Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba?

30.12.05, 12:28
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3089375.html

Ja sie trochę zmartwiłam...
A jakie jest Wasze zdanie?
    • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 13:01
      Ale co dokładnie Ciebie martwi? Jeśli Msza św. przeistacza się w atrakcję
      turystyczną, to zaczyna być niedobrze. Wiesz, ja jestem zdecydowanie przeciwna
      tłumaczeniom Biblii na gwarę. Mieszkam na Śląsku, jednak nie mówię gwarą.
      Nie wyobrażam sobie, żeby w mojej parafii, bardzo tradycyjnej, najstarszej w
      mieście, wikary zaczął czytać po śląsku Biblię. Tym ludziom tu mieszkającym
      nigdy takie pragnienie nie zamajaczyło nawet. Gwara w domu, na ulicy, a w
      kościele - język literacki. Podwójna kompetencja językowa to konieczność.
      Panie w strojach ludowych na Mszy św. - piękne, ale orkiestra górnicza -
      niekoniecznie. Na szczęście proboszcz (farorz) nie nadużywa takiej oprawy
      muzycznej w liturgii.
      • samboraga Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 13:31
        Ja zrozumiałam, że te msze były tradycyjnie 'od zawsze', a nie 'pod turystów'...
        A, że turysci zaczęli na nich bywać i traktowac górali jako folklor...
        Kiedyś w dzieciństwie byłam z rodzicami na Wielkanoc w Poronienie i w tamtejszym
        kościele święciliśmy pokarmy - do tej pory pamiętam nie tylko góralskie stroje
        ale i formy pobożności, obchodzenie krzyża na kolanach itp.
        Więc odwracającwink - jeżeli uceiczką od 'komercjalizacji' (jak to widzi biskup)
        ma być wyzuwanie ludzi z ich tradycji to mnie to tez martwi...
        Zresztą są i msze 'po polsku' na Podhalu, nie tylko w gwarzewink
      • mary_ann Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 13:34
        Zmartwiła mnie kolejna próba urawniłowki, eliminacji różnic. Jasne, że nie
        wszystko odpowiada każdemu - ale czemu nie pozostawić wiernym wolnego wyboru?
        Czy każdy musi iśc na msze na Krzeptówkach? Podobnie - i takie argumenty padały
        w dyskusji linkowanej pod artykułem - nie każdemu odpowiada nowoczesna oprawa
        muzyczna liturgii. Tacy ludzie mają przeciez możliwość pójścia na mszę do
        parafii bardziej tradycyjnej.
        Co do gwary śląskiej - nie chcę się wypowiadać, bo nie znam na tyle specyfiki
        regionu. Natomiast jeśli góral na co dzien posługuje się gwarą góralska,
        rozmawianie z Bogiem inaczej w domu, a inaczej w kościele pachnie mi jakąś
        schizofrenią, chora oficjalnością. Podwójna kompetencja - ok, ale w szkole, w
        urzędzie, tam, gdzie chodzi o wspólny mianownik (polska przynalezność
        państwową). Bóg jest POZA językami i dialektami.

        Nie jestem przesadna entuzjastką góralszczyzny i jeśli taka msza miałaby
        zabarwienie folklorystyczno-skansenowe, bylaby działaniem pod publiczkę, to
        oczywiście taki obrót spraw nie bardzo by mi się podobał. Ale jesli to
        naturalna potrzeba, czemu nie? Po co znowu normalizować, zamiast uszanowac
        spontaniczną religijność w całej różnorodności jej wariantów tak długo, jak
        długo nie narusza to integralności doktrynalnej kościoła (tu uwaga -
        oczywiście, że tekst przekładu Pisma św.powinien być w jakiś sposób
        zatwierdzony).

        Boję się, że taki zakaz sprzyja umocnieniu niedobrego myslenia o Kościele i
        Bogu: życie na co dzień (niekoniecznie z Bogiem), a Kościół od święta. "My"
        tutaj i "oni" tam.
        • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 13:55
          "Bóg jest POZA językami i dialektami". Jak najbardziejsmile))
          Ale chciałabym wiedzieć, czy od zawsze w kościele na Krzeptówkach Ewangelia
          była czytana po góralsku? pewnie nie. A może o to chodzi. Górale dawniejsi
          pewnie nie czytali Biblii góralskiej, a może zaczyna się to dziać teraz, bo ja
          tak właśnie rozumiem słowa Dziwisza: "Już teraz pragnę, by podczas sprawowania
          Mszy w liturgii słowa nie zastępować zatwierdzonych tekstów czytaniami i
          psalmami pochodzącymi z wydanego niedawno tłumaczenia Nowego Testamentu na
          gwarę góralską. (...)". Może pod publiczkę turystyczną takie rzeczy mają
          miejsce, albo w imię źle pojętej obrony tożsamosci? Nie wiem. Lubię górali.
          Bardzo nawet.
          Zgadzam się z Samboragą, że na długo pozostanie w pamięci obraz sposobu
          świętowania na Podhalu. Miałam okazję uczestniczyć w uroczystości Bożego Ciała
          w Rabce i to było autentyczne, szczere, pobożne przeżycie liturgii przez tych
          ludzi. Byłam zafascynowana. Na szczeście nie zauważyłam jakieś przesady. To
          była mimo wszystko liturgia.
          A tak poza tym.
          Mam właśnie przed sobą "Pastorałki i kolendy (sic!) w czasie świąt Bożego
          Narodzenia w domach śpiewane". Wydane (uwaga) 1882 roku. Pamiątka po mojej
          babci. Jest tam taka adnotacja: "zbiór ten kolend (sic!), pastorałek i innych
          piosnek o Bożem Narodzeniu służy tylko ku zabawie domowej podczas długich
          wieczorów świąt Bożego Narodzenia. Pieśni zaś, które w kościołach mogą byc
          śpiewane, znajdują sie w Śpiewniku Kościelnym, lub innych książkach do
          nabożeństwa".
          smile
          • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 13:56
            "Górale dawniejsi > pewnie nie czytali Biblii góralskiej" oczywiscie w
            kościele, bo w domu - tak!
          • mary_ann Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 14:57
            pawlinka napisała:

            > Mam właśnie przed sobą "Pastorałki i kolendy (sic!) w czasie świąt Bożego
            > Narodzenia w domach śpiewane". Wydane (uwaga) 1882 roku. Pamiątka po mojej
            > babci. Jest tam taka adnotacja: "zbiór ten kolend (sic!), pastorałek i innych
            > piosnek o Bożem Narodzeniu służy tylko ku zabawie domowej podczas długich
            > wieczorów świąt Bożego Narodzenia. Pieśni zaś, które w kościołach mogą byc
            > śpiewane, znajdują sie w Śpiewniku Kościelnym, lub innych książkach do
            > nabożeństwa".
            > smile
            >
            No, ale tak własnie było w czasach przedsoborowychsmile)... Dziś śpiewamy czasem
            nawet w kościele "Oj, maluśki, maluśki" czy inne kolędy (większośc to teksty
            ludowe i pewnie mozna im sporo zarzucic z teologicznego punktu widzenia) I
            świat się od tego nie wali...
            Czy nie mozna tego pozostawić rozeznaniu lokalnej społeczności? Przecież nad
            tym, co jest czytane i spiewane w kościele, zawsze w jakiś sposób sprawują
            pieczę kapłani, nie jest tak, że każdy wchodzi i spiewa, co chce...
            • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 15:23
              mary_ann napisała:

              > Czy nie mozna tego pozostawić rozeznaniu lokalnej społeczności? Przecież nad
              > tym, co jest czytane i spiewane w kościele, zawsze w jakiś sposób sprawują
              > pieczę kapłani, nie jest tak, że każdy wchodzi i spiewa, co chce...

              pewnie, pewnie. Tak myślę, że pieczę to trzeba sprawować. W którymś artykule z
              GN było o śpiewie, gitarze (a propos, Samborago, Twoich pytań) i o tym,
              że : "nasze serca zimne jak lód i próżny dla nas Twej męki trud, co jest
              absolutną herezją. W większości kościołów w Polsce w pierwszy piątek miesiąca
              wyznaje się nieskuteczność męki Chrystusa. Dopóki się nie wykona tej pracy,
              rzewne szansonetki będą zastępowały sakralne śpiewy". To cytat, całość tutaj:
              goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1132062430&dzi=1104764436&idnumeru=1132061222
              • samboraga Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 15:38
                Pawlinko, świetny artykuł, dziękuję za wskazaniesmile)) Podpisuję się pod nim całą
                klawiaturąwink)
                I - Mary Annsmile - jest tam o kanonach z Taize, że właśnie oparte są na tradycji
                chociaż w nowych formach!
                • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 15:43
                  nie ma za co! Dobry artykuł, oj taksmile))
              • mary_ann Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 16:21
                Dzieki za link, rzeczywiscie ciekawy artykuł.. Zresztą ja jestem od dawna fanką
                Dominikanów i ich podejścia do liturgiismile

                Co do tekstu Dziwisza - sorry, ale jednak mnie nie przekonuje. Gwara to po
                prostu odmiana polszczyzny, taki wariant regionalny, a nie slang hiphopowców
                czy więzienna grypsera. Nie twierdzę, że TO akurat tłumaczenie ma być uzywane w
                liturgii (bo każdy używany w liturgii przekład bez cienia wątpliwości powinien
                mieć akceptację zwierzchności kościelnej), ale rozumiem, że sprzeciw Dziwisza
                ma charakter ogólny.
              • luccio1 Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 04.01.06, 01:35
                "nasze serca zimne jak lód i próżny dla nas Twej męki trud, co jest
                > absolutną herezją. W większości kościołów w Polsce w pierwszy piątek miesiąca
                > wyznaje się nieskuteczność męki Chrystusa.
                Powiedziałbym inaczej: wyjątkowo niefortunny skrót myślowy. Jego naturalne
                rozwinięcie powinno wyglądać jak następuje: "Nasze serca są wciąż zimne - tak
                jak gdyby Pan Jezus nigdy nie umarł za nas na krzyżu".
    • isma Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 14:08
      Czytania po goralsku - zdecydowanie nie. Nawet w czasach przedsoborowych
      czytania byly w jezyku zrozumialym dla WSZYSTKICH. Juz sobie wyobrazam tych
      ceprow, ciagnacych z ciekawosci na Msze po goralsku i - w czesci, np. szkolna
      mlodz - byc moze podkpiwajaca sobie z niezrozumialych czy dwuznacznych
      sformulowan. Slowo Boze, jak dla mnie, nie powinno byc przedmiotem kpin. Tu bym
      nie ustapila ani na jote - no, bo wtedy, dlaczegoz i na Mszach sw. dla dzieci
      nie czytac Ewangelii przelozonej na guganie i gaworzenie wink))?

      Piesni lokalne, rowniez gwara - ok, o ile beda zatwierdzone przez kompetentna
      wladze koscielna. Tu juz nawet nie tyle o goralszczyzne chodzi, co o to, ze
      ekhem, czasem rodzimi "poeci" lubia sie z teologia troche rozmijac. Nie tylko
      gorale wink)). Kazanie gwara - tez chyba ok, o iel kaznodzieja i na codzien sie
      taka posluguje, a nie jest "spadochroniarzem".

      Popisy instrumentalne, czyli rzniecia na skrzypkach i innych tego rodzaju - tez
      chyba raczej nie bardzo. Zasadniczo Msza sw. nie jest koncertem (rowniez nie
      jest miejscem dla koncertowania najzupelniej klasycznych zespolow muzycznych).
      Ale w tej sferze jestm otwarta na argumenty wink)).
      • mary_ann Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 15:13
        isma napisała:

        > Czytania po goralsku - zdecydowanie nie. Nawet w czasach przedsoborowych
        > czytania byly w jezyku zrozumialym dla WSZYSTKICH.

        Hmmm... polemizowałabym . Liturgia łacińska była w sposób oczywisty dla wielu
        niezrozumiała, ale czytania w polszczyżnie literackiej i do tego archaicznej -
        z cala pewnością również (weźmy chociażby kresowych chłopówsmile.

        Poza tym probem zrozumiałości nabiera zupelnie innego wymiaru w świecie, w
        którym ludzie sporo podróżują -i - o ile poważnie traktują swoją wiarę - zdarza
        im się chadzać na nabozeństwa takze w obcych językach (np w czasie urlopów)
        Przecież problem zrozumiałości (na marginesie, czy rzeczywiście aż tak trudno
        zrozumieć czytania góralskie??) dla zaangazowanego chrzescijanina w zasadzie
        nie powinien istniec, bo on i tak wie, o czym są te czytania. W każdym kraju,
        regionie, ludzie maja prawo modlić się swojej mowie (celowo nie używam
        słowa "język"). Na Morawach słuchałam mszy po czesku - i wcale a wcale mnie nie
        smieszyła, wprost przeciwnie, zachwyciła. Jeśli pojadę na Podhale i trafię na
        msze po góralsku, przyjmę to z dobrodziejstwem inwentarza.


        >Słowo Boze, jak dla mnie, nie powinno byc przedmiotem kpin.

        A to juz zależy od dojrzałości wiernych....Myślę zresztą, że Slowo Boże broni
        się samo, bez ingerencji arcybiskupiej.


        Tu bym
        >
        > nie ustapila ani na jote - no, bo wtedy, dlaczegoz i na Mszach sw. dla dzieci
        > nie czytac Ewangelii przelozonej na guganie i gaworzenie wink))?

        We wszystkim trzeba zachowac zdrowy rozsądek. Zreszta dzieci - te małe-
        rzeczywiście nie rozumieją czytań z Biblii Tysiąclecia. Na szczęscie kazanie na
        mszy dla nich specjalnie przeznaczonej wyjaśnia im ich sens. Ale czy stalo by
        się coś strasznego, gdyby na tych mszach czytano wersję nieco uproszczoną?
        Właściwie to bawię się tu już w adwokata diabła, bo osobiście uważam, że do
        pewnego wieku uczestnictwo we Mszy ma w przypadku dzieci wymiar wyłącznie
        rytualny.

        >
        • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 15:30
          Mary Ann!
          teraz powiem jak gorolka, która wróciła z Mszy odprawionej po śląsku: ona jest
          tylko dla hanysów, czyli Ślozoków. Ja tam czułabym się źle. A czy o to
          chodziłoby dobremu śląskiemu farorzowi.
          Chcę nabożeństwa dla wszystkich. Dla tych rdzennych Ślązaków kochających tę
          mowę i tych "z Polski".
          Moje miasto już przestało być śląskie. Jest takie jak każde w Polsce, na
          Mazurach, na Kurpsiach, na Kaszubach, na Podhalu; mieszkają tu różni ludzie. Co
          innego w buszu, gdzie misjonarz nie poprowadzi nabożeństwa w jezyku urzędowym,
          ale nauczy się ichniejszego.
          • mary_ann Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 17:24
            Piesni lokalne, rowniez gwara - ok, o ile beda zatwierdzone przez kompetentna
            > wladze koscielna. Tu juz nawet nie tyle o goralszczyzne chodzi, co o to, ze
            > ekhem, czasem rodzimi "poeci" lubia sie z teologia troche rozmijac. Nie tylko
            > gorale wink)). Kazanie gwara - tez chyba ok, o iel kaznodzieja i na codzien
            sie
            > taka posluguje, a nie jest "spadochroniarzem".
            >
            > Popisy instrumentalne, czyli rzniecia na skrzypkach i innych tego rodzaju -
            tez
            >
            > chyba raczej nie bardzo. Zasadniczo Msza sw. nie jest koncertem (rowniez nie
            > jest miejscem dla koncertowania najzupelniej klasycznych zespolow
            muzycznych).
            > Ale w tej sferze jestm otwarta na argumenty wink)).
            >
            Pawlinko, ale ja nie twierdzę, że ma być tak i tylko tak! Co do Śląska - w
            ogóle się nie wypowiadam, inna specyfika regionu, historyczne podziały...
            Wydaje mi sie, że w Tatrach sprawa jest prostsza i naprawdę chodzi mi tylko o
            nieujednolicanie na siłę.
        • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 15:33
          oprócz tego...
          Artykuł wcale nie mówi, że górale mają się wyrzec swojej wiary! Nie!
          Przecież sam Dziwisz jest góralem. smile))
          • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 15:37
            dziś sie mylę bardzo: chodzi o język oczywista!
        • isma Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 17:36
          Nie chcialabym wyjac na protestanta, znaczy sie "Bibliochwalce" wink)), ale
          uwazam, ze tak, staloby sie cos zlego. Oczywiscie ze czlowiek ma prawo modlic
          sie w swojej mowie. Ale Pismo sw., ekhem, nie jest mowa czlowieka do Boga,
          tylko mowa Boga do czlowieka wink)) i nie ma potrzeby Pana Boga nadmiernie w
          jego literalnym przekazywaniu wyreczac.

          Oczywiscie, ze zaangazowany chrzescijanin wie, o czym sa te czytania. No wiec,
          redukujac do absurdu, powstaje pytanie, po co w ogole je czytac, a nie np.
          streszczac, przywoływac tylko z tematu albo wrecz podawac odnosnik? Ano po to,
          ze wierzymy, ze to jest tekst natchniony. A jesli jest natchniony, to wazne
          jest, aby byl przekazywany w sposob przez Kosciol ustalony, dajacy mu przymiot
          niezmiennosci, i wtedy, spokojna glowa, odkryje sie w sposob kazdemu wlasciwy.
          Gorale ROZUMIEJA czytania po polsku, nie ma koniecznosci
          wprowadzania "tlumaczenia". Gdyby NIE ROZUMIELI to, jasna sprawa, trzeba byloby
          tlumaczyc i czytac w jezyku - jedynym - dla nich zrozumialym.
          • mary_ann Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 21:05
            isma napisała:

            > Nie chcialabym wyjac na protestanta, znaczy sie "Bibliochwalce" wink)), ale
            > uwazam, ze tak, staloby sie cos zlego. Oczywiscie ze czlowiek ma prawo modlic
            > sie w swojej mowie. Ale Pismo sw., ekhem, nie jest mowa czlowieka do Boga,
            > tylko mowa Boga do czlowieka wink)) i nie ma potrzeby Pana Boga nadmiernie w
            > jego literalnym przekazywaniu wyreczac.
            >
            Ale tu o literalności nie ma mowy tak czy inaczej, Jezus nie nauczał po polsku!
            A tekst Pisma był tłumaczony już wiele razy i skądinąd wiele się po drodze
            mogło zdarzyć.
            Po raz kolejny podkreślam, że przekład musiałby być oczywiście "autoryzowany"
            przez Kościół.
            • isma Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 31.12.05, 17:46
              Hm. Mam nadzieje, ze nie podejrzewasz mnie o obrone tezy, ze Jezus byl
              Polakiem, a Matka Boska Polka z Czestochowy wink)). Nie o to chodzi.

              Chodzi o to, ze czytania powinny byc dla sluchajacego zrozumiale, tylko tyle. I
              same sie wtedy tlumacza.

              Nie musza natomiast byc atrakcyjne, ani nie musza czyimkolwiek zwyczajom,
              gustom itp. schlebiac. Nie musza byc dla gorali po goralsku, dla Kaszubow po
              kaszubsku (to by nawet bardziej bylo uzasadnione, bo kaszubszczyzna to odrebny
              jezyk, nie dialekt), dla dzieci z seplenieniem, dla mediewistow po lacinie, a
              dla badaczy literatury barokowej - w przekladzie ks. Wujka.

              A co do autoryzacji przekladu - no wlasnie sek w tym, ze ten przeklad, ktorego
              Dziwisz nie pozwolil uzywac, takowej nie ma. Wiec troche dyskutujemy na
              wyrost...
              • mary_ann Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 01.01.06, 18:10
                isma napisała:

                > Hm. Mam nadzieje, ze nie podejrzewasz mnie o obrone tezy, ze Jezus byl
                > Polakiem, a Matka Boska Polka z Czestochowy wink)). Nie o to chodzi.


                No, pewnie, że nie.


                > Chodzi o to, ze czytania powinny byc dla sluchajacego zrozumiale, tylko tyle.
                I
                >
                > same sie wtedy tlumacza.


                W Tatrach mieszkają - zasadniczo - górale. i oni rozumieją. Większość POlaków
                zapewne też. Jak nie - to trudno. Nikomu krzywda sie nie stanie, jak raz w
                czasie pobytu wakacyjnego czytań nie zrozumie. A jesli planuuje się na tym
                pieknym terenie osiedlić, niech uszanuje tożsamość regionu i się douczy.
                Dodatkowa korzyść poznawczasmile
                Poza tym myślę - i to jest w tej sprawie dla mnie najważniejsze - że msze w
                góralskiej oprawie nie odbywają się w każdym kościele w Tatrach. Nie jest więc
                tak, że zwolennik czytań w polszczyżnie literackiej nie ma się gdzie podziać.
                Dla mnie zdrowa sytuacja to taka, w której każdy znajdzie coś dla siebie.


                > Nie musza natomiast byc atrakcyjne, ani nie musza czyimkolwiek zwyczajom,
                > gustom itp. schlebiac.

                Nie muszą, ale mogą. Odpowiadać, przyciągać, a niekoniecznie zaraz schlebiać
                (negatywne konotacje).


                Nie musza byc dla gorali po goralsku
                , dla Kaszubow po
                > kaszubsku (to by nawet bardziej bylo uzasadnione, bo kaszubszczyzna to
                odrebny
                > jezyk, nie dialekt)

                j.w. - a czy MOGĄ?


                , dla dzieci z seplenieniem,

                już bylo - redukcja do absurdu. A uproszczone nieco mogą?


                >dla mediewistow po lacinie,

                są msze po łacinie, nie tylko u lefebvrystów. Czy to coś złego?


                a
                > dla badaczy literatury barokowej - w przekladzie ks. Wujka.

                Nie widzę przeszkód, by do użytku liturgicznego dopuścić więcej niż jeden
                przekład. To wszystko są i tak PRZEKŁADY i a priori zaden nie jest
                wartościowszy (teologicznie) od drugiego.


                > A co do autoryzacji przekladu - no wlasnie sek w tym, ze ten przeklad,
                ktorego
                > Dziwisz nie pozwolil uzywac, takowej nie ma. Wiec troche dyskutujemy na
                > wyrost...>

                List Dziwisza zrozumiałam jako wyraz ogólnego sprzeciwu - nie tylko wobec tego
                konkretnego, nieautoryzowanego przekładu (to mogę zrozumieć), ale samego
                pomysłu używaniaw liturgii czytań w gwarze. I to mi się nie podoba.
                • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 01.01.06, 23:17
                  Pytasz: "A uproszczone nieco mogą?"
                  Od razu przypomniał mi się pewien wywiad. Jeśli chcesz, poczytaj:
                  goscniedzielny.wiara.pl/?grupa=6&art=1107944330&dzi=1104781054
                  • kulinka3 Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 01.01.06, 23:51
                    Fantastyczny wywiad.
                    Budująca lektura przed snem smile)
                  • mary_ann ad linkowany wywiad - czyli poniekąd dygresja 02.01.06, 10:54
                    Przeczytałam. Nieuczciwe jest w tym wywiadzie to, że sytuację skrajną i nieco
                    absurdalną przedstawia jako niemal normę dla Kościola katolickiego w Europie
                    Zachodniej. Tymczasem znam na tyle zarówno Belgię, jak i Francję, by móc z całą
                    odpowiedzialnością powiedzieć, że tego typu "przegięcia" (zastępowanie czytań
                    tekstem świeckim) to musi być absolutny margines (o ile w ogóle istnieje...).
                    Czym innym są różnice celebracyjne, nienaruszające kanonu Mszy - takich
                    poszukiwań jest sporo, i to chyba bardzo dobrze. (Smutno na tym tle brzmi dla
                    mnie zamieszczona na dole informacja, że Benedykt XVI postanawia w tej mierze
                    dyscyplinowac nawet tak prawowierną wspólnotę katolicką jak Neokatechumenat.
                    Odbieram to jednoznacznie - idziemy w kierunku "jedynie słusznej formy". Nie
                    jedynie słusznej treści ubranej w formę odpowiadajacą osobom o różnej
                    duchowości, ale w kierunku jedynie słusznej formy).

                    Co do wywiadu jeszcze - wielu polskich księży oddelegowanych do zachodnich
                    parafii słabo się w nich odnajduje - przyzwyczajeni do modelu "podhalańskiego"
                    (pasterz prowadzi, owieczki grzecznie za nimsmile) z trudem adaptują się do
                    sytuacji, w której nie mają w sprawach parafii jedynego czy decydującego głosu.
                    Wydaje mi się, że konflikt opisywany w wywiadzie moze mieć, pwalinko, takie
                    właśnie tło. Pozwól, że zacytuje głos jezuicki: "Ksiądz w Polsce ma tylko jedną
                    poetykę nauczania - on wie i chce nauczać.Tymczasem ludzie w Niemczech są
                    przyzwyczajeni do tego, że to oni w duzym stopniu wyznaczają, co się będzie
                    robić i jak, na co się będzie wydawać pieniądze. Głos księdza bynajmniej nie
                    jest decydujący - jest tylko jednym z głosów w dyskusji. Jeden ze znajomych
                    księży pojechał z kolei do Szwajcarii. Opowiadał, że pierwsze i najważniejsze
                    słowo, jakiego musiał się tam nauczyć, to "propozycja". Nie mógł sobie pozwolic
                    na to, by cokolwiek narzucić ludziom, mógł tylko proponować"

                    Uwaga!smile))Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że nie ma czegoś takiego,
                    jak niedyskutowalne "jądro" doktrynalne, stanowiące o tożsamości tego Kościoła!
                    Ale tendencje unifikacyjne dotyczące detali związanych z formą jednak mnie
                    martwią. Tylko tyle.
                    • pawlinka Re: ad linkowany wywiad - czyli poniekąd dygresja 02.01.06, 14:55
                      Oj nie sądzę, że to norma. Ten kapłan pisał o swoich doświadczeniach. Niestety,
                      moi znajomi mieszkający we Francji też opowiadali mi o "duszpasterstwie
                      sympatycznym". To się zdarza, niestety.
                    • kulinka3 Re: ad linkowany wywiad - czyli poniekąd dygresja 02.01.06, 19:27
                      mary_ann napisała:
                      (Smutno na tym tle brzmi dla
                      > mnie zamieszczona na dole informacja, że Benedykt XVI postanawia w tej mierze
                      > dyscyplinowac nawet tak prawowierną wspólnotę katolicką jak Neokatechumenat.
                      > Odbieram to jednoznacznie - idziemy w kierunku "jedynie słusznej formy". Nie
                      > jedynie słusznej treści ubranej w formę odpowiadajacą osobom o różnej
                      > duchowości, ale w kierunku jedynie słusznej formy).

                      A mnie działania Benedykta nie dziwią.Msza św ma być wyrazem jedności i
                      powszechności Kościoła. Dokumenty Kościoła z ostatnich lat pokazują jednak,iż
                      liturgia doznaje wielu "wypaczeń", a pomysłowość ludzka w tej materii jest
                      wielka.Msza św staje się właśnie w swojej formie "własnością" wielu grup, które
                      w dobrej zapewne intencji chcą ją sprawować " po swojemu". Niestety nie ma to
                      nic wspólnego z jednością, nie mówiąc o powszechności i stąd zapewne napomnienia
                      papieża.A prawowierność wg mnie nie ma tu znaczenia, każdy może przecież
                      pobłądzić,jesteśmy tylko ludzmi.....
                      • mama_kasia Re: ad linkowany wywiad - czyli poniekąd dygresja 02.01.06, 20:47
                        Właśnie Kulinko, i dlatego jak dzisiaj przeczytałam o zaleceniach
                        dla neokatechumentu (dzięki Pawlinko smile zaraz pomyślałam o swojej
                        wspólnocie.
                        Myślę, że i my zastanowimy się, jak to wygląda u nas. Dla mnie jest
                        bardzo ważne, czy to, co robimy, jest zgodne z nauką KK. Mamy
                        niewielkie elementy (katecheza taty dla dzieci i dzielenie się Słowem
                        przed homilią), które są inne. Na spokojnie przyjrzymy się im,
                        porozmawiamy z ojcami i ...zobaczymy smile
                        • kulinka3 Re: ad linkowany wywiad - czyli poniekąd dygresja 02.01.06, 21:06
                          Mamo Kasiu smile)
                          jeżeli mogę coś nieśmiało polecić, to zerknij do Instrukcji O zachowaniu i
                          unikaniu pewnych rzeczy dotyczących Najświętszej Eucharystii.Jest tam wiele
                          cennych i jasnych wskazówek.
                          Ucieszyłam się,kiedy przeczytałam Twoje słowa: " Dla mnie jest
                          bardzo ważne, czy to, co robimy, jest zgodne z nauką KK." Dziękuję.


                          • mama_kasia Re: ad linkowany wywiad - czyli poniekąd dygresja 02.01.06, 21:39
                            Znam tę instrukcję smile U nas w kościele nawet głoszono katechezy
                            liturgiczne na jej podstawie (dwóch chłopaków z naszej wspólnoty).
                            Po prostu jest czas, że musimy jeszcze raz jej się przyjrzeć.
                            Rzeczywiście nie zawsze od razu widać, że coś robi się źle.
                            I nie chodzi tylko o jakąś niezgodność z nauczaniem, ale o coś
                            więcej, co przy okazji okazuje się.
                            Nie wiemy jeszcze, jak to jest u nas, ale przyjrzymy się na pewno smile
                        • pawlinka Re: ad linkowany wywiad - czyli poniekąd dygresja 03.01.06, 03:44
                          Kasiu, podziękowania należą się Kulincesmile
                          • mama_kasia nie na temat 03.01.06, 09:58
                            O, rzeczywiście smile A pisząc podziękowanie, chciałam zajrzeć i jeszcze
                            raz sprawdzić, kto wkleił, tzn. właśnie nie chciało mi się, ale czułam,
                            że lepiej będzie jak się upewnię... Ale leń ze mnie...
                            Kulinko, przepraszam smile
                            Pawlinko, a co Ty o tej porze robisz przy kompie???
                            • pawlinka Re: nie na temat 03.01.06, 11:11
                              Ano właśnie, ponieważ nasze dzieci mają nowe łóżko - piętrowe, zbudowane przez
                              tatusia (!), zdarza mi się wieczorem usnąć z nimismile))
                              Po modlitwie, czytaniu bajeczek, śpiewaniu kolęd - usypianek... ocknęłam się
                              właśnie o tej porze i wypoczęta (!) zajrzałam do starych znajomych!
                              Ale zaraz poszłam spać...
                • isma Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 02.01.06, 16:36
                  A no wiec widzisz. Sedno sprawy lezy w tym, co uznamy za "jadro" a co za
                  liturgiczne "detale".
                  I otoz dla mnie czytania detalem nie sa. Nie funkcjonuja w logice "dla kazdego
                  cos milego". Nie gust decyduje o ich ksztalcie (a co do gustu, to, jak widac sa
                  rozne, bo ja nic nie poradze, ze mnie - jakkolwiek swego czasu przejawialam
                  nawet jakies zaciecie jezykoznawcze, a moze wlasnie dlatego - bynajmniej nie
                  nastraja do refleksji RELIGIJNEJ, ze Maryja "ozmyslowala, co mo znacyc toto
                  zdrowkanie" wink)), tylko Kosciol, w formach przez siebie przepisanych.

                  Wracajac do tego rozroznienia, o mowie czlowieka do Boga i Boga do czlowieka -
                  moze to nie jest do konca uczone i poprawne teologicznie wink)), ale ja mam
                  wrazenie, ze we Mszy sw. sa dwa momenty, w ktorych sam Bog mowi/udziela sie
                  czlowiekowi. Soborowa Konstytucje o liturgii czytalam dawno, ale pomne, ze bylo
                  tam takie zdanie, ze gdy w Kosciele czyta sie Pismo sw., Chrystus sam mowi.

                  Wiec jest centralny moment Liturgii Slowa: czytanie Pisma sw. (nie od parady
                  Ewangelii slucha sie, stojac) i centralny moment Liturgii Eucharystycznej:
                  Przeistoczenie. I jako takie, moim skromnym zdaniem - nie wiem, czy w tym
                  sposobie myslenia mozna list Dziwisza umiescic, ale wydaje mi sie, ze tak -
                  wlasnie te momenty powinny podlegac szczegolnie scislemu rygorowi. Rygorowi,
                  ktory tak naprawde wcale nie polega na tym, ze taki czy inny przeklad
                  jest "lepszy" czy "gorszy", ale na tym, ze w sprawach zmian w tej materii ZANIM
                  sie je wprowadzi, proboszcz powinien poznac zdanie swojego biskupa.

                  Zauwaz, ze zaden z tych ksiezy (bo rzecz dotyczy nie ejdnego koscila, jak
                  piszesz, ale - przynajmniej o tych wiem - kosciolow na Krzeptowkach, na Cyrhli
                  i w Koscielisku) slowem sie nie zajaknal o tym, jakoby w sprawie czytan po
                  goralsku ktokolwiek probowal uprzednio uzyskac w kurii jakakolwiek juz nie
                  mowie, ze zgode, ale opinie. A przeciez czytan nie wprowadzili wierni,
                  niemajacy obowiazku orientowania sie w przepisach kanonicznych, ale kaplani,
                  zobligowani do tego, zeby zachowywac pewne generalne zasady podejmowania
                  decyzji w Kosciele i zeby wiedziec, na czym polega kanoniczne posluszenstwo, a
                  zwlaszcza, co odnosnie tego posluszenstwa jest materia wazka, a co
                  drugorzedna.

                  I otoz opinia biskupa, post factum, jest negatywna - na pewno co do sposobu
                  wprowadzenia tej innowacji "kuchennymi drzwiami", a byc moze - do czego, jako
                  biskup, ma prawo, a nawet, w swietle niezatwierdzenia przekladu (notabene o ile
                  wiem, "przekladu" z przekladu polskiego, a nie z jezykow oryginalnych),
                  obowiazek - i co do meritum sprawy.

                  A teraz o Kaszubach - otoz, nie dawalo mi to spokoju, i dogrzebalam sie wink)).
                  Bo sa Msze sw. po kaszubsku, tyle tylko, ze na mocy wydanych w 1993 r. wskazan
                  duszpasterskich metropolity gdanskiego, za jego zgoda. Jest przeklad Pisma sw.
                  ks. pralata Franciszka Gruczy. Jest przeklad jednej z Ewangelii z greki (!),
                  wydany w 2001 r., zatwierdzony przez prymasa. Diecezjalne wydawnictwo
                  Bernardinum z Pelplina wydalo lekcjonarz, sadze, ze z imprimatur wink)). A owa
                  jezykowa "potrzebe ludu" wyartykulowal, znowu, zgodnie z zasadami w Kosciele
                  obwoiazujacymi, III Synod Gdanski. W Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim dziala
                  komisja ds. kontaktów z Kosciolem. Reasumujac: zabrano sie do sprawy tak, jak
                  nalezy.

                  Widzisz, dla mnie w rozroznieniu "teatr czy potrzeba", jesli ma odnosic sie ono
                  do chrzescijanina, to rozstrzygajaca jest umiejetnosc rezygnacji - bodaj
                  czasowej - z tych potrzeb. Jesli tej umiejetnosci nie ma - a wyraznie niektorzy
                  ksieza, przynajmniej werbalnie, jej zrazu nie przejawiali - to mozna sie
                  domyslac, ze chodzi o teatr. No, wyraznie mnie spaczyli ci jezuici (siostry
                  protestantki, uprasza sie nie gryzc wink)), wiecie, ze stosuje to tylko w
                  sytuacjach absolutnej koniecznosci: "to, co ja widze jako biale, jest czarne,
                  jesli tak to okresli Kościół hierarchiczny..." wink)).

                  Zdrowkam serdecnie wink)).
                  • mary_ann Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 10.01.06, 19:08
                    isma napisała:

                    > A no wiec widzisz. Sedno sprawy lezy w tym, co uznamy za "jadro" a co za
                    > liturgiczne "detale".
                    > I otoz dla mnie czytania detalem nie sa.

                    Dla mnie czytania bynajmniej detalem nie sa. Język czytań, w takim ujęciu, o
                    jakim mówimy - owszem.


                    bo ja nic nie poradze, ze mnie - jakkolwiek swego czasu przejawialam
                    > nawet jakies zaciecie jezykoznawcze, a moze wlasnie dlatego - bynajmniej nie
                    > nastraja do refleksji RELIGIJNEJ, ze Maryja "ozmyslowala, co mo znacyc toto
                    > zdrowkanie" wink))

                    Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to tłumaczenie było "rejestrowo" bliższe
                    słowom Jezusa (który wszak mówił do ludu jego językiem), niż taka np. Biblia
                    Tysiąclecia, o Biblii X. Wujka nie wspominającsmile


                    No, wyraznie mnie spaczyli ci jezuici (siostry
                    > protestantki, uprasza sie nie gryzc wink)), wiecie, ze stosuje to tylko w
                    > sytuacjach absolutnej koniecznosci: "to, co ja widze jako biale, jest czarne,
                    > jesli tak to okresli Kościół hierarchiczny..." wink)).


                    A dla mnie to zdanie brzmi - nawet z zastrzeżeniem - po prostu przerażającosad


                    > Zdrowkam serdecnie wink)).

                    Ja również ściskam
                    mary_ann





                    --------------------------------------------------------------------------------


                    --------------------------------------------------------------------------------



    • samboraga Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 14:22
      wiecie, skojarzył mi się ten wątek i temat z odwrotną postawą - włączania
      piosenek oazowych itp. do nabożeństw, aby przyciągnąć młodzież, dzieci na msze
      wiele z nich nadaje się jak najbardziej na młodzieżowe pielgrzymki, ale w kościele?
      • mary_ann Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 15:17
        samboraga napisała:

        > wiecie, skojarzył mi się ten wątek i temat z odwrotną postawą - włączania
        > piosenek oazowych itp. do nabożeństw, aby przyciągnąć młodzież, dzieci na msze
        > wiele z nich nadaje się jak najbardziej na młodzieżowe pielgrzymki, ale w
        kości
        > ele?


        Ale niech to bedzie w gestii lokalnej wspólnoty (ze szczególnym uwzględnieniem
        kapłana), a nie obiektem odgórnych regulacji!
        Zresztą, de gustibus.... Ja akurat tysiąc razy wolę trochę może monotonne
        kanony z Taize od smutnego zawodzenia "Wi -taj, Jeeee---zuuu, Sy - Nu - Ma- ry -
        jiii"!
      • mamaemilii Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 03.01.06, 10:55
        samboraga napisała:

        > wiecie, skojarzył mi się ten wątek i temat z odwrotną postawą - włączania
        > piosenek oazowych itp. do nabożeństw, aby przyciągnąć młodzież, dzieci na msze
        > wiele z nich nadaje się jak najbardziej na młodzieżowe pielgrzymki, ale w
        kości
        > ele?
        Żeby przyciągnąć? Albo się z tym nie spotkałam, albo zupełnie inaczej to
        odbieram. Ze swej strony wolę śpiewać piosenki oazowe, które bardziej wyrażają,
        to co czuję, niż stare polskie pieśni, których forma niestety mi nie odpowiada.
        I nie dziwię się, że na mszach studenckich widzę znajomych, którzy skończyli
        studia ponad 10 lat temu. Ja też już do studentek nie należę, ale
        na "normalnej" mszy, z normalnymi śpiewami się po prostu trochę męczę.
        Bo chodzi mi o to, że oprawa mszy pomaga w jej przeżywaniu. Nie da się
        zadowolić wszystkich na raz, ale właśnie dlatego przecież powstają
        różne "odmiany" - młodzieżowe, dziecięce itd. I ja nie widzę w tym nic złego,
        tak samo w tych góralskich, z góralskimi śpiewami (ewangelia po góralsku w tym
        przypadku odpada, bo nie zatwierdzona smile. Jeśli tylko jest grupa ludzi, którzy
        tego potrzebują i to im pomaga.
        • samboraga Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 03.01.06, 12:06
          widzisz ja nie jestem zupełnie przeciw wszystkim nowym piosenkom (chociaż w
          kościele wolę organy od gitarywink, uważam tylko, że nie każda nadaje sie na mszę
          ale też niedobrze się dzieje jeśli na mszy dla dzieci (studentów itd. itp.)
          śpiewa się tylko 'po nowemu', powyżej PAwlinka zamieściła b. dobry artykuł o
          muzycznej oprawie mszy św. i jest tam opinia, z którą całkowicie sie zgadzam -
          jeżeli młodziez śpieawa tylko 'po nowemu' a starsi 'po staremu' to przestajemy
          być wspólnotą bo w pewnym momencie pół kościoła milczy
          mnie stare pieśni polskie nie nudzą, zwłaszcza, że oparte są często na
          fragmentach psalmów, na fragmentach NT - a że często śpiewane są przez starsze
          panie w stylu 'zawodzeniowym' to zupełnie inna sprawawink)

          mi też oprawa muzyczna pomaga w przeżywaniu mszy św.smile
          zachodzę czasami na msze studenckie (no, nie teraz, bo teraz w ogóle chwilowo
          nie chodzę, niestety), ale taka 'zwyczajna' msza parafialna jest zupełnie innym
          przeżyciem, zwłaszcza w momencie przekazywania 'znaku pokoju' osobom zupełnie
          przypadkowym, zupełnie różnym, a jednak zgromadzonym w jedno Imię, w jeden
          powszechny (a nie dziecięcy, studencki itp.) Kościółsmile

          ps. do góralskich mszy podchodziłam jak do czeskich/słowackich /polskich... ale
          oczywiście jesli przekład nie jest zatwierdzony, nie ma tekstów liturgicznych i
          zgody biskupa to oczywiście sprawa jest nieważna
          • samboraga Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 03.01.06, 12:12
            > ps. do góralskich mszy podchodziłam jak do czeskich/słowackich /polskich... ale
            > oczywiście jesli przekład nie jest zatwierdzony, nie ma tekstów liturgicznych i
            > zgody biskupa to oczywiście sprawa jest nieważna

            w W-wie (ale może nie tylko) w jednej z parafii, odbywaja się raz w tygodniu
            (regularnie) msze św. w jęz. wietnamskim (oczywiście, jak mniemam, zgodnie z
            instrukcjami dla wietnamskiego Kościoła) - stąd tez nie budził mojego oporu
            fakt, że górale mają msze po góalsku (zreztą jak wyszukała Isma Kaszubi mają po
            kaszubsku)
            • samboraga Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 03.01.06, 12:16
              dziś mam dzień pomyłek i zapomnieńwink)

              msze są raz w miesiącu, a nie co tydzieńsmile
    • kann2 Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 15:46
      Oto pełny tekst zarządzenia arcybiskupa Dziwisza w tej sprawie. Myślę, że prasa
      wypaczyła zamiary metropolity:



      PRO MEMORIA O TZW. MSZACH ŚW. „W GÓRALSKIEJ OPRAWIE”

      W swej ostatniej encyklice „Ecclesia de Eucharistia” przygotowanej na kończący
      się Rok Eucharystyczny Sługa Boży Ojciec św. Jan Paweł II pisał: „Czuję się
      zatem w obowiązku skierować gorący apel, ażeby podczas sprawowania Ofiary
      eucharystycznej normy liturgiczne były zachowywane z wielką wiernością. Są one
      konkretnym wyrazem autentycznej eklezjalności Eucharystii; takie jest ich
      najgłębsze znaczenie. Liturgia nie jest nigdy prywatną własnością kogokolwiek,
      ani celebransa, ani wspólnoty, w której jest sprawowana tajemnica. [...]
      Również w naszych czasach posłuszeństwo normom liturgicznym powinno być na nowo
      odkryte i docenione jako odbicie i świadectwo Kościoła jednego i powszechnego,
      uobecnionego w każdej celebracji Eucharystii. Kapłan, który wiernie sprawuje
      Mszę św. według norm liturgicznych, oraz wspólnota, która się do nich
      dostosowuje, ukazują w sposób dyskretny, lecz wymowny swą miłość do Kościoła
      [...] Nikomu nie można zezwolić na niedocenianie powierzonej nam tajemnicy:
      jest ona zbyt wielka, ażeby ktoś mógł pozwolić sobie na traktowanie jej wedle
      własnej oceny, która nie szanowałaby jej świętego charakteru i jej wymiaru
      powszechnego” (n. 52).
      W nawiązaniu do tych słów Ojca św. pragnę uwrażliwić kapłanów na konieczność
      dochowania wierności zasadom liturgii Kościoła. W ostatnim czasie media donoszą
      o wielkim zainteresowaniu turystów odprawianymi na Podhalu Mszami św. „w
      góralskiej oprawie”. Bez wątpienia rozmaite ludowe zwyczaje, piękno góralskich
      strojów, śpiew i muzyka, wystrój świątyń przyczyniają się do głoszenia chwały
      Pana. Pamiętać trzeba jednak, że piękna świętej liturgii nie można nigdy
      sprowadzać do turystycznej atrakcji i miejscowego folkloru. Dlatego elementy
      góralskiej tradycji mogą się pojawiać w liturgii, lecz tylko w sposób bardzo
      wyważony i dopuszczony przez normy liturgiczne. Archidiecezjalna Komisja ds.
      Liturgii i Duszpasterstwa Liturgicznego posłuży pomocą w odpowiedzi na
      konkretne zapytania i wątpliwości.
      Jednak już teraz pragnę zwrócić uwagę, by podczas sprawowania Mszy św. w
      liturgii słowa nie zastępować zatwierdzonych tekstów Lekcjonarza Mszalnego
      czytaniami i psalmami pochodzącymi z wydanego niedawno tłumaczenia Nowego
      Testamentu na gwarę góralską. Tłumaczenie to, być może przydatne przy innych
      okazjach, nie ma jednak wymaganej zgody władzy kościelnej (kan. 825 § 1) i nie
      jest tekstem zatwierdzonym do użytku liturgicznego (kanony 826, 846 § 1 i
      inne). Nie powinno się także używać w liturgii popularnych góralskich melodii,
      które nie zawsze pasują do religijnego tekstu i sakralnej przestrzeni.
      Wielkiej trosce i pasterskiej roztropności Księży Dziekanów i Proboszczów
      podhalańskich dekanatów i parafii polecam tę sprawę, tak by chęć ubogacenia
      liturgii nie naraziła na szwank Misterium, a poszukiwanie atrakcyjności nie
      nadwyrężyło piękna. Niech przytoczone na wstępie słowa ostatniej encykliki
      umiłowanego Ojca św. Jana Pawła II będą nam wszystkim regułą i normą – nie
      tylko w sprawie tu poruszanej – a wierność świętej liturgii konkretnym
      przejawem naszej miłości do Chrystusa i Kościoła.

      Kraków, dnia 8 listopada 2005 r.
      • samboraga Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 15:51
        no to się wyjaśniło co niecowink
        zwłaszcza fragment o wydaniu NT w gwarze
        ale dalej nie wiem na ile dotyczy to muzyki, czy chodzi o pieśni śpiewane tam
        tradycyjnie czy o wprowadzanie nowych?
      • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 15:52
        no właśnie, to wiele wyjaśnia.
        Media jak zwykle, uwielbiają sensację. Dziękuję, Kannie, z pełny tekst.
        • verdana Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 18:35
          No, nie wiem.
          Przeczytałam tekst i dla mnie jest on w pewien sposób niezrozumiały.
          Ostatecznie kiedyś, za czasów walki z protestantyzmem, piękne wystroje świątyń
          katolickich, muzyka, śpiewy - miały przyciągnąć wiernych do katolickich
          kosciołów. To, że msza jest także atrakcją turystyczną - a moze młodzież
          pójdzie raz przyciagnięta taka "atrakcją", a potem wciągnie sie i zacznie
          przychodzić także na te zwykłe msze? A przepraszam bardzo, zwiedzanie kościołów
          także powinno byc zabronione? A audiencje generalne to nie atrakcja
          turystyczna? A msze odprawiana przez papieża - dla niektórych głębokie
          przezycie religijne, dla innych - wydarzenia, na którym warto być. I jakoś nikt
          szat nie rozdziera.
          I sprowadzania gwary, którą region mówi od stuleci i tradycyjnej góralskiej
          muzyki, do wyłącznie chwytów reklamowych? Dziwne. Nie mówiąc już o tym, że jest
          to dla języka góralskiego i Górali obraźliwe. Ich codzienny język ma być
          (dlaczego?) gorszy od literackiej polszczyzny, niegodny, aby w nim odprawiano
          msze. A cóż ma wiara do języka? Dla mnie to swoista forma wynaradawiania -
          przymuszanie do odprawiania mszy w jezyku obcym (nie niezrozumiałym, ale jednak
          obcym) dla miejscowych ludzi.
          • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 21:19
            "A przepraszam bardzo, zwiedzanie kościołów także powinno byc zabronione?"
            No pewnie, że nie, no co ty, Verdana?
            Faktem jest, że te dwie sprawy powinno się rozgraniczyć: zwiedzanie i
            uczestnictwo w nabożeństwie. W czasie wakacji zwiedzałam kolegiatę w Tumie koło
            Łęczycy (nadal jestem pod wrażeniem). Proboszcz zaprosił turystów do udziału w
            Eucharystii, a ci, którzy nie zamierzali w niej uczestniczyć, dyskretnie się
            wycofali i nie przeszkadzali wiernym w modlitwie.
            A co do młodzieży...kiedyś chcieliśmy wciągnąć kolegę-ćpuna (20 lat temu ta
            historia miała miejsce) do oazy. Poszłyśmy do księdza i poprosiłyśmy: "Wie
            ksiądz, taka i taka sprawa. Tutaj trzeba delikatnie, jakieś ciepełko specjalne,
            żeby zobaczył jaka ta oaza jest fajna. Wie ksiądz, jakie <Dobrze, że jesteś>
            zaśpiewamy, zrobimy atmosferę jakąś specjalną." Kapałan się nie zgodził,
            początkowo byłyśmy oburzona, ale potem przyznałyśmy mu rację, bo niby dlaczego
            mamy kłamać? To nie ma byc tak jak z malowaniem trawy na zielono przed wizytą
            generała.
            Verdano, argument o przyciąganiu młodzieży atrakcjami mnie nie przekonuje.
            cdn
          • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 30.12.05, 21:38
            Mnie tylko zastanawia, czy takie czytanie Ewangelii po góralsku wynika z
            potrzeby ludzi Podhala? Czy to nie jest tak, że prawdziwy góral nie widzi nic
            niestosownego i obraźliwego dla swojej mowy w tym, że Msza sprawowana jest
            po "polsku"? Że taką potrzeba mają, owszem, ale miastowi, pani z departamentu
            kultury, izby regionalnej czy jakiego domu kultury, czyli cepry? Bo przecież
            górale po swojemu nie mówią od teraz. Zawsze byli dumni ze swego dziedzictwa.
            Nikt nie ruguje ich gwary.
            Przepraszam, ale czy istnieje Mszał, lekcjonarz, formuła Mszy w tym języku?
            Myślę, że nie, ale nie wiem na pewno.
            • verdana Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 31.12.05, 15:22
              No nie. Tym postanowieniem Kosciół ruguje gwarę. Gwara nie przystoi Kościołowi.
              Dlaczego? Jedyna odpowiedź - bo jest gorsza.
              Owszem, przed Soborem Watykańskim II mogłabym zrozumieć argument - każdy
              katolik w kazdym kościele słucha takiej samej liturgii, w takim samym języku -
              wszędzie jest zatem "tak samo". Ale zasada wprowadzenia języków narodowych,
              przy jednoczesnym zakazaniu starych, tradycyjnych gwar wydaje mi się
              sprzecznością.
              Nie mówię juz nawet o Biblii po góralsku, bo tu nie umiem powiedzieć, czy
              chodzi o niestosowność takiego tłumaczenia (i tego nie rozumiem), czy jego
              niedokładność (i tu sprzeciw bym rozumiała). Ale wyrzucanie muzyki góralskiej -
              w imię czego? Jak to się ma do psalmu "Chwalcie Pana na harfie, chwalcie Pana
              na cytrze". To znaczy, ze chwalić można tylko niektórymi melodiami? Tylko na
              pewnych instrumentach? Dlaczego uznaje się, że chwalic Pana w domu Bozym można
              tylko na jeden, zadekretowany sposób, a wszelka spontaniczność powinna zostać
              wyrugowana? Nie jestem w stanie tego zrozumieć.
              • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 31.12.05, 18:29
                Myślę, Verdano, że o krzywdzie górali i rugowaniu ich mowy można byłoby mówić,
                gdyby mieli oni od zawsze, tj. od Soboru, czytane Słowo Boże w kościele po
                góralsku, a także cały obrządek; a teraz Dziwisz mówi nagle : nie!!!
                A takie uatrakcyjnianie zbytnie obserwuje się od kilku lat.

                info.wiara.pl/index.php?grupa=4&art=1135930966
                • verdana Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 01.01.06, 18:09
                  Sadząc z XIX-wiecznych powieści już wtedy były w kosciołach spiewy w gwarze -
                  to oczywiste, bo górale nie znali literackiej polszczyzny.
                  • kulinka3 Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 01.01.06, 21:29
                    Dla mnie sprawa gwary to tak naprawdę 2 problemy.
                    Pierwszy to ten,że przekład Pisma św.o którym pisze abp.Dziwisz nie jest
                    przekładem zatwierdzonym do użytku liturgicznego.A skoro nie jest, nie wolno go
                    używać.Nikt samowolnie nie może ustalać sobie, z jakiego przekładu będzie
                    korzystał.Tu nie ma miejsca na arbitralność i dowolność.
                    Problem drugi dotyczy samego problemu gwary.
                    Oficjalnym językiem KK jest język łaciński. Konia z rzędem jednak temu, kto
                    dzisiaj zna mszę św. po łacinie.To przykre,że rezerwujemy mszę łacińską jedynie
                    dla piusowców, lefebrystów czy mediewistów.Prowadzi to do tego,że ludzie z
                    różnych stron świata,np.w Rzymie, nie potrafią wspólnie modlić się podczas mszy
                    św.Nie mam nic przeciwko językom narodowym,uważam że są konieczne i nie
                    wyobrażam sobie,żeby ich nie było, jednak " rozdrabnianie" jęzka narodowego do
                    gwar, regionów, dialektów czy czego tam jeszcze doprowadzi do tego,że w ramach
                    swojego języka nie będziemy rozumieć mszy św.A ta ma być przecież narzędziem
                    jedności i powszechności kościoła. Stąd jak myślę troska o to, by język był dla
                    wszystkich zrozumiały, a teksty w tym samym tłumaczeniu.
                    Gwarze przez tyle stuleci nic się nie stało mimo,że nie była obecna w liturgii.
                    Pozdrawiam noworocznie

                    • mary_ann Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 01.01.06, 21:41
                      kulinka3 napisała:

                      > Problem drugi dotyczy samego problemu gwary.
                      > Oficjalnym językiem KK jest język łaciński. Konia z rzędem jednak temu, kto
                      > dzisiaj zna mszę św. po łacinie.To przykre,że rezerwujemy mszę łacińską
                      jedynie
                      > dla piusowców, lefebrystów czy mediewistów.Prowadzi to do tego,że ludzie z
                      > różnych stron świata,np.w Rzymie, nie potrafią wspólnie modlić się podczas
                      mszy
                      > św.Nie mam nic przeciwko językom narodowym,uważam że są konieczne i nie
                      > wyobrażam sobie,żeby ich nie było, jednak " rozdrabnianie" jęzka narodowego do
                      > gwar, regionów, dialektów czy czego tam jeszcze doprowadzi do tego,że w ramach
                      > swojego języka nie będziemy rozumieć mszy św.


                      To jest niekonsekwencja - bo albo wobec tego powinna być msza tylko po łacinie
                      dla wszystkich, albo dla każdego w jego języku. Inaczej mamy ni to, ni sio.


                      > Gwarze przez tyle stuleci nic się nie stało mimo,że nie była obecna w
                      liturgii.


                      ... ale jeszcze pięćdziesiąt lat temu nie istniał problem środków masowego
                      przekazu, które stanowią dla przetrwania dialektów istotne zagrożenie.
                      • kulinka3 Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 01.01.06, 22:00
                        mary_ann napisała:

                        > To jest niekonsekwencja - bo albo wobec tego powinna być msza tylko po łacinie
                        > dla wszystkich, albo dla każdego w jego języku. Inaczej mamy ni to, ni sio.

                        Mamy trochę ni to ni sio, bo katolicy nie mają pojęcia o oficjalnym jęzku
                        swojego kościoła i nie znają tekstów mszy św. w tym jęzku. Jestem za językami
                        narodowymi, uważam jednak, że podstawowy kanon mszy św katolicy powinni znać, a
                        msze łacińskie winny być dostępniejsze.
                        >
                        >
                        > ... ale jeszcze pięćdziesiąt lat temu nie istniał problem środków masowego
                        > przekazu, które stanowią dla przetrwania dialektów istotne zagrożenie.

                        A czy do zadań KK należy również troska o przetrwanie dialektów?
                        • mary_ann Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 01.01.06, 22:22
                          > A czy do zadań KK należy również troska o przetrwanie dialektów?


                          Aktywna troska - nie, ale czy Kościół musi przykładać rękę do ich zniknięcia?
                          Górale najwyraźniej CHCĄ takiej mszy, a Kościół...no, cóżsad
                          • kulinka3 Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 01.01.06, 23:01
                            mary_ann napisała:


                            > Górale najwyraźniej CHCĄ takiej mszy, a Kościół...no, cóżsad

                            "Tajemnica Eucharystii jest zbyt wielka,ażeby ktoś mógł pozwalać sobie na
                            traktowanie jej WEDLE WŁASNEJ OCENY, która nie szanowałaby jej świętego
                            charakteru i JEJ WYMIARU POWSZECHNEGO".

                            Abp Dziwisz jest góralem, doskonale zna i rozumie region, z którego pochodzi
                            dlaczego nie chce takiej mszy?

                          • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 01.01.06, 23:12
                            Mary ann, pozwól, że zapytam. Piszesz wyraźnie dzieląc na oni, czyli Kościół; i
                            na my-wierni. Dlaczego?
                            • mary_ann Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 02.01.06, 10:20
                              A napisałam gdzieś naprawdę "my-oni"? Nie mogę wykluczyć, ale nie kojarzę,
                              wskaż, to powiem, co miałam na myśli.
                              Na pewno piszę "Kościół" w znaczeniu - w dyskutowanym kontekście - "kościoł
                              instytucjonalny, hierarchiczny" w przeciwieństwie do "wiernych".

                              (Zupełnie inna kwestia, że kiedy myślę o wielu hierarchach, naprawdę bardzo
                              trudno mi przechodzi przez gardło "my"sad( Ale to temat na zupełnie inny wątek)
                              • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 02.01.06, 14:50
                                mary_ann napisała:

                                > Na pewno piszę "Kościół" w znaczeniu - w dyskutowanym kontekście - "kościoł
                                > instytucjonalny, hierarchiczny" w przeciwieństwie do "wiernych".
                                >
                                Ok, rozumiemsmile)) U mnie z kolei jakoś nie koduje się, że Kościół jest
                                instytucją. Nie mogę tego jakoś tak przyjąć i zaakceptować smile
                                Odczytałam wypowiedź Dziwisza jako przypomnienie, pewne uporządkowanie, a nie
                                bezwzględny nakaz. A większym smutkiem napawa mnie wypowiedź księdza z Podhala:
                                "Góralska oprawa nie zniknie z nabożeństw w mojej parafii - zapewnia ks.
                                Mirosław Drozdek, kustosz sanktuarium na zakopiańskich Krzeptówkach, w którym
                                za pośrednictwem telewizji w kwietniu cała Polska mogła oglądać modlących się
                                gwarą za Jana Pawła II górali. - Trzeba jednak uszanować stanowisko
                                arcybiskupa. Choć czekamy jeszcze na oficjalny dekret w tej sprawie, bo list
                                metropolity traktujemy na razie jako wskazania". No, wy sobie, a my -sobie. Ale
                                może sie czepiam...

                                Póki co: info.wiara.pl/index.php?grupa=4&art=1136030487

                                Mary ann, mam nadzieję, że nie gniwasz się na moje pytanie o "góra-dół"? smile
                                • mary_ann Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 02.01.06, 15:38
                                  pawlinka napisała:

                                  U mnie z kolei jakoś nie koduje się, że Kościół jest
                                  > instytucją. Nie mogę tego jakoś tak przyjąć i zaakceptować smile


                                  Ja też bym bardzo chciala, żeby tak nie było, ale często widze, że njiestety
                                  jest instytucją, ze wszystkimi cechami Dużej Instytucji. Ale to chyba
                                  nieuniknione po przekroczeniu pewnego progu liczebnościsad


                                  > Mary ann, mam nadzieję, że nie gniwasz się na moje pytanie o "góra-dół"? smile


                                  No, coś Ty, to je się przestraszyłam, że Cię czyms uraziłam, a na pewno nie
                                  było to moją intencją...
                                  Ściskam serdecznie - noworocznie
                                  mary_ann

                        • pawlinka Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 01.01.06, 22:29
                          Gwara to język wsi, pewnego obszaru. Mówimy głównie o Podhalu, które przez
                          stulecia w sposób naturalny było izolowane od reszty kraju. Wiek XIX to
                          zmienia, Tatry "odkrywa się", stają się modne i obok gwary w sposób nieuchronny
                          zaczyna istnieć język ogólny. Język żyje, zmienia się i gwara również. Kościół
                          również się zmienia. Potrzeby wiernych są inne.
                          Wiecie, bardzo chciałabym usłyszeć zdanie rdzennych górali. Co oni na to?

    • kulinka3 Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 02.01.06, 08:19
      W dzisiejszym wydaniu Rzeczpospolitej jest ciekawy artykuł o kształcie
      liturgii.Wklejam go poniżej.

      Porządki Benedykta XVI

      Papież wprowadza dyscyplinę w sprawach liturgicznych. Najpierw były łagodne
      wskazania, których celem jest przywrócenie liturgii pięknej oprawy. Benedykt XVI
      zwracał już uwagę na rolę muzyki sakralnej, śpiewów gregoriańskich, potrzebę
      odrodzenia w Kościele łaciny. Teraz okazuje się, że porządki idą dalej. Twórcy
      jednego z popularnych tzw. nowych ruchów w Kościele - Drogi Neokatechumenalnej -
      zostali zobowiązani przez Watykan do zmian w sprawowanej liturgii.

      Faktem jest, że neokatechumenat w swoich obrzędach dość daleko odszedł od kanonu
      zawartego w księgach liturgicznych. Chodzi m.in. o sposób przyjmowania
      eucharystii (czynią to, siedząc za stołem przykrytym obrusem), o dialogowane
      homilie i wygłaszanie przez uczestników tzw. świadectw. Członkowie Drogi zostali
      zobowiązani przez Watykan do przestrzegania w celebracji ksiąg liturgicznych
      oraz przynajmniej raz w miesiącu uczestniczenia we mszy parafialnej. To ostatnie
      zalecenie wynika z tego, że wspólnoty ruchu często żyją na obrzeżach parafii.

      Neokatechumenat, który narodził się w czasach Soboru Watykańskiego II, jest
      obecny od lat 70. także w Polsce, gdzie liczy kilkadziesiąt tysięcy członków. Na
      20 tysięcy młodych Polaków na Światowych Dniach Młodzieży w Kolonii jedną
      czwartą stanowili właśnie młodzi z neokatechumenatu.

      Ruch jest drogą ponownego odkrywania wiary i poznawania jej przez tych, którzy
      nigdy jej nie znali. Przeszli ją znani polscy muzycy, jak Litza, Darek
      Malejonek, Tomek Budzyński. Związani z neokatechumenatem są m.in. naczelny
      "Ozonu" Grzegorz Górny i prof. Jan Grosfeld.

      Decyzje Benedykta XVI nie dziwią nikogo, kto zna jego zainteresowania z okresu
      przedpapieskiego. Przez wiele lat zajmowała go "reforma reformy" liturgii, czyli
      zmiany w jej posoborowym kształcie. Nie chodzi o powrót do liturgii sprzed
      Vaticanum II, ale jej pogłębienie i oczyszczenie z "nowinek", które mogą
      zmieniać jej sens. Dlatego to prawdopodobnie nie koniec liturgicznych porządków
      papieża. Odbierane jako ukłon w stronę tradycjonalistów, na pewno nie wszystkim
      w Kościele będzie się podobać.
      Ewa K. Czaczkowska
    • luccio1 Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 03.01.06, 16:18
      Zdecydowanie teatr. Rozumiałbym drobne wtrącenia gwarowe w kazaniu, ewentualnie
      całe kazanie gwarą powiedziane.
      W ogóle nie rozumiem "regionalizmu" w konkretnej sytuacji Polski - kraju
      zamieszkałego w połowie przez uciekinierów czy przesiedleńców oraz ich
      potomków. Kiedyś, w czasach II Rzeczypospolitej państwo pracowało nad tym, aby
      różnice wynikłe z życia pod różnymi zaborami zniwelować i stworzyć jedną
      świadomość narodową w jak najszerszych kręgach społeczeństwa - dziś to z
      własnej woli niszczymy, np. kultywując "Galicję" jako rzekomą arkadię.
      No i pomyślcie sami: czy chcielibyście słuchać Ewangelii śląskiej,
      np.: "Chopy, godom wom..." zamiast: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam..."?
      • verdana Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 03.01.06, 16:25
        Przed wojną to państwo polskie pracowało nad tym usilnie, by wynarodowić
        mniejszości słowiańskie, uznawane za Polaków, tylko "otumanionych". Powinieneś
        to wiedzieć, jako historyk.
        I co? Niech wszyscy mówia jedynie literackim jezykiem - należy w imię
        jednolitości zniszczyć resztki gwar, co wyobrażaja sobie Górale czy Ślązacy,
        kaleczac świetą mowe polską? Żadnych regionalizmów, potraw regionalnych,
        strojów regionalnych - tak? Piosenki tylko z tlewizji, język tylko literacki,
        potrawy tylko zatwierdzone jako ogólnopolskie..
        • luccio1 Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 04.01.06, 01:20
          Jako historyk słyszałem również o akcji "Goralenvolk" - czyli: Górale to nie
          Polacy, tylko coś zupełnie innego - a kto robił tę akcję?
          Naprawdę nie chcę się kłócić. Powtórzę tylko tak spokojnie, jak się da:
          regionalizm jest dobry w krajach starej unii, które miały więcej szczęścia, niż
          my, gdzie nie ma połowy narodu złożonej z uciekinierów i przesiedleńców (+
          ciemna liczba tych, co przeżyli pół lub nawet 2/3 życia pod nie swoim
          nazwiskiem i to nie swoje nazwisko przekazali dzieciom - bojąc się do końca
          ujawnić prawdziwe).
          Żeby było wszystko jasne: jestem Polakiem - pamiętającym o tym, że wśród
          przodków macierzystych ma Rusinów, jeszcze 4 pokolenia wstecz obrządku
          unickiego czyli grekokatolickiego (był tam nawet ksiądz) - i zniemczonych
          Słoweńców sprowadzonych niegdyś przez Józefa II z Karyntii do Małopolski
          Wschodniej. Ale teraz, gdyby mnie kto pytał, gdzie jest moja ojczyzna,
          odpowiem: ta bliższa - to mój dom (a najbliższa: mój pokój) - ta dalsza to już
          cała Polska. Gdyby ktoś mi wciskał, że jestem Krakowianinem, uznałbym to za
          wtłaczanie mnie na siłę w ramy zbyt ciasne, z których dawno wyrosłem - tak jak
          wyrasta się z butów dziecinnych.
          A wprowadzanie gwary do liturgii wydaje mi się infantylizacją religii, skąd nic
          dobrego nie może wyniknąć.
        • kulinka3 Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 04.01.06, 08:25
          verdana napisała:

          > I co? Niech wszyscy mówia jedynie literackim jezykiem - należy w imię
          > jednolitości zniszczyć resztki gwar, co wyobrażaja sobie Górale czy Ślązacy,
          > kaleczac świetą mowe polską? Żadnych regionalizmów, potraw regionalnych,
          > strojów regionalnych - tak? Piosenki tylko z tlewizji, język tylko literacki,
          > potrawy tylko zatwierdzone jako ogólnopolskie..

          Nikt nie mówi,że ma nie być gwar, regionalizmów, potraw itp.
          Pozostaje pytanie czy Kościół, a mówimy tutaj w sposób szczególny o mszy św, ma
          to wszystko wziąć pod uwagę? Msza św. to nie wydarzenie kulturalne danego regionu!
          I powtórzę jeszcze raz, przez stulecia kiedy msza była tylko łacińska,tożsamość
          regionalna na tym nie ucierpiała!
          A śpiew popularnych piosenek góralskich w stylu "Góralu czy ci nie żal" na mszy
          św. po prostu nie uchodzi.
          • kann2 Re: Msza św. po góralsku - teatr czy potrzeba? 06.01.06, 12:54
            kulinka3 napisała:

            > A śpiew popularnych piosenek góralskich w stylu "Góralu czy ci nie żal" na
            mszy > św. po prostu nie uchodzi.

            Akurat na tą melodię we Włoszech i Hiszpanii w kościołach śpiewa się bardzo
            pobożnie o Krzyżu świętym!

            Ale masz rację, w Polsce nie uchodzi.

            Jeszcze w temacie:
            Tradycje góralskie są mi bliskie, nie jestem przeciwny gwarze góralskiej -
            zapewnia abp Stanisław Dziwisz w życzeniach noworocznych skierowanych do
            nowotarskiego oddziału Związku Podhalan.

            Metropolita krakowski podkreśla, że nieporozumieniem jest twierdzenie jakoby
            był przeciwny góralszczyźnie. "Jestem przecież z Was i dla Was. To, co jest
            ważne dla Was, jest też ważne dla mnie" - napisał hierarcha.

            W liście skierowanym do nowotarskiego oddziału Związku Podhalan metropolita
            krakowski odnosi się do swojego wcześniejszego dokumentu wydanego w sprawie
            Mszy św. "w oprawie góralskiej".

            "Jest jakimś nieporozumieniem twierdzenie, jakobym był przeciwny temu, czym
            żyją górale" - podkreśla arcybiskup.

            Dodaje, że jego obowiązkiem jako biskupa jest troska o świętość, powagę i
            zgodność z zasadami liturgii przekazywanymi przez Stolicę Apostolską. Dotyczy
            to przede wszystkim słowa Bożego i Eucharystii.

            "W dokumencie, który wydałem, chodziło mi o przypomnienie, że teksty Pisma
            Świętego czytane w czasie Mszy św. winny mieć zatwierdzenie Stolicy
            Apostolskie. Zwróciłem też uwagę na to, by roztropnie wprowadzać w liturgię
            elementy tradycji góralskiej, mając na uwadze godność świątyni i świętość
            Eucharystii" - pisze abp Dziwisz.

            "Duchowo dzielę się z Wami chlebem, który jest znakiem miłości Boga wobec nas,
            ale i znakiem jedności i solidarności ludzi. Ze wzruszeniem wspominam Sługę
            Bożego Jana Pawła II i Jego słowa, że na górali zawsze może liczyć. Ośmielam
            się to samo Wam powiedzieć. Chcę na Was liczyć, na Waszą wiarę, na tradycję,
            której stróżami jesteście, na Waszą współpracę i wierność Kościołowi" -
            podkreśla metropolita krakowski.

            Dziękuje bardzo góralom za zaufanie, jakim go obdarzają. Przyznaje, że i on
            członków Związku Podhalan obdarza wielkim zaufaniem. "Otrzymaliśmy wspaniały
            dar Boski, Jana Pawła II. Wspólnie ten dar przekazujmy, rozważajmy i obdarzajmy
            nim nowe pokolenie" - zachęca abp Dziwisz.

            W liście skierowanym na ręce ks. Mieczysława Łukaszczyka, proboszcza parafii
            św. Katarzyny w Nowym Targu i zarazem kapelana Związku Podhalan, hierarcha
            przekazuje pozdrowienia dla całej społeczności Podhala i mieszkańców Nowego
            Targu. W tym mieście arcybiskup ukończył Liceum im. Seweryna Goszczyńskiego.
            Stolicę Nowego Targu nazwał "miastem mojej młodości".

            List abp. Dziwisza zostanie odczytany podczas opłatkowego spotkania
            nowotarskiego oddziału Związku Podhalan, które odbędzie się jutro w Miejskim
            Ośrodku Kultury w Sali Regionalnej im. ks. prof. Józefa Tischnera.

            KAI (jg //mr)
            ekai.pl/serwis/?MID=10719
Pełna wersja