czy rozmawiacie z dziećmi…

11.01.06, 10:47
właściwie sama nie wiedziałam jak zatytułować ten post

Czy rozmawiacie z dziećmi o ‘trudnej miłości’ z Waszymi matkami (ojcami)? Bo
przecież widzą…
Z jednej strony darcie kotów, z drugiej – jesteśmy przecież rodziną. Jak o tym
mówicie dzieciom? A może w ogóle, tak przemilczając sedno sprawy ‘bo to sprawy
między dorosłymi’?

Ostatnio u nas sytuacja wygląda tak, że to nie są już tylko przepychanki
werbalne ‘powinnaś…powinniście….’, ale dosłownie sabotaż babcisad(
Oj, przypomniała mi się gałązka Mader, i jakoś tak raźniej, że nie tylko moje
‘babcie’ tak mająwink)
W każdym razie babcia poproszona o pomoc, o zawiezienie wnuka na pianino –
zajechała do nauczyciela sama, odwołała (samowolnie) lekcję pod pretekstem, że
dziecko, by się spóźniło, a taka skrócona lekcja nie ma sensu. Słowem – dała
do zrozumienia, że nam pomoże dopiero na jej warunkachcrying( Czyli – że
zastosujemy jej metody i wizje wychowania wnuka (babcia się nawet z tym nie
kryła, powiedziała wprostwink. Dziecko popłakało się, że nie pojechało na
lekcję…cryingjuż jak babcia poszła).

U nas to patowa sytuacja, na pewno długo się jeszcze nic nie zmieni (ale
czekam na cud, czekamwink). Mamy jeszcze w miarę małe dziecko i to ‘docieranie
się’ babć trwać pewnie jeszcze będzie (chociaz po tym co jest teraz nie wiem
czy mam prawo liczyć, że w ogóle się skończywink.
Do tego weszliśmy w kolejny okres burzy i naporu, bo potrzebujemy intensywnej
pomocy jeszcze jakieś dwa-trzy miesiące, a babcie (dziadkowie) zaczynają
rozgrywać sprawy między nami również dzieckiemsad(

Jak to się ma do nauki miłości, jak nawet na własnym podwórku (zwłaszcza na
własnym podwórkuwink jest tak trudno… U nas na razie stanęło na tym, że ‘babcie
kochamy, ale trudno nam się dogadać’… Ale może Wy macie lepsze pomysły, co?smile
    • verdana Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 11.01.06, 11:04
      Mnie jest może łatwiej, bo mam starsze dzieci. Ale niestety, czasem
      rzeczywiscie sytuacja jest trudna i ukryć się jej nie da. Moja teściowa i
      szwagierka, z przyczyn dla mnie niezrozumiałych, bardzo nie lubią mojego
      najstarszego syna. To wyraźnie się pogłębia i w czasie ostatnich świąt miało
      miejsce kolejne starcie, po którym dorosły już facet (lat 22) oświadczył, że
      jego noga nie przestąpi wiecej progu mieszkania dziadków. Popieram.
      I teraz trzeba to wytłumaczyć 11-latkowi, który był świadkiem całej sceny. Nie
      pozostaje nic innego jak powiedzieć prawdę - babcia jego brata nie lubi i tyle.
      Wiekszy problem był wcześniej. Trochę inne metody wychowawcze, pewne
      zachowania, których ja nie akceptowałam, ale godziłam sie, bo ostatecznie jak
      dziadkowie biorą dziecko na wakacje, to maja prawo wychowywać je tak, jak
      uwazają za własciwe - nie wyobrazam sobie specjalnie, zeby robili coś wbrew
      sobie. Mogłam tylko powiedzieć dzieciom, żeby za bardzo się nie przejmowały
      uwagami. Niepedagogiczne, ale trudno.
      Nie wyobrazam sobie, zeby dziecko przyszło od dziadków rozżalone i miało do
      tego podstawy, a ja uznałabym, że nie powinno dziadków krytykować i trzeba
      zawsze stanąć po ich stronie. Czasem próbowałam pewne zachowania tłumaczyć,
      czasem przyznawałam rację dziadkom, ale często mówiłam dzieciom, ze mają rację,
      ale dziadkowie już tacy są i trudno. Kazdy ma wady, i rodzice i dziadkowie i
      dzieci. Jednak w wypadku ewidentnego krzywdzenia dzieci lub działania na ich
      szkodę starałabym się albo odseparować dzieci od dziadków, albo zminimalizować
      skutki ich działań mówiąc dzieciom, że racja leży po ich stronie.
      • samboraga Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 11.01.06, 11:44
        >ostatecznie jak
        > dziadkowie biorą dziecko na wakacje, to maja prawo wychowywać je tak, jak
        > uwazają za własciwe

        to kolejny punkt i niestety tym razem ja spasowałamsad
        poszło o kask na narty, dziadkowie zabierają go na ferie od 3 lat, do niedawna
        jedzili po małych stoczkach, bo mały się uczył, w tym roku jadą już na samo
        'jeżdżenie' w wyższe góruy i oczami wyobraźni widzę śmigających nastolatków i
        mojego 6,5-latka między nimi...
        postawiliśmy sprawę jasno - bez kasku nie jedzie,
        dziadkowie okoniem - oni nie chcą z kaskiem (bo jak upadnie to nic mu się nie
        stanie jak nabije sobie kilka siniaków tzn. wg nich to problem siników, a dla
        nas problem rozbicia głowy...)
        no i kasku ne masad((
        jednak puszczę dziecko tym razem, chociaz to zupełnie niezgodne z tym co ja bym
        chciała...

        > Mnie jest może łatwiej, bo mam starsze dzieci.

        tak myślę, że u mnie to właśnie teraz zacznie sie najgorętsza faza walki o wnukacrying((
        to co zrobiła teraz babcia uważam (póki cowink za próbę sił 'kto kogo', w każdym
        razie mam nadzieję, że nasza nieustępliwość zmusi babcie do refleksji a
        przynajmniej do zmiany zachowań nawet jeśli nic z naszych argumentów nie
        rozumieją...

        boli mnie jednak powtarzanie się historii, którą sama znam z dzieciństwa
        nie jest to nawet sprawa 'dziadków się nie krytykuje' (bo dziecko samo juz widzi
        i ma żal, że np. cos obiecali a nie zrobili) ale znalezienia jakiegoś
        rozwiązania w miarę nie podrywającego autorytetu i zaufania do babć, dziadków
        czy całej rodziny (przyanajmniej mi się marzywink
        rozwiązania, któe nie zniechęci dziecka do bycia z rodziną w przyszłości (teraz
        to wszystko wybaczy, a dziadków kocha)
        • verdana Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 11.01.06, 11:59
          Autorytet dziadkowie sami sobie podrywają - dzieci maja własny rozum i kilka
          takich historii, jak ta z pianinem - a nawet najlepsza matka autorytetu babci
          nie uratuje.
          Mówiąc o wychowaniu, miałam na myśli metody wychowawcze (dziadkowie wymagają,
          aby dzieci np. zjadały wszystko z talerza i nie miały prawa do grymasów, że
          czegoś nie lubią, a drudzy dziadkowie kupują absolutnie wszystko, o co dzieci
          poproszą), a nie bezpieczeństwo. Przyznam się, że nie pusciłabym dziecka bez
          kasku na narty - to za duże ryzyko, nawet dla zadowolenia dziadków. Nie jest
          wykluczone, że zbuntowałabym samo dziecko (możesz po wypadku bez kasku lezeć
          rok w szpitalu i nie iść razem z kolegami do szkoły - co zresztą jest prawdą).
          Ale bezpieczeństwa dzieci bym nie odpuściła. Jedyny raz w życiu, kiedy
          zwróciłam ostro teściowi uwagę , to wtedy, gdy uczył córkę jazdy na nartach i
          kazał jej samodzielnie wstawać - w związku z tym przeleżała na śniegu 15 minut,
          a miała od lat nawracające zapalenia pęcherza. Więcej z tesciem na narty nie
          pojechała.
          • samboraga Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 11.01.06, 15:24
            > Autorytet dziadkowie sami sobie podrywają

            a, to prawda, niestety...
            na razie babcia próbwała wmówić, że 'to wina mamusi' i trochę skołowała dziecko
            (ale nie dało sięwink, ale na dłuższą metę to faktycznie dziecko rozum ma...

            wiesz, tylko, że mi nie zależy na 'punktowaniu' babć, dziadków
            przeciwnie, jak sie teraz zastanawiam to coraz bardziej dochodzę do wniosku, że
            chcę uchronić 'jedność' rodziny
            może nawet 'za bardzo'?
            oczywiście - nie zamierzam tego robic kosztem dobra dziecka tyle, że to zwykle
            jest pogmatwanesad

            > Ale bezpieczeństwa dzieci bym nie odpuściła

            tak, masz racjęsmile
            znalazłam juz odpowiedni sklep, dzisiaj albo jutro sami kupimy (chociaż teraz
            taki wydatek nam zupełnie nie po drodze) a dziecko jest już na tyle duże że
            'wymusi na dziadkach' zakładanie (w takiich sprawach dla niego autorytet to mama
            i tata)

            kłotnia o kask była miesiąc temu i potem...zaczęły mi sie skurcze, wylądowałam w
            szpitalusad(( właściwie jestem przekonana, że ta 'rozmowa' była głównym powodemsad
            moja mama nie ma niestety skrupułów co do mojego stanu (sama jestem sobie winna,
            że sie denerwuję, powinnam jej posłuchac i nie byłoby problemuwink
            w normalnej sytuacji bym nie odpuściła, ale teraz...liczyłam że jednak kupią ten
            kask, nie chciałam piłowac sprawy, żeby się denerwować, skurcze się uspokoiły, a
            ja zaczynam jutro 29 tc i nie chcę urodzić wcześniaka...

            a w tych innych wychowawczych sprawach - to sie zgadazam, też nie wnikam o
            której dziecko chodzi u dziadków spać i na co mu pozwalają (chociaz oczywiście
            jestem zdania że na za wielewink))
            • mader1 Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 11.01.06, 17:33
              Bezpieczeństwo dziecka to najważniejsza rzecz. Z niej nie rezygnuję.
              Dlaczego ? Bo gdyby(powtarzam gdyby )okazało się, że leży na przykład
              sparaliżowane, bo babcia konsekwentnie do tego, co wcześniej mówiła, pozwoliła
              skakać mu z mostu lub jeździć bez kasku i zapytał kiedyś " dlaczego ?" , to
              głupio byłoby powiedzieć " bo babcia tak chciała". To brzmiałoby bardzo
              nieodpowiedzialnie sad Co innego wypadek, albo jeżeli babcia obieca a potem
              zapomni czy samowolnie nie dotrzyma słowa.
              Jeżeli chodzi o niektóre rzeczy, to wiemy, że nie ma za bardzo, o czym
              dyskutować sad Po prostu następny obowiązek spada na nas. Staramy się ustalić
              jakieś minimum, na które możemy liczyć.
              Czasem mówię dzieciom, że babcia jest już osobą starszą i takie osoby miewają
              swoje dziwactwa albo... zwyczajnie prawdę.Oczywiście bez tych tekstów o
              terytorium wink
        • utka Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 11.01.06, 12:04
          U mnie dziecie na razie duzo za male i nic nie rozumiejace, ale przyszlosc
          jesli chodzi o relacje z babciami tez nie rysuje sie za dobrze. Mam troche tego
          przedsmak juz teraz, bo babcie na zmiane maja kilkutygodniowe dyzury przy
          malej, a ze obie mieszkaja ok 300 km od nas, to sila rzeczy z nami pomieszkuja.
          O ile meza mama jest ok i robi tylko to, o co ja poprosimy, to moja mama ma
          bardzo apodyktyczna nature (jak jej mama zreszta; mam nadzieje, ze ja taka nie
          bede smile)i lubi sie wtracac do wszystkiego. Na razie to jest glosne powownywanie
          naszej malej z 3 dzieci kuzynki - tamte same wczesnie zasypiaja, jedza
          wszystko, same sie bawia itp. itd. - nasza wszystko robi odwrotnie i chyba cos
          z nia zle + wtracanie swoich 'trzech grosikow' miedzy nas. Po prostu mojej
          mamie nie ufam zbytnio ...
          Obie babcie mala bardzo bardzo kochaja - dla obu to pierwszy wnuk, no ale ...

          zobaczymy, jak sie sprawy rozwina jak maluch podrosnie ...
          • samboraga Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 11.01.06, 15:40
            > U mnie dziecie na razie duzo za male i nic nie rozumiejace

            Mój syn zaczął 'rozumieć' w okolicach 3 roku. Dziadkowie telefonowali w
            niedzielę ok. 10, że 'zaraz przyjadą' się pobawić.... Przyjeżdżali - ok. 18. Bo
            dziecko małe to nie rozumie... A on czekał na nich, że 'zaraz' będą i zaczął
            kojarzyć że zjawiają się na koniec dnia... I zaskoczył nas pewnego dnia, gdy
            zapytaliśmy kto dzwonił (był na etapie ochotniczego odbierania telefonówwink -
            'dzwonili dziadkowie,przyjadą jak zwykle'...crying

            A z ufaniem... sama nie wiem, może ja mam za dużo nadziei na zmianę? Nasze
            babcie (obie) miałay już solidne wpadkisad(( Włącznie z niepodaniem leku przciwko
            odwodnieniu ('bo on sie tak dobrze już czuł, a nie lubi tego lekarstwa'!!!!!) co
            spowodowało nawrót 40-stopniowej gorączki o drugiej w nocy (po całym dniu
            spokojnym). Co nas o tyle zaskoczyło, że obie babcie normalnie sa trzeźwo myślące...
            Ale ja cały czas mam nadzieję, bo wiem, że to z źle pojętej miłości do wnuka i
            że kiedys przejrzą na oczywink

            >Na razie to jest glosne powownywanie

            No właśnie, ja liczyłam na to, że dalej sprawy nie pójdąwink
            • mader1 Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 11.01.06, 17:46
              To Twoi też tak mają ??? Moja mama taka jest, jeżeli chodzi o umawianie się na
              godzinę - no chyba, że się po nią zajedzie.
              Zabawne jest, jak dzwoniąc o 10 ( pracę wtedy zaczyna o 15) mówi " Może dziś
              przed pracą wpadnę... - "O której ?" - pytam chcąc jakoś ustawić czasowo pracę,
              zakupy itd "Jeszcze nie wiem."- odpowiada mama smile)))
              Teściowa jest bardziej konkretna.
              Ostatnio musiałam zostawić synka z gorączką na 3 godz., żeby jechać na zdjęcia,
              na które się umowiłam. Mama miała podać antybiotyk o określonej godzinie i
              środek przeciwgorączkowy, jeżeli itd. O owej godzinie przekładamy z koleżanką
              rekwizyty, gdy ona pyta " Dzwoniłaś i przypominałaś ?" Zdziwiłam się, ale
              zadzwoniłam. Mama z rozbrajającą szczerością powiedziała, że nie mirzyła
              temperatury, bo mały tak dobrze śpi. Miał już ponad 40... Ale anybiotyku jednak
              nie podała ...( jedna z pierwszych dawek).
    • pawlinka Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 11.01.06, 13:47
      Też widzę tutaj problemsad
      Z jednej strony: szacunek dla starszego wieku, a z drugiej: babcia matkująca
      budzi mój sprzeciw. Wiem, że moje dzieci tego nie lubią, tego napięcia.
      Są dwa przysłowia amerykańskie, które lubię cytować: "gdyby Pan Bóg chciał,
      żeby starsze panie wychowywały dzieci, nie wymyśliłby menopauzy" oraz "Bycie
      dziadkami to nagroda, rodzicem-obowiązek".
      Zastanawiam się, czy to jest znak czasów: te konflikty, czy dawniej też tak
      było? Nie wiem...
      • samboraga Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 11.01.06, 15:50
        >Wiem, że moje dzieci tego nie lubią, tego napięcia

        Właśnie!!! Tym i ja sie martwięsad Póbowałam delikatnie porozmawiać z dzieckiem,
        żeby sie nie denerwował tym zajściem z babacią, ale nie chciał rozmawaić, co u
        niego oznacza, że bardzo przeżywasad((

        Kiedyś spytał mnie jakie kołysanki śpiewała mi mama, jaki mi książki czytała.
        Nie 'czy śpiwała, czytała' tylko jakie... I poczułam sie dziwnie, bo jak mu
        wytłumaczyć, że jego wspaniała babcia (naprawdę jako babcia sie stara) miała
        dawniej inne poglądy i inne pomysły na wychowywaniewink A dla małego to oczywiste,
        że wszytskie mamusie czytają swoimm dzieciom, to jak mi mama nie czytała to czy
        dlatego, że byłam niegrzeczna?wink))
        A może niepotrzebnie tym się gryzę, może nie upiększać na siłę babciwink...
        • glupiakazia Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 11.01.06, 16:10
          >może nie upiększać na siłę babciwink...

          oj nie upiekszac, Samborciu, bo dziecko i tak "wykryje". Tak sobie w ogole
          mysle, ze chyba najlepsza ochrona dla dziecka w takim przypadku - a domyslam
          sie, ze o ochronienie go chodzi Ci przede wszystkim - jest po prostu uczciwe
          postawienie sprawy, odpowiednio do jego wieku oczywiscie.
          Z mojego doswiadczenia wynika, ze dziecko zawsze wyczuje falsz i naginanie
          rzeczywistosci, a potem nie dosc, ze sie trzeba gesto tlumaczyc, to jeszcze
          zaufanie zostaje nadszarpniete.

          bo jak mu
          > wytłumaczyć, że jego wspaniała babcia (naprawdę jako babcia sie stara) miała
          > dawniej inne poglądy i inne pomysły na wychowywanie;

          Jak? no jak najnormalniej i najprosciej, czyli, ze babcia miala dawniej inne
          poglady. Nie uwazala czytania dzieciom za konieczne, ale teraz widocznie sie
          przekonala, ze to fajna sprawa dla obu stron i trzeba sie z tego cieszyc.

          To jesli chodzi o synka, ale babcie to druga strona medalu i tu jak sadze nie
          unikniecie powazniejszej rozmowy w cztery oczy predzej czy pozniej...
          • samboraga Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 11.01.06, 16:33
            abcia miala dawniej inne
            > poglady. Nie uwazala czytania dzieciom za konieczne, ale teraz widocznie sie
            > przekonala, ze to fajna sprawa dla obu stron i trzeba sie z tego cieszyc.

            tak, najprostsze rzeczy sa często zakrytewink

            > To jesli chodzi o synka, ale babcie to druga strona medalu i tu jak sadze nie
            > unikniecie powazniejszej rozmowy w cztery oczy predzej czy pozniej...

            ach, tych rozmów już tyle było...nic nie dają...wink
            teraz zrobiłam sobie szlaban na dyskusje z mamą, do rozwiązania nie chce sie
            denerwować
            będą za to dyskusje z drugą babciuą, bo mniej mnie to napinawink)
            a w przyszłości - pewnie jeszce niejedna kłótnia nas czeka, kończą sie łzami
            jednej, a obrażeniem sie drugiej babci...
    • mader1 Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 11.01.06, 17:18
      > Do tego weszliśmy w kolejny okres burzy i naporu, bo potrzebujemy intensywnej
      > pomocy jeszcze jakieś dwa-trzy miesiące, a babcie (dziadkowie) zaczynają
      > rozgrywać sprawy między nami również dzieckiemsad(

      Wydaje mi się, że niestety tu leży przyczyna ostatnich wydarzeń sad Często
      zastanawia mnie, jak to jest z tymi ludźmi... Mam wrażenie, że w momentach
      zmian w rodzinie - jak urodzenie dziecka, ślub,a nawet śmierć ,starają się
      znaleźć nową rolę. Robi się zamieszanie, które polega na hmmm... mam wrażenie
      jakichś wzajemnych przepychankach. Typowe jest wchodzenie nie na swoje
      terytorium. U nas w domu przy każdej większej zmianie - nawet chorobie,
      dłuższej pracy, pójściu dziecka do przedszkola czy szkoły - wszyscy ruszają ze
      swoich miejsc sad((( i próbują , na ile im pozwolimy sad(((
      W rezultacie kosztuje to nas więcej pracy, dużo rozmów między nami małżonkami...
      • samboraga Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 12.01.06, 10:42
        >wszyscy ruszają ze
        > swoich miejsc sad(((

        a wiesz, że coś w tym jest...
        smutne tylko, że właśnie wtedy gdy potrzeba więcej spokoju, wyczuciacrying(

        > W rezultacie kosztuje to nas więcej pracy, dużo rozmów między nami małżonkami.

        jakoś się póki co trzymamy (z czego się naprawdę cieszę), co więcej -
        zauważyłam, że ostatnie wypadki nas raczej wzmacniają i zbliżająsmile))
        chociaż rzeczywiścei to są trudne rozmowy...
        • mader1 Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 12.01.06, 12:26
          mnie to też martwi, bo wydaje mi się takie... zwierzęce sad
          Ale co Was nie zabije, to Was wzmocni - jak sama widzisz.
    • samboraga mamy kask:) 12.01.06, 10:37
      no to mamy już kask, na dwa dni przed wyjazdem (u nas ferie od soboty)
    • utka :) 12.01.06, 11:21
      i niech sie maly bawi cudnie na tych nartach, a Tobie wytchnienia od babc i
      klopotow i zdrowka dla maluszka.

      widzisz....
      dopiero bylas w 24 tygodniu, a teraz to juz 3/4 ciazy za Toba ... smile
      • samboraga Re: :) 12.01.06, 11:34
        > widzisz....
        > dopiero bylas w 24 tygodniu, a teraz to juz 3/4 ciazy za Toba ... smile

        smile)))))))))))))
        ja się też bardzo cieszęsmile
        każdy dzień dłuży mi sie niemiłosiernie, odliczam dawkami leków, kłuję sie
        clexanem (brrrr....), noszę pancerne, medyczne rajstopy na żylaki (grubość
        kartonu, zakłada się ponad 10 min.wink))) i...skreślam kolejne dni na kartce
        (rozpisaałam sobie odręczny kalendarzwink...
        ale jak sobie pomyślę o maluszku na wiosnę to to wszystko odpływasmile)))
        • mader1 Re: :) 12.01.06, 12:24
          smile będzie dobrze
    • anndelumester Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 13.01.06, 09:29
      Generalnie, teraz - u nas sa bardzo poprawne relacje , ale tylko dlatego ze i
      babcie i dziadkowie pracują, mają "swoje zycia i sprawy", i widujemy sie w
      weekendy.
      Ten brak pomocy na zawołanie jest w sumie bardzo korzystny (chociaż nie
      ukrywam, że czasami marzyło mi sie i marzy - zwłaszcza jak Koko daje ostro w
      kość zeby babbcia przyszła, popilnowała, ugotowała, zaprowadziła etc.).
      Mamy jasny podział - tzn. jeden ośrodek decyzyjny - rodzice wychowują i
      decydują - dziadkowie tez wychowują, ale raczej w ramach przyjemnościowo-
      okazjonalnych. No i nie ma zagrywek typu że ktoś sie poświeca etc.
      Ale nawet taka sytuacja ogólna nie wyklucza róznych płaszczyzn konfliktu:
      - dyscyplinowania - np. moj teśc jest zwolennikiem dać W TYŁEKI I BEDZIE
      SPOKOJ,
      - bezpieczeństwa - w zasadzie 100% zaufania mam do mojej mamy i wiary w zdrowy
      rozsądek
      - jedzenia - mój tata nie bardzo rozumoie ze dziecko nie zjada dorosłej porcji,
      albo samo z siebie nie lubi słodyczy big_grin - stad czasami komentarze ze "glodzimy"
      małego smile))
      - zachowan zdrowotnych - moi teściowie np. pala i według nich to palenie
      dzieciom nie szkodzi (a tak w ogóle są he he lekarzami wink)) itp..
      I tutaj zauwazam bardzo pozytywny brak zależnosci typu 'skoro my wam to , to wy
      powinniście' i ustawiania nas rodzicow w pozycji petenta - ostatecznie liczy
      sie nasze zdanie, oczywiscie czasami nie obejdzie sie bez dłuższych dyskusji.
      Zobaczymy jak bedzie dalej.


      • samboraga Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 13.01.06, 13:16
        to jest ideał na czasy 'pokoju'wink)

        no i u nas nawet neutralne 'odstawienie' dziadków wywołuje obrazę i oburzenie -
        jak mogliśmy zatrudnić obcą osobę do pomocy skoro babcia może pojechać po dziecko...
        • isma Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 13.01.06, 18:34
          To sie ciesz wink)).
          U nas odwrotnie. zawsze sie czuje niezrecznie, kiedy musze poprosic, zeby -
          circa raz na miesiac - zajeli sie M. ;-(((.
          No, ale tak mnie wychowali: moje decyzje, moje dziecko, moja odpowiedzialnosc...
    • yamadam2 Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 13.01.06, 11:17
      My również mamy takie babcie, które zapomniały,że ich dzieci są dorosłe i chcą
      dalej wychowywać po swojemu dzieci i wnuki.Z teściową sprawę załatwiłatwiliśy,
      gdy córka miała rok i trzy mies.....którejś niedzieli w moje urodziny chciała
      wziąść małą na godzinę do kośćioła na 17:00, zgodziłam się no, bo do kościoła,
      gościliśmy przyjaciół z dziećmi i tesciowie też byli zaproszeni, miało być miło
      w rezultacie skończyło się tym, że mąż siedział z gosćmi a ja wyczekiwałam
      18:30 w oknie, przyjechali około 20:30,bo poszli sobie na lody.Powiedziałam
      teściowej prawdę w spokoju(przecież nie będe krzyczeć,nie wypada), że czekałam,
      że martwiłam się, że mieli przyjść zaraz po kościele,że przecież mogli
      uprzedzić o swoich zamiarach... teściowa obrażona nie odzywała się przez dwa
      lata ...nikt w rodzinie nie sprzeciwia się jej...mnie została tylko
      modlitwa...po dwóch latach spotkaliśmy się na weselu w rodzinie i podeszła do
      mnie wzieła mnie na bok i przeprosiła.Straciła dwa lata kontaktu z wnuczką,
      mała tego nie pamięta a teściowa teraz jest dobrą babcią i chętnie oddaje jej
      córkę-dwa razy zapyta za nim coś po swojemu zrobi.Oczywiście nie jest idealnie
      na innych płaszczyznach ale nigdy nie chodzi o małą.
      Czasami uczucia rodzą się w bólach ale przynoszą zaskakujace pozytywne efekty.
      Zupełnie inaczej jest z moją mamą.
      • samboraga Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 13.01.06, 13:14
        > Zupełnie inaczej jest z moją mamą.

        jakoś też mam wrażenie, że u mnie z teściową łatwiejwink)
        • yamadam2 Re: czy rozmawiacie z dziećmi… 13.01.06, 20:06
          Ale ja z moją mamą jestem równie twarda jak mąż ze swoją.Córcia ma już 8 lat i
          dużo da jej się wytłumaczyć w przeciwieństwie do roczniaka ,przy większych
          naciskach babci(mojej mamy),że ma być tak jak ona chce lub przy próbach
          buntowania córci przeciwko mnie delikatnie rozluźniamy kontakty na jakiś
          czas.Zawsze jednak mówię mojej mamie,że wychowała mnie tak jak sama chciała
          teraz ja bedę wychowywać moje dzieci tak jak ja chcę.U nas w domu rozmawiamy z
          małą na każdy temat.
Pełna wersja