Kiedy Pan Bóg sprawdza, komu naprawdę ufam

15.07.05, 09:55
W sumie to ta historia pasuje i do wspomnień wakacyjnych i do wątku Samuela,
ale jest jakoś szczególna, więc potraktuję ją raczej jako świadectwo.

Wyjechaliśmy do Rabki z dobrymi wynikami, reszta do robienia po powrocie. W
niedzielę drugiego dnia po naszym przyjeździe odwiedziła mnie tam na króciutko
moja koleżanka z innego forum. Było to parę chwil po tym, jak Ciumak wrócił
już do Krakowa po odwiezieniu nas.

Pani doktor u której byliśmy przed wyjazdem zostawiła sobie rtg Sama do
pokazania radiologom. Jest znajomą mojej znajomej z forum, która mnie wtedy
odwiedziła. No i okazało się, że pani doktor dzwoniła i prosiła, żebym szybko
powtórzyła to zdjęcie rtg, bo radiologom z Prokocimia "coś" się bardzo na tym
zdjęciu nie podoba... Więc pewnie się domyślacie jak się czułam... okropnie.
Niestety w kryzysowych sutuacjach ciągle zachowuję się podobnie, to moja
duchowa pięta Achillesowa chyba - od razu widzę rzeczy jak najgorzej i patrzę
na Pana Boga jak na kogoś,kto mnie gnębi i męczy, a nie kocha... od razu
pomyślałam sobie "no tak, chciałam synka za bardzo, kocham go za bardzo, to mi
go teraz Pan Bóg zabierze". Naprawdę tak sobie myślałam, dziewczyny, niestetysad
No nic, niedzielny wieczór był jednym z tych intensywniejszych jeśli chodzi o
moje rozmowy z Panem Bogiem... do pani doktor w Krakowie nie mogłam się
dodzwonić, Ciumak był już w Krakowie, nie można się było wypłakać w koszulę,
cóż, pozostawało wypłakanie się i przerobienie tego z Panem Bogiem, o co
zapewne chodziło... Na szczęście szybko zrozumiałam, że ta sytuacja jest po
to, żebym opierała sie na Panu Bogu, a nie na moim mężu, który mimo swoich
rozlicznych zalet jest jednak tylko człowiekiem i to nie w nim na być moje
największe zaufanie...

Zdjęcie rtg udało się powtórzyć w Rabce, nie było tam nic groźnego... reszta
szczegółow w wątku u Samie, dla wytrwałych smile

Naprawdę, czasem jestem jak Izrael, Bóg działa w moim życiu, dziękuję Mu, a
gdy mnie coś przyciśnie, znowu zapominam i narzekam, jak oni na pustyni...
    • trolka72 Re: Kiedy Pan Bóg sprawdza, komu naprawdę ufam 15.07.05, 13:40
      Dobrze, że umiesz czytać z takich życiowych momentów.
      Jestem w podobnej sytuacji do Twojej: też 2 córcie i najmłodszy syncio (teraz
      3 msce), też boję sie o jego zdrowie; nieby okaz zdrowia, ale słabo trzyma
      główkę, neurolog mówiła, że wystarczy trochę więcej kłaść go na brzuchu i
      ćwiczyć, będzie ok, ale ja się jednak niepokoję. Też bardzo chcę zawierzyć tę
      sprawę Bogu, odpuścić, zaufać, poczekać...nie zawsze to wychodzi
      • oleswava Re: Kiedy Pan Bóg sprawdza, komu naprawdę ufam 15.07.05, 21:11
        Ojej, Marzek, a czy okazało się o co chodzi? mam nadzieję, że w końcu to jednak
        nic poważnego.. OJ trzymaj się mocno i mocno pana Boga, nasz strach o nasze
        pociechy to chyba największy jest, nie? Ja myślę, że Bóg go rozumie i chce nas
        wspierać w tych naszych chwilach słabości.

        Nie wiem,czy to was zachęci (tj. głownie marzek i trolkę) ale ja też okropne
        strachy przeżywałam, jak moja niunia w ogóle nie chciała przyjmować pokarmów.
        Ma teraz prawie 10 miesięcy i w ogóle waga tak mała, że szok. Musiałam ją co
        tydzień dwa, ważyć w przychodni+konsultacja lekarska. Tysiąc badań. Najgorsze
        było to, że ona prawie nic nie chciała jeść, bywały dni, że oprócz cyca nic
        przez cały dzień (a moje cyce to już chyba produkują teraz jedynie jakiś wątły
        substytut mleka). Dostawałam szału, histeri i ataków totalnej paranoi. Nie
        mogłam dosłownie nic zrobić, by połknęła jedzonko, które jakimś cudem udawało
        mi się wepchnąć jej do buzi. Najczęściej je wypluwała, albo połykała po ok. 15
        min. każde karmienie zajmowało mi 1,5 godzniny, i tak cztery razy dziennie.
        Strasznie się bałam co będzie dalej. No i w końcu wpadłam na to, by pogadać o
        tym z Bogiem (refleks to ja mam...). Oparłam się na fragmencie z Biblii, któy
        zachęca nas do wiary co to może "góry przenosić". Dla mnie to była "góra" nie
        do przeskoczenia. POmodliłąm się i postanowiłam uwierzyć, że On mnie wysłuchał
        i że stanie się jakiś cud. W końcu jeśli jest Bogiem, to chyba potrafi
        przekonac takiego niemowlaka, by zaczął jeść, bo z góry załozyłam, że Mu na tym
        zależy tak samo jak mi. Nie pytajcie jak to się stało. Zupkę w tym dniu Basia
        zjadła całą w ciągu 15 min, pierwszy raz od kilku miesięcy, karmiłam ją ze
        łzami w oczach. To było miesiąc temu i cały czas, ładnie normalnie je. Waga
        oczywiście od razu nie podskoczyła niewiadomo jak, ale ja po prostu jestem taka
        szczęśliwa. Mówię wam dziewczyny: DLA BOGA NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH!
        (musiałam to tak "głośno" powiedzieć, bo aż mi się chce piać z radoścismile))))
        On wie, jak nam pomóc przy naszych pociechach.
        Pozdrawiamy!!
        • mama_kasia Re: Kiedy Pan Bóg sprawdza, komu naprawdę ufam 16.07.05, 00:34
          Zrobił się z tego wątek o strachach, to i ja się podłączam.
          Nasza średnia przez kilka dni miała gorączkę (w nocy 40)
          i nic poza tym, lekko powiększone węzły chłonne na karku.
          Lekarka mówi, aby czekać. I tego czekania to ja nie lubię
          najbardziej. Już, natychmiast chciałabym wyjaśnienia sytuacji.
          Już chcę wiedzieć, co jest grane. A tu nie, trzeba czekać.
          No to czekam... Anula teraz śpi i strasznie się poci. Już nie
          ma gorączki, ale takie wielkie krople potu... W dzień
          wszystko w porządku, ale ... martwię się.
          Chciałabym tak po prostu zaufać i wyzbyć się strachu, ale
          on powraca, a ja jestem na niego bardzo zła.
          • marzek2 Re: Kiedy Pan Bóg sprawdza, komu naprawdę ufam 16.07.05, 10:37
            Mamo_Kasiu, jak ja Cię dobrze rozumiem... naprawdę...
            Gorączki są dziwne czasami, czasem to nic, a czasem jednak coś się dzieje.Ale
            wiesz, przypominam sobie dobrze, że moje dziewczynki ładnych parę razy miały
            infekcje objawiające się jedynie gorączką i też wysoką (ale to nie powracało tak
            często jak u Sama). Przechodziło po paru dniach. Mam nadzieję, że u Twojej
            córeczki jest podobnie.
            • jol5.po Re: Kiedy Pan Bóg sprawdza, komu naprawdę ufam 16.07.05, 11:03
              Mamo Kasiu, to dobrze, ze się poci - to znaczy, ze oddaje ciepło. Obserwuj ogólne zachowanie. Mnie niepokoją zawsze infekcje, które przechodzi tylko jedno dzecko, jeśli potem chorują inne jest OK. Znaczy się wędruje wirus i zaraża.
              Raz miałam tak jak opisujesz, u jednego dziecka gorączka i nic więcej, kiedy się skończyła zrobiłam badanie krwi, bo mnie to niepokoiło. Ale po 1,5 tygodnia zachorowały inne dzieci, miały podobne objawy, więc mnie to uspokoiło (trochę paradoksalniewink)

              goraczka zdarza się czasami, organizm walczy, stąd te powiększone węzły chłonne (one mogą się utzymać trochę dłużej takie powiększone), może nie wieać innych obajwów, może to tylko trzydniowa gorączka też tak bywa
              myślę, żę skoro ogólne zachowanie jest w porządku, to będzie OK
              czego życzę Jola
              • jol5.po Re: Kiedy Pan Bóg sprawdza, komu naprawdę ufam 16.07.05, 11:06
                Marzku, a powracająca gorączka u Sama rzeczywiście jest zastanawiająca, życzę Ci wyjaśnienia przyczyny
                może to taki okaz po prostu, delikatny, który reaguje tak immunologicznie

                oby się wyjaśniło
                Jola
                • direta Re: Kiedy Pan Bóg sprawdza, komu naprawdę ufam 16.07.05, 20:32
                  A mój kaszle i kaszle i kaszle. I już naprawdę nie wiem co z tym robić, czy
                  uznać, "że to taka uroda", czy się przejmować?
                  Ale jeśli nawet przejmowac, to co?
                  Jak miał trochę ponad 2 lata to się taki kaszel do niego przyplątał w
                  listopadzie i trwał do lutego. Najgorsze były noce, bo jak zaczynał o drugiej w
                  nocy to kończył o 5 nad ranem i nic nie pomagało.
                  W końcu poprosiłam o sakrament chorych. Następnego dnia po sakramencie wypadła
                  wizyta u pulmonologa (po chyba miesiącu oczekiwania) i pani od razu rozpoznała
                  zapalenie płuc (bardzo dziwne bo bezgorączkowe) zleciła RTG i rzeczywiście na
                  zdjęciu to wyszło. Zapisała odpowiednie leki i synek wyzdrowiał.
                  Ale jesienią wszystko się zaczęło od nowa tylko już nie aż takie jak wcześniej.
                  I tak to się ciągnie. teraz ma kaszel od kwietnia, ostatnio taki suchy,
                  krtaniowy, szczekający. Pani pulmonolog trzyma go na przeciwalergicznych, ale
                  bez efektu. Więc wtedy to chyba byłojakieś szczególne światło Ducha św. Nasza
                  lekarka rodzinna też od lat nic nie wie i "strzela w ciemno" zwykle mało
                  skutecznie. Tyle dobrego ze wystawia skierowania do specjalistów (ktorzy tez
                  nic nie wiedzą)
                  Może po prostu powinnam się zacząć więcej modlić? Paradoksalnie - po tamtym
                  strasznym kaszlu ponad 2 lata temu, każdy inny kaszel wydaje mi się lekki i
                  łagodny.
                  Bardziej niepokoi mnie inna sprawa i modlę się pytając jak reagować, ale może
                  ze zbyt mała wiarą, bo nadal nie wiem jak powinnam się zachowywać.
                  Otóż synek od pewnego czasu ma bardzo dziwne natręctwo. Kiedy zrobi znak
                  krzyża, to potem "musi" zrobić ten sam znak odwrotnie. Wiecie z czym mi sie
                  kojarzy krzyz do góry nogami, prawda? Rozumiecie więc mój niepokój. Z drugiej
                  strony na natręctwo nie należy (podobno) zwracać uwagi, bo może się utrwalić.
                  na razie liczę, że "wyrośnie" ale... co Wy byście zrobiły? Na początku jak
                  zobaczyłam, to odruchowo zwrócilam uwagę, nawet poprosiłam żeby tego nie robił,
                  tłumaczyliśmy z mężem na czym polega szacunek,postawy modlitwene itp Jedyny
                  efekt to ten, ze teraz robi odwrocony znak krzyża ukradkiem.

                  Ania
                  • mama_kasia Re: Kiedy Pan Bóg sprawdza, komu naprawdę ufam 16.07.05, 22:44
                    Aniu, co prawda z tego typu natręctwami nie miałam doczynienia, ale
                    u nas było już skakanie na jednej nodze, ruch nosem, i coś jeszcze.
                    Teraz jest taki nerwowy ruch głową. Mówię od czasu do czasu, żeby
                    próbował nad sobą panować. Uśmiecha się tylko i dalej te tiki.
                    Jakieś dwa lata temu pytałam o to pediatrę. Mówiła, że to normalne.
                    Tylko do jakiego wieku?
                    Wiem, że szczególnie niepokoi Cię, że jest to odwrócony krzyż, ale
                    przypuszczalnie jest to jednak tylko taki rodzaj tiku. Ciężko jest
                    się tym nie przejmować, ale chyba trzeba odpuścić.
              • mama_kasia Re: Kiedy Pan Bóg sprawdza, komu naprawdę ufam 16.07.05, 22:36
                Jola, dzięki smile
                Wiem, że jak się powtórzy u innych, znaczy wirus, ale
                wcale(!) nie mam ochoty na tego wirusa u pozostałych...
                Dzisiaj jest dobrze, obserwuję dalej - całą trójkę smile
Pełna wersja