hipopotamama Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.07, 17:21 Upsss. Wysłało mi śię puste. Witam wszystkich forumowiczów. Jestem osobą wierzącą, a jednocześnie matką samotnie wychowującą pięciomiesieczne niemowle. Moja córka jest owocem miłości między mną, a jej ojcem i dzieckiem jaknajbardzie planowanym i oczekiwanym na tym świecie. Niestety los różnie plącze nam ścieżki i uciekając (w moim mniemaniu) przed życiem w oszustwie zostałam sama w trzecim miesiącu ciąży i tak już jest, i tak już być musi. Sama przechodziłam okres nadziei, sama urodziłam dziecko, sama teraz cieszę się jego małym życiem. Dopadły mnie już okresy euforycznej zaradności jak i lekkie stany depresyjne z powodu zawodu jaki sprawilam mojej małej iskierce i tak naprawdę chyba dopiero teraz zaczyna do mnie dochodzić że jestem sama przez duże "S". Oczywiście nie oczekuję współczucia bo jako istota dorosła i rozumna wiem i zawsze wiedziałam co robię i co się z tym wiąże. Mieszkam w małym miescie gdzie wszyscy o wszystkich wiedzą, co gorsza żyją chorą ciekawością szczególów z życia prywatnego innych no i oczywiście nie omieszkują tego odpowiednio komentować. Cały ten proceder odbywa się w szeroko pojętej konspiracji i za tak zwanymi plecami. Idąc po mieście z wózkiem czuję na sobie obce spojrzenia choć to tylko może moja obsesja. Kiedy urzędowo jestem pytana o męża i odpowiadam, że takiego nie mam następuje dłuższa chwila przewiercającej ciszy. Przykre. W tym wszystkim wybrałam życie w złudzeniach. Zachowuję się tak jakbym żyła w idealnej (w sensie pelnej) rodzinie, a myślenie o trudnych sprawach ciągle odkładam na potem. Bardzo mi zależy żeby moją córkę wychować w wierze bo wiem z własnego doświadczenia jaką ulgę może przynieść przynależnosć do wspólnoty w cięzkich chwilach życiowych jednak czuję sie gorsza, napiętnowana. W czym ja i moja córka jesteśmy gorsze od wielu małżeństw zyjących "po Bożemu" ale jednak w obłudzie, których dzieci nigdy nie byly w Kościele, nie mówią pacierza, nie potrafią rozmawiać z Jezusem ale nie mają żadnych problemów z dostępem do sakramentów? Oczywiście nie usprawiedliwiam siebie i mojej sytuacji. Drżę na myśl o Kolędzie podczas której będę musiała spotkać się z księdzem i zastanawiam się czy w tej sytuacji pominąc wszystko milczeniem czy wyłożyć swoje racje. Jak znam życie poprostu sie poryczę. Nie wiem jak bardzo konserwatywne jest to forum ale bardzo chcialbym wiedzieć jak z punktu widzenia nauk Jezusa zapatrujecie się na samotne matki. Może pomoże mi to okreslic samą siebie i mój własny stosunek do mojej sytuacji. Dziękuję za cierpliwość i pozdrawiam. Odpowiedz Link
mamamonika Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.07, 17:55 Nie wiem, skąd Ci wogóle przeszło przez myśl, że jesteście gorsze. Pakuj bagaże i pożegnaj to urocze miasteczko, bo się wykończysz. Masz wykształcenie? Możliwość znalezienia sensownej pracy? Albo jakieś ważne powody, dla których siedzisz w tym grajdołku? Z tego co piszesz, chyba nie bardzo... Odpowiedz Link
malgosiader Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.07, 18:52 takie podejście może zdarzyc się wszędzie, w dużym mieście, w małym, we wsi; poprostu to zależy od ludzi wśród których przyszło Tobie życ, ja mieszkam w małej wiosce, niedaleko mojego domu mieszka dziewczyna, która również wychowuje samotnie dziecko, historii o jego ojcu słyszałam parę , ale nie zauważyłam żeby ktoś traktował ją gorzej, inaczej, żeby ludzie szeptali kiedy jeżdzi ze swoim bobaskiem na spacery, może nie wiem wszystkiego, bo mój dom to właściwie nasza noclegownia, prawie wogóle nieżyjemy tym naszym "lokalnym" życiem, ale robiąc coś w ogródku przed domem, zagadując z sąsiadem jakoś nigdy nikt nie rzucał krytycznych uwag w jej stronę, tak, moim zdaniem dużo zależy od ludzi... Odpowiedz Link
sion2 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.07, 19:27 Przepraszam ja tez nie wiem w czym mialabys byc gorsza? że masz tzw. "nieslubne" dziecko? o ile wiem jesli chodzi o bycie w Kosciele to z jakiegos "potępiania" takowych kosciol sie wycofal ladne parę dziesiąt lat temu )). Oczywiscie nie mowie tu o wscibskich językach ludzkich, o glupocie ktora moze palnac proboszcz na kazaniu tylko mowie o czyms takim jak nauka kosciola, jak sytuacja prawna itd. Niczym sie twoje dziecko nie rozni pod wzgledem warunkow do rozwoju wiary, bo one zaleza teraz od ciebie. Mozesz dziecko wychowac w wierze a moze nie chciec tego. Nie ma zadnej przeszkody do sakramentow, do nauki religii itd. Takze dla ciebie nie ma bo nie zyjesz z nikim "na kocią łapę" bez sakramemtu ale samotnie. nawet twoja sytuacja jest lepsza niz gdybys zyla bez sakramentu malzenstwa ale z ojcem dziecka bo wtedy ty do sakramentow bys przystepowac nie mogla. Ja ci życze abys znalazla oparcie w Jezusie, przylgnela do Niego i zaufala Mu ze poprowadzi cie przez zycie. A opinie ludzkie miej w nosie . To forum nie jest w ogole konserwatywne, zwlaszcza ze są tu licznie protestanci a nawet Świadek Jehowy )))). Odpowiedz Link
a_weasley Re: Czy jesteśmy gorsze? 10.01.08, 23:59 sion2 napisała: > To forum nie jest w ogole konserwatywne, > zwlaszcza ze są tu licznie protestanci Znaczy co? Znaczy jak protestant, to musi być postępowy? Znaczy, wypraszam sobie Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.07, 20:05 > Bardzo chciałabym wiedzieć jak z punktu widzenia nauk > Jezusa zapatrujecie się na samotne matki. > Może pomoże mi to określić samą siebie > i mój własny stosunek do mojej sytuacji. Dla mnie istotne jest właśnie to, jak Ty sama siebie określasz, a dokładnie - czy jesteś katoliczką, prowadzisz życie sakramentalne, czy sama tak siebie widzisz ? Jaki masz stosunek do wcześniejszego życia z mężczyzną bez ślubu ? Bo z jednej strony uważam, że najlepszym środowiskiem wychowywania dzieci jest pełna rodzina, z kochającymi się mamą i tatą (najlepiej związanymi sakramentem małżeństwa). Nie podoba mi się idea planowanego samotnego rodzicielstwa czy powoływania na świat dziecka dziecka w sytuacji, gdy jego rodzice nie wiedzą czy chcą być ze sobą na dobre i na złe (a Ty piszesz, że Twoja córeczka była planowana). Z drugiej strony jest mi Cię strasznie żal, jako osoby, która została sama bez ukochanego mężczyzny zwłaszcza w tak istotnej chwili. > W czym ja i moja córka jesteśmy gorsze od wielu małżeństw zyjących "po Bożemu" > ale jednak w obłudzie, których dzieci nigdy nie byly w Kościele, nie mówią > pacierza, nie potrafią rozmawiać z Jezusem ale nie mają żadnych problemów z > dostępem do sakramentów? Nie podoba mi się obraz, jaki tu kreślisz. Zupełnie nie wiem dlaczego punktem odniesienia mają być dla Ciebie patologiczne, a nie szczęśliwe małżeństwa ? Nie wiem też co masz na myśli mówiąc o ludziach, którzy żyją "po Bożemu", a ich dzieci nie chodzą do kościoła - dla mnie to nierozwiązywalna sprzeczność. Odpowiedz Link
hipopotamama Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.07, 20:51 Z raji mojej pracy dłuższy czas obracałam się w towarzystwie młodych matek i pozazdrościłam im tej wielkiej miłości jaką dażyły swoje dzieci. Ja też chciałam mieć kogoś kogo będę kochać nad życie, mój sens (skąd inąd zagubionego) życia...Tak więc moja córka przyszła na świat z mojego egoizmu. I przyznaję...uszczęśliwiła mnie i mam nadzieję, że i ja będę jej szczęściem bo to teraz jest celem mojego życia. Miałam wtedy pierścionek zaręczynowy na palcu. Oczywiście mnie też się idea życia na kocią łapę nie podoba bo wydaje mi się, że w sytuacji kiedy ta druga osoba ma realną szansę w każdej chwili odejść dziecko nigdy nie otrzyma poczucia bezpieczeństwa i rodzinnego wsparcia, które mu się należy. Jak mówiłam, nie usprawiedliwiam się. Co do "życia po Bożemu" celowo ujęłam to wyrażenie w cudzysłowie. Daleko nie muszę szukać. Moja najbliższa rodzina. Wszyscy zagożale niewierzący i antyklerykarni ale ślub kościelny mają bez wyjątku bo tak wypada, dzieci są ochrzczone bo co jak potem będą problemy? Dla mnie to bardzo nieszczęsliwe rodziny, które nawet same nie potrafią określić swojego stosunku do wiary. To właśnie dla mnie jest obłuda, której nikt nie śmie im wytykać, bo po co? Jest przecież dyżurna samotna matka Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.07, 21:15 hipopotamama napisała: > Co do "życia po Bożemu" celowo ujęłam to wyrażenie w cudzysłowie. > Daleko nie muszę szukać. Moja najbliższa rodzina. Wszyscy zagożale niewierzący > i antyklerykarni ale ślub kościelny mają bez wyjątku bo tak wypada, dzieci są > ochrzczone bo co jak potem będą problemy? Dla mnie to bardzo nieszczęsliwe > rodziny, które nawet same nie potrafią określić swojego stosunku do wiary. To > właśnie dla mnie jest obłuda, której nikt nie śmie im wytykać, bo po co? Jest > przecież dyżurna samotna matka Dziewczyny miały rację - jeśli tylko możesz - wyprowadź się. W większym mieście będziesz po prostu jeszcze jedną młodą samotną matką, a nie cielęciem z dwoma głowami. Jestem z Warszawy i nawet sobie nie wyobrażam jak okropne musi być chodzenie z wózkiem, jeśli WSZYSCY Cię znają i wiedzą, że jesteś panną. Odpowiedz Link
hipopotamama Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.07, 21:21 Problem w tym, że ja sama nie potrafię okreslic jak się z tym czuję...przed sobą, przed moją córką, przed Bogiem. Dopóki się nie odnajdę uciekanie nic nie pomoże, a jeżeli nabiorę pewności siebie mogę iść nawet pod prąd. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: Czy jesteśmy gorsze? 12.01.07, 09:53 Gorsza nie jesteś na pewno! Ale nikt z nas nie da Ci pewności. Naprawdę musisz jej szukać w Jezusie Odpowiedz Link
malizna74 Re: Czy jesteśmy gorsze? 14.01.07, 14:06 hipopotamama napisała: > Z raji mojej pracy dłuższy czas obracałam się w towarzystwie młodych matek i > pozazdrościłam im tej wielkiej miłości jaką dażyły swoje dzieci. Ja też > chciałam mieć kogoś kogo będę kochać nad życie, mój sens (skąd inąd > zagubionego) życia...Tak więc moja córka przyszła na świat z mojego egoizmu. > I przyznaję...uszczęśliwiła mnie i mam nadzieję, że i ja będę jej szczęściem > bo to teraz jest celem mojego życia. To ja się wyłąmię z tego kolektywnego poklepywania po ramieniu, bo według mnie nie wszystko tu jest w porządku. Kochasz swoją córkę nad życie, ale - wybacz - okoliczności jej poczęcia wydają mi się dośc "niestandardowe". Poczęcie i egoizm - czy tu coś nie zgrzyta? Nie ma to nic do rzeczy z tym, czy ludzie Cię wytykają palcem i uważają za gorszą. To nie ich sprawa kto z kim i dlaczego. Sęk tkwi raczej w TWOIM postrzeganiu całego problemu. Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że Ty sama nie czujesz się w tym wszystkim w porządku,a a dopóki Ty sama nie uporasz się z włąsnymi wyrzutami sumienia, dopóty będziesz czuła na swoich plecach cudze spojrzenia pełne dezaprobaty. Odpowiedz Link
