prawda dla małego dziecka

18.01.06, 13:59
Uprzedzam z góry, że sprawa nie jest wielkiego kalibru. Przeciwnie: dotyczy
raczej pierdółek. I włąśnie moje pytanie: czy dziecku należy zawsze mówić
prawdę? Nawet w najdrobniejszych sprawach? Mam na myśli małe dziecko - akurat
mnie osobiście dotyczy to w związku z moim 3,5 letnim synem.
Otóż jestem za tym, żeby jednak byłą to prawda ZAWSZE. Uznałam, ż ebędę mogłą
z czystym sercem powiedzieć w jakiejś podbramkowej sytuacji: "nigdy cię nie
okłamałam", no i będzie wiedział na czym stoi - ze jak coś powiem, to tak
jest.
Ale w takich duperelach jest to bardzo niewygodne. Podam konkretne dwa
przykłady.
1) wczoraj starszy synek był niegrzeczny i wystosowałam karę: nie pójdzie po
południu do babci (a wybierał się i lubi tam chodzić). Oczywiście był wrzask,
no , ale trudno. potem przyszła babcia (tj. moja mama) przypilnować
Młodszego, bo ja ze Starszym jechałam na angielski. No i Starszy wrzeszczy,
że nie jedzie na angielski, bo zostaje z babcią. Nie wchodziło to w rachubę,
ale babcia na pociechę powiedziała mu: "po angielskim przyjdziesz do mnie".
Powiedziałam, że nie przyjdzie, bo ma karę. Starszy oczywiście w płacz,
babcia z rozmiękczonym sercem (to ulubiony wnuk), "Przyjdziesz, kochanie,
przyjdziesz", on mnie pyta: "pójdę do babci?". Co odpowiedzieć? Moja mama
uważa, że powiedzieć "pójdziesz", a on potem i tak zapomni. Faktem jest, że
wracamy z tego angielskiego dosyć późno, jeszcze wybieraliśmy się na zakupy -
spokojnie zniósł to, ze do babci nie poszedł. Więc gdybym
odpowiedziała "tak", miałąbym spokój.
Ale odpowiedziałam zgodnie z prawdą" Nie, masz karę". No i wrzask, mama
rozżalona na mnie , ogólnie beznadzieja
2) Dziecko bardzo chce, żeby mu coś kupić. MOgę powiedzieć "Dobrze, kupimy ci
to za jakiś czas", Ale wiem, ze nie kupimy. Gdy powiem, że kupimy, to się
uspokoi, będzie miał nadzieję, życie weselsze, a za jakiś czas i tak zapomni.
A ja mówię "nie", no i dziecko smutne i w ogóle jakoś głupio.

Prosiłabym o Wasze wypowiedzi pod dwoma kątami:
1) Jak uważacie, że powinno się postąpić?
2) jak postępujecie?
A może u Was to jedno i to samo?smile
    • utka Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 14:12
      Gosi to chyba nie sa pierdolki jakies, bo tak naprawde to rozchodzi sie o Twoja
      prawdomownosc, wiarygodnosc, zaufanie dzieci do Ciebie a to rzeczy b. istotne w
      zyciu. Choc w relacjach rodzinnych czesto w takich wlasnie drobnych sprawach
      maja swe odbicie.

      Moja coreczka jest jeszcze malutka - 16,5 miesiaca i ja nie mam jeszcze z nia
      takich problemow, ale jak juz sie pojawia, to bede starac sie sprawe stawiac
      jasno. Teraz przynajmniej tak mysle i tak bym chciala postepowac.
      • mamalgosia Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 15:16
        Zyczę wytrwałośco w takim razie. Bo ja też postanowienie takie miałam i
        widzisz - już mną wątpliwości targająsmile
      • alex05012000 Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 15:36
        "pytanie: czy dziecku należy zawsze mówić prawdę? Nawet w najdrobniejszych
        sprawach? " mamałgosiu, moja odpowiedź brzmi NIE ...dla jego dobra można a
        nawet trzeba czasami skłamać, i nie podważy to moim zdaniem prawdomówności
        wiarygodności i zaufania dziecka ...oczywiście każda sytuacj wymaga analizy
        odrębnej...
        natomiast w wymienionych przez ciebie sytuacjach:
        1) ja nie stosuję nigdy w zasadzie kar, naogół rozmawiam, tłumaczę, pytam czy
        zrozumiała że źle postąpiła, czasem mówię zeby poszła do swojego pokoju i
        zastanowiła sie, przemyslała, jak jej przejdzie złość to wróci... domagam sie
        przyrzeczenia poprawy... no a już napewno nie kar typu: nie będziesz oglądać
        bajek w TV, nie pójdziesz do babci (w końcu babcia nie zawiniła, czemu ma być
        pozbawiona wnuka...), na spacer itp., czasami straszę, ze jak np. coś to
        wyłaczam bajki i wtedy zachowanie mojego dziecka sie poprawia w szybkim
        tempie... wystarcza samo "widmo" kary,
        co bym powiedziała: pewnie, tak: "miałeś nie iść do babci, no ale
        jeśli przemyślisz swoje zachowanie i będziesz grzeczniejszy czy o co tam
        chodziło, nie wiem, to wyjatkowo może do babci pójdziesz...czyli przeprosiny
        przyjęte, kara darowana..."
        2)na kup mi (u nas nieczęsto występuje) zawsze odpowiadam dyplomatycznie:
        zobaczymy, pomyślimy, namyślimy się, może innym razem, teraz nie mamy pieniędzy
        na to, ale moze w przyszłym miesiącu będą (a moze nie...), pytam czy naprawde
        to coś jest tak potrzebne? sugeruję że mamy rzeczy podobne, porównywalne,
        ładniejsze, czasem obrzydzam (tak stutecznie obrzydziłam koncept Barbie, ze
        córka odwraca sieze wstrętem od tych straszydel )... czyli nie mówię NIE ale
        też nie mówię TAK..."pożyjemy zobaczymy"
        tyle ode mnie.... nie wiem czy pomogłam ale serdecznie pozdrawiam - maria
        • alex05012000 Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 16:04
          dodam jeszcze do pkt 2) że mówię kategorycznie NIE na propozycję kupienia,
          zrobienia pewnych rzeczy, ale o których moja córka doskonale wie, że "nie
          przejdzie ten numer" i w ogóle nie ma tematu, np. kupienie chipsów, lodów (poza
          wakacjami), drogich zabawek (pies pluto z budą za 120zł, była taka reklama w TV
          w grudniu...), i inne, akurat mam pustostan w głowie...
          poza tym nie stosuję mówienia prawdy, całej prawdy, dziecku w przypadku
          niektórych chorób członków rodziny, rzeczy wyjatkowo smutnych, tragicznych,
          kawałków przypadkowo obejrzanych drastycznych informacji w TV, i w podobnych
          sytuacjach wywalania kawy na ławę
          • mamalgosia a z ciekawości 18.01.06, 16:30
            dlaczego lodów się nie je poza wakacjami?
            • alex05012000 Re: a z ciekawości 19.01.06, 09:11
              a nie ma sprawy... już śpieszę z odpowiedzią: moja córka do wieku lat 4-5 w
              ogóle nie jadała lodów, no może raz czy dwa razy jak była pod opieką babci...
              gdyż ja uważam, ze to nie jest zdrowe jedzenie a wręcz szkodliwe: ryzyko
              złapania zapalenia gardła, salmonelli, poza tym puste kalorie itd... można się
              z moją teorią nie zgadzać, ale na razie ja jako matka decyduję co moje dziecko
              ma jeść lub nie wiec lodów nie jadaliśmy, no ale w zeszłym roku na wakacjach
              nad morzem trochę jadła..., niemniej jednak aby ograniczyć "zło" a jednak
              pozwolić na te nieszczęsne lody (bez których można świetnie egzystować, ja nie
              jadam i żyję...)ograniczamy jedzenie lodów tylko do wakacji nad morzem, po
              powrocie od 1 września na lody szlaban, ona o tym wie, a ponieważ tak de facto
              co ja powiem (mama) to święte, mimo, iż czasem się buntuje nieco, to się
              stosuje i na każde pytanie o lody odpowiadam: przecież my jadamy tylko w
              wakacje nad morzem....wystarcza, dyskusja się kończy...
              • mamalgosia Re: a z ciekawości 19.01.06, 11:10
                rozumei, acz nie podzielamsmile
        • mamalgosia Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 16:29
          alex05012000 napisała:

          > "pytanie: czy dziecku należy zawsze mówić prawdę? Nawet w najdrobniejszych
          > sprawach? " mamałgosiu, moja odpowiedź brzmi NIE ...dla jego dobra można a
          > nawet trzeba czasami skłamać, i nie podważy to moim zdaniem prawdomówności
          > wiarygodności i zaufania dziecka ...oczywiście każda sytuacj wymaga analizy
          > odrębnej...
          Właśnie nad tym się zastanawiam...
          Wiesz, kiedyś ktś bardzo bliski okłamał mnie własnie DLA MOJEGO DOBRA. Po
          jakims czasie dowiedziałam się prawdy. I choć wiele kłamstw wielu osób wyszło
          na jaw, to to wspominam najgorzejsad


          >
          > 1) ja nie stosuję nigdy w zasadzie kar,
          A ja czasem stosuję. Kiedy kolejna rozmowa na ten sam temat nic nie daje.
          Ale nie to jest przedmiotem dyskusji

          no a już napewno nie kar typu: nie będziesz oglądać
          > bajek w TV, nie pójdziesz do babci (w końcu babcia nie zawiniła, czemu ma być
          > pozbawiona wnuka...), na spacer itp.,
          A dlaczego nie? Kara powinna być odczuwalna. Przeciez nie zabronię tego, czego
          i tak nie lubi.
          A babcia nie ucierpiała, przynajmniej odpoczęła (ma go niemalcodziennie)

          wystarcza samo "widmo" kary,
          u jednych wystarcza, u innych nie


          > co bym powiedziała: pewnie, tak: "miałeś nie iść do babci, no ale
          > jeśli przemyślisz swoje zachowanie i będziesz grzeczniejszy czy o co tam
          > chodziło, nie wiem, to wyjatkowo może do babci pójdziesz...czyli przeprosiny
          > przyjęte, kara darowana..."
          A wtedy dziecko Ci mówi coś w stylu : "nie poprawię się!"


          > 2)na kup mi (u nas nieczęsto występuje) zawsze odpowiadam dyplomatycznie:
          > zobaczymy, pomyślimy, namyślimy się, może innym razem, teraz nie mamy
          pieniędzy
          To rzeczywiście dobry pomysł, wypróbuję


          >
          • alex05012000 Re: do małgosi 19.01.06, 09:32
            mamalgosia napisała:
            alex05012000 napisała:
            "pytanie: czy dziecku należy zawsze mówić prawdę? Nawet w najdrobniejszych
            > > sprawach? " mamałgosiu, moja odpowiedź brzmi NIE ...dla jego dobra można
            > a nawet trzeba czasami skłamać, i nie podważy to moim zdaniem prawdomównośc
            > i wiarygodności i zaufania dziecka ...oczywiście każda sytuacj wymaga analizy
            odrębnej...
            > Właśnie nad tym się zastanawiam...
            > Wiesz, kiedyś ktś bardzo bliski okłamał mnie własnie DLA MOJEGO DOBRA. Po
            > jakims czasie dowiedziałam się prawdy. I choć wiele kłamstw wielu osób wyszło
            > na jaw, to to wspominam najgorzej
            - małgosiu, cóż, trudno powiedziec jednoznacznie, ja nie mam takich wspomnień,
            mam natomiast bardzo silne wspomnienia prawdy rzuconej prosto w twarz, które są
            jak pocisk z karabinu do dziś! wielki szok..., fakt, nie byłam wtedy małym
            dzieckiem...ale zwłaszcza w pierwszym przypadku wolałabym żeby mi ta osoba
            (blizka) tego nigdy nie powiedziała, nie w taki sposób...
            1) ja nie stosuję nigdy w zasadzie kar,
            > A ja czasem stosuję. Kiedy kolejna rozmowa na ten sam temat nic nie daje.
            > Ale nie to jest przedmiotem dyskusji
            no a już napewno nie kar typu: nie będziesz oglądać bajek w TV, nie pójdziesz
            do babci (w końcu babcia nie zawiniła, czemu ma być pozbawiona wnuka...), na
            spacer itp.,
            > A dlaczego nie? Kara powinna być odczuwalna. Przeciez nie zabronię tego,
            czego i tak nie lubi.
            - widzisz, u nas pomaga samo wspomnienie kary, mamy dziewczynkę, poza tym jest
            chyba wyjątkowo grzecznym dzieckiem, tak jak porównuję z innymi...jeśli juz
            chodzi o kary to zakaz oglądania TV jest karą, dotkliwą jeśli to akurat
            ulubiona bajka, zakaz słodyczy jeśli dziecko lubi, zakaz pójścia do koleżanki,
            owszem ... ale o spacerze to bym polemizowała, bo spacer dla zdrowia, jeśli nie
            pójdzie to kosztem tegoż zdrowia,
            > A babcia nie ucierpiała, przynajmniej odpoczęła (ma go niemal codziennie)
            - no taaaak, rozumiem...
            > wystarcza samo "widmo" kary,
            > u jednych wystarcza, u innych nie
            - no właśnie, jak juz pisałam u nas starcza...
            > co bym powiedziała: pewnie, tak: "miałeś nie iść do babci, no ale
            > > jeśli przemyślisz swoje zachowanie i będziesz grzeczniejszy czy o co tam
            > > chodziło, nie wiem, to wyjatkowo może do babci pójdziesz...czyli przepros
            iny przyjęte, kara darowana..."
            > A wtedy dziecko Ci mówi coś w stylu : "nie poprawię się!"
            - nooo, moje nie mówi... więc musiałabym sie zastanowić co w takiej sytuacji...
            >
            > > 2)na kup mi (u nas nieczęsto występuje) zawsze odpowiadam dyplomatycznie:
            zobaczymy, pomyślimy, namyślimy się, może innym razem, teraz nie mamy pieniędzy
            > To rzeczywiście dobry pomysł, wypróbuję
            - jest cały zbiór takich dyplomatycznych określeń które można określić wspólnym
            mianem "na święty nigdy", poza tym moja córka mniej więcej wie na co
            ewentualnie uda jej się mnie naciągnąc, jeśli w ogóle, a na co nigdy w życiu...
            wobec tego nie ma sensu prosić ani się awanturować o coś co mama skwituje: w
            żadnym wypadku! no, chyba żartujesz!!!
            mamałgosiu, pozdrawiam cię serdecznie - maria
          • direta Re: prawda dla małego dziecka 19.01.06, 19:56
            mamalgosia napisała:

            > alex05012000 napisała:

            > wystarcza samo "widmo" kary,
            > u jednych wystarcza, u innych nie
            >
            Moim zdaniem zwykle wystarcza u dziewczynek i przeważnie nie wystarcza u
            chłopców. Kiedy się dziwiłam wobec męża dlaczego jakieś działania wychowawcze
            podejmowane wobec synka są nieskuteczne, a były skuteczne, gdy mama podejmowała
            je wobec mnie, to mąż zawsze ze śmiechem odpowiada:
            bo ty jesteś dziewczynka - dziewczynki zawsze są grzeczniejsze. Na mnie tez to
            nie działało.
            (Wie co mówi, bo ma i brata i siostrę i mógł obserwować )
            A ja naprawdę nie byłam typem "grzecznej" dziewczynki, a jednak chłopca
            jeszcze trudniej utemperowac niż chćby najniegrzeczniejszą dziewczynkę. W
            każdym razie w moim przypadku rozmowy i tłumaczenia zdawały egzamin, a w
            przypadku syna - nie.
    • tres_ka Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 15:06
      Wydaje mi się, że powinno się zawsze mówić prawdę, czy to dziecku, czy
      dorosłemu. Inna sprawa, że nieraz trudno tę prawdę powiedzieć. Jeśli o mnie
      chodzi, to staram się, ale przyznam, że zdarzało mi się powiedzieć "dla świętego
      spokoju" coś, co zadowoliło dziecko, ale nieco mijało się z prawdą. Starszy syn,
      gdy był młodszy, był bardzo marudny i czasem miałam dość... Z młodszym postępuję
      inaczej. Wiem, że będzie awantura, ale trudno. A czasem mówię wymijająco
      :"Zobaczymy". Ale wtedy muszę naprawdę raz jeszcze zastanowić się nad sprawą, bo
      dzieci mi tego nie chcą darować wink
      • mamalgosia Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 15:18
        ooo, "zobaczymy" to jest jakiś pomysłsmile Wypróbuję
        • tres_ka Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 15:26
          smile)) powodzenia
    • marzek2 Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 15:34
      Mamalgosiu, na pytanie "czy mi kupisz....." jest jeszcze jedna szczera odpowiedź
      - "teraz nie wiem" smile)) to coś podobnego do "zobaczymy" ale jeszcze jedna opcja,
      w razie gdyby "zobaczymy" się znudziło.
      Mam jeszcze parę innych przemyśleń, ale to przy następnej okazji smile znaczy później
      • mamalgosia Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 16:31
        marzek2 napisała:

        > Mamalgosiu, na pytanie "czy mi kupisz....." jest jeszcze jedna szczera
        odpowied
        > ź
        > - "teraz nie wiem" smile)) to coś podobnego do "zobaczymy" ale jeszcze jedna
        opcja
        > ,
        > w razie gdyby "zobaczymy" się znudziło.

        Masz rację. Tylko ja akurat pisałam o takich przypadkach, kiedy na pewno wiem,
        że tego nie kupimy

        > Mam jeszcze parę innych przemyśleń, ale to przy następnej okazji smile znaczy
        późn
        > iej
        NO to czekamsmile
        • alex05012000 Re: prawda dla małego dziecka 19.01.06, 09:37
          mamalgosia napisała: marzek2 napisała: Mamalgosiu, na pytanie "czy mi
          kupisz....." jest jeszcze jedna szczera odpowiedź - "teraz nie wiem" smile)) to
          coś podobnego do "zobaczymy" ale jeszcze jedna opcja, w razie gdyby "zobaczymy"
          się znudziło. Masz rację. Tylko ja akurat pisałam o takich przypadkach, kiedy
          na pewno wiem, ze tego nie kupimy

          - TAK, ale dziecko tego nie wie... i nie musi wiedzieć!, rozumiem, ze
          przeszkadza ci fakt, ze świadomie jakby wprowadzasz je w błąd, mówiąc, zę nie
          wiesz, a wiedząc ze nie kupisz nigdy przenigdy... ale według mnie to nie
          powinno być powodem do wyrzutów sumienia...


    • samboraga Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 15:36
      Nie mówię rzeczy niezgodnych z prawdą, nie mówię bez pokrycia - i tak uważam, i
      moje dziecko jest pamiętliwe 'od zawsze'.
      W takich sytuacjach jak piszesz odwracam uwagę (na bieżące sprawy). Przykład z
      babcią - 'teraz już idziemy na angielski,bo sie spóźnimy, jak skończysz
      porozmawiamy o pójściu do babci'. I ucinam ('teraz nie będziemy o tym rozmawiac
      bo się spieszymy'). Dziecko (piszę jak ma mojewink chwilę marudzi i chce wymusić
      zgodę juz teraz, więc zapełniam jego uwagę ubieraniem - "teraz zakładamy kurtkę,
      buciki..." Jak po angielskim dalej pyta co z babcią - mówię, że nie pójdzie do
      babci, bo wcześneij to i to. No i płacze, trudno.
      • mamalgosia Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 16:32
        Samborago, bardzo mi się podoba Twoja wypowiedź. I Twój sposób.
        • samboraga Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 21:40
          smile))

          To jeszcze mój sposób na marudzenie o zabawkę, ale u mojego dziecka to dość
          rzadko (chociaż, jak pisałam w wątku Ismy, ćwiczymy proszenie i jest coraz
          częściejwink).
          Ja podobnie jak Nulleczka - nie 'zabraniam' marzyć o zabawce. Romawiam z nim o
          zabawce, pytam czy mu sie bardzo podoba i mówię, aby zapamiętał (teraz też
          zapisał, bo juz umie), bo juz niedługo jest 'święto' (jesienią przypominam o
          liście do św. Mikołaja, latem o urodzinach, wiosną o dniu dziecka - acha i wtedy
          faktycznie może sobie wybrać swoje 'marzenia', jeśli dziadkowie sie odrzucają to
          nawet kilka).
          Potem rozmawiamy tez o tym, że niedawno widział inne fajne auto, więc chyba musi
          sie zastanowić i wybrać, bo dwa auta to za drogo i tak sobie rozmawiamy...,
          (dziecko zaczyna zastanawiać się nad wyborem, zaletami i emocje chwilowo opadająwink

          Problem jest teraz czyli zimą, bo nie mamy żadnych okazji do czekaniawink) Czasami
          w takich sytuacjach (jak już rzeczwyiście dłuuugo nic...) umawiamy się, że
          zastanowię sie czy w przyszłym tygodniu (w innym dniu, następnym miesiącu itp)
          będę mogła mu coś kupić (zawsze z terminem - że zastanowię się np do wieczora, a
          kupimy wtedy i wtedy, do ilu złotych). Oczywiście - jeżeli mogę to spełnić.
    • aka21 Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 15:43
      Mamałgosiu ja zdecydowanie jestem za mówieniem prawdy! i to od samego początku.
      Wydaje mi się to podstawą do normalnych relacji w rodzinie. Dziecko, nawet
      takie małe świetnie rejestruje i zapamiętuje wszystko co się wokół niego
      dzieje. Już wielokrotnie zaskoczyła mnie córka (obecnie 3l) mówiąc o rzeczach,
      które miały miejsce nawet rok temu! Nie chciałabym, aby dzieci wypominały mi
      jakieś puste obietnice (zwłaszcza puste z premedytacją). Skoro ja chcę uczyć
      ich uczciwości to przede wszystkim muszę jej wymagać od siebie.
      Oczywiście czasem jest bardzo trudno. Zwłaszcza gdy się zdenerwuję i w złości
      wypalę, że jak czegoś nie zrobi to ja coś tam itd...Czasem te pogróżki są
      nierealne już na starciesad(( Staram się tego unikać.
      Jak dzieci coś chcą, a ja tego nie mogę im dać lub nie chcę to, po prostu, o
      tym rozmawiamy. Najlepiej jak same rezygnują! Póki co jakoś się udaje dojść do
      porozumienia bez większych buntów. Pewne "chciejstwa" lub rozmowy o nich
      odkładamy na dalszą lub bliższą przyszłośćsmile)
      Zdarza się i tak, że to ja przypominam, że teraz jest pora np. na
      upragnionego "ciukierećka" - bo mała już zapomniała o obietnicysmile).
      Wydaje mi się, że prawdę dziecku zawsze należy mówić, tylko musi być ona czasem
      może taka trochę "papkowata", tak coby maleństwo potrafiło ją nie tylko
      przyjąć, ale i po swojemu zrozumieć.
      A co do Twoich przykładów to może warto było jeszcze uzasadnić i spróbować
      przekonać dziecko, dlaczego np. po zajęciach nie może pójść do babci. Albo
      wrócić do rozmowy po powrocie do domu - może samo przyzna Ci rację, że już
      późnosmile)
      To takie moje przemyślenia - na szybko!
      Serdecznie pozdrawiam
      agnieszka
      • nulleczka Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 18:01
        Przy zakupach u nas pomaga bardzo "zeszyt marzeń". Gdy dziecko sie czegos
        domaga (dawniej było to częste i strasznie męczace, ostatnio sie juz
        wyciszyło), rozmawiałam "to białe autko Ci sie podoba Kubusiu? chciałbys takie
        mieć? Dobrze, to zapiszemy w "Zeszycie marzeń" , a potem pomyslimy". U nas
        naprawde pomaga.
        Czytając o tej sytuacji z babcia, przypomniałam sobie taki pomysł ze szkoły dla
        rodziców, żeby zamiast "nie" powioedziec dziecku np. "tak, ale nie dzisiaj".
        Kiedy pyta "a dlaczego nie dzisiaj?" dobrze powiedzieć "ty mi powiedz
        dlaczego." Nie zawsze skutkuje, ale kolejny pomysł do wprowadzenia w zycie jest.
    • tres_ka Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 19:05
      Ciekawy wątek wink))
    • esi1 Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 19:11
      Witaj,
      Powiem Ci jak to wygląda u mnie. Jeśli chodzi o pierwszą sytuację, to jeśli
      rzeczywiście mam zamiaru dotrzymać słowa i nie pozwolić dziecku gdzieś pójść to
      się tego trzymam, bo akurat mój synek (też 3,5) jest pamiętliwy i nawet po dwóch
      dniach robi mi wyrzuty jeśli nie dotrzymałam słowa.
      Jeśli chodzi o kupowanie to też mam z tym problem. Jak mówię nie, to syn będzie
      przez godzinę wiercił dziurę w brzuchu: dlaczego? i nie zawsze racjonalne
      tłumaczenie do niego dochodzi, a mówienia: nie, bo nie jakoś nie lubię. Więc
      czasem robię tak jak opisujesz: Dobra, kiedyś kupię, ale nie najlepiej się z tym
      czuję.
      Chętnie poczytam co o tym myślą inni eRodzice smile
    • mama_kasia Re: prawda dla małego dziecka 18.01.06, 19:34
      Ku własnemu często utrapieniu mówię prawdę, w każdej sytuacji.
      Jest to prawda różnie podana, ale zawsze prawda.
      Uważam, że tak powinno się postępować. Bo niby dlaczego dziecko można okłamać,
      a dorosłego nie. A może dorosłego w jakichś przypadkach okłamać można?
      Moim zdaniem nie. Jeśli nie chcę powiedzieć prawdy, to mówię, że nie chcę
      powiedzieć. ...Trudno mi teraz podać przykład.
      Nie wiem, jak zachowałabym się w przeróżnych skomplikowanych sytuacjach,
      ale założenie mam - nie kłamać.
      Ale nie jest to proste. Nieraz słyszę ryk, płacz, a wystarczyłoby małe
      kłamstwo wink Ale nie, zdecydowanie kłamstwo nie. Przecież od swoich
      dzieci też wymagam prawdomówności smile
      • mamalgosia a co to jest prawda? 19.01.06, 11:14
        Kiedy coś można nazwać kłamstwem?
        Np. na teologii moralnej dowiedziałąm się, że jak ukrywam Żyda, do domu wpada
        hitlerowiec i pyta, czy jest tu jakiś Zyd, ja odpowiadam "nie", to nie jest to
        kłamstwo (a ja myślałam, że jest, tylko że usprawiedliwione)
        • mama_kasia Re: a co to jest prawda? 19.01.06, 12:45
          No tak dokładnie to ja nie potrafię odpowiedzieć.
          Mamy w tym roku we wspólnocie temat moralności chrześcijańskiej
          i odnośnie prawdy i kłamstwa wiem coraz więcej, ale powtórzyć
          tego nie potrafię sad
          Myślę, że poddaję swoje sumienie kształtowaniu przez Boga i mam
          nadzieję, że potrafię też rozróżnić prawdę od kłamstwa.
    • marzek2 Re: prawda dla małego dziecka 19.01.06, 09:35
      No dobra, teraz trochę więcej smile

      Najpierw w odniesieniu do Twoich sytuacji -

      1) gdyby moja mama zrobiła coś takiego jak Twoja to by mnie nieźle wnerwiła smile
      Na sytuacje, gdy babcia podważa autorytet rodziców reaguję mocno alergicznie...
      znaczy uważam, że to jedna z najgorszych rzeczy, jakie babcia może robić. Co nie
      znaczy, że nie jestem świadoma, że babcie czasem są niereformowalne itp...
      Ja w sytucji, gdy dziecko ma karę jestem zazwyczaj nieugięta. Kara to kara i
      już. Skoro sama ją wymyśliłam, muszę być konsekwentna. Choć przyznaję, czasem
      zdarza się mnie samej zapomnieć o karze, np dziecko ogląda telewizję, mimo, że
      szlaban na bajkę miał być karą za coś tam. Ale mam tak wytresowane dzieci, że
      czasem same przypominają o karze smile nie tylko rodzeństwa, ale swojej też... tak
      silne mają poczucie sprawiedliwości te moje córy...
      Oczywiście istnieje też coś takiego jak łaska, czyli darowanie kary, czasem to
      stosujemy, ale rzadko.

      2) Kwestia kupowania - nie uważam, że dziecko straci dzieciństwo, jeśli zostanie
      nauczone, że pewnych rzeczy mieć nie może i mieć nie będzie. Bo rodzice nie mają
      pieniędzy, bo ich zdaniem takie zabawki są niedobre dla dzieci itp. Nie wszystko
      trzeba mieć, uczenie się trudnych rzeczy nie jest przyjemne, a odmawianie nigdy
      nie jest miłe, ale czasem po prostu trzeba.

      Natomiast interesującym problemem jest podejście nas rodziców do prawdy - bo
      sprawa nie jest chyba tak prosta jak się wydaje. Bo są sytuacje, gdy możemy
      jednoznacznie powiedzieć prawdę, albo... prawdę dostosowaną do możliwości
      zrozumienia naszych dzieci. Jedno dziecko informację, że "pan zabija pana i
      bomby odrywają mu nogi" (czyli wyjaśnienie tego, co przez przypadek zobaczyło w
      TV na przykład) przełknie bez problemu, inne, bardziej wrażliwe okupi to
      bezsenną nocą, koszmarami itp. Albo co robimy, gdy słyszymy słynne pytanie "skąd
      się wziąłem" - czy od razu przedstawiamy dziecku schemat budowy anatomicznej
      człowieka i ze szczegółami opowiadami jak to jest? Dla niektórych dzieci taka
      wiedza byłaby nie do zniesienia. Dlatego trudno jest udzielić mi jasnej
      odpowiedzi, raczej chyba trzeba rozważać konkretne sytuacje i patrzeć na dziecko
      indywidualnie. Ja staram się być szczera. Np na pytanie mojego dziecka gdzie
      poszła jej babcia po śmierci, szczerze odpowiadam, że nie wiem... Mogłabym
      powiedzieć, że do nieba, ale nie jestem tego pewna, wolę powiedzieć po prostu
      "nie wiem"...

      Aha - i na koniec moich wymądrzeń powiem Ci, że nie zawsze postępuję tak jak
      wiem, że powinnam postąpić sad Czasem ze zmęczenia, zdenerwowania, pod presją
      sytuacji odpuszczam sobie niestety.
      • mamalgosia Re: prawda dla małego dziecka 19.01.06, 11:18
        marzek2 napisała:

        >>
        > 1) gdyby moja mama zrobiła coś takiego jak Twoja to by mnie nieźle wnerwiła smile
        No cóż, nie chcialam napisac tego wprost, ale mnie wyręczyłaś.smile
        Albo co robimy, gdy słyszymy słynne pytanie "ską
        > d
        > się wziąłem" - czy od razu przedstawiamy dziecku schemat budowy anatomicznej
        > człowieka i ze szczegółami opowiadami jak to jest?
        Marzek, ale Ty mówisz o przypadku, kiedy nie trzeba mówić całej prawdy, a tylko
        jej część - dostosowaną do dojrzałości dziecka. Myślę, ze w tej kwestii nie ma
        wątpliwości

        A co do babci, która nie wiadomo, gdzie jest, to nie boisz się, że Twoje "nie
        wiem" może podważyć nadzieję w dziecku? A gdzie babcia miałąby być jak nie w
        niebie?
        • marzek2 Re: prawda dla małego dziecka 19.01.06, 11:53
          Mamalgosiu, wiesz, że jestem protestantką, więc u nas po śmierci są tylko dwie
          drogi... dzieci wiedzą mniej więcej co trzeba robić/nie robić żeby znaleść się w
          niebie/piekle. Nie wiem, może po prostu mam dziwne dzieci, ale dla nich na razie
          pewne sprawy są oczywiste. Ja mówię "mam nadzieję, że babcia jest w niebie. Nie
          wiem tego na pewno. Nie wiem do końca, co babcia czuła w sercu do Pana Boga" (bo
          taka jest prawda, blisko Boga to moja babcia raczej nie była niestety, ale nie
          znam jej serca tak jak Bóg). I one to przyjmują.

          A co do prawdy - może trzeba postawić pytanie kiedy trzeba mówić część prawdy, a
          kiedy całą prawdę? Bo chyba większość osób wypowiadających się zgadza się co do
          tego, że kłamać się nie powinno.
    • direta Re: prawda dla małego dziecka 19.01.06, 19:32
      mamalgosia napisała:

      > Uprzedzam z góry, że sprawa nie jest wielkiego kalibru.

      Moim zdaniem to sprawa dużego kalibru. Mówienie dziecku prawdy, to nie
      pierdółki.

      /.../
      > przyjdziesz", on mnie pyta: "pójdę do babci?". Co odpowiedzieć? Moja mama
      > uważa, że powiedzieć "pójdziesz", a on potem i tak zapomni. Faktem jest, że
      > wracamy z tego angielskiego dosyć późno, jeszcze wybieraliśmy się na zakupy -
      > spokojnie zniósł to, ze do babci nie poszedł. Więc gdybym
      > odpowiedziała "tak", miałąbym spokój.
      > Ale odpowiedziałam zgodnie z prawdą" Nie, masz karę". No i wrzask, mama
      > rozżalona na mnie , ogólnie beznadzieja
      > 2) Dziecko bardzo chce, żeby mu coś kupić. MOgę powiedzieć "Dobrze, kupimy ci
      > to za jakiś czas", Ale wiem, ze nie kupimy. Gdy powiem, że kupimy, to się
      > uspokoi, będzie miał nadzieję, życie weselsze, a za jakiś czas i tak zapomni.
      > A ja mówię "nie", no i dziecko smutne i w ogóle jakoś głupio.

