Dodaj do ulubionych

My i nasze dzieci już niedługo - parę pytanek

22.06.05, 11:36
1. Jakie będziecie mieć nastawienie do "chodzenia" Waszych dzieci z kimś
innym? Ja swoje wyraziłam trochę off topic w wątku Mader o błyszczykach itp,
polecam lekturę smile Czy będziecie pozwalać, czy raczej tłumaczyć, że za
wcześnie? Czy uważacie, że "chodzenie" to dobry "trening" przed wyborem tej
właściwej osoby, czy raczej niepotrzebne zranienia, że lepiej chodzić jak się
już jest gotowym do ewentualnego wyjścia za mąż?

2. Odnośnie wątku Mader o gościnie - czy uważacie, że rodzice zawsze mają
prawo wychowywać dzieci? Nawet jak są dorosłe, już na swoim? Czy tak naprawdę
właściwa jest postawa "zawsze będziesz moją małą córeczką/synkiem? Przejawiają
ją tak często nasi rodzice, czy myślicie że będziecie robić tak samo? Czy nie
właściwsze jest jednak przejście na relacje partnerskie kiedy dziecko już
dawno dorosło (jeśli ich wcześniej nie było)?
Obserwuj wątek
    • mader1 Re: My i nasze dzieci już niedługo - parę pytanek 22.06.05, 12:00
      Nie jestem idealną matką. Od razu piszę.
      1. Uważam i nawet to powiedziałam już mojej córce - że chodzenie, sympatia jest
      po to, żeby dojrzeć. Zeby nauczyć się drugiego człowieka. Żeby nauczyć się
      rozpoznawać, czego naprawdę się chce.Rany są potrzebne.
      Mam pewien kłopot - chłopiec, z ktorym się spotyka( częściej niż z innymi
      kolegami) moja corka wcale mi się nie podoba. Z drugiej strony nie jest jakiś
      niebezpieczny, więc nie można interweniować.
      Jestem szczera - więc powiedziałam jej to i powiedziałam jej dlaczego.Uważam,
      że tak jest uczciwie - nie chciałabym udawać zachwyconą. Chcę, że jeżeli mi się
      zwierza, żeby wiedziała.
      2. Uważam i będę do tego dąrzyła - że rodzic może zwrócić uwagę, zabrać głos
      tylko w sytuacjach ekstremalnych, zupełnie wyjątkowo, dorosłej już osobie. Od
      kiedy wychowuję dziecko w wieku lat nastu nagle zauważylam, że milczenie Boga
      ( na które tak się buntowałam), jest przejawem przeogromnej miłości i zaufania.
      Milczeć jak probuje, milczeć jak robi błędy, milczeć, jak jest niezdarne....
      Czasem jest bardzo trudno - zwłaszcza gdy wiem, że niepotrzebnie się szarpie.
      Bardzo nad tym pracuję. Nad milczeniem.
    • mama_kasia Re: My i nasze dzieci już niedługo - parę pytanek 22.06.05, 12:11
      Na pierwsze pytanie jeszcze nie umiem odpowiedzieć wink
      Czy tak naprawdę
      > właściwa jest postawa "zawsze będziesz moją małą córeczką/synkiem?
      Jakoś z tym na razie problemu nie mam. Jakoś potrafię patrzeć na nie z boku.
      Nie zawsze, ale potrafię. Zadziwia mnie, że one w naszym domu są smile
      Dla mnie zawsze będą moimi dziećmi, ale nie zawsze małymi. W którymś
      momencie będę ich starą mamą (mam w każdym razie taką nadzieję),
      ale nie partnerką. Mama to coś więcej, a wychowywanie to nie tylko
      zakazy, nakazy, nagrody, mówienie, jak trzeba postępować. To uczenie
      miłości, to dawanie miłości. "Wychowywanie jest przede wszystkim
      obdarzaniem człowieczeństwem - obdarzaniem dwustronnym". Czy to się
      kiedyś kończy smile ?
      Ale jak to będzie w parktyce wink) ...

    • samboraga Re: My i nasze dzieci już niedługo - parę pytanek 22.06.05, 12:33
      1. Marzku, trochę właśnie 'w błyszczykach rozmawiałyśmysmile

      mnie akurat wychowywano na 'grzeczną dziewczynkę' czerwieniełam się rozmawiając
      z kolegami jeszcze na studiach, a tekst mojej ciotki że jestem "dobrze ułożona"
      (to miał być komplement - zabrzmiało jak o pudlu, brrr...) dotąd powoduje moją
      niemą wściekłość i bunt
      ale mam syna a on ma koleżanki, ale...o przedszkolu rozmawiałyśmy a póki co
      maja wyobaźnia dalej nie sięgawink)

      2. ja chętnie posłucham - gdy sama mam wątpliwości w jakiejś sprawie, a
      przecież czasami mam - zdania rodziców czy teściów, ale nie wtedy gdy są one w
      pakiuecie obowiązkowym naszych wzajemnych kontaktówwink)
      ale najgorsze są nieczyste, zakamuflowane relacje tj. pozornie partnerskie 'ja
      tylko mówie swoje zdanie' a w podtekście wiadomo, trzeba przyjąc i wyrazić
      wdzięcznośćcrying(
      bo myślę że 'duchowych' sprawach to rodzice powinni móc jeszcze dziecko wiele
      nauczyć tzn. powinni być duchowo 'mocniejsi od dziecka, nawet dorosłego'
      (nie wiem jak to napisać, żeby nie wyszło że chodzi mi wzrost religijności -
      raczej o siłę wewnętrzną jaka płynie z pokonywania trudnośći, z doświadczania
      kolejnych prób a tych rodzice suiłą rzeczy mają zawsze wiecej - o ile tylko
      przejdą przez nie mądrze i nie zgorzkniejącrying - ale to powrót do 'gościny'
      Madersmile
      bo w kwestiach 'jak sie robi zdjęcia cyfrówką' to może byc i tak że
      to 'dziecko' będzie wiedziało lepiej
      • verdana Re: My i nasze dzieci już niedługo - parę pytanek 22.06.05, 12:44
        Ja będę chyba bardziej konserwatywna...
        "Chodzenie ze sobą" bardzo mlodych nastolatków - tak poniżej 14 roku zycia
        wzbudza we mnie pewne opory. To okres, kiedy młodziez jest niezwykle niestała, a
        zarazem podatna na wpływy. Nie wydaje mi się, aby dobrze na dziecko wpływało
        stałe "chodzenie" z kim innym, bo w tym wieku zmienia sie wielką miłość co trzy
        tygodnie. Chyba daje to niezbyt dobre doswiadczenia na przyszłość - stale
        porzucany chłopak czy dziewczyna traci pewność siebie. Przy starszej mlodziezy
        spotkania i chodzenie ze sobą są naturalnym elementem zdobywania doświadczenia.
        Ja mam dwoje dorosłych dzieci. Myslę, że na wychowanie jest o wiele za późno.
        Oczywiscie, że są moimi dziećmi, to się nie zmieni. Ale wychowywać musza się już
        sami. Nie oznacza to, że nie zwróce im uwagi i przestanę czegokolwiek wymagać -
        ale raczej w taki sposób, jak zdarza mi sie zwrócić uwagę mężowi i czegoś od
        niego wymagać. A nie tak, jak wymagam od dzieci.
        • mader1 Re: My i nasze dzieci już niedługo - parę pytanek 22.06.05, 13:31
          Wiadomo, że my byśmy chcieli trochę później.
          Ale po pierwsze co to jest " chodzenie" ?
          No bo konkretnie - ma taka dziewczyna 13-14 lat. Widzisz, że coraz częściej
          pojawia się w domu jeden chłopiec.Nie widziałaś ich całujących się, nic z tych
          rzeczy. Ale widzisz, że coraz częściej wracają razem ze szkoły... Dzwoni. Twoja
          córka mówi o nim coraz więcej. To trwa. Rozmawiasz z Nią. I co ? Przerywasz to
          jakoś, zabraniasz się spotykać w ogóle, wracać razem, dzwonić do siebie ? Bo ?
      • mader1 Re: My i nasze dzieci już niedługo - parę pytanek 22.06.05, 12:45
        Tak bardzo chciałabym być dla nich takim "mocnym" punktem, jakby coś się złego
        działo - kimś z ludzi na kim możnaby myśl zawiesić ,jak wokół się wali.
        Czasem jak ktoś po prostu jest, obok, nie mówi za dużo ( chyba, że - dasz
        radęsmile)), pogłaszcze - to jest skarb.
        Ale.... taki jest Bóg.
    • tarba Re: My i nasze dzieci już niedługo - parę pytanek 22.06.05, 12:43
      1.Pozwalam i nie mam raczej wątpliwości że to właśnie dobry trening ale pod
      warunkiem że jest z kim to przegadać. Ja próbuję rozmawiać i nie oceniać uczuć
      tylko je pokazać i niestety bardzo się o mojego nastolatka boję ale przecież on
      nie nauczy się z moich doswiadczeń i tak naprawdę nie ochronie go przed
