marzek2
20.06.05, 16:33
Mam dołek

Sam znowu dostał gorączki, nagle, szybko przyszła, szybko poszła. Teraz jest ok.
Znaczy NIE jest ok, bo nadal nie znamy przyczyny tych epizodów gorączkowych!
I teraz o co chodzi - gdzie przebiega granica między zaufaniem Bogu a
beztroską... Mąż mówi, żeby dać spokój, że może będzie chory a potem
wyzdrowieje, albo Pan Bóg go uzdrowi... Ale gdyby miała takie podejście w
stosunku do Zuzy, to miałaby już zniszczone nerki, gdybyśmy zaniechali
szukania, "bo taka jej uroda i tyle", niewykryty refluks moczowodowy to
niszczyciel nerek
Czy modlitwa zwalnia mnie od szukania przyczyny? Mam wrażenie że zależy mi na
wykryciu przyczyny wiele razy bardziej niż lekarzom i to mnie bardzo przygnębia
Jak mogę zostawić moje dziecko bez diagnozy, gdy może to być coś
niebezpiecznego i przez moje beztroskie podejście mu zaszkodzę?
Czy przesadzam? Postawcie mnie do pionu albo co. Jak rozmawiam z mężem, to
gryzę się w język, żeby nie powiedzieć "nic nie rozumiesz, bo nie jesteś
matką!". On tak tego nie przyżywa, może bardziej ufa, może nie przeżywa tak
jak bym chciała... To ja jeżdżę do lekarzy, piszę posty, pytam, szukam, a on
mówi "zaufaj Bogu" - i taki w tym jego udział