kolegowanie się dzieci

06.10.05, 11:32
To blisko związane z tematem kojarzenia związków, wpływaniem na otoczenie
dziecka...

W jakimś sensie już dobrałam otoczenie mojemu dziecku. Posłałam dziecko do
katolickiego przedszkola. Nie o samą wiarę mi chodziło, chodziło mi też o
podejście do wychowania, o podejście do dziecka. I dzieci są
generalnie 'dobrze wychowane', chociaż oczywiście o różnych temperamentach.
Więc właściwie nie mam zastrzeżeń do doboru kolegów, nie zamierzałam
ingerować, a jednak...

Mój synek, od początku przedszkola (od 3 roku życia) ma dwóch ulubionych
kolegów. Obaj są żywiołowi, mój spokojny. Kontrasty się przyciągająwink Z
relacji pań wiem, że bawił się i z innymi chłopcami. Ale w domu opowiadał
tylko o tych dwóch. Od zeszłego roku dzieci się zapraszają 'po przedszkolu'.
Pojawiło się tez dwóch kolegów ‘spokojnych’ których mój polubiłsmile)
Nie ograniczałam doboru kolegów, chociaż mam swoich faworytówwink. Obserwuję
ich jak są u nas. Z chłopcami ‘spokojnymi’ zabawa jest bardziej jak równy z
równym. Z chłopcami ‘żywiołowymi’ – od jednego mój uczy się większej
ekspresyjności i takiej dziecięcej żywiołowości, której mu brak, drugi zaczął
go zrażać do siebie wiecznym komenderowaniem (mimo, że wyobraźnię i sposoby
zabaw mają podobne).

I teraz - problemsad(( Przychodzi do nas też chłopiec żywiołowywink We dwóch
bawią się naprawdę ładnie. Ale... coraz częściej chłopcy bawią się we trzech,
u któregoś. Na razie spotkania ‘trójkowe’ były w gronie ‘spokojnych’. I tu
mam zgryz. Rodzice jednego z chłopców nie chcą by ich dziecko bawiło się z
chłopcem ‘żywiołowym’. Delikatnie prosili mnie abym nie zapraszała tamtego.
Na razie i tak nie zamierzałam. Chcę zobaczyć czy zapanuję nad trzema
spokojnymiwink))
Ale...hmmm....dziwnie się poczułam. Dziwnie, bo uważam, tych rodziców za
naprawdę sensownych ludzi. Cieszę się że nasi chłopcy poznają się bliżej, to
fajny kolega dla mojego. I – zaczęłam się zastanawiać, ze może to ja źle
robię? Może faktycznie za mało zastanawiam się nad doborem towarzystwa? Z
drugiej strony ja miałam koleżanki na podwórku z prawdziwego marginesu
społecznego...
A jak to jest Waszym zdaniem? Pewnie, że temat stary jak świat, wałkowany,
ale właśnie uaktualnił się dla mniewink)) No i co zrobilibyście na moim
miejscu, gdy padnie prośba ‘a mogę zaprosić X, Y i...Z’?
    • jofin Re: kolegowanie się dzieci 06.10.05, 14:23
      Jak najbardziej wg mnei dziecko moze zaprosic X, Y, Z. Ja w czasie wakacji
      pomimo swojej czworki wciaz mialam dom pelen dzieci.
      Wychodze z zalozenia, ze najlepiej jest jak dziecko ma mozliwosc spotkania sie
      z kolega w swoim domu i ja mam mozliwosc poznania tego kolegi, kolezanki. Wtedy
      mam podstawy by mowic o jakichs niedociagnieciach w ich zachowaniu. Poza tym
      jest to okazja, aby dziecko nauczylo sie konfrontowac w bezpieczny dla siebie
      sposob, bo pod okiem rodzicow rowniez z zachowaniami, ktore nie zawsze sa przez
      rodzicow dobrze widziane. Osobiscie jestem przeciwna izolowaniu malych
      dzieci.Choc musze tez przyznac, ze czasem jest to wyzwanie dla nas jako
      rodzicow, gdy widze, ze koledzy czy kolezanki moich dzieci reprezentuja
      odmienny nieco od naszego swiat wartosci. Ale wlasnie wizyty w naszym domu tych
      kolegow i kolezanek sa niepowtarzalna okazja do poznania tego swiata
      reprezentowanych przez nich wartosci i rowniez mozliwoscia tez czasem
      pokierowania nimi.
      • samboraga Re: kolegowanie się dzieci 06.10.05, 14:36
        > Jak najbardziej wg mnei dziecko moze zaprosic X, Y, Z. Ja w czasie wakacji
        > pomimo swojej czworki wciaz mialam dom pelen dzieci.

        dom pełen dzieci mnie nie porzerażasmile
        na urodzinach mojego synka rok temu było ich chyba 15-ciorosmile)))
        chodziło mi bardziej o ustosunkowanie się do prośby rodziców jednego z
        chłopców, aby ich syn nie bawił się z Z-em właśnie... co dla nas oznacza
        zapraszanie chłopców oddzielnie... i co mam powiedzieć synkowi jak zapyta czy
        może zaprosić wszystkich trzech klolegów naraz?
        • alex05012000 Re: kolegowanie się dzieci 06.10.05, 15:28
          samboraga napisała:
          > > Jak najbardziej wg mnei dziecko moze zaprosic X, Y, Z. Ja w czasie wakacj
          > i pomimo swojej czworki wciaz mialam dom pelen dzieci. dom pełen dzieci mnie
          nie porzerażasmilena urodzinach mojego synka rok temu było ich chyba 15-ciorosmile)))
          > chodziło mi bardziej o ustosunkowanie się do prośby rodziców jednego z
          > chłopców, aby ich syn nie bawił się z Z-em właśnie... co dla nas oznacza
          > zapraszanie chłopców oddzielnie... i co mam powiedzieć synkowi jak zapyta czy
          > może zaprosić wszystkich trzech klolegów naraz?
          - z całym szacunkiem, ale dlaczego mama kolegi ma tobie dyktować kogo
          zapraszasz do swojego domu?, to chyba nieporozumienie! możesz zapraszać kogo
          chcesz, a jeśli ta pani wiedząc, że x czy y został zaproszony nie przyprowadzi
          swego dziecka to trudno, raczej ona się będzie tłumaczyć nie ty!!!
    • pawlinka Re: kolegowanie się dzieci 06.10.05, 14:43
      a nie możesz pzrekonać mamy, ktora prosi o "selekcję"? Może się nie pogniewa, a
      przemyśli sprawę?
    • mama_kasia Re: kolegowanie się dzieci 06.10.05, 14:48
      Przechodziłam już różne momenty w kolegowaniu się syna.
      Jak miał jakieś 4 lata przychodzili do niego koledzy
      z podwórka 5, 6, 7-letni. Różni, bardzo różni. Przychodzili,
      bo był komputer wink Ja to widziałam, syn nie bardzo. Potem
      okazało się, że przychodzą nie tylko dla koputera. Spodobało im się.
      Potem wyrośli i przestali przychodzić. Byli też koledzy ze szkoli.
      Jedni tacy, którzy dokuczali synowi. Inny wygłupiający się ciągle.
      I to jest jednem z dwóch najlepszych jego kolegów. Ma też takiego,
      który mi odpowiada najbardziej smile
      Jestem w domu, gdy przychodzą. Mogę z nimi rozmawiać, mogę upominać,
      gdy coś jest według mmnie nie tak. I robię to. Jestem za przychodzeniem
      różnych dzieci do domu. Póki są w domu, wiem, co to za jedni wink))
    • mader1 Re: kolegowanie się dzieci 06.10.05, 15:04
      Jeżeli Ty oprócz żywiołowości nie widzisz specjalnie dużego problemu : nie ma
      agresji, dokuczania, tłamszenia, ranienia - celowego - uważam, że powinnaś
      zapraszać różne dzieci, takie jakie ty uważasz za stosowne. Dlaczego ci rodzice
      nie chcą tego żywiołowego ? Zrobił coś ich synowi, czy po prostu go nie lubi ?
      Uważam, że niestosowne jest dyktować gospodarzowi dobór gości ( jest to
      wchodzenie nie w swoje kompetencje) - chyba, że ich dziecku dzieje się krzywda.
      To trzeba porządnie uzasadnić.
      A dobór..... moja starsza córa, po mnie, ma tendencję do pakowania się w
      skomplikowane znajomości smile)))) Staram się rozmawiać o tym dużo. I zwracać
      uwagę, czy ma też " normalnych" kolegów i koleżanki Zbiera nieraz wokół siebie
      i nadwrażliwców i skrzywdzonych przez los - nie patologię, ale ludzi z
      problemami.Sama jest wrażliwa, może dlatego? Raz, raz jedyny powiedziałam jej i
      nawet zadzwoniłam do mamy koleżanki - to była już 6 klasa- że ma urwać z nią
      kontakt. Ta dziewczyna groziła jej parę razy i zwyzywała ją baaardzo
      publicznie. Moja córka chciała jej pomóc i była przy niej przez wiele miesięcy
      jako praktycznie jedyna koleżanka. Odbyliśmy z nią z mężem wtedy poważną
      rozmowę - powiedzieliśmy, że czasem bywają sytuacje, kiedy należy się odsunąć i
      modlić. Dziewczyną zajmuje się zresztą psycholog.
      Była jeszcze jedna sytuacja w jej nastolatkowym zyciu, kiedy otoczyłam ją
      ogromną modlitwą - poradziła sobie smile
      Staram się dużo o ich znajomościach rozmawiać.
      Młodsza córka ma jakiś, na razie niezawodny, filtr. Z jednej strony nie
      przeżywa przykrości zbyt mocno, ale z drugiej wychwytuje niebezpieczne sygnały -
      potrafi się wycofać w porę.
    • samboraga Re: kolegowanie się dzieci 06.10.05, 17:14
      chyba macie rację...
      ja zasugerowałam się mamą kolegi, dawno już wpadłyśmy sobie w oko, bo na
      zebraniach od początku przedszkola mamy b. podobne zdanie nt wychowania, zajęć
      i itp... jest osobą o zdecydowanych poglądach

      i rzecz w tym, że i o koledze 'żywiołowym' mamy też podobne zdanie tylko...inne
      wysuwamy wnioski dla naszych dzieciwink
      to jest chłopiec czasami złośliwy, narzucający swoje zdanie, czasami
      niegrzeczny (chociaż nie chamski) i, jak to się mówi, nakręcający inne dzieci
      (przy nim każdy chce mnieć bardziej zwariowany pomysł, albo on 'namawia inne
      dzieci do złego'wink
      ja uznałam, że nie powinnam chować dziecka pod kloszem i powinien tez poznać
      takie dzieci (bo nie jest to chamstwo), zwłaszcza, że to pod kontrolą, pod moim
      okiem, mama kolegi - że to nie jest towarzystwo dla jej syna

      no i właśnie podwórko - to wspamniały wynalazek, nie dla nas niestetycrying
      u nas domki, każde dziecko na swoim ogrodzie, na jednej ulicy troje na krzyż, a
      jeszcze dobrać wiekowo...
      i dzieci trzeba do siebie dowozić (co tym bardziej uzależnia kolegowanie sie od
      rodziców, przynjamniej przez najbliższe 3-4 lata) bo przedszkole (i szkoła)
      cieszą sie dobrą opinią i 90% dzieci dojeżdża, często z odległych dzielnic
      (akurat my jesteśmy obok szkoły, ale koledzy - każdy z innej parafiiwink
      • mader1 Re: kolegowanie się dzieci 06.10.05, 17:30
        Uważam, że masz rację. Jeżeli taki ten kolega jest, jak piszesz, nie jest
        dobrze separować od niego synka, jeżeli go lubi. W domu można ich poobserwować,
        zwrócić uwagę, porozmawiać potem. Przecież mamy nauczyć dzieci życ w świecie.
        Gdy dorastają i tak wybierają sobie znajomych, przyjaciół. Nie wiemy, jak się
        zachowuja, gdy nas nie ma, bo maja coraz więcej wolności. Chodzi o to, by do
        tego czasu pomóc im oswoić się z różnymi sytuacjami życiowymi - na tyle na ile
        możemy, oczywiście.
Pełna wersja