dargoma
28.12.06, 14:31
Odwiedziła mnie wczoraj przyjaciółka- a u nas jak zwykle: jak zwykle
wyłączona TV, za to włączona jak zwykle ta sama płyta z tymi samymi
dziecięcymi piosenkami, jak zwykle zabawki porozrzucane po całym pokoju, a
pośród tego wszystkiego dziecko biega z moim tel.kom. w ręku... Siadłyśmy
(Mąż nieobecny, bo w pracy)przy herbacie i kilku pozostałych mi jeszcze
kawałkach ciasta; od słowa do słowa i usłyszałam zarzut, że krzywdzę własne
dziecko wychowując je bez telewizji, bez kontaktu ze światem, bez bajek,
które oglądają inne dzieci- i że jak kiedyś między te inne dzieci pójdzie to
będą się z niej śmiały i będzie się czuła outsaiderką, bo nie będzie znała
postaci kultury masowej ani wiedziała ani umiała tego, co one wiedzą i w co
się bawią; że ją ograniczam puszczając jej wciąż te same piosenki; że
pozwalam jej wchodzić sobie na głowę; a w końcu, że staję się zdziwaczałą
pustelniczką, bo nie oglądam TV ani nie interesują mnie wiadomości z
pierwszych stron gazet.
Zrobiło mi się przykro. Te same zarzuty słyszałam wielokrotnie od mojego Ojca-
to On zajmuje się naszym dzieckiem, gdy jesteśmy w pracy, i nieraz powtarzał
mi, że jesteśmy parą dziwaków izolujących się od świata.
No rzeczywiście, nieraz jadąc przez zatłoczone miasto myślę o tym, że
chciałabym wrzucić na plecy plecak i powędrować gdzieś w pola (a najchętniej
na bieszczadzkie połoniny), popatrzeć, jak wśród gałęzi drzew krzątają się
głodne ptaki i jak nisko uginają się trawy smagane zimowym wiatrem... Tyle,że
nie da się z tego wyżyć, a i mała póki co wytrawnym piechurem jeszcze nie
jest.
Ogląda TV- Domowe Przedszkole, Teletubisie i inne poranne programy, rano Tato
włącza telewizor, gdy szykuje jej śniadanie. Uważam, że to wystarczy, ma
niecałe 3 lata i telewizji jeszcze się naogląda. Czasami, jak chce,
oglądamy "Makrokosmos" i cieszy mnie, gdy mówi: O, zimorodek!
A ja? wolę patrzeć na nią niż w ekran, denerwują mnie wielkie i małe afery
polityczne i gospodarcze, to, że większość "wielkich" myśli tylko o sobie;
bez telewizji wiem, że stale dzieje się coś złego, ktoś umiera, ktoś kogoś
krzywdzi, gwałci, zabija...nie interesują mnie tasiemcowe seriale ani np.kto
to jest Doda i co robi ze swoim biustem. Co mi do tego? Chciałam uniknąć
tego, co niestety zdarzało się w moim domu rodzinnym, gdy ktoś coś mówił, a
ktoś inny wpatrzony w ekran nerwowo go uciszał; gdy nie było komu podnieść
słuchawki dzwoniącego telefonu, bo wszyscy zaaferowani byliśmy losami
serialowych postaci. Przejęłam się słowami Saint-Exupery'ego "Istnieje tylko
jeden prawdziwy luksus: luksus związków międzyludzkich" i tego staram się
trzymać (nota bene mój brat jest teraz też dośc krytycznie nastawiony do
telewizji, choć od czasu do czasu jakiś film ogląda.)
Jedyne, co staram się obejrzeć, to Anioł Pański w niedzielę, ale zazwyczaj
jesteśmy wtedy na Mszy św. A podczas emisji filmów przyrodniczych w TVP (ha!
bo nie mamy nawet 100 programów, tylko tzw.pakiet podstawowy) na spacerze.
Niekiedy, ale tylko dla towarzystwa, oglądam z Mężem późnowieczorną Panoramę.
Czy rzeczywiście ze mną coś nie tak?
Przykro mi było słyszeć, że źle robię puszczając dziecku wciąż te same
piosenki- tak się dopomina, próby włączenia innej płyty niezmiennie kończą
się: nie tą, nie tą! chcę tamtą! I w rytm tej ulubionej tańczy i śpiewa razem
z dziećmi, i coraz częściej cytuje fragmenty tych piosenek( a że są
to "Dzieci z Brodą", więc ostatnio podczas obiadu usłyszałam: jeśli
uwierzycie, Słowo da wam życie).
Przykro mi słyszeć, że pozwalam jej wchodzić sobie na głowę... moją intencją
jest wychowanie śmiałego, mającego poczucie własnej wartości człowieka. Ja
stale oglądam się na opinie innych (o czy zresztą świadczy i ten post); gdy
zaczęłam pracę to przez pół roku nie wchodziłam do pokoju socjalnego, bo na
drzwiach był napis:Wstęp wzbroniony.
Uodporniłam się trochę (ale tylko trochę) na zarzuty Ojca, ale gdy takie
same usłyszałam z ust przyjaciółki...to daje do myślenia.
Piszę to wszystko z obawą co do Waszych opinii, ale ośmielona tym, że
poruszacie osobiste tematy i że odpowiadacie mądrze i delikatnie. Wątków o TV
nie przeczytałam, choć może od tego powinnam zacząć; przeczytam.
Czy dziwaczki są wśród Was? czy wyrządzają krzywdę swoim dzieciom niemądrą
miłością?