Wychowywani przez dzieci

22.11.06, 13:58
Mąż mojej przyjaciółki pierwszy raz dostrzegł problem przeklinania , gdy
jego dziecko zaczęło się przysłuchiwać rozmowom.
A ja... pamiętam jak dziś... pierwsza moja córeczka jest mała. Piaskownica.
Agresywne, zabierające wszytkie zabawki dziecko. Jej płacz, nieumiejętność
odmówienia, zawalczenia o swoje. Rozmowy, nauczenie postępowania w takich
sytuacjach zmusiły mnie do refleksji nad sobą samą.
Czy Wasze dzieci Was wychowują ? wink
    • aka21 Re: Wychowywani przez dzieci 22.11.06, 14:26
      Zdecydowanie Tak!
      Jak widzę małą jak wścieka się na lalki, jaką ma minę, czasem krzyczy....widzę
      niestety siebiesad(
      To jest jak kubeł zimnej wody na głowę...
      • netus Re: Wychowywani przez dzieci 24.11.06, 14:44
        tak nasz edzieci czesto "nas" wychowują...
        ostatnio przy modlitwie wieczorem (szybko, szybko, bo oglądałam Imperium
        Slońca" w tv) dzieci w trakcie mówią mamuś, a możemy dziesiątek różańca?
        • mama_kasia Re: Wychowywani przez dzieci 24.11.06, 23:35
          Jak ja to lubię wink)) Nasza Ania w tym jest mocna.
    • justyna.ada Re: Wychowywani przez dzieci 29.11.06, 09:00
      Tiaaa...
      Ostatnio nakrzyczałam na młodszą, byłam zmęczona pracą i zła na cały świat, a
      tu znów bałagan, znów to samo, sto powodów, żeby się wkurzyć jeszcze bardziej -
      i się wydarłam. No i ona za chwilę - posprzątawszy - przychodzi i przynosi
      mi... kwiatek włożony do wody.
      Jejku, ale mi było wstyd. Takie słoneczko..smile
    • mader1 Re: Wychowywani przez dzieci 29.11.06, 10:58
      Od kiedy mały usłyszał, że nie mówi się " O Boże !" wzywając imienia Boga
      nadaremno, bardzo wszystkich pilnuje podając słowa zastępcze.
      Poszedł pewnego dnia do przedszkola. Gdy go odbierałam, siostry uraczyły mnie
      pewną historią z przedpołudniowej częsci dnia.
      Siostra mówi :
      " Zygmusiu, dlaczego nie chcesz sam jeść ? Wiem, że potrafisz.
      - Nie, nie umiem.
      - O tato mówił mi, że potrafisz, a nawet karmisz zwierzęta w OBORZE.
      Synek, który słuchał nieuważnie, zaprotestował odruchowo
      - Nie mówi się " o Boże !" ( Tak usłuszał OBORZE)
      - A jak się mówi ? - pyta siostra, zdziwiona, że obora może mieć jakąś inną ,
      lepszą,nazwę.
      - Mówi się " o jejku" albo " o ludzie !"
      W ten sposób stał się bohaterem dnia smile)))
      • mama_kasia Re: Wychowywani przez dzieci 29.11.06, 13:12
        rewelacja smile))
    • lipolcia Maja a Msza Święta 05.12.06, 22:42
      Witam wszystkich, czaiłam się od ponad miesiąca i w końcu piszę pierwszy raz na
      forum (oprócz bazy danych oczywiście).

      Uważałam że nie mam tu nic do dodania, jako że dziecko jeszcze małe... ale
      oczywiście rzeczywistość jak zwykle przerosła moje wyobrażenia wink

      Nasza córeczka, 21 miesięczna rezolutna dziewczynka, od 2 miesięcy przechodzi
      fazę powtarzania wyrazów, jak leci. Ostatnio zaczęła budować zdania.

      No właśnie. Wyłapuje zdolniacha wszystkie przekleństwa jakie wkoło słyszy. Nie
      są to duże przewinienia, bardziej wzmocnienie typu "kurka wodna". Jak potem się
      słyszy to samo w dziecinnej mowie, jeszcze sepleniącej, to człowieka od razu
      prostuje... zwłaszcza jak jest to "iziuśmajjo" wink

      A prawdziwy przykład wychowania zdarzył nam się właśnie był w niedzielę na Mszy.
      Maja zawsze "zwiedza" Mszę z Mężem, który za nią chodzi, pilnuje, i tłumaczy w
      prosty sposób co się dzieje na ołtarzu. W procesji komunijnej oczywiście
      idziemy razem, oczywiście Maja na rękach Taty, i bardzo przeżywa fakt że
      wszyscy jedzą. Jako że do niedawna była tylko migającym dzieckiem, komentowała
      to znakiem migowym "jeść". Już sam taki widok sprawia że człowiek trzeźwieje i
      zastanawia się nad Eucharystią i faktem wspólnej dla całego zgromadzenia w
      kościele komunii.

      Ale w zeszłą niedzielę Mama czyli ja nie poszła do komunii. No i wszystko
      fajnie, procesja się tworzy, ksiądz podchodzi (mały kościółek więc przy natłoku
      wiernych księża się niejako "dzielą" obsługą: jeden szafarz przy ołtarzu, jeden
      pod koniec nawy głównej, i tam właśnie staliśmy), Mąż z Młodą podchodzi,
      przyjmuje komunię, Młoda zachwycona, komentuje,... nagle rozgląda się i woła na
      cały głos " I Mama je! I Mama je!" dodając miganiem znak jedzenia. W oczkach
      zdziwienie, pokazuje mi na księdza i dodaje "Iziuś [Jezus] tiuuuu!" .

      No właśnie.... to bardzo mocno do mnie przemówiło. Do Męża też. Znak po prostu
      i już. Weź się za siebie kobieto, jest adwent, spowiedź czeka.

      Co do piaskownicy, maderq1... ja już zaczynam w to wchodzić. Już na etapie
      budowania samodzielności Majki bardzo się zastanawiałam i zmuszał mnie do tego
      mąż - dlaczego tak a nie inaczej do Młodej mówię, robię, itd. Wiele razy się
      okazywało, że, niestety, pomimo przemyśleń nad sposobem wychowania Młodej, górą
      wzięły wzorce nie zawsze dobre, a wyniesione z domu rodzinnego. Po prostu te,
      które znam najlepiej. I oprócz wychowania mnie samej i Męża pokazuje mi to też
      drugą stronę rodziny z której się wywodzę. Drugą - dobrą i złą zarazem. Lepiej
      rozumiem moich rodziców teraz, jak sama jestem mamą...

      Pozdrawiam,

      Ola z Mają (03.04.05)
      • mader1 Re: Maja a Msza Święta 06.12.06, 08:26
        niesamowite, to co opisujesz...
        mnie też dziewczyny "pilnują". Jakoś głupio na ich pytający wzrok pokręcić
        głową " nie ".
      • warszawianka51 ot 06.12.06, 15:27
        Witamy smile))
        Zwłaszcza, że ja Cię znam z forum Kwietniówek (jestem mamą Jerzyka - 18.04.2005)
        Mało się tam udzielałam a teraz to już w ogóle bo jakoś nie potrafię działać na
        kilku frontach smile Serdecznie pozdrawiam smile Pisz częściej, bo poruszające jest
        to, co piszesz smile
        • lipolcia Witaj kochana, (OT) 06.12.06, 18:37
          już wcześniej Cię namierzyłam na WwW, ale nie miałam dostępu do niedawna.
          Pewnie że Cię kojarzę, zwłaszcza że jest chyba tylko jeden Jerzyk na
          Kwietniówkach wink

          Pozdrawiam serdecznie off topic wink

          Ola z Mają (03.04.05)
    • rycerzowa Re: Wychowywani przez dzieci 08.12.06, 10:54
      Jechaliśmy na spotkanie z papieżem. Zatłoczony tramwaj, trójka małych dzieci.
      I nagle najmłodsza głośno pyta:
      - A jaki jest ten papież?
      - Dobry - odpowiadam "na odczepnego".
      - A co to znaczy "dobry"?
      No jak tu w skrócie wytłumaczyć maleństwu, co znaczy słowo "dobry"?
      Ale w sukurs przyszła mi starsza córeczka, wówczas niespełna czteroletnia:
      - Dobry to znaczy, że najpierw tłumaczy, a dopiero potem daje klapsy!
      Zrobiło mi się strasznie głupio, gdyż przekonana byłam, że chowam dzieci bez
      klapsów...
    • rycerzowa Wychowywani przez dzieci - Syn Marnotrawny 08.12.06, 12:03
      Wracaliśmy z kościoła, kazanie było o Synu Marnotrawnym. O przebaczeniu,
      nawróceniu, i o tym Starszym Bracie, który nie rozumiał i był zazdrosny.

      Syn - 12 lat - wyglądał na nieprzekonanego.
      - Z tego wynika, że nie opłaca się być człowiekiem porządnym!
      - Ej, synu, nie bądź jako ten starszy brat.
      - I nawet się radości Ojcu nie sprawia. To niemożliwe! To musi być inaczej!
      - Co niemożliwe?
      - Ja to zaraz sprawdzę u źródła!!!

      W domu od razu sięgnął po Pismo Święte. Czytaliśmy razem, i razem wiele
      zrozumieliśmy.
      Po pierwsze:
      Syn Marnotrawny, wracając do domu, spodziewał się kary, naturalnych
      konsekwencji. To znaczy, że w całym swoim poprzednim życiu chowany był wg
      zasady, że gdy jest przewinienie, jest kara. Czyli tak trzeba. Gdyby ojciec mu
      zawsze pobłażał i zawsze wybaczał, Syn po roztrwonieniu majątku bezczelnie
      zgłosiłby się po kolejną transzę.
      Piękno tego przebaczenia zawierało się w tym, ze Syn się tego nie spodziewał.
      To było coś wyjątkowego, to m u s i być coś wyjątkowego.

      Zatem - najpierw jest Stary Testament, a dopiero potem Nowy.

      Po drugie:
      Syn Marnotrawny swoją część majątku przehulał i nic mu nie zostało. Nie miał
      nic. Ojciec już przedtem podzielił schedę i nic mu więcej nie mógł dać.
      Starszemu Bratu nic nie odebrano.
      Następnego dnia po przyjęciu powitalnym, Syn Marnotrawny pewnie musiał zdjąć
      pierścień, zakasać rękawy i zabrać się do pracy. Aby czegoś się dorobić,
      odzyskać zaufanie, szacunek społeczny.
      Co naprawdę konkretnego uzyskał, to tylko szansa na lepsze życie.
      To do Starszego, porządnego Brata Ojciec powiedział: "Wszystko co moje, do
      ciebie należy".

      Zatem - jednak "opłaca się" być człowiekiem porządnym.

      Po trzecie:
      Starszy Brat mógł mieć żal, że Ojciec nie cieszy się wystarczająco z jego
      "porządności".
      Ale Ojciec wszak wytrwał w oczekiwaniu na młodego szaławiłę, nie załamał się,
      nie umarł ze zgryzoty.
      Pewnie dlatego,że ten starszy, dobry syn był przy nim, że mógł być z niego
      dumny. Tak pośrednio to i ten Starszy przyczynił się więc do tego ,że Młodszy
      mógł się nawrócić, poprzez tę troskę o Ojca.
      Dobro i porządność są ciche, nie zawsze wyraźnie doceniane, ale jakże
      potrzebne. To dzięki Starszym Braciom dom jest gotowy na powrót Marnotrawnych.

      Synkowi wystarczyła konkluzja:
      - A jednak się opłaca!

      A mnie jest od tego czasu znacznie lżej, bo też cierpiałam na kompleks Starszego
      Brata...
Pełna wersja