Mężczyzna w rodzinie i na forum

29.06.05, 11:03
Namówiony zakładam nowy wątek, aby nie psuć tamtego.

Może ktoś potrafi mi wytłumaczyć, dlaczego we wspólnocie skupiającej
małżeństwa dzieli się na grupy wg płci? Dlaczego są nauki stanowe w Kościele?
Czy nie mogą kobiety słuchać o sprawach mężczyzn, a mężczyźni o sprawach
kobiet? Może się lepiej wtedy zrozumieją. Czy wynika to tylko z tradycji, gdy
kobiety siadały po jednej stronie kościoła a mężczyźni po drugiej i były
szkoły dla chłopców i dla dziewcząt osobne? Przecież wychowanie dzieci jest
sprawą wspólną ojca i matki.

Oczywiście są - jak mówi Samboraga - ojcowie, którym bliższe są sprawy ich
dzieci niż ich praca. Jednak ludzie bardzo różnią się pod tym względem. Można
zaobserwować wiele postaw. Opowiem jak to jest w moim przypadku.

Zawsze czułem duże rozdarcie wewnętrzne, jak rozdzielić swój czas i swoje
siły pomiędzy pracę a rodzinę, aby z jednego i drugiego wywiązywać się
należycie i mieć dużą satysfakcję. To było jak za krótka kołdra. Ciągle były
dyskusje z moją żoną. Ja mówiłem, że muszę dłużej zostać w pracy, aby coś
dodatkowo zarobić, podnieść swoje kwalifikacje, mieć większe szanse w
zawodzie w przyszłości, bo rozwój dziedziny, którą się zajmuję jest niezwykle
szybki i kto się stale nie uczy, ten zostaje w tyle, ze wszystkimi tego
konsekwencjami. Moja żona natomiast mówiła, że za mało czasu poświęcam małemu
dziecku, że maluch potrzebuje na co dzień ojca, że to najważniejszy okres na
budowanie bliskich więzi między ojcem a dzieckiem, że tego się później nie
nadrobi. Pokazywała przykłady ludzi, którzy poświęcili się kiedyś karierze i
jak wyglądają dziś ich rodziny. Ja na to, że brak wystarczających środków też
niszczy rodzinę.

Aż przyszło na świat drugie dziecko. Poród był bardzo ciężki. Musiałem wziąć
opiekę, urlop, zrezygnować z nadgodzin, aby opiekować się żoną i dziećmi.
Uznałem, że w tym czasie muszę być przy moich najbliższych, zaś pracodawca w
tym czasie żądał, aby poświęcać się maksymalnie, firma walczyła wówczas o
przetrwanie. Chcieli, aby pracować w soboty i niedziele, zostawać po
godzinach. Konflikt był nieunikniony.

Serdecznie pozdrawiam smile
Mirek
    • samboraga Re: Mężczyzna w rodzinie i na forum 29.06.05, 11:31
      > Aż przyszło na świat drugie dziecko. Poród był bardzo ciężki. Musiałem wziąć
      > opiekę, urlop, zrezygnować z nadgodzin, aby opiekować się żoną i dziećmi.
      > Uznałem, że w tym czasie muszę być przy moich najbliższych, zaś pracodawca w
      > tym czasie żądał, aby poświęcać się maksymalnie, firma walczyła wówczas o
      > przetrwanie. Chcieli, aby pracować w soboty i niedziele, zostawać po
      > godzinach. Konflikt był nieunikniony.

      a jak z tego wybrnąłeś?
      tzn. jeśli chcesz pisać oczywiściesmile
      noo i chodzi mi nie tyle nawet o samą sytuację co o Ciebie, jak Ty to
      przeżywałeś i jak Ciebie to wzmocniło, czym ten czas był dla Ciebiesmile))

      rozumiem, że mężczyznom może byc trudno tak 'od siebie' (przynajmniej mój mąż
      tak ma), ale naprawdę jestem ciekawa jaki jest męski punkt widzenia, bo mój mąż
      też staje przed takimi dylematamisad( są rzeczywiście nieuniknione...

      swoją drogą może namówię męża żeby coś skrobnął...
    • mama_kasia Re: Mężczyzna w rodzinie i na forum 29.06.05, 12:12
      Miałam już tak dużo napisane i mi się skasowało, wrrr.
      Zaczynam jeszcze raz, ale teraz będzie pewnie po łebkach.
      Najpierw o kościele i naukach stanowych.
      We wspólnocie, na naszych letnich rekolekcjach nie dzielimy się
      na mężczyzny i kobiety. Takiej potrzeby moim zdaniem nie ma.
      W każdym razie ja nie mam, bo i tak zawsze wszystko z mężem
      obgaduję smile, a rozmawiać z nim lubię bardzo. Natomiast może
      część kobiet (bo jednak ich bym o taki podział bardziej podejrzewała,
      może niesłusznie) wolą rozmawiać tylko z kobietami na zasadzie,
      a bo mężczyźni nas nie zrozumieją, bo myślą inaczej...
      Mieliśmy w zeszłym roku fajny cykl nauk o różnicach płci.
      Słuchaliśmy ich razem. Potem szliśmy porozmawiać o tym
      mąż z żoną, wracaliśmy i kto chciał, dzielił się na froum.
      Rozmowy były baaardzo owocne smile I tak wolę.

      Natomiast, powiedzmy na takich rekolekcjach adwentowych,
      może to jakiś sens ma. Może, gdy mężczyźni wezwani są na konkretną
      godzinę, specjalnie dla nich wyznaczoną, może to działa jakoś
      psychologicznie. W kościele jednak przeważają kobiety.