      zranieniem. Czy to że opóźnimy czas "chodzenia" gwarantuje że trafią na
      właściwego człowieka?
      2.Tak sobie myslę że to nie jest tak że jak dziecko kończy 18 lat to hop siup
      kończymy wychowywać a zaczynamy "towarzyszyć" mu w życiu-to jest długi proces a
      tak na moje oko zaczyna się wtedy gdy po raz pierwszy pozwalasz mu wybrać co
      chce na siebie włożyć, potem dajesz mu możliwość innych wyborów, potem tylko się
      przyglądasz komentując czasami, a potem już nie wymagasz żeby odnosiło się do
      twoich komentarzy.
      Moi rodzice często komentują to co robię i ja tego nawet słucham ale decyzja
      jest moja i chciałabym żeby moje dzieci też brały pod uwagę moje zdanie ale
      umiały podjąć decyzję SAME
    • mader1 Re: My i nasze dzieci już niedługo - parę pytanek 23.06.05, 15:08
      Mój mąż zaraz wejdzie, pomyśli, że się uzależniłam, ale trudno....
      Bo jakoś krótko ten temat Marzek potraktowałam, wyjeżdżam, a przecież duuuużo z
      mężem ostatnio o tym rozmawialiśmy.
      Jak to było ?
      Moje córki owszem, całe swoje życie króciótkie mają powodzenie. A to jakieś
      pierścioneczki z przedszkola znosiły, a to chłopcy wyznawali im, że się ożenią
      z nimi. Zawsze, zawsze gdzie i kiedy mogłam starałam się mówić, że to fajnie,
      że koledzy je tak LUBIĄ. " Mamo, a jak on mnie kocha to co ? Tak mówi. - To
      znaczy, że bardzo, bardzo cię lubi, podobasz mu się bardziej niz inne
      dziewczynki." I dalej oczywiście w tym stylu - mówiłam córci, że bardzo go lubi
      i pytałam dlaczego. Okazywało się, że świetnie się z nim bawi czy gada, czy
      stoją razem w parze, a on jej nie dokucza. "To bardzo miły chłopiec, nie dziwię
      się, że go tak bardzo lubisz". Ale jak się wyrwało kocham to nie krzyczałam smile
      jeno naprowadzałam smile Zabraniałam też mówić tak głupio ciociom i wujkom o
      narzeczonych. Pamiętałam ze swojego dzieciństwa, że ja lubiłam się z kimś
      ścigać, albo wracać ze szkoły - a tu od razu narzeczony. I wszystko robiło się
      takie głupie, brudne, przykre....
      To się udawało.
      Uważam ( choć mi się ten "chłopak" starszej nie podobasmile)), że chyba się udaje
      nadal. Bo uważam, że problem jest wtedy, gdy dziewczyna "musi" mieć chłopaka,
      gdy szuka go na siłę, umawia się, że "od teraz" chodzą.
      Podrywa kogoś, bo jej się "podoba".
      Natomiast wobec tego, co działo się w przypadku starszej córki, byłam bezradna.
      Bo oni najpierw częsciej rozmawiali, jechali na rowery - na 2 godz., czasem
      parę osób, częściej niż inni się odwiedzali. I teraz są w sobie zakochani. Ale
      to działo się jakoś tak normalnie, stopniowo. Są kolegami czy "parą" ?
      Była pewna burza w domu, którą bardzo przeżyłam - kiedy powiedzieliśmy im, że
      mają się tak samo spotykać z innymi koleżankami i kolegami, jak dotąd , nie
      spóźniać, przestrzegać pewnych zasad. Rozmawialiśmy o szacunku i takich tam...
      co wiecie. Jej kolega siedział trusia.
      Czego ja się nauczyłam po swoim pierwszym "chłopcu" - raz się pocalowaliśmy,
      takie to było chodzenie.... Rozstanie bolało.
      Ale.... nauczyłam się, że miłość nie bierze się " znikąd" - jeżeli się z
      człowiekiem coraz bardziej zbliżasz, podoba ci się - pokochasz go. Przydało mi
      się to w moim małżeństwie - jak były pokusy.
      Nie jest powiedziane, że takiego kolegę spotka się w wieku 15 lat. Czasem wcale
      nie.CZasem jak się ma 18, 19, 20. Jest w tym chyba też jakaś Wola Boża, jakaś
      współpraca z naszym charakterem, zadaniami w życiu - jednym jest potrzebna ta
      jedna , jedyna miłość tylko i doceniają ją, umieją postępować. Inni muszą
      popróbować, nauczyć się....
      Jest tylko jedno, trudne dla nas dla zaakceptowania niebezpieczeństwo. Im
      człowiek młodszy, a do tego jeszcze odpowiedzialny, tym ufniejszy. Pcha się w
      przyjaźń i zakochania w osobach ja wiem.... nieodpowiednich. I jak się coś nie
      uda.... z taką osobą może być związany całe życie..... Ale od czego jest Bóg ?
      Ale trudno, trudno przeżyć ten wiek dorastania rodzicom.
    • lucasa Re: My i nasze dzieci już niedługo - parę pytanek 23.06.05, 22:30
      marzek2 napisała:

      > 1. Jakie będziecie mieć nastawienie do "chodzenia" Waszych dzieci z kimś
      > innym?

      he, he, jak sie Karolina urodzila to ja juz mowilam, ze bede "zazdosna" i bede
      sie martwic o jej chlopakow i randki! (bez wzgledu jej na wiek).
      ale na serio mysle, ze nie tyle chodzi o trening, ale o to, ze za bardzo nie
      mamy wplywu w jakim wieku dziecko sie zakocha. ja jako 15 latka bylam bardzo
      dzika i po pierwszym pytaniu o chodzenie po prostu (i doslownie) zwialam. a
      potem bylo na odwrot - trzymanie za reke, czy regularne spotykanie sie nie bylo
      jeszcze wyznacznikiem wielkiego uczucia (szczegolnie gdy wiedzialam, ze to
      chlopak nie dla mnie, bo cos-tam, a jednak trwalam w takim zwiazku). a mysle,
      ze z jednej strony mozemy miec nadzieje, ze dziecko przez nas wychowywane
      bedzie odpowiedzialne, itd, ale z drugiej jakos malo widze naszego realnego
      wplwu na to jak beda rozwijac dany zwiazke.
      nie wierze tez, ze efekty przyniosa "kategoryczne zakazy".
      ja nie mam problemu z wczesnym chodzeniem (ok, wczesnym - to po 15), bardziej
      mnie martwi angielska polityka dystrybucji srodkow anty w szkolach (plus
      pigulki wczesnoporonne), najwyzsza w Europie liczba ciazy u nastolatek (ok, nie
      przenosi sie to jak wirus, ale jednak jest jakas taka atomosfera przyzwolenia i
      checi sprobowania wsrod dzieci, dzieci - bo statystyki zacznynaja sie od
      12latek), promowanie seksualnosci (wypchane staniki w sklepie dla dziewczynek
      od lat 7) itd...

      no to sobie tak teoretyzuje, bo moj maluch spi jeszcze w lozeczku, ale jak
      bedzie zobaczymy...

      marzek2 napisała:

      >2. Odnośnie wątku Mader o gościnie - czy uważacie, że rodzice zawsze mają
      > prawo wychowywać dzieci?

      nie, nie uwazam. i przykladem sa tu dla mnie rodzice - ktorzy wychowywali nas
      jakos tak wlasciwie niezauwazalnie. rady dobre i opinie byly. ale nigdy nie
      bylo to narzucone. jak nie bylo w wieku dorastania - tym bardziej nie wyobrazam
      sobie tego teraz. a moj stostunek do naszych dzieci? niech sluchaja gdy to
      konieczne, a poza tym - niech mysla. smile jak sie nie zgadzaja, niech podadza
      argumenty. ale tez chcialabym miec ta madrosc aby wiedziec kiedy jest taka
      sytuacja, ze nie potrzeba argumentow. ze nie powinnam ich wymagac, tylko
      przyjac ich decyzje.

      pozdrawiam,
      A
    • marzek2 Ale ja się będę upierać... 24.06.05, 10:47
      że idea "chodzenia ze sobą" jest wpływem świata. Bo zobaczcie tyle już mówimy o
      tej sprawie, ale dlaczego nie zastanowiliśmy się jeszcze nad tym "co Biblia mówi
      o..." - jasne wprost o chodzeniu nie mówi, ale... No i oczywiście powstaje znowu
      pytanie, czy sprawy dot. małżeństwa stosować dosłownie, czy traktować to na
      zasadzie "wtedy - w czasach biblijnych - było inaczej".

      Czy niemożliwa jest sytuacja, że ktoś czeka do odpowiedniego wieku, modląc się,
      przerabiając to wszystko z Bogiem, poznaje jakąś osobę, Bóg to błogosławi i
      biorą ślub, po prostu? Oczywiście to ideał, nie zawsze tak jest, wiem. Ale,
      śmiem twierdzić, że im więcej związków "chodzących" przed ślubem, tym większe
      ryzyko niepotrzebnych zranień. I większe niebezpieczeństwo upadku w sferze
      seksualnej, niestety. W końcu "jeśli mają gorzeć, niech wezmą ślub" czy nie tak?

      Mam chwalebny przykład, moja hmmm można powiedzieć uczennica (była w małej
      grupce prowadzonej przeze mnie) nie spotykała się z nikim, jakoś tak "wyszło"
      teraz jest w pracy misyjnej w Holandii, poznała tam super faceta i chyba kroi
      się ślub! Oboje w odpowiednim wieku, dojrzali, bardzo się cieszę! Czyli - można.
      • franula Re: Ale ja się będę upierać... 28.06.05, 16:01
        Marzek ale co mają zrobioic osoby które właściwą osobę poznały wczesniej (dużo)
        niz moga wziąć slub? MOi przyjaciele "byli ze sobą" czy chodzili od 3 LO - slub
        wzięli po 7 latach. Ja związałam się ze swoim mężem będąc na 2 roku studiów (on
        przed maturąsmile i co? To BYŁA miłość, zaklepalismy się na z całe życie ale
        przeciez slubu wziąć nie mogliśmy.
        Ozcywiście że można bez rozdrabniania się doczekać do wieku "poborowego" i
        wetyd kogo właściwego spotkać. Ale czasem Pan Bóg zsyła tę łaskę wcześniejsmile

        Ale abstarhując od tego tez uważam etap chodzenia za normalny...
        Jak zawsze musze zastrzec że bardziej mówię o swoich wspomnieniach niz o
        własnym dziecku bo ciut za małesmile
        i gdyby rodzice chcieli mi na etapie tym zabraniać - cóz - nie usłuchałabym.
        Pozdrawiam
        Franula
    • trolka72 Re: My i nasze dzieci już niedługo - parę pytanek 28.06.05, 10:06
      ad1.Hm, na razie myślę, ze zobaczę po prostu jak się wszystko potoczy.
      Chodzenie ze sobą uważam za naturalny etap- jak rysowanie szlaczków przed nauką
      pisania. Chciałąym, zeby dla moich corek "chodzenie ze sobą" niosło tyle
      radości ile mnie przyniosło. Pamiętam te spotykania się z motylkami w brzuchu,
      świat wokół tańczył... wszystko było piękne i proste. Mój mąż był moim 3
      chłopakiem- z nim od początku pojawiło się "klik"-coś zaskoczyło.Byliśmy parą 5
      lat przed ślubem, a na naszym pierwszym spotkaniu zajrzeliśmy do kościoła-
      akurat był ślub. Dla mnie znamienne. Cieszę się jednak bardzo z tego czasu,
      kiedy spotykałam się z tamtymi 2 chłopakami- i życzę takich przeżyć moim
      córkom.I synkowi.
      ad2. Mój mąż ma dziadka- który nie komentuje nigdy niczego, czuję od niego
      płynace morze akceptacji dla nas i naszej rodziny. On mnie wychowuje wciąż-inni
      już chyba nie. Teraz, 10 lat po ślubie i kiedy jesteśmy w pełni niezależni-
      kontakty z rodzicami niosą radość, co kiedyś stresowało- teraz bawi. Ale ja
      musiałam dojrzeć do tego- z dziećmi na początku dorosłości chyba też będzie
      trudno, ale moze pomoże mi swiadomość, że upłynie czas- wszyscy odnajdą się w
      nowych rolach i będzie spokój. Oby.
      • darcia73 Re: My i nasze dzieci już niedługo - parę pytanek 28.06.05, 14:26
        Chyba poczytam ksiązki Josha McDowella, on zazwyczaj jasno i konkretnie pisze
        na ten temat do amerykanskich, wyzwolonych nastolatków.
        najgorsze jest to, ze pamiętam siebie - ja zakochiwałam się już w przedszkolu.
        Chcę, żeby miłość dla mojego dziecka była czymś naturalnym, ale chce tez, aby
        wiedział, ze warto czekać na te jedyną. I poza tym środowisko w jakim się
        obraca. Pewnie będę go wysyłać na chrześcijańskie kolonie, potem obozy;
        niektórzy moi znajomi tam poznali swoich mężów/żony. Chciałbym pokazać mu inny
        model miłości i seksu niż tez promowany prze media dla nastolatków.
        chyba kupię sobie na przyszłosc:

        sklep.pojednanie.org/product_info.php?cPath=21_27&products_id=37&osCsid=7b1066a6271165ed1763709c4f95d89f

        sklep.pojednanie.org/product_info.php?cPath=21_27&products_id=65&osCsid=7b1066a6271165ed1763709c4f95d89f

        sklep.pojednanie.org/product_info.php?cPath=21_25&products_id=162&osCsid=7b1066a6271165ed1763709c4f95d89f

        sklep.pojednanie.org/product_info.php?cPath=21_25&products_id=58&osCsid=7b1066a6271165ed1763709c4f95d89f

        sklep.pojednanie.org/product_info.php?cPath=21_25&products_id=43&osCsid=7b1066a6271165ed1763709c4f95d89f

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka