Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą???

17.07.06, 21:13
Na początek dla rozluźnienia atmosfery - bo temat trudny - relacja z naszego
pobytu u strusi. Wklejam z innego forum, bo nie chcę się powtarzać -

W ramach zrobienia czegoś ciekawego poza jeżdżeniem na plażę pojechaliśmy na
fermę strusi. Więc stoimy, oglądamy, tatuś strzelił gadkę o upierzeniu strusi,
że panowie to tacy eleganccy z czarnymi piórami, a panie takie szaro-bure, bez
ozdobnych piór...
Idziemy dalej. Nagle...ni stąd ni z owąd pan struś podchodzi do leżącej pani
strusiowej i zabiera się... zgadnijcie za co???
Nam z Ciumakiem miny rzedną, ale stoimy wprost przed tą sceną, nie da się
odwrócić uwagi dzieci...
Mika: "Mamo, a co te strusie robią?"
Ja: ekhm.....
M: "Mamo, popatrz, jak dziwnie - i na dodatek to pan struś na panią strusiową.."
J: No jakby Ci tutaj powiedzieć...
Okazało się, że miłość na żywo w wykonaniu strusi wygląda całkiem ciekawie smile
Struś kiwał się na boki, machał skrzydłami, dziwnie gulgotał... nic dodać nic
ująć...

Mika: "Mamo, zobacz, jakie pan struś ma fajne... BUJANKO!"...
ale to wcale nie był koniec...
Mika: "Mamo, a co panu strusiowi sterczy takiego dużego czerwonego?"

Ciumak potem króciutko wyjaśnił w jakim celu to strusie tak się "bujałysmile

Zgadnijcie, co się naszej Mice najbardziej podobało na fermie strusi...

No a wracając do tematu - czy i jak rozmawiacie z dziećmi o sprawach poczęcia?

Moje córy kwestię porodu np mają obcykaną, wiedzą, że dziecko albo się wyjmuje
z brzucha (patrz mama, która miała tak robione 3 razy i ma bliznę na brzuchu)
albo się dziecko wypycha przez dziurkę do siusiania, która się wtedy powiększa
(patrz pani króliczkowa w jednym filmie o kreciku, dużo nam pomógł ten filmsmile

Wiedzą, że zanim zaczęły rosnąć u mamy w brzuchu, były w "głowie u Pana Boga".
Mika chyba myśli, że Pan Bóg jakoś wkłada maleńkie dziecko do brzucha mamy.

Po scenie strusiowej zaczęła dociekać po co panu strusiowi był siusiak do
robienia dzieci.... ale Ciumak ją trochę zbył i nie nalegała.


Bo ja tak się czasem zastanawiam.... Zuza idzie po wakacjach do zerówki - i
myślę sobie, czy czekać aż sama się zapyta, czy lepiej może uświadomić ją od
razu - nie chcę, żeby usłyszała jakieś bzdury od koleżanek...
Co byście doradzały? A jeśli dla niej jest za wcześnie na takie rewelacje?

Np mój Ciumak kiedyś dowiedział się w szkole od uczynnego kolegi i... wydało
mu się to tak bezsensowne, że mu nie uwierzył smile))
    • joanka741 Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 17.07.06, 22:30
      Marzenko, ja kiedys wyczytałam że nalezy tylko odpowiadac na pytania.
      Bo skoro dziecko mysli na dany temat , to zaczyna go drążyć i należy
      odpowiadać , ale nie dopowiadać.
      Moja córeczka idzie do 1 klasy, wie co jest potrzebne do poczęcia (plemniki i
      jajeczko)
      Wie jak wychodzi dzidziuś ( z tym że ja nie mówiłam że dziurką do siusiania
      tylko powiedziałam ze to taki kanalik, który nazywa sie pochwa i on sie
      poszerza)
      Oczywiście drażyła temat dalej, wiec jej powiedziałam gdzie jest pochwa, i
      potem sobie zaglądała czy aby na 100% ja masmile))

      Nie wie jeszcze w jaki sposób plemniki sie dostają do pochwy i jakoś nie pyta o
      to.
      Wie za to wszystko o okresie, po co jest, jak wyglada i dlaczego musi byc krew.
      Jak jej to tłumaczyłam to bałam sie że ją wystraszę, ale nawet łatwo poszło.

      Powiedziałam że w macicy na dzidziusia czeka taka kołderka z delikatnej skórki,
      i kiedy dzidziuś się nie pojawi ta skórka sie sciera, łuszczy i wtedy troszke
      krwi sie wylewa własnie tym kanalikiem którędy dzidziuś wychodzi.
      Czekam na nastepne pytania i zastanawiam sie jak uswiadomic synasmile)
      Może mi podpowiecie????
    • szymama Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 18.07.06, 00:01
      w tej chwili z przymruzeniem oka, moze jutro napisze wiecej:
      Moj 4 latek jest na etapie pytan dotyczacych narodzin. Nasza rozmowa:
      on- mamo, skad sie biora dzieci?
      ja- rodza sie, wychodza taka specjalna dziurka
      on- mamo, a ja mam taka dziurke?
      ja- nie, synku, tylko dziewczyny takie dziurki maja
      on- mamo, a ty masz taka dziurke?
      ja- tak mam,
      on- to pokaz

      U mnie zadanie jak narazie uproszczone. Po bardzo trudnym, 22 godzinnym
      porodzie, zrobiono mi ciecie cesarskie. Pokazalam blizne na brzuchu i na razie
      mam czas do przygotowywania odpowiedzi na ciezszego kalibru pytaniasmile
      Pozdrawiam.
      • barbie-torun Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 18.07.06, 09:28
        moja córa idzie do III klasy i o miesiaczkach, pochwie, plemnikach nie wie i
        nie pyta
        o ciąży i rodzeniu - tak bo ma młodsze rodzeństwo
        wie, że aby było dziecko muszą być mama i tata
        a dziecko powstaje z komórki
        nie pyta wiecej to jej nie tłumaczę

        a 7 latkowi tłumaczenie o złuszczaniu i krwawieniu
        myślę, że to za wcześnie
        • agrescik75 Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 18.07.06, 10:50
          barbie-torun napisała:

          > moja córa idzie do III klasy i o miesiaczkach, pochwie, plemnikach nie wie i
          > nie pyta

          Może nie pyta właśnie dlatego dlatego, że wie. Dziecko dowiadując się
          takich „ekscytujących rzeczy” i widząc że w domu się o tym nie wspomina zaczyna
          podświadomie czuć, że to jakieś zakazane tematy i dlatego nie pyta. Wiem co
          mówię – sama przeszłam taki proces „uświadamiania” – wszystkiego dowiedziałam
          się od koleżanek na podwórku i w szkole, a w domu był to zakazany temat.
          Zresztą - z moją mamą do dzisiaj nie potrafiłabym o tym rozmawiać, choć mam 30
          lat.
          • samboraga Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 18.07.06, 11:06
            > Może nie pyta właśnie dlatego dlatego, że wie

            też bym na to stawiała...
            mój syn, właśnie "po zerówce", też już różne rzeczy 'wie' od kolegów...
            on też niby z tych nie dopytujących się, ale jak zaczynamy rozmawiać (ja znim
            rozmawiam i nie uważam, że to za prędko) to zaczyna się dopytywać więcej, i
            więcej...i wtedy sam zaczyna mówić co usłyszał w przedszkolu...

            a tak do śmiechusmile - koledzy go 'uświadomili' że dziewczyny mają pęcherz moczowy
            za pupą...dlaczego?...bo dziewczyny do siusiania kucają jak do robienia kupy
            (sory za dosłownośćwink...dociekliwość dzieci nie zna granic...wink)
            • marzek2 Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 18.07.06, 13:14
              Czyli co, radziłybyście uświadomić Zuzę po domowemu zanim ktoś ją "uszczęśliwi"
              tą wiedzą w zerówce szkolnej?
              • sion2 Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 18.07.06, 13:50
                ja bym była za uświadomieniem, pamiętam ze ja nigdy rodziców nie pytałam własnie
                dlatego że mnie uświadomili koledzy z podwórka w wieku ok 8 lat... wydała mi się
                wtedy sprawa mocno dziwna i specjalnie emocji nie wzbudziła smile

                wg mnie dziecko w 1 klasie powinno dowiedziec się już co i jak...
                • joanka741 Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 18.07.06, 14:22
                  Hmmmm, uwazasz ze 7 letnia dziewczynka jest za mała żeby sie dowiedziec o tym
                  co ja czeka?
                  Moja siostra uczy w-f i miała 8 letnie miesiaczkujące dziewczynki.
                  Nie uswiadamiałam dziecka na siłe, po prostu rozmowa zaczeła sie od podpasek
                  które widziała.
                  Twoja córeczka na pewno widzi ze kupujesz, zapewne nie pyta co to jest bo juz
                  wie.
                  A ja nie chce aby obcy ludzie uświadamiali moje dzieci.
                  Ja im chce opowiedzieć o wszystkim sama, w taki sposób aby wiedziały ze to
                  wszystko jest piękne, i łaczy sie w jedną wielką całość.
                  Menstruacja, miłosć, sex, małzeństwo, jednosć z mężem, Rodzina i Dzieci.
              • samboraga Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 18.07.06, 15:09
                u nas takie rozmowy zaczynają się jakoś zawsze w łazience, przy kąpieliwink jakoś
                tak naturalnie wtedy się zaczyna, co pewnien czas przypominam synowi o dokładnym
                myciu siusiaka, odciąganiu itp. i...tak to się u nas zaczyna...smile

                takie rozmowy mamy co jakiś czas, na początku, w wieku 3 lat chyba, tylko o
                dzidziusiu w brzuszku, bez szczegółów
                potem w wieku 4-5 znalazłam książkę "Skąd się biorą dzieci" Brykczyńskiego:
                www.merlin.com.pl/frontend/towar/386265;jsessionid=34238498B338B03D11A28338506CAA21
                i ją sobie czytaliśmy, jest rysunek mamy i taty w jednym łóżku, b. delikatna
                książeczkasmile byłą podstawą do rozmów, na tamten wiek wystarczyła

                teraz - potrzeba już szczegółów więcej i żadnej pomocy oprócz atlasu
                anatomicznego nie znalazłamwink))
                więc tak - zaczynam od wątku higienicznego, że mycie, żeby nie było zapalenia
                przy siusianiu, ale też że siusiak jest ważny dla chłopca (a siusiawka dla
                dziewczynkiwink gdy już dorośnie i będzie chciał być tatusiem...
                tu następuje szereg pytań, odpowiedzi, ja sięw tzw. międzyczasie dowiaduję co
                powiedzieli koledzy, no, słowem ożywiony dialog nam się robi..wink)) - więc
                streszczając do monologu, gł. wątki:
                1. z siusiaczka wychodzi nasionko-plemnik, plemnniki są w jajeczkach (a, kiedyś
                mieliśmy rozmowę o zbyt gorącej wodzie w wannie, że to szkodzi właśnie i żeby
                nie lał wrzątku, a lubi) jak już chłopiejc stanie się mężczyzną i chce zostać
                tatą, w siusiaku jest nie tylko siku, ale i druga mała dziurka, którą idą plemniki
                2. dziewczynki mają też dwie dziurki, ale 'bez rurki', bez siusiaka (to wersja o
                dziewczynkach dla chłopcówwink, jedną siusiają, druga prowadzi do jamki w brzuchu,
                do macicy, macica jest obok żołądka i rośnie jak rośnie dzidziuś, tam
                dziewczynak jak już będzie kobietą będzie miała jajeczko
                3.dziecko powstaje z jajeczka mamy i plemnika taty (tu mieliśmy problem
                nazewniczy, bo jajeczka to ma chłopak przecież...wink, łączą się i powstaje
                komórka, to jest maluteńki dzidziuś
                4.siusiak podaje plemnik do macicy, do brzuszka
                5. nie łączę w rozmowie tego z wątkiem 4. bezpośrednio, bo to już by było za
                wiele szczegółówwink ale mówię też o 'zabawie siusiakiem' (bo chłopcy tak mają, to
                normalne, zwłaszcza w wanniewink)) - ten wątek niedługo będzie ważny, tzn. ważny
                do rozmowy
                6. no i dużo mówię o tym, że jak ludzie chcą zostać mamą i tatą to się kochają
                (w sensie lubią) i bardzo lubią się głaskać i przytulać, całować i bardzo się
                cieszą, że urodzi im się dziecko, i ze to wszystko jest Bogu miłe, bo Bóg chce
                by ludzie byli szczęśliwi, kochali się, głaskali, całowali i mieli dzieci

                hmm...trochę chyba się zaplątałam..no, nie jest to temat łatwy...poza tym to
                zawsze jest żywa rozmowa i nie ma w niej takiego uroczego usystematyzowaniawink)

                to wersja dla chłopca, ale jako dziewczynka pomagałam przewijać mojego młodszego
                brata i było to naturalne co widziałąm, więc myślę, że dziewczynki spokojnie tez
                można 'w druga stronę', i oczywiście to jest na kilka rozmów

                aha, dodam, że mój mąż był mocno zdziwiony, że to już...'te tematy'...ale jak mu
                powiedziałam o co dziecko samo, ośmielone rozmową, zapytało, to uznał, że
                faktycznie pora...
                bo z takich 'innych' rzeczy to przerabialiśmy już...narkotyki...to mnie bardziej
                zatkało, bo jakoś pytań o dzieciach się spodzieałąm w tym wieku, ale o
                narkotykach...
              • samboraga Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 19.07.06, 11:44
                > Czyli co, radziłybyście uświadomić Zuzę po domowemu zanim ktoś ją "uszczęśliwi"
                > tą wiedzą w zerówce szkolnej?

                Marzek, tak sobie myślę...jeżeli głównie Twoja młodsza córka zadawała 'te'
                pytania, to starsza, która już chodziła do przedszkola, już raczej 'wie', od
                koleżanek...chociaż niekoniecznie to co Ty byś chciała by wiedziała...
                • marzek2 Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 19.07.06, 12:46
                  To chyba nie tak, Samboraga... po prostu dla Zuzy liczy się to co powiedzą
                  rodzice (na razie...) ona raczej z tych, co przyjmują wiedzę, niż sami jej
                  szukają. Co innego Mika, ta się nie da łatwo zbyć i drąży temat. Poza tym Zuza
                  raczej rozmawia z nami o tym, co ją jakoś poruszyło, nie sądzę, żeby akurat o
                  tym nie chciała rozmawiać, ale kto ją tam do końca wie...
                  • direta Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 19.07.06, 22:51
                    Mój jakiś miesiąc temu zaczął przynosić rewelacje od kolegi ośmiolatka (po
                    wakacjach idzie do II klasy a mój do I)
                    Mama a wiesz co to jest seks?
                    On zdejmuje ubranie i ona zdejmuje ubranie i są razem w łózku, całkiem bez
                    ubrania! I ona mu masuje sisiola!
                    I tak krążył wokół tego tematu, więc wyciągnęłam książeczkę, którą gdy byłam w
                    trzeciej klasie podstawówki dała mi mama. Tytuł "Wyjaśniamy dzieciom tajemnicę
                    życia" autora w tej chwili nie pamiętam, musiałabym pójść do drugiego pokoju a
                    tam juz mały spi, ale jakiś francuski.
                    Bardzo dobra książka z dodatkiem dla rodziców, bardzo delikatnie mówi o tych
                    sprawach łącząc je integralnie z małżeństwem.
                    Przeczytał całą w jeden wieczór i nie pozwolił by mu zgasić światło dopóki nie
                    skończy.
                    - Skonczysz jutro - mówię
                    - nie! Bo zapomnę!

                    Sądziłam, że książka wywoła lawinę pytań a tymczasem nic z tych rzeczy.
                    Przeczytał, odłożył i więcej do tych tematów nie wraca.
        • magdalaena1977 Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 20.07.06, 01:25
          Odpowiadasz na :

          barbie-torun napisała:
          > moja córa idzie do III klasy i o miesiączkach, pochwie, plemnikach
          > nie wie i nie pyta
          Jeśli sama nie wie, to powinnaś jej powiedzieć. O ile z seksem i plemnikami może
          poczekać, to z pierwszą miesiączką już nie. A wyobrażam sobie, jaki to byłby dla
          mnie szok, gdyby mnie dopadł nieuprzedzoną.
          Zaczęłam miesiączkować na początku czwartej klasy podstawówki. Mama uprzedziła
          mnie kilka miesięcy wcześniej, ale przedstawiła to jakoś tak, że kojarzy mi się
          raczej z procesem czysto biologicznym (takim jak powiedzmy wypadanie zębów
          mlecznych) niż płciowym i duchowym.
    • rycerzowa Bujanko - no to mamy nowe fajne słówko! 18.07.06, 13:24
      Bujanko..., no no...

      Ja się bardzo bałam tych pytań. Ale poszło łatwo.

      1. Najstarszy syn - bardzo dociekliwy typ - w wieku ok. 3 lat dowiedział się,
      że za kilka miesięcy będzie mieć siostrzyczkę i wypytał od razu o wszystko. Nie
      tylko o to, jak się dziecko w łonie matki rozwija (jak oddycha na przykład), ale
      też o to, skąd się tam bierze. Z tak malutkim dzieckiem rozmawia się bez
      skrępowania. Polecam.
      2. Średniej córeczce więc też o wszystkim opowiedziałam przed ukończeniem
      czwartego roku życia, pokazując obrazki w encyklopedii. Ta nie o wszystko
      pytała, ale ja o wszystkim opowiedziałam. Oczywiście, językiem dostosowanym do
      poziomu rozwoju dziecka.
      3. To samo chciałam zrobić z najmłodszą, gdy skończyła 4 lata.
      I co?
      Maleństwo powiedziało, że nie potrzebuje żadnych informacji, bo już o wszystkim
      wie od braciszka i siostrzyczki!

      Ale jeden "moment" był!
      Sym miał 10 lat, słyszał ( w kościele) o aborcji i zupełnie nie rozumiał, skąd
      się bierze problem. Spytał zniecierpliwiony, o co tu chodzi, dlaczego ludzie
      "uruchomiają całą tę maszynerię, inicjują proces", a rezultatu nie chcą.
      Trochę skonfudowana wytłumaczyłam mu, w czym rzecz, i wtedy chłopaka olśniło:
      - Wiem! Rozumiem! Dziecko to jest tylko taki produkt uboczny!
    • monikadz Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 18.07.06, 14:01
      Na poczatek też coś z wesołego;
      najmłodszy Staś (5l.) miał ostatnio wybuch zazdrości, ze starsza dwójka gdzieś
      była i już cos tam widziała, a go na swiecie nie było - oświadczył wszystkim,
      ze on też wszystko widział, bo podglądał przez pępek u mamusi w brzuchu!

      A bardziej serio: w 4 klasie te na przyrodzie dzieci poznaja budowę narządów -
      przy tej okazji próbowałam pogadać z moim 10 latkiem, ale jakoś zainteresowania
      nie wykazał - nie pytał ale cos czuję, ze trzeba do tematu wrócić
      "problem" interesował sredniego jak między 5 a 6 rokiem życia - przebrnęłam
      pokazujac książeczki z rysunkami dziecka w brzuszku, poród też jakoś przeszedł
      bezboleśnie (w tych rozmowach najstarszy tez brał udział)
      Nie bardzo wiem, jak przebrnąć, przez część o "bujanku'- jesli ten temat
      wypłynie
      coś czuję, ze muszę wysondować wiadomości moich chłopaków w tym kierunku.

      Kiedyś na pytanie jak dziecko weszło do brzuszka odpowiedziałam, że tą samą
      drogą którędy wyszło i to wystarczało (kiedys to gdzies usłyszałam)
    • samboraga i co?.... 19.07.06, 09:50
      ...nie rozmawiacie z dziećmi?...smile))
      a może ktoś znalazł świetną "pomoc naukową" na wiek 7-11 lat?
    • minerwamcg Rozmowa z pięciolatkiem 20.07.06, 19:37
      Kiedyś pięcioletni Olek bawił się z nastoletnimi siostrami w "sto pytań". I
      między innymi zapytały go, czym różni się mężczyzna od kobiety. Odpowiedź na
      długą chwilę odebrała im mowę:
      - Kobieta jest jak rzeka, w której płynie ziarenko. A mężczyzna - on po prostu
      ma to ziarenko.

      Nie zachęcam w ten sposób do poetyckich opowieści, tym bardziej, że patos od
      śmieszności dzieli tu bardzo cienka czerwona linia, ale do tej pory nie mogę
      się nadziwić, jak trafnie i z dystansem ujął sprawę pięcioletni brzdąc. Rodzice
      bożą się, że nikt przy nim nie użył takiego sformułowania...
      • joanka741 Re: Rozmowa z pięciolatkiem 20.07.06, 22:53
        Ja widziałam u koleżanki ciekawą ksiązkę pt. Moja mama zniosła jajko
        albo jajosmile
        Nie pamietam dokładnie.
        Dość ciekawa i dla starszych dzieci własnie takich 8-10 lat, ponieważ rysunkowo
        sa nawet pozycje przytulania pokazane.
        Fajnie napisana no i porusza temat stosunku.
        Czyli dokładnie tego ze członek musi znaleźć sie w pochwie- a to chyba
        najtrudniejsze do wyjasnienia, bo albo małemu dziecku moze sie to wydac
        straszne, albo obrzydliwe.
        Mojej koleżanki 5 latka to czytała i podeszła do tematu naturalnie i ok,
        osobiście mojej córeczce jeszcze bym chyba nie pokazała , ale mysle że za rok
        już do tego dojdzie.
        Autora też nie pamietam ale mogę sie dowiedziećsmile)
        • direta Odzierać z tejemnicy? 21.07.06, 23:44
          joanka741 napisała:

          > Ja widziałam u koleżanki ciekawą ksiązkę pt. Moja mama zniosła jajko
          > albo jajosmile
          > Nie pamietam dokładnie.
          > Dość ciekawa i dla starszych dzieci własnie takich 8-10 lat, ponieważ
          rysunkowo
          >
          > sa nawet pozycje przytulania pokazane.
          > Fajnie napisana no i porusza temat stosunku.
          > Czyli dokładnie tego ze członek musi znaleźć sie w pochwie- a to chyba
          > najtrudniejsze do wyjasnienia, bo albo małemu dziecku moze sie to wydac
          > straszne, albo obrzydliwe.

          No nie wiem. Ja chyba niedzisiejsza jestem, ale 8-10 latkom bym tego nie
          pokazała. I dlatego, ze to moze wydać sie "straszne albo obrzydliwe" i dlatego
          ze dzieciaki w tym wieku maja niesamowity pociąg do eksperymentow. Moim zdaniem
          to jeszcze za wczesnie.
          Chociaz teraz, w epoce Bravo i "zmuszania" (presją psychiczną oczywiscie) do
          wczesnej inicjacji moze to i dobry czas?
          Dla mnie to jednak byłoby za wczesnie. Odarłoby relacje męsko-damskie z całej
          tej romantycznej otoczki.
          Nie wystaczy w tym wieku powiedzieć po prostu, że się przytulają?
          To tak jakby chcieć kogoś nauczyć całowania. To przychodzi samo. Kiedy się
          spotka "tę" osobę, to ciało samo podpowie co i w jakiej kolejności poznawać.
          "Mężczyzna poznał swoją żonę Ewę..."
          • joanka741 Re: Odzierać z tejemnicy? 22.07.06, 07:29
            Nie wystarczy wg mniesmile
            Poniewaz dziecko jest ciekawe JAK plemniki dostaja sie do pochwy, i tam nie
            jest pokazane , tylko powiedziane że rurka- czyli członek tatusia jest
            dopasowany do nie pamietam nazwy ksiazkowej, ale niech bedzie ze do dziurki
            Mamusi.
            I chodzi o to że ludzie muszą się kochać, a jak się kochają to sie przytulają,
            a wtedy właśnie te dwa elementy jak puzle sie łaczą w całosć.
            I mozna to robic na różne sposoby.
            A te sposoby własnie pokazane są w taki bardzo delikatny sposób , po prostu
            postacie na sobie leżą ( w ksiazce to takie rysunkowe smieszne mama i tata)
            I tak ze 4 rózne pozycje są.
            Mysle ze dziecko wtedy jest przygotowane na biologie w 4 klasie i nie przerazi
            sie anatomicznym wygladem narządów płciowych, oraz suchym opisem funkcji
            rozrodczych.
            Mojej 7 latce jeszcze bym tego nie pokazała, ale to zależy od dziecka, od tego
            jak szybko dojrzewa i czy pyta.
            A dokładnie tak jest jak piszesz, teraz dzieci tak szybko są zmuszane do tego
            tematu przez media np. że uważam ze uświadamianie 10 czy 11 latków jest
            śmieszne- one juz wszystko wiedzą..... oczywiście wiedzą od kolegów, i
            najcześciej jest to już spaczony obraz i sens.
            • elwinga Re: Odzierać z tejemnicy? 22.07.06, 10:32
              > A dokładnie tak jest jak piszesz, teraz dzieci tak szybko są zmuszane do tego
              > tematu przez media np. że uważam ze uświadamianie 10 czy 11 latków jest
              > śmieszne- one juz wszystko wiedzą..... oczywiście wiedzą od kolegów, i
              > najcześciej jest to już spaczony obraz i sens.

              Moim zdaniem dzieci, i to dużo młodsze niż 10-11-letnie, dowiadują się o seksie
              wcale nie z mediów, tylko od kolegów. Nie wierzę w 10-letnie dziecko, które nie
              wie, skąd się biorą dzieci, i nie wierzę, że jeśli nie wie, to go to nie interesuje.

              Byłabym za uświadamianiem jak najwcześniejszym (dostosowanym do wieku dziecka
              oczywiście) z prostego powodu: aby na skutek wiedzy przekazanej przez kolegów
              nie nabrało dziwnych wyobrażeń albo, co gorsza, lęków. Bo wiedza kolegów często
              opiera się nie tylko na wyobraźni i braku prawidłowej wiedzy o anatomii i
              biologii, co zrozumiałe, ale także i na zasłyszanych lub podsłuchanych rozmowach
              dorosłych, których sensu się do końca nie rozumie.
              • marzek2 Re: Odzierać z tejemnicy? 22.07.06, 13:55
                NO dobra dziewczyny, ale doradźcie, co mam zrobić z moją 6-latką, która NIE
                pyta? Ona wie, że dzieci są od Pana Boga, przy okazji strusiów coś tam pewnie
                zaczęła kojarzyć. Ale bardzo szczątkowo. Czy teraz ciągnąć temat czy czekac aż
                sprawa wypłynie w szkolnych warunkach? Będę wtedy musiała prostować i wiadomości
                i sposób przekazania wiedzy od kolegów... A z drugiej strony obawiam się, czy
                teraz to nie będzie dla niej terapia szokowa i obrzydlistwo zamiast dostrzeżenie
                w tym piękna dawania życia itp... Czy powiedzieć? Jeśli tak to CO konkretnie
                powiedzieć? Czy mówić co jest potrzebne do poczęcia dziecka (plemniki, jajeczko
                u mamusi itp), czy mówić też JAK to się łączy? Pomóżcie bo mam rozterki...
                • joanka741 Re: Odzierać z tejemnicy? 22.07.06, 15:23
                  Marzenko zacznij od strusiów i jej wytłumacz a jeżeli zapyta jak to jest to
                  odpowiedzsmile)
    • rycerzowa Jeśli nie pyta 23.07.06, 22:16
      Powiadasz Marzek, że dziecko nie pyta, zatem masz wątpliwości, czy uswiadamiać
      je właśnie teraz.
      Ale czy malutkie dziecko spytało kiedykolwiek o stworzenie świata, o Zbawienie,
      o sens ludzkiego zycia?
      Na pewno nie. A jednak mówimy dzieciom o tym bardzo wcześnie.
      Dziecko nie pyta o kosmos, o ruchy Słońca, a jednak przy pomocy lampy nad stołem
      i piłki tłumaczymy mu zjawisko dnia i nocy.
      Tak samo zwyczajnie, po prostu, możemy wyjaśnić mu tajemnicę przekazywania życia.

      Druga wątpliwość na forum to obawa, czy ta tajemnica nie zostanie odebrana jako
      "obrzydlistwo", czy nie wywoła szoku.
      Najpierw dziecko musiałoby być nauczone,że "te sprawy" są obrzydliwe i straszne.
      Chyba tego dzieci nie uczycie?
      To jest zresztą argument za bardzo wczesnym uświadomieniem, z a n i m
      ktokolwiek źle wpłynie na nasze dziecko.

      Trzeci problem to lęk, że mówienie o tym za wcześnie spowoduje niepotrzebne i
      przedwczesne zainteresowanie dziecka sprawami płci.
      Otóz dla dziecka kilkuletniego wszystko to może być t ciekawe i pasjonujące, ale
      nie na tyle , by się szczególnie wyróżniało ze zbioru innych ciekawych
      informacji. Na przykład jednego dnia opowiadamy dziecku, na czym polega
      odżywianie (obrazki żołądka, watroby i jelit).
      Innego dnia pokażemy mu budowę domu, wyjaśnimy sens instalowania sieci wodnej,
      gazowej, elektrycznej,(proste schemaciki), jeszcze innego - opowiemy o
      dinozaurach (książki i film).
      Tak samo naturalnie opowiemy dziecku, jak przychodzą na świat dzieci.

      Dzieci, i młodsze i starsze, są bombardowane codziennie takim natłokiem wrażeń,
      informacji i zachęt, że nie należy się aż tak bardzo bać,ze wyłuska akurat tę
      jedną, jeśli my sami nie zrobimy z tego strasznego problemu.

      Acha, moim zdaniem przedszkolakowi niepotrzebna jest romantyczna otoczka.
      Ono potrzebuje informacji.
      Na romantyzm (w naszym pojeciu) przyjdzie czas później, i to nie przez
      uświadamiający wykład, ale przez przykład, przez samo życie.
      Czy to znaczy,ze postuluję "odzieranie z tajemnicy"?
      Dla dziecka wszystko jest tajemnicą, wszystko jest cudowne, wspaniałe,
      interesujące, "zaczarowane". I działanie silnika samochodowego i budowa
      ludzkiego ciała. Bo czyż nie jest?
    • lolinka2 Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 29.07.06, 09:52
      hmmmmmmmmmm
      Duza wie:
      - ze dziecko jest w brzuchu mamy
      - którędy się rodzi (i inne ciążowe detale)
      - o miesiaczce (że ją kobiety mają jak nie są w ciąży raz w miesiącu)
      - że aby mieć dziecko należy wpierw posiadać meża
      - że dzieci powstają z połączenia plemnika taty z komóreczką mamy (swego czasu
      tweirdziła, że owa komóreczka to mój stary Siemens...)
      - że prezerwatywy używane są po to aby nie mieć dzieci (nie kojarzy jak)

      Aczkolwiek śmieszna akcja była wczoraj bo się z małzem przytuliliśmy jak
      wróciłam z pracy a Duża smyk za gumkę i mówi do mnie: Masz, musisz uzyć. No
      comments....

      Póki co czekamy na dalsze pytania. Ale chyba małz jest lepszyw te klocki bo on
      jej odpowiada ze smiertelnie poważną miną bz zająknięcia i czerwienienia.
    • tres_ka Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 29.07.06, 18:06
      Marzek, nie wydaje mi się, żeby już na początku zerówki dziewczynki rozmawiały o tych sprawach wink
      Wg mnie trzeba poczekac na odpowiedni moment.
      U nas taka troche przełomowa rozmowa miała miejsce, gdy w bibliotece natrafiłam na książkę o ciele człowieka. Była to książka dla przedszkolaków, dobrze pomyślana. I przy lekturze tej ksiązki narodziło sie wiele pytań w głowach moich dzieci, na które odpowiadałam tak, by zaspokoic ich ciekawość. Ale mój prawie 7-latek nie wie jeszcze w jaki sposób dochodzi do poczęcia dziecka (chodzi mi o całą prawdę ze szczegółami). Uznałam, że to za wcześnie.
    • magdalaena1977 Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 30.07.06, 13:40
      Tak sobie czytam , to co piszecie i mam jedną uwagę.
      Kilka z Was pisało, że opowiadając o poczęciu dziecka zaznacza, ze musi się to
      stać w małżeństwie, ze trzeba mieć męża, żeby mieć dziecko itp.
      Jakkolwiek jest to niewątpliwie słuszna kolejność postępowania, to nie pozwólcie
      zbyt długo dzieciom trwać w przekonaniu, że jedyna. Nie żyjemy w społeczeństwie
      ortodoksyjnie katolickim i co będzie jak kolega z przedszkola będzie miał tylko
      mamusię, a Wasz szkrab zacznie go przekonywać, że na pewno rodzicie musieli być
      małżeństwem ...
      Ja zrobiłam z siebie idiotkę, jak miałam 10 lat i usilnie przekonywałam
      otoczenie, że moja kuzynka (na której ślubie byłam w październiku i która
      spodziewała się dziecka) urodzi je najwcześniej w czerwcu.
      A wyobraźcie sobie urodziło się w marcu...
      • zuzanna56 Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 30.07.06, 17:04
        Rozmawiałam z dziećmi o poczęciu i o miesiączce dość wcześnie, w wieku 3-4 lat.
        Oczywiście inaczej te rozmowy wyglądały gdy dzieci były bardzo małe a inaczej
        (bardziej szczegółowo) gdy starsze dziecko miało około 6 lat. Moja mama
        rozmawiała ze mną i z moją siostrą też dość wcześnie i było to dla mnie
        zupełnie naturalne. Tak też staram się rozmawiać z moimi dziećmi.
      • direta Jesli sie nie staniecie jako dzieci... 04.08.06, 16:58
        magdalaena1977 napisała:

        >
        > Ja zrobiłam z siebie idiotkę, jak miałam 10 lat i usilnie przekonywałam
        > otoczenie, że moja kuzynka (na której ślubie byłam w październiku i która
        > spodziewała się dziecka) urodzi je najwcześniej w czerwcu.
        > A wyobraźcie sobie urodziło się w marcu...

        A ja myślę, że wcale nie zrobiłaś z siebie idiotki.
        Zachowałaś się dokładnie tak jak to dziecko z bajki Andersena, któe
        zawołało "Król jest nagi!" I oby więcej takich dzieci. Nie róbmy z nich na siłę
        małych dorosłych.
        IMHO należy najpierw dzieciom wpoić co jest NORMĄ (że dzieci rodzą sie w
        małżenstwie, ze maja mamusię płci żenskiej i tatusia płci męskiej, ze ciąża
        trwa 9 m-cy, ze nie współżyje sie poza małzenstwem itd itp...
        • joanka741 Re: Jesli sie nie staniecie jako dzieci... 05.08.06, 07:23
          dziewczyny na Allegro jest wyprzedaż tej ksiażki o której pisałam na
          wielodzietnych i tutaj tez chybasmile)
          Mama zniosła jajko.
          Cena 6 zł, faktycznie w księgarniach kosztuje koło 30, bo tak kupowała rok temu
          moja koleżanka.
          polecam, ja kupiłam na wczesniejszej aukcji juz 2smile)
          www.allegro.pl/item119331486_mama_zniosla_jajko_wielka_wyprzedaz_.html
        • magdalaena1977 Re: Jesli sie nie staniecie jako dzieci... 07.08.06, 20:29
          direta napisała:
          > IMHO należy najpierw dzieciom wpoić co jest NORMĄ
          Nie jest to takie proste.
          IMHO nie można utożsamiać stanu pożądanego, idealnego z rzeczywistością.
          Czy nie uczymy dzieci pilnować swoich rzeczy przed złodziejami, czy nie uczymy
          nieufności do obcych ?
          • direta Re: Jesli sie nie staniecie jako dzieci... 07.08.06, 21:31
            magdalaena1977 napisała:

            > direta napisała:
            > > IMHO należy najpierw dzieciom wpoić co jest NORMĄ
            > Nie jest to takie proste.

            Ależ skąd! Jest to bardzo proste!

            > IMHO nie można utożsamiać stanu pożądanego, idealnego z rzeczywistością.

            Stan pożądany ani tez stan powszechny nie jest tożsamy z NORMĄ czyli ze stanem
            normalnym.
            nawet jeśli 90% społeczeństwa kradnie to czy uznasz, że jest to normalne i że
            jest to norma?
            Także stan pożadany moze się rozmijać z normą ot choćby marzenie hipotetycznego
            geja aby wszyscy przystojni faceci byli gejami.

            > Czy nie uczymy dzieci pilnować swoich rzeczy przed złodziejami, czy nie uczymy
            > nieufności do obcych ?

            Ależ jedno nie ma z drugim nic wspólnego.
            Właśnie dlatego, że wpajamy dzieciom normę ("nie kradnij!" "ja nie kradnę" "nie
            powinno się kraść" "normalne i dobre jest, że się nie kradnie") mozna później
            bazując na poczuciu normy podać informację, że są przypadki nienormalne,
            których należy się wystrzegać.
            Jeśli nie wpoimy normy to cóż nam przyjdzie z uczenia nieufności do obcych? W
            koncu skoro wszystko jest normą to moze i jakiś pedofil tez jest normalny?
            Albo złodziej? Albo to, ze mozna zabrać koledze?
            Normy w świecie dziecka muszą byc bardzo jasno ustalone. I wyraźnie wytyczone
            granice. Inaczej dziecko nie bedzie miało poczucia bezpieczenstwa. Wyjątki od
            reguły samo zauwazy. Wazne by wiedziało, ze to tylko wyjatki.

            Relatywizm moralny nigdy i nigdzie nie przynosił dobrych owoców. zawsze
            owocował predzej czy pozniej czyjąś krzywdą, łzami i cierpieniem.
            • magdalaena1977 Re: Jesli sie nie staniecie jako dzieci... 08.08.06, 01:15
              direta napisała:
              > > > IMHO należy najpierw dzieciom wpoić co jest NORMĄ
              magdalaena1977 napisała:
              > > Nie jest to takie proste.
              direta napisała:
              > Ależ skąd! Jest to bardzo proste!
              magdalaena1977 napisała:
              > > IMHO nie można utożsamiać stanu pożądanego, idealnego z rzeczywistością.
              direta napisała:
              > Stan pożądany ani tez stan powszechny nie jest tożsamy z NORMĄ
              > czyli ze stanem normalnym. Nawet jeśli 90% społeczeństwa
              > kradnie to czy uznasz, że jest to normalne i że jest to norma?
              Po pierwsze: Wydaje mi się także że niepotrzebnie mieszasz różne znaczenia słowa
              "norma" i "normalny" (vide słownik języka polskiego
              sjp.pwn.pl/haslo.php?id=37548 : normalny - zgodny z normą, wzorem,
              przepisem, taki jaki powinien być, prawidłowy; najczęściej spotykany,
              przeciętny, zwykły).

              Po drugie: Nie. Nie uważam, że gdyby większość społeczeństwa kradła, byłoby
              stałoby się to słuszne.
              W dodatku - nigdzie także nie napisałam, że właściwe jest, że ludzie żyją ze
              sobą przed ślubem.
              Uważam natomiast, że taka jest polska współczesna rzeczywistość. Znaczna ilość
              dzieci rodzi się krótko po ślubie swoich rodziców, rodzice części w ogóle nie są
              małżeństwem.
              Tak samo jak faktem jest, że jeśli zostawisz torebkę z pieniędzmi w miejscu
              publicznym to najprawdopodobniej ktoś ją ukradnie, a obcy "wujek" częstujący
              dziecko cukierkami może być pedofilem.
              I to, że negatywnie oceniam te zjawiska, nie może być powodem zatajania ich
              istnienia przed dzieckiem (oczywiście stosownie do jego wieku i możliwości
              rozumienia).
              • direta Re: Jesli sie nie staniecie jako dzieci... 08.08.06, 12:30
                magdalaena1977 napisała:
                > I to, że negatywnie oceniam te zjawiska, nie może być powodem zatajania ich
                > istnienia przed dzieckiem (oczywiście stosownie do jego wieku i możliwości
                > rozumienia).

                krótko, bo zaraz mam pociąg a jeszcze nie jestem spakowana.
                Mieszasz kilka rzeczy i niepotrzebnie wrzucasz je do jednego worka.
                Napisałam wyraźnie. najpierw trzeba wpoić dziecku normę. Czyli musi wiedziec,
                ze dzieci poczynają sie w małżenstwie z milosci, ze rodzice nigdy nie porzucą
                swoich dzieci, ze człowiek nie kradnie nie zabija itd.
                A dopiero jak to mu powiesz, to - nadal podkreslając jaka jest norma - mozesz
                wspomniec, ze są odstępstwa od tej normy.
                I sukcesywnie na przykładach podsuwanych przez życie mu wyjasniac.
                Jesli pisze niejasno, to doprecyzuje za kilka dni, kiedy wroce.
                • berek_76 Re: Jesli sie nie staniecie jako dzieci... 28.08.06, 22:01
                  Czyli musi wiedziec,
                  > ze dzieci poczynają sie w małżenstwie z milosci, ze rodzice nigdy nie porzucą
                  > swoich dzieci, ze człowiek nie kradnie nie zabija itd.
                  > A dopiero jak to mu powiesz, to - nadal podkreslając jaka jest norma - mozesz
                  > wspomniec, ze są odstępstwa od tej normy.
                  > I sukcesywnie na przykładach podsuwanych przez życie mu wyjasniac.

                  Nie, tak nie jest. Tak POWINNO być, ale to nie to samo.

                  Łatwo jest szermować takimi "prostymi" prawdami, kiedy się ma prostą sytuację. A
                  ja dzisiaj miałam "krzywą". Bo Ania mnie pytała, kiedy będzie miała braciszka i
                  jakoś doszłyśmy do kwestii, że żeby mieć dziecko, trzeba mieć dwoje rodziców. I
                  okazało się, że ja mam taką sytuację, która jest mało oczywista - mam męża, ale
                  nie mam... z braku lepszego słowa powiedziałam Ani, ze partnera życiowego. I tym
                  samym nie mam taty dla dalszych dzieci. Padło zresztą pytanie, czy będę miała
                  nowego męża.

                  Nie wszystko jest łatwe i proste, i oczywiste.

                  I mnie równiez nie wydaje się słuszne mówienie, że dzieci poczynają się tylko w
                  małżeństwie. podobnie jak to, że ludzie się nie zabijają. Jedno i drugie jest
                  kłamstwem. Ludzie się zabijają, ale NIE POWINNI. I kiedy rozmawiam z Ania o
                  kwestiach dotyczących dzieci i ich wychowania (regularnie próbuje wychowywać
                  Dasię wink ), tłumaczę jej, jak powinno być i dlaczego.

                  Ale jak mam jej mówic na przykład, że rodzina to mamusia, tatuś i dzieci, skoro
                  u nas ewidentnie tak nie jest?

                  -----------------------
                  Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                  • skrzynka3 Re: Jesli sie nie staniecie jako dzieci... 06.09.06, 08:23
                    A my wczoraj przy pomocy "Mama zniosla jajko" przebrnelismy gladko i naturalnie
                    przez wszystkie "konkrety"smile). Obaj starsi chlopcy (10 i 8 lat) od dawna byli
                    na etapie nasionka i jajeczka, przytulania sie w specjalny sposob mamy i taty i
                    tyle.
                    Ze starszym probowalam rozmowy kiedy zapytal przy okazji przygotowan do Komunii
                    w zeszlym roku co to znaczy "nie cudzoloz" ale On jest dosc skryty nie
                    dopytywal a ja nie wiedzialam jak daleko brnac w szczegoly bez Jego pytan.

                    Sredni zaczal drazyc temat od kilku dni jak wlasciwie te plemniki sie
                    przedostaja od taty do mamy. Wczoraj wspolnie przeczytalismy ksiazke i dlugo
                    potem rozmawialismy (starszy przyczlapal w trakcie i ku mojemu zdziwieniu
                    okazalo sie ze latwiej Mu podczepic sie pod mlodszego brata i pytac w takiej
                    wspolnej rozmowie niz samodzielnie rozmawiac ze mna). W kazdym razie rozmowa
                    byla dluga i zahaczyla tez o regulacje poczec i roznice swiatopogladowe w tym
                    wzgledzie smile,o "nie cudzoloz", o cytat z Biblii o "laczeniu sie tak scisle ,ze
                    staja sie jednym cialem". Oni znaja juz przyklady roznych nazwijmy
                    to "konfiguracji" rodzinnych z otoczenia wiec mowilismy sobie jak POWINNO byc w
                    planie Bozym i jak jest najlepiej ale, ze nie zawsze tak jest.

                    Ciesze sie, ze udalo sie to zalatwic w atmosferze odkrywania fascynujacych
                    tajemnic swiata bo chwilke potem chlopcy z rownym zacieciem studiowali ze mna
                    przekroj nosogardla i zglebiali mechanizm krztuszenia sie jedzeniem i
                    powstawania glosu a godzine pozniej jak to sie dokladnie dzieje ze powstaje
                    wysypka (vide mlodsza siostrzyczka i banany)smile)

                    Po wczorajszej rozmowie mam jeszcze refleksje, ze nie zawsze warto czekac az
                    dziecko zapyta. Mam pewne podejrzenia sadzac po reakcji, ze najstarszy cos juz
                    musial slyszec od kolegow (pojecia nie ma w jakiej formie) a wczoraj sprawial
                    wrazenie jakby Mu ulzylo i Go odblokowalo.

                    Skrzynka
                    • tres_ka Re: Jesli sie nie staniecie jako dzieci... 06.09.06, 21:16
                      A podobały się Wam pokazane tam "pozycje"? Mój syn ma 7 lat i nie pokazałabym mu
                      tej książki.
                      • skrzynka3 Re: Jesli sie nie staniecie jako dzieci... 07.09.06, 09:22
                        Te "pozycje"wink to zabawne rysunki jakby kilkulatek je rysowal, jest mama i tata
                        skaczacy razem na wielkiej pilce z rozwianym wlosem, mama i tata unoszacy sie w
                        powietrzu - w dole naszkicowane szczyty gor- z balonikami przywiazanymi do rak
                        i nog (tata ma tam przestraszona mine), mama i tata na deskorolce. Postacie sa
                        narysowane pojedynczymi kreskami jedyny szczegol anatomiczny jaki widac to
                        dwoma koleczkami zaznaczone piersi mamy.Obrazki maja klimat szalonej, radosnej
                        wspolnej zabawy rodzicow. Chlopcy parskneli smiechem na ich widok i od razu
                        przeszli do nastepnej strony.
                        Skrzynka
                        Pozdrawiam
                        • tres_ka Re: Jesli sie nie staniecie jako dzieci... 08.09.06, 09:07
                          Widziałam tę książkę i wiem jak to wygląda. Odniosłam inne wrażenie niż Ty, ale
                          to moje zdanie.
                          • joanka741 Re: Jesli sie nie staniecie jako dzieci... 14.09.06, 14:56
                            Ja jednak pokazalam mojej 7 latce i 5 latkowi.
                            I dowiedzialam sie ze zna juz slowo sex...........
                            Kolezanka jej mowila, przeczytalam, dzieci z ciekawoscia posluchaly ,
                            zobaczyly, jedyne pytanie padlo o ubraniasmile))
                            Nie widzialam szoku w oczach, raczej zainteresowanie takie spokojne i radosc ze
                            czegos sie dowiedzialy.
                            Joanka741-mama Oliwki,Szczepanka i Melanii
                            Fryzurka Melanii
                            Strzelcy wyborowi
    • melka_x Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 01.08.06, 15:48
      Dziewczynki w zerówce rozmawiają już o seksie. Mnie na szczęście uświadomiono
      wcześniej w domu, ale dla kilku koleżanek zaczynających szkołę to czego się
      dowiedziały od rówieśników było szokiem. Forma była tak wulgarna, a seks
      przedstawiony tak obscenicznie, że jedna z moich koleżanek wstydziła się
      zapytać rodziców, czy to prawda. Jeśli chcecie mieć kontrolę nad tym co dzieci
      usłyszą, nie czekajcie.
      • wieczna-gosia Re: Bujanko - czyli czy Wasze dzieci już wiedzą?? 04.08.06, 15:44
        no nie no trzeba bylo wykorzystac strusia z tym dlugim i czerwonym i poleciec.
        naprawde wydaje mi sie ze powiedzenie ze strusie wlasnie postanowily miec jajko
        i w zwiazku z tym pan strus musi pani strusiowej dac plemniczek, wlasnie tym
        dlugim czerwonym- jest do przezycia dla kazdego. wcale od razu nie trzeba mowic
        ze tatus tez ma dlugie czewone i wklada mamusi- dziecko w ktoryms momencie samo
        chwyci analogie. chocioaz jesli sie zapyta- odpowiedziec.

        moje dziecko w 3 grupie uswiadomilo dzieci zbiorowo ze tatus jest potrzebny
        mamusi do tego by dac jej plemniczek, szczegolow technicznych dawania
        dowiedziala sie ostatnio na wyrazne rzadanie- przyniosla bowiem z przedszkola
        sformuowanie "uprawiac seks".
Inne wątki na temat:
Pełna wersja