mader1
31.10.06, 10:01
Myślałam o tej biednej 14-latce Ani. I o słowach ojca, które przytoczyła
jedna z Was " Co się stało, to się nie odstanie. Z sąsiadami trzeba jakoś
żyć". Też miałam ojca. Nie żyje już. Wcale nie był to idealny ojciec.Nasz
kontakt był trudny. Wiele przez Niego łez wylałam. Ale... w związku z tą całą
historią uprzytomniłam sobie coś.
Mój ojciec stanąłby w mojej obronie mojego honoru i czci na pewno. W takich
sytuacjach był porywczy i nieobliczalny. Wiedziałam to, bo kiedyś, w naszej
obecności, nieopodal pewnego hotelu, jakiś mężczyzna zaczął bić kobietę po
twarzy. Wtedy nie uświadamiałam sobie, że ta kobieta to dziwka. Mój tato
dobrze to wiedział. A mimo to zareagował. I jak głupi z najbliższej budki
telefonicznej wezwał milicję.
Nir tolerował żadnych dwuznacznych żartów skierowanych w stronę najbliższych
mu kobiet. Zrozumiałam, że było dla mnie zupełnie naturalne, ze w tej sferze
mogę czuć się bepieczna. Tak naturalne, że wydawało mi się to oczywiste.
Że ojciec nie chciałby mieszkać wśród takich sąsiadów.
Jak to teraz wygląda ?