mader1 03.11.06, 10:10 Znowu przeczytałam wiadomosci.onet.pl/1369249,2677,1,kioskart.html ciekawe co o tym myślicie ? Szczególnie ostatnie zdanie artykułu jest ciekawe. Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
addria Re: Jeszcze raz o mamusiach... 03.11.06, 10:51 Przeczytałam "po łebkach". Sądzę, że jest w tym artykule trochę prawdy i tyle samo przesady. Ostatnie zdanie. Cóż. Mogę mówić tylko za siebie. Jestem szczęśliwa mogąc być obecnie z dziećmi w domu, kiedy są małe i co tu dużo mówić, najbardziej mnie potrzebują. A ja potrzebuję być z nimi. Nie zmienia to faktu, że kiedyś i tak wrócę do pracy, niestety najprawdopodobniej wcześniej niż bym chciała, z powodu którego ubolewam bardzo. Tak jak ubolewałam, kiedy musiałam pójśc do pracy, podczas gdy mój pierworodny miał trochę więcej niż roczek. Ale... nie jest to tak, że nigdy do pracy wracać nie chcę. Optymalnym rozwiązaniem byłoby dla mnie móc być w domu z dziećmi, tak mniej więcej do momentu osiągnięcia przez nie wieku szkolnego, czyli lat sześciu. Potem już chciałabym do pracy zawodowej wrócić. Jestem w domu dla dzieci, bo je kocham, bo sprawia mi przyjemność bycie z nimi, obserwowanie ich postępów w rozwoju, pokazywanie im świata. Absolutnie nie dla sprzątania czy gotowania. Bo to wcale radości i spełnienia mi nie daje Grubsze sprzątanie robi mąż, mimo że pracuje, a gotuję ja, choć jak go poproszę, to też mi pomoże bez problemu. Ale jestem w stanie pojąć fakt, że mogą istnieć kobiety, którym rola gospodyni domowej może odpowiadać, nawet dożywotnia. Naiwne jest dla mnie myślenie, że wszyscy jesteśmy tacy sami i mamy takie same potrzeby. Odpowiedz Link
warszawianka51 Re: Jeszcze raz o mamusiach... 03.11.06, 11:08 Mam mieszane uczucia. A co do ostatniego zdania, to już najbardziej No bo "życie kury domowej" może być fajne - jeśli mąż kocha, daje dowody uwielbienia, pomaga, wspiera i interesuje się życiem domowym. Ja w takiej sytuacji nie mam nic przeciwko gotowaniu obiadów, praniu, zmywaniu itd. Zwłaszcza, że prace cięższe wykonuje u nas w domu mąż. Opieka nad dzieckiem jest u nas nie obowiązkiem ale przyjemnością i nie licytujemy się, kto za mało zajmuje się Jerzykiem. Wręcz przeciwnie - mąż żałuje, że musi codziennie wychodzić do pracy i nie może siedzieć z nami Artykuł jednak porusza inne tematy: aborcja, bardzo złe traktowanie kobiet w szpitalu położniczym, zachowania pracodawców. Myślę, że o tych sprawach należy mówić. Ja sama miałam bardzo ciężki poród, który mógłby się zakończyć znacznie wcześniej ale miałam tego pecha, że zaczęłam rodzić w niedzielę i czekałam do poniedziałku do godz 8:00 aż zbiorą się lekarze. To samo z pracą dla kobiet - dużo mówi się o tym, że rodzi się coraz mniej dzieci ale jak ma rodzić się więcej skoro rodziny nie mają mieszkań, godziwych zarobków, czasem nawet szans na pracę. JA nie jestem za tym, żeby ludziom dawać rybkę, tyle że nie widzę żeby wyciągano do nich wędkę. Jeśli chodzi o aborcję to ja mam bardzo niepopularne na tym forum zdanie na ten temat - uważam, że powinna być w Polsce na życzenie i każdy w swoim sumieniu powinien podjąć decyzję. Za dużo trudnych sytuacji widziałam, żeby mieć inne zdanie Artykuł jest wartościowy o tyle, że traktuje o sprawach istotnych społecznie. Nie podoba mi się jednak to, że jest w nim nutka krytycyzmu w stronę Matek Polek, które, cytuję, nie mają większych aspiracji niż wychowywanie dzieci. Takie zdania zamiast łączyć kobiety, to je dzielą i wywołują frustrację. A są przecież kobiety, które się poświęcają swoim rodzinom i są z tym szczęśliwe. Odpowiedz Link