      Moim zdaniem postępujesz dobrze. To nie prawda, że dziecko zapomni. Ono się
      tylko nie będzie upominać. Ja do dzis pamiętam pewne obietnice, których dorośli
      nie spełnili, chociaż obiecali. Podobnie mój mąż.
      Nawet jeśli dziecko 3.5 letnie nie bedzie pamietac później szczegółów, to
      jednak IMHO jakis "osad" zostanie.
      A poza tym jak masz go uczyć prawdomównosci i uczciwosci? Jak uczyc
      dotrzymywania obietnic, gdybys sama rzucała słowa na wiatr?
      My mamy odwrotną sytuację - mały obiecuje, a potem niedotrzymuje, ale
      przynajmniej wiem, ze moge mu powiedziec "obietnic trzeba dotrzymywac, czy mama
      i tata obiecali ci cos a potem niedotrzymali?" "Nie" - no widzisz (i miec
      nadzieje ze i on z czasem wyrobi w sobie odpowiedzialnosc za słowo.
      >
      > Prosiłabym o Wasze wypowiedzi pod dwoma kątami:
      > 1) Jak uważacie, że powinno się postąpić?
      > 2) jak postępujecie?
      > A może u Was to jedno i to samo?smile

      W kwestii mówienia prawdy to u nas jedno i to samo - uwazamy, ze nie wolno
      okłamywac (nawet w tak banalnych by sie wydawalo sprawach jak zrobienie
      zastrzyku 'bedzie bolało?' - jest pokusa powiedzenia 'to nic nie boli' ale IMHO
      lepiej powiedziec prawde - moze troszeczke zabolec, ale to nie jest duzy bol.
      Porownac do czegos, co dziecko zna, wyjasnic, ze im bardziej dziecko sie boi
      tym subiektywnie ten bol odczuwa mocniej)
      Tak wiec mowimy prawde.
      Ale np w kwestiach utrzymywania porzadku - wiemy jak powinno sie postepowac,
      natomiast zadne z nas tak nie postepuje wink
      Chociaz tlumaczymy dziecku, ze robimy zle i ze porzadek to dobra rzecz (choc w
      naszej hierarchi wartosci jest PO roznych wazniejszych czynnosciach)
      • yamadam2 Re: prawda dla małego dziecka 20.01.06, 06:45
        direta napisała:

        > Moim zdaniem postępujesz dobrze. To nie prawda, że dziecko zapomni. Ono się
        > tylko nie będzie upominać. Ja do dzis pamiętam pewne obietnice, których
        dorośli
        > nie spełnili, chociaż obiecali. Podobnie mój mąż.
        > Nawet jeśli dziecko 3.5 letnie nie bedzie pamietac później szczegółów, to
        > jednak IMHO jakis "osad" zostanie.
        > A poza tym jak masz go uczyć prawdomównosci i uczciwosci? Jak uczyc
        > dotrzymywania obietnic, gdybys sama rzucała słowa na wiatr?
        > My mamy odwrotną sytuację - mały obiecuje, a potem niedotrzymuje, ale
        > przynajmniej wiem, ze moge mu powiedziec "obietnic trzeba dotrzymywac, czy
        mama
        >
        > i tata obiecali ci cos a potem niedotrzymali?" "Nie" - no widzisz (i miec
        > nadzieje ze i on z czasem wyrobi w sobie odpowiedzialnosc za słowo.

        W 100% się zgadzam.Fakt, że rodzice nie dotrzymali słowa w sprawach dla nich
        błachych, ale dla dziecka ważnych pamięta się przez całe życie.
        My z męzem jak siądziemy i nas weźmie na wspominanie dzieciństwa to
        przypominają się takie nie spełnione obietnice, dlatego zawsze mówimy prawdę
        naszej córce, oczywiście w sposób dostosowany do wieku.

        • mamalgosia Re: prawda dla małego dziecka 20.01.06, 09:04
          CHyba macie rację. ja konkretów nie pamiętam, ale ogólnie pozostało mi
          wspomnienie, że często mnie okłamywano - nie wiem, jak w większych sprawach,
          ale właśnei w drobiazgach bardzo często. Niestety moja mama ma taką naturę i
          nie widzi potrzeby mówienia prawdy - dorosłym, dzieciom, bez znaczenia
          • marzek2 Re: prawda dla małego dziecka 20.01.06, 09:05
            Mamalgosiu, dla mnie też niestety najsmutniejsze wspomnienia dziecińswa to
            momenty, gdy mnie po prostu okłamywano sad Więc myślę, że dla dziecka jednak
            lepsza jest trudna prawda niż kłamstwo.
    • mamalgosia mader, zlituj się 08.01.07, 15:19
      skąd Ty to wywlekasz
      • mader1 Re: mader, zlituj się 08.01.07, 17:21
        z forum smile)))
        a co ? To bardzo ciekawe tematy smile))
        mam nie wywlekać ?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja