Najpiękniejsze Wigilie

16.12.05, 14:44
Do założenia tego wątku skłonił mnie post Otryta, nie będę ukrywać. Ciekawe,
jakie to są te Najpiękniejsze z naszego, ludzkiego punktu widzenia ?
    • marzek2 Re: Najpiękniejsze Wigilie 16.12.05, 16:40
      Dla mnie na pewno miłe są wspomnienia dzieciństwa, wigilii z ogromną ilością
      osób, z ukochaną babcią i jej potrawami wigilijnymi, których smaku nikt nie
      podrobi...

      Ale gdy dorosłam, zaczęłam się zastanawiać nad prawdziwym sensem świąt i wigilii
      ideały sięgnęły bruku w pewnym sensie... Chodzi o to, że najpiękniejszej wigilii
      to ja chyba jeszcze nie przeżyłam niestety sad Ciągle o czymś takim marzę - o
      nieśpieszym celebrowaniu tego czasu, napawaniu się tym, CZYJE NARODZINY
      świętujemy, o radości i dziękowaniu Bogu...

      A wigilie w naszej rodzinie (nie u mnie bezpośrednio, ale u rodziny męża i
      mojej) wyglądają niestety tak, że następuje krótki moment skupienia, żeby nie
      powiedzieć "odklepania" modlitwy, krótkie życzenia i... zaczyna się szaleńcza
      bieganina między pokojem a kuchnią... i tak kolejne potrawy, kolejne...

      Więc mam do wyboru albo przeżyć wigilię jak jak lubię, czyli w dużym gronie, ale
      bez głębokiej atmosfery, albo tak jak lubię, czyli w głębokiej atmosferze, którą
      postaram się sama stworzyć w swoim domu... ale bez większego grona, więc też
      jakoś smutno... Ot, dylemat...

      Chyba musimy poczekać z mężem, aż będziemy starzy, będziemy mieć duże dzieci,
      małe wnuki i wtedy będzie dwa w jednym czyli i atmosfera i duże grono...

      Choć mąż mówi, że wtedy też będzie szaleńcze bieganie między pokojem a kuchnią,
      tyle, że osobą biegającą będę... ja smile)))
      • mama_kasia Re: Najpiękniejsze Wigilie 16.12.05, 19:03
        To trochę jak mój dylemat. Z jednej strony lubię ten gwar
        w czasie świąt u mojej mamy, ogromna choinka, pełno prezentów,
        moja siostra z rodziną i my, potrawy mojej mamy. A z drugiej...
        chciałabym trochę inaczej, bardziej tak po mojemu. I tak jest
        już inaczej. W zeszłym roku spytałam mamę, czy może mój mąż
        przeczytać fragment ze Słowa Bożego. Zgodziła się. Ale ile mnie
        to kosztowało, żeby w ogóle zapytać... Brakuje mi też bardzo kolęd.
        Są, na CD... Ale to nie to samo, co chóralny śpiew. Kiedy mój tata
        mógł jeszcze mówić, zawsze śpiewaliśmy... Teraz nie ma odważnych.
        Może w tym roku. Szwagier kupił nową gitarę. Ale czy się odważy?
        Zawsze jest taki kulinarny pośpiech w wigilię...
        Ale z drugiej strony, są ci wszyscy, ci najważniejsi. I jeszcze
        pasterka o północy. W zeszłym roku cała rodzina siostry poszła z nami.
        Wiecie jaka to radość? smile... po tylu latach.
        Nie marzę, cieszę się smile I staram się, aby zatargi kuchenne nie
        zniszczyły we mnie szczęścia, które niesie ze Swoimi Narodzinami Jezus smile
        • madziaq Re: Najpiękniejsze Wigilie 16.12.05, 21:49
          U nas w domu też niestety nie ma tradycji czytania Biblii w Wigilię. A szkoda -
          może w tym roku poproszę ojca, żeby przeczytał i z pewnych względów też będzie
          mnie to dużo kosztowało sad W ogóle mam wrażenie, że jakoś "na szybko" przeżywamy
          ten czas... I zdecydowanie zbyt dużą rolę odgrywa karp i pierogi wink Jednym
          słowem, tak jak Marzek, na najpiękniejszą Wigilię jeszcze czekam.
    • minerwamcg To ma szanse być ta... 16.12.05, 22:57
      ...a jak nie ta, to za rok, daj Boże już ze mną w dwóch osobach smile)))
      U nas w domu do wigilii siadało nas sześcioro, potem czworo, potem troje, w
      miarę jak kolejni Drodzy Nieobecni odchodzili zostawiając puste krzesła. Kiedyś
      pojawił się wujek z dziećmi, przeżywający akurat rodzinny dramat, czasem
      samotna ciocia, często babcia. Teraz babci nie ma, wujkowe dzieci same
      pozakładały rodziny, ja wyjechałam z weasleyem do Warszawy... Została mama z
      bratem i ową samotną ciocią. Wiem, jak jej będzie smutno - już w zeszłym roku
      po wczesnej wigilii popędziłam na dworzec, żeby zdążyć na pasterkę w Warszawie.
      A do nas nie chce przyjechać... Rozumiem ją, jest typem samotnicy i po prostu
      boi się większego ludzkiego zgromadzenia. Ale żal.
      A dla mnie to będzie pierwsza wigilia bez niedomówień wspólna. I pierwsze
      święta na swoim.
    • mader1 Re: Najpiękniejsze Wigilie 16.12.05, 23:35
      O jejku, ale mi narobiliście... bo ja... głupia zastanawiałam się która. I
      bardzo mnie zawstydziliście.
      Najpierw była taka, która wcale nie zapowiadała się na piękną. Ale nasze mamy
      nie mogły się zgodzić,żeby któraś poszła do drugiej z wizytą. Nie chcieliśmy
      zostawiać mamy męża samej (jeszcze w żałobie po śmierci starszego syna )po
      dwóch godzinach, a moi rodzice też chcieli z nami spędzać Wigilię.Pat.
      Obrażanie. Potem okazało się, że zbawienne. Zrobiliśmy pierwszy raz Wigilię u
      siebie. Poprosiliśmy o przygotowanie ich pokazowych dań, żeby podzielić się
      sukcesem. Przygotowania na przyjście babć, dziadka, wujka sprawiły, że wszystko
      stało się bardziej odświętne.Długo strojony stół, mieszkanie...
      I najważniejsze. Byliśmy u siebie. Pismo św. znalazł się na stole. Tak jak
      Jezusek w żłobku pośrodku. Pierwszy raz na rozpoczęcie Wigilii czytaliśmy Pismo
      Św. i modliliśmy się. Byłam wzruszona do granic ostateczności. Ale wiecie co ?
      Inni też mieli łzy w oczach. To była pierwsza najpiękniejsza Wigilia smile
      A druga to wtedy, gdy moja starsza córka nauczyła się grać na pianinie kolędy.
      Śpiewaliśmy !!!!! Dziadek, ten nie cierpiący świąt patrzył na ręce wnuczki.
      I czytanie ,i modlitwa, i kolędy, i spokojne siedzenie przy torcie, smęcenie
      przy świecach...
      A potem... trzecia. Urodził się synek. Wydawało się, ze wroci do szpitala.
      25.12 był chrzest. Wigilia u nas, bo już innej nikt sobie nie wyobrażał.
      To była prawdziwa Wigilia. Było tak jak zawsze. Mały był tak oslabiony, że
      spał. Nie przeszkadzał, cichutki. Ale Wigilia, w czasie której wszyscy byli
      spokojni i szczęśliwi, była Czekaniem. A 25.12 było wielkie święto. Do dziś
      jestem wdzięczna mojemu synkowi za to, że pokazał nam Wigilię.
      Dziękuję Wam.
      • a_weasley Konkurencja silna 17.12.05, 12:31
        Może dlatego, że śpiewanie kolęd, wielu kolęd i nie jakieś tam dwie czy trzy
        zwrotki, Łk 2,1-14, a z dwoma wyjątkami (1974 i 2004) również prawdziwe świeczki
        - towarzyszyły mi od zawsze. Czegoś brakowało.
        W harcerstwie zobaczyłem: życzeń. NIe zdawkowego szybko-szybko, ale
        przemyślanych, głębokich, niespiesznych życzeń. Na harcerskich wigiliach łamanie
        opłatkiem trwało godzinę albo lepiej, bywało, że się człowiek z jedną osobą pięć
        minut łamał. Nagle wigilie rodzinne zbladły.
        Zaczęły zresztą blednąć przez to, że z roku na rok rodzicom jakby coraz mniej
        się chciało. To my z bratem pilnowaliśmy różnych rodzinnych tradycji.
        Nie mogąc na rodzinne wigilie przenieść zwyczaju głębokich życzeń, zacząłem
        przeszczepiać na grunt harcerski to, co znałem z domu - bo początkowo ani się
        nic nie jadło (a co to za Wigilia bez klusek z makiem? - więc zacząłem
        przyrządzać, a z czasem za mną poszli inni), ani Ewangelii nie czytało.
        Potem w zaprzyjaźnionej drużynie pojawił się zwyczaj, że po kolei każdy bierze
        opłatek, składa życzenia wszystkim, zamawia kolędę.
        A potem stało się, żem najpierw opisał fikcyjną wigilię, na takim właśnie
        obrzędzie opartą (wspominam o tym obok w wątku o inspiracjach), a rok później
        padł pomysł, żeby taką wigilię zrobić naprawdę. Co z tego wynikło, jest opisane
        tutaj: twoj.net/index.php?showtopic=7063 .
        Szesnaścioro nas było, o ile pamiętam. Jutro znowu się takie spotkanie odbędzie,
        tym razem zapowiedziało się osób 23 (plus domownicy), niektórzy z nich przyjadą
        z daleka. Minerwa właśnie kroi ciasto na uszka do barszczu dla tego całego
        towarzystwa, inne dziewczyny przyrządzają inne potrawy oprawa muzyczna ćwiczy
        trzydzieści kolęd, krótko mówiąc normalne przygotowania do dużej Wigilii.
        ALe czy ta zeszłoroczna wigilia czarodziejów była najpiękniejsza? Nawet
        uwzględniając to, że była na niej Minerwa?
        Jak ją porównać z zeszłoroczną wigilią rodzinną, gdzie wreszcie był czas na
        wszystko, nikt się nigdzie nie spieszył i nie był tutaj kosztem tego, że nie
        jest gdzie indziej - bo i brat, i bratowa mieli rodziców na miejscu - a ja
        wiedziałem, że pierwszy raz w życiu pójdę na pasterkę z kobietą, którą kocham i
        która kocha mnie?
        Jak z tą, która będzie za tydzień, pierwszy raz z moim tej wiosny urodzonym
        bratankiem, pierwszy raz z bratem, rodzicami i Minerwą jednocześnie?
        Jak z... ech, co ja to będę ciągnął...
    • kulinka3 Re: Najpiękniejsze Wigilie 19.12.05, 08:11
      Chyba wszystkie wigilie były na swój sposób piękne.
      I te kiedy oczekiwaliśmy na nasze dzieci(bo zawsze zahaczaliśmy o grudzień)i te
      kiedy dzieci są już z nami i jest tak radośnie.
      Najpiękniejszą Wigilią będzie jednak ta, kiedy wszyscy moi bliscy będą pojednani
      z Bogiem.Tak, ta będzie najpiękniejsza!
      • anuteczek Re: Najpiękniejsze Wigilie 20.12.05, 23:46
        Moja najpiękniejsza Wigilia to chyba ta pierwsza z pierwszym mężem w moim
        rodzinnym domu. Czekaliśmy na Tosię - czułam pierwsze ruchy, było widać
        brzuszek, byliśmy najszczęśliwsi na świecie. Poszliśmy na Pasterkę do kościoła,
        w którym braliśmy ślub, obiecaliśmy sobie, ze też w tym kościele ochrzcimy nasze
        dzieci. Była to ostatnia radosna Wigilia. Tosia odeszła sześć dni później. Każda
        następna Wigilia była boleśnie piękna. Zawsze nakrywałam do stołu, sama- w tą
        ostatnią wigilię nakrywałam do stołu i śpiewałam Tosi moją ukochaną kolędę - Gdy
        śliczna Panna i opowiadałam jej, że za rok będzie mi pomagać. W następną Wigilię
        przy pustym nakryciu postawiliśmy figurkę Anioła i zapaliliśmy świeczkę. W tym
        roku będą stały już trzy Anioły i zapłoną trzy świeczki. Będą to też pierwsze
        święta z drugim mężem i najważniejsze z Maćkiem. W zeszłym roku nie potrafiłam
        oczekiwać na niego radośnie. Bałam się.
        Znowu nakryję stół, zapalę świeczki, Tata przeczyta fragment Pisma świętego,
        pomodlimy się, przełamiemy opłatek... popłaczemy sobie, potem babcia zaintonuje
        Bóg się rodzi... a dziadek poprosi, żeby do ryby zapalić światłosmile - bo u nas
        Wigilia zaczyna się przy blasku świec.
        Właściwie całe moje życie jest Wigilią - Wigilią spotkania z moimi
        Dziewczynkami. Bardziej lub mniej radosnym oczekiwaniem i tak już będzie zawsze
        do końca
Pełna wersja