Boze moj, Boze moj ...

11.04.06, 20:44
Witajcie,

jak chyba wszyscy wiemy, Jezus wypowiedzial na krzyzu ogolnie mowiac
siedem "zdan", lub siedem zwrotow. Jednym z nich byly znamienne slowa, ktore
Ewangelisci piszacy z zasady po grecku oddali jednak w jezyku aramejskim i od
razu tez przetlumaczyli.
Mat. 27:46
"... Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boze mój, Boze mój, czemus mnie
opuscil?"(BW)

Jak tlumaczycie te slowa Waszym dzieciom? Jak tlumaczycie te slowa innym
wspolbracia? Jak tlumaczycie je sobie?
Co czul wtedy Jezus, kiedy wypowiadal te slowa? Czy chodzilo tutaj tylko
o "odczucie" Jezusa, czy tez o "rzeczywistosc" czyli o faktyczne zerwanie
lacznosci pomiedzy Ojcem a Synem?
Czy Wy tez mileliscie w zyciu taka chwile?

Pozdrawiam Anton
    • marzek2 Re: Boze moj, Boze moj ... 11.04.06, 20:52
      A jak Ty rozumiesz te słowa, Anton? Tak z ciekawości pytam...
      • anton1 Re: Boze moj, Boze moj ... 15.04.06, 22:26
        marzek2 napisała:

        > A jak Ty rozumiesz te słowa, Anton? Tak z ciekawości pytam...

        Witaj Marzek,


        Jakie jest moje zdanie?

        Kiedy Adam zgrzeszyl, Boska sprawiedliwosc nie mogla miec z nim wiecej
        spolecznosci. Bog wydal na Adama wyrok i wygnal go z ogrodu. Milosc Boza
        szukala jedank ciagle kontaktu z czlowiekiem. Bylo wiele jej objawow.
        Najwiekszym jedank jej objawem bylo danie w ofierze za Adama i za jego
        potomstwo swego Syna. „Slowo stalo sie cialem”. Jezus narodzil sie z Marii i
        jako czlonek rodziny ludzkiej, krew z krwi i cialo z ciala, zamieszkal miedzy
        nami.
        Jako doskonaly czlowiek i jako doskonaly Zyd wypelnil Boskie prawo doskonale,
        bez uszczerbku i moglby skorzystac z nagrody, jaka oferowalo Przymierze Zakonu,
        zycie wieczne. Jezus jednak ofiarowal dobrowolnie swe prawa na korzysc rodzaju
        ludzkiego. W czasie jego pobytu na tej ziemi doznawal jako czlowiek wielorakich
        cierpien. Oprocz podrozowania, pragnienia, glodu, zmeczenia itp. bardzo wiele
        glosil i uzdrawial. Z pewnoscia bylo to wyczerpujace dla niego. Doznawal tez
        wielu przeciwnosci ze strony swoich wrogow, byl przesladowany. Rowniez doznawal
        Jezus jako czlowiek wielkiego smutku umyslowego w wielorakich sytuacjach, np.
        zaplakal przy smierci przyjaciela Lazarza, czy tez zaplakal nad losem
        Jeruzalem. Bardzo wielkich przezyc doznal w Getsemane oraz w nastepnych ok. 14
        godzinach jego zycia, ktore dobiegalo konca. Doswiadczenia Getsemane stanowia
        inny rodzaj doswiadczen, ktore rowniez nie byly lekkie.
        Jak tego dowodza Iz. 53:3-11, Ps. 22:2-19 oraz cztery Ewangelie smutek ten byl
        odczuwany przez czlowieka Jezusa glownie w tych ostatnich chwilach zycia.
        Jednak punkt kulminacyjny Jego smutku jako istoty ludzkiej byl moim zdaniem
        przez Niego przezywany wtedy, gdy poczul opuszczenie przez swego Boga i gdy
        wlasnie wyrazil swoj zal slowami: „Boze moj, Boze moj, czemus mnie opuscil?"
        (Ps. 22:2; Mat. 27:46 itp.). Niektorzy uwazaja te okolicznosc za tajemnice i
        mowia, ze Bog opuszcza Boga. Tak, rzeczywiscie, takie rozumowanie jest i
        pozostanie tajemnica. Pozostanie ono dla niektorych tajemnica tak dlugo, az Bog
        im to objawi, teraz albo pozniej w czasie jego Krolestwa.
        Okolicznosc ta mozna jednak wyjasnic, kiedy zrozumie sie min. cel ofiary
        Jezusa. W tej krytycznej chwili czlowiek Jezus wola do swego Boga. On nie wola
        do siebie samego, on nie opuszcza siebie samego, on wola do kogos innego, on
        zostaje opuszczony przyz kogos innego, on wola do innej istoty i osoby, on
        zostaje opuszczony przez inna istote i osobe, on wola do swego Boga, on zostaje
        opuszczony przez swego Boga.

        Adam byl czlowiekiem z krwi i kosci. Ofiara okupowy, jezeli miala byc zlozony i
        jezeli miala wykupic Adama, wymagala tej samej wartosci, tej samej ceny. Jezus
        stal sie takim rownowaznikiem, stal sie doskonalym czlowiekiem, z krwi i kosci,
        i w ten sposob mogl zlozyc taka ofiare, ktora zadowolilaby Boska
        sprawiedliwosc. „Oko za oko ... zycie za zycie” brzmiala ta regula. Cos za malo
        nie zadowoliloby Boskiej sprawiedliwosci, cos za duzo, byloby czyms za duzo,
        byloby niepotrzebne.
        Jezus stajac sie jako czlowiek zastepca Adama, musial przejsc rowniez kazdy
        element kary, jakiej doswiadczyl sam Adam. Jednym z tych elementow bylo wlasnie
        opuszczenie przez Boga, czego musial doswiadczyc Adam za swoj grzech, jako
        przeciwienstwa spolecznosci z Bogiem, ktora cieszyl sie, zanim zgrzeszyl.
        Dlatego Czlowiek Chrystus Jezus, biorac na siebie kare Adama, musial nie tylko
        doswiadczyc smierci, ale takze przejsc przez doswiadczenie opuszczenia przez go
        przez Boga, czego Jezus doswiadczyl wlasnie na krzyzu, jako czesc z Jego
        kielicha niedoli.

        Ps. 22 bardzo ciekawie opisuje krok po kroku odczucia czlowieczenstwa Jezus na
        krzyzu. Mial on jeszcze przez jakis czas „nadzieje”, ze zostanie wyzwolony, a
        przed sama godz. pietnasta (biblijna godz. dziewiata) czul jeszcze caly czas
        spolecznosc ze swoim Bogiem.
        Jednak o godzinie dziewiatej, czujac nieuchronnosc bliskiej smierci i to, ze
        jako istota ludzka byl juz prawie martwy, wiedzial, ze nie zatrzyma ludzkiego
        zycia dla siebie jako nagrody za zachowanie prawa naturalnego i prawa
        Mojzeszowego. Tak rozumujac doszedl do wniosku, ze jako istota ludzka
        najwyrazniej zostal opuszczony przez Boga. Bylo to tez prawda. Zamiast tego, co
        dawal zakon za jego wypelnienie, czyli szczescia, pochwaly, zaszczytu,
        aprobaty, nagrod i zycia wiecznego, on doznal przciwnosci, czyli nieszczescia,
        dezaprobaty, pochanbienia i wyklecia z pod prawa. Zostal ukrzyzowany w goroni
        lotrow, zostal umeczony za murami miasta. „Przeklety kazdy, ktory zawisl na
        drzewie” Gal. 3:13.
        Tak to bylo prawda. Na Adamie i na jego potomstwie ciazylo przeklenstwo. Jezeli
        Adam i jego potomstwo mialo byc z niego wyzwolone, ktos inny musial je przejac
        na siebie. Tego dokonal Jezus.

        Ale to opuszczenie napelnilo Jezusa, ktrory zawsze do tej pory radowal
        sie „usmiechem” Ojca, najglebszym zalem, jaki mogla przezywac istota ludzka,
        doskonala, bezgrzeszna istota ludzka. Ta mysl wlasnie wprowadzila moim zdaniem
        Jezusa w stan najglebszej konsternacji, prawie rozpaczy, poniewaz nie mogl on
        zrozumiec, dlaczego jego Bog go opuscil, skoro bylo bez grzechu, ten Bog z
        ktorym przez caly czas mial kontakt przez modlitwe, ten Bog, ktorego woli
        zawsze szukal. Stad ten pelen zalu okrzyk: Boze moj, Boze moj, czemus mnie
        opuscił? Niewypowiedziany smutek opuszczenia przez Boga byl, jak sie zdaje,
        najbardziej gorzkim lykiem z kielicha niedoli, jaki pil czlowiek, Jezus
        Chrystus.

        Kiedy po chwili lacznosc jednak zostala ponownie przywrocona, zostal upewniony
        o pozytywnym koncu swojej misji, dlatego tez mogl wypowiedziec slowa „wykonalo
        sie” jak i rowniez „Ojcze, w rece twoje polecam ducha mego”.

        Tak jak Jezus rzeczywiscie sie narodzil, rzeczywiscie tez chodzil po tej ziemi,
        tak tez i rzeczywiscie umarl. Nie byla to pozorna smierc. Nie bylo to smierc na
        niby. On zyl tutaj, a pozniej przestal zyc, umarl. Ale na szczescie jego Bog
        wzbudzil go z martwych po pewnym czasie. Takze jego zmartwychwstanie nie bylo
        tylko pozornym. Bylo ono rzeczywiste. Od tego czasu Jezus znow jest wsroc
        zyjacych. Zyl, byl martwy, a teraz znow zyje.
        Hallelujah!!!

        Pozdrawiam Anton

        Ps. Co do niektorych „tajemnic” Pawel napisal kiedys tak:
        Efez. 3:4
        „Czytajac to, mozecie zrozumiec moje pojmowanie tajemnicy Chrystusowej” (BW)
    • mama_kasia Re: Boze moj, Boze moj ... 11.04.06, 21:29
      Dla mnie odkryciem był pslam 22, który zaczyna się
      od tych słów. To ten psalm zaczął odmawiać Jezus na krzyżu.
      Zapowiada on mękę Jezusa. Zakończenie natomiast jest
      wychwalaniem Boga, mimo niezbyt optymistycznego początku.

      Chwalcie Pana wy, co się Go boicie,
      sławcie Go, całe potomstwo Jakuba;
      bójcie się Go, całe potomstwo Izraela!
      25 Bo On nie wzgardził ani się nie brzydził nędzą biedaka,
      ani nie ukrył przed nim swojego oblicza
      i wysłuchał go, kiedy ten zawołał do Niego».
      26 Dzięki Tobie moja pieśń pochwalna płynie w wielkim zgromadzeniu.
      Śluby me wypełnię wobec bojących się Jego12.
      27 Ubodzy13 będą jedli i nasycą się,
      chwalić będą Pana ci, którzy Go szukają.
      «Niech serca ich żyją na wieki»13.
      28 14 Przypomną sobie i wrócą
      do Pana wszystkie krańce ziemi;
      i oddadzą Mu pokłon
      wszystkie szczepy pogańskie,
      29 bo władza królewska należy do Pana
      i On panuje nad narodami.
      • sion2 Re: Boze moj, Boze moj ... 11.04.06, 22:04
        Te słowa przejmują do głębi. "kiedy Bóg opuścił Boga" jak ktoś gdzies pisał...
        chyba ks. Twardowski.

        Dla mnie są wyrazem głebokiej pokory Boga-Człowieka, który "nie skorzystał ze
        sposobności aby na równi być z Bogiem, a w tym co zewnętrzne uznany tylko za
        człowieka..." - cytuję z pamięci, sorry za bład jeśli jest.
        W każdym razie te dwa cytaty dla mnie łączą się. Bóg stał się człowiekiem i
        zszedł aż do dna ludzkiej nędzy, aż po smierć, trwogę i opuszczenie. Wziął na
        siebie wszystkie nasze grzechy, stał się grzechem w oczach Ojca.... dlatego może
        przeżył własnie opuszczenie, dno, zanurzył się w śmierć - jako nasza nieprzyjaźń
        z Bogiem przez grzech - aby zadać jej smierć.
        Te słowa są dla mnie dowodem prawdziwego człowieczenstwa Jezusa, że nic nie było
        Mu oszczędzone, że Bóg przyjał na siebie cierpienie najgorsze i najwieksze:
        poczucie opuszczenia. Ale Jezus się skarży a nie poddaje rozpaczy bo przeciez
        woła potem "... w ręce twoje powierzam ducha mego".

        Podsumowując te słowa są dla mnie przjawem najgłebszej tajemnicy zbawienia: że
        Bóg mógł stać się człowiekiem, że Bóg mógł opuścic Boga, że Bóg tak bardzo
        ponizył się że przyjał śmierć z ręki swtorzenia (oczywiście śmierć ludzkiej
        natury, nie boskiej).... aby to stworzenie ocalić. Że ludzka natura została tak
        uwielbiona w Synu Bozym.
        Zachwycam się że Bóg jest tak szalony w miłości do mnie. I wiem ze nigdy nie
        będę miała prawa powiedzieć "czy ty wiesz co na mnie zesłałeś?!" bo On wie, bo
        sam przez wszystko przeszedł...
        • marzek2 Re: Boze moj, Boze moj ... 11.04.06, 22:13
          Sion, nic dodać, nic ująć. Widzę to tak samo.
        • mamalgosia "kiedy Bóg opuścił Boga" 12.04.06, 11:03
          mnie się raczej ten cytat kojarzy z Andrzejem Madejem, pogrzebię jeszcze
          • mamalgosia Re: "kiedy Bóg opuścił Boga" 12.04.06, 11:05
            eeeh, źle mi się kojarzyło, Madej to "Ciche psalmy" (notabene piękny tomik).
            Sion miałą rację jak zwykle - Twardowski jak najbardziej
      • mader1 Re: Boze moj, Boze moj ... 11.04.06, 23:36
        dziękuję mamo_kasiu za ten psalm.
    • otryt Re: Boze moj, Boze moj ... 12.04.06, 09:37
      Słowa, które cytujesz są dla mnie dowodem na człowieczeństwo Jezusa, któremu
      żadne z doświadczeń ludzkich nie zostało oszczędzone. Osamotnienie w obliczu
      śmierci jest doświadczeniem każdego umierającego, nawet jeśli są w pobliżu
      najbliżsi. Pojawiały się i pojawiają opinie poddające w wątpliwość
      człowieczeństwo Chrystusa. Słowa z krzyża temu przeczą. Są jeszcze inne słowa,
      które mnie przejmują do głębi, a które również najmocniej mówią o tym, że
      Chrystus był człowiekiem, jak każdy z nas.

      "Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz
      Twoja niech się stanie!"

      Jezus nie chce cierpieć, jednak poddaje się woli Ojca. Daje nam przykład, jak
      podchodzić do cierpienia. Nie szuka cierpienia, nie prosi o nie, nie dziękuje,
      nie mówi o słodkim krzyżu i słodkich gwoździach. W niektórych modlitwach i
      pieśniach, które stworzyli ludzie, te elementy jednak występują. Ludzie lubią
      przesadzać. Trochę rozumiem judaizm, który zupełnie inaczej do tego podchodzi.
      Rozumiem także, że krzyż otworzył drogę do zbawienia, jednak nie był on słodki.
      Ludzie zachwycali się filmem "Pasja". Dla mnie był to bardzo bolesny film.
      Każdy cios zadany Chrytusowi sam odczuwałem w jakiś sposób. Po wyjściu z kina
      straszliwie bolała mnie głowa i byłem niesamowicie rozbity wewnętrznie. Prawie
      nigdy nie miewam bóli głowy. Są piękne pieśni wielkopostne. Jest Requiem,
      Stabat Mater. W wykonaniu renomowanych chórów i orkiestr budzą mój zachwyt i
      zadumę. Są jednak także pieśni w radosnej, słodkiej tonacji. Tego ostatniego
      nie rozumiem. Pozdrawiam.
      • izzunia1 Szczesliwa wina... 12.04.06, 15:28
        "Slodkie gwozdzie" to chyba jedynie podkreslenie elementu zbawczego
        ukrzyzowania, o czym chyba my katolicy lubimy zapominac. Dlatego tez w
        exultecie w Wigilie Paschalna ksiadz spiewa "Szczesliwa wina..." - co tez moze
        brzmiec dziwnie, prawda?
        • otryt Re: Szczesliwa wina... 13.04.06, 00:39
          "Może podejmę post od gniewu? Przyjmę napięcie związane z faktem, że zdarzenia
          toczą się nie tak, jak pragnąłbym i ludzie zachowują się inaczej niż ja
          życzyłbym sobie? Może najciekawsze jest to, co jest?

          Może podejmę post od narzekania? Może to tylko moja choroba naśladowania
          zachowań ludzi, którzy z nieznanych mi przyczyn, nie zachowali nadziei?

          Może podejmę post od osądzania innych? Może to nie najlepszy sposób na
          wyodrębnianie się, wywyższanie się? A po co mi naprawdę wywyższanie się?
          Czyżbym nie wierzył, że Bóg obdarzył mnie i każdego innego człowieka Łaską —
          swoją miłością i pragnie naszej różnorodności?

          Może podejmę post od upadania na duchu, od smutku, uczucia żalu do innych,
          goryczy? Może to tylko fatalna moda osób uzależnionych od wygody, komfortu i
          przyjemności? Może to tylko wymówka przed podjęciem jeszcze bardziej oddanej
          najbliższym pracy, ucieczka przed trudem i „ryzykiem” zawierzenia Bogu w
          rozwiązania Boskie?

          Może to dzięki moim słabościom i trudom życia przylegam tak serdecznie do Pana
          Życia i Śmierci?"

          Te słowa Jerzego Binkowskiego mówiące o szczęśliwej winie znalazłem w sieci. W
          to, że ukrzyżowanie przyniosło zbawienie chyba nikt nie wątpi. To podstawa
          wiary. Kto mi wytłumaczy, że gwoździe mogą być słodkie? Że te słowa pieśni mają
          sens?

          • izzunia1 Re: Szczesliwa wina... 13.04.06, 05:31
            Te slowa, ktore cytujesz ladne, ale nie bardzo lacza mi sie ze szczesliwa wina :
            "Szczesliwa wina, skoro ja zgladzil tak wielki Odkupiciel"...
            Moj grzech, ktory jest czyms tak wstretnym moze byc nazwany "szczesliwa wina"
            przez osobe Tego, ktory wzial go na siebie.
            Gwozdzie, ktore zostaly uzyte to tak okropnych cierpien moga zostac
            nazwane "slodkimi" przez Osobe, ktora zostala nimi krzyzowana...

            Tak ja to rozumiem, choc nie twierdze, ze jedynie slusznie smile
            • otryt Słodkie gwoździe 13.04.06, 08:43
              >"Szczesliwa wina, skoro ja zgladzil tak wielki Odkupiciel"...

              Zgadzam się z tym.

              >Gwozdzie, ktore zostaly uzyte to tak okropnych cierpien moga zostac
              >nazwane "slodkimi" przez Osobe, ktora zostala nimi krzyzowana...

              Czy miałby ktoś z nas odwagę powiedzieć osobie cierpiącej, że słodkie jest jej
              cierpienie? Nawet wtedy, gdy osoba cierpiąca i ja wierzymy w zmartwychwstanie.
              Może lepiej ulżyć komuś w niesieniu krzyża? Jedni drugich brzemiona noście.
              Trudno mi śpiewać, coś czego nie rozumiem. Wszyscy śpiewają, znaczy rozumieją.
              Chrystus nigdy nie nazwał swojego cierpienia słodkim, mówił o kielichu.
              Pozdrawiam.
              • anton1 Re: Słodkie gwoździe 16.04.06, 13:45
                otryt napisał:

                > >"Szczesliwa wina, skoro ja zgladzil tak wielki Odkupiciel"...
                >
                > Zgadzam się z tym.
                >
                > >Gwozdzie, ktore zostaly uzyte to tak okropnych cierpien moga zostac
                > >nazwane "slodkimi" przez Osobe, ktora zostala nimi krzyzowana...
                >
                > Czy miałby ktoś z nas odwagę powiedzieć osobie cierpiącej, że słodkie jest
                jej
                > cierpienie? Nawet wtedy, gdy osoba cierpiąca i ja wierzymy w
                zmartwychwstanie.
                > Może lepiej ulżyć komuś w niesieniu krzyża? Jedni drugich brzemiona noście.
                > Trudno mi śpiewać, coś czego nie rozumiem. Wszyscy śpiewają, znaczy
                rozumieją.
                > Chrystus nigdy nie nazwał swojego cierpienia słodkim, mówił o kielichu.

                Rzym. 12:15
                15. Weselcie sie z weselacymi sie, placzcie z placzacymi.(BW)

                Izraelici, kiedy spozywali Baranka Paschalnego, spozywali go razem z przesnym
                chlebem i z g o r z k i m i ziolami. Gorzki byl ten "kielich", ktory pil
                nasz Pan. On prosil zreszta swego Ojca od ewent. odsuniecie tego kielicha. On
                nie prosil przy tam o to, aby nie musial umierac, ale o sposob w jaki on
                umieral. Niesprawiedliwie sadzony, oskarzany, policzkowany, opluwany,
                wysmiewany, wyszydzany, wybiczowany, z lotrami ukrzyzowany za murami miasta,
                wyklety z pod prawa, napojony octem, opuszczony przez swego Boga. Byl to
                doprawdy gorzki kielich.
                Takiego rodzaju owocu nasz Pan juz nie bedzie pil, tak jak to mowil do uczni.
                Kielich Krolestwa jest slodi i blogi.

                Pozdrawiam Anton

                Ps. Pamiatka smierci Jezus napawa mnie osobiscie glebokim smutkiem i zalem, jak
                rowniez wielkim wyrazem uznania dla tego, ktory zgodzil sie poniesc moje
                przewinienia, jako potomka Adamowego. Owszem, ofiara ta ma blogoslawione skutki
                i korzysci dla rodzaju ludzkiego. Mozem sie wiec w pewnym stopniu z niej
                radowac, ale fakt pozostaje faktem, ze ofiara ta zlozona zostala w straszliwych
                warunkach, ktorych sobie czesto nie mozemy wyobrazic.
Pełna wersja