10 XII - sobota - czytania

09.12.05, 23:08
Syr 48,1-4.9-11)
Powstał Eliasz, prorok jak ogień, a słowo jego płonęło jak pochodnia. On głód
na nich sprowadził, a swoją gorliwością zmniejszył ich liczbę. Słowem Pańskim
zamknął niebo, z niego również trzy razy sprowadził ogień. Jakże wsławiony
jesteś, Eliaszu, przez swoje cuda i któż się może pochwalić, że tobie jest
równy? Ty, który zostałeś wzięty w skłębionym płomieniu, na wozie, o koniach
ognistych. O tobie napisano, żeś zachowany na czasy stosowne, by uśmierzyć
gniew przed pomstą, by zwrócić serce ojca do syna, i pokolenia Jakuba
odnowić. Szczęśliwi, którzy cię widzieli, i ci, którzy w miłości posnęli,
albowiem i my na pewno żyć będziemy.

Ps 80,2-3.15-16.18-19)
REFREN: Odnów nas, Boże, i daj nam zbawienie
Usłysz, Pasterzu Izraela,
Ty, który zasiadasz nad cherubinami.
Zbudź swą potęgę
i przyjdź nam z pomocą.
Powróć, Boże Zastępów,
wejrzyj z nieba, spójrz i nawiedź tę winorośl.
I chroń to, co zasadziła Twoja prawica,
latorośl, którą umocniłeś dla siebie.
Wyciągnij rękę nad mężem Twojej prawicy,
nad synem człowieczym,
którego umocniłeś w swej służbie.
Już więcej nie odwrócimy się od Ciebie,
daj nam nowe życie, a będziemy Cię chwalili
Łk 3,4.6)
Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; wszyscy ludzie ujrzą
zbawienie Boże

(Mt 17,10-13)
Kiedy schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa: Czemu uczeni w Piśmie
twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz? On odparł: Eliasz istotnie
przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie
poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od
nich cierpiał. Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu
    • pysio8 rozważanie 09.12.05, 23:10
      Powstał Eliasz, prorok jak ogień, a słowo jego płonęło jak pochodnia”

      Stawiałeś na mojej drodze proroków, czy chciałam ich słuchać? Raczej nie, ich
      słowa miałam głęboko gdzieś, wolałam żyć po swojemu. Na dokładkę liczne
      zranienia życiowe sprawiły, że obwarowałam się grubaśnym murem.
      Próbowałeś do mnie dotrzeć, najpierw łagodnie - szybko się Tobą znudziłam.
      Nie zniechęciłeś się spróbowałeś posłużyć się przypadkowym księdzem w
      konfesjonale. Twoje słowa były ostre i szorstkie, parzyły jak ogień. Pamiętasz
      moje zaskoczenie, wściekłość i bunt? Uciekłam wtedy i odwróciłam się od Ciebie,
      nie chciałam słuchać prawdy. Nie potrzebowałam Cię takiego-wymagającego,
      znającego mnie z detalami… stworzyłam więc sobie własnego boga. Razem z
      podobnymi do siebie „niedorajdami” przekonywałam siebie, że grzechu nie ma,
      świat jest złudzeniem, wystarczy myśleć pozytywnie i oczyszczać się z
      negatywnych emocji poprzez medytacje, wizualizacje. Żadne cierpienie też nie
      wchodziło w grę, w końcu panowałam nad własnym życiem, miałam wszystko pod
      kontrolą.
      Czy cierpienie, jakiego doświadczyłam było absolutnie konieczne? Żeby mną
      potrząsnąć, żebym przejrzała? W chwili rozpaczy zawołałam, a Ty usłyszałeś, a
      może to Twoi Święci Ojciec Pio, Matka Teresa z Kalkuty zechcieli wstawić się
      wówczas za mną?
      Do tej pory tego nie wiem…Medytacje, spotkania, na których mówiono o
      nieistniejącym grzechu stały się bezsensowne.
      Aż tak daleko dałeś mi pobłądzić?
      Sam widzisz Panie jak pomału uczę się, wszystko przychodzi mi z trudem,
      przyłapuję się na grzeszności, pewnie widocznej dla innych, ale ukrytej często
      dla mnie samej…
      Wybacz mi tę moją ślepotę i dziękuję, że ulitowałeś się nade mną, nawet za
      uczucie wstydu, kiedy słowa kapłana znowu uderzyły Twoją mocą, by rozświetlić
      ciemności, pokazać niewygodną prawdę o mnie samej, prawdę, przed którą
      uciekałam.
      Panie sam wiesz, ile osób” tam” pozostało, karmi się” naukami” o tym, ze
      grzechu nie ma.
      Czy zechciałabyś postawić na ich drodze proroka, który przemówiłby TWOIMI
      słowami, co parzą jak ogień, by i nimi potrząsnąć, wyrwać ze szponów kłamstwa?
      Chciałabym wiedzieć Panie, bo jestem zagubiona, czego ode mnie oczekujesz?


      • mama_kasia Re: rozważanie 10.12.05, 09:39
        Pysiu, wzruszyłam się, czytając ...

        "Powróć, Boże Zastępów,
        wejrzyj z nieba, spójrz i nawiedź tę winorośl.
        I chroń to, co zasadziła Twoja prawica,
        latorośl, którą umocniłeś dla siebie."

        "O tobie napisano, żeś zachowany na czasy stosowne, by uśmierzyć
        gniew przed pomstą, by zwrócić serce ojca do syna, i pokolenia Jakuba"
        odnowić.

        Jest tak, Panie, że rzadko czuję, że mną wstrząsasz. Rzadko przychodzisz
        do mnie w gwałtowej burzy. Raczej prowadzisz mnie łagodnie. Umacniaj mnie
        Swoją ręką. Umacniej mnie przez innych, przez Słowo Twoje; jakkolwiek
        tylko chcesz. To Ty mnie tutaj postawiłeś. Umacniaj mnie proszę dalej...
      • mader1 Re: rozważanie 10.12.05, 11:53
        Dziękuję Ci Panie za Twoje Słowo. Dziękuję Ci Pysiu za rozważanie płynące z
        głębi serca.
    • isma Re: 10 XII - sobota - czytania 10.12.05, 20:08
      "słowo jego płonęło jak pochodnia"

      Plonace Slowo.
      Slowo, jak pochodnia, która daje swiatlo wskazujace droge.
      Nie ten ogien, ktory niszczy. Nie ten ogien, ktory niknie, ktory dopala sie.
      Ogien, ktory nie gasnie.
      Badz Boza pochodnia...
Pełna wersja