lizaxo
10.08.05, 18:11
LIST
ZZA GROBUZZA GROBU
Z uwagami o. Bernhardina Krempela CP,
Doktora Teologii
Wstęp
Drogi Czytelniku! W tej małej książeczce znajdziesz coś bardzo ważnego dla
swojego życia. „We wszystkich sprawach pamiętaj o swym kresie, a nigdy nie
zgrzeszysz”
(Syr 7:36) – zaleca nam Nasz Pan.
„List zza grobu” opowiada historię wiecznego potępienia młodej kobiety. List
ten został znaleziony pomiędzy dokumentami pewnej zmarłej zakonnicy, która
była przyjaciółką potępionej kobiety. Siostra zakonna relacjonuje wydarzenia
z życia towarzyszki, która zginęła w wypadku samochodowym, jak również sprawę
wiecznego potępienia tej kobiety, oznajmionego jej we śnie. Kuria diecezjalna
w Trewirze w Niemczech autoryzowała jego publikację jako wielce pouczającą.
A gdyby nasz świat pomyślał o tym, co następuje po śmierci, czy zdążałby w
kierunku przepaści tak, jak to czyni obecnie? Polska stopniowo odchodzi od
chrześcijaństwa,nasza młodzież jest popychana ku nałogom, narkotykom i
pornografii! Jakże wiele katastrof pojawia się na łonie rodziny! Korupcja i
ogólne zamieszanie są przerażające!
„Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby je zbawić, Bóg
chce ustanowić w świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli
zostanie
zrobione to, co wam powiem, wiele dusz będzie zbawionych i nastanie pokój” –
powiedziała Matka Boża pastuszkom podczas objawienia w Fatimie 13 lipca 1917.
Zatem warunkiem pokoju i zbawienia wielu dusz jest spełnienie życzenia Matki
Najświętszej.
„List zza grobu” przynosi bardzo ważne wyjaśnienia, jak najbardziej zgodne z
tym, co doktryna katolicka mówi na temat życia po śmierci.Poprzez lekturę tej
małej książeczki można lepiej zrozumieć ostrzeżenie, z jakim zwróciła się
Matka Boska Fatimska do trójki pastuszków, jak również wagę odmawiania
różańca w intencji nawrócenia grzeszników.Ojciec Bernhardin Krempel CP,
doktor teologii, opublikował tę małą książeczkę z przypisami, które pokazują
zgodność jej zawartości z doktryną Kościoła katolickiego
dotyczącą tej kwestii i wskazuje środki, jakie mamy w zasięgu ręki, aby
uniknąć wiecznego potępienia.
.
Informacja wstępna
Wśród zapisków pozostawionych przez młodą kobietę, która zmarła w pewnym
klasztorze jako zakonnica, znaleziono następujące zeznanie:„Miałam
przyjaciółkę. To znaczy byłyśmy sobie wzajemnie bliskie jako przyjaciółki i
koleżanki w biurze M.Później, kiedy Ani wyszła za mąż, nigdy jej już nie
widziałam.Od czasu kiedy się poznałyśmy, wytworzyła się między nami
więź,będąca w gruncie rzeczy raczej z życzliwości niż przyjaźnią.Z tego
powodu za bardzo nie tęskniłam za nią, kiedy po zawarciu małżeństwa
przeprowadziła się do eleganckiej dzielnicy willowej,daleko od mojego
domu.Kiedy jesienią 1937 roku spędzałam wakacje nad jeziorem Garda,moja matka
napisała do mnie w połowie września: „Wyobraź sobie,że Ani V. zmarła.
Straciła życie w wypadku samochodowym. Wczoraj pochowano ją na cmentarzu w
W.”Ta wiadomość mną wstrząsnęła. Wiedziałam, że Ani nigdy nie była należycie
religijna. Czy była przygotowana, gdy Bóg ją nagle wezwał? Następnego ranka
uczestniczyłam we Mszy św., która była za nią odprawiana w kaplicy
pensjonatu, gdzie mieszkałam. Modliłam się żarliwie o jej wieczny spoczynek i
w tej samej intencji ofiarowałam Komunię św.Lecz cały dzień czułam się chora
i to uczucie choroby coraz bardziej narastało w ciągu dnia.Tamtej nocy spałam
niespokojnie. Obudziłam się nagle słysząc coś, co brzmiało jakby trzaśnięcie
drzwiami mojej sypialni. Zapaliłam światło. Zegar obok łóżka wskazywał
dziesięć minut po północy;jednak nic nie zauważyłam. Nie było żadnego hałasu
z wyjątkiem szumu fal jeziora Garda rozbijających się monotonnie o mur ogrodu
w pobliżu pensjonatu. Nie słyszałam wcale wiatru.Budząc się odniosłam jednak
wrażenie, że oprócz trzaśnięcia drzwiami dał się słyszeć jeszcze inny dźwięk.
