mader1
06.03.06, 14:01
Mamy te swoje rodziny. Jesteśmy za nie odpowiedzialni. I przychodzą, zupełnie
spontaniczne odruchy dobra - dzielenia się. Czasem pieniędzmi albo wiedzą
albo czasem... Bywa ( Wam pewnie też się to zdarzyło), ze ktoś nabierze,
wykorzysta. Przyznaję, że mam wtedy wyrzuty sumienia wobec swojej rodziny czy
wprost - dzieci. Taka płytka jest granica między dobrem a naiwnością. Tak
trudno ocenić czy jakieś działanie jest jeszcze roztropne, czy już naraża
rodzinę na wymierne straty.
Wyobraźcie sobie męża ( żeby było łatwiej), ten mąż ma kolegę. Kolega
właściwie co chwilę potrzebuje pomocy w pracy - bo coś mu się zdarza, co
wprowadza go w nieustanne doły, nie wierzy w siebie itd. Miły człowiek. Ale
ten hipotetyczny mąż przychodzi później z pracy, jest bardzo zmęczony, bo
ciężej pracuje... Krzyknie na dziecko, bo nie ma już cierpliwości i siły...
Mówią o nim " dobry człowiek" - dobry, bo pomaga, współczuje. A żona myśli -
ciągle rozdrażniony, zmęczony, niewyspany.
Jak ustalić granicę ?