Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlaczego?

21.02.06, 09:15
W wątku o Narnii powstała ciekawa dyskusja, ponieważ myślę, że temat
arcyważny, zaczynam nowy wątek.
Mader właśnie zaczyna doświadczenia z nastolatką w domu, Mama_Kasia chyba już
na progu tego okresu,Verdana to już weteranka w tej dziedzinie można powiedzieć smile

Dla mnie to trudny temat. Rozumiem ważność tłumaczenia, "dlaczego nie".
Rozumiem konieczność "popuszczania cugli" w sensie coraz bardziej
samodzielnych wyborów. Nie chcę wychować moralnych "schizofreników" które będą
zachowywać się "pode mnie" choć w środku będą uważały inaczej.
Ale... jako rodzic czuję się odpowiedzialna za moje dziecko, za przedstawienie
mu jednak swoich poglądów na życie. Czy za nimi pójdzie, przyszłość pokaże
oczywiście.
W jednej sprawie się różnimy Verdano - napisałaś w poprzednim wątku, że nie
uważasz, że należy wychowywać dziecko całkowicie zgodnie ze swoimi poglądami
(może nie dokładnie tak to napisałaś, ale chyba sens był podobny). Rozumiem,
że zakładasz pomyłki rodzicielskie i zmiany poglądów np. Tutaj się zgadzam,
nie jesteśmy wolni od błędów. Tylko widzisz, ja nie do końca wychowuję dzieci
wg moich poglądów. Ja mogę się mylić i mylę się pewnie nie raz. Ale staram się
wychowywać dzieci wg zasad napisanych w Biblii, co do których nie mam
wątpliwości, że są dla nich dobre. To jakby dla mnie "wyższa instancja"
wychowawcza. Ja jestem omylna, Bóg nie. Oczywiście pozostaje kwestia
intepretacji różnych zasad, doskonale wiem, że są na świecie chrześcijańscy
rodzice, którzy pozwalają dzieciom czytać HP (nawet takich znam hi hi)
rozmawiając z nimi, a są i tacy na tym świecie, dla których TV to dzieło
szatana i w domu nie mają (to skrajny przykład, ale wiem, że tak bywa).

Ciągle pozostaje pytanie, w jakim momencie życia pozwalać dziecku na coraz
bardziej samodzielne wybory? Jak ocenić, że jest już do tego gotowe? Jeśli np
zabraniam mojemu paroletniemu dziecku stać na parapecie przy otwartym oknie bo
może spaść a ono nie słucha mówiąc "na pewno nie spadnę" to czy mogę pozwolić
mu na samodzielny wybór? Chcę chronić moje dzieci nie tylko w kwestii ich
bezpieczeństwa fizycznego, ale też duchowego, moralnego.

Bo u mnie np było tak, że moja mama, przekochana kobieta, która chciała, żeby
wszyscy byli zadowoleni i nikogo zbytnio ranić nie chciała moim zdaniem mnie
osobiście pozwalała na zbyt wiele. Teraz z perspektywy czasu myślę sobie, że
może w paru sytuacjach sprawy potoczyłyby się inaczej, gdyby mama bardziej
"tupnęła nogą" i po prostu nie pozwoliła mi na to czy tamto. Z drugiej strony
ponoć w czasach nastoletnich i tak robiłam co chciałam (cytat z mojej mamy
właśnie smile więc może tylko miałabym większe wyrzuty sumienia i to by mnie
powstrzymało? Być może dlatego teraz widzę u siebie niestety tendencje do
nadopiekuńczości...

Rozumiem zasadę "nie podoba mi się to, ale zrobisz jak uważasz" i myślę, że w
pewnym momencie już nie da się inaczej. Ale do jakiego momentu/wieku niejako
myślę za dziecko i za nie podejmuję decyzje?

Próbuję sobie to wszystko układać. Czyli - dużo luzu, ale też dużo
tłumaczenia, szczerej rozmowy i przede wszystkim wiarogodność wobec własnych
dzieci, tak?

Na zakończenie przytoczę Wam smutną, ale niestety prawdziwą historię,
opowiedzianą w gronie znajomych przez dorosłego obecnie syna znanego polskiego
pastora. Otóż syn ten wyjechał do Stanów na studia - na chrześcijański
college. Nie wiem dokładnie jak wychowywany był ten chłopak, ale najwyraźniej
mądrze, bo się tam uchował. Od czego? Wyobraźcie sobie, że te "grzeczne"
dzieci chrześcijańskie, chowane pod ogromnym i szczelnym kloszem, chronione
przed wszelkim złem tego świata w postaci kina, tv itp co robiły zaraz po
przyjeździe? Ten polski chłopak widział, jak studenci pierwsze kroki kierowali
do wypożyczalni i spędzali wieczory na oglądaniu wszystkich tych filmów,
których kiedyś oglądanąć nie mogli... Widział, jak te amerykańskie dzieciaki
po "spuszczeniu z rodzicielskiej smyczy" po prostu dostawały świra na punkcie
chodzenia ze sobą, seksu itp, używek wszelkiego rodzaju. Chwała pastorowi, że
mądrze wychował syna, który z pobytu w tym "świętym" miejscu przywiózł sobie
zresztą fajną żonę smile

Sprawa ważna. I trudna. Czekam na Wasze opinie.
    • kiwwinka Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 09:47
      może spróbuję opisać jak ja to widzę, w moim domu, dla moich dzieci i wg. moich
      przekonań co do wychowania w wierze.

      Nadrzędnym priorytetem w wychowaniu dzieci jest dla mnie wpojenie im bożej
      miłości i Jego praw,
      w tej kolejnoścismile

      nie skupiam się na nauce praw i przepisów, to wolno a tamtego nie,
      tak jest dobrze a tak źle ale daję dzieciom możliość popełniania błędów i sama
      przed nimi do moich błędów sie przyznaję,
      Równocześnie "korzystam" z moich praw jako matki, osoby odpowiedzialnej za ich
      wychowanie do nakierowania ich na właściwą, moim zdaniem, drogę.

      Myślę że jest to możliwe do 13-15 r.ż.
      życie zweryfikujewink
      mam świadomość że to co teraz dostają od nas rodziców w sferze duchowej będzie
      ich "posagiem" na przyszłość, ale to one same zdecydują co z tym zrobią, jak
      potraktują Słowo Boże czytane im przed snem, czy zapiszą je w swoim sercu?
      czy schowają na dnie i zapomną?...
      kim stanie się dla nich Jezus?...
      czy będą Go zabierać ze sobą na imprezy, do znajomych, wszędzie gdzie postanowią
      pójść i co postanowią zrobić
      własnie odpowiedzialność przed Nim najbardziej chcę im wpoić
      ja nie będę widzieć pierwszego papierosa, pocałunku czy czegoś gorszego...ale On
      tak, nie straszę ich Bogiem, karą itp.
      uświadamiam bo jeszcz są pod moiją kontrolą, zaniedługo tak nie będzie, myślę że
      dzieci bardzo zmieniają sie po pójściu do gimnazjum i wtedy mają najwięcej
      pierwszych poważnych zagrożeń, chcą wolnoścismile
      postaram się przypomnieć sobie do tego czasu jak to było ze mnąwink

      podsumowując: nie jestem ani za "bezstresowym" wychowaniem, pozwalaniem dzieciom
      na wiele bo i tak kiedyś spróbuje
      ani za trzymaniem na sznurku, zakazywaniem bo może sie to skończyć na 99%
      gwałtownym szarpnięciem, zerwaniem sznurka i wpadnięciem w błoto sad

      Pozdrawiam i jestem ciekawa następnych wypowiedzismile
      uczmy się od siebie nawzajem to będzie nam(teoretycznie) łatwiej wink
      • verdana Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 10:22
        To nie jest tak, że jeśli nie wychowuję zawsze dzieci zgodnie z wszystkimi
        moimi poglądami (bo nigdy nie mam 100% pewnosci, ze się nie mylę), i jestem
        niewierząca, to oznacza, ze nie ma pewnych niewzruszonych zasad. Brak wiary w
        Boga nie oznacza całkowitego relatywizmu moralnego. Pewnych rzeczy nie toleruję
        i nie będę tolerować.
        Krzywdzenia innych osób - przede wszystkim. Nieuczciwości. Totalnej beztroski
        typu "jak mi się nie chce, to znaczy, że nie muszę". I pewnie paru innych
        spraw, ale teraz trudno byłoby mi je wyliczyć (teoretycznie właśnie jestem
        pogrążona w ciężkiej pracy).
        Ja może jestem niezbyt typowa, bo nigdy nie bałam się szczególnie tzw. "złego
        wpływu". To pewnie pycha..., ale zdawało mi się, że wpływ domu jest
        dostatecznie duży, żeby przewazyć te złe wpływy (trzecie dziecko zweryfikuje
        być może moje dobre samopoczucie). Nie protestowałam, gdy córka siedziała przez
        dwa lata w jednej ławce z narkomanem. Gdy syn przyjaźnił się z najwiekszymi
        chuliganami w klasie.
        Dla mnie o wiele wazniejsze jest nie to, co się dzieciom mówi, ale co się robi.
        Mogę wrzeszczeć na dziecko pięć razy dziennie, że w jego pokoju jest dziki
        bałagan, ale nie sądzę, bym nauczyła je porządku, skoro w moim pokoju jest
        bałagan nie mniejszy. Chcę coś osiągnąć - powinnam zacząć od siebie, inaczej
        nie da rady.
        Cały czas starałam się, aby nie być dla dzieci - hmmm, jak to wyrazić? - potezą
        moralnosci. Tzn. nie zrobię czegoś, bo mama będzie zła. Wolę, aby dziecko nie
        zrobiło czegoś, bo będzie mu wstyd. Teraz to nie jest modne, ale poczucie winy
        to dla mnie jednak bardzo pożyteczne uczucie, które warto dzieciom wpajać (byle
        nie nadmiernie).
        Nie uważamnp. za sukces, że dziecko nie ściaga pracy z Internetu, bo ja
        zabraniam. Sukcesem jest, jeśli nie ściąga, bo nie mogłoby podpisać cudzego
        tekstu własnym nazwiskiem.
        A samodzielne wybory, a przede wszystkim dyskusje - co jest dobre, co złe (a
        nie tylko mówienie to dobre, a to złe), prowadziłam z dzieckiem chyba od
        zawsze. I to uwazam za najlepsze - kiedy dziecko samo dojdzie do jakiegoś
        wniosku, a nie jest on narzucony. Oczywiście , nie zawsze się tak da zrobić.
        Problem zaczyna się, gdy wybory dziecka stoją w sprzeczności z moją moralnością
        lub moimi wyborami. I tu widzę problem - na pewne rzeczy zgodzić się oczywiście
        nie można. Tylko trzeba bardzo się zastanowić, jakie rzeczy są absolutnie
        niedopuszczalne, a jakie tylko nam się nie podobają. Nie ukrywam, ze dla mnie
        np. klęską wychowawczą byłoby, gdyby dziecko wybrało zawód, którego nie znosi,
        aby zarabiać dużą kasę. Ale czy wtedy mam prawo protestować? Chyba nie.
        Ja zachowuję kategoryczne zakazy na sytuacje ekstremalne. Nie wolno ćpać. Nie
        wolno znęcać się psychicznie nad innym dzieckiem.
        Tam, gdzie ostrych zakazów jest mało, szansa na ich przestrzeganie.
        błyskawicznie rośnie.
    • mader1 Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 10:14
      Wiecie co ?
      Jak będziemy rozmawiać tylko teoretycznie, to okaże się, że nie ma problemów wink
      Każdy uważa, że z dziećmi trzeba rozmawiać, pozwolić im popełnić błąd - ale
      bardzo często w bliżej nieokreślonej przyszłości dopiero wink a nie teraz. I w
      dużo mniej ważnej sprawie wink
      Może konkretniej będzie nam łatwiej ? Poniżej postaram się rzucić konkretne
      tematy, z życia - bogatego - moich dzieci i ich koleżanek, kuzynów itd
      • pawlinka Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 10:17
        O właśnie, konkrety...bardzo proszę.
        • verdana Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 10:27
          Konkrety?
          Hm... Jeden podałam w poprzedniej dyskusji.
          Mój najmłodszy przeżywał fazę zafascynowania pieniędzmi, uważał, ze pieniądze
          są najważniejsze. To akurat jest absolutnie sprzeczne z moimi poglądami. Kiedy
          po raz kolejny (miał 6-7 lat) zaczął mówić, ze chciałby, abyśmy więcej
          zarabiali, powiedziałam - dobrze.
          Przez tydzień siedziałam przy komputerze i pracowałam. Na wszelkie próby
          rozmowy, prośby o poczytanie, spacer itd odpowiadałam dziecku, że nie moge, bo
          zgodnie z jego życzeniem pracuję, a jak zapracuję pieniądze, to kupię mu to, co
          zechce.
          Po tygodniu dziecko się załamało. Błagało, żebym przestała, on już nic nie
          chce, tylko żebym miała czas. Od tego czasu kwestia pieniędzy i dóbr
          materialnych spadła na trzeci plan. Syn nauczył się, ze z dwóch wartosci -
          normalnego rodzinnego życia i pieniędzy, warto raczej postawić na to pierwsze.
          Chyba inaczej nie byłabym w stanie go przekonać, że "pieniądze szczęścia nie
          dają" (no, może w pewnym stopniu...).
      • mader1 5-7 latek/tka i koledzy 21.02.06, 10:30
        Wyobraźcie sobie taką sytuację.
        Wasze ukochane dziecko zaprzyjaźniło się z dzieckiem ze szkoły - przedszkola-
        sąsiedztwa. Mama jest taka sobie - wcale nie możecie się dogadać, nie wiadomo
        dlaczego. Wygląda na to, że nie ma czasu na dzieci. Tatę widziałyście
        przelotnie. Twój mały/ mała wydaje się być pod pantoflem kolegi/ koleżanki.
        Przychodzi do domu - opowiada jakieś niesamowite historie, które wyglądają na
        kłamstwa, wszystko, co zrobi kolega, jest świetne. A kolega popchnął innego
        chłopca - " bo mamo on się nas czepiał..."Gadali na lekcjach " bo pani taak
        nudzi". Zachowanie Twojego syna ulega pogorszeniu. Na drugi dzień pani mówi Ci,
        że kolega uderzył też Twojego syna. Jednak ten Ci o tym nie mówi...
        Wcześniej rozmawiałaś łagodnie, tłumaczyłaś trochę, ale delikatnie - hmmm...
        synek puszczał to mimo uszu.
        Wracasz z nim do domu, zastanawiasz się, jak poruszyć tę sprawę, a on: "
        Obiecałem Sławkowi, że go jutro zaproszę..."
        Co dalej... może byłyście w takiej sytuacji... Mówicie coś, czy czekacie na
        rozwój wypadków... w końcu nie kradną...
        • verdana Re: 5-7 latek/tka i koledzy 21.02.06, 10:35
          Ja przede wszystkim zaprosiłabym Sławka, zeby obejrzeć egzemplarz z bliska -
          jaki jest.
          A potem zastanowiła się, z punktu widzenia własnego dziecka - dlaczego tak
          imponuje mu dziecko, które na pierwszy rzut oka wygląda na antypatyczne. Jaka
          potrzebę dziecka zaspakaja. I co robić, by ta potrzeba została może zaspokojona
          w inny sposób.
          Opowiadałabym historie o dwóch zupełnie innych chłopcach w podobnej sytuacji i
          pytała, dlaczego słabszy godzi się na bicie i czy opowieści silniejszego
          chłopca są wiarygodne.
          Bo problem leży nie w przyjaźni tych dwóch chłopców, tylko w tym, ze temu
          słabszemu cos w tej przyjaźni odpowiada.
          • mader1 Re: 5-7 latek/tka i koledzy 21.02.06, 14:00
            Też bym zaprosiła. W ogóle raczej zapraszam, a im bardziej jestem ...
            zaintrygowana, tym bardziej chcę poznać egzemplarz.
            I... właśnie... w wyborach moich dzieci, bardziej z punktu widzenia rodzica
            interesuje mnie - dlaczego ono tak wybrało. Nie to, że nie doceniam wpływu
            środowiska, ale zastanawiam się - dlaczego to ta koleżanka, dlaczego ten
            kolega, dlaczego ten chłopak ? Czy to " wypadek przy pracy?" ( może się
            zdarzyć, że ono raz włąśnie tak wybrało, bo... pomyliło się,a teraz nie potrafi
            się wyplątać), czy jakaś reguła.
            Mój mąż... przerwałby coś natychmiast -"bo to do niczego dobrego nie prowadzi"
            Ja uważam, że bolesna nauczka pod kontrolą ( u małego dziecka) rodzica jest
            bardzo wartościowa. Może uchronić dorosłego przed zaplątaniem się w jakąś aferę.
            No dobrze... pociągnijmy dalej... jeżeli jednak odkryjemy, że nasze dziecko
            zawsze miało kolegę, który nim kierował, który był przywódcą. Tym razem tafił
            się "łobuziak" - to co ? Przyjmujemy, że taki jest, czy staramy się... jakoś go
            zmienić ?
            • verdana Re: 5-7 latek/tka i koledzy 21.02.06, 14:07
              Jak widać mamy takie samo zdanie. Ja boję się zbytniego wybierania kolegów, bo
              to oducza od własnych wyborów, czujności, ocen, a w dodatku moze się okazać, ze
              dziecko w ogóle zostanie samo - bo ja wolę grzeczne dziewczynki, a moja córka
              np. z dziewczynkami w ogóle nie potrafiła nawiązać kontaktu.
              Dla mnie powodem do niepokoju byłoby to, że moje dziecko stale się od kogoś
              uzależnia. Nawet jeśli to będzie ideał. To uważam za bardzo niebezpieczne - dla
              całego dalszego życia. Łobuziaka zostawiłabym w spokoju i zajęła się intensywną
              terapią psychologiczną własnego dziecka.
              • mader1 Re: 5-7 latek/tka i koledzy 21.02.06, 14:29
                bo ja często słyszałam w okolicy - " on dobry, ale koledzy...". Mamusia
                odczepiła syna od jednych kolegów. Natychmiast znalazł sobie podobnych... Za
                trzecim razem nie wytrzymałam... zapytałam: " Mało to ludzi wokół? Może
                wybrałby sobie kogoś innego ?" Kobieta do tej pory nie odzywa się do mnie.
      • kiwwinka Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 10:31
        problemy są, codzienniesmile
        konktet:

        12 latka- "mamo, mam chłopaka,powiedziałam mu że go kocham!"

        mama: "to jest Twój kolega, chłopaka jeszcze nie maszwink nie mów mu pierwsza że
        go kochasz bo nie będzie Cię szanował. musisz go dobrze poznać w wielu
        sytuacjach, za kilka lat będzie mógł być Twoim chłopakiem"

        12 latka: "mogę do niego zadzwonić?"

        mama : " poczekaj, mówiłaś że obiecał że on zadzwoni, przekonasz się czy mówił
        prawdę"
        przy okazji delikatne wtrącenie że prawdziwa, wielka miłość to i tak jest
        dopiero w narzeczeństwie więc jeszcze ma na to czaswink

        efekt: już mu nie mówi że go kocha narażając się na bolesny zawód i ośmieszenie
        tylko: "bardzo go lubię, ale to i tak mój chłopak!"

        mama:"ok, kochanie ale może się zdarzyć że to nie On będzie Twoim mężem, więc
        poobseruj go dobrze bo może kiedyś spotkasz jeszcze innego"

        12 latka: "na pewno będzie moim mężem! ale go poobserwuję i poczekam aż On
        pierwszy zadzwoni"

        uffff...tym razem jakoś poszłowink
        • verdana Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 10:48
          Przepraszam, ze się znowu Ciebie czepiam - ale gdzie tu jest samodzielny wybór
          dziecka? To postępowanie zgodne z Twoimi, może i słusznymi, wytycznymi.
          Co bys zrobiła, gdyby córka jednak zadzwoniła do kolegi?
          • kiwwinka Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 11:19
            poddaję się pod linczwink
            ale uważam że to był samodzielny wybór dziecka lekko przezemnie
            nakierowany,sugestia podziałała i Chwała Bogu!
            jakby zadzwoniła to by zadzwoniła, przecież jej nie zakazałam, wskazałam
            konsekwencje,przemyślała i podjęła decyzję
            (skąd ma wiedzieć że potem może spotkać się z docinkami jego koleg·ów gdy im się
            pochwali jak ona do niego wydzwania?)
            chciałaś konkret mojego działania w wychowywaniu dzieci
            nie narzucam im "nie zadzwoisz!oddaj komórkę!"
            "nie masz żadnego chłopaka! to niebiblijne!"

            jak by zadzwoniła a on ją zbył i ona by to przeżywała to bym ją potem mocno
            przytuliła a nie mówiłabym "a widzisz?mówiłam"

            ja to tak widzę, dzieci są jak małe fasolki, podlewamy, nawozimy, dbamy,
            chronimy przed piekącym słońcem i wiatrem póki są słabe, gdy wzbijają się coraz
            wyżej, podkładamy patyki żeby się nie przewrócimy aż uchwycą się samodzielne
            płotu i zaczną o własnych siłach rosnąć wzwyż.Dla każdego dziecka to może być
            inny wiek,my rodzice znamy je najlepiej.

            a co Ty byś zrobiła?
            wink
            • verdana Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 11:32
              Mniej-więcej to samo. Z pewnymi drobnymi zmianami.
              Po pierwsze nie mówiłabym, ze prawdziwa miłość przyjdzie dopiero w
              narzeczeństwie - to po prostu nieprawda. Może przykra, ale jednak. Staram sie
              dzieciom mówić zawsze prawdę, nawet niewygodną dla celów wychowawczych.
              I nie mówiłabym, ze chłopak przestanie ją szanować - bo tak wcale nie musi być.
              A powiedziałabym mniej więcej to samo, co Ty, ale w innej formie. "Wiesz,
              wydaje mi się, ze jak zadzwonisz, to po pierwsze - nie będziesz wiedziała, czy
              chłopakowi na Tobie zależy, po drugie - jak mu będziesz mówiła, ze go kochasz,
              to możesz znaleźć się w niezręcznej sytuacji - co będzie, jesli na przykład
              opowie komuś o tym, albo nie podziela Twoich uczuć? Zastanów się, czy nie
              lepiej byloby najpierw przyjrzeć się chłopcu, pogadać z nim, a potem dopiero
              mówić o uczuciach. Ja chyba tak bym zrobiła, ale to nie mój kolega i nie moja
              decyzja."
              To daje dziewczynie łatwiejszą możliwość manewru -np. jednak zadzwonienie do
              chłopaka, bez wchodzenia ze mną w kolizję.
              • kiwwinka Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 11:43
                ok,ale ja jej powiedziałam prawdęsmile
                zawsze staram sie mówić dzieciom prawdę
                prawdziwa miłość (dla mnie)jest dopiero w narzeczeństwie,gdy jest się już pewnym
                swoich uczuć i drugiej strony i chce sie je zapieczętować przed Bogiem i ludzmismile
                marzek2 wybacz że sie jeszcze inny temat wkradł...
                z tego też można zrobić osobny wątekwink

                verdano ale i tak podoba mi sie Twoja propozycja rozmowy z córkąsmile)
                • verdana Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 11:50
                  Nie wątpie, że w Twoim wypadku to jest prawda - ty tak czujesz.
                  Ale jednak ludzie kochają się szaleńczo i nie zawsze przypieczętowują to
                  ślubem. Naprawdę, znam wielu takich - i to także wierzących. Często to miłość
                  nieszczęśliwa, ale jednak miłość. Nie da się ukryć, że niezaleznie od
                  moralnych ocen istnieją wielkie miłosci pozamałżeńskie, nawet zdrada może być z
                  wielkiej miłości - do kogo innego.
                  Mozna też kogoś szaleńczo kochać bez wzajemności.
                • marzek2 Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 11:55
                  Kiwwinka, ja się nie gniewam absolutnie tylko cieszę, że się nam takie fajne i
                  ważne dyskusje tworzą smile
                  A odnośnie miłości -hmm też mam przemyślenia, ale może założysz nowy wątek? smile
                  Więcej dopiszę, jak przemyślę, na razie czytam z zapartym tchem. Mnie wychodzi
                  na to, że ja jeszdze w okresie ochronnym się znajduję, bo co powiem to dla
                  dzieci "święte".
                  Gdy moje córki rozmawiają o tym, za kogo wyjdą za mąż i młodsza zamyśla się i
                  mówi, że np z kolegę starszej z przedszkola (którego nota bene w ogóle nie znasmile
                  starsza ją natychmiast "ustawia"

                  "Mika, no coś ty! Przecież nie wiemy, czy Marcin kocha Pana Boga!" smile)
                  Ale to już zupełnie inny temat- więc proszę zakładać wątek!
            • magdalaena1977 Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 22.02.06, 06:39
              A czy bierzecie pod uwagę przekaz pozawerbalny ?
              Bo gdyby moja mama do mnie jako do nastolatki tak powiedziała ("No wiesz -
              uważam, że to chłopak jako pierwszy powinien zadzwonić, ale rób jak chcesz") z
              odpowiednią intonacją, to ja bym to odebrała jako "Nie zgadzam się".
              Albo "Bedzie mi bardzo przykro, jeśli ..."
              • verdana Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 22.02.06, 09:35
                Biorę... Niestety, to najtrudniejsze. Ale jesli mowi się z przekonaniem (dla
                mnie to rzeczywiscie jej sprawa, nie moja) to moze być. Moja córka w każdym
                razie potrafiła zrobić po swojemu. I bardzo dobrze.
        • mader1 Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 14:36
          O chłopakach... żeby to Wam skomplikować wink Okazuje się, że Ci " fajni"
          chłopcy, zwłaszcza młodzi, nie są wcale tacy śmiali. Oczywiście, nie zalecam
          dziewczynie, zwłaszcza swojej smile)), żeby się rzucała z zapewnieniami o miłości.
          Raczej zalecam ostrożność w użyciu tego słowa : oczarowanie, zakochanie,
          sympatia, kumpelstwo, przyjaźń - to też słowa o emocjach. Natomiast, jeżeli
          dziewczyna lubi chłopca a on jest nieśmiały, nie ma przeszkód , żeby zadzwoniła
          pierwsza wink Żle jest tylko, gdy często dzwoni pierwsza.Albo, gdy on nie
          oddzwania.
          • verdana Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 21.02.06, 15:32
            Jak obiecał, to powinien zadzwonić...
            Jak nie obiecał, to czemu nie. Jakbym nie zadzwoniła pierwsza, to jeszcze bym
            była panną.
    • anndelumester Wybory , dylematy 21.02.06, 12:15
      Wychodzi na to, ze jestem bardzo szcześliwa bo NA RAZIE wybory
      syna to:
      - czy Sindbad czy Olinek
      - czy rajstopy czerwone czy z pilkarzami itp. wink
      I chociarz czasami to co sobie wybiera rano
      do ubrania do przedszkola jest z punktu widzenia estetycznego no ...straszne
      kratki, paski, ciapki wink) ale jest autorskie. A na tym punkcie to moj m. ma
      prawie hopla - bo pamieta jak jego mama chciala mieć slicznego synka z
      wlsokami wyczesanymi na bok koszulce i sweterku w serek , co to sie nie brudzi,
      nie poci i w ogole smile))))
      Natomiast po prawie trzech latach obcowania z malym dzieckiem zastanawiam sie
      nad kupnem tv.
      Sczerze mówiąc my dorośli sie oduczyliśmy zupełnie i nie mamy takiej potrzeby,
      ja bylam przekonana, ze TV dziecku tylko szkodzi (i tak dalej uwazam)
      ale obserwacje dzieci - teraz juz 11-12 letnich pewnych znajomych, utwierdzily
      mnie w przekonaniu, ze brak pudła niczego mi nie rozwiąze, a tylko pogorszy
      sprawę - bo kwestia zasadnicza jest jak nauczyc , że to tylko rozrywka do
      wybiorczego ogladania a nie do buczenia non stop ???
      Natomiast mam sama problem z wyborem syna - z wyborem kolegi do bawienia.
      Trzylatek z naszego podworka jest milym chlopcem, troszke za bardzo " uizanym "
      imo, ale pozytywnym, moj syn go lubi, ale zajmująca sie nim babcia jest dla
      mnie niestrawna, a jej wypowiedzi nie dośc ze budza moją agresję,to normalnie
      mnie obrazają.

      I teraz pytanie jak wytlumaczyc synowi, ze generalnie z Misiem to on sie nie
      pobawi , bo jak widze kobiete to mam odruch spaceru w druga strone.
      • kiwwinka Re: Wybory , dylematy 21.02.06, 13:23
        anndelumester, może przedstaw Pani swoje bardzo różniące sie od jej zdanie na
        jakiś interesujący ją temat, które przekreśli Cię w jej oczach i sama zabroni
        swojemu 3 latkowi bawić się z Twoim?
        a Ty będziesz mieć problem z głowywink

        włąśnie przeczytałam to co napisałam i chyba to ...niezbyt chrześcijańskiewink
        więc tak serio, można przywitać się z Panią ładnie i usiąść na innej ławce,
        chociaż nie wiem czy to lepszy pomysł:p
        bo efektów tłumaczenia 3 latkowi że nie może pobawić się z kolegą nie widzę
        optymistyczniewink

        na pewno dziewczyny wymyslą coś mądrzejszegosmile
      • nulleczka Re: Wybory , dylematy 21.02.06, 13:45
        Życie sie składa z ciągłych wyborów, więc chyba warto przyzwyczajać dziecko do
        tego i uczyć, że z wyborami łączą się określone konsekwencje. Starałam się
        zawsze stosować zasadę ograniczonego wyboru, tzn. "które spodnie ubierasz - te
        brązowe czy niebieskie?", "myjemy sie teraz czy po dobranocce?" Daję przeważnie
        do wyboru dwie możliwości, które jestem w stanie zaakceptować. Dziecko ma wtedy
        poczucie, że jakoś tez decyduje o swoim życiu i że liczymy sie z jego zdaniem.
        Staram się nie decydowac za dzieci w sprawach, ktore uważam za błahe, ale
        równocześnie mówię stanowcze nie, gdy coś jest absolutnie niedopuszczalne.
        Myslę, że warto sobie ustalic jakąs taką hierarchie ważności spraw, żeby tego
        stanowczego "nie" nie było za wiele.
        A z konkretów, to na przykład taki:
        kupowaliśmy klapki na wczasy dla Madzi i moja córcia oczywiście upatrzyła sobie
        japonki w swoim ulubionym kolorze (jakby ktos nie wiedział, to informuje, że
        jest to kolor różowy Uff smile
        - Madziu, one będą cię gniotły, bedzie ci w nich niewygodnie - tłumaczyliśmy do
        spółki z tatą
        Cóż. Klapki nie dość, że były różowe, to jeszcze z motylkami, więc nasze
        argumenty kompletnie do Madzi nie trafiały. Uparła się i koniec. Więc
        postanowilismy jej ulec i kupiliśmy. Klapki oczywiscie trochę przeszkadzały,
        toteż Madzia po krótkim nacieszeniu sie kolorem tudzież motylkami, chciała je
        oddać do sklepu... Byliśmy chyba troche okrutni ( w każdym razie kilka razy
        zamierzałam zmięknąć)i nie wymieniliśmy na inne. Z początku ubierałam jej
        skarpetki i z czasem się przyzwyczaiła.
        Myślę, że dziecko uczy się tez wybierac patrząc na przykład rodziców, oglądając
        mądre bajeczki , czytając książki - ważne jest to, czym nasiąkają w
        dzieciństwie, bo to chyba w duzym stopniu będzie wpływać na ich późniejsze
        wybory.
        • magdalaena1977 Re: Wybory , dylematy 22.02.06, 06:36
          > Starałam się zawsze stosować zasadę ograniczonego wyboru,
          > tzn. "które spodnie ubierasz - te brązowe czy niebieskie?",

          Proszę Cię - nie mów tak do dziecka ! Jeśli sama chcesz robić błędy, to
          trudno, ale wypaczać małemu poprawnośc języka ? Brr
          • pawlinka Re: Wybory , dylematy 22.02.06, 13:21
            Przepraszam, ale zapytam, jak ma Nulleczka nie mówić?
            • anndelumester Re: Wybory , dylematy 22.02.06, 13:27
              pawlinka napisała:

              > Przepraszam, ale zapytam, jak ma Nulleczka nie mówić?

              ubierać ,
              przeciez nie ubiersza butow, bo w co?
              zakladasz ubranie, ubierasz się/ubierasz siebie/kogoś
          • pawlinka Re: Wybory , dylematy 22.02.06, 16:35
            Doceniam troskę, szczególnie w Roku Języka Polskiego,a także wczorajszego
            Święta Języka Ojczystegosmile))
            Jednakże zaręczam Tobie, że Nulleczka "nie wypacza małemu poprawnośc języka".
            Miałam zaszczyt poznać Madzię i Kubusia; każdemu życzę, aby tak dbał o kulturę
            swoich pociech, również kulturę słowa jak robi to Nulleczka.
            Proszę, nie pisz zatem tak: "Proszę Cię - nie mów tak do dziecka ! Jeśli sama
            chcesz robić błędy, to trudno, ale wypaczać małemu poprawnośc języka ? Brr". To
            przykre...
            • verdana Re: Wybory , dylematy 22.02.06, 16:47
              Nie mówiąc już o drobiazgu, że "wypaczać małemu poprawność języka" też
              szczególnie poprawne nie jest. Można wypaczać język, ewentualnie poprawność
              językową - ale nie poprawność języka. Jest to sformułowanie może nie tyle
              błędne, ile niezręczne stylistycznie.
              Moja znajoma polonistka az sie wzdrygnęła.
              • nulleczka Re: Wybory , dylematy 22.02.06, 17:10
                W Roku Języka Polskiego dziękuję wszystkim stającym w Jego i mojej obroniesmile)
            • magdalaena1977 Re: Wybory , dylematy 22.02.06, 22:24

              pawlinka napisała:

              > Proszę, nie pisz zatem tak: "Proszę Cię - nie mów tak do dziecka ! Jeśli sama
              > chcesz robić błędy, to trudno, ale wypaczać małemu poprawnośc języka ? Brr".
              To przykre...
              Dlaczego ?
              IMHO co innego pisać na forum bardziej kwieciście i beztrosko (tak jak ja
              piszę), a co innego używać totalnie niepoprawnych wyrażeń w rozmowie z małym
              dzieckiem. A autorka tej wypowiedzi powtórzyła ten błąd dwa razy w swoim poście.

              > Jednakże zaręczam Tobie, że Nulleczka "nie wypacza małemu poprawnośc języka".
              > Miałam zaszczyt poznać Madzię i Kubusia; każdemu życzę, aby tak dbał o kulturę
              > swoich pociech, również kulturę słowa jak robi to Nulleczka.
              Ja jej nie znam, a poprawność oceniałam po jednej wypowiedzi.
              • marzek2 Re: Wybory , dylematy 22.02.06, 23:14
                No cóż, ja codziennie pytam się moich dzieci - co chcesz dzisiaj ubrać...
                I - serio - nie wiedziałam, że to jest niepoprawna forma, po prostu się nad tym
                nie zastanawiałam...ale nie zamierzam przejmować się zbytnio tym, że "wypaczam
                dzieciom poprawność języka polskiego" smile Znaczy, postaram się, ale bez przesady smile

                ---
                Bezustannie ucz Ewangelii; w razie konieczności używaj słów. (Św. Franciszek z
                Asyżu)
                Wychowanie w wierze
                • pawlinka Marzek 23.02.06, 09:00
                  Profesor Rospond zwykł mawiać: "Język jest największym demokratą, większość w
                  jezyku ma zawsze racje". Zatem para pojęciowa: błąd-norma ma charakter
                  względny, na szczęście.
                  Nie przejmuj się, nawet poloniści mówią tak do swoich dziecismile))
                  • isma Re: Marzek 23.02.06, 09:24
                    Chi, chi, ja wprawdzie raczej mowie "ubrac sie w cos" (nigdy: "zalozyc"!), ale
                    jako zem krakuska, to "ubrac cos" tez mi sie czasem wymknie. A niby dyplom
                    ukonczenia filologii polskiej posiadam...
                    Zreszta juz tu pisalam, jak pewnien blad jezykowy skorygowal mi kiedys slubny
                    maz, dla ktorego polski nie jest nawet jezykiem ojczystym wink)).
              • nulleczka Re: Wybory , dylematy 23.02.06, 07:16
                Czy Ty zamierzasz występować na forum w roli cenzora i korektorki naszych
                błędów? Obawiam się, że możesz tym zniechęcić kilka osób tym bardziej, że
                robisz to w sposób złośliwy. Od poprawności językowej ważniejsza jest zwyczajna
                ludzka życzliwośćsmile
              • pawlinka Re: Wybory , dylematy 23.02.06, 08:57
                Zapytałaś mnie: "<To przykre...>Dlaczego?"
                Skoro zapytałaś, odpowiem. Nie chciałabym Ciebie urazić, ale wytykanie komuś
                błędów publicznie nie jest rzeczą elegancką. To tak, jakby list, który
                wysłaliśmy, wrócił do nas z podkreślonymi pomyłkami jezykowymi. Na czerwono!
                Posty pisane tutaj na forum są swojego rodzaju listami.
                Poprawiam uczniów na lekcjach, Nulleczka też to robi. Tutaj - nie, po prostu.
                Dlatego poprosiłam Ciebie, żebyś tego nie robiła.
                Pozdrawiam.
    • mader1 Re: Samodzielne wybory dziecka - jak, kiedy, dlac 06.02.07, 20:45
      a jak maturzysta w ostatniej klasie przestaje się uczyć - albo uczy znacząco
      mniej. Zajmuje się rozwojem towarzyskim, choć nic złego oprócz tej nauki się
      nie dzieje. Co byście zalecali - niech poniesie konsekwencje ? W końcu dorosły ?
      Czy zrzędzić i nakłaniać i straszyć ?
    • isma Opuszczanie gniazda 23.01.08, 08:34
      A w dzisiajszym Tygodniku Powszechnym jest bardzo fajny, cieply,
      wywazony artykul Bonowicza "Tata nie odpuszcza" - o tym, ze coraz
      czaesciej rodzice maja poczucie, iz "ktos im zabral ich dzieci".
      Bardzo trafne obserewacje, rowniez z praktyki rodzicielskiej.

      O tym, jak "wymykaja" sie dzieci juz w wieku wczesnoszkolnym, jak
      wplywa na samodzielnosc dzieci fakt posiadania wlasnych pieniedzy
      (!), o rozbiciu sojuszu wychowawczego miedzy rodzicami,
      nauczycielami i katechetami. I wyjatkowo wywazone nieopowiedzenie
      sie ani po stronie "wychowania przez niezabranianie" ani
      absolutyzacji wymagan i fizycznej agresji (ktore w ujeciu Wojtka sa
      w istocie przejawami teog samego - rodzicielskiej bezradnosci i
      nieumiejetnosci budowania relacji).

      Do tego wywiad z socjologiem, o tym, jak poleskie dzieci
      sie "gniezdza", buntujac sie przeciw rodzicom jednoczesnie potrafia
      na nich gleboko w doroslosc pasozytowac.

      Nie ma w sieci, niestety.
      • mader1 Re: Opuszczanie gniazda 23.01.08, 19:52
        dzięki serdeczne, bo wiesz... ja w temacie jestem wink
        moja 17 latka powoli się " wyprowadza". co nie oznacza, że nie
        zamierza z nami mieszkać, bądź zamierza wyjść za mąż...
        Po prostu oprócz zajęć dodatkowych, które zawsze miała, szaleje
        społecznie... Bardzo Jej na tym zależy, wie,że gdyby miała złe
        stopnie, zaczęlibyśmy z Nią dyskutować... A Oan szalenie jest
        niezalezna, nie lubi " kazań", poważnych dyskusji, w których musi
        przyznać nam racje... Natomiast lubi niezależność smile)))
        Uczy się więc tak, żebyśmy nie mieli argumentów smile))))
        nie przypuszczałąm nawet, że będzie się angażowała w tak wiele
        przedsiewzięć...
      • isma Na razie fragment: 25.01.08, 11:30
        tygodnik.onet.pl/1547,1464706,dzial.html
Inne wątki na temat:
Pełna wersja