Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko mogą

24.10.05, 10:08
dać przyklad innym?Co sądzicie o takich rodzinach chrzescijańskich którzy
świadomie zdecydowali się na jedno dziecko?W biblii nie ma nic o ilości
dzieci ,ile mamy posiadać.Znacie takie rodziny?Jak one do tej sprawy
podchodza ,jak zyją?
    • marzek2 Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 24.10.05, 10:14
      Znam jedną rodzinę chrześcijańską z jednym dzieckiem. Nie mogli mieć więcej...
      więc to nie był do końca ich wybór. Ale z drugiej strony nie zdecydowali się też
      na adopcję następnego, wiec może faktycznie tak zdecydowali. Ich syn jest super
      facetem, bardzo dużo uczę się od nich odnośnie wychowania dzieci. Oczywiście nie
      mogą mnie zrozumieć w kwestii np tego, jak to jest, gdy dzieci się biją między
      sobą, ale są dla mnie żywym dowodem tego, że można wychować 1 dziecko tak, żeby
      nie było rozpieszczone, ale mądre, z poczuciem wartości i najważniejsze chcące
      iść za Bogiem tak jak jego rodzice (syn ma 15 lat i niedługo będzie miał chrzest
      na wyznanie wiary - w kościele protestanckim chrzest przyjmuje się w wieku
      świadomym).
      Inna rodzina z jednym dzieckiem to małżeństwo, które pobrało się dość późno i
      chyba ze względów medycznych nie mają następnego dziecka.

      Reasumując - chyba takich małżeństw (świadomie decydujących się tylko na jedno)
      jest chyba bardzo mało albo w ogóle.
    • kiwwinka Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 24.10.05, 10:19
      osobiście uważam że nie ilość dzieci przecież świadczy o jakości życia
      chrześcijańskiego w rodzinie ale wartości wyzawane i przekazywane dziecion
      niezależnie od ich ilości

      ważne jest co sobą reprezentują rodzice i jaką postawę mają wobec dzieci i wobec
      siebie, jak zachowują sie w 4 ścianach swoich domów,jeśli naprawdę na 1 miejscu
      w rodzinie stawiają Boga to nie muszą wszystkim udowadniać swojego
      chrześcijaństwa gromadką dzieci
      jeśli wolą poprzestać na jednym.
    • samboraga Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 24.10.05, 10:59
      Dla mnie rodzina jest prawdziwie chrześcijańska, jeśli żyje miłością, jeśli
      widać to w odnoszniu się rodziców, dzieci. Nawet jeżeli rodzina jest niepełna
      (tylko matka) albo jest w niej jedno dziecko.
      Przykład się daje swoim życiem, a nie ilością dzieci. A niestety znam i
      przypadki rozpieszczonych jedynaków, i przypadki rodzeństwa, kóre prawie ze
      sobą nie rozmawia (życzenia imieninowe i świąteczne przez telefon), bo nie
      czuje takiej potrzeby, a w dzieciństwie żadne nie chciało dobrowolnie dzielić
      się z drugim czekoladąwink)
    • alex05012000 Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 24.10.05, 12:31
      korniz napisała:
      Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko dać przyklad innym?
      - nieskromnie napiszę: a czegóżby nie???
      Co sądzicie o takich rodzinach chrzescijańskich którzy świadomie zdecydowali
      się na jedno dziecko? W biblii nie ma nic o ilości dzieci, ile mamy posiadać.
      Znacie takie rodziny? Jak one do tej sprawy podchodzą ,jak żyją?
      - znam takie rodziny, chociażby moja własna! mam jedno dziecko, w zasadzie nie
      możemy mieć dzieci, ale gdybym sie uparła mogłabym metodą "nienaturalną" mieć
      drugie, trzecie, adoptować (choć się nie kwalifikujemy z racji wieku), ...
      Mam jedno, i abstrachując od możności/niemożności posiadania nie chciałabym
      więcej... nie czuję się na siłach, ani psychicznie, ani materialnie posiadać
      więcej dzieci... jeśli o to chodziło w pytaniu....
      jak żyję? normalnie! pracuję, czas wolny w większości poświęcam dziecku - jego
      wszechstronnemu wychowaniu i zabawie z nim, sprawia mi to radość, nie bardzo
      rozumiem sens pytania? czy chrześcijaństwo zaczyna sie powyzej 2 posiadanych
      dzieci??? pozdrawiam serdecznie maria i Ola
    • barbie-torun Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 24.10.05, 12:57
      a dlaczego nie?
      jeżeli są dobrymi ludźmi to jaknajbardziej
      i ilość dzieci tu nie ma znaczenia
      można przykład brać z samotnej osoby, osoby duchownej, małżeństwa bezdzietnego,
      z jedynakiem czy gromadką dzieci;
      jeżeli chcemy porady odnośnie wychowania dzieci to wiadomo, że wielodzietna
      mama wie z praktyki najwiecej ale cenię sobie poglady naszej koleżanki samotnej
      osoby 50 letniej i niekoniecznie muszę je wszystkie wdrażać w życie
    • kramla Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 24.10.05, 13:15
      Zgadzam się, że nie ilość dzieci swiadczy o naszym chrześcijaństwie więc na
      pierwsze pytanie zawarte w temacie wątku odpowiem: tak.Znałam kilka małżeństw,
      które starało się wieść na prawdę chrześcijańskie życie majac jedno dziecko.
      Ale to było kilka lat temu.Obecnie większość z nich ma co najmniej dwójkę i nie
      przypuszczam żeby na tym poprzestaliwink.Piszę o małżeństwach, które nie miały na
      prawdę poważnych przeszkód by zostać po raz kolejny rodzicami.Na przykład jedna
      moja znajoma zanim urodziła swoją jedyną córeczkę kilka razy poroniła, raz
      urodziła przedwcześnie martwe dziecko, obecnie zaś od kilku lat jej kolejne
      ciąże również kończą się po kilku tygodniach życia dziecka w jej łonie.Na tym
      forum równiez miałam okazje poznać pewną osobę, która posiada jedno dziecko (z
      tego co wiem ma konkretne powody zdrowotne ku temu) a na tyle co zdążyłam ją
      poznać internetowo jest dla mnie przykładem szczzerego otwarcia się na Boga i
      bliźnich (choć w nieco skundlonej wersji wink)).Więc i takie osoby znam.

