Dla wytrwałych , kto chce niech czyta

10.08.05, 18:11
LIST
ZZA GROBUZZA GROBU
Z uwagami o. Bernhardina Krempela CP,
Doktora Teologii
Wstęp
Drogi Czytelniku! W tej małej książeczce znajdziesz coś bardzo ważnego dla
swojego życia. „We wszystkich sprawach pamiętaj o swym kresie, a nigdy nie
zgrzeszysz”
(Syr 7:36) – zaleca nam Nasz Pan.
„List zza grobu” opowiada historię wiecznego potępienia młodej kobiety. List
ten został znaleziony pomiędzy dokumentami pewnej zmarłej zakonnicy, która
była przyjaciółką potępionej kobiety. Siostra zakonna relacjonuje wydarzenia
z życia towarzyszki, która zginęła w wypadku samochodowym, jak również sprawę
wiecznego potępienia tej kobiety, oznajmionego jej we śnie. Kuria diecezjalna
w Trewirze w Niemczech autoryzowała jego publikację jako wielce pouczającą.
A gdyby nasz świat pomyślał o tym, co następuje po śmierci, czy zdążałby w
kierunku przepaści tak, jak to czyni obecnie? Polska stopniowo odchodzi od
chrześcijaństwa,nasza młodzież jest popychana ku nałogom, narkotykom i
pornografii! Jakże wiele katastrof pojawia się na łonie rodziny! Korupcja i
ogólne zamieszanie są przerażające!
„Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby je zbawić, Bóg
chce ustanowić w świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli
zostanie
zrobione to, co wam powiem, wiele dusz będzie zbawionych i nastanie pokój” –
powiedziała Matka Boża pastuszkom podczas objawienia w Fatimie 13 lipca 1917.
Zatem warunkiem pokoju i zbawienia wielu dusz jest spełnienie życzenia Matki
Najświętszej.
„List zza grobu” przynosi bardzo ważne wyjaśnienia, jak najbardziej zgodne z
tym, co doktryna katolicka mówi na temat życia po śmierci.Poprzez lekturę tej
małej książeczki można lepiej zrozumieć ostrzeżenie, z jakim zwróciła się
Matka Boska Fatimska do trójki pastuszków, jak również wagę odmawiania
różańca w intencji nawrócenia grzeszników.Ojciec Bernhardin Krempel CP,
doktor teologii, opublikował tę małą książeczkę z przypisami, które pokazują
zgodność jej zawartości z doktryną Kościoła katolickiego
dotyczącą tej kwestii i wskazuje środki, jakie mamy w zasięgu ręki, aby
uniknąć wiecznego potępienia.
.

Informacja wstępna
Wśród zapisków pozostawionych przez młodą kobietę, która zmarła w pewnym
klasztorze jako zakonnica, znaleziono następujące zeznanie:„Miałam
przyjaciółkę. To znaczy byłyśmy sobie wzajemnie bliskie jako przyjaciółki i
koleżanki w biurze M.Później, kiedy Ani wyszła za mąż, nigdy jej już nie
widziałam.Od czasu kiedy się poznałyśmy, wytworzyła się między nami
więź,będąca w gruncie rzeczy raczej z życzliwości niż przyjaźnią.Z tego
powodu za bardzo nie tęskniłam za nią, kiedy po zawarciu małżeństwa
przeprowadziła się do eleganckiej dzielnicy willowej,daleko od mojego
domu.Kiedy jesienią 1937 roku spędzałam wakacje nad jeziorem Garda,moja matka
napisała do mnie w połowie września: „Wyobraź sobie,że Ani V. zmarła.
Straciła życie w wypadku samochodowym. Wczoraj pochowano ją na cmentarzu w
W.”Ta wiadomość mną wstrząsnęła. Wiedziałam, że Ani nigdy nie była należycie
religijna. Czy była przygotowana, gdy Bóg ją nagle wezwał? Następnego ranka
uczestniczyłam we Mszy św., która była za nią odprawiana w kaplicy
pensjonatu, gdzie mieszkałam. Modliłam się żarliwie o jej wieczny spoczynek i
w tej samej intencji ofiarowałam Komunię św.Lecz cały dzień czułam się chora
i to uczucie choroby coraz bardziej narastało w ciągu dnia.Tamtej nocy spałam
niespokojnie. Obudziłam się nagle słysząc coś, co brzmiało jakby trzaśnięcie
drzwiami mojej sypialni. Zapaliłam światło. Zegar obok łóżka wskazywał
dziesięć minut po północy;jednak nic nie zauważyłam. Nie było żadnego hałasu
z wyjątkiem szumu fal jeziora Garda rozbijających się monotonnie o mur ogrodu
w pobliżu pensjonatu. Nie słyszałam wcale wiatru.Budząc się odniosłam jednak
wrażenie, że oprócz trzaśnięcia drzwiami dał się słyszeć jeszcze inny dźwięk.
Przypominał on podmuch powietrza, który zwykle odczuwałam w moim dawnym
biurze, kiedy mój kierownik, miał zły humor, rzucał mi na biurko listy od
natrętów.
Sprawdziłam, czy jest już czas, że powinnam wstać. Ach! to nic oprócz wybryku
mojej wyobraźni wywołanego wiadomością o jej śmierci.Odwróciłam się,
odmówiłam kilka „Ojcze Nasz” za dusze zmarłych i zasnęłam znowu.
* * *
Śniłam wtedy, że obudziłam się o 6.00 rano, aby pójść do kaplicy w
pensjonacie. Kiedy otworzyłam drzwi sypialni, nadepnęłam na pakunek, który
zawierał kartki jakiegoś listu. Podniosłam je i rozpozna łam pismo Ani, a
okrzyk był moją pierwszą reakcją.Drżąc, trzymałam kartki w dłoniach.
Przyznaję, że byłam tak wstrząśnięta, iż nie mogłam nawet odmówić „Ojcze
Nasz”. Prawie się dusiłam. Nie mogłam zrobić nic lepszego, jak wyjść na
zewnątrz. Spięłam więc pospiesznie włosy, włożyłam list do kieszeni i szybko
wyszłam z budynku.Gdy byłam już na zewnątrz, wspięłam się na wzgórza idąc
bardzo krętą ścieżką i mijając drzewa oliwne, drzewa laurowe oraz posiadłości
willowe, z dala od powszechnie znanej drogi „Gardesana”.Ranek wstał
promienny. W inne dni miałam zwyczaj zatrzymywać się po każdych stu krokach,
oczarowana wspaniałym widokiem, który mi oferowały jezioro i dostojnie piękna
wyspa Garda.Delikatny błękit wody orzeźwiał mnie i jak dziecko patrzy
podziwiając swojego dziadka, tak ja patrzyłam z podziwem młodego człowieka na
tamtą szarą górę Baldo, która wyrastała po drugiej stronie jeziora, wznosząc
się od 64 m nad poziomem morza do wysokości 2200 metrów.Dzisiaj tego
wszystkiego nie dostrzegałam. Po kwadransie spaceru, machinalnie usiadłam nad
brzegiem, opierając się o dwa cyprysy, gdzie dzień wcześniej czytałam z
wielką przyjemnością „Pannę Teresę”. Po raz pierwszy widziałam w cyprysach
symbol śmierci, rzecz, na którą nigdy nie zwracałam większej uwagi.
Wyciągnęłam list. Brakowało podpisu. Jednak bez najmniejszej wątpliwości było
to pismo Ani. Bez spiralnego dużego „S” i tego francuskiego „T”, które zwykle
irytowały pana G. Styl nie był jej. Nie był taki, jak było to w jej zwyczaju.
Ona dobrze wiedziała, jak rozmawiać i śmiać się– z tymi swoimi niebieskimi
oczami i wdzięcznym nosem. Tylko kiedy rozmawiałyśmy o sprawach religijnych,
stawała się zgryźliwa i wpadała w ten nieuprzejmy ton – jak w tym liście.
(Teraz sama weszłam w ten sam podekscytowany ton).
* * *
Oto on
List zza grobu od Ani V., słowo w słowo, tak jak go czytałam we śnie:„Klaro!
Nie módl się za mnie! Jestem potępiona. Jeśli Ci to mówię i jeżeli podaję Ci
szczegółowe informacje dotyczące pewnych okoliczności mojego potępienia, nie
myśl, że czynię to z przyjaźni.Tutaj nikogo już więcej nie kochamy. Wykonuję
to jako „część tej Siły, która zawsze chce zła, a zawsze czyni dobro”.Prawdę
mówiąc, chciałabym również Ciebie widzieć tu, gdzie pozostanę na zawsze .Nie
bądź zaskoczona moją intencją. Tutaj wszyscy myślimy w ten sam sposób. Nasza
wola skamieniała w tym, co wy nazywacie złem.Nawet jeżeli czynimy
coś „dobrego”, jak ja teraz, otwierając Ci oczy na temat piekła, nie robimy
tego z dobrą intencją .
Pamiętasz jeszcze:
Minęły 4 lata od czasu, jak się poznałyśmy w M. Miałaś 23 lata i już pół roku
pracowałaś w biurze, kiedy tam przyszłam. Wiele razy wybawiałaś mnie z
kłopotów; często dawałaś mi dobrą,radę. Ale czym jest to, co nazywa
się„dobrem”!Chwaliłam wtedy twoją „dobroczynność”. To śmieszne... Twoja pomoc
wypływała z czystej ostentacji, jak już wcześniej podejrzewałam.
Tutaj nie rozpoznajemy dobra w nikim!Znałaś moją młodość. Teraz wypełnię
pewne luki.
* * *
Według planów moich rodziców nie miałam nigdy istnieć. Byli oni beztroscy
przyczyniając się do mojego nieszczęsnego poczęcia. Kiedy przyszłam na świat,
moje dwi
    • lizaxo Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 10.08.05, 18:12
      siostry miały już 15 i 14 lat.Chciałabym się
      nigdy nie narodzić! Chciałabym móc się unicestwiæ i uciec od tych mąk! Byłoby
      to nieporównywalną przyjemnością, gdybym mogła przestać istnieć , tak jak
      ubranie spalone na popiół przestaje istnieć. Lecz konieczne jest, abym
      istniała; jest konieczne, żebym była taką, jaką siebie uczyniłam, z całym złem,
      jakie tkwiło we mnie na końcu mojego życia. Kiedy moi rodzice, jeszcze samotni,
      przeprowadzili się ze wsi do
      miasta, utracili kontakt z Kościołem.Tak było lepiej.Utrzymywali oni
      przyjacielskie stosunki z osobami, które porzuciły Religię. Spotykali się na
      tańcach i skończyło się na tym, że„musieli” się pół roku później pobrać.
      Podczas ślubu jedynie kilka kropel wody święconej spadło na nich, właściwie
      tylko po to, aby przyciągnąć moją matkę na niedzielną Mszę kilka razy w
      roku.Ona nigdy nie nauczyła mnie prawidłowo się modlić.Wyczerpywała wszystkie
      swoje siły w troskach dnia codziennego,nawet wtedy, gdy sytuacja nie była
      zła.Słowa takie jak modlitwa, Msza, woda święcona, Kościół, piszę jedynie z
      głębokim wstrętem i nieporównywalną odrazą. Głęboko nienawidzę tych, którzy
      uczęszczają do kościoła, zarówno ludzi, jak i w ogóle rzeczy z nim związanych.
      Wszystko powraca, aby nas dręczyć. Każde zrozumienie otrzymane w chwili
      śmierci, każde wspomnienie z życia, które znamy, przemienia się w palący
      płomień .I wszystkie te wspomnienia ukazują nam smutną stronę tych łask, które
      odrzuciliśmy. Jak nas to dręczy! Nie jemy, nie śpimy ani nie chodzimy na
      własnych nogach. Duchowo przykuci, my potępieńcy,przyglądamy się przerażeni
      naszemu niedoskonałemu życiu, wyjąc i zgrzytając zębami, dręczeni i wypełnieni
      nienawiścią.Czy mnie słyszysz? Tutaj pijemy nienawiść jak wodę. Nienawidzimy
      siebie nawzajem .Chcę, abyś zrozumiała, że bardziej niż czegokolwiek
      nienawidzimy Boga.Tamci błogosławieni w niebie powinni Go kochać, ponieważ
      stale Go widzą w Jego najbardziej majestatycznym pięknie. To czyni ich
      szczęśliwymi nie do opisania. My to wiemy, a ta wiedza nas rozwściecza .Ludzie
      na ziemi, którzy poznają Boga poprzez Jego stworzenia i Jego Objawienie, mogą
      Go kochać, ale nie są zmuszeni, aby tak czynić.Wierzący – mówię to z
      wściekłością– który kontempluje i rozmyśla o Ukrzyżowanym Chrystusie, będzie Go
      kochał.Lecz dusza, do której zbliża się Bóg jako straszny Mściciel i Sędzia,
      ponieważ został przez nią odrzucony, nienawidzi Go tak, jak my Go
      nienawidzimy . Nienawidzi Go całą siłą swej złej woli.Nienawidzi Go wiecznie,
      ze względu na fakt, że zakończyła swoje ziemskie życie odrzucając Boga. I ta
      przewrotna wola nigdy nie będzie cofnięta, ani my jej nigdy nie cofniemy.Czy
      pojmujesz teraz, dlaczego piekło powinno być wieczne?Ponieważ nasza
      zatwardziałość nigdy nie topnieje, nigdy się nie kończy.Zmuszając się, muszê
      dodać, że Bóg jest nadal miłosierny wobec Ciebie. Powiedziałam „zmuszam się”.
      Powód jest taki; pomimo że piszę ten list, nie jest możliwe, abym kłamała,
      chociaż chciałabym.Piszę na tym papierze wiele informacji sprzecznych z moją
      wolą.Również potok obelg, który chciałabym wyrzucić z siebie, muszę połknąć.Bóg
      był dla nas miłosierny nie pozwalając naszej woli, aby spowodowała to wszystko
      zło, które pragnęlibyśmy uczynić. Gdyby nam pozwolił, zwiększylibyśmy
      niezmiernie naszą winę i karę.Pozwolił nam umrzeć przedwcześnie – tak jak to
      stało się ze mną – lub wprowadził łagodzące okoliczności.Nawet teraz On jest
      miłosierny i nie zmusza nas, abyśmy się do Niego zbliżali, zatem pozostajemy w
      tej odległej części piekła, która zmniejsza nasze męki .
      Każdy krok bliżej Boga przyniósłby mi większe cierpienia, niż ty byś odczuwała
      chodząc tuż przy ogniu.Byłaś przestraszona kiedy pewnego razu oznajmiłam Ci,
      gdy spacerowałyśmy, co ojciec powiedział mi na kilka dni przed moją Pierwszą
      Komunią św.„Troszcz się o to, maleńka Ani, że dostajesz piękną sukienkę, reszta
      nie jest niczym innym jak tylko oszustwem.”Prawie się zawstydziłam z powodu
      twojego zaskoczenia. Teraz się z tego śmieję. Najlepszą częścią tego oszustwa
      było pozwolenie na przystępowanie do Komunii tylko dzieciom w wieku lat
      dwunastu.Do tego czasu już właściwie zdążyłam posiąść przyjemności tego świata
      i Religię umieściłam na końcu, za tym wszystkim, tak więc nigdy nie traktowałam
      Komunii poważnie.Nowy zwyczaj pozwalania dzieciom na przyjmowanie Komunii w
      wieku 7 lat rozwściecza nas. Staramy się znaleźć wszystkie możliwe sposoby
      uniknięcia tego, starając się przekonać ludzi, że aby udzielać dziecku Komunii,
      powinno ono mieć zrozumienie. Jest konieczne, aby popełniły przedtem jakieś
      grzechy śmiertelne. Bóg będzie mniej szkodliwy, niż kiedy jest przyjmowany z
      wiarą, nadzieją i miłością, tymi owocami Chrztu – pluję na to wszystko –
      jeszcze tak żywymi w sercu dziecka.
      Pamiętasz, że już miałam ten sam pogląd na ziemi?
      * * *
      Wracając do mojego ojca. Jak Ci opowiadałam, on tak bardzo kłócił się z moją
      matką, że ogromnie się tego wstydziłam. Ach! Co to jest wstyd? Śmieszna rzecz!
      Dla nas wszystko to jest obojętne.

