mama_kasia
02.11.05, 10:13
Jechaliśmy wczoraj "z grobów". Był już wieczór, droga dosyć
żmudna, bo duży ruch i samochody ślimaczyły się.
Siedziałam z tyłu z moją 6-latką i tak nam zeszło na poważne
tematy. Najpierw było pytanie, jakie znam najmłodsze dziecko
z naszej rodziny, które ma swój grób (wcześniej na cmentarzu
pytała o małe groby). Potem była rozmowa o jej nieżyjącym bracie
lub siostrze. Dowiedziałam się, że wyobraża go (bo to chłopiec)
sobie w zielonych spodniach z szelkami

Pytała, ile miałby lat
i ile ma teraz lat. Rozmowa musiała dojść do naszej (mojej) śmierci.
Pytała, kto umrze pierwszy: ona czy ja. Odpowiadałam zgodnie z prawdą,
że "nie wiem". Mówiłam, że jak umrę pierwsza, to będę na nią czekać.
Już widziałam tę buzię w podkówkę: "a z kim ja będę mieszkać?" ...
Kochana... "Z tatą" - odpowiedziałam. "Albo u babci".
Widzę, że takie rozmowy pomagają jej oswoić myśl o śmierci. I nic
nie można zrobić. Można tylko trwać i choć dla nas pewnikiem jest
zmartwychwstanie, życie wieczne, to jednak można tylko "próbować
nie lękać się cierpienia" - tak powiedział w ostatnim "Małym
gościu niedzielnym" o.Leon Knabit.