Przypominał on podmuch powietrza, który zwykle odczuwałam w moim dawnym
biurze, kiedy mój kierownik, miał zły humor, rzucał mi na biurko listy od
natrętów.
Sprawdziłam, czy jest już czas, że powinnam wstać. Ach! to nic oprócz wybryku
mojej wyobraźni wywołanego wiadomością o jej śmierci.Odwróciłam się,
odmówiłam kilka „Ojcze Nasz” za dusze zmarłych i zasnęłam znowu.
* * *
Śniłam wtedy, że obudziłam się o 6.00 rano, aby pójść do kaplicy w
pensjonacie. Kiedy otworzyłam drzwi sypialni, nadepnęłam na pakunek, który
zawierał kartki jakiegoś listu. Podniosłam je i rozpozna łam pismo Ani, a
okrzyk był moją pierwszą reakcją.Drżąc, trzymałam kartki w dłoniach.
Przyznaję, że byłam tak wstrząśnięta, iż nie mogłam nawet odmówić „Ojcze
Nasz”. Prawie się dusiłam. Nie mogłam zrobić nic lepszego, jak wyjść na
zewnątrz. Spięłam więc pospiesznie włosy, włożyłam list do kieszeni i szybko
wyszłam z budynku.Gdy byłam już na zewnątrz, wspięłam się na wzgórza idąc
bardzo krętą ścieżką i mijając drzewa oliwne, drzewa laurowe oraz posiadłości
willowe, z dala od powszechnie znanej drogi „Gardesana”.Ranek wstał
promienny. W inne dni miałam zwyczaj zatrzymywać się po każdych stu krokach,
oczarowana wspaniałym widokiem, który mi oferowały jezioro i dostojnie piękna
wyspa Garda.Delikatny błękit wody orzeźwiał mnie i jak dziecko patrzy
podziwiając swojego dziadka, tak ja patrzyłam z podziwem młodego człowieka na
tamtą szarą górę Baldo, która wyrastała po drugiej stronie jeziora, wznosząc
się od 64 m nad poziomem morza do wysokości 2200 metrów.Dzisiaj tego
wszystkiego nie dostrzegałam. Po kwadransie spaceru, machinalnie usiadłam nad
brzegiem, opierając się o dwa cyprysy, gdzie dzień wcześniej czytałam z
wielką przyjemnością „Pannę Teresę”. Po raz pierwszy widziałam w cyprysach
symbol śmierci, rzecz, na którą nigdy nie zwracałam większej uwagi.
Wyciągnęłam list. Brakowało podpisu. Jednak bez najmniejszej wątpliwości było
to pismo Ani. Bez spiralnego dużego „S” i tego francuskiego „T”, które zwykle
irytowały pana G. Styl nie był jej. Nie był taki, jak było to w jej zwyczaju.
Ona dobrze wiedziała, jak rozmawiać i śmiać się– z tymi swoimi niebieskimi
oczami i wdzięcznym nosem. Tylko kiedy rozmawiałyśmy o sprawach religijnych,
stawała się zgryźliwa i wpadała w ten nieuprzejmy ton – jak w tym liście.
(Teraz sama weszłam w ten sam podekscytowany ton).
* * *
Oto on
List zza grobu od Ani V., słowo w słowo, tak jak go czytałam we śnie:„Klaro!
Nie módl się za mnie! Jestem potępiona. Jeśli Ci to mówię i jeżeli podaję Ci
szczegółowe informacje dotyczące pewnych okoliczności mojego potępienia, nie
myśl, że czynię to z przyjaźni.Tutaj nikogo już więcej nie kochamy. Wykonuję
to jako „część tej Siły, która zawsze chce zła, a zawsze czyni dobro”.Prawdę
mówiąc, chciałabym również Ciebie widzieć tu, gdzie pozostanę na zawsze .Nie
bądź zaskoczona moją intencją. Tutaj wszyscy myślimy w ten sam sposób. Nasza
wola skamieniała w tym, co wy nazywacie złem.Nawet jeżeli czynimy
coś „dobrego”, jak ja teraz, otwierając Ci oczy na temat piekła, nie robimy
tego z dobrą intencją .
Pamiętasz jeszcze:
Minęły 4 lata od czasu, jak się poznałyśmy w M. Miałaś 23 lata i już pół roku
pracowałaś w biurze, kiedy tam przyszłam. Wiele razy wybawiałaś mnie z
kłopotów; często dawałaś mi dobrą,radę. Ale czym jest to, co nazywa
się„dobrem”!Chwaliłam wtedy twoją „dobroczynność”. To śmieszne... Twoja pomoc
wypływała z czystej ostentacji, jak już wcześniej podejrzewałam.
Tutaj nie rozpoznajemy dobra w nikim!Znałaś moją młodość. Teraz wypełnię
pewne luki.
* * *
Według planów moich rodziców nie miałam nigdy istnieć. Byli oni beztroscy
przyczyniając się do mojego nieszczęsnego poczęcia. Kiedy przyszłam na świat,
moje dwi