      Opisane szczegóły z życia ojca Ani i następne wydarzenia są faktami.
      10

      Moi rodzice nigdy dłużej nie spali w tej samej sypialni. Ja spałam z matką, a
      mój ojciec w sypialni obok naszej, gdzie mógł wchodzić o dowolnej godzinie w
      nocy. Pił dużo i wydawał wszystkie nasze dochody. Moje siostry były służącymi i
      potrzebowały swoich pieniędzy,
      więc moja matka zaczęła pracować. W ostatnim roku jej gorzkiego życia ojciec
      bił ją wiele razy, ponieważ nie dawała mu pieniędzy. Dla mnie był zawsze bardzo
      dobry. Pewnego dnia opowiadałam Ci to wszystko, a Ty byłaś zgorszona moim
      kaprysem – co Cię nie gorszyło we mnie? Pewnego dnia zwróciłam dwukrotnie nowe
      buty, ponieważ ich kształt nie był wystarczająco nowoczesny .Tej nocy, w której
      apopleksja ugodziła śmiertelnie mojego ojca,
      wydarzyło się coś, o czym nigdy Ci nie mówiłam, ponieważ obawiałam się nagany z
      twojej strony. Dziś powinnaś to wiedzieć. Jest to pamiętny fakt, ponieważ był
      to pierwszy raz, kiedy moi okrutni kaci duchowi się ujawnili. Spałam w sypialni
      matki. Jej regularny oddech oznaczał głęboki sen.Nagle usłyszałam kogoś
      wypowiadającego moje imię. Głos całkowicie nieznany mruczał: „Co się stanie,
      jeśli twój ojciec umrze?”Nie kochałam mojego ojca od czasu, kiedy zaczął znęcać
      się nad matką. W zasadzie, ja już nikogo nie kochałam: przyczepiałam się tylko
      do kogoś, kto był jeszcze dla mnie dobry. Miłość bez naturalnego celu istnieje
      tylko w duszach, które żyją w stanie łaski.A ja w nim nie byłam.
      Tak odpowiedziałam temu tajemniczemu pytającemu:„Na pewno nie umrze”.Po
      krótkiej przerwie usłyszałam to samo dobrze zrozumiałe pytanie, nie martwiąc
      się, skąd ono pochodzi.„Bynajmniej! On nie umiera!” - pomyślałam bezczelnie.Po
      raz trzeci zostałam zapytana: „Co się stanie, jeśli twój ojciec umrze?”Nagle
      przypomniało mi się, jak mój ojciec często wracał do domu pijany, złorzecząc
      matce i jak zawstydzał nas wobec sąsiadów i przyjaciół! Wtedy krzyknęłam z
      zawziętością:
      „Tak, to jest to, na co zasługuje! Mam nadzieję ,że umiera!” Potem wszystko
      ucichło.Następnego ranka, kiedy matka poszła pościelić łóżko ojca,zastała drzwi
      zamknięte. Około południa otwarto je siłą. Ojca znaleziono wpół ubranego na
      łóżku – bez życia. Prawdopodobnie szukając piwa na strychu przeziębił się.
      Chorował przez długi czas...
      (Czy Bóg uzależniłby swoją decyzję od woli dziecka, któremu ten
      człowiek okazywał dobroć, aby podarować mu więcej czasu i dać szansę
      nawrócenia?)
      * * *
      Marta K. i Ty nakłoniłyście mnie, abym wstąpiła do„Stowarzyszenia Młodych
      Kobiet”. Nigdy Ci nie mówiłam, że traktowałam instrukcje tych

      • lizaxo Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 10.08.05, 18:13
        dwóch dyrektorek,
        Pań X., zupełnie rozrywkowo. Uważałam te zabawy za bardzo wesołe. Jak już
        wiesz, bardzo szybko zajęłam w nim ważną pozycję. To mi pochlebiało.Również
        wszystkie te wycieczki zadowalały mnie, mimo że czasami kończyły się pójściem
        do spowiedzi i Komunii. Właściwie nie miałam nic do wyznania. Myśli i uczucia
        nie nachodziły mnie wtedy. Do gorszych rzeczy nie byłam jeszcze
        dojrzała.Upomniałaś mnie pewnego dnia: „Ani, jeżeli nie będziesz się więcej
        modlić, to będziesz stracona”. Rzeczywiście modliłam się bardzo mało; było to
        zawsze wbrew mojej woli.Miałaś niewątpliwie powód, aby to powiedzieć. Wszyscy
        ci,którzy płoną w piekle, nie modlili się albo nie modlili się
        wystarczająco.Modlitwa jest pierwszym krokiem w kierunku Boga. Zawsze jest
        decydująca. Przede wszystkim modlitwa do Tej, Która jest Matką Chrystusa,
        Której Imienia nie zezwala się nam wymawiać.Nabożeństwo do Niej odciąga
        niezliczone dusze od diabła; dusze,których grzechy nieomylnie wepchnęłyby ich w
        jego ręce.
        Z wściekłością piszę, będąc do tego zmuszoną: modlitwa jest najłatwiejszą
        rzeczą, którą można robić na ziemi. Prawdę mówiąc,jest to najłatwiejsza droga,
        jaką dał nam On do zbawienia.Tym, którzy modlą się stale, Bóg daje ciągle po
        trochu tak wiele światła i umocnienia, że nawet tonący grzesznik może być przez
        modlitwę ostatecznie wyciągnięty, nawet jeśli zanurzył się w błocie po szyję.W
        ostatnich latach mojego życia zupełnie się nie modliłam; w ten sposób byłam
        pozbawiona łask, bez których nikt się nie może zbawić.Tutaj już nikt nie
        otrzymuje żadnej łaski. Nawet jeżeli byśmy ją otrzymali, odrzucilibyśmy ją z
        nienawiścią. Wszystkie wahania ziemskiego życia skończyły się i są poza nami.
        * * *
        W ziemskim życiu człowiek może przechodzić ze stanu grzechu w stan łaski. Ze
        stanu łaski może popaść w stan grzechu. Często upadałam przez słabość; rzadko
        przez zamierzoną złość. Wraz ze śmiercią ta niestałość, „tak” lub „nie”,
        upadanie i powstawanie, kończy się. Wraz ze śmiercią każdy przechodzi w swój
        stan końcowy, stały i nieodwracalny.
        Kiedy ktoś się starzeje, jego skoki stają się coraz słabsze.To prawda, że aż do
        śmierci można nawrócić się do Boga lub odwrócić się od Niego. Jednak w chwili
        śmierci człowiek decyduje ostatnim poruszeniem swojej woli mechanicznie, w ten
        sam sposób, w jaki był przyzwyczajony w swoim życiu. Dobre lub złe
        przyzwyczajenie staje się drugą naturą. Ono ciągnie go za sobą w ostatniej
        chwili. W ten sposób również ja byłam ciągnięta.Byłam całe lata z dala od Boga.
        Konsekwentnie, podczas ostatniego wezwania ze strony łaski, podjęłam decyzję
        przeciw Bogu. Nie dlatego,że popełnienie tak wielu grzechów było dla mnie
        zgubne, ale dlatego,iż nie chciałam się już poprawić.Ponadto, irytowałaś mnie
        upominając, abym uczęszczała na kazania i czytała pobożne książki. Tłumaczyłam
        się zawsze brakiem czasu. Czy miałam zwiększyć jeszcze bardziej moją wewnętrzną
        niepewność robiąc takie rzeczy?
        Kiedy dotarłam do tego krytycznego punktu, krótko przed moim
        opuszczeniem „Stowarzyszenia Młodych Kobiet”, byłoby mi już bardzo trudno
        prowadzić inne życie. Stawiając czoła mojemu nawróceniu nie dostrzegałaś, że
        został wzniesiony ogromny mur.
        Wyobrażałaś sobie, że moje nawrócenie będzie takie łatwe, kiedy powiedziałaś do
        mnie: „Więc dobrze się wyspowiadaj, a wszystko będzie w
        porządku”.Podejrzewałam, że to, co powiedziałaś, było prawdą. Lecz świat,diabeł
        i ciało już mnie trzymały w swoich szponach.
        Nigdy nie wierzyłam w działalność szatana. Teraz przyznaję, że demon mocno
        wpływa na taką osobę, którą wtedy byłam .Tylko wiele modlitw innych ludzi i
        moich własnych, wraz
        z umartwieniami i cierpieniami, odciągnęłoby mnie od diabła.I tak dokonywało by
        się to powoli.Niewiele jest osób opętanych cieleśnie; jednakże jest wielu
        ludzi,którzy są opętani wewnętrznie. Demon nie może posiąść wolnej woli tych,
        którzy nie poddają się jego wpływowi. Jednak za karę za odstępstwo jakiejś
        osoby od Boga, On zezwala, aby ta osoba była opanowana przez „Złego”.Ja również
        nienawidzę demona. Niemniej jednak lubię go,ponieważ on i jego pomocnicy, te
        upadłe anioły, które upadły z nim na początku czasu, usiłują was zwieść.
        Istnieją tysiące demonów. Wędrują one po świecie, niezliczona ich liczba, jak
        roje much poza najmniejszym podejrzeniem ich obecności.My, potępieńcy, nie mamy
        pozwolenia, aby was kusić; to mogą czynić tylko upadłe duchy .Nasze męki
        rzeczywiście zwiększają się za każdym razem, kiedy one przynoszą jakąś duszę do
        piekła. Lecz czym jest to wobec nienawiści !
        Nawet jeżeli chodziłam krętymi drogami, Bóg podążał za mną.Przygotowywałam
        dostęp dla łaski poprzez naturalne prace dobroczynne, które dzięki skłonności
        mojej natury nierzadko
        wykonywałam.Czasami Bóg przyciągał mnie do kościoła. Tam odczuwałam pewną
        tęsknotę. Kiedy opiekowałam się moją chorą matką, pomimo pracy w biurze w ciągu
        dnia, co naprawdę było dla mnie poświęceniem,wtedy odczuwałam bardzo mocno to
        przyciąganie w kierunku Boga.Pewnego razu – było to w szpitalnej kaplicy, gdzie
        miałaś zwyczaj zabierać mnie podczas godzinnej przerwy w południe – byłam pod
        takim wrażeniem, że znalazłam się o krok od mojego nawrócenia.Płakałam.Wtedy
        jednak przyjemności świata zatopiły łaskę jak powódź.Ciernie zadusiły pszenicę.
        Z wyjaśnieniem, że Religia to sentymentalizm,zgodnie z tym, co zawsze mówiono w
        biurze, również odrzuciłam tę łaskę, tak jak inne.Pewnego dnia upomniałaś mnie,
        ponieważ zamiast uklęknąć w kościele, pośpiesznie skinęłam głową. Uznałaś to za
        lenistwo i nigdy nie podejrzewałaś, że już wtedy nie wierzyłam w Obecność
        Chrystusa w tym Sakramencie. Teraz w To wierzę, jednak tylko naturalnie, tak
        jak ktoś wierzy w burzę, której oznaki i skutki może dostrzec.W tamtym
        przejściowym okresie znalazłam religię. Była ona dla mnie bardzo wygodna,
        ponieważ mówiła, że po śmierci dusza wraca na ziemię jako inna istota, a ta
        reinkarnacja nie ma końca.W ten sposób wyeliminowałam niepokojący problem
        tamtego
        świata, tak, że nie był już dłużej kłopotliwą sprawą.Dlaczego nie przypomniałaś
        mi przypowieści o bogaczu, którego narrator, Chrystus, wysłał do piekła
        natychmiast po śmierci, a innego,Łazarza, do raju? Lecz co byś tym osiągnęła?
        Nic więcej ponad to, co mogłaś zrobić swoimi świętoszkowatymi słowami. Krok po
        kroku,znalazłam boga, boga tak wystarczająco oddalonego ode mnie, że nie miałam
        żadnych zobowiązań wobec niego. Byłam odpowiednio przygotowana, aby zwrócić się
        wolą i bez zmiany wyznania ku panteistycznemu bogu albo nawet zostać zadufaną w
        sobie deistką.Tamten „bóg” nie miał nieba, aby mnie nagrodzić, ani piekła,żeby
        mnie straszyć. Pozostawiłam go w spokoju. Oto, na czym polegała moja wiara w
        niego.Łatwo się wierzy w to, co się kocha. Z biegiem lat, w ten sposób
        przekonałam samą siebie do tej mojej religii. Byłam z nią dobrze, nie będąc
        przez nią n
        • lizaxo Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 10.08.05, 18:14
          niepokojona.Jedyną rzeczą, która mogłaby złamać jej kark, był głęboki
          długotrwały ból. Lecz to cierpienie nie nadeszło. Czy rozumiesz, że„kogo Bóg
          kocha, tego karze”?
          * * *
          Był piękny lipcowy dzień, kiedy „Stowarzyszenie Młodych Kobiet” zorganizowało
          wycieczkę do A. Rzeczywiście bardzo lubiłam wycieczki, ale nie te
          świętoszkowate kobiety, które również brały w nich udział.Inny obraz, odmienny
          od Matki Boskiej Łaskawej z A., od niedawna pojawił się na ołtarzu mojego
          serca. Elegancki Max N. z domu handlowego stał na nim. Krótko przedtem
          rozmawialiśmy przy kilku okazjach. Tym razem zaprosił mnie na wycieczkę w samą
          niedzielę.Ta, z którą miał zwyczaj chodzić, była w szpitalu.Oczywiście, on
          zauważył, że miałam oczy utkwione w niego.Lecz wtedy jeszcze nie myślałam o
          wyjściu za niego za mąż.Był czarujący; jednak za bardzo lubił przebywać wśród
          wielu różnych młodych kobiet. Aż dotąd, zawsze chciałam mężczyzny, do którego
          mogłabym wyłącznie należeć, jako jedyna kobieta. Zachowywałamwięc pewien
          dystans.
          (To prawda. Pomimo całej swojej religijnej obojętności, Ani
          miała w sobie coś szlachetnego. Zdumiewa mnie, że „uczciwe” osoby
          mogą również trafić do piekła, jeżeli są w ten sposób nieuczciwe wobec
          Boga.)
          W czasie wycieczki Max skierował całą swoją uprzejmość na mnie. Na pewno nie
          prowadziliśmy rozmowy w stylu tamtych„nawiedzonych”, jak czyniły to wszystkie z
          was.
          Następnego dnia w biurze zbeształaś mnie, że nie pojechałam z tobą do A. Wtedy
          opowiedziałam Ci o mojej swawolnej niedzieli.Twoje pierwsze pytanie
          brzmiało: „Czy poszłaś na Mszę?”Szalona! Jak mogłam uczestniczyć we Mszy, skoro
          postanowiliśmy rozstać się o szóstej? Czy nadal pamiętasz jak się rozgniewałam
          i odrzekłam: „Dobry Bóg nie jest tak małostkowy jak wasi księżulkowie?” Teraz
          jestem zobowiązana Ci wyznać, że pomimo Swojej Nieskończonej Dobroci, Bóg
          traktuje wszystko znacznie poważniej niż księża.Po tym pierwszym spacerze z
          Maxem przyszłam tylko jeszcze raz na wasze spotkanie. W uroczystościach Bożego
          Narodzenia pewne rzeczy mnie pociągały. Lecz wewnętrznie byłam już od was
          odseparowana.Kino, tańce i wycieczki następowały po sobie. Czasami Max
          i ja kłóciliśmy się, ale wiedziałam co robić, aby zawsze zostawał ze mną.Byłam
          w bardzo niezręcznej sytuacji, kiedy rywalka wyszła ze szpitala. Była wściekła.
          Jej gniew działał na moją korzyść.Pozostawałam spokojna, co wywarło wielkie
          wrażenie na Maxie i w końcu zmusiło go do wybrania mnie.Wiedziałam, jak ją
          oczernić i odstawić na boczny tor. Mówiłam spokojnie, zewnętrznie będąc
          obiektywna, ale wewnętrznie wyrzucałam jad. Takie uczucia i insynuacje prowadzą
          bardzo szybko do piekła.Są one diaboliczne, w prawdziwym znaczeniu tego
          słowa.Dlaczego Ci to mówię? Aby udowodnić, że byłam ostatecznie
          wolna od Boga.Aby odłączyć się od Boga, nie było konieczne, żebyśmy – Max i ja –
          zaznajomili się „zbyt blisko”. Zrozumiałam, że straciłabym wiele w jego
          oczach, gdybym mu uległa przed czasem. Z tego powodu wycofałam się i
          odmówiłam.Naprawdę byłam gotowa zrobić cokolwiek, co uważałam za użyteczne.
          Zależało mi na tym, aby zdobyć Maxa. Z tego powodu naprawdę nic mnie nie
          powstrzymywało. Rozkochiwaliśmy się stopniowo, ponieważ oboje mieliśmy
          wspaniałe umiejętności, które mogliśmy wzajemnie doceniać. Ja byłam
          utalentowana i stałam się zdolną rozmówczynią. W ten sposób doszłam do punktu,
          gdzie trzymałam Maxa w swoich rękach, przekonana, że byłam jedyną,która go
          posiadała przynajmniej na kilka miesięcy przed ślubem.
          Oto na czym polegało moje odstępstwo od Boga – uczyniłam stworzenie moim
          bogiem. W pewnych sytuacjach można łatwo zauważyć, jak pomiędzy osobami
          odmiennej płci miłość jest sprowadzana do materii. To staje się czarem osoby,
          jej żądłem i jej trucizną. „Uwielbienie” jakie miałam dla Maxa, stało się dla
          mnie żywą religią.
          * * *
          To było wtedy, podczas przerwy obiadowej w biurze, kiedy tak obłudnie biegłam
          do kościoła, do księżulków, do odklepywania Różańca i innych bezużytecznych
          bzdur.Próbowałaś, mniej lub bardziej inteligentnie, umocnić to wszystko,
          zapewne nie podejrzewając, że dla mnie w ostatecznym rozrachunku był to sposób
          na uciszenie mojego sumienia, które sprzeciwiało się temu wszystkiemu, za czym
          podążałam – nadal Go potrzebowałam – aby usprawiedliwić moje odstępstwo
          racjonalnie.W głębi duszy byłam zbuntowana przeciw Bogu. Ty tego nie
          dostrzegałaś. Zawsze wierzyłaś, że byłam nadal katoliczką. Ja również chciałam
          być za taką uważana i nawet udzielałam wsparcia finansowego naszemu kościołowi.
          Myślałam, że takie „zabezpieczenie”nie zaszkodziłoby.
          Pomimo twojej pewności co do udzielanych odpowiedzi, zawsze myślałam sobie, że
          nie możesz mieć racji. Wobec naszej napiętej znajomości, ból naszego rozstania
          był niewielki, kiedy moje małżeństwo nas rozdzieliło.Przed ślubem poszłam do
          spowiedzi i przyjęłam Komunię jeszcze raz. Była to zwykła formalność. Mój mąż
          myślał w ten sam sposób.Zresztą, dlaczego nie miałam ich wypełnić? Dopełniliśmy
          ich tak jak innych formalności.Wy to nazywacie „niegodnym”. Lecz po
          tej „niegodnej” Komunii miałam większy spokój sumienia. To była ostania
          Komunia.Nasze życie małżeńskie było w zasadzie harmonijne. Mieliśmy te same
          opinie na prawie wszystkie tematy. Również w tej: nie chcieliśmy mieć ciężaru
          posiadania dzieci. Wewnętrznie mój mąż pragnął mieć jedno, nie więcej. Lecz w
          końcu udało mi się ten pomysł odsunąć. Bardziej lubiłam stroje, ładne meble,
          babskie herbatki, jazdę samochodem i inne podobne rozrywki.To był rok ziemskich
          przyjemności pomiędzy ślubem a moją nagłą śmiercią.Każdej niedzieli
          wybieraliśmy się na przejażdżkę samochodową lub odwiedzaliśmy krewnych mojego
          męża – wtedy wstydziłam się krewnych mojej matki. Lecz ci od mojego męża,
          pływali tak jak my na powierzchni egzystencji.Jednak wewnętrznie nigdy nie
          czuliśmy się szczęśliwi. Zawsze coś mnie w duszy gryzło. Chciałam, żeby ze
          śmiercią, która – jakwierzyłam – niewątpliwie miała nadejść za długi czas,
          wszystko się skończyło.
          Kiedy byłam małą dziewczynką, słyszałam raz na kazaniu, że Bóg wynagradza dobre
          czyny, których jakaś osoba dokonała. Jeżeli nie może ich nagrodzić w tamtym
          świecie, to nagradza je na ziemi.Niespodziewanie otrzymałam spadek (od ciotki
          Lote). Mój mąż był zadowolony widząc, jak jego dochody znacznie wzrosły. W ten
          sposób mogłam przyozdobić nasz nowy dom.
          * * *
          Moja religia była w ostatecznej agonii, jak oddalające się migotanie dnia w
          zapadającym zmierzchu. Bary i kawiarnie w mieście oraz restauracje, gdzie
          wstępowaliśmy podczas naszych podróży, nie zbliżały nas do Boga.Wszyscy ci,
          którzy je odwiedzali, żyli tak jak my wchodząc i wychodząc, wychodząc i
          wchodząc.
          Odwiedzając pewną słynną katedrę podczas wakacji,zachwycaliśmy się tylko
          artystycznymi walorami dzieł sztuki.Wiedziałam jak zneutralizować ten religijny
          powiew, który z niej emanował od czasów średniowiecza, poprzez ośmieszanie go
          przy każdej sposobności podczas wizyty. Tak więc krytykowałam zakonnika, który
          nas oprowadzał, za to, że był nieco brudny i głupi.
          Krytykowałam handel mnichów, którzy wytwarzali i sprzedawali likier oraz
          wieczne bicie dzwonów wzywające wszystkich do kościoła, gdzie tylko mówiło się
          o pieniądzach. W ten sposób, za każdym razem, kiedy łaska pukała do moich
          drzwi, ja ją odrzucałam.Szczególnie wylewałam swój zły humor na wszystko, co
          dotyczyło starych przedstawień piekła, jak było ono pokazane w książkach, na
          cmentarzach i innych miejscach, gdzie widać demony smażące dusze w piekle, w
          czerwonym i żółtym ogniu, oraz ich
          towarzyszy z długimi ogonami, przynoszących im coraz więcej ofiar.Klaro, piekło
          może być przedstawiane źle, ale nigdy z przesadą.Ponadto zawsze się bałam ognia
          piekielnego. Czy pamiętasz, ja
          • lizaxo Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 10.08.05, 18:14
            , jak w rozmowie o tym podstawiłam Ci pod nos zapaloną zapałkę i powiedziałam
            do Ciebie: „Oto jak on cuchnie!”Zdmuchnęłaś tę zapałkę bardzo szybko. Tutaj
            nikt nie może tego ognia zgasić. Powiem Ci więcej; ogień, o którym mówi Biblia,
            nie oznacza udręk sumienia. Ogień oznacza ogień. Musimy rozumieć
            dosłownie to, co Pan Jezus powiedział: „Idźcie precz ode mnie przeklęci w ogień
            wieczny przygotowany dla was”. Dosłownie!
            Ktoś zapyta: „Jak duch może doświadczać materialnego ognia?”A jak może cierpieć
            twoja dusza na ziemi, gdy twój palec jest trzymany w płomieniu?Twoja dusza
            również nie płonie, ale jaki ból musi znosić cały
            człowiek! Podobnie tutaj, jesteśmy przywiązani do ognia całym naszym
            jestestwem i naszymi zdolnościami. Nasze dusze zostały pozbawione swojej
            naturalnej lotności, nie możemy myśleć ani chcieć tego, czego chcemy .Nie
            staraj się wyjaśniać tej tajemnicy sprzecznej z prawami materii; ogień
            piekielny płonie nie spalając.
            * * *
            Nasza największa męka polega na tym, że wiemy, iż nigdy nie
            zobaczymy Boga.Jak wielką jest dla nas torturą, że na ziemi byliśmy na to
            obojętni!
            Gdy nóż leży na stole, nie robi na nikim wrażenia. Możesz widzieć
            13 S.Th. Suppl. q.70, a.3, r.: „Ogień piekielny dręczy ducha poprzez
            powstrzymywanie
            go od czynienia tego, co chce; nie może on działać, gdzie chce bądź tyle, ile
            chce”.ostrze, ale go nie czujesz. Lecz kiedy nóż wchodzi w twoje ciało, Ty
            krzyczysz z bólu.Teraz odczuwamy utratę Boga, zanim Go jeszcze
            zobaczyliśmy .Dusze nie cierpią równo. Im bardziej były frywolne,
            złośliwe,zdecydowane w popełnianiu grzechów, tym bardziej boli ich utrata Boga
            i tym większą torturę odczuwają.Potępieni katolicy cierpią bardziej niż
            przedstawiciele innych wyznań, ponieważ otrzymali oni zasadniczo więcej światła
            i więcej łask i ich nie wykorzystali.Ci, którzy wiedzieli więcej, cierpią
            więcej niż ci, którzy mieli
            mniej wiedzy.Ci, którzy grzeszyli ze złości, cierpią więcej od tych, co upadli
            przez słabość.Nikt nie cierpi bardziej, niż na to zasługuje. Och! Jak bardzo
            bym chciała, żeby to nie była prawda, abym miała powód do nienawiści!
            Powiedziałaś do mnie pewnego dnia: „Nikt nie trafia do piekła nie wiedząc o
            tym, że tam idzie.” To było objawione pewnemu świętemu.Śmiałam się z tego.
            Niemniej jednak, ukrywałam za tym myśl:„W takim przypadku nadejdzie odpowiedni
            czas na moje nawrócenie”.Oto w jaki sposób myślałam w skrytości.To, co
            powiedziałaś, zdarza się naprawdę. Przed moim nagłym końcem nie wiedziałam,
            jakie jest piekło. Żadna istota ludzka nie wie.Lecz dokładnie wiedziałam to:
            jeżeli umrę, pójdę do wieczności jak
            ktoś, kto zbuntował się przeciw Bogu. Będę musiała ponieść konsekwencje.Jak już
            oświadczyłam, nie zawróciłam, lecz podążałam nadal w tym samym kierunku,
            ciągnięta przez przyzwyczajenie, jak ci ludzie,
            którzy działają tym bardziej regularnie i w łatwiejszy do przewidzenia
            sposób, im bardziej się starzeją.
            * * *
            Moja śmierć wydarzyła się w następujący sposób:
            „Oddzielenie od Boga jest męką tak wielką jak Bóg” (wypowiedź przypisywana św.
            Augustynowi. Cf. Houndry Bibliotheca Concionatorum, Wenecja 1786, vol.2, ad
            Infernus, par.4, s.427)

            Około tydzień temu – mówię według waszego sposobu liczenia,ponieważ licząc
            według bólu, mogłabym już płonąć w piekle od dziesięciu lat – w niedzielę mój
            mąż i ja pojechaliśmy na wycieczkę,która była dla mnie ostatnią.Dzień wstał
            promiennie. Czułam się świetnie, jak rzadko kiedy.Jednak przebiegło mnie
            złowieszcze przeczucie.Nieoczekiwanie podczas powrotu mój mąż prowadzący
            samochód i ja zostaliśmy oślepieni światłem pojazdu, który jechał w przeciwnym
            kierunku z dużą prędkością. Mąż stracił panowanie nad samochodem.„Jezu!” –
            krzyknęłam. Nie jako modlitwę, ale jako okrzyk.Poczułam zabijający ból
            spowodowany ściskaniem – była to drobnostka w porównaniu z obecnymi mękami.
            Potem straciłam
            przytomność.Dziwne! Tego samego ranka zrodził się we mnie, w niewyjaśniony
            sposób, pomysł, że mogłabym pójść na Mszę raz jeszcze.Brzmiało to jak błaganie
            skierowane do mnie. Jasno i zdecydowanie
            moje „nie” ucięło tę myśl. Musiałam definitywnie skończyć z tym pomysłem
            chodzenia na Mszę. Biorę na siebie wszystkie tego konsekwencje. I teraz to
            podtrzymuję.
            * * *
            Co stało się po mojej śmierci, już wiesz. Los mojego męża, mojej matki, mojego
            ciała i pogrzebu, wszystko jest Ci znane, nawet w drobnych szczegółach, które
            ja znam dzięki naturalnej intuicji, jaką wszyscy tu mamy.O wszystkim, co się
            dzieje na świecie, mamy jedynie mętną wiedzę. Lecz znamy dobrze to, co nas
            bezpośrednio dotyczy. W ten sposób znam również twoje ostateczne przeznaczenie .
            * * *
            Zbudziłam się z tej ciemności w momencie mojej śmierci.Widziałam siebie
            otoczoną nagle przez oślepiające światło. Było to w tym samym miejscu, gdzie
            leżało moje ciało. Działo się to podobnie
            S.Th. Suppl. q.98, a.3: „Dusze potępionych nie mają pewnego poznania
            szczegółów, ale mają tylko mgliste poznanie ogólne materialnej natury.”jak na
            scenie w teatrze, gdy nagle gaśnie światło; kurtyna jest głośno rozsuwana i
            ukazuje się oświetlona scena: scena mojego życia.Tak jak w lustrze widziałam
            moją duszę. Widziałam łaski, które podeptałam od czasu dzieciństwa, aż do
            mojego ostatniego „nie”powiedzianego Bogu.Miałam wrażenie, że jestem zabójcą
            postawionym przed trybunałem naprzeciw swoich martwych ofiar. Czy chciałam
            żałować? Nigdy! Czy się wstydziłam? Nigdy!Jednak nawet nie było możliwe, abym
            pozostała w obecności Boga, którego się wyparłam i odrzuciłam. Tylko jedna
            rzecz pozostała dla mnie: ogień.Podobnie jak Kain uciekł od ciała Abla, tak
            moja dusza rzuciła się
            daleko od tego straszliwego widoku.Był to sąd szczegółowy.Niewidzialny Sędzia
            powiedział: „Precz ode Mnie!” Wtedy moja dusza została strącona, jak siarkowy
            cień, w miejsce wiecznych mąk!
            * * *
            Ostatnia informacja od Klary
            Tak się kończy list o piekle od Ani. Ostatnie słowa były prawie nie do
            odczytania, tak miały powykrzywiane litery. Kiedy skończyłam S.Th. Suppl. q.98,
            a.2, r.: „•li nie żałują za grzechy, dla nich byłby to złośliwy uczynek.Oni
            żałują tylko wtedy, gdy są karani bólem za swoje grzechy.” „Jest pewne, że
            piekło jest jakimś określonym miejscem. Lecz gdzie się to miejsce znajduje,
            nikt nie wie.”Wieczność mąk piekielnych jest dogmatem: zapewne
            najstraszniejszym ze wszystkich.Ma swoje źródła w Piśmie św. Cf. Mt. 25,41 i
            46; 2 Tes. 1,9; Jud. 13; Ap. 14,11 i 20,10;wszystkie z nich są niepodważalnymi
            tekstami, w których określenie „wieczny” nie może być zastąpione lub
            interpretowane przez „długotrwały”.Jeżeli nie byłoby właściwe, aby zilustrować
            ten dogmat w konkretnym przypadku, Pan Jezus nie musiałby korzystać w tym celu
            z przypowieści o bogaczu i biednym Łazarzu. To samo uczynił tam jak i tutaj:
            opisał piekło i jak można do niego trafić. Nie robił tego dla sensacji, ale z
            tego samego powodu, dla którego ukazała się ta publikacja.
            Cel tej broszury można wyrazić w następującej radzie: „Pozwól nam zejść do
            piekła,gdy jeszcze jesteśmy żywi, abyśmy do niego nie trafili kiedy umrzemy.”
            Ta rada skierowana do każdej osoby jest parafrazą Psalmu 54: „Descendant in
            infernum viventes,videlicet, ne descendant morientes”, którą znajdujemy w pracy
            (błędnie) przypisywanej św. Bernardowi (Patr.Lat. Migne vol.184, Col. 314,
            b).czytać ostatnie słowo, cały list zamienił się w popiół.
            Co to jest, co tam słyszę? Pomiędzy twardym akcentem linijek,które przeczytałam
            wyobraźnią, brzmiały słodkie dźwięki dzwonu.Obudziłam się nagle. Stwierdziłam,
            że nadal leżałam w sypialni wypełnionej światłem wstającego poranka. Z kościoła
            parafialnego dotarło bicie dzwonów na modlitwę.Czy to wszystko było snem?Nig
            • lizaxo Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 10.08.05, 18:15
              Nigdy nie odczuwałam w Pozdrowieniu Anielskim tak wiele pociechy, jak po tym
              śnie. Przerywając, odmówiłam trzy Zdrowaś Mario. Potem stało się dla mnie
              jasne: musisz uciekać się do Matki Najświętszej Naszego Pana, czcić ją z
              miłością, jeżeli nie chcesz, aby Cię spotkał ten sam los, o jakim mi
              powiedziała – nawet jeżeli to było we śnie – dusza, która nigdy nie zobaczy
              Boga.Nadal przestraszona i drżąca przez tę nocną wizję, wstałam,ubrałam się
              szybko i pospiesznie zbiegłam do domowej kaplicy.Moje serce biło mocno i
              niespokojnie. Lokatorzy, którzy klęczeli blisko mnie, spoglądali na mnie
              podejrzliwie. Chyba myśleli, że jestem tak podekscytowana i zarumieniona,
              ponieważ biegłam po schodach.Uprzejma pani z Budapesztu, bardzo cierpiąca,
              chuda jak dziecko,ledwie widoczna, ale jednak gorliwa w służbie Bogu i bardzo
              uduchowiona, powiedziała do mnie później w ogrodzie: „Panienko,Nasz Pan nie
              chce, aby Mu służono tak pospiesznie.”Jednak zauważyła wtedy, że coś mnie
              zdenerwowało i martwiło.I powiedziała uprzejmie: „Niech nic nie wywołuje twojej
              obawy; znasz radę św. Teresy – niech nic cię nie niepokoi. Wszystko przemija.
              Temu,kto posiada Boga, nic nie brakuje. Bóg sam wystarczy”.Gdy wyszeptała te
              słowa, bez cienia tonu kaznodziei, wydawało mi się, że czyta w mojej duszy.
              „Bóg sam wystarczy”. Tak, On wystarczy dla mnie na tym i na tamtym świecie.
              Chcę więc Go posiadać codziennie, pomimo wszystkich poświęceń, które muszę
              nadal czynić tu na ziemi, aby
              zwyciężyć. Nie chcę trafić do piekła.

              DODATEK
              WYJAŚNIENIA UZUPEŁNIAJĄCE
              1. Potwierdzenie straszliwego dogmatu o piekle
              a) „Czy piekło istnieje? – Dowody wymagane przez zdrowy rozsądek” o. Lacroix
              Wydawnictwo S.C.J., Tabaute. Jest to pierwsza oryginalna praca, która ukazała
              się u nas o przyspieszającym bicie serca
              problemie piekła (pierwsze wydanie w 1929 r., drugie w 1937),zawierająca 231
              stron, średniego formatu. Omawia tę problematykę dogłębnie i całościowo w 12
              rozdziałach, podając jako potwierdzenie dogmatu o piekle cztery
              zdroworozsądkowe dowody filozoficzne i odpowiadając zadowalająco na dwanaście
              pytań lub zarzutów.Jak każdy dogmat Kościoła ma swoje filozoficzne przesłanki
              wynikające z powszechnego ludzkiego zdrowego rozsądku, tak ciągle te same
              sofizmaty przeciw istnieniu piekła są przekazywane na świecie z ust do ust.
              Autor zadbał przede wszystkim o wskazanie przesłanek przeciwnych powszechnemu
              zdrowemu rozsądkowi, a następnie bada wartość przytaczanych dowodów. W końcu
              wykazuje, w rozdziale 9,powszechność wiary w piekło oraz w rozdziale 10 ukazuje
              właściwą naukę chrześcijańską na ten temat.Jako dowód powszechnej wiary w
              piekło wśród Żydów, autor przytacza następujące fragmenty z Biblii: Mojżesz
              (Wyj. 32,22), Job c.10) , Judyta (16,21), Izajasz (33,14 i 34,24) Jeremiasz
              (23,40), Daniel
              (12,2) i św. Jan Chrzciciel (Mat.3,12) oraz konkluduje: „są to świadectwa
              wielkiej wartości, a niektóre z nich pochodzą z głębokiej starożytności. Przez
              wiele wieków poprzedzających historię grecką i łacińską, już istniała wiara w
              piekło takie, jak mówiło o nim Pismo św.wiele razy, jako o prawdzie uznawanej
              przez wszystkich, a co najmniej przez wierzących”.
              Wiara w piekło (Tartar) i czyściec była rozpowszechniona wśród wszystkich ludów
              pogańskich starożytnego świata. Im bardziej rozwinęli swoją kulturę, tym więcej
              dokumentów o tej wierze
              pozostawili nam Asyryjczycy, Chaldejczycy, Egipcjanie, a nawet Grecy i
              Rzymianie. Wielu poetów i pisarzy mówi o powszechnej wierze w piekło wśród tych
              ludów, co świadczy o uniwersalności tej wiary u wszystkich ludów świata.
              Wspomniani autorzy to: Homer, Orfeusz,Hezjod, Linus, Horacy, Owidiusz,
              Wergiliusz, Seneka, Sokrates, Platon,Arystoteles, Cycero, Lukrecjusz, Celsus.
              Oto przykład, robiący
              wrażenie fragment z Lukrecjusza (Da natura rerum, lib. I.III): „Nikt nie jest
              już dłużej spokojny, niemożliwe jest, aby spać spokojniebig_grinlaczego? Ponieważ
              musi się bać wiecznych mąk po tym życiu, strach,z powodu którego nikt
              śmiertelny nie może być szczęśliwy...”Bezbożny Voltaire wyznaje (Addit. a
              l'Hist. Gener.): „Opinia o istnieniu czyśćca, jak również piekła pochodzi z
              najbardziej zamierzchłej starożytności”. Pojawiające się wykręty zaprzeczające
              istnieniu piekła nie pozwalają zapomnieć słów Jouberta (Pensees et Essais et
              Maximes,t.19, s.318): „Ponieważ rozumowanie atakuje instynkt i powszechną
              praktykę, będzie trudno ją (wiarę w piekło) odrzucić, ale z pewnością jest ona
              oszukańcza i fałszywa”. (s.194)
              W Nowym Testamencie wymienia się wiarę w istnienie piekła jako jedną z
              fundamentalnych prawd Religii Chrystusowej. Pan Jezus nie wskazywał tej prawdy
              tylko dwa albo trzy razy jakby mimochodem,lecz piętnaście razy w najbardziej
              wyrazisty i dobitny sposób, jak u Marka (9,42), Łukasza (16,19) i Mateusza
              (25,41). Również sami Apostołowie często odwołują się do kary wiecznego ognia,
              jak św. Juda(7), św. Paweł (2 Tes. 1,9) i św. Jan (Ap. 14,11; 20,10). W
              oczywisty
              sposób teksty te wskazują bez ogródek, że piekło istnieje.b) „Chrystus i
              demony” Dr Armando Polz (171 s.); WydawnictwoS.C.J., Tabaute. Temat demonów
              jest powiązany z tematem piekła.Jeżeli duchy potępione przez Boga istnieją i
              jeżeli dążą, aby zabrać jak największą liczbę ludzi ze sobą na wieczne
              zatracenie, to jest jasne, że dla tych wszystkich potępieńców musi istnieć
              niezmierzone piekielne
              więzienie, tak jak wiara chrześcijańska ukazuje, wraz z ogniem straszliwych
              mąk.We wprowadzeniu autor przedstawia ogólny zarys tematu,objaśniając
              pogańskie, żydowskie i chrześcijańskie wierzeniadotyczące demonów.Tym, który
              musi znać doskonale demony, nie jest nikt inny jak sam Bóg, Pan Nasz Jezus
              Chrystus. Z niezliczonych tekstów Pisma św. Autor wybiera i przytacza słowa
              Chrystusa o realności demonów. W pierwszej części wskazuje dziewięć cech
              charakterystycznych demonów;w części drugiej dowodzi zwycięstwa Chrystusa nad
              nimi wszystkimi.Swój końcowy wniosek o niezaprzeczalnej boskości Chrystusa,
              autor wyprowadza z Jego absolutnego zwierzchnictwa nad demonami.Jeśli zatem
              demony istnieją tak, jak je Chrystus opisał jako wrogów Boga i człowieka, to
              musi istnieć piekło, gdzie wszystkie z nich są potępione na zawsze razem z
              ludźmi przez nich zwiedzionymi i tymi,którzy zbuntowali się przeciw Bogu.
              2. Na drodze do piekła znajdują się wszyscy bezbożnicy
              i nie pokutujący grzesznicy
              Bezbożnicy są to ludzie, jak sama nazwa wskazuje, bez Boga. Nie chcą oni nic
              wiedzieć o Bogu ani o Chrystusie i Jego Religii. Zmierzają do punktu, w którym
              będą siebie nienawidzić i prześladować. Tworzą
              ogromną armię szatana na tym świecie. Masoneria i analogiczne stowarzyszenia
              jako niewidzialni przywódcy należą do diabła. Wszyscy nihiliści, anarchiści,
              bolszewicy i komunistyczni bojownicy na całym
              świecie należą do niego. Ci wszyscy „bez Boga”, którzy wypierają się Boga w
              teorii i praktyce oraz ci, którzy żyją bez Niego, należą do diabła.Istnieje
              niezliczona ilość ludzi znajdujących się w takiej sytuacji.
              Konsekwencje tego są zgubne: ponieważ nie chcą oni poznać przez całe życie Boga
              i prześladują Religię jak tylko mogą, ich wieczny los nie może być inny
              jak „bez Boga”, będą strąceni do piekła i dręczeni przez
              demony przez całą wieczność.Tak samo na drodze do piekła znajdują się wszyscy
              nie pokutujący grzesznicy. Święty Paweł ostrzegał (1 Kor 6): „Nie dajcie się
              zwieść:
              ani bezbożnicy, ani bałwochwalcy, ani złodzieje, ani skąpcy, ani pijacy nie
              posiądą Królestwa Niebieskiego”. Oprócz tych grzechów uczynkowych są też
              grzechy zaniedbania, czyli uchybienia w wypełnianiu ważnych obowiązków stanu
              lub zawodowych: stanu małżeńskiego,kapłańskiego lub religijnego, wykonywanego
              zawodu lub zajmowanego stanowiska. Nikt nie może zwolnić siebie z
              • lizaxo Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 10.08.05, 18:16
                wykonywania tych obowiązków. Z tego zaniedbania wynika, w życiu każdego,
                możliwość popełniania wielu grzechów śmiertelnych: myślą, mową,
                uczynkami,grzechów pychy, niesprawiedliwości i przepychu.
                Jeżeli grzech ciężki zasługuje na karę piekła, to będą strąceni do piekła ci,
                którzy nie wyrzekli się grzechu, nie żałowali za niego i nie naprawili go, jak
                to dzieje się w przypadku ostatecznego braku skruchy u człowieka, który umiera
                w grzechu lub bez żalu. Błądzić i grzeszyć jest rzeczą ludzką, ale upierać się
                przy błędzie i trwać w grzechu jest rzeczą diabelską. Jeżeli w chwili grzechu
                człowiek pozwala sobie na fascynację grzeszną rozkoszą, to wkrótce po jego
                popełnieniu otwierają się mu oczy i wraca rozsądek; naturalnie będzie on
                zawstydzony i zacznie żałować. Jeżeli przeciwnie, upiera się przy swoim
                grzechu, to tym bardziej jest winny. Uparte trwanie w grzechu jest grzechem
                przeciwko Duchowi Świętemu. Odwlekanie nawrócenia prowadzi bardzo często do
                najwyższej kary za brak ostatecznej skruchy i w konsekwencji do piekła.
                ZAUWAŻ: Jako logiczny wniosek z tego, co zostało powiedziane,trzeba również
                zauważyć, że oprócz zdeklarowanych wrogów Boga, wszyscy ci, którzy nie chcą o
                Nim słyszeć, czytać i wiedzieć, oraz
                ci, którym nie zależy, aby Go znaleźć, a także ci, którzy żyją tak jakby On nie
                istniał, nieuchronnie trafią do piekła.
                3. Nieuchronna alternatywa
                Bóg umieścił człowieka w świecie pełnym wspaniałości, które go otaczają, dając
                mu nakaz rządzenia niższymi stworzeniami,wykorzystywania ich bez nadużywania,
                aby dał Bogu to, co powinien Mu dać, aby Go czcił, aby Go wychwalał ponad
                wszystko, i aby człowiek kochał swojego bliźniego jak siebie samego. Dał mu
                rozum wystarczający do odróżniania dobra od zła i siłę odpowiednią do unikania
                zła i czynienia dobra. Poprzez modlitwę Bóg daje człowiekowi tyle łask, ile on
                potrzebuje, aby wypełnić swoje przeznaczenie.Gdy człowiek żyje na ziemi,
                znajduje się pomiędzy dwoma biegunami, pomiędzy ostatecznym posiadaniem Boga w
                niebie a ostatecznym zatraceniem w piekle. To zmusza go do dokonania wyboru
                pomiędzy Najwyższym Dobrem a Najwyższym Złem. Poprzez swoje życie ujawnia się
                on jako istota będąca za lub przeciw Bogu, jako przyjaciel Boga albo ten, kto
                się buntuje przeciw Niemu. Jeżeli człowiek woli bardziej przemijające dobra
                tego świata niż duchowe nagrody tamtego, to straci je wszystkie, te z tego i te
                z tamtego świata.Na końcu życia będzie on odrzucony w kierunku bieguna
                przeciwnego Bogu, prowadzony przez demony i wrzucony w najstraszniejsze męki
                piekielne.Każdego dnia swojego życia człowiek staje po raz kolejny wobec tej
                przerażającej alternatywy, dotyczącej jego ostatecznego wiecznego losu. Od tej
                alternatywy nikt nie może uciec. Jest to ostateczna
                nieuchronność czekająca wszystkich. Wraz ze śmiercią, każdy otrzyma nagrodę za
                to, co wolał w swoim ziemskim życiu: będzie z Bogiem wiecznie w niebie albo
                będzie strącony do piekła, miejsca wiecznego
                potępienia i mąk bez końca. Nikt nie może uniknąć tego dylematu, tej
                nieuchronnej alternatywy. Nikt nie może uciec z rąk Boga. Przed Bogiem nie ma
                ucieczki – uciec można tylko w Jego ramiona.
                4. Bojaźń i miłość Boga
                Pan Jezus wśród swoich słuchaczy przede wszystkim kładł nacisk na konieczność
                świętej bojaźni Bożej. Wystarczy przypomnieć tekst św.Mateusza (10,28): „Nie
                bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a duszy
                zabić nie mogą, ale raczej bójcie się Tego, który i duszę i ciało może zatracić
                w piekle”. Reguła, w której duchowość wyraża bojaźń Bożą,jest
                zasadnicza: „Bojaźń Boga jest ostatnią barierą, którą napotyka
                gwałtowność pokusy. Jeżeli człowiek pozostanie stanowczy, to ocali siebie od
                pogrążenia się w grzechu. Jeżeli nie będzie się opierał, stanie się ofiarą
                własnej przewrotności”. (s.62 cytowanej pracy). W rzeczywistości„Bojaźń Boga
                jest początkiem mądrości”. (Mdr. 1,7).Bojaźń i miłość Boga nie wykluczają się,
                ale wzajemnie się wspierają i uzupełniają. Pomiędzy nimi dwiema jest jeszcze
                jeden motyw – korzyści. Bojaźń, korzyść i miłość, prawowite lub nieprawowite,
                są trzema głównymi motywami, które wprawiają w ruch cały świat. Jeżeli miłość
                Boga nie jest wystarczająca dla człowieka, aby wypełniał Prawo Boże, to opiera
                się ona na pozostałych dwóch motywach, korzyści i bojaźni Bożej. Jest to
                ostatni środek, jaki Bóg stosuje, aby zobowiązać człowieka do kroczenia
                właściwą drogą i wypełniania swoich obowiązków. Bóg akceptuje służbę i ludzką
                skruchę zarówno wypływającą z pełnej szacunku synowskiej bojaźni,poprzez którą
                grzesznik rzeczywiście ucieka od grzechu, ponieważ on obraża Boga i wywołuje
                Jego gniew, jak i wynikającą ze strachu przed karą. Poza spowiedzią, tylko
                doskonały żal z miłości do Boga jest ważny, aby uzyskać odpuszczenie grzechów.
                Z tej perspektywy można zobaczyć ogromne dobrodziejstwa i niezmierne korzyści,
                jakie daje katolikom spowiedź.Z miłości do człowieka Bóg stworzył świat z całym
                jego pięknem.Z miłości, którą Bóg przeznaczył człowiekowi, aby pewnego dnia żył
                z Nim razem w niebie, w towarzystwie wszystkich Aniołów i Świętych.Jednak
                człowiek musi chcieć tej szczęśliwości, zasługiwać na nią i być wartym Boskiego
                towarzystwa, poprzez właściwe życie i wierność
                Bogu. Oto powód tego przejściowego stanu człowieka i próby, której został on
                poddany na tym świecie aż do swojej śmierci. Samo piekło zostało stworzone
                przez Boga z miłości do człowieka, aby sprawiedliwie zobowiązać nas i prawie
                nas zmusić, żebyśmy Go kochali. Lecz ten, kto odmawia odpłacania Bogu miłością
                i upiera się przez swoją złośliwą przewrotność, służąc bożkom tego
                świata,nieuchronnie utraci niebo z jego wieczną szczęśliwością i trafi do
                piekła wiecznych mąk. Jednakże, dopóki człowiek żyje na tym świecie, Bóg
                nieustannie podąża za nim, aby go do Siebie przyciągnąć i nawrócić,oferując mu
                łaskę i przebaczenie. W każdej chwili przyjmie On w otwarte ramiona skruszonego
                syna marnotrawnego z dobrocią i miłosierdziem.

                • lizaxo Wybaczcie rozgardiasz w kilku momentach 10.08.05, 18:18

                  ale raz kawałek tekstu źle mi się skopiował dojdziecie.Pozostawiam to bez
                  komentarza. Nie będę też odpisywac na beznadziejne teksty. Tak jak powiedziałam
                  bez komentarza. Pozdrawiam
                  • isma Re: Wybaczcie rozgardiasz w kilku momentach 11.08.05, 08:09
                    Z calym szacunkiem, ale skad wiesz, ze teksty forumowiczow beda "beznadziejne"?
    • jaacek Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 11.08.05, 00:35
      Sorry, ale to doskonała ilustracja do mojego watku o "dziwnych stronach
      katolicyzmu". Drugi koniec tego samego zjawiska to katakumby w Palermo, gdzie
      zmarłych przez ponad 200 lat suszono i wieszano pod ścianami lub rozkładano w
      malowniczych grupach wzdłuż korytarzy i sal kapucyńskich podziemi.
    • marzek2 Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 11.08.05, 10:14
      Ja szczerze mówiąc nie wiem, po co ten tekst został zamieszczony. Jeśli tylko,
      żeby sobie poczytać, ok. Ja nie byłam tak wytrwała, ale może inni będą. Tylko
      smuci mnie komentarz do postów nt "beznadziejnych" postów i zamykanie się na
      dyskusję na dzień dobry. Ja nie czytałam. Ale nawet jak ktoś przeczytał, to
      komentować nie można? Wiesz to tak, jakbyś w rozmowie z kimś powiedziała coś,
      tylko po to, żeby coś powiedzieć, zaznaczyć swoją obecność i wyszła...
      • lizaxo Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 11.08.05, 14:48
        niwiem o co ci chodzi bo mnie chodziło o to , że nie będę odpisywać na wątki
        kpiące i wyszydzające. A zamieściłam to tylko i wyłącznie po to aby ludzie
        przeczytali bo to wspaniała historia i nic poza tym
        • luna15 Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 02.09.05, 10:57
          Hmm, historia ciekawa, ale dla mnie nie jest "wspaniała", Bóg jest Miłością i
          to przez wielkie M, a ta historia jest dobijajaca, strasząca, wywołująca zamęt.
          Każdy człowiek błądzi bo taka jest jego natura, ale w życiu nie uwierze, że Bóg
          mogłby dziewczyne pozbawioną domu, milości rodzinnej, zagubiona we wszystkim,
          choc moze troche i zobojętniała na sprawy wiary/tak jak czasem my
          wszyscy/ "wtrącić do piekła.Ja osobiście bym tego nie zrobiła, więc On tym
          bardziej...
    • sion2 Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 02.09.05, 12:17
      Musze powiedzieć że nie dziwię sie tym, którzy czytając takie historie zrażają
      sie do wiary katolickiej. Ciekawa jestem czy ta książeczka miała imprimatur?

      Oczywiście jest prawdą że Bóg czasem przez rózne objawienia prywatne odsłania
      fragment tego co jest po drugiej stronie. Jednak jakem dogmatyczka z
      wykształcenia nigdy nie słyszałam aby ktoś Z PIEKŁA mógł ostrzegać przed nim
      zyjących. Czy ja źle zrozumiałam czy jest to "przesłanie od potępionej"? Duszim
      poitępionym zależy aby wszyscy byli potępieni a nie przestraszyli się piekła i
      zyli tak aby go uniknąć. Największym sukcesem szatana jest przekonanie
      współczesnych, ze on nie istnieje, ze to tylko taki wymysł ludowy. Dlatego na
      pewno nie zalezy mu żeby ludzie wiedzieli jak jest strasznie być potepionym.

      Jedyne wizje piekła jakie mamy to są te, wypowiedziane z ust Jezusa oraz z
      niektrych objawień gdy Bóg duszy wybranej pokazywał częściowo piekło i ona to
      opisywała np. św. Faustyna Kowalska. Jednak są to relacje dusz świętych a nie
      potępionych.

      Piekło istnieje i nie jest wolą Boga aby ktokolwiek do niego trafiał, to fakt.
      Natomiast takie historie dobre są dla może niewykształconych staruszek ze wsi
      ale u ludzi inteligentnych powodują zażenowanie - u wierzących a kpinę i
      szyderstwo - u niewierzących.
      Bogiem nie jestem więc sądu w tej sprawie nie wydam ale naprawdę lepiej jest
      rozmawiać na poziomie tego, którego chce sie ocalić przed zbłądzeniem.
      Serwowanie takich powiastek spowoduje że błądzący jeszcze bardziej utwierdzają
      się w poglądzie że "ten katolicyzm to jakieś idiotyzmy". A wszystkich tak
      myślących zapewniam że żaden katolik nie musi ani nie powinnien nawet dawac
      wiary w takie opowiastki.
      • luna15 Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 02.09.05, 13:36
        masz racje Sion2.
      • isma Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 02.09.05, 21:45
        A ja dzisiaj mialam pecha wybrac sobie z mezowskiej biblioteki do pociagu
        ksiazke pt. "Szatan istnieje naprawde" i wlos mi deba na glowie stanal,
        bynajmniej nie w kwestii mojego wlasnego ewentualnego potepienia (na razie ;-
        ))).
        Dzielko, wydane nie przed wiekami, a w roku Panskim 1995, liczy sobie stron
        563, w tym m. in. kawalek zatytulowany "Pieklo wypluwa prawde", bedacy
        przekladem jakiejs niemieckiej publikacji"Mahnung aus dom Jenseits" (to chyba
        moglaby byc juz nazwa gatunkowa, te "listy z zaswiatow"), w ktorem diably o
        imionach Akabor, Allida, Judasz Iskariot (sic!), Veroba i Belzebub dosyc
        szegolowo opisuja ustami opetanej kobiety nie tylko pieklo, ale i sposoby,
        dzieki ktorym prawowierny katolik moze sie przed nim ustrzec. "Naradzalismy sie
        tam na dole dlugo az doprowadzilismy do komunii na reke. Komunia na reke jest
        jest bardzo dobra dla nas w piekle" - powiada jeden. Papiez Pawel VI jest w tej
        wizji zniewolony i dreczony przez kardynalow, antydemoniczne jest czytanie
        Lekcji i Ewangelii oczywiscie po lacinie, prodemoniczni sa szafarze swieccy,
        a "Sobor Watykanski II nie byl az tak bardzo dobry, w czesci pochodzil z
        piekla".
        Ksiazka jako calosc imprimatur nie ma, ale wydawca sprytnie zaznacza, ze czesci
        I, II i II (czyli mniej wiecej 250 stron) ma imprimatur monachijskiego
        prowincjala karmelitow bosych. Dla "prostego czytelnika" polapanie sie w tym
        nie jest mozliwe.
        Sluchajcie, w sumie trzy godziny w te i trzy z powrotem nad tym dzielem
        strawilam. Dowiedzialam sie mnostwo "prawdy" o spisku masonskim (siegajacym,
        oczywiscie, kolegium kardynalskiego), Zydach, Medjugorie, neokatechumneacie,
        Maitri, rock'n'rollu, ale i gnebionym Lefebvrze... Aha, no i o swiatlych
        publikacjach Macieja Giertycha.
        Zgadzam sie z Sionka - jest to tfu-rczosc zenujaca i szkodliwa.
        • sion2 Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 02.09.05, 22:28
          A mnie kiedyś wpadła w ręce książeczka - nie pamiętam tytułu - na temat piekła i
          czyścca. Okropny był opis mąk czyśccowych matek które dokonały aborcji: otóż
          według autora "objawień" chodzą one po jakimś bagnie z którego co i rusz
          wynurzają sie ucięte głowki noworodków.... brrr!
          • barbie-torun Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 05.09.05, 10:04
            mądra sion i Isma czuwają smile

            chwała Panu

            PS. dziewczyny może jako ripostę wrzucicie post
            z jakiegoś konkretnego dzieła
            żeby jakaś zbłąkana owieczka i zagubiła sie
            po przeczytaniu tych bredni
            • lizaxo Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 09.09.05, 23:49
              tak czytam i widzę , że jak sion cos powie to choćby coś było mądre i prawdziwe
              wsyscy padają do stó. Czyżby z niewiedzy? HmmWidocznie sion studiowała
              teologię, i napewno jest doświadczoną zakonnica. Stąd ta szeroka wiedza i
              obalanie opini kościoła.No cóż ja się tu z nia nie zgodzę. Bo książka jest
              bardzo przekonywująca
              • sion2 Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 10.09.05, 10:36
                O rany ja nie jestem zakonnicą smile))))))).

                A poza tym nie ma tak pięknie że jak sion cos napisze to..... Mam tu więcej tych
                co mnie nie lubią - delikatnie mówiąc - niż lubią smile.
                Nie obalam opinii Kościoła w tej kwestii gdyż takiej opinii nie było, prawda?
                Takie pozycje sa tylko dowodem że w KK jest duża wolność opinni, form
                praktykowania, doboru lektur itd. - nie ma wcale "jedynie słusznej prawdy" jak
                zarzucają nam zaciekli wrogowie - dlatego można było taką pozycję wydać.
              • levine Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 10.09.05, 22:35
                Bedac jedna z tych osob, ktore sie z Sion na ogol nie zgadzaja, musze
                obiektywnie stwierdzic, ze jej wypowiedz na temat tej ksiazki jest dosc wywazona
                i godna pochwaly. Ze swojej strony moge powiedziec, ze ta pozycja jest
                absolutnie odrazajaca i ze moze ona skutecznie zniechecic do Boga i
                chrzescijanstwa osoby, ktore nie znaja Biblii, pal szesc ze rowniez do Kosciola
                katolickiego. Tobie radzilbym natomiast poszukania jakiejs zmiany srodowiska,
                poniewaz wykazujesz cechy osoby, ktora ulegla powaznemu praniu mozgu.

                O bledadch teologicznych (od ktorych sie w tej ksiazeczce roi) moze innym razem.
                • lizaxo Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 12.09.05, 10:35
                  Nikt mi nie prał mózgu moja droga, nie oceniaj tego.Bo jesteś w ogromnym
                  błędzie. A co do błędów w tej książce , to wiesz skoro masz zamiar spierać się
                  z teologią i kościołem no to wsystkiego najlepszego życzę. Ja uznaję poprostu
                  to co oni uznają za wiarygodne.A uznali ją za wielce pouczająca i wszystko, ale
                  nie zamierzam nikogo przekonywać
      • lizaxo Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 09.09.05, 23:45
        No droga sion. Zwykle zgadzam się z Twoimi wypowiedziami , ale skoro jesteś
        katoliczką, czynnie uczestniczacą, to nie neguj tego co kościół uznał za
        prawdziwe. To nie jest jakas tam historyjka wyssana z palca. Przekazała ją
        zakonnica. Badania kościoła uznały tą wizję za autentyczną, ponieważ jest ona
        raz zgodna z nauką wiary a dwa zawiera fakty z życia potępionej kobiety o
        których nie mogła wiedzieć zakonnica a które się potwierdziły.A ukazała się ta
        książka właśnie po to , aby ludzie zaczęli się bać.I tym samym zastanawiać nad
        sensem i celem życia.Wiele osób dzięki tej książce nawróciło się. Wiadomo można
        sobie w to nie wierzyc.Jak kto woli. Ale można poddac refleksji nad włąsnym
        życiem.Poza tym może niezbyt dokłądnie przeczytałaś, ale tam jest wyjaśnione
        czemu osoba z piekła przekazuje te wiadomości z piekła. Wbrew swojej woli a z
        woli Boga.
        • mabrulki Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 10.09.05, 11:03
          lizaxo napisała:

          > A ukazała się ta
          > książka właśnie po to , aby ludzie zaczęli się bać.I tym samym zastanawiać nad
          > sensem i celem życia.Wiele osób dzięki tej książce nawróciło się.

          ******
          Wiesz lizaxo,to strasznie przykre i smutne jesli ludzie nawracaja się ze strachu.
          Moim zdaniem takie nawrócenie niezupełnie jest w duchu chrześcijańskim,i
          niezupełnie o to chodziło Jezusowi,gdy zachęcał do nawrócenia.
          Moje nawrócenie nastapiło przez Miłość,najpierw była miłość Boga do mnie,która
          przyjełam i odpowiedziałam też miłością.
          Jezus nauczał o miłości a nie o straszył.
        • samboraga Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 10.09.05, 12:20
          > katoliczką, czynnie uczestniczacą, to nie neguj tego co kościół uznał za
          > prawdziwe.

          Radio Maryja tez jest 'oficjalnie katolickie'...
          no i to 'banie się' - nie tędy droga!
    • lizaxo Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 09.09.05, 23:51
      Acha książkę obecnie rozpowrzechnia Stowarzyszenie im. Piotra Skargi,mające
      swoją siedzibe w Krakowie. Mozna o nich poczytać.To katolickie stowarzyszenie,
      majace bardzo pozytywną działalnośc. Polecam www.piotrskarga.pl
      • isma Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 10.09.05, 13:26
        A, no tak. To wiele wyjasnia. Pozytywna dzialalnosc polega m.in. na placeniu
        zdrowym i silnym trzydziestolatkom (skadinad radnym miejskim) za "konsultacje"
        forsa darowana przez staruszki, ktorym podsyla sie pisemka z przekazikami. A
        kuria krakowska publicznie sie od dzialalnosci stowarzyszenia odciela.

        Lizaxo, a jak mianowicie Kosciol "potwierdzil" te wizje? Mozesz podac blizsze
        szczegoly?
        • lizaxo Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 11.09.05, 21:35
          Uznał je za wielce pouczające i zgodne z tym co naucza kościół i Biblia
          • isma Re: Dla wytrwałych , kto chce niech czyta 12.09.05, 11:31
            Ale Kosciol, czyli kto? Wlasciwy biskup, przelozony zakonny?
    • mabrulki Choćby z dzisiejszego czytania... 11.09.05, 12:35
      2 Tm 1, 7

      "Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni,lecz mocy i miłości, i powściągliwości."
      • lizaxo Re: Choćby z dzisiejszego czytania... 11.09.05, 21:38
        Poza tym jest w Biblii o bojaźni Bożej. Sam Jezus wiele razy ostrzegał , przed
        szatanem piekłem itd. Jeżeli ktoś zaczyna się bać kary boskiej za swoje złe
        uczynki jest na dobrej drodze do nawrócenia i poznania tym samym boskiej
        miłości jak i jej odwzajemnienia.Bo jesli w kimś pojawia się strach to znaczy ,
        że jednak wierzy. Bo czy bałby się kogos w kogo nie wierzy?
Pełna wersja