zakopane talenty?

19.05.06, 13:05
prześladuje mnie taki wiersz:

Aby jeszcze kiedyś
był czas.
Czas,
by powierzonych
talentów
nie zakopać
- na zawsze.

Mam wrażenie, że jestem jak ten człowiek co dostał jeden talent, dobrze go
schował a potem kiepsko na tym wyszedł.
Tylko, że ja mam problem ze znalezieniem tego talentu w sobie, nie mówic już
o jego pomnożeniu.
Jak wy to (sprawę talentów) rozumiecie i jak sobie z tym radzicie?

m.

PS Autorem wiersza jest nieżyjący już ks J.Urbanek. Pamiętam, ża jak byłam
dzieckiem pracował w nazej parafii, juz jako osoba dorosła natknęłam się na
tomik jego wierszy, którymi lubię się modlić bo jakos tak w prosty sposób
wyrażaja to czego nie umiem własnymi słowami:

Który Jesteś
Który Jesteś
Drogą
i Prawdą,
przez umysłu,
mego serca,
i ciała
bezdroża
Przeprowadź mnie bezpiecznie.

Nadzieja
Jeżeli już nie mogę
wznieść się
na wyżyny,
gdyż brzemię
"wczoraj"
zbyt przytłacza
barki,
to pozwól, Panie
wejść
choć na pagórki,
gdzie bardziej
jest widoczny
horyzont możliwości,
na dziś
i na jutro.
    • maadzik3 Re: zakopane talenty? 19.05.06, 14:38
      Poprzedni pastor nie zyje juz co najmniej 10 lat, a ja wciaz mam w uszach jego
      kazanie o talentach (a mial wspaniale kazania). I tez czesto wydaje mi sie ze
      ich w sobie nie mam. Ta przypowiesc jednak laczy sie dla mnie ze zdaniem "Po
      owocach ich poznacie". Jakie owoce przyniose? Jakie talenty rozmnoze/ zakopie?
      To czesty temat moich osobistych rozwazan i modlitw i problem bardzo mi bliski -
      nie ma latwych odpowiedzi, ale swietnie rozumiem Twoj dylemat.
      Magda
    • mader1 Re: zakopane talenty? 21.05.06, 22:56
      gzieś nam między następnymi klapsami umknął ten temat.
      A wart jest choćy zastanowienia się. Co to znaczy pomnażać talenty ? Czy musimy
      widzieć efekty swojej pracy ? Najłatwiej zobaczyć te wymierne - ugotowany
      obiad, przyjęcie, najpiękniejszy ogród, pieniądze na koncie (?), skończony
      doktorat, awans.
      A jezeli nie ? Jeżeli największym owocem po mnie będzie parę zdań przegadanych
      z kimś po drodze, na ławce, w pracy - zdań, które zmienią jego życie lub
      podtrzymają go na duchu ?
      Czy starać się wykonywać jak najlepiej powierzone nam zadania to wystaczy ?
      A jezeli ta jedna myśl o Bogu tuż przed śmiercią ?
      • mary_ann Re: zakopane talenty? 23.05.06, 08:42
        Mader - jesteś wielkaaaa!!
        • mader1 Re: zakopane talenty? 23.05.06, 16:10
          Mary_ann skąd ten wybuch ? smile)))))))) małam-ja smile))))
          Bo ja już sama nie wiem... Koleżanka mowiła o swojej teściowej. Całe życie
          pracowała. Uczestniczyła w wielu dziełach. Była sędzią Sądu Najwyższego. To
          było dla niej ważne - zrealizowała swoje marzenie. Na pomniku jej mąż kazał
          wyryć - prawnik i tylko prawnik.Prawnicy wiedzą, jaka to różnica wink Czasem jest
          imię i nazwisko. Czasem zbiorowa mogiła. A świat już się za sprawą tej osoby
          zmienił...
          Czy trzeba być psychologiem, żeby pomagać ludziom ?
          • kulinka3 Re: zakopane talenty? 23.05.06, 22:56
            mader1 napisała:

            > Na pomniku jej mąż kazał
            > wyryć - prawnik i tylko prawnik.Prawnicy wiedzą, jaka to różnica wink

            Rozumiem,że był to przejaw pokory - męża- owej sędziny.
            Myślę sobie jednak,że z tymi tytułami na pomnikach warto uważać.Ktoś był posłem
            na sejm...., ale za czasów Bieruta, ktoś aż mgr.inż tylko, że w latach 70 tych.
            Mam nadzieję,że będziemy sądzeni z miłości, a jeżeli zawód nam w tym pomógł, to
            chwała Bogu.
            > Czy trzeba być psychologiem, żeby pomagać ludziom ?
            Jeżeli za pieniądze, wypada być profesjonalistą wink)).
            Jeżeli ludzie są Twoją pasją, na szczęście nie!
            A ja mam czasem tęsknotę, by móc pomóc innym czymś bardzo konkretnym i
            wymierzalnym ( nie, nie chodzi o pieniądze, choć te czasami tyle spraw załatwiają).




            • magdalaena1977 Re: zakopane talenty? 23.05.06, 23:04
              kulinka3 napisała:
              > Rozumiem,że był to przejaw pokory - męża- owej sędziny.
              Po pierwsze nigdy "sędziny" !
              Sędzina to żona sędziego i żadna kobieta w todze i łańcuchu tak o sobie nie
              powie (chyba, że jej mąż też sądzi), a w dodatku będzie bardzo negatywnie
              reagować na takie określenia.

              mader1 napisała:
              > Bo ja już sama nie wiem... Koleżanka mowiła o swojej teściowej. Całe życie
              > pracowała. Uczestniczyła w wielu dziełach. Była sędzią Sądu Najwyższego. To
              > było dla niej ważne - zrealizowała swoje marzenie. Na pomniku jej mąż kazał
              > wyryć - prawnik i tylko prawnik. Prawnicy wiedzą, jaka to różnica wink Czasem jest
              > imię i nazwisko.
              To jest faktycznie dziwne, bo bardzo rzadko spotyka się informację o zawodzie
              zmarłego na nagrobku (poza żołnierzami itp., którzy polegli na służbie). Wtedy
              faktycznie wypadałoby napisać coś wyjątkowego, a nie tylko prawnik.
              • kulinka3 Re: zakopane talenty? 23.05.06, 23:06
                slownik.heh.pl/haslo/56320
              • herbarium OT - problemy z sędzią:) 23.05.06, 23:29
                magdalaena1977 napisała:

                > kulinka3 napisała:
                > > Rozumiem,że był to przejaw pokory - męża- owej sędziny.
                > Po pierwsze nigdy "sędziny" !
                > Sędzina to żona sędziego i żadna kobieta w todze i łańcuchu tak o sobie nie
                > powie (chyba, że jej mąż też sądzi), a w dodatku będzie bardzo negatywnie
                > reagować na takie określenia.

                Potwierdzam z osobistego doświadczenia z paniami sędziamiwink Nawiasem mówiąc,
                nie wiem, jak RJP zapatruje się na odmianę w przypadku sądzących kobiet
                słowa "sędzia" (pierwotnie tylko rodzaju męskiego) na wzór rzeczowników rodzaju
                żeńskiego (np. zadzwoń do pana sędziego Y, ale zadzwoń do pani sędzi X)
                • magdalaena1977 Re: OT - problemy z sędzią:) 23.05.06, 23:54
                  herbarium napisała:
                  > Nawiasem mówiąc,
                  > nie wiem, jak RJP zapatruje się na odmianę w przypadku sądzących kobiet
                  > słowa "sędzia" (pierwotnie tylko rodzaju męskiego) na wzór rzeczowników rodzaju
                  > żeńskiego (np. zadzwoń do pana sędziego Y, ale zadzwoń do pani sędzi X)

                  w praktyce odmienia się w wersji męskiej
                  np. "referat sędziego Kowalskiej"
                  • herbarium Re: OT - problemy z sędzią:) 24.05.06, 00:00
                    > w praktyce odmienia się w wersji męskiej
                    > np. "referat sędziego Kowalskiej"

                    No, właśnie niekoniecznie - zetknęłam się w praktyce (więcej niż raz)
                    z "ukobiecaniem" tej formy, więc jestem ciekawa, czysto teoretycznie,
                    poprawności tego zwrotu. Poprawność wersji męskiej nie budzi wątpliwości, no i
                    w przypadku sędziego/sędzi nie razi tak, jak inne nazwy zawodów (magister
                    powiedziała do inżynier, że technik poszła z dyrektor do prezeswink
      • samboraga Re: zakopane talenty? 06.06.06, 10:46
        > A jezeli nie ? Jeżeli największym owocem po mnie będzie parę zdań przegadanych
        > z kimś po drodze, na ławce, w pracy - zdań, które zmienią jego życie lub
        > podtrzymają go na duchu ?

        na tym się łapię od jakiegoś czasu, dobrze usłyszeć (przeczytaćwink, że nie tylko
        ja, bo już myślałm, że u mnie to tylko pocieszanie sięsmile)
    • luccio1 Re: zakopane talenty? 24.05.06, 00:03
      Z przypowieścią o talentach współgrają słowa o oku, które należy wyłupić, ręce,
      którą należy sobie odciąć, jeśli staje się powodem zgorszenia dla mnie samego.
      Tej rzeczy nie rozumiano do końca, aż nie nadeszły totalitaryzmy - i ten
      najgorszy: komunistyczny.
      Zderzenie z takim totalitaryzmem to czas i miejsce, gdy wolno wyłupić sobie
      oko, odciąć rękę, a mówiąc inaczej: zakopać talent, i to ze świadomością, że
      być może na całe życie.
      Bo: czy nie lepiej zapomnieć umiejętności pisania i czytania, niż pisać wiersze
      o "wiecznie żywym herosie Stalinie" (a czymś takim pohńbił się Tuwim pod koniec
      życia)?
      Czy nie lepiej zapomnieć, jak się trzyma pędzel, niż malować "prezydenta
      Bieruta z przodownikami pracy" itp. dziadostwo?
    • yamadam2 Re: zakopane talenty? 05.06.06, 12:27
      brucha napisała:

      > Mam wrażenie, że jestem jak ten człowiek co dostał jeden talent, dobrze go
      > schował a potem kiepsko na tym wyszedł.
      > Tylko, że ja mam problem ze znalezieniem tego talentu w sobie, nie mówic już
      > o jego pomnożeniu.
      > Jak wy to (sprawę talentów) rozumiecie i jak sobie z tym radzicie?
      >

      doskonale cię rozumię...
      Mam wrażenie,że lata mi uciekają, dzieci rosną a ja ciągle nie odkryłam
      swojego "talentu" i strach, że może nie zdąże, a może juz go dostałam,
      przeoczyłam i zakopałam.Ostatnio często o tym mślę...
      • my-cha Re: zakopane talenty? 05.06.06, 12:56
        Mnie bardziej bolą talenty naszych dzieci.
        Moich nie rozwinę, nie umiem znaleźć, boli ale trudno.
        Ale jak nie przegapić, jak pomóć znaleźć i rozwinąć talenty dzieci.
        Jak pokierować tymi mniejszymi i większymi żeby nie nie było za późno, żeby
        odkryły i nie zakopały.
        Męczy mnie to od jakiegoś czasu.
        • verdana Re: zakopane talenty? 05.06.06, 14:14
          A ja prawdę mówiąc, boje sie raczej sytuacji odwrotnej.
          Że gdy zobaczę u dziecka jakis "talent", to zamiast patrzeć jak się naturalnie
          rozwija, zacznę stawać na głowie, aby dziecko więcej robiło, czy kształciło się
          w tym kierunku. I "zagłaszczę kotka na śmierć". Bo dzieci wykazuja sporo
          talentów, zainteresowań, ale bardzo czesto chcą je rozwijać po swojemu. Gdy
          zaczniemy zwracać nie tylko podkreślać "jak ładnie malujesz, grasz", ale
          natychmiast poślemy na odpowiednie zajęcia - to czasem talent rzeczywiscie się
          rozwinie. Ale... z moich doświadczeń wynika, że jeśli zrobimy to za wcześnie,
          albo będziemy zbyt nalegać - to dziecko się zniechęci.
          Sporo znam "utalentowanych" dzieci, ktorych rodzice stawali na glowie, aby
          niczego nie przeoczyć. I barzo niewiele dzieci ocaliło swoje zdolnosci. Może
          dlatego, ze czuły nadmierną presję?
          Nie wiem, jak znaleźć złoty środek.
    • samboraga Re: zakopane talenty? 06.06.06, 10:43
      mam nadzieję, że na odkopanie nigdy nie jest za późnowink)
      swoje talenty znam (odkryte przez rodziców i pielęgnowane w dzieciństwie,
      zmarnowane przeze mnie na własne, młodzieńcze, życzenie...crying()
      więc - dzieciom bym chciała, oprócz odkrywania i [pielęgnacji, pomóc nie
      zmarnować tego wszystkiego w dorosłym życiu, aby nie pootwierać za dużo, aby się
      nie rozdrobnić,a z drugiej strony nie zamknąć w jednym, tylko w szlifowaniu
      darów wymiernychwink
      • verdana Re: zakopane talenty? 06.06.06, 11:38
        To ostatnie zdanie należałoby napisać sobie dużymi literami i wywiesić nad
        łóżkiem!
        • samboraga Re: zakopane talenty? 06.06.06, 12:47
          no więc właśnie, sprawa nie jest taka prosta, bo z jednej strony mamy (mówię o
          wierzących) biblijny nakaz przynoszenia owoców naszym życiem przez rozpoznanie i
          rozwijanie (biblijne 'pomnażanie' tak rozumiem) talentów, więc im kto ma więcej,
          tym więcej ma pracy
          a jeżeli dziecko przejawia zdolności albo chęci do kilku rzeczy to czy
          ograniczanie tego nie jest sprzeczne z tym danym nam zadaniem?

          a może ważniejsze jest uczynienie użytku z choćby części tego czym dysponujemy?
          użytku nie tylko w tym sensie, by przekuć talent na przyszłą pracę zawodową, ale
          by w jakikolwiek sposób móc dać coś z tych darów innym
          czy jeżeli nie zostaję malarzem pomimo sporych zdolności w tym kierunku, ale
          później, we własnej rodzinie, poświęcam dużo czasu na plastyczne zabawy z
          dziećmi (bo potrafię i lubię) to zmarnowałam talent czy nie (w sensie biblijnym
          a nie doczesno-praktycznymwink)?
          • mama_kasia Re: zakopane talenty? 06.06.06, 12:53
            czy jeżeli nie zostaję malarzem pomimo sporych zdolności w tym kierunku, ale
            > później, we własnej rodzinie, poświęcam dużo czasu na plastyczne zabawy z
            > dziećmi (bo potrafię i lubię) to zmarnowałam talent czy nie (w sensie biblijnym
            > a nie doczesno-praktycznymwink)?

            Nie zmarnowałaś smile Myślę, ze przede wszystkim trzeba mieć oczy szeroko
            otwarte, a już Bóg da nam rozpoznać, gdzi i jak możemy służyć smile
            • samboraga Re: zakopane talenty? 06.06.06, 14:19
              >Bóg da nam rozpoznać, gdzi i jak możemy służyć smile

              smile))
          • verdana Re: zakopane talenty? 06.06.06, 12:59
            Właśnie - ja też zastanawiam sie, co jest "nie zmarnowaniem" talentu. Obawiam
            się, ze większość osób widzi talent jako konkretne umiejętności - pisanie,
            malowanie, taniec. I "nie zakopania" to wykorzystanie ich dla przyszłej kariery.
            Czy jeśli dziecko lubi grać na instrumencie, ale nie chce sie kształcić, woli
            grać tak sobie, dla przyjemności - i gra - to czy jest to zmarnowanie talentu?
            A jeśli zostanie zmuszone do pójścia do szkoły muzycznej i zacznie grać
            doskonale, ale już bez przyjemności - to czy to jest dobry użytek z talentu?
            Mam poważne wątpliwości.
            I z moich doświadczeń ze starszymi dziećmi - tak naprawdę, to talenty, które
            przydają się naprawdę, mogą rodzicom całkowicie umknąć, bo nie zawsze są
            widoczne na pierwszy rzut oka. Łatwo zauważyc, ze dziecko pięknie śpiewa, o
            wiele trudniej np. zauważyć jego wrażliwość społeczną, umiejetność oceny
            sytuacji - takich talentów niemal nikt nie podtrzymuje. Moze dlatego łatwiej
            dziecku je zachować?
            • samboraga Re: zakopane talenty? 06.06.06, 14:18
              np. zauważyć jego wrażliwość społeczną, umiejetność oceny
              > sytuacji - takich talentów niemal nikt nie podtrzymuje

              i chyba takimi talentami najczęściej, obdarzamy innych, dzielimy się z innymi,
              one wypływają w praniu, w rodzinie albo w pracy, żona ze zmysłem organizacyjnym
              z marszu przygotowuje wakacyjne wyjazdy, mąż z zacięciem komicznym potrafi
              rozzbroić naburmuszone dzieckowink)
              tylko czy te talenty trzeba podtrzymywać? czy samo życi enie zmusza do ich
              doskonalenia? chociaż na pewno warto pomóc im się ujawnić, jeśli się widzi u
              dziecka...
              • verdana Re: zakopane talenty? 06.06.06, 14:24
                Czy podtrzymywać - nie wiem. Ale warto zauwazyc. No i nie tępić.
                Szczególnie,gdy talent nie bardzo współgra z naszym wyobrazniem np. plci.
                Takie zdania jak "baba jesteś", "dlaczego się wszystkim przejmujesz", "nie
                zwracaj uwagi na to co inni robią, zajmij się sobą" - chyba powodują, ze na
                psychologii klinicznej na jednego faceta przypada 30 dziewczyn.
            • mama_kasia Re: zakopane talenty? 06.06.06, 14:37
              Łatwo zauważyc, ze dziecko pięknie śpiewa, o
              > wiele trudniej np. zauważyć jego wrażliwość społeczną, umiejetność oceny
              > sytuacji - takich talentów niemal nikt nie podtrzymuje.

              O właśnie, to są talenty, które szczególnie mnie interesują.
              Z tej strony staram się poznać moje dzieci.
              Bo inne, liczne i zauważalne mają, w różnym stopniu rozwinięte,
              ale one sobie są. Staram się nie tyle je rozwijać poprzez kółka
              zainteresowań (ostatnio nie chodzą na nic), co bardziej przez
              pokazanie, jak mogą talentem służyć.
    • joannab-o Re: zakopane talenty? 09.06.06, 08:28
      Z tej przypowieści można oczywiście wyczytywać zalecenia wychowawcze (jak z
      każdej), ale niemożliwe, zeby chodziło o to, że rodzic ma obowiązek dziecko z
      dobrym słuchem wysłać do szkoły muzycznejsmile))

      Tym co definiuje człowieka jest kierowanie się wolną wolą. Jesteśmy ludzmi tym
      "wiecej" im bardziej nasza wola jest wolna.
      Ten, który talenty w przypowieści zakopał nie był wolny - więził go strach przed
      Panem (jeżeli szczerze wyjaśnił swoje motywy) lub raczej lenistwo, przyziemność itp.
      Wywieranie presji na dziecko może łatwo i nieodwracalnie doprowadzić do
      zakopania przez nie talentów, choćby w ten sposób, że zacznie ich używać nie
      żeby SŁUŻYĆ , tylko, egoistycznie, dla podtrzymywania poczucia wartości.

      Dziecko mamy tak przygotować, przez wychowanie po prostu, żeby w wolny sposób
      WYBRAŁO, wybrało dobrze.

      Dla mnie z tej przypowieści płynie, oprócz zalecenia traktowania swojego życia
      jako służby również zalecenie pokory i nieporównywania swoich zasług z cudzymi
      zasługami. Słudzy z przypowieści dostali przynajmniej talenty wymiernej
      watrości, a my niewiele wiemy o naszym wyposażeniusmile

      Pozdrawiam inauguracyjniesmile joanna
    • rycerzowa Re: zakopane talenty? 09.06.06, 23:27
      Niemniej jednak faktem jest,ze Jan Sebastian Bach dostawal lanie od rodzicow,
      gdy nie chcial cwiczyc na klawesynie...
      • verdana Re: zakopane talenty? 10.06.06, 17:25
        I był bardzo nieszczęśliwym człowiekiem.
        • rycerzowa Re: zakopane talenty? 11.06.06, 12:36
          Stary dylemat ciągle aktualny: czy lepiej być nieszczęśliwym Sokratesem, czy
          szczęśliwym osłem.
          • verdana Re: zakopane talenty? 11.06.06, 15:14
            A pośrodku nic nie ma?
            • rycerzowa Re: zakopane talenty? 11.06.06, 16:04
              A czy można być "trochę" w ciąży?
              • verdana Re: zakopane talenty? 11.06.06, 17:51
                Nie, ale akurat ten przyklad nie jest dobrze dobrany.
                Mozna całe zycie poswiecić swemu talentowi, kosztem siebie i swoich bliskich.
                Można całkowicie zaprzepaścić talent. A mozna znaleźć złoty środek. Pracoholizm
                nie jest cnotą.
                A juz na pewno swoje zycie kazdy powinien wybierac sam, a nie być zmuszany do
                wybierania konkretnej drogi zyciowej przez ojca z pasem.
          • joannab-o Re: zakopane talenty? 12.06.06, 09:09
            rycerzowa napisała:

            > Stary dylemat ciągle aktualny: czy lepiej być nieszczęśliwym Sokratesem, czy
            > szczęśliwym osłem.

            No to sprawa jest jasna.
            Dopiero gdyby była pewność, a nie wątpliwość, że lepiej być nieszczęśliwym
            Sokratesem należałoby stać nad dziecięciem z pasem, żeby zmądrzałosmile)
    • brucha Re: zakopane talenty? 11.06.06, 18:39
      czyżby z tej dyskusji wynikało, że łatwiej nam o talenty własnych dzieci
      zabiegać niż o własne? może dlatego, że ławiej je zobaczyć u kogoś (szczególnie
      u własnych dzieci ;o) niż u siebie. może dlatego, że sobie już odpuściliśmy a
      dzieci jeszcze mamy szansę 'urobić'?
      chciałabym być dobrym przewodnikiem moich dzieci. przewodnikiem i wsparciem.
      nie ja im te talenty dawałam, jeszcze pewnie ich nawet nie zauważyłam (albo
      nie wszystkie), ale chciałabym umieć im pokazać jak zuważyć i jak pielegnować.
      resztę będą musieli zrobić sami.
      tylko niestety wydaje mi się, że nie doradzę dobrze moim dzieciom jeśli sama z
      sobą się nie uporam...
    • rycerzowa Re: zakopane talenty? 12.06.06, 14:54
      Lubię tę przypowieść o talentach. Dotyczy każdego z nas.
      Rozumiem ją nastepująco:

      Wielki talent łatwo dostrzec; rozwijanie go wydaje się oczywiste, wielki sukces
      gwaratowany.
      Średnie zdolności to też są zdolności. Sukcesy mniejsze, niemniej warto podjąć
      ryzyko, warto pracować.
      Ale sporo z nas wydaje się nie mieć żadnych zdolności,żadnych talentów, ot takie
      szare myszki. Stąd kompleksy i brak wszelkiej aktywności, wyuczona albo nabyta
      bezradność.
      Ale - jeśli możemy cokolwiek robić, to ten jeden talencik jednak mamy.
      Zatem róbmy swoje. Nie liczmy na wielki sukces; wystarczy,że z tego jednego
      talentu uzyskamy jeden dodatkowy. Jest nas tak dużo... Więc i tych talentów po
      rozmnożeniu się będzie co niemiara.

      Nie każdy musi być noblistą, nie każdy specjalistą. Oni są ważni, ale niemniej
      ważna jest ta rzesza wykowawców, dzięki którym każda idea, każdy projekt może
      się urzeczywistnić. I ważni są ci, którzy po nich posprzątają.

      Przykład z mojego życia. Jestem antytalentem kuchennym. Jednak gotuję dla
      rodziny a nawet piekę ciasta. Po prostu trzymam się dokładnie przepisów. Nie są
      to może arcydzieła sztuki kulinarnej, ale - zgodnie z zaleceniem wieszcza -
      dom pachnie wanilią.
      Posprzątany dom, dobrze wykonana chociaż nie zawsze twórcza praca, jazda zgodnie
      z przepisami, podatki zapłacone, życzliwość wobec otoczenia a gdy trzeba
      trzaśnięcie reką w stół - czyli talent do talentu a zbierze się całkiem duża
      miarka.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja