30.11.- środa - czytania

30.11.05, 07:42
Rz 10
9Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim
uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych - osiągniesz zbawienie. 10Bo sercem
przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami - do
zbawienia. 11Wszak mówi Pismo: Żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie
zawstydzony. 12Nie ma już różnicy między Żydem a Grekiem. Jeden jest bowiem
Pan wszystkich. On to rozdziela swe bogactwa wszystkim, którzy Go wzywają.
13Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. 14Jakże więc
mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego,
którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? 15Jakże
mogliby im głosić, jeśliby nie zostali posłani? Jak to jest napisane: Jak
piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę! 16Ale nie wszyscy dali
posłuch Ewangelii. Izajasz bowiem mówi: Panie, któż uwierzył temu, co od nas
posłyszał? 17Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się
słyszy, jest słowo Chrystusa. 18Pytam więc: czy może nie słyszeli? Ależ tak:
Po całej ziemi rozszedł się ich głos, aż na krańce świata ich słowa.


----------------------------------------------------------------------------

Mt 4
18 Gdy [Jezus] przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci:
Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w
jezioro; byli bowiem rybakami. 19 I rzekł do nich: "Pójdźcie za Mną, a
uczynię was rybakami ludzi". 20 Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za
Nim. 21 A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna
Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w
łodzi swe sieci. Ich też powołał. 22 A oni natychmiast zostawili łódź i ojca
i poszli za Nim.
    • isma Re: 30.11.- środa - rozważanie 30.11.05, 07:43
      “Jakże mogliby im głosić, gdyby nie zostali posłani?”

      Szymon, Andrzej, Jakub, Jan...Czy to możliwe, że gdzieś u końca tej listy jest
      moje własne imię? Bo przecież nie jestem nikim szczególnym – żyję sobie
      zwyczajnie, nigdy nie dokonałem niczego niezwykłego, moje nazwisko nigdy nie
      pojawiło się w żadnej gazecie. Jak pająk snuję nić swojego życia, czasem
      zmagając się z przeciwnościami. Nierzadko walczę o codzienny byt, od czasu do
      czasu tylko znajdując chwilę spokoju i wytchnienia. Właściwie bliski jestem
      przekonania, że posłani, wybrani, powołani - są nieliczni. I że ja bym do nich
      nie pasował.

      Nie jestem wytrawnym mówcą.
      Zresztą w ogóle nie lubię się wychylać.
      A poza tym mam swoje, przyziemne sprawy.

      Kiedy Jezus “poszedł dalej” brzegiem jeziora (a za nim Szymon i Andrzej),
      napotkał ludzi zajętych reperowaniem sieci. Poszli za Nim - może myśląc, że oto
      właśnie przed chwilą ostatni raz mozolnie supłali pajęczynę lin, że od tej pory
      będą uczestniczyć w niezwykłych wydarzeniach, zapowiadanych przecież przez
      proroków. A przecież niejeden raz jeszcze przyszło im najzwyczajniej, po
      staremu, zarzucać sieci, i niejeden raz jeszcze się one rwały...

      Spotkałeś Jezusa. Ale to nie znaczy, że nigdy już nie będziesz naprawiał sieci.
      Być może właśnie od tego – i do tego – zostałeś posłany.
      Nie zapominaj o wartości tej mozolnej pracy. Także wtedy, kiedy przed ludźmi
      wyznajesz, że Jezus jest Panem, i że Bóg Go wskrzesił z martwych.
    • mama_kasia Re: 30.11.- środa - czytania 30.11.05, 08:16
      Słuchałam dzisiaj tych czytań na roratach. To, co do mnie
      dotarło w pierwszej kolejności, to słowa: "Jakże mieli usłyszeć, gdy
      im nikt nie głosił?"
      Nie mogę przejść obok tego obojętnie. Jestem pewna, że Bóg powołał
      mnie do głoszenia. Trochę w taki nietypowy sposób, przez pisanie. W tym
      czuję się mocniejsza. Nie czuję się przymuszona, ... raczej wezwana smile
      Takie głupstwo jak słowo ma tak wielkie znaczenie... I jaka to
      odpowiedzialność...
      "Ale nie wszyscy dali posłuch Ewangelii. Izajasz bowiem mówi:
      Panie, któż uwierzył temu, co od nas posłyszał?" Nie każdy wierzy. Tak
      już jest. I ja nie zawsze dowierzam Bogu. Pewnie w każdym z nas jest
      cząstka, która w jakiejś sytuacji nie dowierza.
    • samboraga Re: 30.11.- środa - czytania 30.11.05, 09:55
      >17Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się
      > słyszy, jest słowo Chrystusa.

      Jeszcze nie czuję się 'apostołem', posłanym... Jeszcze bardzo potrzebuję sama
      wchłaniać, słuchać... Aby mocniej wierzyć.
    • glupiakazia Re: 30.11.- środa - czytania 30.11.05, 09:58
      byli bowiem rybakami.

      prostymi ludzmi... Jezus nie dobral sobie apostolow sposrod znajacych Pisma.
      to pokrzepiajacesmile
    • elwinga Re: 30.11.- środa - czytania 30.11.05, 10:11
      Bonhoeffer powiedział: "Chrystus powołuje pojedynczo. Trzeba wyruszyć za Nim
      samotnie."
    • pysio8 Re: 30.11.- środa - czytania 30.11.05, 12:52
      Niech się nie wzbraniam i nie opieram, kiedy zbliżasz się do mnie mówiąc "pójdź
      za mną". Żebym umiała Cię rozpoznać i nie przegapiała dawanych przez Ciebie
      sygnałów. Chciałabym się nie bać ...pójść za Tobą.
    • aka21 Re: 30.11.- środa - czytania 30.11.05, 14:12
      sercem
      > przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami - do
      > zbawienia.
      On to rozdziela swe bogactwa wszystkim, którzy Go wzywają.

      Tak sobie patrzę w to moje serce i wciąż wraca mi obraz sprzed paru lat kiedy
      uświadomiłam sobie, że drzwi mojego serca, niby otwarte dla Boga, ale zawsze
      jakiś łańcuch się w nich pojawia. Niby się widzimy, rozmawiamy, czasem nawet
      przytulamy, ale gdzie to pełne zaufanie? A przecież wiem, że z Nim mogę być
      tylko szczęśliwsza, ubogacona...
      Cokolwiek, tak naprawdę Mu oddam On przemienia i pomnaża. Już wielokrotnie tego
      doświadczałam, a jednak wciąż chcę mieć coś dla siebie. Tak mi trudno wszystko
      zostawić i pójść za Nim. Może dzisiaj znów spróbuję... Przecież wiem, że On
      jest moim Panem, Panem mojego męża, naszych dzieci i z Nim nam się nic złego
      nie stanie.
      Tak bym dzisiaj chciała zawołać: Panie rozerwij ten łańcuch, bo ja nie mam siły
      i odwagi go rozpiąć!
    • mader1 Re: 30.11.- środa - czytania 30.11.05, 18:52
      Uderza mnie zawsze : " a oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za
      nim". Natychmiast. Zastanawiam się, ile straciłam na tym "chwilowym "zwlekaniu,
      odkładaniu, odwlekaniu czy jak go tam zwał. Myślę sobie " trzeba się za to
      zabrać" i myślę, że mam jeszcze chwilę czasu.
      Kiedyś mieliśmy w moim dawnym miejscu pracy całe szkolenie o zmianach. Książki,
      wykłady, rozmowy. Podobno zmiany przerażają, stresują...Trzeba się do nich
      mądrze przygotować. A oni tak po prostu "natychmiast" zostawili swoje
      życie.
      Nie powiedział im : "Przygotujcie najbliższych, pozałatwiajcie najpilniejsze
      sprawy, odbierzcie ostatnią pensję ( zapłatę). Dużo się w waszym zyciu zmieni."
      NATYCHMIAST.
      • kulinka3 Re: 30.11.- środa - czytania 30.11.05, 19:11
        Mnie też zawsze uderzało to "natychmiast" smile)
        Dzisiaj zastanawiam się co muszę zostawić w swoim życiu, by iść za Panem.
        Uczniowie zostawili łodź i sieci.
        A ja co muszę porzucić?
        • mader1 Re: 30.11.- środa - czytania 30.11.05, 20:53
          ... i ojca. Isma ma rację. Wracali jeszcze na łódź. Ale zostawili "
          natychmiast" swoje uporządkowane życie. Wszystko mieli poukładane, może marne,
          ale oswojone...
    • marzek2 Re: 30.11.- środa - czytania 30.11.05, 21:26
      Tak, do mnie też od razu dociera to "natychmiast". Cóż, natychmiast to ja w
      życiu teraz robię rzeczy dla innych, dla domagających się różnych "natychmiast"
      dzieci, dla męża, dla innych ludzi. Różne pilne ale mniej ważne "natychmiast"
      przeganiają to "natychmiast" najważniejsze - to dla Boga. W natłoku zajęć tak
      trudno się zatrzymać, żeby choćby usłyszeć co mam robić. Nie mówiąc już o
      wykonaniu tego, ani natychmiast, ani później...
      • maadzik3 Re: 30.11.- środa - czytania 01.12.05, 01:07
        Mnie tez uderza i przeraza to "natychmist". Bo jak trudno jest zostawic swoje
        zycie. Musze przyznac ze zawsze brzmialo to dla mnie groznie. Bo czy ja bym
        potrafila zostawic wszystko i odejsc za Chrystusem? Czy jestem go godna i czy
        naprawde nie miluje bardziej innych (jesli nie rzeczy to osob). A przeciez
        gdzies w tle brzmi fragment pisma o czlowieku ktory chcial przed odejsciem za
        Chrystusem pogrzebac jeszcze ojca i ktory uslyszal "niech umarli grzebia swoich
        umarlych". Czy gotowi jestesmy zostawic wszystko i wszystkich? I skad mamy
        wiedziec kiedy snujac pajeczyne swego zycia jeszcze jestesmy powolani do latania
        sieci a kiedy nalezy je juz zostawic i nie ogladac sie na nie? Panie, czy jestem
        Cie godna?
Pełna wersja