Czy łatwo być szczęśliwym ?

27.02.06, 09:40
Muszę przyznać, że myśląc o wątku dotyczącym poczucia wartości naszych
dzieci, zastanawiłam się nad ich szczęściem. Czy łatwo im być szczęśliwymi ?
Czy łatwiej niż nam kiedyś ? Czy teraz nasze dzieciństwo widzimy jako
szczęśliwe, a kiedyś, jak było ? Czy potrafimy im pokazać, jak być
szczęśliwymi ? Czy widzą nas szczęśliwych - i jak to na nich wpływa ?
Czy chwilowy brak zadowolenia ze swojego wyglądu,krytyczne spojrzenie na
siebie i swoje poczynania, ułatwiają to, czy wręcz przeciwnie ?
Czy są szczęśliwe , gdy widzą akceptację w oczach rówieśników?
Czy są szczęśliwe, gdy dosięgają swoich marzeń ?
Czy są niezaspokojone, ciągle i ciągle chcą czegoś nowego ?
Czy mówią o Bogu w tych kategoriach - czy potrzebny im do szczęścia teraz ?
Czy my im wystarczamy, nasza miłość i do kiedy tak jest ?
Tyle pytań...
    • mama_kasia Re: Czy łatwo być szczęśliwym ? 27.02.06, 16:18
      Mader, czytam i myślę na razie. Czasu mi brakuje na odpowiedź.
      Potem, dobrze?
    • tres_ka Re: Czy łatwo być szczęśliwym ? 28.02.06, 10:23
      Ja mam takie obserwacje: każde dziecko jest inne. Dużo zależy od charakteru. Mam
      dwóch chłopców i są po prostu różni. Jeden jest wiecznie zadowolony, tańczy,
      podśpiewuje sobie, budzi się z uśmiechem, niczym /prawie/ nie przejmuje się. Jak
      sie przewróci to wstaje i mówi: "nic nię nie stało". Jest radosny i zadowolony.
      Drugi - odwrotnie. Wszystkim się przejmuje. Jak mu coś nie wyjdzie, to sie
      martwi, płacze. Niełatwo go pocieszyć. Jest poważniejszy i bardziej wrażliwy.
      Ale gdy osiągnie coś, jest bardzo szczęśliwy.


      "Czy potrafimy im pokazać, jak być
      szczęśliwymi ?" muszę nad tym popracować.

      "Czy widzą nas szczęśliwych - i jak to na nich wpływa ?" - myślę, że wpływa, ale
      nie od razu i nie do końca. Ogólnie - tak.
    • mader1 Re: Kiedyś 28.02.06, 10:42
      Kiedyś rozmawiałam z takim księdzem. Staruszkiem, profesorem. Powiedział do
      mnie - jakich ja miałem dobrych rodziców... I opowiedział o wojnie, bombach.
      Zniszczyło im dom, potem drugi. W brzuchach im burczało. Mama gotowała jakąś
      mąkę z wodą. Siedzieli w dziwnych miejscach, w nie swoich mieszkaniach... "Jacy
      oni byli radośni... Jakie oni mieli poczucie humoru..."
      Hmmm, bardzo głupio się poczuła wtedy, muszę przyznać.
      Ciekawe czy tacy byli naprawdę ? Czy... to było naturalne, czy musieli bardzo
      się wystarać o tę swoją radość.
      Pamiętacie tę piękną pieśń Kochanowskiego, w której napisał, że czyste sumienie
      " sumienie prawe" zapewnia to szczęście ? Wydaje mi się, że jest to baza, ale
      szczęście, takie ludzkie zwyczajne, upajające szczęście to jeszcze coś innego.
      • pawlinka Re: Kiedyś 28.02.06, 11:40
        "Czy... to było naturalne, czy musieli bardzo się wystarać o tę swoją radość."
        Moim zdaniem było. Do wojny też się można przyzwyczaić i żyć w miarę normalnie.
        Może ta pogoda ducha była im wrodzona? Może była formą obrony przed koszmarem,
        tak jak w filmie "Życie jest piękne" Benigniego.
        Mówisz, że opowiada o tym staruszek. Zatem wspomnienia zostały przefiltrowane.
        Ostały się te najważniejsze i najpiękniejsze.

        "Wydaje mi się, że jest to baza, ale szczęście, takie ludzkie zwyczajne,
        upajające szczęście to jeszcze coś innego".
        Właśnie. Szczęście nie wydaje mi się tożsame z radością, ciągłym optymizmem.
        Bardziej z przyjęciem życia jakim jest, ze zgodą na siebie i swoje życie.

        Czy dzieci można tego nauczyć? Może dając im dobre wspomnienia? One same muszą
        siebie odkryć. Tak myślę.

        Pozdrawiam przedwiosennie (jak ja lubię ten czas! Pomimo mojego kataru i
        końcówki ospy mojej córeczki, mimo wszystko ślicznej!)
Pełna wersja