samboraga
11.01.06, 10:47
właściwie sama nie wiedziałam jak zatytułować ten post
Czy rozmawiacie z dziećmi o ‘trudnej miłości’ z Waszymi matkami (ojcami)? Bo
przecież widzą…
Z jednej strony darcie kotów, z drugiej – jesteśmy przecież rodziną. Jak o tym
mówicie dzieciom? A może w ogóle, tak przemilczając sedno sprawy ‘bo to sprawy
między dorosłymi’?
Ostatnio u nas sytuacja wygląda tak, że to nie są już tylko przepychanki
werbalne ‘powinnaś…powinniście….’, ale dosłownie sabotaż babci

(
Oj, przypomniała mi się gałązka Mader, i jakoś tak raźniej, że nie tylko moje
‘babcie’ tak mają

)
W każdym razie babcia poproszona o pomoc, o zawiezienie wnuka na pianino –
zajechała do nauczyciela sama, odwołała (samowolnie) lekcję pod pretekstem, że
dziecko, by się spóźniło, a taka skrócona lekcja nie ma sensu. Słowem – dała
do zrozumienia, że nam pomoże dopiero na jej warunkach

( Czyli – że
zastosujemy jej metody i wizje wychowania wnuka (babcia się nawet z tym nie
kryła, powiedziała wprost

. Dziecko popłakało się, że nie pojechało na
lekcję…

już jak babcia poszła).
U nas to patowa sytuacja, na pewno długo się jeszcze nic nie zmieni (ale
czekam na cud, czekam

). Mamy jeszcze w miarę małe dziecko i to ‘docieranie
się’ babć trwać pewnie jeszcze będzie (chociaz po tym co jest teraz nie wiem
czy mam prawo liczyć, że w ogóle się skończy

.
Do tego weszliśmy w kolejny okres burzy i naporu, bo potrzebujemy intensywnej
pomocy jeszcze jakieś dwa-trzy miesiące, a babcie (dziadkowie) zaczynają
rozgrywać sprawy między nami również dzieckiem

(
Jak to się ma do nauki miłości, jak nawet na własnym podwórku (zwłaszcza na
własnym podwórku

jest tak trudno… U nas na razie stanęło na tym, że ‘babcie
kochamy, ale trudno nam się dogadać’… Ale może Wy macie lepsze pomysły, co?