      O mężczyźnie w rodzinie napiszę potem.
      • kann2 Re: Mężczyzna w rodzinie i na forum 29.06.05, 12:51
        Ja myślę, że mężczyzna i kobieta nieco inaczej "przeżywają" własną religijność.
        Poza tym są tematy przeznaczone zwłaszcza dla mężczyzn lub dla kobiet. Np. na
        wiejskich rekolekcjach podczas tzw. nauk stanowych dla mężczyzn rekolekcjonista
        zapewne kilka słów poświęci pijaństwu. Jak to powie mężczyznom, to powie, a jak
        powie kobietom, to one wrócą z kościoła do domu i będą swoim mężom dzirę
        wiercić w brzuchu i będzie z takich rekolekcji więcej zła, aniżeli pożytku. Ot
        co.
    • magda9945 Re: Mężczyzna w rodzinie i na forum 29.06.05, 14:36
      Ja nie rozumiem tez tych podzialow.Jezeli chodzi natomiast o to ,ze mezczyzni
      nie maja czasu na pisanie na forum,poniewaz pracuja na utrzymanie rodziny,to nie
      jest tak do konca.Kobiety tez majac male dzieci szybko wracaja do pracy,ja sama
      tez i to przy obu dzieciach,moja praca nie zajmuje mi duzo czasu,a niewatpliwie
      jest najwazniejszym zrodlem dochodu w naszym budzecie.Wydaje mi sie,ze to
      kwestia organizacji czasu i tego,ze kiedy kobieta ma dziecko to ma podwojone
      zasoby energi.Tak mi sie wydaje,patrzac na moje malzenstwo.
      • a_weasley Nie tylko czas 29.06.05, 18:39
        magda9945 napisała:

        > Ja nie rozumiem tez tych podzialow.Jezeli chodzi natomiast o to ,ze mezczyzni
        > nie maja czasu na pisanie na forum,poniewaz pracuja na utrzymanie rodziny,

        To chyba nie jest kwestia czasu. Jakoś na pisanie na forum Auto-Moto czas mają.
        Przeciętny mężczyzna jest mniej religijny od przeciętnej kobiety, a już daleko
        mniej skłonny do mówienia o swojej wierze i publicznych praktyk religijnych
        (podobnie zresztą jak do mówienia o swoich uczuciach do istot doczesnych i ich
        okazywania tymże). W niedzielę w kościele z reguły więcej jest kobiet, a na
        nabożeństwach np. majowych czy czerwcowych ta przewaga jest przytłaczająca.
        Przy wiejskich kapliczkach w maju - kobiety. Na zmiance żywego różańca -
        kobiety. W miejskim kościele, jak teraz chodzę z Minerwąmcg na czerwcowe,
        jestem błogosławiony między niewiastami. Tak po prostu jest, nie od dziś
        zresztą.
        • magda9945 Re: Nie tylko czas 29.06.05, 21:16
          Zgadzam sie z toba w tej kwesti.Choc odnosze wrazenie,ze mezczyzni sa bardziej
          zdecydowani w dzialaniu,my kobiety musimy sie jednak troche wygadac.Mezczyzna
          musi dzialac,on nie ma potrzeby o tym mowic.
        • mama_kasia Re: Nie tylko czas 29.06.05, 23:26
          Tak, aczkolwiek warto "zmuszać" mężczyznę do mówienia
          o swojej wierze. Jego (mojego męża mam na myśli) punkt widzenia jest
          dla mnie bardzo ważny. Jestem za niewielkim, delikatnym przymusem smile
          • my-cha Re: Nie tylko czas 30.06.05, 09:49
            słodko brzmi ten niewielki, delikatny przymus smile
            Bardzo mi się spodobał
            I myślę, że masz rację, choć u mnie czasami było dokładnie odwrotnie. Mój
            obecny mąż zmuszał mnie w zamierzchłych czasach do mówienia o wierze. I musze
            przyznac, że miało to pozytywny skutek w postaci świadomego "powrotu" do KK.

            Ale to było tylko tak na marginesie.
            Wracając do tematu - mój staruszek pewnie nigdy tu nie zajży - bo to nieciekawe
            dla niego, bo czas woli przeznaczyć na co innego, albo bo smile ja też powinnam
            zająć sie wychowaniem dzieci a nie dyskutowaniem o tym smile

            Pozdrowienia dla wszystkich, których do tej pory tylko czytałam
            • glupiakazia Re: Nie tylko czas 30.06.05, 09:59
              ja też powinnam
              > zająć sie wychowaniem dzieci a nie dyskutowaniem o tym smile

              ale i jedno i drugie wychodzi lepiej, jak sie uprawia i w teorii, i w
              praktyce smile

              pozdrawiam Cie rowniez i witamsmile
    • otryt Rekolekcje stanowe - smutna konieczność? 30.06.05, 09:51
      Dziękuję Wam za liczny odzew. Wasze opinie dały mi sporo do myślenia. Pawlinka
      mówi o podświadomym "spychaniu" w ręce kobiet spraw wychowania, że to "matka
      mi pierwsza pokazała świat"? Staje mi wtedy obraz ojca małego Karola Wojtyły,
      który budząc się w nocy widział swojego ojca klęczącego godzinami przed
      krzyżem. Jacek Pulikowski w książce "Jak wygrać ojcostwo? Instrukcja obsługi."
      pisze, że gdy mężczyzna klęczy pod krzyżem, dla dziecka jest to największym
      dowodem, że Bóg istnieje. Ilu z nas widziała tak swoich ojców?

      Mama Kasia pisze, że jej mąż jest jej pierwszym rozmówcą, że doskonale się
      rozumieją. Ja to samo mogę powiedzieć o mojej żonie. Żaden inny facet nie
      zrozumie mnie tak dobrze, jak moja żona i chyba jest również odwrotnie, tak mi
      czasem mówi żona. Ale mogą być inne sytuacje, jak pisze dalej Mama Kasia: część
      kobiet woli rozmawiać tylko z kobietami na zasadzie, facet i tak tego nie
      zrozumie...Jest zapewne grupa mężczyzn, która myśli podobnie: "nie wierz nigdy
      kobiecie, dobrą radę ci dam". Osoby takie powielają stereotypy o kobietach i
      mężczyznach, coś jest nie tak we wzajemnej więzi między małżonkami. Jeszcze
      dalej idzie Kann2 mówiąc o rekolekcjach stanowych w kontekście pijaństwa. Tu
      jest jeszcze gorzej, ocieramy się o patologię. Ale nie sądzę, aby te sprawy
      dotyczyły, którejkolwiek z uczestniczących w tym forum osób. Czy to znaczy, że
      rekolekcje stanowe świadczą o niedostatku wzajemnego zrozumienia między mężami
      a żonami i jest to po prostu smutna konieczność?

      Kann2 i A_Weasley zwracają uwagę na odmienność przeżywania wiary przez
      mężczyzn i kobiety. To bardzo ciekawy temat moim zdaniem. Ale znów można
      zapytać, czy poznanie i zrozumienie przez kobiety specyfiki męskiej
      religijności a przez mężczyzn kobiecej może komukolwiek zaszkodzić. Ja uważam,
      że może tylko pomóc w lepszym zrozumieniu swoich żon i córek lub mężów i synów
      w całej ich psychicznej odmienności. Takie nauki o różnicach płci, mogą być
      bardzo owocne, co potwierdza swoim doświadczeniem Mama Kasia. Magda mówi, że
      mężczyzna odczuwa raczej potrzebę działania niż mówienia, co nie znaczy jednak,
      że nie należy ich zachęcać do mówienia o swojej wierze lub uczuciach, które
      przeżywają.

      Opozycję pomiędzy pracą zawodową a potrzebą bycia z najbliższymi pokazałem w
      najbardziej kulminacyjnym momencie, gdzie trzeba było dokonać jednoznacznego
      wyboru. Samboraga pyta mnie co dalej, gdy nagle przerywam odcinek serialu,
      którego jeden odcinek opowiedziałem, abym był mniej anonimowy. Dla mnie ciekawe
      są pytania, które dalej zadajesz: jak to przeżywałem, czy to mnie wzmocniło,
      czym ten czas był dla mnie? Wiesz, muszę się głęboko nad tym zastanowić, zanim
      odpowiem. Muszę sam przed sobą odpowiedzieć sobie na te ważne pytania. Jednego
      jestem pewien, wybór którego dokonałem bardzo wpłynął na moje życie. Ciekawy
      byłem jak Wy radzicie sobie z tym problemem? Czy można pogodzić ze sobą wymogi
      współczesnego rynku pracy i czasu poświęcanego rodzinie i dzieciom?

      Pozdrawiam serdecznie smile
      Mirek
      • glupiakazia Re: Rekolekcje stanowe - smutna konieczność? 30.06.05, 10:08
        przede wszystkim dziekuje za Twoj madry post.

        Czy to znaczy, że
        > rekolekcje stanowe świadczą o niedostatku wzajemnego zrozumienia między
        mężami
        > a żonami i jest to po prostu smutna konieczność?

        Tez mialam taka smutna refleksje po przeczytaniu slow Artura i Kanna. I na
        pewno masz racje piszac dalej, ze

        Ale znów można
        > zapytać, czy poznanie i zrozumienie przez kobiety specyfiki męskiej
        > religijności a przez mężczyzn kobiecej może komukolwiek zaszkodzić. Ja
        uważam,
        > że może tylko pomóc w lepszym zrozumieniu swoich żon i córek lub mężów i
        synów
        > w całej ich psychicznej odmienności.

        Ale jak wszyscy wiemy, jest to bardzo trudne, bo najpierw trzeba sobie z tej
        odmiennosci zdac sprawe a potem chciec ja zrozumiec, a to wymaga wysilku. No i
        oczywscie odpowiednich wzorcow - i tu kolo sie zamyka.
        A czy wolno nam machnac reka i powiedziec "aaa, zawsze tak bylo i nic z tym nie
        zrobimy?" Raczej nie. No wiec, rozmawiajmy, rozmawiajmy, nawet jesli nas
        bezposrednio ten problem nie dotyczy smile
        Ja rowniez pozdrawiam serdecznie smile
        • otryt Re: Rekolekcje stanowe - smutna konieczność? 30.06.05, 18:51
          >Ale jak wszyscy wiemy, jest to bardzo trudne, bo najpierw trzeba sobie z tej
          >odmiennosci zdac sprawe a potem chciec ja zrozumiec, a to wymaga wysilku. No i
          >oczywscie odpowiednich wzorcow - i tu kolo sie zamyka.
          >A czy wolno nam machnac reka i powiedziec "aaa, zawsze tak bylo i nic z tym nie
          >zrobimy?" Raczej nie. No wiec, rozmawiajmy, rozmawiajmy, nawet jesli nas
          >bezposrednio ten problem nie dotyczy smile

          Ja wchodziłem w dorosłe życie bez wzorców, stąd silna potrzeba szukania i duża
          tęsknota do stworzenia ciepłej i udanej rodziny.

          Pozdrawiam serdeczniesmile))
      • samboraga Re: Rekolekcje stanowe - smutna konieczność? 30.06.05, 10:18
        >Dla mnie ciekawe
        > są pytania, które dalej zadajesz: jak to przeżywałem, czy to mnie wzmocniło,
        > czym ten czas był dla mnie?

        tak, to właśnie miałąm na myśli, ale nie czuj się przymuszonysmile)
        nie chciałam Cię 'dopytywać'sad( co się zdarzyło w Twoim życiu, chodziło mi
        właśnie o odczuciasmile

        przepraszam, że sama jeszcze nie napisałam o swoich doświadczeniach 'rodzinnych'
        postaram się zebrać
      • mama_kasia Re: Rekolekcje stanowe - smutna konieczność? 30.06.05, 10:28
        Ciekawy
        > byłem jak Wy radzicie sobie z tym problemem? Czy można pogodzić ze sobą wymogi
        >
        > współczesnego rynku pracy i czasu poświęcanego rodzinie i dzieciom?

        Akurat ja nie mam z tym problemu, bo wybrałam bycie z dziećmi w domu.
        Gorzej z mężem, ale i tu zadziałał delikatny przymus wink Od 12-u lat,
        jak jesteśmy małżeństwem udaje nam się (z wyjątkami oczywiście) jeść
        razem obiad (gdzieś po 16-ej) i dla mnie to jest coś wypracowanego.
        Uparłam się na początku przy tych wspólnych obiadach, uparłam się
        przy tej 16-ej. I walczyłam o to najpierw ostro, z pretensjami o
        spóźnianie. Potem złagodniałam. Zauważyłam, że mój mąż naprawdę chce
        być z nami, chce z nami zjeść obiad, nie chce być dłużej w pracy, ale
        czasami po prostu musi. Jest bardzo obowiązkowy i jak ma zadanie do
        wykonania, to po prostu wykonać je musi. Z drugiej strony on też
        nauczył się, że dla mnie, dla rodziny, jego szybkie powroty z pracy
        są ważne. Natomiast w pracy też się nauczyli, że w niedziele
        mąż nie pracuje, że ma rodzinę, że musi mieć czas dla niej.
        Mieszkam w regionie dużego bezrobocia. U nas jest bardzo ciężko z pracą.
        Nauczyłam się myśleć, że jego praca jest darem.
        Jeśli chodzi o szkolenia, dokształcanie się, co u niego jest
        bardzo ważne, to godzi się na to (na ewentualne szkolenia wyjazdowe),
        ale nie za często. Poza tym też o nie specjalnie nie zabiega, a mimo
        to (muszę go pochwalić) jest dobry w swoim zawodzie smile Myślę, że ma
        bardzo mądre podejście do pracy, choć pracuje za dużo, i to kosztem
        nie rodziny, a swojego zdrowia (po nocach). Nas oszczędza bardzo.
        Jest pewnie też tak, że nie zabiega o lepszą pracę, lepiej płatną,
        bardziej zgodną z jego ambicjami. Mówi czasami, że ktoś tam w jego
        wieku tyle osiągnął. I on by mógł, mógłby się przeprowadzić, znaleźć
        coś lepszego. Mówię mu wtedy, "ale Ty masz nas smile". "No właśnie" -
        odpowiada z przekąsem i z uśmiechem smile
        • otryt Praca a rodzina 30.06.05, 18:44
          Pięknie piszesz. Doskonale wyczułaś, co mam na myśli. Prawie wszystko u nas
          wyglądało tak samo, nawet był ten spór o regularne obiady, było moje nocne
          czytanie i uświadamianie pracodawcy, że w niedziele nie będę pracował, bo mam
          rodzinę. Zbyt często po południu również. Praca jako dar - takiego myślenia u
          nas nie było. Może dlatego, że bardzo często pracodawca nie wypłacał pensji w
          terminie. Potrafił się opóźniać wiele tygodni, a żyć jakoś trzeba, na wakacje
          dzieci wysłać, płacić rachunki. To jakoś pracodawcę mało obchodziło. Lepszy
          kredyt wzięty u pracowników niż w banku, bo nieoprocentowany. Ta patologia
          wielu w Polsce dotyka.

          Pozdrawiam serdecznie
          • mader1 Re: Praca a rodzina 30.06.05, 23:05
            Cieszę się z tego "męskiego" wątku.
            Nie jest Wam łatwo. I nam też nie smile
            Przede wszystkim.... jakby to zgrabnie ująć... wydaje się, że czasy nie są
            łatwe ( w sumie , kiedy były ?). Człowiek, taki przeciętny, chcący spokojnie,
            dobrze i godziwie żyć ( nie myślę o jednostkach wybitnych bądź awanturniczych)
            lubi mieć określone role społeczne. Lubi rosnąć sobie, przymierzać się do tych
            ról, mieć wzorce i przykłady do obserwacji. Tak( chyba) jeszcze niedawno było.
            Facet- głowa rodziny, zarabiający na dom, kuchnię oglądający z daleka, dzieci
            trochę bliżej , ale z dystansem. Jeżeli dobrze zarabiał, żona, dzieci zadbane,
            żadnych skandali - to był szanowany, podziwiany. Jak pracował dużo - widać
            pracowity. I żona, kobieta też miała te swoje role.
            Piszę to z pewną dozą niepewności smile , bo jakoś mało się mówi o tych kobietach,
            które i onegdaj pracowały - służące, kucharki, pokojówki, guwernantki,
            klucznice, tancerki, sprzątaczki czy wreszcie wieśniaczki pracujące pospołu z
            mężami w polu - więc ten świat chyba też nie był taki prosty....
            Ale teraz to siem porobiło..... Bo właściwie nie wiadomo jak ma być smile))) i
            podobnież ludzie mogą się czuć w tym niepewnie.
            No bo niby wszystko dobrze, a żona pyta " Kiedy ty się z dziećmi pobawisz, nie
            masz z nimi w ogóle kontaktu ?" Albo mąż traci pracę i nagle ta żona, co to 10
            lat z okładem obiady gotowała, na wywiadówki chodziła, nagle zdezorientowana po
            tym rynku pracy łazi i czegoś szuka.... Wszyscy nosem kręcą. Podejrzana. "
            Studia ? a dlaczego pani nie pracowała dotąd ?" Jakoś 'wychowywałam dzieci" nie
            brzmi najlepiej, bo wychodzi na to, że te , co pracują nie wychowują ?
            Bzdura. " Nie miałam takiej potrzeby ( znaczy się ekonomicznej)" to też głupio
            brzmi." Nieambitna" - myśli pracodawca.

            A miało być o facetach.
            Czy wiecie, moja ulubiona ekonomistka śp prof. Dobrska mówiła na wykładzie, że
            pierwsza praca ( w nowoczesnym sensie, w fabrykach) była za karę ? Łapano
            włóczęgów, nieprzystosowanych,nędzarzy - bo taka praca, kiedy wychodzi czy
            jedzie się na wiele godzin bądź dni poza dom - niezależnie od pory roku
            wydawała się im bezsensowna.Takie trybiki w wielkiej machinie.
            Możecie być zagubieni.
            Bo młodym, niezależnym, bezdzietnym wszystko wydaje się do zrobienia. A potem
            przychodzi refleksja - organizm ma swoją wytrzymałośc i jeżeli jest zmęczony
            trudno radośnie tulic synka, gdy marudzi wieczorem.Jeżeli dwoje bliskich ludzi
            jest tak samo zmęczonych, zaczynają walczyć. I czas. Wszyscy walczymy o czas.
            Dzieci wyliczają każdą minutę spędzoną z rodzeństwem, żony kłócą się o czas dla
            nich.
            Okazuje się, że czas nie jest z gumy.
            Pociesżę cię - dziś na lodówce widziałam podanie męża (pracującego) do
            pracującej żony o poświęcenie dnia miesięcznie tylko rodzinie sad
      • neogobbo Re: Rekolekcje stanowe - smutna konieczność? 15.07.05, 09:07
        Ja miałem takiego ojca, o jakim pisze Otryt - w dzieciństwie widziałem jak
        modli się na kolanach. I pamiętam to do dziś. Inna sprawa, że dziś jest on
        raczej z dala od Koscioła, ale nie mnie to sądzić i opisywać, choć pewnie
        trochę się domyślam dlaczego.
        No cóz, ja jestem jednym z tej ojcowskiej mniejszości tutaj na forum. W ogóle
        funkcjonowaliśmy tu z Kramlą od samego początku jako małżeństwo (jeszcze chyba
        tylko Ph ze Świstakiem - pozdrowiena!!!).
        Ja mam taką sytuację, że stosunkowo dużo czasu mogę poświęcić mojej rodzinie.
        Codziennie po 15 jestem z pracy, do tego pracuję jeden weekend w miesiącu.
        Popołudniami często to ja jestem w domu z dziećmi, bo Kramla ma swoje poradnie
        lub jakieś inne wyjścia. Ale nasze dzieci - że tak powiem - znają ojca. A coraz
        bardziej się przekonuję, jakie to ważne w wychowaniu. Tam gdzie się lada dzień
        przeprowadzamy będziemy mieli takich sąsiadów: ojciec cały dzień pracuje, żona
        w domu z 6-letnim synkiem. On się bardzo zaprzyjaźnił z naszymi córkami i
        całymi dniami u nas na podwórku potrafi przesiedzieć. I wówczas łatwo to można
        zauważyć, że dziecko jest wychowywane bez ojca (przy czym to oczywiście nie
        tylko kwestia długiej pracy).
        Jasne że ja przeżywam wiarę inaczej niż moja żona. Kobiety są z reguły bardziej
        uczuciowe. Stąd ta mnogość beretów w naszych kościołach (patrząc od tyłuwink. Ja
        więcej rzeczy chciałbym wziąć na wiedzę zamiast na wiarę. Kiedyś mnie ta wiedza
        bardzo kręciła. Studiowałem niemal pewne sprawy związane z teologią i doktryną
        KK po to by się pysznić jak to mi świadkowie Jehowy nie podskoczą. Już dawno mi
        to minęło, przyszło bardzo poważne doświadczenie Kościoła i dzisiaj Bóg jakoś
        próbuje złamać ten mój twardy i uparty kark. Z bólem, ale jakoś nawet Mu to
        idzie.
        Co do delikatnego przymusu - jak to słodko brzmi w ustach kobiety... Ale racja.
        Zresztą w obie strony. U nas tak zawsze było - jak jedno "kryzysowało", to
        akurat drugie, choć czasami też bez głebszego przekonania, ale zawsze ciągnęło
        ten wspólny wózek do przodu.
        Jeszcze jedna rzecz, o której długo mi sie pisać nie chce, ale którą od lat
        widzę coraz wyraźniej. To jest totalny kryzys mężczyzny. (Trochę o tym
        Pulikowski pisze) Media są pełne walki o prawa kobiet, jakieś Magdaleny Środy i
        inne Kingi (bawią i jednocześnie przerażają mnie zwłaszcza niektóre posłanki) a
        tymczasem to z facetami mamy problem. Uciekamy od odpowiedzialności i wchodzimy
        w różne bagna. Jak trudno jest dziś wychować syna - żeby nie był ani
        maminsynkiem, mięczakiem, ale żeby też nie wstydził się swoich uczuć, nie
        ukrywał ich, był odpowiedzialny - nie tylko za głębokość portfela. Długo by
        można wyliczać. Ja akrat mam same kobiety w domu - i całe szczęściewink

        Pozdrawiam wszystkich wakacyjnie, zwłaszcza Ciebie - Mirek - za to trzymasz
        pałęczkę męskości na tym "babskim" formu. Bo ja i Piotrsko ostatnio rzadziej tu
        się udzielamy.
    • samboraga Re: Mężczyzna w rodzinie i na forum 30.06.05, 22:48
      > Aż przyszło na świat drugie dziecko. Poród był bardzo ciężki. Musiałem wziąć
      > opiekę, urlop, zrezygnować z nadgodzin, aby opiekować się żoną i dziećmi.
      > Uznałem, że w tym czasie muszę być przy moich najbliższych, zaś pracodawca w
      > tym czasie żądał, aby poświęcać się maksymalnie, firma walczyła wówczas o
      > przetrwanie. Chcieli, aby pracować w soboty i niedziele, zostawać po
      > godzinach. Konflikt był nieunikniony.

      Napisałam, że są 'ojcowie, którym bliższe są sprawy ich dzieci niż ich praca'
      Mój mąż do nich należy, chociaż wraca późno, często dopiero na wspólny pacierz,
      albo i to nie. Synek wie, że jak tata wróci gdy on już śpi, to tata pomodli sie
      sam nad nim.
      Ale właściwie nie mogę powiedzieć, żebym chciała czegoś więcej niż teraz daje
      naszemu dziecku w sensie czasu, uwagi. 'Nadrabia' nawet drobiazgami takimi jak
      codzienne, poranne, dłuższe tarmoszenie się, gdy syenk przychodzi do naszego
      łóżka, dba o każdą wolną chwilę i spędza ją z rodziną. Na pewno sam chciałby
      pracowac mniej, bywa, że pracueje w weekendy i wtedy bardzo cierpi, rozmawiamy
      o tym. Ale praca, zadowolenie z tego co się robi przez 12-14 godzin dziennie
      są dla niego bardzo, bardzo ważne.
      Mieliśmy czas próby gdy kilkakrotnie z powodu swojego zdrowia byłam w szpitalu
      i zostawał sam z dzieckiem. Gdy nasz synek miał 9 miesięcy przynosił mi go rano
      i wieczorem do szpitala na karmienie. To był dla niego naprawdę cięki czas.
      Urlopu wziąć nie mógł. W jego pracy większość to były osoby wolne. Zrozumienia
      nie było ani u pracodawców, ani u współ-pracowników.
      Ciężko mu było, oj ciężkosad(
      • mader1 Re: Mężczyzna w rodzinie i na forum 30.06.05, 23:21
        a mój mąż też się stara smile
        ciężko jest, że ciągle myśli o pracy, gania do pracy.
        ale obiadki są - żeby dzieciaki na niego popatrzyły, żeby je ofuknął ( z czego
        ja jestem niezadowolonasmile)). stara się być na wywiadówkach - choć nie razem ze
        mną, tyle czasu nie mamy smile zna koleżanki. delegujemy sobie doraźne sprawy i
        zdajemy relacje smile potrafi upiec ciasto czy zrobić cos specjalnego na obiad -
        jakby w poczuciu winy, że normalnie na mnie to spada.gdy bylam w szpitalu
        dzieci zostawaly w domu, pod opieka taty, ktory jeszcze staral sie pracowac.
        trudną stroną takiego zycia, trudną z punktu widzenia potrzeby ludzkiej
        bezpieczeństwa, jest to, że finanse opierają się na nim od wielu lat. mieliśmy
        epizody - na samym początku i teraz niedawno, kiedy stanowiłam mocną ich
        stronę. to trudna odpowiedzialnosc. trudne to też w przypadku jakiś zawirowań.
        trudno mamie zajmującej się pracą tylko doraźnie, w miarę potrzeb, w razie
        nieszczęścia znaleźć sobie coś . powiem, bo wiem, pracodawcy takich mam nie
        szanują sad
        • samboraga Re: Mężczyzna w rodzinie i na forum 30.06.05, 23:33
          > bezpieczeństwa, jest to, że finanse opierają się na nim od wielu lat.

          to właśnie taki mój dylemat ostatniosad
          w drugą stronę znaczy
          jak ulżyć tej drugiej stronie w tej odpowioedizlności, bo mimo, że ja też
          pracuję, to jednak nieporównywalnie mniej wnoszę finansowo
          no, ale ja po pracy zdążam do przedszkola do piątej, a mąż niesad( klasyczne cos
          za cośsad(

          właśnie bardziej o tym ostatnio rozmyślam (jak to zmienić) jeśli chodzi
          o 'mężczyznę w rodzinie' w sensie jakiegoś wyrównania ciśnienia rodzinnego niz
          o 'byciu więcej z dzieckiem'
          • mader1 Re: Mężczyzna w rodzinie i na forum 30.06.05, 23:54
            no tośmy się znowu dogadały smile
            bo mi się też wydaje, że "pora wkroczyć do gry", zwłaszcza, że cisnienie
            skacze. To się może źle skończyć.
            Ale może się mylę ? Trudno się w tym połapać.
            • glupiakazia Re: Mężczyzna w rodzinie i na forum 01.07.05, 09:14
              Wiecie co, bylo mi dane odczuc na wlasnej skorze to cisnienie, ta
              odpowiedzialnosc "jedynego zywiciela". Poltora roku temu moj maz stracil prace
              (ja w 8 miesiacy ciazy, ale ciagle pracowalam) i nagle, naprawde nagle i mocno
              odczulam, co to znaczy byc jedyna osoba, ktora przynosi do domu chleb. Na
              szczescie nie trwalo to dlugo, maz bardzo szybko znalazl prace, ale bylo i
              poczulam. Od tej pory inaczej patrze na jedynych zywicieli. Wiem, co czuja i
              nie jest to latwe.
              Swoja droga to niesamowite, jak wiele daje takie wlasne przezycie doswiadczen
              drugiej strony...
              • isma OT 01.07.05, 12:28
                He-he. Tu etatowa jedyna zywicielka wink)), ktora wlasnie przez kilka dni
                spogladala z drugiej strony. Otoz w tej roli nie mam czasu na forum!!!!
    • otryt Praca 14.07.05, 01:16
      Piszesz Mader, w taki sposób, jakbyś mnie znała osobiście, rozumiesz tak wiele.
      Mówisz, że cieszysz się z męskiego wątku. Strasznie powoli się on toczy, bo w
      ostatnim czasie mało mam czasu. Pół tygodnia jestem w pracy a następne pół w
      lesie nad jeziorem ze swoją rodziną. Koledzy podobnie, biorą urlop i gdy tylko
      komórka zadzwoni, opuszczają plażę, wsiadają w samochód i jadą do pracy, aby
      zrobić to, co jest do zrobienia.
      Zapytacie dlaczego takie dziwaczne spędzanie urlopu? Dyrekcja chciałaby, aby w
      swoje tematy wtajemniczać się nawzajem, przekazywać przez lata zdobywaną
      samodzielnie wiedzę, dzielić się doświadczeniem, którego nie ma w dokumentach.
      Chodzi oczywiście o zastępstwo. Nikt nie chce jednak być zastąpiony nawet na
      chwilę, aby nie zostać zastąpionym na zawsze.
      Nie jest to wiedza zdobyta na szkoleniach, bo takich firma nie robi. Lepiej
      wziąć człowieka, który już to wszystko umie z uczelni lub innej firmy. W
      ubiegłym roku połowę mojego zespołu zwolniono, nam przekazując ich obowiązki. W
      nagrodę obniżono zarobki, a więc robimy więcej a zarabiamy mniej. Tak ponoć
      nakazuje ekonomia, współczesny bożek. Ciekawe, gdzie on nas jeszcze zaprowadzi?
      Samboraga pisze, że jej mąż pracuje po 12-14 godzin dziennie. Domyślam się, że
      jest w jakiś sposób do tego zmuszony. Społeczeństwo coraz bardziej dzieli się
      na tych, którzy pracują po 14 godzin, wykonując pracę za dwóch lub za trzech i
      na tych, którzy nie mają pracy wcale. Jakże daleko odeszliśmy od
      benedyktyńskiej zasady: "módl się i pracuj". Święty Benedykt w swojej Regule
      uczył, aby pracę, także pracę fizyczną, wykonywać powoli i z przyjemnością, aby
      mieć czas na modlitwę i odpoczynek.
      Piszesz o jedynych żywicielach rodzin. Pisze o tym także Kazia, co mogą myśleć
      i czuć w sytuacji zawirowań. Czy trzeba samemu być jedynym żywicielem, choć
      przez parę miesięcy, aby to rozumieć? Byłem jedynym żywicielem przez
      kilkanaście lat. Bałem się podjąć ryzyka zmiany pracy ze względu na
      obowiązujące w wielu miejscach okresy próbne. Kiedyś zmieniałem pracę często,
      gdy nie czułem tak wielkiej odpowiedzialności. Ale myśląc inaczej można
      powiedzieć, że to właśnie odpowiedzialność powinna zmusić do odejścia z firmy w
      której dzieje się coraz gorzej, aby w którymś momencie nie obudzić się z ręką w
      nocniku. Kiedyś robiłem takie ucieczki do przodu, dziś nie dostaję nawet żadnej
      odpowiedzi na wysłane aplikacje. Człowiek zaczyna wtedy myśleć, że jest do
      niczego, a powody milczenia telefonu mogą być bardzo różne. Moja żona krótko
      pracowała zanim urodziła pierwsze dziecko, później przyszło drugie i trzecie.
      Moje dochody były bardzo dobre, pozwalały utrzymać rodzinę na przyzwoitym
      poziomie. Jednak dzieci zaczęły bardzo chorować. Tydzień zdrowe w przedszkolu a
      miesiąc chore i tak w kółko. Planowane kilka lat przerwy w pracy przedłużyło
      się żonie do lat kilkunastu. Ale była szczęśliwa wierząc, że robi, to co
      najbardziej właściwe w naszej sytuacji, wkładała bardzo wiele pracy, serca i
      czasu w dzieci. Tę jej pracę po latach bardzo widać. Widać, jak była cenna i
      ważna. A jak jest tragicznie niedoceniana w dzisiejszej Polsce. Zaczął się
      okres szukania pracy przez żonę. Dawniej myślałem, że jako osoba niepracująca
      nie ponosi żadnego ryzyka i nie ma nic do stracenia, szukając w wielu miejscach
      pracy. Jednak każda rozmowa kwalifikacyjna, po której nie było obiecanego
      telefonu sprawiała, że żona stawała się coraz smutniejsza, coraz bardziej
      traciła wiarę we własne możliwości i we własne, liczne zalety. Było dokładnie
      tak jak piszesz, Mader. Główkowaliśmy czym zapełnić tę kilkunastoletnią przerwę
      w życiorysie na wychowywanie dzieci, ten powód do wstydu i nawet hańby, w
      oczach niektórych ludzi. Głupie pytania i komentarze w trakcie tych rozmów
      potrafiły ranić, wszechogarniający absurd obezwładniał. Biblia jawiła się jako
      jedyna ostoja sensu i prawdy, dawała ukojenie i zrozumienie. "Chociażbym
      chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną"

      Piękna jest modlitwa nad śpiącym dzieckiem, o której piszesz Samborago i ona
      może dodawać sił na kolejne, jutrzejsze 14 godzin pracy Twojego męża, ukazywać
      sens codziennego trudu i stresu.

      Pozdrawiam ciepło wszystkich smile
      Mirek
      • samboraga Re: Praca 14.07.05, 12:27
        >Społeczeństwo coraz bardziej dzieli się
        > na tych, którzy pracują po 14 godzin, wykonując pracę za dwóch lub za trzech
        >i na tych, którzy nie mają pracy wcale.

        Mirku, dzięki za mądre słowasmile
        Pozdrawiam!
    • pawlinka Re: Mężczyzna w rodzinie i na forum 14.07.05, 01:26
      dobrze, że o tym piszesz. To ważne, a wiele decyzji badzo trudnych do podjęcia,
      bardzosad
      Ot życie: radość z udanej rodziny, smutek odrzucenia, ciemna dolina i zaufanie!
      Czy zatem zawsze coś za coś, dlaczego? Tak głośno myślę...
      Pozdrawiam!
      • oleswava Re: Mężczyzna w rodzinie i na forum 14.07.05, 16:01
        Właśnie zjrzałam do tego wątku i muszę powiedziec, że bardzo się cieszę, że
        takowy powstał. Wypowiedzi powyżej jest tak dużo, że przeczytałam je trochę po
        łebkach, przyznaję. Nie mniej jednak też chcę wrzócić coś do tego ogródka, i
        sorki, jeśli powtórzę coś, co ktoś już wyżej wspomniał.

        Co do tych spotkań "damsko-męskich" na forum kościoła, to musze powiedzieć, że
        w mojej społeczności sytuacja była odwrotna. U nas zawsze były grupki wspólne,
        brali w nich udział i faceci i babeczki. Ale od jakiegoś czasu ukształtowały
        się dwie nowe grupki, własnie daska i męska. Ze swojej strony byłam uradowana
        tym podziałem, bo akurat ja miałam ogromną potrzebę spotkania się tylko z
        innymi kobietami, by popatrzeć na omawiane sprawy z typowo kobiecego punktu
        widzenia, czyli z punktu widzenia innych zon i matek. Mój mąz natomiast
        odczuwał straszną potrzebę przebywania w wyłącznie męskim towarzystwie, innych
        męzów i ojców, by z nimi budować relacje i uczyc się od siebie nawzajem. W
        sumie wydaje mi się, że schematy takich spotkań małych grup nie powinny
        byc "sztywne" tylko podlegać zmianom, dopasowując się do potrzeb uczestników.

        A co do mężczyzn na tle domowo-zawodowym, to... WYdaje mi się, że mężczyzna
        chyba powinien się w większej mierze spełniać zawodowo. Proszę, nie zrozumcie
        mnie źle. Mówiąc o spełnianiu się zawodowo, nie mam na myśli całkowitego
        zaprzestania kontaktów z rodziną czy czegoś w tym stylu. Tylko wydaje mi się,
        że mężczyżni chyba mają w sobie pragnienie i potrzebę rozwoju zawodowego, tzn.
        na takim "polu zewnętrznym", gdzie mogą się rozwijać i "zmieniać świat".
        Oczywiście ich wsparcie w domu, dla żony i dzieci jest absolutnie niezbędne,
        ale osobiście wydaje mi się, że o ile kobieta może świetnie spełnić się siedząc
        w domu i maximum lub większość część swego czasu i energii poświęcić sprawom
        domowym, faceci potrzebują wyzwań "świata zewnętrznego" i nie ma co robić z
        nich "domowych kogutów". Oczywiście są chwile, jak te opisane przez otryta,
        kiedy musiał pomóc zonie w opiece nad dziećmi. Ja piszę tu bardziej o
        sytuacjach powszednich. I oczywiście swoje śmiałe (bo w końcu facetem nie
        jestem) obserwacje bazuje na życiu z moim mężem.
        otóż, kiedy mój mąż pracuje, rozwia się zawodowo, awansuje, to on poprostu
        żyje. Zawsze zachęcam go, bo rozwijał się zawodowo, czyli "robił karierę".
        Oczywiście mam ten komfort, że mąż jest bardzo rodzinny, uwielbia mnie i naszą
        córkę i chwile spędzane z nami (oczywiście z wzajemnościąsmile. Jednak wiem, że to
        mu nie wystarczy, by funkcjonować jako człowiek. Ja funkcjonuję inaczej, dla
        mnie poświęcić 100% mojej energii na rodzinę jest ok. Wydaje mi się, że
        najgorszym okresem w życiu mojego męża był chyba trzymiesięczny okres na
        bezrobociu. Fakt,że cały czas był w domu, pomagał mi więcej z dzieckiem, nawet
        obiady robił, ale... totalnie skapciał. Jeszcze go nigdy w życiu nie widziałam
        w takim stanie. To tak, jakby stracił wszelką motywację. Potrafił nie wyjść z
        łóżka nawet do pierwszej. A kiedy znalazł pracę, poprostu ożył. I teraz widzimy
        się duzo mniej, bo pracuje od 8:00 do 17:00, obiady jemy późno, itd. ale wolę
        taką sytuację niż tą kiedy był bez pracy i cały czas w domu.

        Zdobędę się też na stwierdzenie, że mężczyźni w naszym polskim społeczeństwie
        są trochę nierozumiani i zbyt szybko krytykowani przez swoje partnerki
        (oczywiście nie mam na myśli nikogo z tego forum, raczej ogólnie, z życia).
        KObiety często porównują facetów do swoich standardów i czują się zawiedzione,
        bo oni nie są tacy jak one. Oczywiście jest też tak, bo i takie znam przypadki,
        że faceci są całkowicie bierni w sprawach domowych, ale nie o coś takiego mi
        chodzi. No i główny problem polskiego społeczeństwa to ogólny brak męskich
        wzorców dla kolejnych pokoleń facetów. czasem nie mają się po prostu od kogo
        uczyć "prawdziwej męskości".

