Ojcowie...

31.10.06, 10:01
Myślałam o tej biednej 14-latce Ani. I o słowach ojca, które przytoczyła
jedna z Was " Co się stało, to się nie odstanie. Z sąsiadami trzeba jakoś
żyć". Też miałam ojca. Nie żyje już. Wcale nie był to idealny ojciec.Nasz
kontakt był trudny. Wiele przez Niego łez wylałam. Ale... w związku z tą całą
historią uprzytomniłam sobie coś.
Mój ojciec stanąłby w mojej obronie mojego honoru i czci na pewno. W takich
sytuacjach był porywczy i nieobliczalny. Wiedziałam to, bo kiedyś, w naszej
obecności, nieopodal pewnego hotelu, jakiś mężczyzna zaczął bić kobietę po
twarzy. Wtedy nie uświadamiałam sobie, że ta kobieta to dziwka. Mój tato
dobrze to wiedział. A mimo to zareagował. I jak głupi z najbliższej budki
telefonicznej wezwał milicję.
Nir tolerował żadnych dwuznacznych żartów skierowanych w stronę najbliższych
mu kobiet. Zrozumiałam, że było dla mnie zupełnie naturalne, ze w tej sferze
mogę czuć się bepieczna. Tak naturalne, że wydawało mi się to oczywiste.
Że ojciec nie chciałby mieszkać wśród takich sąsiadów.
Jak to teraz wygląda ?
    • ruda_kasia Re: Ojcowie... 31.10.06, 11:58
      To naturalne, ale trudno chyba walczyć o honor dziecka, które nie żyje??
      A potępianiu kogokolwiek jestem przeciwna, sądzić nas ma Bóg a nie my siebie
      nawzajem. Może wypowiedź ojca Ani świadczy o tym, że nie czci pamięci dziecka,
      może - ale przecież my mamy zostawić grzebanie trupów zmarłym. Pewnie jego
      wypowiedź była konformistyczna a nie przepłeniona Duchem wybaczania, ale tego
      przecież nie wiemy.
      • annb Re: Ojcowie... 31.10.06, 12:34
        nie ma wiekszej tragedii dla ojca - pochowac wlasne dziecko
        i nie analizowałabym jego słow teraz tak dokładnie
        kolor czarny oznaczający żałobę został "wprowadzony" po to
        aby postronni wiedzieli/otrzymali komunikat
        ze tego człowieka spotkała tragedia
        i nie nalezy go męczyc/przepytywac oraz ze ma prawo odejsc od zmysłow


        a co do grzebania
        nie zgodze sie z prostym przekazem-zostawcie grzebanie umarlych zmarłym

        o ile mnie pamięć nie myli tutaj chodzi o niezwłoczne podążanie
        za powołaniem Bożym. Otrzymałeś powołanie-Podążaj za Panem, a Ci którzy nie
        zostali wybrani, zajmą się zwykłymi czynnościami jak min grzebanie umarłych
        Umarli-czyli ci ktorzy nie zostali wybrani.
        • samboraga Re: Ojcowie... 31.10.06, 12:59
          nie odbieram tego wątku jako wątku o osądzaniu
          tym tropem to nie powinniśmy o niczym rozmawiać...

          tak samo odczytałam wypowiedź ojca dziewczynkisad((
          ale to nawet nie w tym rzecz
          jego wypowiedź i inne, w związku z tą i pozostałymi ujawnionymi ostatnio
          tragediami, wskazują na to, że NAPRAWDĘ przesunęła się granica zezwolenia na
          przemoc, agresję, obojętność, RÓWNIEŻ w gronie najbliższych
    • mader1 Re: Ojcowie... 31.10.06, 12:56
      Ja nie myślałam nawet o ocenie tego konkretnego ojca. Chociaż właśnie jego
      wypowiedź , skłoniła mnie do zastanowienia się, refleksji nad moim ojcem, tym ,
      co dla mnie oczywiste i ogólnie nad zachowaniem ojców. Może nie postawiłam dość
      jasno problemu...
      Czy uważacie, że coś się zmieniło w tej materii ? Jacy są ojcowie ?Czy się
      zmienili ? Czy reagują w sytuacjach, gdy ich dziecko ( córka) jest zaczepiane,
      lżone przez rówieśników ? Czy zostawiają to do załatwienia dziecku - mówią "
      idź z tym do pani"." Załatw to sama". " Nie zwracaj uwagi."
      Pamiętam na podwórku dwóch przyjaciół. Ich mamy się znały, spotykały dzieciaki.
      Chłopcy poszli do przedszkola. I pobili się. Jeden z nich ugryzł drugiego. Mama
      gryzącego dowiedziała się od tym nie od zaprzyjaźnionych rodziców, sąsiadów.
      Dowiedziała się od pani, bo do niej poszli. W dodatku pani w pierwszej chwili,
      na prośbę rodziców, nie chciała powiedzieć o jakie dziecko konkretnie chodziło.
      Czy to zależy i zawsze zależało od rodzica, czy to jakaś ogólna zmiana.
    • minerwamcg Re: Ojcowie... 31.10.06, 13:57
      Wypowiedź pewnego dziennikarza, ojca trzech synów:

      "Nie mam córki, na szczęście. Ale gdyby ktoś w podobny sposób skrzywdził mojego
      syna, miałby przed sobą kilka, no, w najlepszym wypadku kilkanaście godzin
      życia. Wiem, jak dotrzeć do kałacha z amunicją. A ścierwo rzuciłbym rodzicom na
      próg. Ciekawe, czy powiedzieliby tak, jak teraz, że to tylko zabawa. Ja też
      przecież tylko bawiłbym się w polowanie."
    • samboraga już nie o ojcach tylko... 31.10.06, 14:21
      Uderzyły mnie słowa: "Zawsze wychodzi na to, że to my, dziewczyny, jesteśmy
      winne." Z taką opinią i ja się spotkałam, kiedyś.

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3712533.html
      • mader1 Re: już nie o ojcach tylko... 31.10.06, 16:21
        Znowu zwróciło moją uwagę zdanie :

        " aby skończyć te durne, pełne zakłamania szkoły, pójść na studia, gdzie
        takiego chamstwa może nie będzie, wyjechać z tego strasznego kraju jak
        najszybciej albo przynajmniej znaleźć sobie jakiegoś starszego faceta,
        najlepiej bezwzględnego, który będzie nas bronił."

        Starszego faceta.... który będzie nas bronił

        To jest bardzo poważny zarzut w stosunku do ojców ! Co się dzieje ?
        • annb Re: już nie o ojcach tylko... 01.11.06, 10:36
          mader1 -kryzys roli ojca?
          popatrz na to
          kursy jak byc ojcem
          kiedys tego nei bylo

          miasta.gazeta.pl/krakow/1,42699,3706191.html
    • ruda_kasia Re: Ojcowie... 31.10.06, 14:44
      Ojciec córki, mój szwagier: zabiłbym
      Ojciec dwóch synów, mój przyjaciel: chłopcy się bawili

      Dla mnie to uderzające. Przemyślę i napiszę... W każdym razie mam wrażenie, że
      nikt się nie umie odrewać od swojej perspektywy, może nie ma żadnej innej...
    • mader1 Re Nadużywając dzisiaj " Wyborczej"... 31.10.06, 16:30
      Jest w niej artykulik o skandalu towarzyskim w Krakowie
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3712427.html
      którego pozwoliłam sobie wybrać fragment:


      "Markowskiego w obronę wziął ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny "Tygodnika
      Powszechnego". - Według Kodeksu Boziewicza mąż jest pierwszym, który powinien
      bronić honoru żony. Jako dobry chrześcijanin, głoszę raczej, by nadstawić drugi
      policzek, ale nie każdy felietonista "Tygodnika" musi być dobrym
      chrześciajninem... - powiedział 'Dziennikowi".

      Mój tato był niewierzący, więc nie miał tego problemu.
      • minerwamcg Re: Re Nadużywając dzisiaj " Wyborczej"... 31.10.06, 17:17
        Nadstawić policzek może, ale własny. Nadstawiania cudzego się delikatnie mówiąc
        nie praktykuje.
    • dorotkak Re: Ojcowie... 31.10.06, 18:40
      oj mój tata też kosztuje i kosztował mnie wiele łez
      ale jednego jestem pewna swoich dzieci broniłby do ostatniego tchu - wiele razu
      już tak było - w mniej lub bardziej poważnych sparwach - zawsze stał za nami murem
    • berek_76 Re: Ojcowie... 31.10.06, 22:28
      Pamiętam, jak jako mała dziewczynka zaczęłam wypytywac tatę, co by było, gdyby
      nas ktoś napadł. I pamiętam odpowiedź taty, tonem oczywistym "Broniłbym cię".
      Dopiero dzisiaj wiem, ile te słowa są warte. Wiem, bo co by się nie stało, tata
      jest tuż obok mnie.
      Ale to taki mężczyzna, który kiedyś zobaczył, jak w autobusie jakis pijaczek
      zaczepia obcą (mojemu tacie) babkę. Na co tata podszedł i do pijaczka
      wystartował z tekstem :"Proszę zostawic tę panią w spokoju". "A bo co?" - "A bo
      to jest moja żona". Pijaczek poszedł jak zmyty smile
      Nie wiem, jacy są dzisiejsi ojcowie. Jakoś nie mam do czynienia ze zbyt wieloma.
      ALe nie uwierzę, że mój mąż patrzyłby biernie na to, jak ktoś krzywdzi jego
      dziecko, że umiałby przejśc do porządku dziennego nad czymś takim.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • otryt Amisze zburzyli szkołę... 02.11.06, 12:36
      Czy wiecie, że Amisze zrównali z ziemią tę szkołę, gdzie dokonał się dramat? Już
      nie ma jej. Jak myślicie dlaczego tak zrobili?
      Pozdrawiam serdecznie.
      • mader1 Re: Amisze zburzyli szkołę... 02.11.06, 16:52
        a Ty jak myślisz ?
        A poza tym nie wymiguj się, napisz, co myślisz o sytuacji ojców ?
        Jakie zadania się im stawia ?
        • otryt Re: Amisze zburzyli szkołę... 03.11.06, 11:36
          Amisze przebaczyli, sprawę oddali Bogu. Szaleniec, który spowodował tragedię nie
          żyje. Budynek szkoły, który przypomina o wszystkim został unicestwiony.
          Społeczność wybuduje nową, inną szkołę, w innym miejscu ponosząc tego koszty.
          Każdy wniesie jakiś trud w odbudowę w ramach ekspiacji, wynagrodzenia Bogu za
          zło, które miało miejsce. Życie zaczyna się toczyć od nowa. Wszystko jest czyste
          i proste. Patrzą tylko do przodu.

          A jak to jest w naszym, cywilizowanym świecie? Nikt przecież nowej szkoły nie
          wyburzy, co najwyżej na wiaderko farby znajdą się pieniądze, aby ślady krwi
          zamalować. Ekonomia, jak wiemy królową wszystkiego. Przestępcy wyjdą wkrótce na
          wolność i będą się śmiać rodzicom swojej ofiary w twarz, będą im wrzucać do
          ogródka prezerwatywy. Nie ma na to paragrafu, zresztą za rękę nikogo nie
          złapali, bo to w nocy było. Tylko domyślają się. Z sąsiadami trzeba jakoś żyć.
          Przecież domu im nie podpali, za to, co im zrobili!? Kościół uczy, aby się nie
          mścić. Najchętniej by się wyprowadzili, tyle już dni nie potrafią wchodzić do
          pokoju córki. Jednak kredyt za dom niespłacony. W szkole nawet farby nie
          potrzeba. Wystarczy ławki równo poustawiać, dekoracje poprawić. Tragedia
          przecież nie wydarzyła się w szkole, lecz w rodzinnym domu - jak powiedział
          dyrektor. Uczniowie będą siadać na splugawionej gwałtem ławce, może niektórzy
          wpadną znów na to, aby w podobny sposób sobie zażartować. Duch miejsca będzie
          dawał wciąż o sobie znać. To strasznie skomplikowane.

          Najbardziej poruszającą sceną w "Ziemi Obiecanej" jest scena, jak ojciec broni
          honoru córki zhańbionej przez kapitalistę. Wpadają razem do maszyny. Wylatują z
          niej już tylko krwawe strzępy mięsa dwóch mężczyzn. Czułem satysfakcję, gdy
          oglądałem tę scenę. Jednak ojciec też zginął, pozostawiając rodzinę bez środków
          do życia. Czy zdolny byłbym do aż takiej ofiary? Nie wiem.
    • mader1 Re: Filmy, spektakle 02.11.06, 16:55
      Oglądam z dziećmi " Bethoweena" - wiecie, film o takim psisku. Zobaczyłam tam
      tatę - takiego może miłego i chcącego dobrze, ale w gruncie rzeczy głupawego
      faceta. Mama czująca, dobra, dbająca o rodzinę. I ten tato...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja