Właśnie obejrzałam fajny program...

14.07.05, 15:04
Pt. "my, wy, oni" - taki katolicki program rodzinny. Często go oglądam, i
dziś to już w ogóle mi się podobał, bo poruszał temat, który ostatnio ciężko
mi leży na sercu (na szczęście nie z autopsji). Była w nim mowa o matkach,
które oddały zycie za swoje nienarodzone dzieci - nie przerwały ciąży i
przypłąciły to życiem. BYła np. rozmowa z ojcej czworga teraz dzieci, któremu
żona zmarła krótko po urodzeniu synka... Ryczałam jak bóbr. Wiele ludzi
nazywa takie decyzje nieodpowiedzialnymi ale moim zdaniem to najbardziej
niezwykłe, by pozwolić żyć swojemu dziecku za cenę własnego życia. I cieszę
się, że taki program puścili, bo brakuje takich głosów w naszym
społeczeństwie. Nie udawali, że zycie dzieci i męża, którzy pozostali jest
bardzo trudne, ale... widok małych twarzyczek dzieci, które mogą teraz żyć
był naprawdę niesamowity. Tak pomyślałam, że wam o tym napiszęsmile
    • samboraga Re: Właśnie obejrzałam fajny program... 14.07.05, 15:26
      programu nie oglądałam, ale...dobiło mnie to co relacjonujeszsad...bo właśnie
      zamierzam mieć dziecko, będąc w takiej sytuacji gdzie 'wszystko może się
      zdarzyć'
      przygotowałam siebie jak mogłam, pokonsultowałam z lekarzami co się dało -
      reszta w rękach Bogasmile
      ale pamiętam jak kilka lat temu, podczas spowiedzi ksiądz, starszy człowiek,
      dopytywał się mnie ile lat jestem po ślubie i ile mam dzieci i dlaczego tylko
      jedno - i o żadnych 'problemach ze zdrowiem' nie chciał słyszeć, dla niego "Bóg
      dał, Bóg wziął" i żadne tam opinie lekarskie czy wiedza medyczna nie były
      ważne - było mi naprawdę bardzo przykro, bo otwartość na dzieci to jedno, a
      głupota to drugiesad(
      nie chciałabym, aby mój synek 'zyskał' brata albo siostrę, a stracił mamę
      nigdy
      • jol5.po Re: Właśnie obejrzałam fajny program... 14.07.05, 15:53
        Samborago, Jezus był jednynakiem na ten przykład. To nie tak, że musi być więcej dzieci konicznie.
        Powodzenia dla Ciebie i Twoich planów
        trzymam kciuki
        Jola
        • oleswava Re: Właśnie obejrzałam fajny program... 14.07.05, 16:36
          Ojej, mam teraz wyrzuty suminia, bo może zbyt drastycznie opisałam ten program.
          Była tez w nim mowa o tym, że wiele razy można przejść przez to zwycięsko, i to
          dla mamy i dla maluszka, ale były też opisane dwa przypadki, gdzie nie udało
          się i to one mnie najbardziej poruszyły. Na pewno nie chciałam cię zniechęcić,
          samborago.

          Zgadzam się z jol5, że to przecież nie jest tak, że Bóg chce byśmy mieli tuzin
          dzieci i jeśli mamy jedno to mijamy się z Jego wolą. tamten ksiądz wypowiedział
          tylko swoje zdanie, swoją opinię. Ale to przecież nie on jest tobą. Bez sensu
          jest decydować się na dziecko z poczucia winy lub pod presją otoczenia. Jeśli
          nie wydaje ci się, że powinnaś tak ryzykować swoim zdrowiem czy życiem, to
          przecież nie musicie decydować się na zajście w ciążę.

          Zresztą są też przypadki, że matka dowiaduje się, że jest w ciąży już po fakcie
          i że to zagraża jej życiu. Absolutnie nie osądzam kobiet, które w takim
          przypadku decydują się na aborcję, bo mając już męża i dzieci, to chyba
          najtrudniejsza decyzja przed jaką stają. W każdym wypadku ktoś na tym ucierpi.
          Ja byłam zachęcona przez ten program, że były matki, które się zdecydowały
          zaryzykować i poświęcić własne zycie i że w ogóle o tego rodzaju poświęceniu
          mówi się w publicznej telewizji. Ale nie chciałam nikogo zdołować czy osądzić.
          • samboraga Re: Właśnie obejrzałam fajny program... 14.07.05, 17:02
            Oleswavasmile - ja też jak jeż zareagoałam, bo to dla mnie ważny temat i 'na
            czasie'
            Tak, też myslałam o tym, że ja jednak się decyduję 'od początku' na trudną
            ciąże, a zdarzaja się i takie sytuacje o których piszesz...
            Sama znam taką sprawę - podczas ciąży kilkakrotnie leżałam na patologii ciąży,
            była tam dziewczyna z ciążą mnogą (trojaczki), miałyśmy podobny termin porodu...
            Długo starali się z mężem o dziecko, terapie dały rezultat-ciąże mnogą jak to
            często w takich przypadkach bywa. Oboje oni-lekarze. Znajomi (oczywiścei tez
            lekarze) doradzali im usunięcie jednego z dzieci (przyszła mama niska, drobna,
            słąbego zdrowia). Nie zgodzili się. Proponowano jej cesarskie w 8 miesiącu - bo
            dzieci juz duże, dadzą sobie radę, a bano się o nią. Nie zgodziła się, bo
            chciała dać to co najlepsze, żeby jak najdłużej były 'w', żeby dać im szanse
            (wedle wiedzy medycznej w 8 miesiącu już szanse są pewne, tyle że
            dzieci 'czeka' inkubator). Dzieci się urodziły zdrowe i duże jak na trojaczki.
            Dziewczyna zapadła w śpiączkę. Pamiętam jej męża na korytarzu, z rękoma
            ukrytymi w dłoniach...
            Pewnie, że tragedia może zdarzyć sie zawsze, i zdrowej kobiecie - ale tak mi
            żal było i jego, i tych dziecisad((
            • samboraga Re: Właśnie obejrzałam fajny program... 14.07.05, 17:35
              dodam tylko, bo nie napisałm jasno - obie decyzje tej dziewczyny należały do
              BARDZO trudnych, ale o ile pierwszą popieram i nie wyobrażam sobie inaczej, o
              tyle ta druga była od poczatku chybiona, (wiele razy rozmawiałysmy,
              polemizowałam z jej wyborem, ale oczywiście tylko ona mogła wybrać do końca)
              • jol5.po Re: Właśnie obejrzałam fajny program... 14.07.05, 19:33
                Samborago, przepraszam, że tak osobiście (ani nie czuję się zadomowiona na forum, ani nie wiem, czy tak z grubej rury mozna Ciebie pytać), ale jaka jest motywacja tego, że chciałabyś mieć drugie dziecko?
                Wiem, że masz problemy zdrowotne - a do tego ileż chociazby w postach powyżej dramatycznych wątpliwości
                Czy praprzyczyną jest to co powiedział kiedyś ksiądz (może nie bezpośrednią, ale nurtującą)??
                Czy to raczej strach teraz przemawia przez Ciebie - i stąd wyhylają się wszystkie stare lęki z szafy??
                Przecież stan zdrtowia może być tez wskazówką od Boga, że tak a nie inaczej musimy żyć - a nie że wszyscy musimy żyć według jednego scenariusza.

                ale może to po prostu ciąża z potrzeby serca, a watpliwości swoją drogą.
                Jesli za dużo chcę wiedzieć, to nie odpowiadaj, ale może jest wręcz odwrotnie masz ochotę o tym popisać??
                jeśli coś nadinterpretuję to przepraszam
                Jola
                • isma Re: Właśnie obejrzałam fajny program... 15.07.05, 08:44
                  To moze ja napisze, bo tez mnie temat osobiscie dotyka. Otoz tak. Miniatura
                  jest jedynaczka i jestesmy przekonani, ze najlepiej jest, aby takowa pozostala.
                  Jestesmy przekonani, to jest, wydaje sie nam, ze rozeznalismy to najlepiej, jak
                  mozna, starajac sie nie ulegac roznorakim, a sprzecznym emocjom.

                  Emocje z jednaj strony mowia, ze fajnie jest moc obdarowac miloscia wiecej
                  dzieci, fajnie jest je wychowywac, w szczegolnosci fajnie jest sie dowiadywac,
                  jak wychowuje sie chlopca wink)), tym bardziej, ze, jak nam sie wydaje, jak
                  dotad nie robimy tego najgorzej wink)).
                  Dalej, podlega sie roznorakim naciskom otoczenia, ktore oczywiscie najlepiej
                  wie, jak egoistyczni sa jedynacy, a takze, jak egoistyczni sa ich rodzice,
                  ktorzy, w mniemaniu tegoz otoczenia, przedkladaja kariere czy kase nad
                  przysporzenie ojczyznie nowych obywateli. W przypadkach skrajnych jest sie
                  przedmiotem podejrzen, ktorych tu nie zwerbalizuje, bo nie chce sobie cisnienia
                  podnosic. Szczegolnie poczesne miejsce, niestety, nalezy sie tu osobom
                  wywodzacym sie ze srodowiska zaslepionych prolifowcow ;-(((.

                  No, ale tez sa emocje zwiazane z obawami natury medycznej. Ja mam genetyczna
                  skaze krwotoczna, ktora, najogolniej mowiac, znacznie utrudnia utrzymanie ciazy
                  w pierwszych tygodniach. Teoria, a także praktyka, w dwoch pokoleniach
                  rodzinnie sprawdzona, wskazuje, ze jedna ciaza pomyslnie zakonczona przypada na
                  trzy poronione (uczciwie musze dodac, ze ciaza z Miniatura, wbrew lekarskim
                  teoriom, byla absolutnie bezproblemowa ;-O). Ryzyko dla mnie akurat tu jest
                  drugorzedne, chociaz tez istnieje.

                  Ale w zwiazku z powyzszym, oddzieliwszy leki od rzeczywistego, potwierdzonego
                  faktami ryzyka, nie uwazamy za celowe rozmyslne wystawianie Pana Boga na probe
                  i swiadome podejmowanie kolejnych eksperymentow ze statystyka.

                  Co nie znaczy, ze, gdyby Pan Bog nam splatal figla, to ze wszystkich sil i
                  mozliwosci medycyny bysmy sie nie starali o to zycie...
                • samboraga Re: Właśnie obejrzałam fajny program... 15.07.05, 10:32
                  Odpisałam wczoraj, ale wystąpił błąd na stronie i wszystko mi się skasowało, a
                  było juz późno, nie chciało mi się drugi raz zaczynać. Piszę więc jeszcze raz
                  teraz.

                  Jolusmile – na początek – ani nie sprawiłaś mi przykrości swoim postem, ani nie
                  jest ‘za mocny’smile) Za to ja zapomniałąm Ci podziękować za Twoje wcześniejsze
                  życzenia – niniejszym więc – dziękismile)

                  Zawsze chciałam mieć ‘dużo’ dzieci. Z moim mężem, wówczas narzeczonym,
                  poszliśmy do mojego lekarza z pytaniem o dzieci właśnie. Ucieszyliśmy się, że
                  mogę urodzić i to dwoje jeśli chcę, że to nie jest obciążenie przy mojej
                  chorobie, nawet mogę urodzic naturalnie (no, wyszła cesarka, ale to inny
                  temat) - ale że troje to już raczej nie. Ucieszyliśmy się, gdyby sie okazało że
                  możemy mieć jedno – też by było dobrze, dla mnie w tym względzie decydujące
                  jest zdanie lekarza, a nie gdybania spowiednika. Po prostu zrobiło mi się
                  smutno na zasadzie gromienia na kazaniu ‘że należy chodzić do kościoła’
                  skierowane do tych co właśnie do kościoła przyszli...

                  Niespodziewanie – nawet dla lekarzy – miałam trudną ciążę. Ale to akurat nie
                  było związane z moja chorobą (miałąm trudności jakie mogą zdarzyć się ‘zawsze’
                  m. in. zagrożenie poronieniem). Natomiast to, że ja je miałam oznaczało, że o
                  wiele gorzej je znosiłam.

                  Pól roku po ciąży pogorszyło się moje zdrowie. Przy chorym sercu tak bywa.
                  Właśnie bywa a nie jest. Dodatkowo w innym ośrodku niż sie leczyłam
                  zaproponowano mi zabieg, który miał polepszyć. Niestety pogorszył i to trwale:
                  (( To właśnie było działanie ‘bo ja chcę mieć dziecko’. Niestety nie
                  skonsultowałam tyle ile należało, podjęłam decyzje szybko i pochopnie, byłam
                  przygnębiona pogorszeniem się zdrowia i ‘chciałam jak najszybciej naprawić’.
                  Przykład fatalnego rozeznania – z trwałymi skutkami niestety. Później, już na
                  spokojnie, oględnie mi powiedziano, że zabieg nie był potrzebny....

                  Zapomniałam o drugim dziecku. Nawet nie pytałam lekarzy, bałam się że wezmą
                  mnie za wariatkę – tu tyle trudności i perypetii, a ja o dziecku... Ale na
                  ostatniej wizycie usłyszałam że to moje serce daje sobie radę (generalnie,
                  zabrzmi to paradoksalnie, ale ja mam wyjątkowo mocne serce – tyle że połatane),
                  że ‘stan stabilny’ a to najistotniejsze (że raz się popsuło i zatrzymało). I
                  że...jeśli drugie dziecko to najlepiej ‘zaraz’, jak najszybciej. Oczywiście
                  były dodatkowe badania. Pozostała moja decyzja – tak czy nie. Zdecydowałam na
                  tak. Zobaczymy...

                  Ja nie odbieram tej ciąży jako szczególnego poświęcenia, ale jako
                  kolejne ‘doświadczenie zdrowotne’ kolejną walkę. Wierzę, że wszystko będzie
                  dobrze. Może z boku to wygląda inaczej – ale wtedy znaczy, że i i moje życie
                  jest odbierane inaczej: jako tragiczne albo heroiczne – ‘bo tyle cierpień’. Ale
                  ja tak o sobie nie myślę!! Myślę, że mam normalne życie o tyle o ile ktoś ma
                  problem z mężem alkoholikiem, a ja borykam się z własnym zdrowiem. I tyle.
                  Wiodę naprawdę normalne życie – pracuję, mam rodzinę, robię tonę różnych
                  normalnych rzeczy. Tylko czasami ląduję w szpitalu i szybciej się męczę,
                  niestetysad(

                  Nie oczekuję drogi usłanej różami, ani też nie panikuję, bo bez wiary, że sie
                  uda nie podjęłabym tej próby. Dla mnie ta ciąża to jest jak kolejny epizod ze
                  zdrowiem. Jestem nastawiona na to, że ta ciąża przyspieszy zabieg który i tak
                  mnie czeka (tym razem to dobre rozeznaniewink, ale zamiast po 40-ce,
                  będzie ‘przed’ albo i od razu po urodzeniu maluszka. Jestem nastawiona, że tym
                  razem nie będę karmiła piersią, bo może się okazać, że od razu muszę wrócić do
                  leków, które odstawiłam na czas ciąży. I – tego się nie boję, to – nawet jeżeli
                  dla zdrowej osoby wygląda na trudne – jest częścią mojego życia w tym sensie,
                  że nie odbiega od innych moich bojów o zdrowie.

                  Jolu, strachu jest we mnie całe morze. Ja co do mojego zdrowia żyję ‘w ciągłym
                  strachu’. Tak po ludzku ujmując, bo ufanie i zawierzenie to jedno, ale jak się
                  kładę na ten stół operacyjny co 7-8 lat (mam rozrusznik serca i co tyle lat
                  jest wymiana) to strach, że ból, że niepewność – gdzieś tam zawsze się pojawia.
                  Cieszę sie tylko, że z biegiem lat ufam bardziejsmile) Chyba też wierzę mocniej.

                  Myślę, że moje życie to jeden wielki pretekst do oswajania tego strachu, tej
                  trwogi. Ja po prostu wiem, że mogę umrzeć, juz kilka razy byłam tak blisko (hm,
                  patetycznie to zabrzmiałosad(). I taka postawa jak tej dziewczyny z mojego postu
                  mnie wkurzyła, bo – myślę, że ona tak naprawdę nie wierzyła, że umrze, nie
                  wierzyła co traci, co jej dzieci stracą... Jeżeli pisałam ‘aż tyle’ to raczej
                  stąd, że przez moje doświadczenia mam większą wyobraźnię, co do tego jak to
                  bywa, gdy nie idzie bywa ‘jak się by chciało’.
                  No i też np. osoba po wypadku samochodowym ma pełne prawo bać się wsiąść do
                  samochodu, ale ja jestem z tych co jednak wsiadają, nawet jeśli do końca życia
                  miałabym to robić z drżeniem....

                  Każda ciąża ‘może się różnie skończyć’, doniczka może spaść na głowę jak idę
                  ulicą.... To czego sie teraz boję to właśnie że jednak wybrałam źle, że
                  faktycznie – miało być jedno dziecko, a ja na siłę... Ten wątek uderzył
                  dokładnie w mój dylemat. A ja nie chcę być heroiną co to daje życie dziecku i
                  umiera... Dla mnie heroizmu w tym nie ma za grosz, jest tylko mój błąd – tzn.
                  mam nadzieję, że go nie będzie.

                  No i cały czas ‘pracuję’ nad tym, by i ten ‘głęboki’ strach ogarnąć i nie się
                  trwożyć...
                  • samboraga jeszcze do Jol5:) 15.07.05, 16:30
                    Jolu, mam nadzieję, że teraz ja nie 'za mocno'...
                    W każdym razie nie miałam zamiaru, a też mam nadzieję, że mój post nie wywołał
                    wrażenia, że ze mną to trzeba jak z jajkiemcrying(
                    Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za życzeniasmile)
                    • jol5.po Re: 15.07.05, 19:35
                      Samborago, to tylko dzieci wróciły z kolonii (o 5 rano i snują się od tego czasu itd.itp, a teraz uff bajka). Przepraszam za przerwę w odpisaniu - widziałam post wcześniej, ale nie chciałam na szybko odpisywać.

                      To jednak z potrzeby serca ten dzidziuśsmile. Tak dużo napisałaś, niesamowite są Twoje doświadczenia ocierania się o śmierć, zwróciłam na to uwagę już we wcześniejszych postach.
                      I ta wola, by pchać do przodu - masz mocne serce, - doczytałam, że może już i dziecko jest z Wami. Będę mu mocno kibicować. I Tobie, byś mocno trzymała się na Twojej linie zdrowia (serce mocno, to i ją nie łatwo zerwaćsmile i żeby strach zmalał.
                      bardzo, bardzo Ci tego życzę

                      Ismo, no własnie, otoczenie zawsze wie lepiej - Ty masz za mało, ja mam za dużo. Zawsze źle.
                      Ale dotarłam do jeszcze jednej prawdy - przy trzecim byłam przekonana, że wszystkich to interesuje, bo oczywiście dawali temu wyraz, ale im dalej w las, tym docierało do mnie bardziej, że tak naprawdę nikogo to nie obchodziwink
                      (uświadomiłam to sobie kiedy znajomi zaczęli mylić się co liczby moich dzieci). Oczywiście to nie obejmuje złożoności problemu, ale chyba najwygodniej dla zainteresowanych (czyli dla nas przyjąc założenie, że jednak nikogo to tak naprawdę nie obchodziwink)

                      bardzo Was pozdrawiam jola
                      • oleswava Re: 15.07.05, 20:15
                        Samboraga, ja również życze Ci mnóstwo wytrwałości, wiary i powodzenia. Będę
                        się często modlic i o ciebie, i o dzidziusia. Wiesz, nie wiem, czy to w jakiś
                        sposób cię zachęci, ale... domyślam się, że całą sprawę przekładasz Bogu, bo
                        jeśli tu w czymś pokładać nadzieję (a raczej "w kimś") to tylko w Nim. Czy ja
                        się dobrze domyślam, że na razie jesteście na etapie starania się o dzidziusia
                        i jeszcze nie wiesz czy jesteś w ciąży? Bo jesli tak jest, to myślę, że
                        mogłabyś zaufać Bogu w bardzo prosty sposób: jeśli uda się zajść, to możesz być
                        pewna, że Bóg chce tego dzidziusiai że to była dobra decyzja, a jeśli nie, to
                        może po prostu znaczyć, że Bóg wie o czymś lepiej? Może to proste i banalne
                        rozumowanie, ale ja wierzę, że jeśli coś się przedstawia Bogu to On
                        autentycznie reaguje i przez pewne okoliczności naszego życia pokazuje swoją
                        wolę i to, co dla nas najlepsze.Ale na pewno wiesz, o co mi chodziwink No bo
                        szkoda przecież, żebyś cały czas trwała w niepewności - że chciałabyś mieć
                        dziecko, ale z drugiej strony nie wiesz czy to dobra czy głupia decyzja. No,
                        ale w każdym bądź razie będę się modlić o twoje zdrowie! Jesteś dzielną
                        kobietą.

                        Mam też pytanie do Joli - Czy możesz napisać ile masz dzieci? Oczywiście nie
                        chcę być zbyt wścibska i jeśli nie chcesz napisać to oczywiście nie pisz,
                        ale... ja po prostu uwielbiam duże rodziny i marzę by też mieć taką. Kiedyś
                        czytałam w "dziecko" artykuł o rodzinie liczącej sobie aż... 10 pociech.
                        Strasznie mi się podobało, choć nie wiem, czy aż tyle to byśmy dali radę...
                        • samboraga Re: 18.07.05, 09:15
                          Oleswavo, tak jak i Joli napisałam - wyprawialiśmy dziecię na wakacje
                          i...odpisuję z poślizgiemwink

                          >Czy ja się dobrze domyślam, że na razie jesteście na etapie starania się o
                          >dzidziusia i jeszcze nie wiesz czy jesteś w ciąży?

                          tak, to etap starań, choć mam nadzieję, że wkrótce zamieni się w pewnośćsmile

                          ale masz rację:

                          >Bo jesli tak jest, to myślę, że mogłabyś zaufać Bogu w bardzo prosty sposób:
                          >jeśli uda się zajść, to możesz być pewna, że Bóg chce tego dzidziusiai że to
                          >była dobra decyzja, a jeśli nie, to może po prostu znaczyć, że Bóg wie o czymś
                          >lepiej?

                          czekać w nieskończoność nie mogę (na horyzoncie za ok. 2 lata zabieg, więc
                          dziecko musi być wystarczająco wcześniej, musi też podrosnąć odrobinę) - nie
                          przybierałam się jeszcze do rozmów z Bogiem, że 'drugie jednak nie' bo póki co
                          radośnie czekamy...
                          ale masz rację, ja też wierzę w żywy dialog Boga ze mną, tylko mam już stracha,
                          przed moją interpretacją tego co On mi zsyła - no i to będzie dla mnie trudne
                          po takiej dawce nadziei, ale, zobaczymy, na razie jestem dobrej myślismile

                          bardzo, bardzo Ci dziękuję za modlitwęsmile))
                          • aka21 Re: Św. Dominik 19.07.05, 10:30
                            Przepraszam z góry ,że się wtrącam w tą tak bardzo osobistą dla Was sprawę. Nie
                            wiem co tak naprawdę znaczy czekać na dziecko, leżeć w szpitalu w czasie ciąży
                            itp. Na naszą córeczkę czekaliśmy pół roku. Ja zaczynałam już panikować co się
                            dzieje. Potem jak o naszych "próbach" powiedzieliśmy lekarce to się tylko
                            uśmiechnęła i stwierdziła, że to norma. Ale nie o tym chciałam pisać.
                            Jak zaczęliśmy oczekiwać naszego dzidziusia (i pojawiły się problemywink)to
                            spowiednik wysłał mojego męża do mniszek Dominikańskich na Gródek w Krakowie,
                            by je poprosić o modlitwę. Poszliśmy tam. Powiedzieliśmy siostrze na furcie
                            jaką mamy sprawę i poprosiliśmy o modlitwę (siostry modlą się w intencji
                            małżeństw które chcą mieć dzieci, a z różnych powodów nie mogą, a także
                            za "trudne ciąże"). Dostaliśmy też pasek św Dominika. Szczerze mówiąc jak go
                            zobaczyłam to stwierdziłam "co ten Ojciec wymyślił. Nie będę tego nosiła!! "
                            Mąż mnie jednak przekonał. Zaczęliśmy się też systematycznie modlić do św
                            Dominika. Po miesiącu od wizyty u mniszek zaszłam w ciążę, która była
                            bezproblemowa, poród też. Potem dowiedziałam się o innych znajomych które w
                            bardzo trudnych ciążach modliły się za wstawiennictwem św Dominika i wszystko
                            było dobrze. Moja przyjaciólka, która ma bardzo poważne problemy z nerkami (od
                            czasów studenckich) urodziła ostatnio drugie dziecko (po 6,5 roku). Nie obyło
                            się bez szpitala, insuliny, walki z wysokim ciśnieniem, ale dzieciaczek jest
                            zdrowy i mama też. za nich też modliły się siostry. O modlitwę poszli prosić
                            akurat w dniu w którym dowiedzieli się, że ich maleńka, kilkutygodniowa
                            pociecha odchodzi (brak tętna). To było dla nich bardzo trudne przeżycie. 14
                            miesięcy póżniej przytulali już drugiego synka.
                            Acha, te paski są poświęcane i mają przypominać o modlitwie do św Dominika.
                            A to namiary na stronę Mniszek Dominikańskich z Gródka. Linku dalej nie umiem
                            wkleić więc piszę:
                            www.dominikanki.republika.pl/index.html
                            a tam po lewej jest odnośnik do paska Św Dominika.
                            Pamiętam o Was w modlitwie i życzę dużo zdrowia, oraz szybkiej radości z
                            rosnącego brzuszka - daj Boże! Serdecznie pozdrawiam!
                            • samboraga Re: Św. Dominik 19.07.05, 10:52
                              >Dostaliśmy też pasek św Dominika. Szczerze mówiąc jak go
                              > zobaczyłam to stwierdziłam "co ten Ojciec wymyślił. Nie będę tego nosiła!! "

                              zaraz sobie wejdę na link, chociaż musze przyznać, że pierwszy raz o 'pasku św.
                              Dominika' słyszę...
                              dziękuję Aka za modlitwęsmile))
                              • aka21 Re: Św. Dominik 19.07.05, 11:25
                                A ja mam jeszcze taką nieśmiałą prośbę. Może mi ktoś powie jak się kopiuje i
                                umieszcza linki, żeby można było przez nie wchodzić. Tak mi trochę głupio,że
                                tego nie umiem sad((.
                                A co do paska to potem nosiłam go przez całą ciążę. I drugą też (jest już
                                naprawdę spranysmile))...i czeka na następną okazjęsmile - wciąż ten sam!
                                • samboraga o wklejaniu 19.07.05, 11:50
                                  Proste tj. krótkie linki - piszesz '' a potem dalej adres strony i
                                  kończysz enterem
                                  w poście link dalej będzie 'szary' ale jak wyślesz post to zroi się czerwony i
                                  aktywnysmile)
                                  Dłuższe linki - lepiej wejśc na stronę konwertującą długi link na krótki (ja
                                  używam tiny.pl) - i tam dostaniesz 'skrócony adres' który wklejasz do
                                  postu

                                  pełna instrukcja z eDziecka:
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=1&w=15740694
                                  acha, to jest na stronie 'eDziecko od kuchni'

                                  tam są tez trudniejsze sprawy, dłuższe linki, sygnaturki, wklejanie zdjęć itd.
                                  • samboraga Re: o wklejaniu 19.07.05, 11:54
                                    > Proste tj. krótkie linki - piszesz '' a potem dalej adres strony i
                                    > kończysz enterem

                                    no i zjadło to co było między apostrofamiwink

                                    jeszcze raz: piszesz HTTP:// (ALE małymi LITERAMI!!!! - nie mogę napisać małymi
                                    bo znowu 'zje'wink)) i dalej dodajesz adres strony i kończysz enterem
                                  • aka21 Re: o wklejaniu 19.07.05, 11:54
                                    Wielkie dzięki!! Jak tylko będę miała chwilkę czasu to popróbuję. Mam nadzieję,
                                    ze z sukcesem. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!
                      • samboraga Re: 18.07.05, 09:03
                        Jolu, teraz ja miałam przerwę w pisaniu - my właśnie wyprawialiśmy nasze
                        dziecko na wakacje z dziadkami

                        >może już i dziecko jest z Wami.

                        mamy taka nadzieję, że lada moment i będzie to 'oficjelna' wiadomość, ale póki
                        co (nie)cierpliwie czekamysmile)
                        w każdym razie nieomieszkam podzielić się tym szczęściem, no i dziękuję za
                        życzeniasmile))
        • happy_woman pragne tylko sprostowac:) 15.07.05, 20:14
          Pan Jezus nie byl jedynakiem.prosze oto fragmenty biblii na potwierdzenie Ew
          Mateusza12,46.pozdrawiam
          • oleswava Re: pragne tylko sprostowac:) 15.07.05, 20:25
            jeśli o to chodzi to nie jest to na 100%. A to dlatego, że słowo, które w
            Biblii jest używane jako "brat" ma z tego co wiem dwa znaczenia w języku
            aramejskim, może znaczyć "brat rodzony" ale też "kuzyn". Dlatego nie można na
            pewno stwierdzić, że Jezus był lub nie był jedynakiem.
          • happy_woman Re: pragne tylko sprostowac:) 15.07.05, 20:36
            jeszcze jedan cytat z PIsma SW Ew Marka 6,3.
            "Czy to nie jest ow ciesla.syn Marii,i brat Jakuba i Jozesa I Judy I Szymona? A
            jego siostry.czyz nie ma och tutaj u nas?
            • happy_woman Re: pragne tylko sprostowac:) 15.07.05, 20:45
              sorry za to "och" oczywiscie ma byc "ich tutaj u nas?" . na pewno nie ma sensu
              sie spierac o slowa ,bo to nic dobrego.jednak ja tych cytatow nie moglabym
              zrozumiec inaczej,jak tylko ze Jezus mial braci i siostry.pozdrawiam serd
              • direta Re: pragne tylko sprostowac:) 17.07.05, 00:29
                happy_woman napisała:

                > sorry za to "och" oczywiscie ma byc "ich tutaj u nas?" . na pewno nie ma
                sensu
                > sie spierac o slowa ,bo to nic dobrego.jednak ja tych cytatow nie moglabym
                > zrozumiec inaczej,jak tylko ze Jezus mial braci i siostry.pozdrawiam serd


                Miał, a jakże - wszyscy jesteśmy Jego braćmi i siostrami. A wracając do
                cytowanego tekstu:
                Jest tak jak pisze oleswava: słowo "brat" (ach) określa zarówno rodzonego
                brata, jak i kuzyna. Np. Rdz 29:12-15 brzmi dosłownie (według tekstu
                hebrajskiego) mniej więcej tak:
                12. Kiedy zaś powiedział Racheli, że jest _bratem_ jej ojca, synem Rebeki,
                pobiegła i opowiedziała o tym swemu ojcu.
                13. Gdy Laban usłyszał nowinę, że to jest Jakub, syn jego siostry, wybiegł mu
                na spotkanie, uściskał go i ucałował, i wprowadził go do swego domu. Wtedy to
                Jakub opowiedział Labanowi o wszystkim.
                /../15. rzekł do niego Laban: Czyż dlatego, że jesteś moim _bratem_, masz mi
                służyć za darmo? Powiedz mi więc, jaką mam ci dać zapłatę?

                Jest wiele innych przykładów w Bibli gdy krewnego określa się jako brata (lub
                siostrę)

                Ania
            • oleswava Re: pragne tylko sprostowac:) 15.07.05, 20:48
              Ja nie twierdzę, że jest tak, czy tak. Ale też zastanawia mnie fakt, dlaczego
              Jezus na krzyżu zwrócił się do Jana wskazując na Marię "oto matka twoja". Duzo
              ludzi twierdzi, że powiedział to dlatego, bo chciał, by Jan zaopiekował się
              Marią jak własną matką. Jesli tak było, to dlaczego nie zaopiekowali się nią
              jej inni synowie? czy Jezus powiedziałby tak, gdyby byli inni potencjalni
              bracia do zaopiekowania się jego matką? Ja tylko głośno myślę. Zawsze myślałam,
              że Jezus nie był jedynakiem, ale teraz nie jestem taka pewna. Ale postaram się
              dokładniej sprawdzić to słowo "brat" w aramejskim.
              • jol5.po Re: pragne tylko sprostowac:) 15.07.05, 21:11
                według mojej wiedzy (i denominacjiwink jest tak jak pisze oleswava. Ci biblijni bracia i siostry Jezusa to taka "przedłużona" rodzina. Ale ja bynajmniej nie chcę ciągnąć tematu, co by się tu drugi kod Leonarda da Vinci nie zrobiłwink

                Oleswavo tyle co w nicku, znaczy się 5 (12, 10, 8, 4, 2). Też czytałam artykuł w "Dziecku", najlepsze, że dobrą chwilę szukałam mamy tej dziesiątki na zdjęciu, bo nie byłam pewna czy to ona, czy jej córka - tak fajnie wyglądałasmile)

                A co do dzieci, myślę, że ich posiadania może (ale nie musi) być rodzajem powołania (którego wystepuje jeszcze dużo innych form).
                • oleswava Re: pragne tylko sprostowac:) 15.07.05, 21:17
                  Ojej, piątka to naprawdę super, gratuluję!!!!!
                  Ciekawa jestem, jak sobie radzisz jako mama. Z tym powołaniem, to zgadzam się,
                  i wydaje nam się (tj. mi i mojemu mężowi), że właśnie takie powołanie "wisi"
                  nad naszą rodziną. Tylko, że na razie mamy jedno, a ja czasami czuję się, jakby
                  wszystko wymykało się z mojej kontroli. Jeszcze nigdu nie było w moim życiu
                  takiego chaosu. Dlatego zastanwiam się, czy ja organizacyjnie wyrobiłabym z
                  jakąś większą ilością dzieci... Ale chciałabym je mieć, oj chciała.....
                  Pozdrawiamy gorąco waszą dużą rodzinkę!!!
                  • jol5.po Re: pragne tylko sprostowac:) 16.07.05, 10:55
                    Oleswavo, wiesz wyjechało mi troje dzieci na dwa tygodnie i co, przeciez ponad połowę stanu mniej, przy mnie taka typowa dawka dziecięctwa, rodzinka 2 + 2 - było ciężko. Maluchy wisiały na mnie. Pamiętam stan permamentnego chaosu, który otaczała mnie przy jednym dziecku - to tak, że przy dzieciach towarzyszy stan pernmamentnego chaosu nie ma siły, ale czy przy jednym czy przy wiekszej ilości, to już kwestia mniejszego przeskoku jakościowego niż przy stanie 0 dzieci - 1 dziecko. Acha i przy wiekszej ilości dzieci ten stan jest bardziej permamentny, bo tak szybko nie mijają poszczególne okresy. Jedno dziecko kończy fazę pieluszek przechodzi do następnej fazy, ale pojawia się następne itd.
                    Przy dużej ilości osób caly czas coś się dzieje - ilość bodźców w takiej rodzinie jest powalająca (już x lat mam wrażenie, że siedzę na bardzo szybko obracającej się karuzeli), ale to wszystko przychodzi stopniowo, można to jakoś oswoić (no i sa instytucje: szkołą itd., któe jednak zagospodarowywują dzieci na ileś tam godzin codziennie).
                    Ta chęć, którą masz w sobie i (Twój mąż co bardzo wazne), to może być świetny zadatek na takie zwariowane życie, to może być faktycznie powołanie, które woła o realizację. Bez tej chęci trudno jest siedzieć w tym kotłującym się kociołku, jakim jest duża rodzina - ale różnie się zdarza i różne sceniariusze przychodzi realizowac w życiu, nie zawsze zaplanowane.
                    A co do zorganizowania - to pewnie sprawa bardziej osobowości, owszem może pomagać, ale ja jestem przykładem osoby raczej źle zorganizowanej, a jakoś jeszcze żyję.
                    Tutaj na prywatnych forach na gazecie jest forum dla wielodzietnych, w następnym poście podeślę Ci link. Zapraszam Ci tam, duzo ciekawych rzeczy można poczytać, no i piszą dziewczyny także z mniejszą ilością dzieci - kazdy kto się poczuje tam dobrze, może czuć się zaproszonysmile.
                    Ale tutaj na forum jest też mama, która ma jeszcze większą rodzinę - zobacz w bazie forumowejsmile
                    bardzo Cię pozdrawiam i dziękuję za pozdrowienia
                    Jola
                    ps. masz śliczną Basięsmile)
                    • jol5.po Re: pragne tylko sprostowac:) 16.07.05, 10:57
                      to link do wielodzietnych
                      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16714
      • direta Re: Właśnie obejrzałam fajny program... 16.07.05, 23:40
        samborago - my też mamy jedno i jestem w podobnej jak Ty sytuacji (chociaz
        owo "wszystko" moze objac i dziecko, a co do mnie, to raczej pewnie bylby to
        uszczerbek na zdrowiu spory, niz smierc, chociaz roznie to byc moze. Do tego
        późno dosc przyszlo pierwsze, wiec na drugie z każdym rokiem "za późno". Zaden
        ksiadz mnie nigdy nie pytal o liczbe dzieci, ale np mąz nie chce slyszec o
        kolejnym i wysuwa argumenty i zdrowotne i materialne i wiekowe (odejdziemy
        szybciej niz zdazy sie usamodzielnic). Teoretycznie sie z nim zgadzam, ale jak
        czytam taki list jak Twoj - to Ci zazdroszcze.

        Ania
        • samboraga Re: Właśnie obejrzałam fajny program... 18.07.05, 09:28
          >jak czytam taki list jak Twoj - to Ci zazdroszcze.

          Aniu, ja też dobrze wiem, że te argumenty nie są błahe...
          Ja i tak mam zgryz, że to u mnie nie jest przed 30-ką, byłoby jeszcze lepiej. A
          za 3-4 lata, po kolejnej 'bateryjce' już nie będę próbować chociaż teoretycznie
          to możliwe (o ile pozostałe sprawy by były jak dotąd).
          Tak jak napisałm Oleswavie - mój czas otwartosci na wolę Bożą co do liczby
          dzieci jest ściśle ograniczony i...zobaczymy...
          Pozdrawiam Cięsmile)

          • samboraga Re: Właśnie obejrzałam fajny program... 18.07.05, 09:34
            > Aniu, ja też dobrze wiem, że te argumenty nie są błahe...

            chodziło mi oczywiście o Wasze argumentysmile
Pełna wersja