        Nie wiem, czy nie odbiegłam bardzo od tematu, wiem, że wątek się rozkręcił, a
        ja w sumie nawiązuję do pierwszego postu. Podkreślam też, że moje opinie bazuje
        na obserwacji mojego męza, oczywiście nie jestem facetem więc mogę się mylić.

        Tak tez na marginesie, niedawno została wydana ksiazka pt. "dzikie serce, czyli
        tęsknoty męskiej duszy"(autor: John Eldredge). Jest to książka o facetach, dla
        facetów i nie tylkowink. została wydana przez wyd. "W drodze". Jako kobieta
        stwierdzam, że jest b.dobra i pomaga (wciąż ją czytam) mi lepiej zrozumieć
        mojego męża, a mój mąż powiedział, że zmieniła jego życie. Tak więc polecam!
        • mamaemilii Re: Mężczyzna w rodzinie i na forum 20.07.05, 10:46
          Czytałam wcześniej ten wątek, sporo rzeczy było dla mnie niezrozumiałych,
          przyznaję, ale dopiero Twój post poruszył to, o czym sobie myślę od jakiegoś
          czasu. O roli mężczyzny w rodzinie.
          Z wieloma rzeczami o których piszesz, Oleswava, nie mogę się zgodzić - choćby z
          obserwacji mojego małżeństwa. Np.:
          > A co do mężczyzn na tle domowo-zawodowym, to... WYdaje mi się, że mężczyzna
          > chyba powinien się w większej mierze spełniać zawodowo. Proszę, nie zrozumcie
          > mnie źle. (...)
          > ale osobiście wydaje mi się, że o ile kobieta może świetnie spełnić się
          siedząc
          > w domu i maximum lub większość część swego czasu i energii poświęcić sprawom
          > domowym, faceci potrzebują wyzwań "świata zewnętrznego" i nie ma co robić z
          > nich "domowych kogutów".
          Z moich obserwacji wynika przede wszystkim to, że ja zupełnie nie potrafię się
          spełnić siedząc w domu. Często zdarza się, że odżywam w pracy, nabieram
          energii, kiedy mam jakieś zadanie do wykonania. Po powrocie do pracy
          przekonałam się, jak bardzo męczące było dla mnie "siedzenie w domu". Mam sporo
          koleżanek, one czują podobnie. Pytając męża, co dla niego jest ważniejsze:
          praca czy rodzina, mówi że rodzina. I wydaje mi się, że faktycznie, dla
          niego "siedzenie w domu" byłoby znacznie bardziej satysfakcjonujące, niż ciągła
          walka w pracy o jej utrzymanie, o sukcesy, o awanse.
          Wiesz, wydaje mi się, że wiele się teraz zmieniło. Kiedyś byliśmy tak
          wychowywani: mężczyzna był prawdziwym mężczyzną, kiedy osiągał sukcesy na polu
          zawodowym, kobietę ocenianą jako prawdziwą kobietę, gdy świetnie opiekowała się
          ogniskiem domowym.
          Obecnie kobiety i mężczyźni mają równe szanse wybrać to, w czym czują się
          lepiej. Mężczyzna w rodzinie nie musi być tym zdobywającym pieniądze - a
          wcześniejsze posty zwracają uwagę na to, jak może to być trudne dla mężczyzny
          oraz kobiety, która chciałaby udzielić mu wsparcia, a często nie ma możliwości.
          Ja uważam, że to wspaniałe, że mężczyzna może odnaleźć swoje miejsce jako
          rodzic, jako ten, który może spełniać się opiekując się dzieckiem i domem - bez
          potępiania tego przez innych. Mam nadzieję, że przyszłe pokolenie będzie
          myślało podobnie, bo w innym przypadku dochodzi właśnie do tego, o czym piszesz
          dalej - że mężczyzna bez pracy czuje się nikim. Dlaczego?! Czemu mężczyźni mają
          uważać za uwłaczające to, że nie mogą utrzymać rodziny, czy wykazać się
          zawodowo. Osobiście uważam, że to wina kultury, w której zostali wychowani.
          Przecież kobiety nie potępiają swoich mężczyzn z tego powodu (taką mam
          nadzieję) - to raczej mężczyźni myślą źle o sobie nawzajem, kiedy któryś
          okazuje się "ciamajdą".

          > Zdobędę się też na stwierdzenie, że mężczyźni w naszym polskim społeczeństwie
          > są trochę nierozumiani i zbyt szybko krytykowani przez swoje partnerki
          > (oczywiście nie mam na myśli nikogo z tego forum, raczej ogólnie, z życia).
          > KObiety często porównują facetów do swoich standardów i czują się
          zawiedzione,
          > bo oni nie są tacy jak one.
          Może mężczyźni są zbyt szybko krytykowani, bo zmiany, których od mężczyzn się
          obecnie oczekuje przyszły dość nagle i trzeba tu trochę czasu na adaptację. Bo
          nagle okazało się, że od kobiety wymaga się naprawdę wiele - ona musi sobie
          radzić jednocześnie w domu, przy dziecku i w pracy. Od mężczyzn wymagało się o
          wiele mniej, oni mieli sobie radzić tylko w pracy. Ale jeśli zdamy sobie
          sprawę, że oboje jesteśmy ludźmi, to dopiero wzbudza zdziwienie to, że w ten
          sposób funkcjonujemy. Nic dziwnego, że kobiety poczuły się wykorzystywane i
          coraz więcej wymagają od swoich mężczyzn.
          I z mojego podwórka powiem, że od kiedy z mężem na równi staramy się opiekować
          domem, dzieckiem i pracować dla dobra naszej rodziny - ja czuję się o wiele
          spokojniejsza, mam więcej ochoty na pracę, czuję ogromne wsparcie i miłość ze
          strony męża, który już "nie pomaga mi", ale po prostu wykonuje ze mną nasze
          obowiązki. A mąż nie tylko łapie lepszy kontakt z dzieckiem i ze mną, ale w
          pewien sposób się rozwija na innym polu, niż zawodowe.

          >No i główny problem polskiego społeczeństwa to ogólny brak męskich
          > wzorców dla kolejnych pokoleń facetów. czasem nie mają się po prostu od kogo
          > uczyć "prawdziwej męskości".
          Bo czym jest teraz prawdziwa męskość? Albo prawdziwa kobiecość? Czy wzory
          niesione przez naszych rodziców są naprawdę najlepsze? Ten brak wzorców to
          problem czasów przełomu. A taki niewątpliwie nastąpił. Ale to chyba temat na
          inny wątek.
Pełna wersja