      A tak jeśli chodzi o drugie pytanie to moja odpowiedź jest taka: nie wyobrażam
      sobie prawdziwie chrzescijańskiego małzeństwa, które żyjąc ze sobą w miłości i
      jedności świadomie zrezygnowałoby z daru Boga jakim jest nowe, kolejne
      życie.Dla mnie- jeśli nie ma na prawdę istotnych powodów by zatrzymac się
      wyłącznie na jednym dziecku- takie małżeństwo budziłoby duży znak
      zapytania.Zwłaszcza, gdy małżeństwo to głosiłoby to jako świadomy
      wybór.Otwarcie na życie jest konsekwencją otwarcia się na samego Jezusa.Bo to
      On jest Drogą, Prawdą i Życiem.Dla mnie nie ma większego cudu niż
      współuczestniczenie z Bogiem w dziele stwarzania.W sposób świadomy bez
      konkretnych przeszkód rezygnacja z tego daru, przy jednoczesnym korzystaniu ze
      współżycia seksualnego jest dla mnie postawą zupełnie niezrozumiałą, zwłaszcza
      jeśli ktoś twierdzi, że czołowe miejsce w jego życiu małżeńskim i rodzinnym
      zajmuje Jezus.

      • direta Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 26.10.05, 17:03
        Nie wiem, czy istnieje bezpośredni związek między ilością dzieci a jakością
        chrześcijaństwa. A w każdym razie nie można odwracać implikacji i twierdzić, że
        jeśli ktoś ma wiele dzieci to na pewno dobry z niego chrześcijanin.
        Chociaż zgodzę się, że istnieje prawidłowość mówiąca, że chrześcijanie żyjący
        wiarą w małżeństwie z reguły mają wiecej niż jedno dziecko. Moim zdaniem wynika
        to jednak z prostego faktu, że Bóg jest miłością, a miłość jest płodna.
        Jak wiecie, sama zaliczam się do modelu 2+1. I nie wiem czy w tej sytuacji
        podlegam pod definicję "jest to nasz świadomy wybór" czy nie. Bo jak wiecie
        rozum mówi jedno, a serce drugie.
        Parę dni temu miałam cichą nadzieję, że jednak jakiś "McGwyer" zrobił nam
        psikusa, ale jednak okazuje się, że metody naturalne są w naszym wypadku zbyt
        skuteczne.
        Biorąc jednak rzecz tylko rozumowo, to się na dziecko nie zdecydujemy, bo i
        wiek nie ten i zdrowie nie dopisuje i finansowo też do krezusów nie należymy,
        choć to IMHO najmniejsza przeszkoda. Muszę jednak przyznać się że wczoraj
        miałam dzień cichej i radosnej nadziei na niespodziankę, a nie strachu, choć
        były i takie myśli "kto się zajmie małym jeśli nie przeżyję porodu lub połogu"
        ale były to bardziej myśli w rodzaju "a niech się Pan Bóg martwi" niż lęk.
        klamra napisała:
        > nie wyobrażam
        > sobie prawdziwie chrzescijańskiego małzeństwa, które żyjąc ze sobą w miłości
        i
        > jedności świadomie zrezygnowałoby z daru Boga jakim jest nowe, kolejne
        > życie.Dla mnie- jeśli nie ma na prawdę istotnych powodów by zatrzymac się
        > wyłącznie na jednym dziecku- takie małżeństwo budziłoby duży znak
        > zapytania.Zwłaszcza, gdy małżeństwo to głosiłoby to jako świadomy
        > wybór.

        Myślę, że należałoby tu rozróznić dwie sprawy.
        Powinnaś Klamro doprecyzować co rozumiesz przez "świadomą rezygnację z daru
        Boga"
        Bo jeśli owa rezygnacja dokonuje się poprzez zabicie dziecka już poczętego, to
        sprawa jest oczywista. Nie można pogodzić chrześcijaństwa z łamaniem
        przykazania "nie zabijaj".
        Jeśli dokonuje się poprzez antykoncepcję, to w przypadku katolików również jest
        nie do przyjęcia. A przynajmniej wprowadza pewne nieuporzadkowanie w ich
        chrześcijaństwo ponieważ jest dobrowolnym wchodzeniem w to, co nauka KK
        definiuje jako grzech.
        Co jednak sądzisz Klamro o unikaniu poczęcia przez czasowe zaniechanie
        współżycia? Czy jest to według Ciebie "świadoma rezygnacja z daru Boga"?
        Jeśli tak, to czy możesz uzasadnić swoje stanowisko?

        Co do nas - po prostu nie staramy się o poczęcie. W naszym przypadku to
        wystarczy. Tak mówi nam rozum. Jeśli jednak pan Bóg będzie chciał obdarować nas
        latoroślą w "podeszłym" wieku, myślę, że żadne z nas nie będzie martwić się z
        tego powodu.

        Nie wydaje mi się by ten akurat punkt był słabym punktem naszego
        chrześcijaństwa (piszę o naszej rodzinie)
        Jest wiele innych płaszczyzn na których powinniśmy mocniej pracować i nawracać
        się, niż akurat sprawa dzietności.

        Podsumowując - uważam, że dzietność nie wpływa na jakość chrześcijaństwa ma z
        nim związek bardziej jako skutek, niż jako przyczyna

        Ania
    • korniz Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 24.10.05, 19:28
      Według tego małżeństwa chrześcijanskie swiadomie zdecydując się na jedno (wg
      innych spokojnie mogliby mieć wiecej bo stac ich -no najwyzej zrezygnowali by z
      wczasów czy lepszych ciuchow_) to są to małżeństwa egoistyczne ?To znaczy
      lepiej żeby zrezygnowali z lepszego normalnego życia ( nie mówię tu o luksusach
      ale o dochodzie 2 tys)a lepiej żeby mieli kolejne dziecko?Dziwię się że
      niektórzy ledwo wiązą koniec z końcem swiadomie decydują sie na kolejne
      dziecko.Pogubilam się z tym czyli człowiek ma się nie martwic za co przeżyje
      miesiąc ,bo Bóg na pewno mu pomoże?
      • alex05012000 Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 25.10.05, 10:29
        kramla napisała: nie wyobrażam sobie prawdziwie chrzescijańskiego małzeństwa,
        które żyjąc ze sobą w miłości i jedności świadomie zrezygnowałoby z daru Boga
        jakim jest nowe, kolejne życie.Dla mnie- jeśli nie ma na prawdę istotnych
        powodów by zatrzymac się wyłącznie na jednym dziecku- takie małżeństwo
        budziłoby duży znak zapytania.Zwłaszcza, gdy małżeństwo to głosiłoby to jako
        świadomy wybór.Otwarcie na życie jest konsekwencją otwarcia się na samego
        Jezusa.Bo to On jest Drogą, Prawdą i Życiem.Dla mnie nie ma większego cudu niż
        współuczestniczenie z Bogiem w dziele stwarzania.W sposób świadomy bez
        konkretnych przeszkód rezygnacja z tego daru, przy jednoczesnym korzystaniu ze
        współżycia seksualnego jest dla mnie postawą zupełnie niezrozumiałą, zwłaszcza
        jeśli ktoś twierdzi, że czołowe miejsce w jego życiu małżeńskim i rodzinnym
        zajmuje Jezus.
        - mocne słowa..., im dłużej was czytam, niektórych znaczy, tym bardziej
        dochodzę do wniosku, że moja wiara jest albo bardzo mała albo
        kulawa,niepełna...uważam, wydaje mi się?!, że wierzę w Boga itd, ale nie
        zaryzykowałabym stwierdzenia, iż czołowe miejsce w moim życiu małżeńskim! i
        rodzinnym zajmuje Jezus... moje życie małżeńskie i rodzinne to mąż i córka! i
        mama... według mnie Jezus i Bóg Ojciec mają o wiele ważniejsze zadania i cele
        niż moje "marne" życie rodzinno-małżenskie...i nieskromnym byłoby mniemać, iż
        będą się zniżać do "mojego poziomu" tak na codzień... , dalej kramla pisze o
        istotnych powodach posiadania tylko 1 dziecka: hmmm, istotne powody są
        straszliwie subiektywne! dla jednego dochód x zł będzie wystarczającym powodem,
        dla innego małe mieszkanie, dla jeszcze innego .... nie ma jasnej definicji
        istotnego powodu...
        poza tym jeszcze czy skąindąd chrześcijańskie małżeństwo, matka, nie może mieć
        predyspozycji psychicznych i sił na wychowanie tylko 1 dziecka??? wbrew sobie,
        wbrew swoim możliwościom psychicznym, fizycznym... miała by świadomie strać się
        o następne dzieci??? czy nie może być wystarczająco zaabsorbowana i zmęczona
        wychowywaniem jednego?
        ja szczerze podziwiwam matki mające 3-4-i więcej dzieci, ale... ja jestem za
        stara na takie "eskapady', poza tym bym nie potrafiła tego ogarnąć, mnie ledwo
        starcza czasu na jedno... akurat mam taką sytuację, taki układ rodzinny, że
        wszystko opiera sie na mojej głowie, pracuję zawodowo w porywach na 1,5 etatu,
        prowadzę dom i zajmuję sie wychowaniem dziecka... uważam, ze to aż nadto jak
        dla jednej osoby... z 3 dzieci np. nie dałabym rady! moja kuzynka ma 8 dzieci -
        ale... w opiece i wychowaniu pomagają aktywnie babcia, dziadek, oraz armia
        gosposi, sprzątaczek i opiekunek ... a ona pracuje dorywczo...
        wszystko trzeba rozpatrywać w zależności od konkretnej sytuacji, nie można moim
        zdaniem tak jednoznacznie oceniać, dziecko jest darem od Boga, ale moze
        niektórzy powinni mieć 1 dar, a inni wiele...
        • samboraga Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 25.10.05, 11:12
          tak, dla mnie też otwarcie na Boga w sensie płodności małżeńskiej nie oznacza
          automatycznie zakładania wielodzietnej rodziny (nie mówię o sobie, bo u mnie to
          drugie dziecko to już szczyt moich 'możliwości' - więc załapuję sie na warunek
          zdrowotnywink)

          przy okazji - siedzę właśnie nad układaniem planu pomocy babcino-opiekunkowej
          dla mojego dziecka (przyprowadzanie z przedszkola, zaprowadzenie na zajęcia po
          przedszkolu), bo powoli staję się ciężarną leżacą prawie stale (a to dopiero
          koniec 4 miesiaca!) - nie wyorażam sobie zaproszenia na świat (jeżeli bym była
          w stanie urodzić więcej dzieci) kolejnych maluchów w tej sytuacji gdy ciąża nie
          jest 'zwykłym stanem' (pierwszą ciążę też 'odpoczywałam')
          a zważywszy, że, z różnych powodów, 'drugie' zaprosiliśmy 6 lat po pierwszym -
          to rodząc trzecie musiałabym być 40-latką, o czwartym nie wspominając...

          a - zapewniam, że tych wszystkich uwarukowań nie mam napisanych na czole, więc
          rozumiem, że są osoby, dla których moja rodzina zajmująca tylko trzy miejsca w
          kościelnej ławce na niedzielnej mszy św. jest z góry 'mniej chrześcijańska'wink))
        • kiwwinka do alex:)) @->-- 25.10.05, 14:36
          alex05012000 napisała:
          > - mocne słowa..., im dłużej was czytam, niektórych znaczy, tym bardziej
          > dochodzę do wniosku, że moja wiara jest albo bardzo mała albo
          > kulawa,niepełna...uważam, wydaje mi się?!, że wierzę w Boga itd, ale nie
          > zaryzykowałabym stwierdzenia, iż czołowe miejsce w moim życiu małżeńskim! i
          > rodzinnym zajmuje Jezus... moje życie małżeńskie i rodzinne to mąż i córka! i
          > mama... według mnie Jezus i Bóg Ojciec mają o wiele ważniejsze zadania i cele
          > niż moje "marne" życie rodzinno-małżenskie...i nieskromnym byłoby mniemać, iż
          > będą się zniżać do "mojego poziomu" tak na codzień...
          *********************************************************
          Droga alex, Jezus zniżył się właśnie do naszego "poziomu" tak na codzień
          własnie... z miłości do nas i jest jak najbardziej zainteresowany Twoim jak
          piszesz "marnym" życiem rodzinno-małżeńskim, Jego najważniejsze cele i zadania o
          dziwo dla niektórych uwzględniają szczególnie szczęście nas ludzi w naszych
          rodzinach o ile mu na to pozwalamy i oddajemy Bogu nasze domy stawiając Go
          właśnie na piewrszym miejscu
          Przepraszam że nie na temat, marzek2 wybaczsmile) nie wytrzymałam ale to z serca
      • aszlan Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 25.10.05, 11:42
        Korniz, jestem katoliczką i chyba wszystkim znany jest stosunek KK do spraw
        dzietnosci rodzin, tzn. może nie potępiane ale pietnowane są rodziny(oczywście
        nie konkretne, ale jako tendencja) nie tylko 2+1, ale i 2+2, co sama słyszałam
        w pewnym kosciele; chociaz nie jest to już tak masowe i obcesowe jak kilkanaście
        lat temu; moja teściowa mająca 2 opowiadała o pewnym księdzu, który miał zwyczaj
        rugac kobiety za taką ilość dzieci. My mamy jedno dziecko( 6.l), zaplanowane
        jeszcze w okresie mojego oddalenia od Boga i po tym co niedawno przeżyłam,
        zastanawiałam się, mając na wzgledzie nauki KK, czy może Bóg oczekuje ode mnie
        kolejnego. Zważyszwy, że byłoby to wbrew sobie, można byłoby taki krok
        potraktować w kategoriach ofiary. I wtedy mnie olśniło; miłosierny Bóg nie
        oczekuje od nas ofiar, chce byśmy miłowali Go i siebie wzajemnie; jeden może tę
        miłośc dawać poprzez kolejne dzieci, inny poprzez wspogamnie finansowe
        biedniejszych lub jeszcze inaczej. Ważne, aby to co robimy wynikało z
        bezinteresowanej miłości wobec Boga i ludzi.
    • lolinka2 Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 24.10.05, 20:47
      Znam takie rodziny, zyją...zupełnie normalnie, starają sie zeby jedynacy nie
      byli jedynakopodobni (czyt. egoiści itp). Przekazują dzieciom wiedzę o Bogu a z
      racji posiadanego czasu dzieci są dość dobrze dopilnowane i wyedukowane (mam na
      myśli studium biblijne w gronie rodziny, codzienne rozmowy i takie tam...). Sami
      tworzyliśmy taką rodzinę do niedawna. Ale juz sytuacja powoli ulega zmianie...
    • maadzik3 Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 24.10.05, 23:16
      Coz, moze nie jestem najlepszym przykladem (bo maz agnostyk), ale mam jedno i na
      razie z powodow ktore pozwalam sobie zachowac dla siebie (ale nie medycznych)
      nie zamierzam tego zmieniac. Oczywiscie jak sie zdarzy bede kochac i bedzie moim
      szczesciem, ale swiadomie nie planuje. I nie widze zwiazku miedzy
      chrzescijanstwem a iloscia dzieci.
      magda
    • darcia73 Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 26.10.05, 20:51
      mam jedno dziecko, moj synek jest bardzo wymagającym i trudnym do wychowania
      chłopcem, ma klopoty z mową (prawie 4 latka i bardzo slabo mówi) z koncentracją
      i zachowaniem. Prawdopodobnie (wg specjalistów) są to symptomy ADHD, ktore w
      pelni mozna zdiagnozowac dopiero w wieku szkolnym. Na razie świadomie nie
      zdecydowałabym się na drugie, muszę całą energię poświecić na to by ten jeden
      wyrósł na warościowego człowieka.
    • kulinka3 Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 26.10.05, 23:13
      Nie lubię sądzić, a już na podstawie liczby dzieci,zdecydowanie nie.Dlatego,że
      często nie znamy powodów,motywów, które stoją za ludzkimi lub Bożymi decyzjami.
      Autorce listu odpowiadam,że w Piśmie św.za podstawowy tekst z tej dziedziny
      uważa się słowa z Księgi Rodzaju"Bądzcie płodni i rozmnażajcie się ".Wskazówek
      co do ilości dzieci nie ma i być nie mogło.Dla wszystkich było jasne,że dzieci
      są błogosławieństwem Bożym.Im więcej tym lepiej.
      Nauka KK na temat rodzicielstwa opiera się na fakcie,iż dziecko jest darem
      Bożym, a rodzice są współpracownikami Boga Stwórcy w powoływaniu do życia nowej
      osoby ludzkiej.
      Jeżeli dzieci są darem Bożym to trudno,by ten Boży dar chrześcijańscy
      małżonkowie z pełną świadomością odrzucili.W tym sensie zgadzam się więc z
      wypowiedzią Kramli.
      Jeżeli rodzice są współpracownikami to są przed Bogiem odpowiedzialni za decyzje
      w tej dziedzinie.Zamysły odnośnie liczby dzieci nie powinny być więc tylko i
      wyłącznie decyzją samych małżonków, a Pan Bóg nie powinien zostać sprowadzony do
      roli "wykonawczego", który misternie realizuje "nasze" ludzkie plany.
      Gdzieś kiedyś słyszałam historię o matce, której Pan Bóg w niebie pozwolił
      zobaczyć dzieci, jakie chciał jej podarować.Nie jest to poprawna teologicznie
      bajeczka, ale jest w niej jakiś ukryty sens,że warto pytać jakie Bóg ma plany
      wobec naszego małżeństwa,warto Mu ufać, warto komplikować sobie poukładane
      życie, warto być wielkodusznym.
      Zobaczcie rzadko kiedy rodzice żałują,że mają dzieci, częściej, że w porę na
      dziecko się nie zdecydowali.
      Na zakończenie dodam,że to co napisałam nie dowodzi, iż wszystkie rodziny
      chrześcijańskie będą rodzinami wielodzietnymi. Kościół w encyklice Humanae vitae
      podaje powody, dla których jest uzasadnione odsuwanie w czasie lub niewydawanie
      w ogóle na świat dzieci.
      Pozdrawiam

      • kramla Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 27.10.05, 13:48
        A już chciałam ukonkretnić swoje stanowisko ale po wypowiedzi Kulinki widzę, że
        nie muszęsmile.Po prostu chrześcijanin szuka woli Boga.Jeśli chodzi o ilość
        dzieci, można być zamkniętym na tę wolę również wtedy gdy z dużą skutecznością
        stosuje się NPR, które w KK są jak najbardziej moralnie dopuszczalne.

        A tak w ogóle to oczywiście podzielam pogląd, że nie wszystkie rodziny
        chrześcijańskie muszą być wielodzietne.Wielkoduszność i hojność w dawaniu
        kolejnego życia nie musi dla każdego oznaczać tego samego.Pan Bóg nie jest
        komunistą i nie chce dla każdego po tak samo dużowink.Hojność dla każdego może
        oznaczać co innego.Pewna wdowa wrzuciła do skarbony tylko jeden grosz ale to ją
        dał Jezus za przykład.A jeśli chodzi o te powody, o których mówi HV, kiedy to
        można odłożyć w czasie kolejne poczęcie lub nawet w ogóle je zaniechać to myslę
        sobie, że im bardziej chrześcijanin jest bliżej Boga tym mniej się boji i tym
        mniej widzi powodów, dla których miałby zrezygnować ze współpracy z Bogiem w
        przekazywaniu życia.Kolejne dzieci zaś są wyrazem wdzięczności za Jego
        opatrzność.Znam kilka takich rodzin, które są dla mnie takim dużym świadectwem.

        A ja sama? Metrykalnie jestem katoliczką więc i chrześcijanką przynajmniej
        teoretycznie.Ale tak na prawdę dopiero jestem w drodze do chrześcijaństwa.Nie
        wiem czy Jezus zajmuje w naszym życiu małżeńskim pierwsze miejsce.Liczne
        doświadczenia pokazują jak ciągle daleko jesteśmy od Boga.Ale się staramy.
        Znamy kierunek.I nie chcemy z niego rezygnować.Przynajmniej ja niechcę.Chcę NA
        PRAWDĘ chcieć należeć do Jezusa.Chcę się nie bać.Kolejnego dziecka ani niczego
        co niszczyłoby nasz spokój i coraz bardziej poukładany świat.Chcę mieć pokój w
        sercu i być szczęśliwa.A to mi może dać tylko Jezus.W to wierzę.

        • kulinka3 Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 27.10.05, 13:57
          Podpisuję się pod każdym zdaniem Twego listu.Myślę i czuję podobnie.
    • mamalgosia Re: Czy chrześcijanie mające tylko jedno dziecko 28.10.05, 11:23
      Uważam, że nie nam osądzać, dlaczego ktoś ma jedno/dwoje/troje/dziesięcioro
      dzieci. Albo żadnego. Różne są uwarunkowania, większości nie widać na zawnątrz.
    • mamalgosia trochę z innej beczki 28.10.05, 11:25
      Czy chrześcijanie niemogacy mieć własnych dzieci mają moralny obowiązek adopcji?
      (załóżmy, że warunki materialne są dobre)
      • kulinka3 Re: trochę z innej beczki 28.10.05, 13:09
        Obowiązku nie mają.Mogą, nie muszą.
        KKK 2379 Ewangelia ukazuje, że bezpłodność fizyczna nie jest absolutnym złem.
        Małżonkowie, którzy po wyczerpaniu dozwolonych środków medycznych cierpią na
        bezpłodność, złączą się z krzyżem Pana, źródłem wszelkiej duchowej płodności.
        Mogą oni dać dowód swej wielkoduszności, adoptując opuszczone dzieci lub pełniąc
        ważne posługi na rzecz bliźniego.
        • alex05012000 Re: trochę z innej beczki 28.10.05, 15:59
          brzmi podniośle, ale nie odważyłabym się dać tego tekstu małżeństwu, które nie
          może mieć dzieci (ale nie chodzi mi akurat o adopcję ....)....
          • kiwwinka Re: trochę z innej beczki 28.10.05, 17:14
            "moralny obowiązek adopcji" moim zdaniem nie istnieje
            choć po nawróceniu uważałam że każda wierząca osoba powinna adoptować choć jedno
            dziecko, teraz wiem że to nie takie łatwe,
            Bóg przygotowywał nas na to przez 6 lat
            to bardzo indywidualna sprawa ale jeśli ktoś czuje sie powołany do adopcji,
            dania miłości dziecku, które tego potrzebuje to zachęcam, bo jest to wielkie
            błogosławieństwo, nawet jak sie ma własne dzieci
            • mamalgosia Re: trochę z innej beczki 28.10.05, 17:22
              wierzę i podziwiam. Myślę, że bałabym się. Ciekawe, czy strach zdominowałby
              działanie, czy jednak ważniejsze byłoby co innego?
              • barbie-torun przykłady z innej beczki 29.10.05, 05:44
                ja bałabym się czy sprostam bycia matką dziecka adoptowanego to wymaga
                wiekszych wyrzeczeń, starań niż urodzenie i wychowywanie własnego,
                po prostu byłbym rozczarowana niepowodzeniami i bardziej przeżywała,
                widocznie Bóg nie chciał ode mnie takiej ofiary i urodziłam własne,

                fragment nauczania kościoła o adopcji i pomocy bliźnim jak najbardziej bym
                podsuneła małżeństwu bezdzietnemu, znam ludzi, którzy zarzekali się że nigdy
                nie adoptują dziecka bo znali złe przykłady dzieci które zeszły na złą drogę-
                narkotyki, prostytucja, chuligaństwo (ale tak mogłoby się zdarzyć nie tylko
                adopcyjnej rodzinie) jednak po 7 latach małżeństwa zdecydowali się, dojrzeli do
                decyzji,są po 2 latach różnych wywiadów, szkoleń i oczekiwań na dziecko, wciąż
                czekają,
                inna para znajomych działa w ruchu ewangelizacyjnym a także zajmują się
                niepełnosprawną młodzieżą np, jeżdżą z nimi na wycieczki, zabierają wózkowiczów
                na koncerty, z młodszymi odrabiają lekcje;
                kolejni znajomi mający dorastające dzieci, a już wiek nie pozwala na kolejne
                dziecko finansowo wspomagają szkolne wycieczki, paczki parafialne itp.
                Bóg wyznacza drogę dla każdego tylko trzeba mu zaufać

                Basia
                • verdana Motywy adopcji 29.10.05, 21:39
                  Badania, przeprowadzone przez moją przyjaciółkę psychologa, dotyczące adopcji
                  wyraźnie wykazały, że najlepszą prognozą udanej adopcji jest pragnienie
                  dziecka.
                  Natomiast gorzej rokowała chęć pomocy nieszczęśliwej sierocie. A zupełnie
                  niedobrze było, gdy motywem adopcji było pełnienie roli matki lub wykazanie się
                  jako osoba dobroczynna - tzn. po prostu chęć spełnienia "dobrego uczynku".
                  Widocznie to nie wystarczy. Takie adopcje częściej były rowiązywane.
                  Paradoksalnie - czym bardziej egoistyczny motyw (potrzebuję dziecka) tym
                  bardziej udana adopcja. Motywy altruistyczne (dziecko potrzebuje mnie) nie
                  sprawdzały się tak dobrze , choć oczywiscie i tu było sporo udanych adopcji.
                  Ale niestety, znacznie mniej.
                  A wiec adoptowanie dziecka tylko dlatego, ze tak powinien zrobić dobry
                  chrześcijanin, może wcale nie być dobre dla dziecka. O a tu przede wszystkim
                  chodzi.
                  • kulinka3 Re: Motywy adopcji 29.10.05, 22:01
                    verdana napisała:
                    > A wiec adoptowanie dziecka tylko dlatego, ze tak powinien zrobić dobry
                    > chrześcijanin, może wcale nie być dobre dla dziecka. O a tu przede wszystkim
                    > chodzi.

                    Adopcja jest tylko możliwością a nie powinnością. Zarówno dla wierzących jak i
                    dla niewierzących.Nikt nikogo do niej nie zmusza.
                • alex05012000 Re: przykłady z innej beczki 30.10.05, 09:58
                  barbie-torun,
                  ja pisałam że nie chodzi mi o adopcje!, chodziło mi o to, że nie powiedziałabym
                  bezpłodnej parze, że: "łączą się z krzyżem Pana, źródłem wszelkiej duchowej
                  płodności"- ... bo to żadne w takim przypadku pocieszenie.... i
                  "Mogą oni dać dowód swej wielkoduszności, {...] pełniąc ważne posługi na rzecz
                  bliźniego " - problem w tym, że para chcąca bezskutecznie posiadać potomstwo,
                  nie chce pełnić zadnych innych ważnych funkcji i posług na rzecz bliźniego,
                  chce po prostu mieć dziecko jak tyle innych kobiet i mężczyzn wokół niej... i
                  ma w "nosie" delikatnie ujmując wielkoduszne intencje.. wiem z autopsji.. no
                  chyba, że ktoś ma powołanie na męczennika...
                  • kulinka3 Re: przykłady z innej beczki 30.10.05, 12:15
                    alex05012000 napisała:

                    problem w tym, że para chcąca bezskutecznie posiadać potomstwo,
                    > nie chce pełnić zadnych innych ważnych funkcji i posług na rzecz bliźniego,
                    > chce po prostu mieć dziecko jak tyle innych kobiet i mężczyzn wokół niej... i
                    > ma w "nosie" delikatnie ujmując wielkoduszne intencje..

                    Jest naturalne,że my ludzie mamy różne pragnienia. Czasami Pan Bóg ma jednak
                    inne plany wobec nas.Człowiek wierzący będzie starał się wolę Bożą( czasami
                    bardzo trudną) w swoim życiu zaakceptować i przyjąć i nie mieć jej w " nosie".
                    • barbie-torun Re: przykłady z innej beczki 30.10.05, 16:18
                      nie każda para może otrzymać dar potomstwa
                      nawet jak bardzo prosi Boga
                      wszystkiego w życiu nie można mieć

                      napisze o sobie(zeby nie mówić o znajomych)
                      mąż jest niepełnosprawny ruchowo, ma ciężką postepujacą chorobę
                      a niedługo znowu zostaniemy rodzicami
                      i za kilka-kilkanaście(-dziesiąt) lat dzieci zostaną bez ojca ja bez męża
                      Bóg nas kocha, jego wola niech się stanie
                      dał nam kolejne dziecko a nie uzdrowienie cielesne męża
                      kto wierzy ten to zrozumie
                      • alex05012000 Re: do barbie-torun 03.11.05, 13:07
                        nie każda para może otrzymać dar potomstwa nawet jak bardzo prosi Boga
                        wszystkiego w życiu nie można mieć - ależ ja nie chcę wszytkiego!!!, żyję
                        skromnie, bardzo dużo pracuję, resztę czasu poświęcam rodzinie... nie chciałam
                        bogactw, zaszczytów, .. ja tylko chciałam najpierw mieć kochającego mnie
                        człowieka-męża, a potem mieć dziecko, jak miliony innych kobiet.... czy to tak
                        wiele? wiesz, w krytycznych momentach wtedy nie miałam naprawdę chęci
                        podporządkować się woli Boga,
                        • alex05012000 Re: do barbie-torun cd, ucięło mi się... 03.11.05, 13:18
                          piszesz o własnym mężu, chorym, jako przykład ... moim zdaniem to nie jest
                          dobry przykład, bo dzieci macie, nawet w większej liczbie niż 1 czy 2... a kto
                          na co jest czy będzie chory i kiedy umrzemy... tego nikt nie wie i nie
                          przewidzi... piszesz, że za kilkanaście -dziesiąt lat mąż odejdzie... a ile
                          macie lat? bo mnie i mojego męża to za kilkadziesiat lat napewno na tym świecie
                          nie będzie! ja mam 40 a mąż 51 lat!!! akurat tak się składa, że mój mąż cierpi
                          na chorobę tętnic w nogach i ma wielkie problemy z chodzeniem... w czarnym
                          scenariuszu grozi mu amputacja kończyn, ja też wierzę,że jakoś to będzie, ze
                          sobie poradzimy, że Olka wyrośnie na ludzi, ... wierzę Bogu, że nas nie
                          opuści...
                          ale w tamtym przypadku - posiadania dzieci - nie chciałam się poddać, nie
                          chciałam przyjać tej woli... kto nie był w tej szczególnej sytuacji nie
                          zrozumie tego... takie moje zdanie na ten temat...
                          pozdrawiam serdecznie i życzę zdrowia i wszystkiego najlepszego... "alex"
                    • alex05012000 Re: do kulinki 03.11.05, 11:26
                      kulinka napisała: "Jest naturalne,że my ludzie mamy różne pragnienia. Czasami
                      Pan Bóg ma jednak inne plany wobec nas.Człowiek wierzący będzie starał się wolę
                      Bożą( czasami bardzo trudną) w swoim życiu zaakceptować i przyjąć i nie mieć
                      jej w " nosie"...
                      no to ja w takim razie nie jestem osobą wierzącą w tym rozumieniu, bo ja się
                      zbuntowałam i nie chciałam zaakceptować owej woli jeśli ona taka była, co do
                      czego mam wątpliwości... bo dziecko w końcu urodziłam i nikogo nie skrzywdziłam
                      wręcz przeciwnie uszczęśliwiłam parę osób... pragnienie posiadania dzieci moze
                      być tak silne, że prowadzi na granicę obłędu... wiem z autopsji....pozdrawiam
                      serdecznie
                      • kulinka3 Re: do kulinki 03.11.05, 12:04
                        No to różnimy się w podejściu do sprawy.....
                        Pozdrawiam.
                      • mary_ann do alex 03.11.05, 18:27

                        > no to ja w takim razie nie jestem osobą wierzącą w tym rozumieniu, bo ja się
                        > zbuntowałam i nie chciałam zaakceptować owej woli jeśli ona taka była, co do
                        > czego mam wątpliwości... bo dziecko w końcu urodziłam i nikogo nie
                        skrzywdziłam
                        >
                        > wręcz przeciwnie uszczęśliwiłam parę osób...

                        A ja myślę, jak Ty - że jednak wolą Bożą było, żebyś dziecko urodziła. I że Bóg
                        raduje się Twoim i Twojej rodziny szczęściem... Po prostu z jakichś Sobie tylko
                        wiadomych względów poprowadził Cię do tego macierzyństwa nieco krętą ścieżkąsmile
                        Serdecznie pozdrawiam
                        mary_ann
      • direta Re: trochę z innej beczki 30.10.05, 09:19
        mamalgosia napisała:

        > Czy chrześcijanie niemogacy mieć własnych dzieci mają moralny obowiązek
        adopcji
        > ?
        > (załóżmy, że warunki materialne są dobre)

        Problem w tym, że jakość warunków materialnych jest zawsze subiektywna. Inaczej
        wyglada z punktu widzenia samych zainteresowanych i inaczej z punktu widzenia
        KAŻDEGO patrzącego z boku.
        Ta sama rodzina może być oceniona jako bogata lub biedna zależnie od tego kto
        ocenia i według jakich kryteriów.
    • mamalgosia i jeszcze o adopcji 04.11.05, 10:03
      Mój Starszy Synek nie ma łatwego charakterku. Ale wiele cech (niestety
      negatywnych), jego cech, jest kopiami moich. Wydanie drugie, poprawionesmile
      Rozpoznaję te zachowania, czasem wiem, jak z tym sobie radzić, czasem nie wiem,
      ale ogólnie: wiem, o co chodzi. Oczywiście każdy człowiek jest inny itp. ale
      jednak ten odziedziczony "garnitur genowy" jakiś tam jest. Adoptując dziecko
      nie wiem o nim zupełnie nic. To dodatkowa trudność
Pełna wersja