addria Re: Jeszcze raz o mamusiach... 03.11.06, 11:32 > Artykuł jednak porusza inne tematy: aborcja, bardzo złe traktowanie kobiet w > szpitalu położniczym, zachowania pracodawców. Myślę, że o tych sprawach należy > mówić. Masz rację. Tylko nie bardzo rozumiem w jaki sposób autor artykułu powiązał tak ściśle te zagadnienia z prawem do wyboru własnej drogi życiowej przez pojedyńczą kobietę-matkę. Dyskryminacja kobiet w pracy ciągle jest. Może odezwą się tu osoby, które stwierdzą "a u mnie nie ma", no tak, gdzieniegdzie nie ma, zwłaszcza w określonych zawodach, np. w szkolnictwie (jak sądzę), gdzie jest przewaga kobiet i siłą rzeczy dyskryminacja nie istnieje lub nie jest tak zauważalna. Złe traktowanie w szpitalach jest. Ale nie tylko na porodówkach i dotyczy nie tylko kobiet. Kto był z dzieckiem w szpitalu lub kto miał kogoś bliskiego, zwłaszcza starszego i mniej sprawnego, ten może miał okazję poobserwować. I choć też może się zdarzyć super opieka, owszem, to nie zmienia to faktu, że wiele jest jeszcze w naszym kraju do zrobienia, jeśli chodzi o opiekę szpitalną, czy w ogóle lekarską. Jeśli chodzi o aborcję, to temat drażliwy, ale... uważam, że jeśli już tak bardzo chcemy radykalizacji zmian w prawie, to trzeba najpierw stworzyć kobietom jakąś sensowną alternatywę. Spopularyzować i ułatwić dostęp do antykoncepcji na przykład. Również zmienić politykę "prorodzinną" z bezsensownego rozdawnictwa, na jakieś bardziej dalekowzroczne rozwiązania, zapewniające kobiecie rodzącej kolejne dziecko komfort psychiczny, że nie zawali się jej życie zawodowe, czy też materialne rodziny przez jej pobyt w domu i comiesięczną utratę jednej pensji, itp. itd... Odpowiedz Link
maadzik3 Re: Jeszcze raz o mamusiach... 07.11.06, 13:51 A ja sie w duzej mierze (calkowicie?) z artykulem zgadzam. I nie chodzi o kwestionowanie prawa do wyboru (akurat ostatnie zdanie jest przesadzone)) Ale ze tak jak 50 lat temu krzyczano "kobiety na traktory" (zapomniano tylko dodać ze za polowe stawki faceta i po pracy skarpetki i tak trzeba - w rekach wtedy - prac tak teraz dowiaduje sie z ust politykow zwlaszcza opcji narodowo-katolickiej jaka ma byc moja rola. I nikt mnie o zdanie nie pyta. Sa kobiety ktore czuja sie dobrze w domu, sa zagorzale milosniczki kariery zawodowej i wiele odcieni posrednich. Sa takie ktore chca miec dzieci, a sa takie ktore nie chca (te spotykaja sie z inwektywami) lub nie moga (tym czesto odmawia sie pomocy a ich depresje poglebia haslem "co z ciebie za kobieta"). I nie zamierzam kwestionowac wyborow kobiet (i mezczyzn) ktorych sama nie rozumiem. Poki nie naruszaja prawa i mojej wolnosci wyboru maja prawo szukac swych drog. Za niedopuszczalne uwazam mowienie kobiecie ktora chce i moze zajac sie tylko domem ze to zly wybor. Ale tej ktora nie chce dzieci/ zajecia sie tylko dziecmi/ wyjscia za maz/ karmienia piersia - niepotrzebne skreslic tez nikt nie moze i nie powinien narzucac zmiany wyboru. Bardzo jej bliskie osoby moga z nia o tym rozmawiac jesli obie strony chca. Reszta - tylko za wyrazna (a nie domniemana) jej zgoda i na jej prosbe. A niestety bardzo czesto slyszalam o tym co kobieta ma/ nie ma robic. Najczesciej od mezczyzn. Pomysl zamykania zlobkow i odmowy srodkow antykoncepcyjnych jest kuriozalny. Jest to zlamanie wielu praw (w tym z traktatow miedzynarodowych), ze o tym czy ktos zmuszony do macierzynstwa moze byc dobra matka juz nie wspomne. No i o tym ze dzieci ma dwoje ludzi. Nie komentuje czesci o przemocy bo noz sie otwiera (no i jak sie dziwic ze szacuje sie ze 90% gwaltow nie jest w Polsce nikomu zglaszanych - ofiary boja sie rzekomych strozow prawa prawie tak jak sprawcow, ich smiechu, bezposredniej konfrontacji ze sprawca, koniecznosci wielokrotnych publicznych zeznan.... Smutny obraz. M. Odpowiedz Link