chore dzieci

16.10.05, 22:12
Wróciłam z moją córcią ze szpitala. Grafik badań i zabiegów mamy rozpisany do
końca roku. Mała, mimo swych zaledwie 3 miesięcy życia- znosi wszystko bardzo
dzielnie. Moja rodzina (babcie, dziadkowie) panikuje, a ja jestem wyjatkowo
spokojna. W końcu problemy z nerką nie zaskoczyły mnie, już w ciąży
wiedziałam o tym. Teraz, po pobycie na oddziale chorób wrodzonych, jestem
jeszcze bardziej spokojna. Zobaczyłam tam bardzo chore dzieci, przy których
moja Anula to "małe piwo". Nie przestaję myśleć o 2-letniej Karolinie,
której liczba chorób i cierpienia każą wołać o pomoc, każą krzyczeć przeciwko
jakiejś strasznej niesprawiedliwości... A jej mama? Kochająca, ciepła,
serdeczna, a jaka optymistka! Młoda dziewczyna, zdrowa, energiczna, zakochana
bez pamięci w swej chorej córce. Zdaje sobie sprawę, że nigdy nie porozmawia
ze swą dziewczynką (wydaje tylko krótkie dźwięki), nie zatańczy (nie chodzi),
nie zaprowadzi do przedszkola, nie będzie biegać po trawie, nie zaśpiewa...
ale nie narzeka, nie pyta: DLACZEGO to właśnie mojej córce przydarzył się
taki los? Pyta tylko: Dlaczego w ogóle dzieci doświadczają takiego losu,
wszystkie chore dzieci, nie tylko jej.
Ta kobieta ma dużo więcej pracy niż każda inna. Dziecko chore,
niepełnosprawne i na dodatek niezrównoważone emocjonalnie wymaga od swych
opiekunów niezwykłej cierpliwości, czasu, spokoju.
Jesteśmy już w domu. Nie mogę zapomnieć tej matki. Powiedziała, że nie
zamieniłaby swej Karolci na żadne inne zdrowe dziecko. Tyle było w niej siły.
Nie wiem, po prostu nie wiem dlaczego te bezbronne istoty muszą cierpieć,
dlaczego zamiast grzechotek dzierżą wenflony, zamiast matczynej piersi mają
kroplówki, zastrzyki, nie wiem dlaczego chorują. Ale teraz już wiem, że
wydobywają z dorosłych pokłady niebywałego dobra, ogrom miłości
bezgranicznej, jakąś niebywałą moc. Modlę się za Karolinkę i jej niezwykłą
mamę.
    • pawlinka Re: chore dzieci 16.10.05, 23:38
      tak, masz rację. Tak trudno pogodzić się z chorobą nieuleczalną- zwłaszcza
      dziecka...chylę czoła...
      • glupiakazia Re: chore dzieci 17.10.05, 09:35
        > tak, masz rację. Tak trudno pogodzić się z chorobą nieuleczalną- zwłaszcza
        > dziecka...chylę czoła...

        To jest jedna z tych rzeczy, ktorych nie moge zrozumiec...
        Kiedys opiekowalam sie w domu dziecka dziecmi z zespolem downa i ktos mi kiedys
        powiedzial, ze to sa anioly, ktore nam zdrowym maja przypominac o Bogu.
        Ale... jest tyle ale, nie wiem...
    • nordynka1 Re: chore dzieci 17.10.05, 12:17
      dziekuję Alino za to co piszesz bo to uzmysławia mi małość problemów
      zdrowotnych mojego dziecka i jasno pokazuje jak mało ufam..prawdę o mnie
      pomagają te słowa zobaczyć
      dołączam się do modlitwy za tę matkę, za Was i wszystkie chore cierpiące dzieci
      • alinaw1 Re: chore dzieci 17.10.05, 12:53
        A czy w tym kontekście nie odnosicie wrażenia, że za mało dziękujemy Bogu za
        zdrowie naszych dzieci? Ja w każdym razie przypominam sobie o ty, gdy moje
        brzdące chorują.
        • pysio8 Re: chore dzieci 17.10.05, 13:33
          tak, po przeczytaniu pierwszej Twojej Alino wypowiedzi, nie dość, że odczułam,
          że za mało dziękuję za życie i zdrowie moich dzieci. A nawet, że jestem głupio
          niewdzięczna Bogu...bo mogło by ich nie być,(mogłam stracić małą tuż po
          porodzie); Mogłyby się nie począć w naturalny sposób, i żebym w ogóle
          opamiętała się z tym swoim ostatnio zmęczeniem dziećmi, i tym, że od życia to
          mi się coś wiecej należy!
    • korniz Re: chore dzieci 17.10.05, 19:45
      wszystko ma swój cel.Może to za nasze grzechy ,takie przeznaczenie.Wlaśnie
      dlaczego dzieci muszą cierpią.Jedno co wiem to każde cierpienie daje szansę
      czlowiekowi na zastanowienie się nad własnym życiem ,uswiadomienie sobie że
      nasze życie jest w rękach Boga,na przebudzenie się że nie tędy droga.Też
      urodzilam dziecko z wadą wrodzoną .leczenie trwało 2,5 lat.Jak szłam na spacery
      mówilam do siebie Boże dlaczego moje dziecko musiało cierpiec(operacja zabiegi
      wkuwanie igieł do żył)straszne.Cierpiałam razem z nim,Prosiłam Boga o
      wyleczenie mojego syna -udało sie teraz dzięki Bogu jest zdrowiuteńki.Nie
      pamiętam kiedy ostatni raz bylam u lekarza.Bądźcie z Bogiem, bo tylko on wie co
      dla nas dobre.
      • samboraga Re: chore dzieci 17.10.05, 21:25
        > wszystko ma swój cel.Może to za nasze grzechy ,takie przeznaczenie.Wlaśnie
        > dlaczego dzieci muszą cierpią

        Wiesz...kilka razy zastanawiałam się jak Ci odpisać, bo poruszyło mnie to...
        Chodzi mi o to sformułowanie, że to za grzechy rodzicówsad((
        Nie myśl tak nigdy o sobie i swoim chorym (a już wyzdrowiałym) dziecku.
        Skrzywdzisz je tym. Bardzo.
        Dziecko nie jest chore, bo jego rodzice byli grzeszni.

        Moja mama miała potworne poczucie winy, ale nie była na tyle wierząca, aby
        mówić o grzechu. Usłyszałam to za to od...mojego wychowawcy z liceum, skądinąd
        niegłupiego człowieka. WIedział, że urodziłam się z wadą. Był głęboko wierzący,
        praktykujący. Ja na szczęście byłam wówczas daleko od Boga, bo bym to sobie
        wzięła jeszcze bardziej do serca, nastolatek jest dość wrażliwycrying

        Dziecko nie jest chore, bo jego rodzice 'zgrzeszyli'. Ani nie wyzdrowiało - bo
        jego rodzice 'odpokutowali'. Cierpienie takiego dziecka jest niezawinione.
        Ale z jednym się zgadzam z Tobą - że to wielka szansa dla rodziny na wzrost
        miłości, trudniejszej miłości. Też uważam, że każde cierpienie to dla człowieka
        szansasmile) I dla chorego dziecka. I dla jego rodziców.
        • tarba Re: chore dzieci 17.10.05, 21:56
          Jest taki fragment Ewangelii:
          "Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka niewidomego od
          urodzenia.Uczniowie Jego zadali Mu pytanie<Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził
          niewidomy, on czy jego rodzice?>. Jezus odpowiedział: <Ani on nie zgrzeszył ani
          rodzice jego ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże>" J9,1-3
          Mi osobiście to słowo bardzo pomogło przestawić myslenie z "dlaczego ja?" na "po
          co?"
          • glupiakazia Re: chore dzieci 18.10.05, 09:16
            Tarbo, dziekuje Ci za przypomnienie tego fragmentu.
            • kiwwinka Re: chore dzieci 19.10.05, 14:43
              Przebywając w zakładzie leczniczym dla bardzo chorych i osieroconych dzieci
              często zadawałam sobie to pytanie...dlaczego?
              sparaliżowane,niewidome,chore umysłowo dzieci, do tego opuszczone przez
              najbliższych,
              nie rozumiałam i nie rozumiem ale ufam Bogu że to ma jakiś głębszy choć teraz
              niezrozumiały dla nas sens.
              Patrząc na takie dzieci można zadawać sobie pytanie : "Boże gdzie jesteś? co dla
              nich robisz?"
              a On odpowiada :"stworzyłem Ciebie, dałem Ci rozum, zdrowe ręce i nogi,
              możliwości abyś Ty mógł zrobić coś dla nich"
              Przebywając z nimi otworzyły sie we mnie jakieś nowe drzwi do nieznanych
              wcześniej pokładów miłośći, cierpliwości i wrażliwości,
              kiedyś usłyszałam że jedna z matek 16-letniej dziewczyny - "roślinki" bardzo
              chorej, mogąca patrzeć tylko w oczy córki,
              jako jedynej możliwości komunikacji z nią, powiedziała że jej córka jest dla
              niej błogosławieństwem...
              nie rozumiałam ale dziś mogę powiedzieć że nasza Asia jest dla nas
              błogosławieństwem od Boga, mimo że nie chodzi i ma mpd.
              Bóg wie co robi nawet jak my myślimy że to bez sensu.
Pełna wersja