kolęda - czyli wizyta duszpasterska

02.01.07, 18:15
właśnie czekamy na księdza i jak co roku zastanawiam się czego oczekiwać?
w zasadzie to nie mam specjalnych oczekiwań bo i cóż można powiedzieć,
przekazać przez te 10min?
z kolei jeśli wogóle jest coś takiego to uważam, że powinno to do czegoś
prowadzić???
    • mader1 Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.01.07, 10:34
      u nas to będzie chwila rozmowy z księdzem, którego znamy. Własciwie możemy
      porozmawiać zawsze w kościele smile Mam wrazenie, że w naszej parafii jest
      bardzo " domowo" i przyjaźnie, choć wcale nie działam w przykościelnej
      wspólnocie. Jakoś tak się dzieje, że od czasu do czasu każdy może " porobić
      coś" albo pouczetniczyć w czymś.
      Nie spodziewam się więc po wizycie duszpasterskiej żadnych rewelacji.
      Tyle tylko, że miło jest przyjąć księdza u siebie smile, na swoim terytorium.
      • netus Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.01.07, 10:50
        A ja jakoś niespecjalnie czekam na wizyte duszpasterską, może to z powodu
        nowych zwyczajów obecnego proboszcza, który wycofał wiele praktyk poprzedniego
        proboszcza (m.in. rozdzielił Wielką Noc - po liturgii Wilekiej Nocy idzie się
        do domu spać i wraca na 6 rano na rezurekcję, wprowadził zwyczaj zbierania
        podczas "koledy" ofiar dla księży, a wcześniej księża nie brali żadnych
        pieniędzy "za kolędę", tylko dawało się ofiary w kopercie z napisem "kolęda" na
        Mszy św., wprowadził zwyczaj chodzenia po domach z opłatkiem i zbieranie za to
        pieniędzy... jakoś tak dla mnie to bardziej urzedowe niż.. a sama nie wiem,
        ale
        • mama_kasia Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.01.07, 11:01
          wprowadził zwyczaj chodzenia po domach z opłatkiem i zbieranie za to
          > pieniędzy...

          A jak było wcześniej? Ludzie sami chodzili po opłatek?
          Bo dla mnie to jest akurat wygodne, że przychodzi siostra z opłatkiem.
          I z radością daję jej pieniądze na klasztor.
    • mama_kasia Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.01.07, 11:03
      Chociaż od czasu do czasu "pozasłużbowo" goszczą u nas franciszkanie,
      to jednak kolęda jest szczególnym czasem.
      Tak, przychodzą tylko na chwilę, ale przychodzą z darem
      Bożego błogosławieństwa. I to jest dla mnie sens ich kolędowania.
      • netus Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.01.07, 11:06
        wcześniej w zakrystii za dowolną ofiarę, a teraz przyszły panie i powiedziały
        że ludzie daja najmniej 20 zło, ale dają też po 100 zł. To mi powiedziały w
        domu, nie podobało mi się
        • mama_kasia Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.01.07, 11:11
          Pewnie bez Twojego zapytania...
          U nas to jest jednak kontakt osobowy z siostrą zakonną. I wiem, że
          wspomagam w ten sposób ich klasztor. Siostra wręcz w tym roku powiedziała
          mi, że nic nie mam dawać smile A potem jeszcze zawołała dzieci i pobłogosławiła
          je. Nawet Maćka kategorycznie przywołała do siebie smile
          • dorotkak Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.01.07, 18:52
            my również mamy parafie przy zakonie - siostry roznoszą opłatki, nie czekają na
            zapłate, ale jak nas ksiądz proboszcz mówi, ewentualne ofiary to zapłata za ich
            prace w parafii i słuszniesmile
        • direta Re: kolęda - czyli opłatki 04.01.07, 21:03
          netus napisała:

          > wcześniej w zakrystii za dowolną ofiarę, a teraz przyszły panie i powiedziały
          > że ludzie daja najmniej 20 zło, ale dają też po 100 zł. To mi powiedziały w
          > domu, nie podobało mi się

          Co najmniej 20 zł? Chyba przesadziły. Moze to jakieś nadgorliwe "panie
          kościółkowe"? A może zwyczajne oszustki? To drugie nawet prawdopodobniejsze, bo
          nie spotkałąm się jeszcze z tak wysokimi nomen omen opłatami za opłatek.
          Ja w ogóle nie znam zwyczaju chodzenia z opłatkiem po domach. W mojej rodzinnej
          parafii księża wręcz mówią z ambony, że nie roznoszą i jeśli ktokolwiek
          przyjdzie, to nie jest od nich. Nie brakuje takich, które podszywając się pod
          parafię roznoszą opłatki na własny rachunek.
          Nawet szwagier mojej przyjaciółki (były szwagier i niedoszły ksiądz, zresztą
          dziwny człowiek i tamto małżenstwo nie przetrwało) swego czasu w ten sposób
          "zarabiał" A że był kawał chłopa, to ludzie nie mogli go tak po prostu wyprosić
          bez ofiary. Może więc te panie to też były oszustki?
          W mojej obecniej parafii też się nie roznosi. Można zaopatrzyć się w salce przy
          kościele. Zdaje się, że panie z Caritasu się tym zajmują. Nie bardzo się
          orientuję, bo zawsze o opłatek starają się rodzice - to u nich jest wigilia.
    • mamalgosia Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.01.07, 17:20
      Jak już Kasia napisała wcześniej: ksiądz "po oklędzie" przynosi dar
      błogosławieństwa. I to dar bezcenny. I tak na to patrzę. Bo tak poza tym to u
      nas bez sensu to kolędowanie jest zupełnie. jak proboszcz przyjdzie, to można
      trochę porozmawiać, ale inni - albo śmiech albo płacz przez łzy. Najfajniej
      jest jak przychodzą misjonarze (mamy w parafii dwóch polinezyjczyków -
      wyjechali na misje do Polski, nawracać pogan). Ale ostatnio był u nas ksiądz na
      zastępstwo - nie z naszej parafii, to już w ogóle było daremne.
      Tak sobie myślę, jaki te wizyty duszpasterskie maja sens. Błogosławieństwo -
      dobrze. Antyklerykałowie powiedzą, że zebranie pieniędzy. A tak poza tym?
      Przychodzi człowiek, który mnie nie zna, ja go też nie za bardzo, siada i
      pyta "co słychać?" - no przecież mu nie powiem, co się dzieje tak naprawdę. Co
      daje mu taka wizyta? Zobaczy czy mieszkamy w luksusach czy w norze? Czy jest w
      domu Biblia? I co zrobi z tymi informacjami?
      Kogo zna, tego i tak zna. A kogo nie zna, tego nie pozna.
      • mamalgosia Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.01.07, 17:21
        mamalgosia napisała:

        > Jak już Kasia napisała wcześniej: ksiądz "po oklędzie"
        "Po kolędzie" rzecz jasna. Analfabetyzm wtórny (błagam, nie mówcie, że
        pierwotny i że nigdy nie umiałam pisać)
      • dorotkak Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.01.07, 18:51
        moje refleksje co do kolędy są podobne do Twoich - mamałgosia!

        Błogosławieństwo to oczywiście dar bezcenny i podstawowy cel kolędy jak dla mnie.

        Ale co powiedzieć na pytania : jak żyjecie? kiedy ksiądz ma 10 min na każde
        mieszkanie...

        wczoraj był u nas ksiądz, którego bardzo lubię, jest u nas w parafii kilknaście
        lat i uczył mnie jeszcze w podstawówce, dzięki temu rozmowa była bardzo miła,
        ale w poprzednich latach różnie bywało.

        Ogólnie nasi księża są mili, okazuja zainteresowanie, na kopertę zupełnie nie
        czekają, wczoraj mama goniła go po klatcesmile bo ksiądz sam przyznał, że dla niego
        ważniejsze jest spotkanie a nie kopertasmile
        • mamalgosia Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.01.07, 21:09
          Dorotko,
          Nasi księża też bardzo mili (w większości) i też zupełnie nie czekają na
          kopertę. Toteż nie mówię, że to nie do przyjęcia. Ale nie widzę sensu
          • dorotkak Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.01.07, 22:07
            ja sie calkowicie z Toba zgadzam - ja tez nie widze sensu - mieszkanie
            wysprzatanie, kazdy ubrany elegancko

            a mowiac o milych ksiezach mialam na mysli to, ze pare razy mielismy taka
            sytuacje, ze ksiadz tylko sie ogladal za koperta, a wypytywal sie nachalnie, kto
            gdzie pracuje i pewnie ile zarabia, poza tym nawet slowa nie zamienil...
            • dorotkak pozytywny aspekt koledy:) 03.01.07, 22:12
              teraz jednak przypomniala mi sie jedna sytuacja
              w VII klasie podstawowki dostalismy do parafii nowego ksiedza i od razu zaczal
              mnie uczyc religii w szkole, generalnie chyba nie miał o mnie zbyt dobrego
              zdania, a wszystko przez to, że jestem nauczona z domu zawsze wyrażać swoje
              zdania i pytać dlaczego a nie przyjmować wszytstkiego tak jak leci - wg mnie
              obojętnośc jest najgorsza
              no i ten ksiądz własnie owego roku przyszedł najpierw do nas po koledzie a potem
              do naszej ukochanej pani sąsiadki - straszej chorowanej osoby, którą się
              opiekowaliśmy |(zakupy, sprzątanie, spacery itd) no i ta sąsiadka powiedziała mu
              właśnie o tym. Na następnej lekcji ksiądz powiedział przy całej klasie, że
              zmienił o mnie zdanie i że nigdy w zyciu wcześniej się tak nie pomylił
              Nie doszło by do tego , gdynby nie ta koledasmile
              • mader1 Re: pozytywny aspekt koledy:) 04.01.07, 10:11
                ja też miałam podobny przypadek. Był ksiądz, który uczył mnie w klasch v-vI.
                był może w gruncie rzeczy dobry, ale z gatunku takich, co to prosto życie mu
                szło. A ja... sama musiałam pilnować pójścia nie dość, że na religię, to i do
                koscioła, bo moj ojciec byl zasadniczo przeciwny. I jeszcze bronić tych
                wszystkich hipotetycznie złyh księży wink))
                Tato wyjątkowo w czasie kolędy był. Starał się zachować - sporo milczał. Ale
                jego mimika widać wystarczyła. Ten ksiądz zobaczył, że nie wszystkie normalnie
                ubrane, najedzone, niepobite dzieci są wysyłane do kościółka i błogosławione na
                dobranoc znakiem krzyża na czółku. Zaczął mnie szanować.
                A zaczął już w czasie kolędy, kiedy spoglądając to na mnie, to na moich
                rodziców, powiedział, że jestem bardzo dzielna i szalenie odpowiedzialna. I
                powinni być ze mnie dumni.
                • dorotkak Re: pozytywny aspekt koledy:) 04.01.07, 18:21
                  wiesz pomyslalam, ze jak juz mamy 2 pozytywne przyklady koledy to moze jest ich
                  wiecej??smile jesli tak to ma jednak sens!
                  wczoraj z kolei kolezanka w pracy mowiła mi, że u jej rodziców, którzy mieszkają
                  w małej wiosce chodził po kolędzie nowy, młody ksiądz i rozdawał każdej rodzinie
                  swoja wizytówke z telefonem i zaproszeniem do rozmowy jesli ktos bylby
                  zaintresowany. Bardzo mi się to spodobało!!!
                  • direta Re: pozytywny aspekt koledy:) 04.01.07, 21:51
                    Oczywiście, że są pozytywne aspekty kolędy. Na pewno więcej niż dwa! W ogólnym
                    sensie napisałam ponizej (chyba, bo nie wiem gdzie się wklei)A w szczegółowym
                    napiszę że:
                    1. Gdyby kiedyś przed wielu laty pewien ksiądz nie przyszedł do nas po kolędzie,
                    to nie wiem czy dzis byłabym na tym forum ani czy byłabym w Kościele. Na pewno
                    nie byłabym tym, kim jestem. Nie wiem też gdzie byliby moi rodzice i jak
                    wyglądałyby ich relacje z Bogiem
                    2. Znam pary, które weszły do Kościoła Domowego (lub innej wspólnoty) dzięki
                    temu, że zachęcił je ksiądz chodzący po kolędzie.
                    3. Znam parę którą ksiądz chodzacy po kolędzie skojarzył i wyswatał.
                    4. Pewnei jakby poszukać to znalazłoby się jeszcze mnóstwo innych pozytywnych
                    wydarzeń, które dokonały się dzięki kolędom.

                    A że czasem przychodzi do nas ksiądz i... i nic? I szybko znika? Może dlatego,
                    że nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy źle się mają?

                    Ja mocno wierzę, że wraz z księdzem wędruje Bóg. On sam to powiedział (gdzie
                    dwaj albo trzej zebrani są w imię moje, tam Ja jestem pośród nich)
                    Problem z kolęda polega na tym, że nie każdy ksiądz wie jak powinien w tej
                    akurat rodzinie dokonać prezentacji, by nastąpiło Spotkanie.
              • malizna74 Re: pozytywny aspekt koledy:) 07.01.07, 12:55
                A dla mnie pozytywnym aspektem kolędy jest wysprzątane mieszkanie smile

                A tak poważniej, to muszę przyznać, że zawsze czekam na wizytę dudszpasterską z
                niecierpliwością i jakimś podekscytowaniem. I czuję się zawiedziona, gdy wizyta
                taka trwa 10 minut. Podskórnie czuję, że kontakt z kapłanem może przynieść same
                korzyści (oprócz majątkowych smile - błogosławieństwo dla rodziny i może jakiegoś
                "kopa", żeby pamiętać kim jestem i dokąd zmierzam.
      • direta Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 04.01.07, 21:09
        mamalgosia napisała:

        > Tak sobie myślę, jaki te wizyty duszpasterskie maja sens. Błogosławieństwo -
        > dobrze. Antyklerykałowie powiedzą, że zebranie pieniędzy.

        Aby uniknąc takich posądzeń, w diecezji mojego męza bp zabronił brania pieniędzy
        podczas kolędy. Kto chce moze złozyc ofiarę na specjalnej mszy na zakonczenie
        kolędy.

        > A tak poza tym?
        > Przychodzi człowiek, który mnie nie zna, ja go też nie za bardzo, siada i
        > pyta "co słychać?" - no przecież mu nie powiem, co się dzieje tak naprawdę. Co
        > daje mu taka wizyta? Zobaczy czy mieszkamy w luksusach czy w norze? Czy jest w
        > domu Biblia? I co zrobi z tymi informacjami?
        > Kogo zna, tego i tak zna. A kogo nie zna, tego nie pozna.

        Nie zgadzam się z Tobą, bo na własnej skórze przekonałam się, że kolęda to czas
        siewu.
        Oczywiście nie każdy ksiądz to potrafi. Jeden przyjdzie, powie "hmmm... tak...
        no to ja juz musze lecieć" a inny przyjdzie i zasieje ziarno. Niepostrzeżenie,
        skubany, to ziarenko zostawi, nawet się gospodarze nie połapią. A potem czy śpi
        czy czuwa nasienie kiełkuje i rośnie a on sam nie wie jak.
        W niektórych domach zmarnieje, ale w innych wyda plon.

        Najbardziej spektakularne plony widać, gdy ksiądz trafi na dom "mało kościelny"
        ale i w kościelnym może zasiać. Błogosławieni, którzy wiedzą gdzie jakie ziarno
        podrzucać.
    • otryt Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 04.01.07, 09:32
      W mojej parafii opłatek można dostać w sklepiku przykościelnym z książkami,
      gazetami religijnymi i innymi dewocjonaliami. Zawsze w grudniu kupuję kalendarz
      z Janem Pawłem na następny rok, świecę Caritasu i opłatek dostaję naprawdę za
      co łaska. Można nic nie dać. Zawsze w grudniu w ogłoszeniach podają w kościele,
      że parafia nikogo nie upoważniła do roznoszenia opłatków, aby uniemożliwić
      działania ewentualnych oszustów. Bardzo sobie cenię ten sposób. Nie rozumiem i
      nie akceptuję roznoszenia opłatka po domach, jak dzieje się to w innych
      parafiach. W końcu i tak chodzi się do kościoła, to przy okazji można wziąć
      opłatek.

      10 minut to rzeczywiście mało czasu. W ubiegłym roku podczas kolędy prosiłem
      księdza o modlitwę w ważnej sprawie. Następnego dnia stał się cud, bardzo
      trudna sprawa została załatwiona.

      Podczas kolędy u mojej Mamy młody ksiądz z dużą delikatnością i wyczuciem
      namówił Mamę i jej cywilnego, drugiego Męża do wzięcia ślubu kościelnego. Ślub
      był po ostatniej, wieczornej mszy w zwykły dzień, tylko świadkowie i
      nowożeńcy. Ten młody ksiądz udzielał ślubu, pomógł załatwić wszelkie
      formalności. Jestem mu bardzo wdzięczny. Sytuacja była trudna psychologicznie.
      Rozwód po niszczącym związku z moim Ojcem, samotna matka z trójką dzieci w
      czasach, gdy rozwodów było stosunkowo mało. Po siedmiu latach od rozwodu ślub
      cywilny z drugim mężem, jednak z dala od życia sakramentalnego, potępiona i
      odrzucona nie tylko przez Kościół, ale i część bogobojnej i katolickiej,
      własnej rodziny (jak tak można żyć bez ślubu?). Po śmierci Ojca ślub kościelny
      stał się możliwy, jednak gorycz i rany z powodu wcześniejszego odrzucenia były
      tak wielkie, że stanowiły one istotną barierę psychiczną. Po kilkunastu latach
      stanowisko Kościoła zmieniło się, powstały duszpasterstwa ludzi żyjących w
      związkach niesakramentalnych. Dostrzeżono dramat tych ludzi i tych rodzin. Na
      kolędzie po raz pierwszy pojawił się wrażliwy i rozumiejący ksiądz, choć bywali
      także tacy, co gromili ich nawet podczas kolędy.
    • szymama Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 04.01.07, 12:45
      tu gdzie teraz mieszkam, nie ma przynaleznosci terytorialnej do parafii, tak
      jak w Polsce. Jest przynaleznosc personalna. Mowie oczywiscie o parafii
      polskiej. Zaraz po swietach nasi kaplani zaczynaja koledowanie. Wyglada to tak,
      ze dzownia pod wskazany numer tel i umawiaja se na jakis dzien, ktory pasuje
      obydwu stronom. I wlasnie dzis taka wizyte bedziemy mieli. Trwa ona zwykle ok 2
      godzin smile Mamy czas na rozmowe, dyskusje, pyatnia, odpowiedzi z obydwu stron.
      Wlasnie w piekarniku u mnie siedzi murzynek i ksiadz nasz kochany poje sobie u
      nas tez dobrego(mam nadzieje) polaksiego bigosu. Uwielbiam te koledy tutaj. To
      jest moj skrawek polskosci na obczyznie. sa ona tak samo wazne dla nas, jak dla
      ksiezy tutaj pracujacych. Co czesto podkreslaja. I oczywiscie ciesze sie, ze
      kaplan przyjdzie z blogoslawienstwem dla naszej rodziny i poswieci nam nasze
      mieszkanie. Juz nie moge sie doczekac smile
      • dorotkak Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 04.01.07, 18:16
        a powiesz nam co to za kraj???
        marze by wlasnie tak wygladala koleda u nassmile
    • fiamma75 Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 04.01.07, 18:03
      Dla mnie kolęda jest przykrym obowiązkiem sad
      Na ostatniej proboszcz zadawał nietaktowne pytania typu "kiedy się dorobimy?".
      • minerwamcg Wizyta czy wizytacja 07.01.07, 04:40
        > Dla mnie kolęda jest przykrym obowiązkiem sad
        > Na ostatniej proboszcz zadawał nietaktowne pytania typu "kiedy się
        dorobimy?".

        Witaj w klubie - mnie po wielokroć księża z parafii pytali, kiedy NARESZCIE
        wyjdę za mąż, takim tonem, jakby to zależało wyłącznie ode mnie i jakby
        niedopełnienie tego obowiązku było czymś w rodzaju przestępstwa na tle
        seksualnym - i złe, i wstydliwe.

        W tejże parafii zresztą działy się rzeczy przedziwne. Były proboszcz, kiedy
        nastał ok. 30 lat temu, wprowadził zwyczaj, że ofiarę kolędową daje się w
        kościele, księżom brać nie wolno. I dobrze było. Po jakichś 25 latach zmienił
        zdanie, kazał księżom zbierać i o ofiarach przypominał na każdym kroku. Ponadto
        przed kilkoma laty z niejasnego dla mnie powodu zaczął lansować
        termin "wizytacja duszpasterska". Rozumiecie? WIZYTACJA. Przychodzi kontroler,
        zadaje pytania, potem pisze sprawozdanie... mnie się w każdym razie tak
        wizytacja kojarzy.
        W tej chwili w parafii (z której się zresztą w międzyczasie wyprowadziłam, ale
        została moja mama) jest nowy proboszcz. Jaka będzie kolęda - nie wiem, ale
        zapytam mamę o wrażenia.
        • dorotkak Re: Wizyta czy wizytacja 07.01.07, 11:39
          hahaha
          mnie tez w zeszlym roku ksiadz pytal kiedy wyjde za maz, wiec powiedziala, ze na
          szczescie nie mam jednego sposobu na szczescie i kazdy idzie droga jaka dla mnie
          przygotowal Pan Bog!
          nasza ukochana 75letnia ciocia, od ponad 25 lat wdowa, na takie właśnie pytania
          czemu się ponownie nie wydała, powiedziala "Bo mnie nikt nie chciał" - ksiedzu
          odebrało mowęsmile
    • dorotkak powracajacy temat rzeka:) 28.12.07, 14:33
      po wielu przemysleniach i rozmowach - jestem mimo wszystko na TAKsmile
      usciski juz prawie noworoczne
      • jusiadyk Re: powracajacy temat rzeka:) 28.12.07, 22:29
        Kurcze, właśnie chciałam pisać jaka to jestem roczarowana wczorajszą
        kolędą i widzę, że nie ja jedna.
        A było tak: przyszedł ksiądz, zaśpiewał zwrotkę kolędy,
        pobłogosławił, ofuknął ministranta za nie wiadomo coś, usiadł,
        posiedział 2 minuty ( z pokoju widze zegar to wiem) wstał i chciał
        wychodzić. Jeszcze w drzwiach go pytałam jak myśli, kiedy w Polsce
        będą mogły komunię podawać szafarki to mi powiedział "nigdy, w
        każdym razie Pani tego nie dożyje".
        Czemu AŻ TAK KRÓTKO i po łebkach ta wizyta? Mi by było normalnie
        głupio. Czy dlatego, że nie daję kasy (nigdy nie dawałam na
        kolędzie)? Czy dlatego, że mojego męża ateisty nie było i uznał może
        rodzinę za niepełną, nieprzygotowaną czy co? No uważam, że nie można
        tak!
        Drugi przykład: akurat wczoraj moi Rodzice mieszkający w innej
        parafii tez mieli kolędę. Było ok. Ale: obok mieszka brat z żoną i
        małym dzieckiem. Brat (jako niby wierzący) miał z bratową ślub
        mieszany, dziecka chrzcić nie zamierzają. Ksiądz pyta moich Rodziców
        czy oni tam mieszkają i czy praktykują. Mama mówi, że mieszkają, nie
        praktykują ale żeby do nich poszedł, że pogadać na pewno z nim
        pogadają. Nie poszedł. Moim zdaniem powinien pójść. Przecież nawet
        nie spróbował czy go przyjmą czy nie. Ten sam ksiądz jak był u
        Rodziców widział, że moja Babcia się popłakała. Nie spytał jej
        czemu, o co chodzi. Babcia się popłakała ze wzruszenia bo to jej
        pierwsza kolęda w domu moich Rodziców, z resztą ma po swoich
        przeżyciach problemy z psychiką. Ale to ja to wiem, ten ksiądz tego
        nie wie.
        Ogólnie - ni cholery nie poznają księża swoich owieczek jak tak będą
        postępować.
    • isma Po drugiej stronie progu, czyli koleda ks. Grosera 28.12.07, 23:56
      "Powitala go usmiechem cierpietnicy."Prosze, pomimo wszystkich
      krzywd i bolow", powiedziala, nic nie mowiac.

      Zaspiewal z ministrantami "Przybiezeli do Betlejem". Odmawiajac
      modlitwe za dom, zauwazyl przyotowana na stole kolacje. "No, no,
      tego sie nie spodziewalem".

      - Pani Adela dzis sama? Meza nie ma? - usmiechnal sie.
      - Maz jest w sanatorium.
      - Cos powaznego?
      - Tak. Wiek. Moj maz ma te lata, gdy powinno sie dwa dni dziekowac
      za kazdy jeden darowany.

      Adela wedle rozeznania Grosera miala kolo szescdziesiatki. Maz byl z
      pewnoscia starszy. Widzial go moze dwa razy. Nie zamienil z nim ani
      slowa.
      - Prosze do stolu.
      Groser nieco zmieszany kiwnal na ministrantow.
      - Chlopcy, to do jutra.
      Adela wcisnela kazdemu z nich monete.

      - Klopotu sobie pani narobila - rzekl, patrzac na polmiski z
      jedzeniem.
      - Prosze ksiedza, tu sie jeszcze nie zdarzylo, zeby jakis kaplan
      wyszedl z pustym zoladkiem...
      Usmiechnal sie, by pokazac, ze cieszy sie, iz bedzie nakarmiony z
      paragrafu.
      - Dlugo sie nie widzielismy.
      - Jakos ksiedzu nie bylo po drodze.
      - Wie pani, jestem zalatany. Budowa.
      Pokiwala glowa, uprzejmie zatroskana. Nie padlo jednak zadne
      pytanie.
      - Prosze, zacznijmy...

      Nalozyl sobie salatki jarzynowej.
      - Oj, lata nie jadlem takiej salatki. Pyszna.
      - To prosze czesciej zachodzic.
      - Dobrze, ale i vice versa. Wielka radosc mi pani sprawi, pojawiajac
      sie w kaplicy.
      Pokrecila z bolem glowa.
      - Owszem, zloze ofiare na budowe, ale... nie, nie. - zrobila
      bolesciwa mine. - Przynajmniej na razie moja noga tam nie postanie.

      Sytuacja zaczynala sie robic niebezpiecznie ciekawa. Mial juz kilka
      zaskakujacych koled w tym roku. Dwa dni temu jedna z pan spytala -
      "z cala niesmialoscia" - czy mogliby zaspiewac. Byl przekonany, ze
      chodzi o koledy. "Prosze", odparl nieco zaskoczony. Kobieta wyszla z
      pokoju, a po chwili wrocila z gitara. Lekko przemieniona, z
      odmalowanymi ustami. Nie przeczuwal zadnego niebezpieczenstwa. A ona
      wycelowala w niego usmiech dziewczecia z "Mazowsza" i wywracajac
      zalotnie oczyma, zaspiewala: "Szla dzieweczka do laseczka, do
      zielonego..." Glowa dawala mu znak, aby dospiewywal "Aha". To bylo
      silne przezycie. Z trudem sie opanowal.

      Pomyslal, ze u Adeli moze byc jeszcze ciekawiej. Na przyklad spyta
      go o pofarbowane wlosy i malo prawdopodobne, by przyjela ze
      zrozumieniem, iz musial to zrobic, by powiodla sie jego proba
      wydostania Magdy z sekty.
      - I daczegoz to pani noga tam nie postanie? - spytal zaciekawiony.
      - Dopoki beda tam urzedowaly pewne osoby, nie widze takiej
      mozliwosci.
      - Otwieram bramy dla kazdego, kto szuka i pragnie Boga... Nie wiem,
      o kogo moze pani chodzic?
      Pokiwala glowa, sciagnela usta. "Poudawajmy sobie", usmiechnela sie
      poblazliwie.
      - Chodzi mi o te panienke, co tak pali papierochy... Ksiedza nie
      interesuje, co ludzie mowia na ten temat?
      - Po pierwsze, nie wiem, o kim pani mowi. A po drugie, pani sie
      chyba ze mna zgodzi - probowal zaapelowac do oczywistosci i
      umozliwic Adeli cofniecie ataku - ze wysluchiwanie pomowien i plotek
      oznacza wspolprace z grzechem. Staram sie unikac takich sytuacji.

      Zobaczyl nagle, ze oczy Adeli zapalily sie jak u wampira.
      - Chodzi o te bezwstydnice... - powiedziala dobitnie.
      - Pani Adelo, bylo tak pieknie. Salatka jest wysmienita. Koleda to
      dzielenie sie dobra nowina. "Bog sie rodzi". Pojde juz. Musze
      jeszcze cos napisac na jutro.

      Zamknal uszy. Probowala go zatrzymac. Wiedzial, ze moze jej okazac
      jedynie milosierdzie, wychodzac. Albo zostajac - udusic. Jako kaplan
      w zasadzie nie mial wyboru."
    • isma Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 29.12.07, 20:38
      No, bez fajerwerkow, jakos poszlo. Albowiem i my i ksiadz zesmy sie
      na wieczorna Msze sw. spieszyli wink)).
      Aha, i M. poszerzyla swoj repertuar paremii lacinskich - o okaz
      dosyc figlarny.
    • magdalaena1977 Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 30.01.08, 11:05
      Pytanie testowe - czy księża w trakcie kolędy pytają się Was o to, czy chodzicie
      do kościoła ?
      • mader1 Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 30.01.08, 11:25
        Nie.
        I wiecie co ? Nawet mnie to trochę dziwi i zaraz wytłumaczę
        dlaczego - ksieża nas znają, ale.... do kościoła parafialnego
        chodzimy na msze nieregularnie, bo często jestesmy w weekend na
        wsi smile
      • mama_kasia Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 30.01.08, 11:56
        U nas po prostu stwierdzi: Was to znam i nie muszę pytać, do
        którego(!) kościoła chodzicie wink)) Zna nas, to fakt, ale fajne
        jest to, że w innych domach, nie pyta, "czy" chodzicie, ale
        "gdzie" smile)

        Jeszcze z Wami się podzielę moją tegoroczną radością kolędową.
        Moi rodzice chyba po raz pierwszy w swoim życiu przyjęli
        kolędę smile) Mama stwierdziła, że dojrzeli.
      • kudyn Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 30.01.08, 13:07
        nie pytali nigdy, ale znają naszą rodzinę, więc nie jesteśmy miarodajni
        • franula Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 30.01.08, 15:29
          nie pytał chyba nigdy
      • isma Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 30.01.08, 15:39
        Nie pytaja sie, albowiem by to zle swiadczylo o ich
        spostrzegawczosci wink)).

        Ale w czasach, jak jeszcze nie chadzalismy na Msze sw. codziennie
        (nader czesto ciagajac ze soba nieletnia, ktora zazwyczaj jest
        jedyna osoba ponizej lat kilkunastu w tym zgromadzeniu), to tez sie
        nie pytali. Zazwyczaj zreszta sie nie rozmawialo duszpastersko,
        tylko, prawdaz, ogolnie: "co slychac?" ;-(((.
      • dominikjandomin Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.02.08, 01:42
        magdalaena1977 napisała:

        > Pytanie testowe - czy księża w trakcie kolędy pytają się Was o to, czy chodzici
        > e
        > do kościoła ?

        Mnie nie. Co miałbym odpowiedzieć? "A co, ksiądz ślepy jest"?
    • jancze Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 30.01.08, 17:32
      A nas dziś ksiądz wziął za zskoczenia!
      Chodzizmy do kościoła do parafii, skąd się wyprowadziliśmy i nic nie
      wiedziałam, że będzie kolęda. ZWYLKE SĄ JAKIEŚ KARTKI Z
      ZAWIADOMIENIEM NA KLATCE - niestety nie było. Więc gdy zobaczyłam
      księdza w drzwiach, to musiałam mieć minę nietęgą. I tłumaczyłam sie
      przez 5 minut, że nic nie wiedziałam i bardzo przepraszam. Potem nie
      mogłam znaleź kropidła tłumacząc się gęsto, że przecież raz w roku
      się go używa i nie trzymam na wierzchu. Ksiądz zaproponował gałązkę
      kwiatka (która choć zielona okazała się uschnięta i rozpadała się
      gdy ksiądz nią święcił dom i dzieci). Szczęśliwie miałam wodę
      święconą. Ale nie miałam krzyża. Leży dobrze schowany i czeka aż mąż
      go przybije. Tylko, że mąż wyemigrował za pracą i nie zdążył
      przybić. Ksiądz się pomodlił z nami, poświęcił dom i nas, dziecko
      najstarsze pokropił dwukrotnie, bo tak prosiłam. Pytał się starszej
      o szkołę, o zdrowie małej. O męża nie pytał. O moją sytuację też
      nie. A że mówiłam, gdzie chodzimy do kościoła to też o to nie pytał.
      Zaprosiłam na herbatę, ale mówił, że jeszcze ma cały blok do
      odwiedzenia. O pieniądzach nie zdążyłam nawet powiedzieć, że
      właściwie jestem nieprzygotowana, bo nic nie mam. Bo szybko wyszedł.
      I właśnie tak sie zastanawaim, co sobie o nas pomyślał. Bo
      praktycznie przez cały czas szukałam kropidła.
      Ale dobrze, że przeczytałam Wasze posty. Bo to mi przypomniało, że
      jesteśmy pobłogosławione!
      • isma Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 30.01.08, 17:56
        Chichichi, przypomnialas mi scene sprzed lat wink)).

        Moje studentki wynajmowaly polowe parterowego domku, co bylo idealna
        okolicznoscia do organizacji skladkowego sylwestra. I byla jeszcze
        jedna okolicznosc, nader dla nieskrepowanego imprezowania korzystna,
        o ktorej pozniej.
        Panowie przytaszczyli zakupy i tymczasowo ulotnili sie, a nas chyba
        z siedem czy osiem stalo przy garach: bigosik, barszcz, krokiety
        itepe. Jak to bywa, nie bylysmy ani zbyt kompletnie i starannie
        ubrane, ani ufryzowane.

        No i zastukal ktos - to poszlam otworzyc, majac rece po lokcie w
        krawawych zaciekach z burakow. Ksiadz sie nieco sploszyl: "bo my tu
        z koleda..." Jako podowczas niewierzaca (a nieodmiennie
        antyklerykalna) nie mialam widocznie zbyt zachecajacej miny wink)). A
        juz jak zza plecow zaczely mi wypelzac kolejne zaciekawione upiory
        plci zenskiej, wszystkie rownie niechetne, to sploszenie kaplana
        roslo, a determinacja w odbyciu wizyty duszpasterskiej wyraznie
        malala wink)). "To ja wobec tego moze jeszcze raz sprobuje do
        sasiadow - powiedzial - tylko ze tam stukalem, i w ogole nie
        otwieraja".

        "Bo oni sa, prosze ksiedza, gluchoniemi" - odpowiedziala ze szczera
        prostota, zgodnie z prawda, jedna ze wspolgospodyn...

        W tej sytuacji, z tego domu wariatow, ksiedzu wypadalo juz tylko
        salwowac sie ucieczka wink)).
      • mader1 Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 30.01.08, 18:19
        ale fajnie, ze napisałaś ! smile)))

        > Ale dobrze, że przeczytałam Wasze posty. Bo to mi przypomniało, że
        > jesteśmy pobłogosławione!

        no widzisz ! smile))
    • kulinka3 Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 30.01.08, 17:40
      A ja się muszę przyznać,że wizyty duszpasterskiej nie lubię.Nie żebym miała
      jakieś przykre doświadczenia,ale nic mi ona nie daje, ani niczego specjalnego
      nie wnosi.Rozumem,że kapłani zapoznają się z parafianami itp.ważkie
      argumenty,ale osobiście jakoś mnie one nie przekonują.
    • magdalaena1977 Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 30.01.08, 22:25
      Pytałam dlatego, że mnie księża nigdy nie pytają o chodzenie do kościoła. Ani w
      parafii rodziców, ani w obecnej.
      A jak się dowiedziałam, moje średnio praktykujące koleżanki są o to konsekwetnie
      wypytywane.
      I tak się zastanawiam, czy ten ksiądz naprawdę widzi mnie pośród innych parafian ?
      Czy może mimochodem rzucam coś w stylu "a organista to chyba chory, bo nikt nie
      grał w ostatnią niedzielę "
      A może pyta, a ja tego nie zauważam ?
      • alex05012000 Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 01.02.08, 15:55
        a dziś w wybiórczej stołecznej str 10 jest artykuł: Po kolędzie w
        wielkim mieście", o mojej parafii!!! wywiad z księdzem duszpasterzem
        akademickim... przeczytałam raz z ciekawości, drugi z wielką uwagą i
        coś mi w głowie zaświtało... może nie muszę szukać odpowiedniego
        księdza do mojej rozmowy [wtajemniczeni wiedzą o co chodzi] na
        drugim końcu miasta... w każdym razie ziarenko zostało posiane...
        • franula Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.02.08, 19:04
          Alex,
          ja nie wiem o co chodzi, ale znam (a raczej znałam gdy był w
          poprzedniej parafii) księdza Grzegorza. Bardzo mądry ksiądz,
          wychował mnie w Oazie, jego wpływ jest nie do przecenienia w moim
          życiu. Na pewno jest właściwa osoba do powaznych rozmów.
          Jakbyś coś chciala, pisz na priva.
          • isma Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.02.08, 19:16
            Alleluja (wiem, wiem, nie bardzo pasuje, ale jeszcze chyba wolno)! I
            tak oto forum Www sie przyczynilo do zbudowania kogos na duchu. To
            lubie wink)).
          • alex05012000 Re: kolęda - do Franuli 04.02.08, 09:46
            bardzo się cieszę z twojej wypowiedzi, postaram sie zatem zrobić
            następny krok i sprawdzić kiedy ksiądz przyjmuje, o ile sa takie
            godziny wyznaczone...
            dziękuję też za gotowość korespondencji... alex
            • franula Re: kolęda - do Franuli 04.02.08, 13:50
              Alex wydaje mi sie że przy wejściu do kościoła wisiały namiary na x.
              Grzegirza - telefon i mail

              w necie znalazlam tylko:
              Studencka Wspólnota Ruchu Światło-Życie u św. Jakuba
              Parafia św. Jakuba Apostoła
              Warszawa, ul. Grójecka 38, tel. 822 18 66
              Msza studencka w niedziele o godz. 19
              Spotkania studenckie w poniedziałki o godz. 20
              Duszpasterz: ks. Grzegorz Michalczyk
              • franula Re: kolęda - do Franuli 04.02.08, 13:52
                poszukalam lepiej:
                www.ujakuba.waw.pl/
                szukaj pod "nasz duszpasterz"
                • alex05012000 do Franuli- znalazłam, znalazłam 04.02.08, 15:17
                  mam i maila i telefony, ale spokojnie, rozmowa czeka kilka lat i nic
                  na hurra.... na razie to w niedzielę jadę na 2 tygodnie do
                  sanatorium, w dodatku zabieram dziecko, bo ma ferie i coś muszę z
                  nią począć... wariacki tydzień przed nami/pakowanie ... ale jak
                  wrócę napiszę maila i zapytam kiedy można przyjść porozmawiać ...
        • mader1 Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.02.08, 22:32
          to ja myślę jeszcze intensywniej. Pomodlę się smile
      • dominikjandomin Re: kolęda - czyli wizyta duszpasterska 03.02.08, 01:50
        magdalaena1977 napisała:

        > Pytałam dlatego, że mnie księża nigdy nie pytają o chodzenie do kościoła. Ani w
        > parafii rodziców, ani w obecnej.
        > A jak się dowiedziałam, moje średnio praktykujące koleżanki są o to konsekwetni
        > e
        > wypytywane.
        > I tak się zastanawiam, czy ten ksiądz naprawdę widzi mnie pośród innych parafia
        > n ?

        Możliwe. Od ołtarza bardzo dużo widać. A jeśli masz jeszcze zwyczaj zajmowania
        zawsze tego samego miejsca... Może nie wiedzieć, jak się nazywasz, ale twarz
        kojarzy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja