marzek2
17.07.06, 21:13
Na początek dla rozluźnienia atmosfery - bo temat trudny - relacja z naszego
pobytu u strusi. Wklejam z innego forum, bo nie chcę się powtarzać -
W ramach zrobienia czegoś ciekawego poza jeżdżeniem na plażę pojechaliśmy na
fermę strusi. Więc stoimy, oglądamy, tatuś strzelił gadkę o upierzeniu strusi,
że panowie to tacy eleganccy z czarnymi piórami, a panie takie szaro-bure, bez
ozdobnych piór...
Idziemy dalej. Nagle...ni stąd ni z owąd pan struś podchodzi do leżącej pani
strusiowej i zabiera się... zgadnijcie za co???
Nam z Ciumakiem miny rzedną, ale stoimy wprost przed tą sceną, nie da się
odwrócić uwagi dzieci...
Mika: "Mamo, a co te strusie robią?"
Ja: ekhm.....
M: "Mamo, popatrz, jak dziwnie - i na dodatek to pan struś na panią strusiową.."
J: No jakby Ci tutaj powiedzieć...
Okazało się, że miłość na żywo w wykonaniu strusi wygląda całkiem ciekawie

Struś kiwał się na boki, machał skrzydłami, dziwnie gulgotał... nic dodać nic
ująć...
Mika: "Mamo, zobacz, jakie pan struś ma fajne... BUJANKO!"...
ale to wcale nie był koniec...
Mika: "Mamo, a co panu strusiowi sterczy takiego dużego czerwonego?"
Ciumak potem króciutko wyjaśnił w jakim celu to strusie tak się "bujały
Zgadnijcie, co się naszej Mice najbardziej podobało na fermie strusi...
No a wracając do tematu - czy i jak rozmawiacie z dziećmi o sprawach poczęcia?
Moje córy kwestię porodu np mają obcykaną, wiedzą, że dziecko albo się wyjmuje
z brzucha (patrz mama, która miała tak robione 3 razy i ma bliznę na brzuchu)
albo się dziecko wypycha przez dziurkę do siusiania, która się wtedy powiększa
(patrz pani króliczkowa w jednym filmie o kreciku, dużo nam pomógł ten film
Wiedzą, że zanim zaczęły rosnąć u mamy w brzuchu, były w "głowie u Pana Boga".
Mika chyba myśli, że Pan Bóg jakoś wkłada maleńkie dziecko do brzucha mamy.
Po scenie strusiowej zaczęła dociekać po co panu strusiowi był siusiak do
robienia dzieci.... ale Ciumak ją trochę zbył i nie nalegała.
Bo ja tak się czasem zastanawiam.... Zuza idzie po wakacjach do zerówki - i
myślę sobie, czy czekać aż sama się zapyta, czy lepiej może uświadomić ją od
razu - nie chcę, żeby usłyszała jakieś bzdury od koleżanek...
Co byście doradzały? A jeśli dla niej jest za wcześnie na takie rewelacje?
Np mój Ciumak kiedyś dowiedział się w szkole od uczynnego kolegi i... wydało
mu się to tak bezsensowne, że mu nie uwierzył

))