naucz dziecko współczucia?

01.10.05, 16:08
Nurtuje mnie ostatnio pewien problem. Zaczynam u siebie obserwować otępienie
na nieszczęścia ludzkie - takie, które w bezpośredni sposób nei dotyczą mnie,
mojej rodziny czy znajomych. Mam wrażenie wypalenia. Tsunami kosztowało mnie
strasznie dużo emocji, potem Biesłan - za bardzo się wczuwam. Może to wina
nerwicy lękowej - i bez tych wszystkich tragedii boję się o moich bliskich.
Ale co zrbić: zamknąć ich na klucz? To zjedzą zakażonego kurczaka (ptasia
grypa) lub zakażoną wołowinę. (BSE). Jak wiadomo: niektórych nieszczęść
uniknąć się nie da. A życie w stałym lęku... można oszaleć.
To chyba jakaś samoobrona (z małej litery). Wyłączam telewizor gdy mówią o
Katrinie, wczoraj odwróciłam się gdy mówili o autokarze z licealistami z
Białegostoku. Nie mam po prostu siły.
Jak z Wami? Współodczuwacie? Interesujecie się?
A co z dziećmi? Mówić o tym: "zobacz, co się stało, rodzice płaczą, bo
stracili dziecko,ale ty się tym nie martw, albo martw się właśnie"? Czy
uczulać na takie nie szczęścia - czy przeciwnie: bagatelizować informacje
telewizyjne, żeby nie wyrobić postawy lękowej? Jak zwykle - najlepszy byłby
złoty środek, ale ja go nie znajduję.
    • darcia73 Re: naucz dziecko współczucia? 02.10.05, 08:19
      Ja na szczescie jeszcze się nie wypaliłam. Wiele jest tragedii "medialnych" ale
      jesli na nie się zamkniemy jak będziemy potrafili wpołodczuwac i pomagac
      ludziom dotkniętych jakąś tragedią, ktorzy są wokoł nas? Nie proponuję aby
      rozpaczac i rozdzierac szaty, tak jak to ładnie napisałaś, by nie byc w ciagłym
      lęku, ale jest to dobry moment do mowienia o Bogu i Szatanie, o tym co jest
      dobre, co jest złe i ze powinnismy pamiętac i modlić o ludzi, ktorzy potrzebują
      pomocy, ze to nasi bliźni.
      • mamalgosia Re: naucz dziecko współczucia? 02.10.05, 11:45
        Myślę, darciu, że tak może mówić osoba, która sama ze sobą sobie daje radę. A ja
        się po prostu rozsypuję. Wczoraj dobiła mnie Otylia, która spowodowała wypadek i
        zabiłą brata. Wyobrażasz sobie, co onaczuje? Bo ja właśnei sobie wyobrażam.
        Chyba mam chorą wyobraźnię, bardzo mi z tym ciężko.
        • samboraga Re: naucz dziecko współczucia? 02.10.05, 13:46
          Nie odwracam się (jeszcze?crying) Chociaż mieliśmy rodzinne spięcie , bo mój mąż
          nie mogł patrzeć na ten wypadek z licealistami, przypuszczam, że tak właśnie za
          bardzo się wczułsad Za bardzo tzn. pomyślał o naszym dziecku, że kiedyś ono...
          Ja nie przekładam sobie tego w ten sposób. Dołują mnie te katastrofy, ale
          myślę, o cierpiących, o rodzinach. Wiem, że mogę tylko się pomodlić - i w ten
          duchowy sposób im ulżyć. Ale coraz częściej widzę, że zamiast o ofiarach,
          cierpiących, zaczynam myśleć więcej o 'winowajcach' i to nie tych właśnie
          bezpośrednich, ale np. że nie mamy normalnych autostrad, a nie sposób jechać
          200 czy 300 km przez cały dzień, że na wyjazdach oszczędza się często tak
          bardzo, że efektem jest jeden niedospany kierowca na całą trasę i rozlatujący
          się autokar...

          Rok temu, po Biesłanie, moje dziecko dopytywało sie o tą tragedię, że zabito w
          szkole dzieci... Swoimi słowami, ale zapytał czy może tak się zdarzyc i u nas
          (obok jego przedszkola jest szkoła) - sam z siebie. Ja przerzuciłam ciężar na
          pomoc tym dzieciom, której zabrakło. Tzn. wytlumaczyłąm, że źli ludzie są
          wszędzie, ale dzieciom mogli pomóc żołnierze i policjanci, a nie pomogli. Ale u
          nas policjanci i żołnierze są lepiej wyszkoleni i na pewno by sobie dali radę
          (znaczy nie chciałąm juz wtajemniczać 5-latka w wielkomocartwową polityke
          rosyjską gdzie człowiek, dziecko się kompletnie nie liczy).

          Mamałgosiu, a czemu sie rozsypujesz? Czy chodzi o to że śwait nie jest
          bezpieczny dla naszych dzieci (i dla nas)?
          • mamalgosia Re: naucz dziecko współczucia? 02.10.05, 15:16
            boję się życia, to mój główny problem
            • samboraga Re: naucz dziecko współczucia? 02.10.05, 15:58
              szczerze mówiąc ja też się bojęsad
              ale chyba mniej tragedii nieokreślonej, która może sie zdarzyć, a bardziej np.
              że sama mogę spowodować taki wypadek jak jadę w dłuższą trasę (zawsze po
              pierwszych 100-150 km mam takie złudne poczucie, że śwetnie mi się prowadzi i
              nie ma sensu odpoczywać...)
            • pawlinka Re: naucz dziecko współczucia? 02.10.05, 16:03
              Rozumiem Ciebie Mamalgosiu! U mnie doszło do tego, że się wycofuję i na
              przykład nie odglądam telewizji i nie słucham radia ostatnio, bo nie chce
              słyszeć strasznych wiadomości. Tydzień temu, robiąc zakupy na jesiennym
              prześlicznym targu, usłyszałam wiadomość o wypadku, który "spowodowało" 1,5
              dziecko, pisałam o tym w wątku modlitwnym. Obecne przy tym były dzieci i tak
              sobie myślę, że skurczony do małych rozmiarów świat, w którym o tragedii
              dowiadujemy sie w chwilę potem wszędzie, serwuje naszym dzieciom potworne
              doświadczenie, odbiera im bezpieczeństwo. I naprawdę zaczynam myśleć, że należy
              dzieci chronić. Nie przed informacją o śmierci kogoś bliskiego, nie o zwykłym
              życiu z cierpieniem i troską, ale przed takimi obrazami jak walące się WTC,
              szkoła w Biesłanie, ataki w Londynie czy coś podobnego. Takie rzeczy mnie nie
              uodporniły i dalej to potwornie przeżywam, o licealistach z Białegostoku
              dowiedziałam się wczoraj i płakałam jak bóbr, ale nie chcę, żeby o tym
              wiedziały moje dzieci, nie teraz. Mają prawo do spokojnego dzieciństwa, gdzie
              wszystko jest na swoim miejscu. Tylko to bardzo trudne. Czy to proba ucieczki
              przed uwrażliwieniem maałego człowieka? nie, ale to za dużo na nasze jedno
              życie, nie jesteśmy w stanie tego unieść...a co dopiero dzieci
              • mamalgosia Re: naucz dziecko współczucia? 03.10.05, 14:17
                pawlinko,
                Zastanowiło mnie zdanie z Twojego postu: "prawo do spokojnego dzieciństwa". Ot
                co. Może współczucia uczyć na biedronce (zeby jej nie zgniótł albo nie
                zadeptał0, na braciszku itp, a dzienniki odstawić? Moim zdaniem strasznie mogą
                zamącić życie takie informacje - codziennie, naprawdę codziennie tragedia. Ja
                się boję, ale powiedzmy, że jestem dorosła, to jakoś sobie z tym poradzę (ehm
                ehm), ale taki mały człowiek?
            • pawlinka Re: naucz dziecko współczucia? 02.10.05, 16:10
              piękne liście, dzięki...idę na spacer!!!
    • karinka21 Re: naucz dziecko współczucia? 02.10.05, 17:22
      ja też mam nerwicę lękową, wogóle czasem leżę w łóżku i wyobrażam sobie jak
      ktoś wali siekerą w moje drzwi w nocy, albo rano jak wychodzę o 5.00, to mam w
      ręku komórkę, żeby zadzwonić po pomocsad, to trudne, ale mnie też kosztowało
      dużo tsunami, a jak widziałam maleńkie dzieci w rękach ratowników po Katrinie,
      zaraz mi się wydawało, że to moje dzieci i napewno nas nie ominie jakieś
      nieszczęście, ale dzieciom tłumaczę, że tacy ludzie, których to spotkało są
      bardzo nieszczęśliwi, stracili rodziny i cały swój dobytek, ale mówię, że Ci co
      umarli poszli do Pana Boga i napiszę szczerze, że w myślach o jakimś
      nieszczęściu tylko wiara w Boga trzyma mnie przy normalnym życiu. A media
      bardzo lubią działać na ludzi i najczęściej pokazują najbardziej tragiczne
      zdarzenia, to trzeba sobie wytłumaczyć, i trochę wziąć namiar, bo idzie
      zwariować.
      • darcia73 Re: naucz dziecko współczucia? 02.10.05, 22:09
        Dzisiaj byłam na spotkaniu z pewnym pastorem ze Stanów. Kazanie, które
        powiedział można odnieść i do tej naszej dyskusji. Przyjechał do naszego
        miasta - Białegostoku, w dniu, w którym miała miejsce ta tragiczna katastrofa z
        licealistami. Był bardzo tym poruszony, ale nam powiedział: to smutne, to
        tragiczne, ale my nie możemy popaść w depresję, bo kto wtedy się cieszy – nasz
        nieprzyjaciel – diabeł. Nie pamiętam bardzo dokładnie wszystkich słów, które
        mówił, bo nie robiłam notatek, wiec nie przytoczę zbyt wielu wersetów, ale w
        moim umyśle pozostał ślad, to, czym podzielę się z Wami poniżej.
        Jesteśmy obywatelami Królestwa Niebieskiego, powinniśmy być Światłem i Solą.
        Nie możemy się poddać i dać się zastraszy diabłu. Bóg jest naszym Ojcem, Pan
        Jezus jest naszym Panem, on dal nam obietnice, on wszystko wypełnił, a przecież
        Bóg nie jest kłamcą. Musimy działać, pomagać ofiarom, jeśli mamy na to wpływ
        osobiście, jeśli nie – to modlitwą. Bądźmy dojrzałymi, silnymi chrześcijanami,
        jakich potrzebuje świat. Ale nie swoją siłą, lecz siłą, która pochodzi od Boga.
        Bóg jest z nami, bez jego wiedzy nawet włos nam z głowy nie spadnie (Łuk
        12,7), wiec zamiast zamartwiać się patrzmy na Niego. Bóg jest zwycięzcą. Módlmy
        się do Niego, do Niego wołajmy o pomoc, prośmy z szczerym sercem. Nie mamy
        czasu na depresję, mamy przecież do spełnienia na tym świecie misję. Życie
        chrześcijanina to walka duchowa – dlatego trzeba przywdziać zbroję Bożą (Ef. 6,
        10-20)
        My nie musimy się bać, bo jeśli Bóg jest z Nami, to któż przeciwko nam. Taki
        depresyjny lęk nie pochodzi od Boga, a naszą odpowiedzią powinna być modlitwa,
        Słowo i działanie. My mamy nadzieję, mamy Miłość Ojca i mamy Ducha Św., który
        nas napełnia. Jezus na Krzyżu zwyciężył i dzięki temu, jeśli się nawrócimy
        jesteśmy już nowym stworzeniem, nie należymy do tego świata, należymy do Boga,
        a naszą przyszłością jest Wieczność z Panem
        • mamalgosia szatan 03.10.05, 14:19
          tak, też myślę, że diabeł sieje w naszych sercach taki niepokój. A jak się
          cieszy, gdy ten niepokój owocuje...
          Chyba za wiele radości sprawiam szatanowi
      • mamalgosia Re: naucz dziecko współczucia? 03.10.05, 14:18
        tak, karinko, mnie też tylko wiara trzyma przy zyciu. jako ateistka dawno bym
        oszalała
    • mama_kasia Re: naucz dziecko współczucia? 02.10.05, 22:59
      Czytałam ten wątek i taki fragment przyszedł mi do głowy:
      "Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec
      miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas
      pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli
      pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą,
      której doznajemy od Boga." - z listu do Koryntian

    • mader1 Re: naucz dziecko współczucia? 03.10.05, 15:21
      Dziewczyny,
      właściwie wszystko już napisałyście. Dziękuję Darciu za słowa pastora.
      Ja..... staram się nie bać na codzień. Staram się. Bo przecież jestem matką, a
      w serce każdej matki jest wpisany lęk - o dziecko, o jego przyszłość, o stronę
      materialną, o stronę duchową..... Proszę jak najczęściej mogę Pana o ulgę.
      Tak naprawdę porażka najbliższej osoby jest bardziej bolesna niż własna.
      Cierpienie czy śmierć najbliższej osoby są bardziej bolesne niż własne.
      Ale staram się składać te swoje lęki w ręce Boga - ufam, że On wie lepiej.
      Tym, że się boję naprawdę nic nie zmienię.Swiat i tak się kręci, rzeczy się
      dzieją - niezależnie od mojego lęku. Są pewne zasady postępowania - nie
      puszczac w niepewne miejsca, dopilnować ( ze swojej strony) stanu technicznego
      autokaru, odebrać z przedszkola, przeprowadzić przez ulicę, przekazać zasady
      poruszania się po ulicy itd. Tego trzeba pilnować, to trzeba dotrzymać.
      Pogłaskać swój lęk i wysłać go spać do koszyczka. Koszyczek nakryć i odstawić
      do kąta.
      Reszta nie zależy od nas.
      Przeczytałam o tych weekendowych wypadkach i miałam w oczach łzy. Moje dzieci
      to widziały, zapytały się dlaczego i ja powiedzialam dlaczego. Nie
      roztrząsaliśmy tego bardzo. Starałam się mówić rzeczowo - bo łzy i tak były.
      Nigdy nie chciałabym, żeby mojemu dziecku połamało się życie jak Otylii - w
      parę sekund. Nie chciałabym, żeby moje dziecko zginęło w ciągu paru sekund jak
      jej brat. Trudno nie współczuć, trudno ne płakać, trudno nie mówić o
      konsekwencjach.
      Wierzę, że modlitwa, Bóg może przynieśc ukojenie.
      Te rzeczy dzieją się niezależnie od lęku.Ja mam przekazać dzieciom Miłość i
      nadzieję i pokazać, że mam ludzkie uczucia.
      I że pewnych rzeczy nie da się wytłumaczyć.
    • mamalgosia praktycznie 03.10.05, 16:09
      znowu wszystko sprowadza się do jednego: za mało zaufania Bogu...sad
      • pawlinka Re: praktycznie 03.10.05, 16:44
        mnie pociesza fakt, że Pan Jezus też płakał i współodczuwanie nasze uczy nasze
        dzieci współczucia, dobrego, tak myślę. Oczywiście, to pierwszy etap, potem
        jest modlitwa, albo jednocześnie - razem ze współodczuwaniem. Próbuje walczyć z
        moim lękiem i "zazdroszczę" tym, którzy szybciej sobie z tym radząsad
        • mamalgosia Re: praktycznie 03.10.05, 17:44
          a co ciekawe - czasem o wiele lepiej radzą sobie niewierzący
          • mader1 Re: praktycznie 03.10.05, 21:10
            Ci, co są inni, inaczej sobie radzą smile
            Czasem lepiej radzą sobie mało wrażliwi - tacy "hej do przodu".
            Czasem Ci , co mało myślą.
            Czasem nasz lęk ratuje komuś życie, czasem nasza wrażliwość pomaga innym
            przeżyć - gdy wyciągamy do nich rękę, ale i gdy po prostu posiedzimy razem.
            Myślę, że trzeba po prostu prosić Boga o pomoc - a On pomoże.
            I zaakceptować, że On potrzebuje nas takimi, jakimi jesteśmy.
            I poprosić o to, byśmy tę naszą cechę wykorzystywali na Jego Chwałę.
            Żeby nie była obciążeniem dla najbliższych.
            • glupiakazia Re: praktycznie 04.10.05, 16:05
              Oj, jak to jest z tym znieczuleniem?
              Chyba, chociaz tez nie calkowicie, udalo mi sie znieczulic na informacje o
              wypadkach i katastrofach, ergo na cos na co nie mam ZADNEGO wplywu.
              Natomiast zupelnie rozwalaja mnie historie dzieci chorych, porzuconych lub
              zabitch (np. historia z ostatniej niedzieli.....). Bo wiem, ze jakos tam,
              niektorym z nich moge pomoc i na to nigdy nie chcialabym sie znieczulic.
              Jasne, ze nie pomoge wszystkim, ale moze chociaz tym kilku, ktorym moge pomoc,
              bedzie dzieki temu latwiej... I to nie latwiej w zyciu, ale latwiej zycsmile
              • glupiakazia Re: praktycznie 04.10.05, 16:12
                mysle sobie jeszcze, mamalgosiu, o pytaniu - jak nauczyc dzieci wspolczucia?
                chyba glownie wlasnym przykladem? nie wiem, ale bylabym przeciwna opowiadaniu
                dzieciom o roznych tragediach, zeby je "uwrazliwic", ale tez oczywiscie, jesli
                pytaja - mowie wprost, jak jestsmile
                Podsumowujac - raczej czekam na pytania, nie gonie do nich z informacja, co sie
                przejawia rowniez w tym, ze staram sie unikac zbyt emocjonalnego reagowania na
                informacje. I jak tak sobie teraz o tym mysle, to chyba wynika to z jakiejs
                zakodowanej checi "ochronienia ich dziecinstwa", o czym pisala wczesniej chyba
                Pawlinka. Ale to nie jest to samo, co chowanie pod kloszem, jak sadzesmile
                • pawlinka Re: praktycznie 04.10.05, 17:19
                  nie, nie miałam na myśli "chownia pod kloszem", ale tego, ze wszystko powinno
                  być na miarę dziecka, a one są bombardowane przez media i na tym etapie (kilku
                  lat), my mozemy ich jeszcze chronić, zatrzymywać te wiadomości! A
                  potem...pozostaje nasz spokój i rozmowa...
                  Wolę jak moje dziecko boi się smoka w ogródku (to z dzisiejszego dnia
                  historia smile))) niż zna imię Osama i nazwisko ibn Laden.
                  • mamalgosia Re: praktycznie 05.10.05, 11:03
                    a mojemu synkowi - gdy miał niewiele ponad dwa lata - spadła na ziemię zakrętka
                    z pasty do zębów, to stwierdził ze smtkiem patrząc na nią: "Ofiara tsunami"
                • aka21 Re: praktycznie 05.10.05, 12:43
                  Tak czytam ten wątek od kilku dni i myślę właśnie przede wszystkim o dzieciach.
                  Nasze dzieciaczki są jeszcze bardzo małe(2,5 i 1,5 roku), ale obserwując je
                  wydaje mi się, że współodczuwanie jest wpisane w naturę człowieka. Jak widzę
                  Jaśka przytulającego Magdę, gdy się jej coś stanie, to nie wydaje mi się, żeby
                  było to jedynie naśladowanie naszego zachowania.
                  Ostatnio przeżyliśmy wypadek samochodowy, trafiliśmy wszyscy do szpitala na
                  izbę przyjęć, spędziliśmy tam sporo czasu. Magda "miała możliwość" zobaczyć
                  wiele cierpiących ludzi (nieprzytomny, zakrwawiony mężczyzna potrącony na
                  pasach, kobieta z ręką pokiereszowaną przez kombajn itp.). Widziałam jak to
                  cierpienie przeżywała i przeżywa (wciąż do tego wraca). Sam wypadek
                  potraktowała jako "zepsucie sie samochodu". Nie zdaje sobie sprawy jak wielkie
                  było zagrożenie, co się mogło stać. Wierzy mocno, że "Jezus nas trzymał". Modli
                  się żeby nas już wszystko przestało boleć. Sama miała lekko naruszony ząbek.
                  Jest już zdrowa, może wszystko normalnie jeść. Cieszę się, że nie ma lęków po
                  tym wydarzeniu, że nie boi się jeździć.
                  To wszystko było dla nas bardzo trudne. Do mnie zaczęło tak naprawdę
                  docierać "nie znacie dnia ani godziny", tak na własnej skórze, a jeszcze te
                  wszystkie wypadki z ostatnich dni. Nie mogę o tym przestać myśleć.

                  Jeśli chodzi o współodczuwanie wydaje mi się, że należy je pielęgnować,
                  rozwijać, że jest czymś bardzo pozytywnym, czymś co może być darem dla drugiego
                  człowieka, mobilizacją do pomocy. Dlatego, między innymi, staram się nie
                  bagatelizować cierpień dzieci (nawet tych malutkich) mówiąc sztandarowe:"nic
                  się nie stało, do wesela się zagoi", tak bardzo powoli, póki co na własnym
                  podwórku, staram się je oswoić ze światem. Co z tego wyjdzie czas pokaże.
                  W chwili obecnej postępowanie o którym pisze Kazia:
                  bylabym przeciwna opowiadaniu
                  > dzieciom o roznych tragediach, zeby je "uwrazliwic", ale tez oczywiscie,
                  jesli
                  > pytaja - mowie wprost, jak jestsmile
                  > Podsumowujac - raczej czekam na pytania, nie gonie do nich z informacja, co
                  sie
                  >
                  > przejawia rowniez w tym, ze staram sie unikac zbyt emocjonalnego reagowania
                  na
                  > informacje.
                  wydaje mi się jak najbardziej słuszne, przynajmniej na kilka najbliższych lat.
                  Serdecznie pozdrawiam
                  Agnieszka
                  • alex05012000 Re: praktycznie 05.10.05, 13:19
                    myślę, że uczenie dziecka (takiego lat 3-6, nie mówię o starszych) współczucia
                    i współodczuwania nie polega absolutnie na rozstrząsaniu obrazu ofiar tsunami,
                    Katriny czy wypadku z udziałem 15 dzieci... nie wiem jak się powinno, powiem co
                    ja robię: staram się nie mówić przy Oli i nie oglądać w TV relacji z wyżej wym
                    czy podobnych katastrof, a staram się ją uwrażliwić na krzywdę, biedę,
                    nieszczęście wokół nas, blisko, takie realne, a nie na ekranie.. na potrzebę
                    pomocy, dzielenia się z innymi, staram się aby uważała głaszcząc psa i nie
                    ciągnęła go za ogon, nie zrywała liści z drzewa, pomogła starszej pani,
                    podzieliła się zabawkami z koleżanką lub z dziećmi z biednej rodziny, itd
                    a jeśli o mnie chodzi to w mediach jest tyle tych katastrofizmów, że mnie
                    ostatnio odrzuca i jedyne co mam ochotę to zmienić program, myślę że jesteśmy
                    mniej wrażliwsi z powodu zalewu złymi wiadomościami, poza tym mnie nie wolno
                    się zbytnio denerwować i wzruszać, jako, że leczę sie na depresję i zbytnie
                    emocje nie są wskazane...
                    pozdrawiam maria/alex
Pełna wersja