie na Dzień Dziecka, a tak bez okazji.
              • samboraga Re: Ann, a wiesz... 09.06.05, 15:41
                Biblia i święci, a nawet 'religia' to miało być hasło....no, ale takie są uroki
                komunikacji internetowej...wink))

                bo właśnie wszystko o czym piszecie to jest 'nawiązanie do religii': i jak sie
                zbiera na wyjazd dla oazy, i jak młodzież z oazy konferansuje, i jak nie ma
                konkursów 'o tematyce religijnej', ale po placyku gdzie jest festyn chodzą
                uśmiechnięci księża i siostry/bracia zakonne/i i co chwila słychać 'dzień
                dobry'na przemian ze 'szczęść Boże', jak siostra staje na bramce naprędce
                zorganizowanego meczu - powstaje taki wyczuwalny mikroklimat wspólnoty
                świeckich i duchownych, a także samych parafian czy w ogóle ludzi którzy
                przyszli się bawić i juz samo to nadaje 'chrześcijańskości' imprezie....
                (przypuszczam, że tego zabrakło Ann - choć wiedzieć nie mogęwink
                nie wiem dlaczego w tym wszystkim nie widzicie treści chrześcijańskich?

                a że raz tej 'chrześciajańskości' nadaje i msza, i konkurs o św. Franciszku, i
                konkurs piosenki religijnej, i przedstawienie jakiejs historii biblijnej przez
                młodzież oazową, tak, że na 'zwykłe=świeckie' zabawy juz nie starcza czasu, a i
                tak jest kupa śmiechu, a innym razem poza wspólną modlitwą przed ferstynem i
                placykiem przed kościołem, na którym jest on zorganizowany nie ma
                żadnych 'treści chrześcijańskich', albo jest 'tylko' modlitwa przed wspólna z
                siostrą wycieczką rowerową - to zupełnie nie przeszkadza, żeby były 'równie
                chrześcijańskie w treści'...

                Ona i tak zawsze będzie chreścijańska, bo
                > organizowana przez księży, siostry, oazę itd.
                o, nie, samo 'organizowanie przez' nie wystarczy, bo ten ksiądz czy te
                siostry/bracia 'muszą' do tego na festyn przyjść i tez się dobrze! bawićwink
                • mama_kasia Re: Ann, a wiesz... 09.06.05, 15:50
                  > nie wiem dlaczego w tym wszystkim nie widzicie treści chrześcijańskich?
                  Jak to nie widzimy smile))
                  No właśnie tak to widzę, jak piszesz smile)
                  > o, nie, samo 'organizowanie przez' nie wystarczy, bo ten ksiądz czy te
                  > siostry/bracia 'muszą' do tego na festyn przyjść i tez się dobrze! bawićwink
                  Jak najbardziej smile W założeniu miałam, że przychodzą wink))
                  • mader1 Re: Ann, a wiesz... 09.06.05, 16:19
                    Jak tonie widzimy smile)))
                    Widzimy smile))))
                    • mader1 Re:miało być 09.06.05, 21:11
                      miało być " to nie widzimy" a wyszło " tonie", przepraszam, wygląda na głupi
                      dowcip.
                      • samboraga Re:miało być 09.06.05, 22:40
                        > miało być " to nie widzimy" a wyszło " tonie", przepraszam, wygląda na głupi
                        > dowcip.
                        uuuuu, kardynalny błąd, cofasz się o trzy pola do tyłu (chyba za duzo dziś
                        grałam w gry planszowewink

                        ale miałam jeszcze Was spytać co robimy z panem konferansjerem, który popsuł
                        Ann wieczór w Dzień Dzieckawink)
                        proponuję następujące nawiazania religijne do 'treści chrześcijańskich':
                        - listek figowy (= karteczka na płocie z informacja o imprezie)

                        no, wiem, złośliwa jestem...już lece wypróbować klęcznik....
      • a_weasley Re: Ann, a wiesz... 17.06.05, 21:34
        To niestety na razie teoria. Dzieci, o których myślę, jeszcze nie są nawet
        poczęte. W imieniu własnym i mojej naraziecywilnej roszę wszystkich o modlitwę,
        żeby się poczęły i szczęśliwie przyszły na świat.
        Myślimy w każdym razie i rozmawiamy wiele o tym, jak wychowywać po
        chrześcijańsku w świecie dyktatu postpogaństwa.

        Samboraga napisała:

        > kina na chrześcijański film, potem na chrześcijański dzień dziecka i na
        > chrześcijańskie lody

        Tak to nie. Ale:
        - idziemy całą rodziną na nabożeństwo - raz katolickie, raz ewangelickie, a
        jeśli dzieci jeszcze zbyt małe - po prostu zachodzimy do kościoła, w którym
        akurat nie odprawia się msza
        - idziemy do kina na film, o którym wcześniej zrobiłem rozeznanie, że nie
        zawiera przekazu, który dla mnie jako ojca małego chrześcijanina jest nie do
        przyjęcia;
        - nie idziemy do supermarketu
        - jeżeli jest okazja, wybieramy się na imprezę lub w miejsce, które pomoże
        rodzicom w interesujący sposób, w miarę możliwości niejawnie, sprzedać dzieciom
        coś, co uważamy za wartościowe.

        > takie średniowieczesmile)) (tu uwaga!, żeby nie było, że stereotypami mówię –
        > ;
        > średniowiecze jako epoka względnej spójności światopoglądowej, a nie po
        > marksistowsku ‘wiek ciemnoty’wink

        Średniowieczni to byli wbrew pozorom bardzo rozrywkowi ludzie.

        > - jasełka wystawiane i w przedszkolach, i w teatrach
        > - adwentowe zabawy w niektórych parafiach
        > - Ziarno – oparte na roku liturgicznym
        > wszystko w naturalny sposób trzyma się kupy, a inwencja idzie w
        uatrakcyjnienie
        >
        > przekazu, bo samej treści jest aż nadtowink))

        I MSZ to w zupełności wystarcza.
        • samboraga Re: Ann, a wiesz... 17.06.05, 21:43
          no to życzę owocnej praktyki - ale to musisz jeszcze cierpliwie poczekać jakieś
          4 lata (z moich doświadczeń - dopiero 3 latki nadają się do zaprowadzenia do
          kinasmile
          co do modlitwy - ok
    • pawlinka Re: czy chcrześcijanin musi być nudny? ;-) 10.06.05, 09:38
      Myślę o jeszcze jednej kwestii: kiczu ogólnie rozumianego, dla nas często nuda
      może być ekwiwalwentem kiczowatości, amatorszczyzny i td. Próbuję sobie
      przyomnieć festyny z dzieciństwa, mało tego było. Może np.: odpusty, kiczowate
      zabawki, wata cukrowa "ciepłe lody", kolory jakieś okrutne. Pamiętacie? Raz do
      roku te cuda się widziało i co, chyba dzieci były zachwycone, sama w sobie
      atrakcja. Teraz tandeta jest wszędzie, więc nie ma na co czekać. Telewizja
      pokazuje imprezy masowe pod chmurką i winduje poziom: Torbicka jako prowadząca,
      kilka zespołów znanych i na topie, fajerwerki i 1000 pomysłów jak uatrakcyjnić.
      I co się dzieje? Organizator na prowincji może czuć się, że nie zadowoli, bo co
      on może: orkiestra dęta, wóz stażacki to najlepsze atrakcje.
      Ale moze dla dzieci to właśnie jest superatrakcyjne? To zapamiętają? Co
      oczywiście nie znaczy, że impreza na być zupełny spontan i niedopracowana. Ale
      właśnie zaczyna to się robić, ja to dostrzegam. Prawie każde osiedle zaczyna w
      czerwcu wychodzić na ulice i coś tam prezentować, przy wielu kościołach też są
      festyny. Słyszałam o mieszkańcach bloku, którzy w Wigilię spotykają się przy
      wspólnej choince, przynoszą ciasto i śpewają kolędy. To jest fajne. Albo
      zamknąć mała uliczkę osiedlową i wynieść stoły, upiec ciasto, kogoś tam
      zaprosić i sie spotkać.
      Ale to od nas zależy przecież: te serwetki, dowcipny konferansjer...ale bronię
      prawa do kiczu, on też musi być, ale rozsądnie, rozsądnie dawkowany...A gdyby
      tak proboszcz z radą osiedla razem coś zorganizowali? Proboszcz wie, ze na
      terenie parafii mieszka pan, który ma niezłą kolekcję talerzy i pani
      wychowawczyni z przedszkola i może zająć sie maluchami. Impreza w kilku
      miejscach, zeby nie było chaosu...
      My jeździmy na PAradę Smoków, już drugi raz byliśmy, fajna impreza. Wracamy
      potem na naszą prowincje, lekko zazdrośni, ze u nas nie tak fajnie. Trudnosmile
      Za rok znów pojedziemysmile
      Aha, krakowianki: czy widowisko wieczorne w zakolu Wisły się odbyło? W tamtym
      roku byliśmy zachwyceni, a w tym - pogoda nas przegoniła.
      PS.
      Mój synek jutro obchodzi swoje lutowe urodzinki. Obiecaliśmy mu, ze jak będzie
      ciepło, zaprosimy całą przedszkolną grupę do naszego ogrodu, bo w domku miejsca
      niewiele. Od kilkunastu dni żyjemy tą imprezą, przygotowujemy się: mąż wyrabia
      mieczesmile, ja lepię korony i budujemy zamek, zabawy wymyślone, a tu...pogoda bo
      bani.
      Proszę, westchnijcie za nami, żeby chociaż nie padało i nie było za zimno!!!
      A jak nie bedzie ciepło-to wynosimy meble i też będzie fajnie.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja