moje dzieci na pogrzebie

08.09.06, 12:28
Jechaliśmy w sobotę odwiedzić babcię w szpitalu. na miejscu dowiadujemy się,
że pół godziny temu zmarła. Zaczyna się cały ogrom zdarzeń: szpital, sprawy
urzędowe, pogrzebowe, powiadamianie rodziny itd. uczestniczy w tym wszystkich
mój syn (córcia niczego nieświadoma wyje jak zwykle!). W przeddzień pogrzebu
ciało wystawione w kaplicy. Ciemno, pali się maleńka świeca. Mój Staś
podchodzi do trumny, układa kwiatki, potem mówi: Cześć babciu! Mnie coś
ściska, mama szlocha. Potem droga na cmentarz. Staś pyta: A pojedziemy dziś
na basen? Odpowiadam: Nie, dziś jest pogrzeb . Na to syn logicznie: Ale
przecież babcia nie jedzie z nami na basen, ona już nie żyje, więc czemu nie
pozwalasz? Ceremonię pogrzebu przerywa grad i wichura. Chyba jakiś znak z
nieba (ksiądz potem zażartował, że to babcia dała znać pątnikom żeby już szli
do domu i nie rozpaczali).
Nie spodziewaliśmy się tej śmierci, nie zdążyłam nawet zastanowić się jak
dziecko do tego przygotować. A on tak naturalnie, bez strachu i zdziwienia
przyjmował wszystkie wydarzenia. Potem jakaś staruszka nakrzyczała niemal na
mnie, że pozwoliłam takiemu dziecku oglądać nieboszczyka, będzie miał złe sny
i wspomnienia. Wystraszyłam się. No rzeczywiście, może źle zrobiłam, trzeba
go było odseparować? Okazało się, że w snach to pojawł się , owszem ale
Złomek z filmu "AUTA". Dziś, przypadkowo, przeczytałam jakieś mądre pismo
pani psycholog, że wrażliwym dzieciom należy oszczędzić widoków smutku,
płaczu, czerni, trumny, bo to zostaje na całe życie. Po naszym doświadczeniu
śmiem nie zgadzać się z tą tezą. Czy macie podobne doświadczenia?
    • mary_ann Re: moje dzieci na pogrzebie 08.09.06, 14:01
      Chyba zachowanie Twojego synka jest najlepsza odpowiedziąsmile))
      Myslę, że dobrze postapiłaś, fatalne jest własnie to, że w wychowaniu dzieci
      (i zyciu w ogóle) mamy dziś tendencję do uciekania od tego, co naturalne,
      nieuchronne i ... przecie na swój sposób piękne.
      • pawlinka Re: moje dzieci na pogrzebie 08.09.06, 14:22
        u nas trudne sytuacje były rok temu:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=28319296&a=28319296
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=22388867&a=22432635
        Trudne, ale z perspektywy roku widzę, że wydarzenia to zostały przyjęte przez
        starszaka naturalnie. To normalne, że masz wątpliwości, bo jesteś mamąsmile
        Myślę tak jak Mary_ann.
        Pozdrawiam bardzo serdecznie

    • mama_kasia Re: moje dzieci na pogrzebie 08.09.06, 15:10
      > Jechaliśmy w sobotę odwiedzić babcię w szpitalu. na miejscu dowiadujemy się,
      > że pół godziny temu zmarła.
      My też to przeżyliśmy. Dokładnie taka sama sytuacja sad Tyle, że to był
      tata mojego męża. Dowiedzieliśmy się późnym wieczorem. Nie zdążyliśmy
      dojechać.
      Nasz syn miał 4 lata. Średnia 8 mcy. Pogoda bylejaka. Maciek, tak jak
      piszesz, przyjmował to bardzo naturalnie.
      Byłam z nimi na mszy. Nie byliśmy na pogrzebie ani w kaplicy. Tak
      jakoś wyszło. Pogoda deszczowa, mała mała... Poszłam z nimi do domu
      i przygotowywałam stypę.
      Ale i tak uważam, że dobrze zrobiłaś.
      Współczuję i ściskam.
      • kulinka3 Re: moje dzieci na pogrzebie 08.09.06, 15:24
        Nie mam doświadczenia w sprawie, którą poruszasz.Pewnie do czasu....
        Wiem jednak,że kiedy w naszej szkole zmarł chłopiec( z zerówki) cała szkoła
        pojechała na mszę i na pogrzeb.Nasi księża, którzy są zdania,że dzieci trzeba z
        delikatnością, ale jednak wprowadzać w rzeczywistość śmierci byli
        zbudowani,kiedy chłopcy z klasy Antka pożegnali go nad otwartym grobem,
        wrzucając grudki ziemi.
        Rodziców też zamurowało, jak naturalnie dzieci zachowują się w tak trudnych
        sytuacjach.
        Uczyniłabym podobnie , jak Ty.
        Pozdrawiam w tych trudnych chwilach.

        • jol5.po Re: moje dzieci na pogrzebie 08.09.06, 15:44
          Alinow, ja pamiętam pogrzeby z dzieciństwa. Moja mama miała rodzeństwo i troje
          umarło na raka w wieku tak około 30 lat. Byłam na dwóch pogrzebach, na jednym
          pogrzebie miałam chyba ze 4 lata, na drugim około 8-9.
          Wiesz, paradokasalnie to są dobre doświadczenia dla dzieci. Tak mi się wydaje.
          Widziałam dorosłych, moją mamę i babcię, które nie rozdzierały nadmiernie szat.
          Śmierć jest wpisana w życie niestety, gdybym zobaczyła jakąś powalającą rozpacz,
          albo odgradzano by mnie od pogrzebu i całego wydarzenia prawdopodobnie
          otrzymałabym przekaz, że śmierć jest tak okropna, że dorosli nawet się jej boją.
          Jasne że się boją, ale przekaz wynikający z zachowania rodziny był taki, że
          zycie płynie nadal, że można przetrwać zetknąwszy się ze śmiercią kogoś
          bliskiego, i taki bardzo chrześcijański przekaz ufności w życie po śmierci
          wynikający z postawy mojej mamy i babci.
          Mając kilkanaście lat byłam na pogrzebie dziadka - to było na wsi, tam jest
          zwyczaj przychodzenia na wieczór i modlenia się za zmarłego przy jego zwłokach,
          zbiera się duzo ludzi. To bardzo dobry rytuał. Tak to odczuwałam. Ludzie są
          razem, tradycja utrwali tą potrzebą wspólnoty. To wszystko takie naturalne było.
          Ja czuję nawet coś takiego, że nagromadzenie śmierci w mojej rodzinie jest dla
          mnie kapitałem. Teraz stykając się ze śmiercią czuję się o wiele bardziej
          bezbronna wobec śmierci niż wtedy jako dziecko. Wtedy nie czułam samotności.

          >Potem jakaś staruszka nakrzyczała niemal na
          >mnie, że pozwoliłam takiemu dziecku oglądać nieboszczyka, będzie miał złe sny
          >i wspomnienia. Wystraszyłam się. No rzeczywiście, może źle zrobiłam, trzeba
          >go było odseparować? Okazało się, że w snach to pojawł się , owszem ale
          >Złomek z filmu "AUTA". Dziś, przypadkowo, przeczytałam jakieś mądre pismo
          >pani psycholog, że wrażliwym dzieciom należy oszczędzić widoków smutku,
          >płaczu, czerni, trumny, bo to zostaje na całe życie.

          Staruszka zareagowała bardzo dziecinnie. Pani psycholog dała radę adekwatną do
          świata gdzie nie ma śmierci. Tylko, ze to akurat nie ten nasz świat, a jakiś
          wyimaginowany. W przypadku Twoich dzieci nastąpiło zetknięcie ze śmiercią dobre,
          pokazjące, że ona jest, a nie wywołujące traumy i paraliżującego strachu przed
          nią. Myślę, że dorosłym, którzy jako dzieci nie mieli takich doświadczeń, jest
          o wiele trudniej zmierzyć się śmiercią, która jest wpisana w nasze życie.
        • addria Re: moje dzieci na pogrzebie 08.09.06, 15:54
          Również nie mam doświadczenia w tej sprawie i jak najdłużej nie chcę mieć, ale
          ja nie pozwoliłabym SWOJEMU dziecku oglądać bliską zmarłą osobę w trumnie. I
          zgodzę się o tyle z tą panią psycholog, że NIEKTÓRYM, WYJĄTKOWO wrażliwym
          dzieciom takich widoków należy oszczędzać, dopóki rodzice nie stwierdzą, że
          może być inaczej. I wiem, że moje dziecko mogłoby przeżyć jakąś traumę z tego
          powodu, gdyż tak jak jak ja w jego wieku jest bardzo wrażliwe. I widzę również,
          jak reaguje na pewne rzeczy związane z chorobą, czy śmiercią (choć jej jeszcze
          do końca nie rozumie). No i zupełnie nie ma to związku z uciekaniem przed
          tematem doczesności.

          Jeśli jednak rodzice, którzy znają własne dziecko, uznają, że jest ono
          emocjonalnie gotowe na uczestnictwo w takiej uroczystości (lub chociaż
          przypuszczają, że może być), to oczywiście jest to w porządku.

          Wyrazy współczucia dla aliny z powodu śmierci babci...
          • fiamma75 Re: moje dzieci na pogrzebie 08.09.06, 18:47
            Mam doświadczenie jako dziecko 5-letnie. Zmarła moja ciocia i w ramach
            pożegnania kazano mi ją pocałować w rękę. Potem długi czas miałam koszmary,
            robiłam wszystko by nie zasnąć, bo byłam przekonana, że umrę we śnie.
            Dlatego też nie pozwoliłabym swojemu dziecku na oglądanie bliskiej osoby w
            trumnie, robienie zdjęć w tej scenerii (zwyczaj w rodzinie męża).
          • malgosiader Re: moje dzieci na pogrzebie 09.09.06, 20:07
            Tak sobie czytam....
            Wiesz Addria nie możesz mówić co byś zrobiła w sytuacji, której tak naprawdę
            nie znasz. Nie byłaś ( i dziękuj Bogu za to) w takiej sytuacji.
            Ja byłam. Pół roku temu zmarła moja Mamusia. Po ośmiu miesiącach walki z rakiem
            Pan Bóg zabrał Ją do siebie. Wraz z moją rodzinką - dwóch synów 6 i 9 lat,
            mężem mieszkałam z moimi rodzicami. Mama Była dla nas całym światem.
            Szczególnie dla chłopców. Po urlopach macierzyńskich ja wracałam do pracy, a
            Mamcia zostawała z nimi czasami do późnej nocy. I nagle szok, nasza ukochana
            Babunia odchodzi. Myślę, że chyba dobrze chłopców przygotowaliśmy na ten
            moment. Oni widzieli jak gasła, powoli (była w domu). Po śmierci owszem był
            płacz (przy śmierci nie byli - wywiozłam dzieci do teściów), że oni nie
            chcieli, żeby Pan Bóg Ja zabrał, itp. Ale w dzień pogrzebu - poprostu
            zaskoczyli mnie na całej linii. Nie chciałam im pokazywać Babci w
            trumnie.Chciałam żeby zapamiętali Ją żywą. Ale gdy trumna została otwarta, to
            oni pierwsi przy Niej byli. Dosłownie niespodziewanie wymskneli się mojej
            szawgierce z ławki i poszli się z Babcią pożegnać. Potem nie powiem - bałam
            się. Co będzie w nocy? Ale nic, cisza. Rozmawiając o tym z przedszkolankami,
            pania w szkole usłyszałam opinie, że dzieci zostały dobrze przygotowane. Że w
            naszym domu nie był to temat tabu, że Babcia jest chora. Miały informacje
            przekazywane w granicach rozsądku, ale nie były zbywane jakimiś banałami. Poza
            tym one bardzo Ją kochały i najzwyczajniej w świecie zapewne w tych małych
            główkach ani przez chwilę nie pojawiła się myśl, że Babci można się bać. Dzieci
            miały obiecane, że zawsze w niedzielę po kościele będziemy do Niej jechać, że
            nigdy o Niej nie zapomnimy, dużo rozmawiamy. I naprawdę jest ok. Oni tak
            dojrzale podeszli do tego zdarzenia.
            Ja też w dzieciństwie bałam się pogrzebów, osób zmarłych, bałam się spać, gdy
            ktoś bliski odchodził i pewnie też bym tak myślała, gdyby nie zdarzenia które
            nas spotkały. Teraz mam zupaełne odmienne zdanie. Powiem jeszcze tylko, że
            kiedy jeszcze Mama żyła, a ja jeżdziłam po różnych lekarzach, z którymi
            rozmawiałam co będzie kiedy to juz nastapi, słysząc ich rady jak należy
            zachowac się po smierc wobec dzieci pukałam sie w czoło, co oni mi opowiadają,
            że przecież oni są tacy mali i lepiej im tego oszczędzić. Dziś reprezentuje
            zupełne inne stanowisko.
            Ale wcześniej swoje musiałam przejść. Ja i moja rodzina.
            Pozdrawiam wszystkich.
            • addria Re: moje dzieci na pogrzebie 09.09.06, 21:22

              > Tak sobie czytam....
              > Wiesz Addria nie możesz mówić co byś zrobiła w sytuacji, której tak naprawdę
              > nie znasz.

              Jest to temat bardzo drażliwy, przykry i dlatego wszelkie opinie powinny być
              wypowiadane ostrożnie, tak też i ja się starałam to zrobić, by nikogo nie
              urazić, ale pomimo że w takiej sytuacji nie byłam, to mogę mówić co bym
              zrobiła, bo mam swoje przemyślenia na ten temat. Oczywiście życie pisze różne
              scenariusze i wszystkiego przewidzieć się nie da, ale moje przekonanie jest
              takie jak w poście powyżej i na pytanie czy pozwoliłabym swojemu (podkreślam)
              dziecku oglądać zmarłego w trumnie odpowiadam: nie.
              Pozdrawiam serdecznie

    • brucha Re: moje dzieci na pogrzebie 08.09.06, 18:39
      aż żałuję, że nie bardzo mam czas na dyskusje, bo u nas to też świeżutki temat.
      mój 5-latek obserwował pogrzeb na wsi. po wyjaśnieniu o co chodzi z tym tłumem
      na ulicy przyjął to normalnie po swojemu. postanowił już nigdy nie dorosnąć i
      wymyśla płyn na 'nieumarcie'.



      • alinaw1 Re: moje dzieci na pogrzebie 09.09.06, 19:23
        A więc rózne reakcje... Mój Staś to totalnie wrażliwy 4 (i pół) latek, dlatego
        w ogóle poruszyłam ten temat. To tak jakoś niespodziewanie na nas spadło, że
        nie moglam wcześniej przygotować się (i dziecko), poczytać, czy choćby Was
        zapytać. Okazało się, żę ten wrażliwiec i wariatunio przyjął to spokojnie (a
        ryczał przez parę dni jak oglądał film przyrodniczy, w którym lew dopadł
        antylopę... Też niby naturalna rzecz- prawo dżunglii). A potem zaczęły mi się
        kłębić w głowie tysiące myśli dot. śmieci i tego, co potem. Wiem, że to nie na
        temat i nie tutaj. Poczytałam sporo na ten temat wywodów teologicznych
        katolickich i prawosławnych. Będę wdzięczna protestantkom, gdyby podpowiedziały
        mi gdzie szukać (np. na stronach netowych) jakiś tekstów objaśniających idę
        sądu Ostatecznego i wieczności. Pzdr.
        • dorotkak Re: moje dzieci na pogrzebie 11.09.06, 21:31
          Alinko, ja tez pamietam pogrzeby z dzieciństwa a właszcza pogrzeb mojego dziadka
          miałam 6 lat i śmierć była dla mnie abstrakcją, widziałam rozpacz mojego taty
          a widoku dziadka w trumnie nie zapomne do końca życia... był okres, że śnił mi
          się co noc, do dziś mam ten widok przed oczami
          kiedy potem umarła babcia miałam 17 lat i nie poszłam oglądać jej w trumnie, nie
          dała bym rady przejść przez to wszysko raz jeszcze, z trwogą myslę, że kiedyś
          przyjdzie przejśc przez to wszytstko raz jeszcze
    • madalenka25 Re: moje dzieci na pogrzebie 12.09.06, 13:32
      kiedy zmarł mój Dziadek a moja Werka miała 5 lat i była z nim dośc mocno
      związana emocjonalnie ale przyjeła to bardzo spokojnie, u nas w domu kultywuje
      sie tradycje trzech dób i ciało było z nami w domu, więc Młoda chodziła koło
      trumny, wkładała kwiaty, laurki i pamiętam, ze ciągle poprawiała dziadkowy
      różaniec i pocieszała swoja Prabacie i zadawała jej tysiące pytań

      kiedy rok później zmarła Babcia - moja 6 latka obraziła się na Boga, w
      ostatnich tygodnia życia Babci Młoda duża z nią rozmawiała i była świadma, że w
      kazdej chwili Babcia moze odejść - bardzo chorowała - i pamiętam jak prosiła
      zeby nie umierała, że ona sie nie zgadza, ze to niesprawidliwe, potem nie
      chciała nawet wejśc do domu gdzie lezała Babcia, nie chciała uczestniczyc w
      modlitwach tylko wybrała kwiaty i prosiła by je wlozyc do trumny - teraz ma 10
      lat i o ile przeszła jej złość na Boga to żal pozostał i nadal obie nie umiemy
      o tym rozmawiac i o ile mi ulge przynosi wizyta na cemntarzu i rozmowa to Młoda
      niechce chodzic na grób Prababci bo twierdzi ze jej wtedy łatwiej gdy nie widzi
      i zawsze moze pomarzyć że Babcia po prostu wyjechała
      • kulinka3 Re: moje dzieci na pogrzebie 12.09.06, 13:44
        Nie wiem, ale jakoś nasze rozważania głównie sprowadziły się do tego czy
        pokazywać dzieciom zwłoki czy nie.
        Osobiście chyba wolałbym nie, choć pewnie to zależy od dzieci i od rodziny.
        Dużo ważniejeszy dla mnie jest udział we mszy, modlitwie, ostatnia droga....
        Samo złożenie do grobu jest wg mnie wystarczającym przeżyciem.
        • alex05012000 Re: moje dzieci na pogrzebie 12.09.06, 14:54
          witam,
          najszczersze wyrazy współczucia dla Aliny i jej bliskich...
          co do tematu i uczestnictwa dzieci w pogrzebie itd, jeśli można z mojego
          doświadczenia...
          kulinka pisze: Nie wiem, ale jakoś nasze rozważania głównie sprowadziły się do
          tego czy pokazywać dzieciom zwłoki czy nie. - ano tak, bo to najbardziej
          kontrowersyjne,
          ja sama w dzieciństwie czy młodości uczestniczyłam w pogrzebach rodzinnych, ale
          nigdy nie widziałam osoby zmarłej, z rodziny i obcej też nie...na pogrzebach
          dziadków miałam 15 i 16 lat i mama nie pozwoliła mi na podejście do trumny, na
          pogrzebie ojca nie byłam, bo akurat byłam po operacji w szpitalu....
          2 lata temu zmarła moja teściowa, i moja najukochańsza babcia - pisałam o tym
          na forum - mama nie chciała abym oglądała babcię w trumnie, ale ja ją tak
          bardzo kochałam, że chciałam ją jeszcze raz ujrzeć, pożegnać... wyglądała
          (obiektywnie) bardzo ładnie i kochałam ją nad życie i w ogóle..., ale i tak
          było to dla mnie szokiem, a miałam prawie 40 lat! nie żałuję, ale to bardzo
          głębokie i mocne przeżycie, przynajmniej dla mnie...
          tyle o mnie, teraz o mojej Oli, w chwili śmierci prababci i babci (zmarły 1
          dnia) miała 4,5 roku, była na mszy odprawionej w warszawskich wizytkach za obie
          babcie, natomiast nie pojechała na pogrzeb prababci (50 km od w-wy), zaś
          teściowa kazała sie skremować a prochy rozsypać, i jej wola została spełniona
          (również bez udziału Oli) .... wiec pogrzebu jako takiego nie było. Nie
          zabrałam Oli na pogrzeb prababci z wielu względów, ze względu na nią i na mnie
          (chciałam skupić sie na pożegnaniu babci a nie pilnowaniu 4,5 latki...), i tak
          bardzo to przeżyła, miała 3 babcie, a z dnia na dzień została jej 1, którą nota
          bene wysyłała do nieba, no bo skoro tamte dwie poszły do nieba, to kiedy
          trzecia? ... do tej pory wspominamy obie, tęsknimy razem, jeździmy na cmentarz
          na grób prababci, jest msza w rocznicę... Ola wie, ze mi bardzo brakuje babuni
          a ojcu jego mamy... teraz ma 6,5 roku, ale nawet teraz raczej nie zabrałabym
          jej na pogrzeb, uważam, że naprawdę małym dzieciom ten typ przeżyć nie jest
          konieczny..., no, a już oglądanie zmarłego w trumnie to napewno stanowczo NIE.
          nawet jeśli dziecko nie mówi, ze mu sie to śni po nocach to MUSI być to
          traumatyczne! nie uwierzę, że nie ... wiem, że dzieci przyjmują świat bardziej
          prosto, naturalnie i mniej skomplikowanie niż dorośli ale mimo wszystko ...

          • dorotkak Re: moje dzieci na pogrzebie 12.09.06, 18:50
            uczestnictwo dzieci w pogrzebach jest dla mnie czymś naturalnym, lecz bez
            oglądani zwłok, na sczeście przynajmniej u mnie w rodzinie zwyczaj otwartej
            trumny już upadł, kto chce może pójść do szpitala oglądnąć zwłoki, tak było jak
            umarł brat taty i myślę, że tego będziemy się trzymać
    • mary_ann troszkę obok może 12.09.06, 18:16
      Czy nie sądzicie, że nasz stosunek do ciała zmarłego bywa nieco absurdalny,
      ukształtowany przez... bo ja wiem?... telewizyjne horrory? A to przecież tylko
      ciało, to samo, co chwilę przed! Wydaje mi się, że małe dzieci czują tę prawdę
      naturalnie!
      Przypomniał mi się pamiętnik lekarki pogotowia (może kto zna tę ksiązkę, to
      wspomnienia osoby oskarżonej w procesie Grzegorza Przemyka /dla odwrócenia
      uwagi od rzeczywistych sprawców, tj. ubecji/). Autorka pisze, że wielokrotnie
      doświadczyła w trakcie pracy czegoś zdumioewajacego: że ludzie człowieka
      zemdlonego ofiarnie ratują, bez oporów dotykają, ale gdy lekarz pogotowia
      orzeknie zgon, natychmiast, w ciągu ułamka sekundy, się od niego z widocznym
      wstrętem odsuwają, jakby parzył; niechętnie pomagają przenieśc ciało lub tp.
      Dla mnie to nie dość, że smutne, to jeszcze takie irytująco irracjonalne
      (zabobonne?). Sama widziałam moją kochaną babcię w trumnie, nie wygladała może
      cudownie, ale cieszę się, że mogłam ją w ten sposób pożegnać (nie byłam przy
      jej śmierci, bo moja mama w najlepszych intencjach chciała mi
      tego "oszczędzić", jako że byłam wówczas w ciąży). Potem żegnałam tak
      przewczesnie zmarłą teściową i żadne koszmary mnie nie prześladują, choć tak na
      ogół jestem zdecydowanie nadwrażliwasmile
      • kulinka3 Re: troszkę obok może 12.09.06, 18:40
        Tak, ale z tego co piszesz Marry Ann, byłaś wtedy już dorosłą osobą.
        Z dziecmi bywa różnie.Dla jednych będzie to coś naturalnego i oczywistego
        zobaczyć zwłoki, dla innych będzie to przeżycie powracające w snach.
        Ja sama pamiętam z bardzo wczesnego dzieciństwa,że widok zmarłego
        dziadka,spwowodował u mnie lęki o śmierć, gdy tylko spali najbliżsi.
        Bywa więc różnie, a akurat oswajenie ze zwłokami( różnie zresztą
        wyglądającymi)nie jest wg mnie koniecznym warunkiem dobrego przygotowania dzieci
        do śmierci.
        Ale to moje osobiste zdanie i rozumiem,że wiele dzieci może przeżyć ten moment
        bardzo naturalnie.
        • mary_ann Re: troszkę obok może 12.09.06, 18:47
          Kulinko, zgadzam się, że trzeba tu idywidualizować. Ot, tak, zachciało mi się
          podzielić refleksją o pewnej ogólnej tendencji cywilizacyjnejsmile
          • kulinka3 Re: troszkę obok może 12.09.06, 19:15
            Rozumiem wink) i podzielam spostrzeżenia o tendencjach cywilizacyjnych.
            Pozdrawiam ciepło
      • malgosiader Re: troszkę obok może 13.09.06, 07:33
        Zgadzam się z Tobą mary-ann.
        Troszkę mi przykro jak czytam opinie n/t osób zmarłych. Zastanówcie się,
        przecież to czeka każdego z nas i czy o swoim ciele po śmierci też tak
        myślicie? Podejrzewam, że nie. Bo łatwo jest pisać o kimś. Śmierć jest częścią
        życia i nie przeskoczymy tego w żaden sposób. Ja miałam okazję rozmawiać w
        lekarzami n/t śmierci i pogrzebu i wierzcie mi, chyba żeden by Was nie poparł.
        Podchodzicie do osoby zmarłej jak do "zjawiska", którego należy się bać, która
        może wywoływać tylko złe sny i płacz dziecka. Jak macie takie podjeście, to
        podejrzewam, że tak może być. U nas w domu o mojej zmarłej Mamusi nikt w taki
        sposób nie pomyślał. Była to w dalszym ciągu nasza kochana Mamusia i Babciunia,
        której ciało należy złożyć na cmentarzu, a nie nieboszczyk, którego widok może
        wywoływać złe sny u dziecka. Poprostu brakuje mi słów.
        Może troche ostro napisałam, ale wierzcie mi te opinie n/t ciała zmarłego....
        Ja o mojej Mamusi przez chwilę nawet nie pomyślałam w takiej właśnie
        kategorii... i wierzcie mi żadnej traumy w domu z tego powodu nie było, a od
        pogrzebu minęło juz 6 m-cy. Usłyszałam wręcz opinię od lekarzy, że możemy być
        dumni z siebie, że tak pięknie dzieci przygotowaliśmy. Napewno dużo nam w tym
        pomogła nasza wiara w Boga.
        Pozdrawiam wszystkich,
        Małgosia
      • alex05012000 Re: troszkę obok może 13.09.06, 08:53
        każdy inaczej reaguje.... mary-ann napisała: Sama widziałam moją kochaną babcię
        w trumnie, nie wygladała może cudownie, ale cieszę się, że mogłam ją w ten
        sposób pożegnać"
        otóż ja też się cieszę, że w ten sam sposób pożegnałam moją najukochańszą
        babcię! wyglądała bardzo ładnie, naprawdę, obiektywnie patrząć, tylko problem
        polega na tym, że ja mimo wszystko doznałam szoku, obraz babci w trumnie śnił
        mi się w nocy itd... bo jednak ci co widzieli muszą przyznać, że zmarła osoba
        wygląda inaczej niż żywa...jest w niej coś nieubłaganie statycznego, woskowego,
        nie wiem jak to ująć, na jednych to robi wstrząsające wrażenie, an innych nie,
        i tych pierwszych też trzeba zrozumieć!
        a horrorów to ja w ogóle nie oglądam, NIGDY!!!
    • addria Re: moje dzieci na pogrzebie 13.09.06, 11:04
      Zgadzam się z Kulinką, że nie w oglądaniu ciała zmarłego zawiera się sens
      ostatniej drogi człowieka i pożeganania go przez bliskich. Każdy z żegnających
      na swój sposób przeżywać będzie ten czas. Oczywiście jest to bardzo trudne
      jeśli umiera ktoś bliski i tym bardziej, jeśli jest bliski dla naszych dzieci.
      Nie każde dziecko i nie w każdym wieku potrafi przyswoić bez problemu prawdę o
      życiu i śmierci, o tym, że nigdy już nie ujrzy danej osoby, że jest ona
      składana do ziemi i nią przysypywana, a też nie każde dziecko w tym samym wieku
      potrafi to w ogóle pojąć, że np. dusza idzie do nieba, a ciało będzie leżeć w
      ziemi (w przypadku wiary w nieśmiertelność duszy)... Jedne dzieci przyjmują
      takie prawdy naturalnie, potrafią poukładać to sobie w główkach, a inne nie.
      Mimo rozmów i prób ich oswajania. A co dopiero mówić o oglądaniu ciała osoby
      zmarłej... Na prawdę trzeba dużej pewności siebie, żeby wypowiadać się
      autorytarnie o tym co jest właściwe dla cudzych dzieci i jak one to przyjmą bez
      znajomości ich psychiki, czy wieku... Uważam, że jest to tak delikatna sprawa,
      że najwłaściwiej jest pozostawić to osądowi rodziców, samemu od sądzenia się
      wstrzymując. Bo fakt, że jedno dziecko zniosło to bez zarzutu, to świadczy
      tylko o tym, że to konkretne dziecko było na to emocjonalnie gotowe, nie
      świadczy jednak absolutnie o tym, że inne z całą pewnością będzie. I na odwrót.
      Z drugiej strony, niestety często sami rodzice wydają się nie mieć
      przemyślanych tych spraw i prezentują zazwyczaj dwie skrajne postawy: albo sami
      namawiają "na siłę" dzieci np. do całowania zmarłego w rękę, czy długiego
      siedzenia przy trumnie (często znane z opowieści, jak również przypadek gdzie
      zabrano małego chłopca do kostnicy, w której dostał drgawek i zemdlał z szoku),
      po czym dzieci miewają jednak długo traumę, albo izolują dziecko zupełnie od
      temtu śmierci i unikają wszelkich rozmów z ten temat, a uczestnictwo w
      pogrzebie uznają za dozwolone tylko dla osób dorosłych. A przecież pomiędzy
      jedną postawą, a drugą jest sporo innych możliwości...
      • malgosiader Re: moje dzieci na pogrzebie 13.09.06, 12:01
        Dla jaśności tylko jeszcze dodam - ja nie krytykuję rodziców, którzy chronią
        dzieci przed takimi zdarzeniami, tylko jakoś tak przykro mi sie zrobiło
        czytając o naszym stosunku do ciała osoby zmarłej. Przecierz to są nasi
        najbliżsi. Wzmianka np. o oglądaniu zwłok.... do głowy by mi nie przyszło żeby
        myśleć takimi kategoriami.
        • addria Re: moje dzieci na pogrzebie 13.09.06, 12:12
          Nie mam negatywnego stosunku do ciała osoby zmarłej. I ja, jako osoba dorosła,
          w razie śmierci kogoś bliskiego sądzę, że chciałabym go pożegnać - również
          widząc ją po raz ostatni.

          Nie użyłam również ani razu określenia "zwłoki", tylko "osoba zmarła"
          lub "zmarły".
        • alex05012000 Re: moje dzieci na pogrzebie 13.09.06, 12:31
          malgosiader napisała:
          tylko jakoś tak przykro mi sie zrobiło czytając o naszym stosunku do ciała
          osoby zmarłej. " - ale jakim? takim, że widok ciała zmarłej, bardzo, naprawdę
          bardzoooooo bliskiej osoby zrobił na 40 letniej kobiecie wyjątkowo silne
          wrażenie??? co w tym negatywnego? przykrego? TAKA BYŁA MOJA REAKCJA, zresztą
          według mnie naturalna, czyż śmierć nie jest swoistego rodzaju szokiem? osoba ta
          zmarła i żywą już nigdy nie będzie, może to wrażenie nieuchronnego odejścia
          było tak piorunujące, nie wiem... może właśnie taka reakcja była, bo była mi to
          bardzo bliska osoba, widok obcego zmarłego moze by mnie nie poraził... Nie
          rozumiem czemu ci przykro....
          w każdym razie ja osobiście (podkreślam ja sosobiscie) cieszę się, ze moja Ola
          pamięta babcię i prababcię we w miarę dobrej formie, nie w szpitalu czy w
          trumnie, nie ważącą 30 kg umierającą szkieleto-kobietę (teściowa, ten widok też
          mi stoi "w gardle"), z czasem i tak te wspomnienia zatrą się, zostaną urywkowe
          obrazy, zdjęcia... i tak jest najlepiej.
          bardzo madrze napisała addria, jeden reaguje tak, drugi inaczej, każdy rodzic
          powinien decydować co dobre dla jego dziecka, wymieniajmy poglądy...nie
          oceniajmy
          A dziecko ze śmiercią można oswajać w inny sposób...
          a tak na marginesie moze wy sobie dajecie radę z tematem, ale ja przez te dwa
          lata nie pogodziłam sie ze śmiercią babci i mam wrażenie, zę sie nigdy nie
          pogodze, do końca życia zostanie we mnie głęboki żal że odeszła, chociaż
          przecież kiedyś odejść musiała, nikt wiecznie nie żyje, ale ja tego nie
          umiem "przełknąć", jest we mnie bunt w tej materii...złość, żal...

          • malgosiader Re: moje dzieci na pogrzebie 13.09.06, 19:06
            Ja też się nie mogę się pogodzić, moja Mama miała 55 lat, uwierz jest mi
            naprawde ciężko. Bywały dni (może i jeszcze bywają), że buntuję się dlaczego
            Pan Bóg nam Ją zabrał? Dlaczego to własnie Ona musiała zachorować na ten
            cholerny nowotwór, na który nie można znaleźć sposobu ? Przecież cały sztab
            ludzi za Nią tęskni. Dlaczego właśnie Ona i to akurat teraz? Kiedy mogła
            cieszyć się życiem w pełni. Była pół roku na emeryturze... I staram się sobie
            tak to jakoś sensownie tłumaczyć, ale czasami się nie udaje. Do dzisaj zdaża mi
            sie mieć o to pretensje do Boga i potem sie tego wstydzę.
            Ale, to nie to forum....
            Dziewczyny ja ten temat zamykam. Bo chyba sie nie rozumiemy.
            Pozdrawiam serdecznie...
            • nordynka1 Re: moje dzieci na pogrzebie 13.09.06, 19:31
              to forum, to

              wiara to nie wiedza
              każdego w końcu dopadną wątpliwości, w takiej czy innej sytuacji
              też miewam pretensje do Boga o różne rzeczy, nie wstydzę się ich, rozmawiamy ze
              sobą i czasem się wyjaśnia a czasem nie
              • alinaw1 ZNÓW POGRZEB! 18.09.06, 09:00
                Niedawno w Częstochowie. Jeszcze żywe wspomnienia. Dziś w nocy zmarł NAGLE mój
                wspaniały teść, ukochany przez moje dzieci dziadziuś. Miał dziś odebrać Stasia
                z przedszkola, jak zwykle potem wariowaliby, dziadek na czworaka boksowałby się
                z moim synkiem albo zabraliby Anię do zabawy w chowanego. Obiecał, że zabierze
                Stasia nad rzekę i połowią razem ryby... Obietnicy nie zdążył spełnić. Nie
                wuierzę w to, co się stało. Pójdę po Stasia do przedszkola i ten pewnie w progu
                wykrzyknie: A gdzie dziadzia? Miał po mnie przyjść! I co odpowiem? Tak
                zwyczajnie: Dziadzia nie żyje? Już nigdy po ciebie nie przyjdzie?
                • pawlinka Re: ZNÓW POGRZEB! 18.09.06, 09:06
                  Serdecznie Cię przytulam! tak mi przykrosad To trudny dla Was czas...
                  • kulinka3 Re: ZNÓW POGRZEB! 18.09.06, 09:09
                    +++
                • samboraga Re: ZNÓW POGRZEB! 18.09.06, 09:39
                  nie wiem co napisać...współczuję Wam...
                • mama_kasia Re: ZNÓW POGRZEB! 18.09.06, 09:48
                  Współ-czuję sad
                • addria Re: ZNÓW POGRZEB! 18.09.06, 10:05
                  Bardzo, bardzo mi przykro sad((
                • nordynka1 Re: ZNÓW POGRZEB! 18.09.06, 19:26
                  pamiętam w modlitwie
                  za teścia, za Was
                  gdybym mogła Cię przytulić..
                • fiamma75 Re: ZNÓW POGRZEB! 18.09.06, 23:33
                  Wyrazy współczucia
    • aka21 Re: moje dzieci na pogrzebie 18.09.06, 10:33
      pamiętam o Was
      • alinaw1 Re: moje dzieci na pogrzebie 19.09.06, 13:42
        Dziękuję Wam. Ciągle patrzę na to wszystko z perspektywy moich dzieci.I takie
        głupe myśli przychodzą do głowy (np. dlaczego dziadzia nie zaczekał jeszcze 3
        miesięcy do 5 urodzin Stasia albo jaka szkoda, że nie widział Ani jak już
        chodzi- codziennie dzwonił i pytał o nią). Zarabiał jakieś marne grosze i co
        miesiąc kupował coś swmu ukochanemu wnukowi- miałam nawet do niego żal o to
        (pociąg stoi jeszcze nierozpakowany, bo mamy małe mieszkanie i stwierdziłam, że
        dopiero po przeprowadzce będzie można bawić się nim). Nie dość, że zmarł sam,
        to jeszcze nie możemy go zobaczyć (jest ciągle w kostnicy medycyny sądowej,
        będzie sekcja zwłok bo śmierć nastąpiła w pracy). Przy okazji śmierci babci-
        byłam taka dumna z mojego synka- jaki mądry, jak naturalnie przyjął te
        informacje. Ale teraz, tu w Warszawie- muszę się zmierzyć z tym. Sama nie umiem
        opanować emocji, a co dopiero myśleć racjonalnie jak tłumaczyć to Stasiowi. ..
        • mary_ann Re: moje dzieci na pogrzebie 19.09.06, 18:16
          Bardzo mi przykro...
          Pamiętam o Tobie.
        • malgosiader Re: moje dzieci na pogrzebie 19.09.06, 19:16
          Wyrazy współczucia...
          doskonale to rozumiem. Moja Mama mimo, że chorowała, to nikt nie spodziewał
          się, że to nastapi własnie wtedy. Jeszcze w poniedziałek zamówiła biblię dla
          mojego dziecka na Komunię, a w sobotę już Jej nie było. Trudno było to
          powiedzieć dzieciom, wogóle trudno było o Niej mówić w czasie przeszłym. Dzieci
          jakoś to zniosły (pisałam o tym wcześniej). W zasadzie nie mam kłopotów z nimi
          do dzisiaj. Duzo o Niej rozmawiamy, jeździmy na cmentarz, ale... żal, że
          dlaczego teraz? że przecież Ona tak czekała na Komunię swojego pierwszego
          wnuka, że nie zdążyłam Jej pokazać dyplomu (broniłam się w maju), a to dla Niej
          poszłam na SUM, bo cały czas pamietałam, że kiedyś troszkę Ją zawiodłam. I
          dlaczego to teraz? Kiedy tak wszystko się ładnie poukładało? Do dzisiaj z tym
          walczę i bardzo mi trudno, minęło pół roku... i wcale nie jest lepiej.
          Dlatego bardzo Tobie współczuję, bo wiem, że masz przed sobą trudny okres.
          Trzynaj się Kochana....
          Małgosia
          • alinaw1 Re: moje dzieci na pogrzebie 28.09.06, 21:36
            Przedwczoraj był pogrzeb. Staś przyjął wiadomość naturalnie. Całe popołudnie
            pisała na szarfie: ANIA STAS- tak pięknie, prościutko, a ja patrzyłam na to i
            popłakiwałam.W czasie mszy żarliwie się modlił (w przeciwieństwie do mnie- Ania
            uciekała, łaziła, marudziła...), gdy szedł w orszaku żałobnym zapytał: Czy
            trumna idzie razem z dziadkiem do nieba, czy zostaje?
            Mnie jest ciężko, mój mąż też to mocno przeżywa, a Staś zapytał mnie już kilka
            razy, czy dziadzia umarł na zawsze? Jeszcze raz dziękuję za ciepłe słowa.
    • mader1 Re: 23.11.06, 10:21
      czasem to nas spotyka. Wtedy chyba lepiej jest, że już wcześniej o tym
      rozmawialiśmy z dziećmi. Podciągam wątek w związku z innym - o kazaniu o
      śmierci.
Pełna wersja