ewa.z1 Re: Czy jesteśmy gorsze? 14.01.07, 00:08 Tak się zastanawiam co czuję i co myślę widząc samotną matkę w moim małym miasteczku lub pannę z dzieckiem, co ludzie na ten temat mówią. (Ja jestem raczej konserwatywna w poglądach). Wogóle nie przyszło mi NIGDY do głowy, że to kobieta GORSZA, ani też nie słyszałam (przynajmniej w moim otoczeniu) żeby ktoś o takiej dziewczynie żle mówił z tegoż tylko powodu. Myślę, że jeśli ludzie o tym mówią, to raczej ze współczuciem, bo wyobrażają sobie że jest Wam, samotnym Matkom trudniej. Czy naprawdę jest powód aby tym "gadaczom" przypisywać złe intencje? Nie żyjemy na bezludnych wyspach i naiwnością jest sądzić, że ludzie nie będą o nas gadać, bo zawsze będą. Czasem źle, czasem dobrze. Czasem dyskretnie, czasem nie, czasem przychylnie, czasem nie. Czy te Twoje rozterki nie wynikają raczej z tego, że czujesz się osamotniona, rozgoryczona, lub poprostu masz "doła"? (to nie ocena ani wniosek, ale tylko zapytanie na które nie koniecznie oczekuję odpowiedzi bo jest osobiste). Charakter Twoich wypowiedzi sprawia, że odbieram Cię jako dobrą, mądrą Mamę kochającą swoje dziecko ponad wszystko. I jeszcze jedno. W małżeństwie też można być osamotnionym i "samotnie" wychowywać swoje dziecko... Odpowiedz Link
a_weasley To nie jest dobre pytanie 08.01.08, 18:37 hipopotamama napisała: > W czym ja i moja córka jesteśmy gorsze od wielu > małżeństw zyjących "po Bożemu" ale jednak w obłudzie, Po sprawiedliwości - czy aby nie znasz ludzi, którzy nie żyją w obłudzie, którzy są wierni zasadom swojej wiary i może nieraz wysoką cenę za tę wierność zapłacili, a którzy też mają krytyczne zdanie o drodze, którą obrałaś? Sami tylko obłudnicy i bigoci dookoła? > których dzieci nigdy nie byly w Kościele, nie mówią > pacierza, nie potrafią rozmawiać z Jezusem > ale nie mają żadnych problemów z dostępem > do sakramentów? "Acan jako spowiedź czyni - Spowiedź, widzę, grzechów cudzych." > Oczywiście nie usprawiedliwiam siebie Mam niejasne wrażenie, że trochę tak. Jezus nie mówi "bądź lepszy od innych". Nie mówi "nie bądź gorszy od innych". Mówi "bądź najlepszy jak potrafisz". Odpowiedz Link
basia313 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 04:17 Po przeczytaniu Twojego postu mysle, ze oze myslisz, ze ludzie Cie negatywnie oceniaja, bo Ty sama tak na siebie patrzysz. Mysle ( ale ja bardzo liberalna jestem) ze to nie ma znaczenia czy jestes samotna matka czy zona. Zajscie w ciaze poza malzenstwem zdarza sie czesto, ale oczywiscie to nie czyni tego czyms dobrym. Mysle, ze to nie jest wazne czy jestes samotna matka czy nie. Wazne jest to, ze wzielas odpowiedzialnosc za swoje dziecko i je przyjelas i kochasz. Pan Jezus CIe Kochacha jako samotna matke badz mezatke. Mysle, ze w malej miejscowisci moze zdarzyc sie, ze ludzie nie maja nic innego do roboty i czasem plotkuja, ale nawet jesli to musisz sie zdystansowac do tego. Twoja postawa kochaacej matki jest tu wazniejsza, niz to ze nie jestes zona ojca dziecka. Odpowiedz Link
mader1 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 07:39 cieszę się Basiu, że napisałaś. tym bardziej, że jakbyś mi to z ust wyjęła Odpowiedz Link
basia313 Re: Czy jesteśmy gorsze? 13.01.08, 02:13 no widze, ze sie w starym watku wypowiedzialam, no coz. Odpowiedz Link
mader1 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.07, 22:18 gorsze ? Ludzie żyjący wokół Ciebie , wytykający Twoje błędy czy komentujący Twoje życie też zgrzeszyli, grzeszą i z dużą pewnością będą grzeszyć. Ty zresztą też. Człowiek ma grzeszną naturę. Oczywiście to nie zwalnia nas z dążenia do świętości. Nie spotkasz na tym forum ludzi bez grzechu. Jesteśmy tacy jak Ty, ani lepsi ani gorsi. Ludzie, którzy Cię otaczają też. Te czy ci z nas, którzy są w malżeństwie, są w nim nie dlatego, że są tak czyści, świetni, wspaniali i mocno wierzący.Są bardzo często "pomimo". Pomimo kłotni, błędów obydwu stron, kryzysów, grzechów. Ale tego chce też współmałżonek. Tego "pomimo". Ci czy te, które są samotne wcale nie różnią się od nas tak bardzo. Nie każdemu życie ułożyło się tak, jak to zaplanował. Trochę spotyka nas niespodzianek. i to nie tylko przyjemnych. Jest Ci trudniej i będzie Ci trudniej. Odpowiedzialność, podejmowanie decyzji, brak drugiej osoby, która wspomoże, z którą będziesz się spierać w sprawie wychowania, która weźmie część ciężaru... Nie widzę powodu, by do , wynikających z całej tej sytuacji, ciężarów dodawać jeszcze nowe. Sąsiedzi przyzwyczają się. Musisz się rozejrzeć, zapewne są oczy patrzące na Ciebie z sympatią. Może osoby, których wcześniej nie znałaś albo znałaś słabo. Będą Ci potrzebne, żeby wspomogły Cię w trudnych dniach. Gorsze ? Nawet nie próbuj tak myśleć. Nie buntować się, usprawiedliwiać tylko marsz do kościoła ))) A wiesz, jak się czasem popłaczesz z bezsilności, nawet przy księdzu, to chyba dobrze. Może to niektórych obudzi ? Odpowiedz Link
nordynka1 Re: Czy jesteśmy gorsze? 12.01.07, 10:33 odpowiedź na tytuł wątku brzmi - NIE. Ale wiem, że wobec ludzkiego gadania można zacząć wierzyć że to prawda. Łatwo jest oceniać innych, najtrudniej samemu stanąć w prawdzie. Mama Kasia już napisała - przeglądaj się w Jezusie, nie w ludziach. Niech On będzie Ci lustrem i nikt więcej. Pozdrawiam i pamiętam w modlitwie. Odpowiedz Link
ea-szarri Re: Czy jesteśmy gorsze? 12.01.07, 13:01 Ja też jestem matką nieślubnego dziecka. Może jest mi tyle łatwiej, że wielkomiejska jestem. Ale i tutaj komentarze znajomych bywały różne. Takich, którzy „wiedzą lepiej” nie brakuje nigdzie. Z drugiej strony sama złapałam się kiedyś na tym, że jestem przewrażliwiona i zwykłe życzliwe zainteresowanie zdarzało mi się odbierać jako ordynarne wścibstwo. Bo poczucie „gorszości” często jest bardziej wewnątrz, niż na zewnątrz. Pozdrawiam serdecznie ea Odpowiedz Link
kamilla14 Re: Czy jesteśmy gorsze? 13.01.07, 01:22 ea - szari napisała: Bo poczucie „gorszości” często jest bardziej wewnątrz, n > iż na > zewnątrz. > > Pozdrawiam serdecznie > ea No właśnie, ponadto myślę, że powinien to być ich problem, nie Twój... Dzieci nieślubne zawsze były i będą, aż nie chce mi się wierzyć, ze niektorzy ludzie jeszcze sie do tego nie przyzwyczaili...Chyba zwyczajnie musza miec o kims gadać, gdybyś miała męża, to pewno też coś by znaleźli do obgadania. Tak więc jeśli się da - to nie zamartwiaj się się głupotami, i tak masz wystarczająco problemów do rozważenia... Pozdrawiam, k Odpowiedz Link
nati1011 Re: Czy jesteśmy gorsze? 07.01.08, 08:37 Ja też kiedyś miałam taki plan na życie. Chciałam mieć dziecko - lub dwoje i wychowywać je sama. Z założenia. Przyznam ci się, że realizacja tego planu była już całkiem zaawansowana. Na szczęście Pan Bóg nie wysłuchuje wszystkich naszych modlitw Zwłaszczqa tych nienajszczęśliwszych. Bardzo was proszę, nie piszcie o egoiźmie. Nie wiem jaka jest sytuacja autorki, ale moja postawa nie wynikała z egoizmu, tylko z doświadczeń dzieciństwa. Z jednej strony pragnienie macieżyństwa, z drugiej brak zaufania do jakiegokolwiek faceta. W moim odczuciu to nie był egoizm. Byłam przekonana, zę w ten sposób ochronie moje dziecko przed cierpieniem, którego sama doświadczyłam. Bóg jednak prostuje najbardziej kręte ścieżki. Dziś cieszę, się, ze wtedy się nie udało. I co najciekawsze, moje życie w pewnym etapie poukładało się samo. Jak się poddałam, zrezygnowałam nastąpiły pewne zdarzenia, które zmieniły bieg sprawy. Potem już nie było odwrotu - choć nie obyło się też bez wysiłku i łęz. ) hipopotamama nie jesteś gorsza, ani ty ani inne samotne mamy - te z wyboru lub przymusu. Musicie jednak pamiętać, ze to nie jest idealna droga i przynajmniej starać sie ją jakoś uporządkować. Dziecko wychowywane przez samotnego rodzica, jest zawsze pozbawione czegoś istotnego, tak samo jak wychowywane przez mało zgodne małżeństwo. Ideałem jest kochająca sie rodzina. Tylko, że nie każdemy udaje sie to osiągnąć. A gadaniem się nie przejmuj. Ludzie zawsze gadali, i pewnie będą gadać. Nawet jak nie ma powodu, to sobie go wymyślą. Odpowiedz Link
ea-szarri Re: Czy jesteśmy gorsze? 07.01.08, 11:56 Tak się zastanawiam, czy panna z dzieckiem jest w dostatecznym stopniu równa pozostałym parafianom, by mogła się znaleźć w miejscu nieco bardziej widocznym niż jedna z wielu pośród niedzielnego tłumu. czy panna z dzieckiem mogłaby być organistką, zostać katechetką (praktycznie nie teoretycznie)? Czy wyobrażacie sobie stronę internetową jakiejkolwiek wspólnoty, gdzie w notce biograficznej członkini zarządu stałoby jak wół: „panna, matka sześcioletniego Adasia”? Czy dobrze widziane byłoby śpiewanie przez nią Psalmu podczas niedzielnej sumy, czy raczej byłoby to postrzegane jako potencjalne źródło zgorszenia? Odpowiedz Link
nati1011 Re: Czy jesteśmy gorsze? 07.01.08, 14:02 ja mieszkam w duzym miescie - tu już chyba ludzi malo co gorszy. Osobiscie mi to nie przeszkadza, o ile dana osoba obecnie nie ma czegoś publicznie gorszącego na sumieniu. Walczymy z aborcją, a potępiamy kobiety które jednak urodziły - w niełatwej przecież sytuacji. Czysta hipokryzja. Odpowiedz Link
mader1 Re: Czy jesteśmy gorsze? 08.01.08, 12:09 no właśnie. Poruszyłaś bardzo ważny problem. Czy mogłaby - praktycznie ? Prawdę pisząc nie interesowałam się nigdy prywatnym życiem moich współparafian - chyba że znam ich skądinąd i rozmawiamy. Nie przeszkadzałoby mi to - tym bardziej, że wiem, jak powszechne jest współżycie przed ślubem czy bez ślubu... Ale mam wrażenie, że jest jakiś opór w tej materii. Wysłuchałam kiedys pełnej oburzenia tyrady tzw. " letniej" katoliczki, która poszła na ślub córki znajomych. Ojciec, ów znajomy, przystępował do komunii i mało tego - czytał na mszy... Otóż pani to obserwująca wiedziała, zupełnym przypadkiem, że miał on kochankę. Kiedyś. I to dla niej wystarczyło, żeby już nigdy nie mogł przystąpić do komunii !!! Chrystus przebaczy, żona przebaczy, córka przebaczy, sam sobie człowiek ( choc o to trudno) wreszcie przebaczy, a sąsiadka - najmniej zainterwoana przecież - nie Odpowiedz Link
nati1011 Re: Czy jesteśmy gorsze? 08.01.08, 12:34 Chrystus przebaczy, żona przebaczy, córka > przebaczy, sam sobie człowiek ( choc o to trudno) wreszcie > przebaczy, a sąsiadka - najmniej zainterwoana przecież - nie O właśnie. Źdźbło w oku brata zawsze lepiej widać. Zrozumiałabym jeszcze, gdyby kochanka była obecnie - ale kiedyś???? Odpowiedz Link
mader1 zgrorszenie 08.01.08, 12:46 >gdyby kochanka była obecnie - ale kiedyś???? No własnie - obecnie. Ale co ja, jako osoba obca mogę wiedzieć o owym " obecnie" ? Może ślub córki, spowiedź przed ślubem stała się prawdziwą okazją do nawrócenia, do zerwania z grzechem ? Za innym człowiekiem nie trafisz. A Ona rzeczywiście wiedziała - czy wnioskowała wręcz - o tej kochance dobrych lat wcześniej. Nie mogłam się nadziwić, jak mogła tak skreślić człowieka. Niektórym niewiele potrzeba , by " zostać zgorszonym", zniechęcić się do Kościoła. Odpowiedz Link
nati1011 Re: zgrorszenie 08.01.08, 13:13 No własnie - obecnie. Ale co ja, jako osoba obca mogę wiedzieć o > owym " obecnie" ? Może ślub córki, spowiedź przed ślubem stała się > prawdziwą okazją do nawrócenia, do zerwania z grzechem ? > Za innym człowiekiem nie trafisz. No wydaje mi się, że gdyby to było świeże nawrócenie, to taka osoba w pokorze swego sumienia wiedziałaby, że nie jest to czas na pchanie się na ołtaże. Poza tym jest coś takiego jak publiczne zgorszenie. Dlatego osobom, które mają na swoim sumieniu grzechy, które mogły kogoś gorszyć zaleca sie często komunikowanie o sąsiedniej parafii, właśnie dlatego, by nie gorszyś sąsiadów, którzy może przez lata byli świadkami grzechów. Nie jest to złe rozwiązanie. Musimy się liczyć - czasem z niezby miłymi - konsekwencjami naszych występków. Warto też pamiętać, że nasze zachowanie może spowodować, że ktoś odejdzie z kościoła patrząc przez nasz pryzmat. Nie mogłam się nadziwić, jak mogła > tak skreślić człowieka. Mam z tym problem na codzien na portalu Aborcja. Tak ciężko wytłumaczyć dziewczyną "po", że mają prawo zacząć wszystko od nowa i jeden błąd z przeszłości nie przekreśla człowieka na całe życie. Przykład drastyczny, ale każdy ma "coś" na sumieniu. Odpowiedz Link
mader1 Re: zgrorszenie 08.01.08, 13:22 ja sobie tylko myślę - przystąpienie do komunii to dla mnie naturalne - ale myślę sobie o czytaniach. Zastanawiam się czy gdyby do mnie podszedł ten człowiek ( nie znam go, więc teoretyzuję) i powiedział " weź za mnie to czytanie, ksiądz mi je dał, ale uwązam, że Ty jesteś bardziej GODNA, LEPSZA niż ja" to ja bym je wzięła ? Ręka by mi zadrżała. Odpowiedz Link
mader1 Re: zgrorszenie 08.01.08, 13:52 no widzisz ! Bo jeżeli biorę takie zadanie, służbę to tylko dlatego, że traktuję to jako zadanie " ktoś to musi zrobić", " robię to dla Pana"... Poważnie powtarzam " Nie jestem godny...". To dla mnie ciągle aktualne. Ciągle żywe. Mało tego, dostrzegam wokól ludzi, którzy też nie są godni, ale dźwigają swoje zadania. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: zgrorszenie 08.01.08, 15:10 ale myślę sobie o czytaniach. Zastanawiam się czy gdyby > do mnie podszedł ten człowiek ( nie znam go, więc teoretyzuję) i > powiedział " weź za mnie to czytanie, ksiądz mi je dał, ale uwązam, > że Ty jesteś bardziej GODNA, LEPSZA niż ja" to ja bym je wzięła ? > Ręka by mi zadrżała. Rozumiem, o co chodzi, ale tak przy okazji "99. Lektor jest ustanowiony do wykonywania czytań z Pisma świętego, z wyjątkiem Ewangelii. Może on podawać intencje modlitwy powszechnej, a gdy nie ma psałterzysty, może również wykonać psalm między czytaniami." "101. Gdy nie ma ustanowionego lektora, do wykonywania czytań z Pisma świętego winny być upoważnione inne osoby świeckie, nadające się do pełnienia tej funkcji i starannie przygotowane, ażeby wierni, słuchając natchnionych czytań, przejęli się żywą miłością Pisma świętego." To było z wprowadzenia do mszału. I jeszcze z wprowadzenia do lekcjonarza "14. Sam sposób, w jaki lektorzy czytają: głośno, wyraźnie i mądrze, przyczynia się przede wszystkim do właściwego przekazania zgromadzeniu słowa Bożego przez czytania." I na tym przede wszystkim bym się skupiła, wybierając osobę, która miała by przeczytać Słowo Boże Odpowiedz Link
nati1011 Re: zgrorszenie 08.01.08, 13:24 Zgorszyć ludzi poszukujących wiary może coś dużo błachszego niż kochanka. Spóźnienia na msze, obgadywanie, złośliwość, kłamstwa..... Czy zawsze pamiętamy, że mamy być solą i przykładem dla innych? Że patrząc na nasze lekceważenie spraw drobnych ktoś może pomyśleć: ten katolicyzm to czysta hipokryzja. Odpowiedz Link
mader1 Re: zgrorszenie 08.01.08, 13:39 tak. ale co mamy wobec tego robić ? Przecież to forum jest publiczne - ktoś czytając jakieś Twoje wpisy o NPR gorszy się, ktoś czytając moje wpisy - także o NPR gorszy się... Jesteśmy grzeszni. Staramy się, jak mniemam, być dobrzy. Ale grzeszymy ! Czy wobec tego powinniśmy chodzić do kościoła przebrani ? Gdy jeszcze byłam jedynym moderatorem tego forum dostawałam maile od niewierzących na temat tego, ze włąśnie hipokryzja, że agresja, że grzech, głupota na tym forum panuje i powinniśmy się zamknąć. Czasem przeglądłam wątek, o którym pisali i dopatrywałam się wreszcie... jednej dziwnej bądź kontrowersyjnej wypowiedzi, która miała skreślać wszystkich. I co z tą Dziewczyną z dzieckiem ? Owoc Jej grzechu jest publiczny, widoczny i co ? Dla mnie wzruszające jest, że wróciła, że jest dla Niej miejsce, że może służyć - a choćby jako organistka. Odpowiedz Link
nati1011 Re: zgrorszenie 08.01.08, 13:53 nie chodziło mi o podadanie w paranoję )) Ale czasem warto pomyśleć. > I co z tą Dziewczyną z dzieckiem ? Owoc Jej grzechu jest publiczny, > widoczny i co ? > Dla mnie wzruszające jest, że wróciła, że jest dla Niej miejsce, że > może służyć - a choćby jako organistka. Jak byłam z córką w sanatorium na południu, to utkwiła mi opowieść miejscowych, że proboszcz wszsytkie nieślubne dzieci chciła Adam lub Ewa - na pamiątkę upadku pierwszych rodziców. Takie dziecko było do końca życia naznaczone. Opowiadali też, że niejeden wywoził takie "nieprawe" dziecko i porzucal w górach. Wstrząsnęło mną to bardzo. Ileż stnień miał na sumieniu ten przedstawiciel Chrystusa?!! Jakże chciałabym zobaczyć przy ołtarzu wileu osób, które od lat żyją na bakier czy pod prąd. Gorszą się tylko ludzie słabej wiary(ja tez casem). Większ jest w niebie radość z 1 nawróconego grzesznika niż z 1000 sprawiedliwych... > Gdy jeszcze byłam jedynym moderatorem tego forum dostawałam maile od > niewierzących na temat tego, ze włąśnie hipokryzja, że agresja, że > grzech, głupota na tym forum panuje i powinniśmy się zamknąć. Czasem > przeglądłam wątek, o którym pisali i dopatrywałam się wreszcie... > jednej dziwnej bądź kontrowersyjnej wypowiedzi, która miała skreślać > wszystkich. Parę dni temu zaliczyłąm dyskusję ze zwolennikami aborcji. Oczywiście to my byliśmy zacofani, ograniczeni, chamscy i zaślepieni... Widziały tylko to co im pasowało. Epitety w stylu: wyprany mózg, czy agenci ojca rydzyka to przecież powszechnie uznane komplementy )) Cieżko, czasem bezowocnie, ale przecież trzeba. Niech choziaż do 1 coś dotrze. Jest już parę forumowych dzieci, które udało się uratować. Wracam do tych wątków jak mi ciężko i czuję się bezradna. Ale często boli. Boli mnie ich cierpienie, którego często sami nie zauważają. Odpowiedz Link
ese1 Re: Czy jesteśmy gorsze? 07.01.08, 20:33 nie jestescie gorsze, jest wam po prostu ciezej, bo niestety wychowywanie dziecka w pojedynke to ciezka sprawa, a bedzie jeszcze ciezej, kiedy mala zacznie dorastac i bedziecie wspolnie sie zmagac z trudnymi dla ciebie pytaniami o sens zycia, milosci, malzenstwa i to wszystko prowadzic w wierze. To co najtrudniejsze dopiero przed toba. A co do ludzi - nie mieszklam nigdy w malym miasteczku, jednak choc oni potrafia byc okrutni, zastanow sie jednak prosze tak gleboko, czy naprawde jestes ciagle nastawiona na wrogosc, czy ci sie wydaje to takie wrogie majac wciaz na mysli to, ze jestes sama, jakies wewnetrzne kompleksy w zwiazku z zaistniala sytuacja. Nie watpie, ze znajdziesie jedna, badz kilka osob, ktore w swojej malosci beda toba gardzic, ale wiekszosc ludzi ma wlasne problemy na glowie. Co do ksiedza po koledzie - mysle, ze jezeli twoje swiadome powody aby jednak samej zostac z dzieckiem sa jak najbardziej uczciwe i przemyslane, a ty pragniesz wychowac dziecko w wierze, chodzisz do Kosciola i do spowiedzi, to moim zdaniem powinnas znalezc pomoc i zrozumienie w kosciele, no chyba ze ta parafia to jakis skrajny wyjatek. Reasumujac - jak mniemam twoja decyzja o samotnym wychowywaniu dziecka z tobie znanych przyczyn, byla decyzja odwazna, dojrzala wiec i nikt nie ma prawa cie osadzac ani potepiac. Jezeli jacys ludzie gadaja, to niech sobie gadaja, wkrotce im sie znudzi lub znajda ciekawszy obiekt do gadania. To co najtrudniejsze dopiero jest przed toba, wiec zycze powodzenia i duzo sily. Odpowiedz Link
hipopotamama Re: Czy jesteśmy gorsze? 10.01.08, 22:37 Heh stare dzieje ale częściowo nadal aktualne i miło jest spojrzeć na to z dystansu tego roku, porównać co się zmieniło. Na Świętej Rodziny byłam z córką kolendować w kościele. Ksiądz prowadził pogadankę dla dzieci i padło pytanie "co to jest rodzina?". Wiadomo: mama, tata i dziecko. Ale, że nieco postępowy był to ciągnął dalej, "a co jak ktoś nie ma taty?". No to nastawiłam uszu i niestety okazało się, że nie był aż tak postępowy jakbym chciała To mnie teraz trapi...czy będę umiała zrobić mojemu dziecku miejsce w KK jako członkowi tej niepełnej podstawowej komórki społecznej? W końcu rodzina to MAMA, TATA i DZIECKO. W to, że jesteśmy córkami Bożymi nie wątpię ale ja odczuwam potrzebę życia we wspólnocie, a czy ta wspólnota, oparta na twardych zasadach będzie chciała (lub raczej mogła) żyć z nami? Trudne to wszystko. Dobnranoc. Odpowiedz Link
mader1 Re: Czy jesteśmy gorsze? 10.01.08, 22:49 będzie dobrze... zobacz z jak wieloma rzeczami dałaś sobie radę Odpowiedz Link
nati1011 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 12:47 hipopotamama napisała: > To mnie teraz trapi...czy będę umiała zrobić mojemu dziecku miejsce > w KK jako członkowi tej niepełnej podstawowej komórki społecznej? > W końcu rodzina to MAMA, TATA i DZIECKO. Ja rozumiem, ze jesteś na pewne sprawy troszkę przeczulona - bo dotyczą cię osobiście. Ale myślę, że i ty i ksiądz trochę źle intrpretujecie. Przypomina mi się tu stwierdzenie jednego z ministrów, że rodzina niepełna, to rodzina patologiczna. Dotknęło mnie to do żywego. Tak po kręgosłupie. Rodzina niepełna wiele ma obliczy. Mnie i siostrę tez wychowywała sama mama. Był ślub, chrzest, sakramenty, ale w pewnym momencie ojciec poszedł w świat. Czy przez to, że - wszystkie 3 - zostałyśmy porzucone miałyśmy czuć się gorszą rodziną? NIe - byliśmy kochająca się rodziną, choć niepełną. A co jeżlei jeden z rodziców umiera? TO też patologia? Ja wiem, ze wiele osób - deklarujących się jako zagożali chrzecijanie - głosi drastyczne poglądy - być może dlatego, że ich dramat niepełnej rodziny nigdy nie dotknął. Nazwanie tego stanu patologią jest po prostu zwykłą podłością. ALe to gdzieś w ludziach tkwi. Dzisiaj rozwody czy niepełne rodziny sa niestety powszechne, ale jak ja dorastałam większość dzieci miała i mamę i tatę. Wiele razy czułam się źle, gdy zmuszano mnie do tłumaczenia, że nie mam ojca. Robili to nauczyciele i ksieża i wiele innych osób. Dziś jestem przeczulona na imprezy szkolne typu dzień matki czy ojca. Moje dzieci mają pełną rodzinę, ale wiem, że wiele nie ma tak dobrze. Wiem, tez że w paru zabrakło matki. I niestety nie zauważyła, by np nauczyciele pomagali takim dzieciom z okazji np. imprez szkolnych z udziałem rodziców. Wystarczy wtedy popatrzeć w ich oczy. WIem, ze nie jest ci łatwo. ALe teraz musisz zapomnieć trochę o sobie. Musisz przekazać córce, ze nie jest w niczym gorsza od innych dzieci. Że wprawdzie nie ma na co dzień taty w domu, ale ma ciebie i pewnie jeszcze wiele innych osób, kóre ja kochają i o nią się troszczą. Pokaż jej, że rodzin niepełnych jest wiele - i czesto są to sprawy losowe. Jezęli już teraz przelejesz na nia swoje wątpliwości bedzie jej cieżko. Także w przyszłości budować prawdziwe relacje z mężczyznami. Jezeli nie potrafisz poradzić sobie z tym sama - poszukaj pomocy. Może ktoś z rodziny, może jakaś dobra wspólnota, ktoś kto przyjmie was niepytając o nic. Jak poczujesz się kochana, przestaniesz się bać. A z czasem może nauczysz się nawet odpowiadać na przykre uwagi - które pewnie gdzieś tam czasem usłyszysz. a czy ta wspólnota, oparta na twardych zasadach > będzie chciała (lub raczej mogła) żyć z nami? Kościół to wspólnota grzeszników. SPójrz na św Piotra czy św Augustyna. To nie byli ludzie bezgrzeszni. A jednak czcimy ich jako świętych. Pamiętaj, ze liczy się to jakim dziś jesteś cżłowiekiem. Przeszłość jest zamkniętym rozdziałem. NIkt nie ma prawa pomniejszać twojej osoby choćbyś miała kiedyś na sumieniu najgorsze zbrodnie. Odpowiedz Link
hipopotamama Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 17:31 Hmmm, to nie do końca jest tak, że ja tragizuje, ja poprostu taka jestem, permanentnie zadumana Trochę jednak masz racji, mnie z tym źle i będę to przelewać na dziecko. Wiesz, że nie czytam dziecku wierszyków o tacie? Jakoś mnie z tym dziwnie i nie potrafię. Zdaję sobie sprawę, że to w 99% mój i tylko mój problem. Ale zdiagnozowanie tego problemu to już dużo. Dziękuję Ci za ciepłe słowa. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
nati1011 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 18:10 Zdaję sobie sprawę, że to w 99% mój i tylko mój problem. Ale > zdiagnozowanie tego problemu to już dużo. Chyba nie do końca. Dla ciebie to jaiś problem emocjonalny,ale dla dziecka tożsamościowy. Ona dopiero kształtuje sobie obraz świata, rodziny i roli ojca. Miałam wspaniała mamę i dużą rodzinę, gdzie funkcję ojca przejął częściowo mój dziadek, ale to tez nie starcza. Tego ojca jednak brakuje. Zawsze mówiłam, że wolałabym, żeby umarł niż żyć ze świadomościa, że nas porzucił. To rzutuje na przyszłość. W dziewczynkach nie tylko pojawia się strach przed mężczyznami i kłpoty w nawiązaniu bliskich relacji (trzymanie wszystkich na dystans, by nikt nie mógł nas zranić). Choć to brzmi absurdalnie, ja nawet bałam się urodzić syna. Przez wiele tygodni nie potrafiłam mu wybaczyć, że jest chłopcem. Być może nie wszystkie dzieci reagują tak mocno. Ale staraj się o tym pamiętać - tylko proszę, nie pisze tego by jeszcze powiększyć twoje rozterki. Mam nadzieję, ze uda ci się w porę dostrzec ew obawy córki i nauczyć ją prawidłowego funkcjonowania w świecie i kobiet i meżczyzn. Odpowiedz Link
mader1 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 18:30 miłość wszystko potrafi uleczyć pamiętajmy o tym. wielu z nas ma jakieś lęki i problemy. Mam dwie przyjaciółki, obydwie z domów, które opuścili ojcowie. Obydwie mają synów, a jedna z nich polubiła dziewczynki dopiero wtedy, gdy poznała moje. Z synów była bardzo zadowolona, nie chciała córki. Na szczęście bywa różnie. I jest Bóg. Odpowiedz Link
nati1011 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 18:36 > Na szczęście bywa różnie. I jest Bóg. wiem mader, ale poukąłdanie tego wszystkiego długo trwało i wiele kosztowało. To oczywiście moje osobiste odczucia, może pomogą komuś. Bo moja mama zupełnie nie zdawała sobie sprawy z tego co przeżywamy - a my nie chiałayśmy jej martwić, bo miała dość problemów. A syna szybko nauczyłam się doceniać. mentalnie i z charakteru jest mi dużo bliższy niż córka, która z kolei jest oczkiem w głowie tatusia ) Odpowiedz Link
mader1 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 19:22 > wiem mader, ale poukąłdanie tego wszystkiego długo trwało i wiele > kosztowało. To oczywiście moje osobiste odczucia, może pomogą komuś. po to jesteśmy - żeby sobie pomóc nawzajem... Ale czasem czyjeś przeżycia mogą przestraszyć - zwłaszcza, gdy spoglądamy na swoje dziecko... Pamiętam kiedyś pracę doktorską pewnej pani psycholog na temat wpływu pewnej choroby na psychikę dziecka. Temat dotyczył najbliższej mi osoby. Post factum dużo zrozumiałam. Ale wycierając łzy, dziękowałam Bogu, że nie dotarałam do tej pracy wcześniej, do tych badań wcześniej. Nie wiem, czy miałabym siły.Ta publikacja zdołowała mnie. A... większość pesymistycznych prognoz nie sprawdziła się. Pomimo iż badania były bezlitosne, bezlitośnie pesymistyczne. Bóg jest Wielki. Odpowiedz Link
nati1011 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 20:34 nie zamierzałam straszyć. Podkreśliłam to zresztą. Ja wychodże z założenia, ze lepiej wiedzieć - wtedy można coś zrobić. To lepsze niż nie wiedzieć, a za jakiś czas znobaczyć złe skutki. Tym bardziej, ze przy pomocy kochającej rodziny naprawdę tych problemów można uniknąć. Mnie bardzo brakowało 1 zdania od mojej mamy: wiesz, nie wszyscy faceci są jak twój ojciec. Odpowiedz Link
mader1 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 22:38 tak. Taka sytuacja jest dla matki i dla dziecka dużo trudniejsza. Jest dużo więcej zadań, wyzwań... odpowiedzialność spada tylko na jedną stronę. To trudne.Taka jest konsekwencja tego, co się stało. Ale krok po kroku, zadanie po zadaniu, trudność po trudności - trzeba i można sobie z tym dać radę. Kiedyś jedna z forumowiczek miała nie tylko trudną , ale i niebezpieczną sytuację rodzinną. Zapytałam ją " Czy dajesz sobie radę ?" odpisała " Daję. Muszę." Dała )))) Odpowiedz Link
ea-szarri Re: Czy jesteśmy gorsze? 12.01.08, 08:39 Ja jednak myślę, że lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć. Znać najgorsze możliwe scenariusze. Chociażby po to, żeby wiedzieć na co zwracać uwagę. Ale wiedząc, trzeba też pamiętać, że to wszystko być może, ale nie musi. Też bez ojca się wychowałam i jest we mnie pokusa, by myśleć, że moje dziecko brak ojca przeżywa w taki sam sposób jak i ja. A przecież wcale nie musi, bo zarówno moja córka jest inna niż ja, jak i ja jestem inna niż moja mama. Dla dobra własnego zatem uznałam więc, że jedyne, co w związku z ojcem mojej córki muszę – to mówić zawsze prawdę; a jedyne, czego mi nie wolno – to mówić o jej ojcu źle, bo ona nie może żyć ze świadomością, że połowa jej genów pochodzi z fatalnego źródła. A reszta – jedyne, co mogę to być jak najbardziej otwartą na przeżycia mojej córki. Niemożebnie trudne czasami wcale nie jestem pewna, czy udaje mi się to chociaż w minimalnym stopniu. Ale się staram. Odpowiedz Link
ea-szarri Re: Czy jesteśmy gorsze? 12.01.08, 08:42 Kłopot tylko w tym, że sama miłość to czasami zbyt mało. Potrzeba jeszcze madrości, wrażliwości i szczęśliwego zbiegu okoliczności. Na szczęście takie sytuacje nie są zbyt częste Odpowiedz Link
a_weasley Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 19:25 nati1011 napisała: > Przypomina mi się tu stwierdzenie jednego z > ministrów, że rodzina niepełna, to rodzina > patologiczna. Dotknęło mnie to do żywego. > Tak po kręgosłupie. Rodzina bez kompletu rodziców jest tak samo niekompletna jak niekompletne jest ciało bez kompletu kończyn. Czy można brak nogi albo ręki, albo oka (wrodzony czy pourazowy, to już wszystko jedno) nazwać patologią? MSZ tak, ale jestem otwarty na dyskusję. Toutes proportions gardees mnie też może być przykro, kiedy ktoś powie, że ułomnością jest krótkowzroczność albo taka czy inna fobia, ale nie należy obrażać się na lustro. > Nazwanie tego stanu patologią jest po prostu > zwykłą podłością. Jest stwierdzeniem faktu. Owszem, faktu bolesnego dla tych, których on - często, a w przypadku dzieci z definicji bez ich winy - dotyczy, ale. W kolejnej notce wykazujesz zresztą tę ułomność na przykładzie swojej rodziny. > Kościół to wspólnota grzeszników. SPójrz na św > Piotra czy św Augustyna. To nie byli ludzie > bezgrzeszni. A jednak czcimy ich jako świętych. To prawda. Takoż św. Paweł. Ale prawdą jest też, że ci ludzie nie mówili "takie były układy", "takie czasy", "no tak ale myśmy mieli powody". Potrafili spojrzeć prawdzie w oczy, rozliczyć się ze swoją przeszłością. Tak, jak nie potrafił Judasz, którego nie czcimy. Odpowiedz Link
nati1011 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 20:30 > > Nazwanie tego stanu patologią jest po prostu > > zwykłą podłością. > > Jest stwierdzeniem faktu. Owszem, faktu bolesnego dla tych, których on - często > , > a w przypadku dzieci z definicji bez ich winy - dotyczy, ale. > W kolejnej notce wykazujesz zresztą tę ułomność na przykładzie swojej rodziny. Określenie "rodzina patologiczna" w powszechnym rozumieniu nie oznacza rodziny niepełnej tylko rodzinę w bardzo negatywnym znaczeniu. Ja nie twierzę, że należy promować samotne rodzicielstwo, ale określenie tak wszystkich rodzin niepełnych jest krzywdzące - tym bardziej, że patologiczna może tez być rodzina pełna. I myślę, ze oboje o tym dobrze wiemy. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 21:55 nati1011 napisała: > patologiczna może tez być rodzina pełna. I myślę, ze > oboje o tym dobrze wiemy. Ależ oczywiście, że może, sam znałem kilka rodzin, których nie zawahałbym się tak podsumować. I to bynajmniej nie z gatunku "co dziecko to od innego wujka". Tyle, że fakt, że można mieć dwie nogi równej długości być kaleką, nie zmienia faktu, że posiadanie jednej nogi wyraźnie krótszej od drugiej, a tym bardziej posiadanie tylko jednej nogi, jest dość poważną ułomnością. A to z kolei nie zmienia faktu, że z takim kalectwem można być wybitnym w wielu dziedzinach, w których sprawność ruchowa odgrywa rolę podrzędną. A z drugiej strony jednakowoż z tańcem mogą być problemy... Odpowiedz Link
mader1 Re: Czy jesteśmy gorsze? 11.01.08, 22:29 Nie biorę sobie zbytnio do serca słów ministrów, choć pamiętam, ze także przykro mi było, gdy pewien minister patologią określił rodziny z trójką dzieci )))) Bardzo możliwe, że to ten sam minister... Zapewne myślał, że taka rodzina z trójką dzieci to jakby człowiek trzy nogi miał ))) Mając więc pełną świadomość, że patologią można zostać za byle co (wszyscy bezdzietni, niepełni, wielodzietni) zanim się tak naprawdę człowiek patologią stanie naprawdę lepiej pozostać przy określeniach - niepełna rodzina, wielodzietna rodzina i mocno się starać, by do patologiiw nich nie doszło - i tak jest mnóstwo problemów z tym związanych. Ale..ale czerpiąc z przykładu mądrzejszych ( tak, tak to o Tobie Kannie ))) można poczytać dla rozrywki : www.sciaga.pl/tekst/20986-21-patologia bardzo ciekawe spostrzeżenia )))) Odpowiedz Link
a_weasley Re: Czy jesteśmy gorsze? 12.01.08, 08:43 mader1 napisała: > także przykro mi było, gdy pewien minister > patologią określił rodziny z trójką dzieci )))) > Bardzo możliwe, że to ten sam minister... Byłoby to cokolwiek dziwne. > Mając więc pełną świadomość, że patologią > można zostać za byle co W ogóle nie ma rodzin zdrowych, są tylko niedokładnie zdiagnozowane. > lepiej pozostać przy określeniach - niepełna rodzina, Nie jesteś au courant. To brzydko tak mówić. To sugeruje, że ta rodzina jest gorsza od rodziny z kompletem rodziców. Mówi się rodzina monoparentalna. Odpowiedz Link
ea-szarri Re: Czy jesteśmy gorsze? 12.01.08, 08:44 Na moje ułomne oko (ech, te ujemne dioptrie),brak ręki czy nogi jest ułomnością (zwaną też kalectwem), a patologia jest wtedy, gdy coś, co istnieje, rozwija się nieprawidłowo (np. komórki rakowe). W przypadku rodziny brak ojca jest jedynie brakiem, ułomnością. Niczym mniej i niczym więcej. Inna sprawa, że takiej rodzinie łatwiej przekształcić się w rodzinę dysfunkcyjną czy patologiczną, bo jeśli z jakichś powodów relacja matka – dziecko jest zaburzona, to nie ma drugiej osoby dorosłej, która by mogła taką niewłaściwą relację równoważyć. Patologią czy dysfunkcją nie jest skład osobowy rodziny, a sposób jej funkcjonowania. PS Bez nogi można świetnie tańczyć. Na własne oczy widziałam Ba, na wózku inwalidzkim też można tańczyć – a że niektórym patrzącym taki taniec się nie podoba, to jest to już problem patrzących. Odpowiedz Link
isma Re: Czy jesteśmy gorsze? 12.01.08, 11:32 No wiec polzartem tu kiedys pisalam, jak to Jezusowa rodzina byla patologiczna - maz matki z dzieckiem niespokrewniony, dzieciak hardy i chodzacy wlasnymi drogami... A ile dobra przez te Rodzine na swiat przyszlo )). Odpowiedz Link
mader1 Re: Czy jesteśmy gorsze? 12.01.08, 11:49 rodzina późniejszego Jana Pawła II też bez matki nawet jakieś psycholożki w oparciu o to ułożyły Jego zwichrowany profil psychologiczny... Odpowiedz Link
ea-szarri Re: Czy jesteśmy gorsze? 12.01.08, 12:06 No, tak to już niestety jest, że jak się w rodzinie patologia z bezstresowym wychowaniem spotka, to potem Syn nie dość, że nie uszanuje autorytetu starszych, to jeszcze będzie siał wokół zgorszenie przebywając w nieodpowiednim towarzystwie Odpowiedz Link