Dodaj do ulubionych

Wielka Cisza

08.02.07, 21:23
Czy gdzieś można zobaczyć ten film? Nie jestem pewna, czy byłabym w stanie
obejrzeć go w całości, ale chętnie bym spróbowała.

I tak w temacie: macie jakieś doświadczenia z życiem zakonnym? Niekoniecznie
własne (własne to raczej unikat), ale może jacyś znajomi, ktoś w rodzinie? Ja
mam kilku znajomych w zakonach, ale są to zakony czynne, więc życie w nich
właściwie niewiele różni się od życia osoby samotnej "w świecie". Jedna z
moich uczennic wstąpiła do Karmelitanek, ale tylko raz miałam od niej wieści.
Swego czasu czytałam też książkę "Byłam w Karmelu" i na tym właściwie moje
doświadczenie z zakonami się kończy.
W moim mieście jest klasztor ss Wizytek. Byłam tam na Mszy św, oczywiście
siostry oddzielone i niewidoczne dla nas (oprócz tzw. siostry "zewnętrznej").
Ale przy Komunii udało mi się zerknąć za kraty. Robi to na mnie niesamowite
wrażenie. I ta czarna zasłona przy wejściu, brrr. Zuepłnie, zupełnie nie
rozumiem jak można chcieć tam być. Rozumiem potrzebę istnienia takich miejsc,
wiem, jakim wsparciem modlitewnym są zakony klauzurowe, ale nic nie poradzę,
że tak mnie przerażają.

A co powiecie na: "Mamo, postanowiłem/łam wstąpić do zakonu"?
Obserwuj wątek
    • samboraga Re: Wielka Cisza 08.02.07, 22:39
      Chciałam iść na ten film już w zeszłym tygodniu (u nas wszedł), ale nie
      wyszłosad. Mamalgosiu, dystrubuuje Gutek Film, może tam zapytaj kiedy będzie u was:
      www.gutekfilm.pl/
      Ja akurat jakoś mam pociąg do takich klimatów, chociaz z całą pewnością nie mam
      powołaniawink Byłam kiedyś na kilkudniowych rekolekcjach u benedyktynów (klasztor
      męski) i naprawdę było to dla mnie niezykłe przeżycie, bardzo cenne. I ta cisza,
      i uczesnictwo w rytmie modlitwy... Teraz czekam aż maluch podrośnie, aby znów
      zakosztować takiej klasztorności dla cywilówsmile
      I polecam książkę napisaną przez siostrę zakonną o życiu klasztornym,
      niesamowita, niesamowitą tym bardziej, że napisaną też od strony stosunków
      międzyludzkich, dojrzewania sióstr nie tylko do bycia dla Boga, ale i dla
      współsióstr. Tytuł podam jutro, bo dziecko już śpi w pokoju z książkami...
      To tyle mojej stycznośći z życiem zakonnymwink
      Dziecko - ciężko... Ale oboje z mężem mieliśmy wrażenie (i przez przypadek się z
      tym ujawniliśmy), że nasze drugie dziecko zostanie księdzem... Ciekawa jestem...
      Ale nie zachwycona... Tylko skąd ci kapłani/zakonnicy mają się brać z drugiej
      strony...
      • mamalgosia Re: Wielka Cisza 09.02.07, 08:32
        Agnieszko, a czy mogłabyś mi pożyczyć tę książkę? Pokryłabym koszty przesyłki
        pocztowej i oczywiście oddam ją w takim stanie, w jakim ją otrzymam.

        Wiesz, ksiądz diecezjalny to jednak kolosalna różnica w porównaniu z
        zakonnikiem klauzurowym. No tak, ale wnuków nie będzie
        • samboraga Re: Wielka Cisza 09.02.07, 16:49
          > Agnieszko, a czy mogłabyś mi pożyczyć tę książkę?

          jasne, będę wieczorem na necie, to napiszę na privsmile))

          tylko podam tytuł tak ogólnie:
          Jadwiga Stabińska OSB AP
          "Oblicza kontemnlacji" wyd. Karmelitów Bosych 1990
          o siostrach klauzurowychsmile

          dodam, że często posyłam mailem prośby o modlitwy do zakonów klauzurowych, dla
          mnie to ważna rzeczywistośćsmile

          > Wiesz, ksiądz diecezjalny to jednak kolosalna różnica w porównaniu z
          > zakonnikiem klauzurowym. No tak, ale wnuków nie będzie

          ani wnuków, Mamalgosiu, ani kontaktu fizycznego, ani rozmowy przy herbacie, ani
          wpadania 'na Wigilię do rodziców'....
          • mamalgosia Re: Wielka Cisza 09.02.07, 18:30
            piszę na priva
    • kulinka3 Re: Wielka Cisza 08.02.07, 22:49
      A co powiecie na: "Mamo, postanowiłem/łam wstąpić do zakonu"?

      Jeśli miałoby powołanie to błogosławieństwo na drogę i pragnienie, by była
      prawdziwie świętą zakonnicą lub zakonnikiem. Tam znajdzie swoją Miłość.
      • mamalgosia Re: Wielka Cisza 09.02.07, 08:34
        Tak, kulinko, to prawda. I ja tak uważam. W teorii. Na razie trudno mi
        powiedzieć, jak zareagowałabym w praktyce. Oczywiście nie mam prawa nic
        nakazywać czy zakazywać, bo nie ma nic gorszego niż niespełnienie swojej drogi
        życiowej - ale naprawdę trudno mi teraz powiedzieć. Przypuszczam, że zachwyt i
        euforia by to nie były
        • kulinka3 Re: Wielka Cisza 09.02.07, 09:38
          Wszystko na razie jest teorią, bo dzieci mają czas na takie decyzje.
          Wiem jednak,że życie moich dzieci to sprawa ich i Boga i swoimi emocjami nie
          będę wpływała na ich decyzje odnośnie powołania.A sprawę całkowitego poświęcenia
          Bogu traktuję jako realną i nie byłoby to dla mnie zaskoczeniem.
    • wiga1968 Re: Wielka Cisza 09.02.07, 00:26
      Kiedyś słyszeliśmy świadectwo. Małżeństwo, w czasie rekolekcji odwiedzało różne
      kościoły i między innymi odwiedzili zakon klauzurowy. Zawsze uważali życie w
      takim zakonie za odcięcie od świata, takie dosłowne życie za kratami. PO
      rozmowie z zakonnicami, stwierdzili, że to nie zakonnice są za kratami, lecz
      oni, żyjący w "normalnym" świecie.

      *A co powiecie na: "Mamo, postanowiłem/łam wstąpić do zakonu"?

      Usłyszałam kilka dni tamu takie pytanie, z tą różnicą, że nie do zakonu, lecz
      do Karmelu. Narazie córka jest nieco za młoda, więc ma czas na przemyślenie,
      ale gdyby jednak zdecydowała się, cieszylibyśmy się i na pewno ogarnęlibyśmy ją
      modlitwą.
      • mamalgosia Re: Wielka Cisza 09.02.07, 08:37
        A wiesz, że też czasem przychodzi mi do głowy, że to zwyczajne życie jest "za
        kratami". Mam tendencję do błądzenia w chmurach i szara rzeczywistość stanowi
        dla mnie problem. kto wie, jak jest naprawdę - choć nie uważam, że to, czym
        żyjemy na co dzień jest jakimś złudzeniem
    • mary_ann Re: Wielka Cisza 09.02.07, 00:31
      W Warszawie grają codziennie wieczorem w "Muranowie". Niestety, kiedy wybrałam
      się we wtorek, nie było już miejscsad( Nie myślałam, że taki - w końcu niszowy -
      film (3 h projekcji i bodajże 2 min dialogu!) bedzie się cieszył aż takim
      powodzeniem...
      • mamalgosia Re: Wielka Cisza 09.02.07, 08:35
        tak, tak, podobno 3 godziny. Mimo to poszłabym
      • kulinka3 Re: Wielka Cisza 09.02.07, 09:56
        Jestem ciekawa Mary Ann czy po projekcji( ja póki co nie mam szans na seans)
        będziesz miała wrażenie (lub kto inny , kto się wybiera),że film ten nie
        odpowiada na pytanie po co ta cała wielka cisza i odseparowanie? ( a z taką
        opinia się spotkałam) Dajcie znać.
    • kulinka3 Re: Wielka Cisza 09.02.07, 07:36
      wiadomosci.onet.pl/1482408,11,item.html
      • otryt Dlaczego dobrowolnie podporządkowują się? 09.02.07, 09:15
        Z artykułu:

        "Często sama się zastanawiam, jak te światłe kobiety wytrzymują nasz wojskowy
        reżim, a przede wszystkim dlaczego dobrowolnie podporządkowują się przełożonym -
        siostrom, które nie zawsze nawet mają maturę i nie zawsze dorównują im
        intelektualnie"

        Moja przyjaciółka - wykładowca wyższej uczelni - należy do pewnej wspólnoty
        kościelnej, w której większość osób ma tylko podstawowe albo zasadnicze
        zawodowe wykształcenie, w tym także animator grupy. Mówiła mi kiedyś, że jej
        wykształcenie jakoś jej ciąży, wstydzi się jego, stara się je ukryć. Nie mogłem
        się zgodzić z taką jej postawą, uważałem, ze po prostu powinna być sobą we
        wspólnocie.

        Ksiądz, który prowadzi tę wspólnotę namówił mnie kiedyś, abym się przyłączył.
        Chodziłem tam pół roku. Odszedłem jednak, gdy zaczęto mówić, jakie gazety
        należy czytać. Wydało się niechcący, że nie czytam Naszego Dziennika, co
        wywołało oburzenie niektórych osób. Jednak o moim odejściu zdecydowały pewne
        słowa animatora. Miało się odbyć coś ważnego, obecność obowiązkowa. Animator
        mówił, że przygotował sobie solidnego drąga, że jak ktoś nie przyjdzie, to go
        użyje. Przez dłuższą chwilę opowiadał o tym drągu, rzekłbym upajał się myślą
        jego użycia. To wszystko oczywiście w konwencji żartu.

        Ten sam ksiądz prowadzi drużynę harcerską. Tam również jest prowadzona podobna
        polityka kadrowa. Są tam dzieci z zaniedbanych rodzin oraz dzieci, o które
        dbają ich rodzice. Funkcje zastępowych pełnią tam te zaniedbane i bardzo
        często pokazują tym innym dzieciakom swoja władzę. Bywało, że w zastępstwie
        drużynowej prowadziłem kilka zbiórek. Musiałem interweniować w sytuacji, gdy
        zastępowy kazał robić pompki w błocie. Wielkie zdziwienie, ze przecież oni tak
        zawsze, że drużynowa pozwala. Potem rozmawiałem z drużynową, że poniżanie
        dzieciaków nie służy niczemu dobremu. Ona na to, ze to lekcja pokory, nauka
        twardości charakteru, aby nie wychować mimozy. Efekt jest taki, że rotacja w
        drużynie jest duża, głównie tych dzieci z dobrych domów. Drużynowa jest
        rozżalona, że przecież sam widzę, że nie można tym dzieciakom dawać funkcji, bo
        zaraz odejdą i tak, że dla nich drużyna jest mało atrakcyjna, bo rodzice
        zabierają je na wycieczki zagraniczne.

        I pytanie, czy to moja pycha kazała mi odejść z tej wspólnoty? Mam pewne
        rozterki, bo wspólne modlitwy były bardzo często wysłuchiwane, niezwykle
        skuteczne. Także moje bardzo ważne sprawy zostały wysłuchane. Czy Bóg wymaga od
        nas tego, abyśmy byli poniewierani słowem lub czynem przez tych, którzy nawet
        nie potrafią sobie wyobrazić tego, co może odczuwać drugi człowiek?
        • nulleczka Re: Dlaczego dobrowolnie podporządkowują się? 09.02.07, 09:46
          A może powinieneś próbować z nimi rozmawiać, pokazywać, że nie można w ten
          sposób? Na pewno modlić się za nich...
          A klasztory kontemplacyjne - zawsze mnie pociągały.mam przyjaciółki - dwie
          klaryski i jedną karmelitankę. Wspaniałe dziewczyny - pogodne, serdeczne i
          takie normalne (tzn.proste, zwyczajne). Przyjeżdżam do nich z róznymi sprawami -
          nigdy niczym się nie gorszą, nawet nie dziwią. Gdyby moja córka chciała
          wstąpić, chyba bym się cieszyła. Gorzej odbieram siostry ze zgromadzeń czynnych.
      • kamilla14 Re: Wielka Cisza-recenzja 09.02.07, 22:49
        recenzja z Przekroju

        www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2648&Itemid=52
        k.
    • rycerzowa Re: Wielka Cisza 10.02.07, 10:51
      Powtórzę banał,że ludzie są różni.
      Większość z nas wszelako lubi ciepełko, bezpieczeństwo, towarzystwo innych
      ludzi, i ma brak zamiłowania do nadmiernego wysiłku, szczególnie intelektualnego.
      I według tych swoich kryteriów oceniamy innych.

      Ktoś zdobywa Mount Everest, albo biegun?
      Bohater?!
      Ale on przy ciepłym kominku zmarniałby w trzy zimy. Taki typ.

      Polski żołnierz po powrocie z Iraku mówi w wywiadzie, ze wkrótce znów się gdzieś
      wybierze, może do Afganistanu. Bo go "nosi", przy rodzinie dłużej niż zimę nie
      wytrzyma, kocha ryzyko. Taki typ.

      Kiedy przed maturą i podczas sesji siedziałam w książkach, wszyscy mi strasznie
      współczuli, szczególnie, że o "matmę" chodziło. A ja byłam szczęśliwa, że się
      mogę uczyć,zamiast w ogrodzie pracować. Taki typ.

      Edison pracował "dzień i noc", nawet o własnym ślubie ponoć zapomniał.
      Ale dla niego siedzenie przy stole to było nieznośne marnowanie czasu, nie do
      wytrzymania. Taki typ.

      Czyli znajdą się i tacy, którzy dobrze czują się w klasztorze.
      W naszym pojęciu oni są "za kratą", czyli cierpią. A oni są po prostu inni,
      według ich kryteriów to my cierpimy, dla nich to my jesteśmy "za kratą".
      Dla kogoś, kto kocha samotność, nieznośny jest zgiełk życia.
      A co to jest zgiełk życia? Dziecięce głosy, gwiżdżący czajnik z wodą na herbatę,
      za ścianą ktoś gra Chopina, za oknem odgłos karetki pogotowia, na biurku
      rachunki do zapłacenia.
      Dla niektórych to są powody do wysypki alergicznej.

      Dobrze,że istnieją klasztory. Każdy ma prawo wybrać taką drogę, gdzie odnajdzie
      siebie i będzie najlepiej służył ludziom, zgodnie z wrodzonymi predyspozycjami.
      Bo Bogu służy każde dobre życie.

      Czyli moim zdaniem wybór tzw. życia konsekrowanego to nie jest żadne
      "poświęcenie" , tylko wybór zgodny z preferencjami, mówiąc pięknie - z powołaniem.

      Drogę zakonną wybrała córka koleżanki.
      Rodzina bardzo religijna, ale decyzja dziewczyny była dramatem. Dlaczego?
      Otóż oni nie wierzyli w jakieś specjalne wyższe "powołanie". Ot, zbyt chroniona
      dziewczyna odczuwa lęk przed światem mężczyzn. Poza tym niby buntownicza ale tak
      naprawdę, to bardzo nie lubi odpowiedzialności, samodzielności, zawsze czeka na
      czyjąś decyzję.
      Ale minęło ładnych kilka lat, dziewczyna jest w zakonie bardzo szczęśliwa,
      studiuje, znalazła swoje miejsce.

      W klasztorze klauzurowym była córka sąsiadów z sąsiedniej klatki. Musiała odejść
      ze względu na stan zdrowia, nie znam szczegółów.
      Gdy mijam tę dziewczynę, gdy widzę jej delikatną twarzyczkę, z takim wyrazem,
      jakby chciała zginąć, wyparować, przestać istnieć, przestać być widoczną -
      rozumiem, że jej miejsce jest tam, w klasztorze. Zawsze była taka. W jej
      obecności nawet drzwi od windy każdy stara się zamykać ciszej.
      Jakim wielkim trudem i poświęceniem jest dla niej,że musi codziennie jeździć do
      pracy, w dodatku tramwajem!

      Na koniec anegdota, prawdziwa. W klasie najmłodszej córki zadanie domowe
      brzmiało: kim chcesz zostać i dlaczego.
      Najkrótsza praca kolegi z ławki:
      "Będę księdzem, bo się nie musi żenić".
      • nordynka1 Re: Wielka Cisza 12.02.07, 12:15
        Trochę się nie zgodzę z Toba Rycerzowo

        > Czyli znajdą się i tacy, którzy dobrze czują się w klasztorze.
        > W naszym pojęciu oni są "za kratą", czyli cierpią. A oni są po prostu inni,
        > według ich kryteriów to my cierpimy, dla nich to my jesteśmy "za kratą".
        > Dla kogoś, kto kocha samotność, nieznośny jest zgiełk życia.
        > A co to jest zgiełk życia? Dziecięce głosy, gwiżdżący czajnik z wodą na
        herbatę
        > ,
        > za ścianą ktoś gra Chopina, za oknem odgłos karetki pogotowia, na biurku
        > rachunki do zapłacenia.
        > Dla niektórych to są powody do wysypki alergicznej.

        Mój mąz jest typem samotnika, psychologicznie swietnie nadawałby się do
        jakiegoś zamkniętego klasztoru, jeszcze takiego gdzie jest reguła milczenia, bo
        z ludźmi nie trzeba wiele gadać wink Ale nie. Ma rodzinę, zawsze chciał mieć choć
        nie sądził ze mu się to trafi. Mówi że czuje iż jest na swoim miejscu. Zresztą
        to widać smile (inni widzą nie tylko ja wink
        Znam księdza który ma kłopoty w kontaktach z ludźmi. Doświadczenia z
        dzieciństwa uczyniły z niego typ ofiary i wlały weń mnóstwo lęku przed innymi.
        Za każdym razem gdy musiał powiedzieć kazanie lub chodzić po kolędzie to
        przechodził mękę. Mógłby się schować w klasztorze prawda? Ale nie. Jest
        księdzem diecezjalnym. I widzę jak Bóg go zmienia, jak on daje Mu się prowadzić
        i jakie dobro z tego wychodzi.
        Znam dziewczynę która wstąpiła do zakonu mniszek Betlejemitek. Zakon młody,
        powstał w latach 50 XX wieku, regułę oparł na regule świętego Brunona, tego
        samego który założył zakon Kartuzów. Z grubsza ich dzień jest podbny do tego co
        można zobaczyć na filmie. Modlitwa milczenie samotność przed Bogiem. Dziewczyna
        bardzo energiczna, pełna życia i zapału. Pracowała jako pedagog z trudną
        młodzieżą. Taka praca nie dla mimoz którym przeszkadza czajnik na gazie. Byłam
        blisko gdy rodziło się jej powołanie. Czuło się, że to nie może byc li-tylko
        jej pomysł na życie. Oooo nie. Betlejemitki, Kartuzi, Trapisci, Kameduli... to
        życie na pustyni. Jesteś ty i Bóg. Jak pisał autor świetnej książki o zyciu
        Trapistów (zaraz podam tytuł smile na pustyni wszystko jest ogołocone - jeśli Bóg
        ciebie tam chce, to tam będziesz żyć i będziesz szczęśliwy. Jesli to tylko twój
        pomysł to szybko stamtąd uciekniesz. Od pierwszej wizyty tej koleżanki w
        monasterze do wstąpienia minęło dziewięć miesięcy. Mówiliśmy między sobą "Jak
        ciąża." smile Bóg zasiał ziarno, wyrosło, narodziło się. Jest tam już 6 rok.
        Ja tam, w tym monasterze modliłam się o swoją drogę w życiu. Wydawało mi się że
        też będę prowadzić życie konsekrowane. Bardzo szybko dostałam odpowiedź.
        Myliłam sięsmile Jestem na swoim miejscu. Choć zdawało mi się, że się nie nadaję.
        Jestem na swoim miejscu. Czuję całą sobą, że właśnie małżeństwo jest dla mnie.
        Im dłużej ono trwa, tym bardziej. Taka dygresja, ale tez o powołaniu smile
        U nas nie grają tego filmu. Strasznie żałuję. Nie wiem czy będzie. Mam nadzieję.
        Polecam wywiad z jego autorem z Duzego Formatu z zeszłego poniedziałku.
        No i ta obiecana książka - trapista napisał książkę o ich zyciu dla ludzi,
        prostym, zrozumiałym językiem, bez jakichś teologicznych zawirowań - ot o
        zakonie o klasztorze, żeby ludzie mogli poznać jak zyją. Świetnie mi się ją
        czytało. Mogę pożyczyć. Dom Marie Gerard Dubois "Szczęście w Bogu",
        wydawnictwo "M".
        • rycerzowa Re: Wielka Cisza 12.02.07, 22:37
          Nie należy sądzić po pozorach. Odnaleźć swoje powołanie, to znaczy poznać swą
          prawdziwą naturę.
          Na przykład nieśmiałe dzieci różnią się między sobą. Są takie, które pragną
          kontaktu z innymi dziećmi, ale nie potrafią go nawiązać. I takie, którym
          obecność innych dzieci przeszkadza. Jedne i drugie są samotnikami, ale jakże
          innymi.
          Są osoby aktywne z poczucia obowiązku, i takie, które stale "nosi", dlatego
          muszą działać.
          Można być z ludźmi dlatego, że się jest im potrzebnym, a także by zaspokoić
          swoją potrzebę kontaktu.
          Można być cichym i skromnym i dobrze się z tym czuć, ale można też mieć z tego
          powodu kompleksy i marzyć o byciu szanowanym i podziwianym. Tacy chłopcy
          wybierają czasem seminarium i ich marzenie się spełnia.
          • nordynka1 Re: Wielka Cisza 16.02.07, 13:06
            > Nie należy sądzić po pozorach. Odnaleźć swoje powołanie, to znaczy poznać swą
            > prawdziwą naturę.

            Co w takim razie z celibatem? Celibat rozumiany jako zakaz współzycia jest
            martwy i bywa toksyczny. Celibat nie jest naturalny nawet dla osoby która boi
            się mężczyzn. Rozumiany jako pogwałcenie natury jest szkodą. Puszczony w tory
            Bożej miłości tzn przeżywany w odniesieniu do innej osoby - w tym wypadku do
            Boga - dopiero ma sens.
            Gdyby było jak mówisz to pustelnicy, a i choćby zakonnicy klauzurowi
            uciekaliby ze swoich pustyń przy pierwszej próbie, przy pierwszych
            ogołoceniach. W zakonach czynnych może i można opierać sie na swojej naturze,
            ale na pustyni - nie.
            Znam księży, którzy po kilkunastu latach księżowania "wypalili się", nie
            widzieli dla siebie dalszej drogi, chcieli odejść bo nie wiedzieli żadnego pola
            aktywności dla siebie. Odkryli Boga który przyjmuje ich i kocha bez aktywności,
            bez warunków. Kwitną.
            Piszę dużymi skrótami - mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi - jeśli
            trzeba napiszę więcej - jak znajdę chwilkę.
            • rycerzowa Re: Wielka Cisza 16.02.07, 15:16
              Nie za bardzo rozumiem, niestety.
              Czyżbyś się nie zgadzała, że trzeba dobrze poznać samego/samą siebie, aby odkryć
              swoje prawdziwe powołanie? I że czasem pozory mylą? Że po to właśnie jest okres
              próbny ?
              O ile wiem, osoby pragnące wstąpić do klasztoru z klauzurą, są przedtem
              egzaminowane, czy się kwalifikują. Ta córka mojej znajomej, która jest w zwykłym
              klasztorze, pragnęła wstąpić do klauzurowego i od r a z u jej odmówiono.
              Czyli ktoś z tymi kandydatkami rozmawia, ktoś się na ludziach zna, ktoś wie,
              jakie cechy są istotne a jakie nie.

              Dlaczego pustelnicy mieliby "uciekać", jeśli na pustyni znaleźliby swoje
              miejsce, swoje szczęście, swoje powołanie?
              Na świecie sporo jest pustelników, niekoniecznie z powodów religijnych.

              Moje zdanie w skrócie brzmi:
              a)odpowiedź na powołanie to nie znaczy gwałt na swej prawdziwej naturze, ale
              właśnie odkrycie swej prawdziwej natury,
              b) Pana Boga można odnaleźć wszędzie, nie powiedziane jest,że w klasztorze On
              jest "bardziej".

              Co do celibatu, to ponoć dla "konsekrowanych" nie jest on wielkim problemem.
              Ludzie mają różne potrzeby seksualne, czasem naprawdę minimalne; są też tzw.
              osobnicy aseksualni.
              Nie zapominajmy o osobach ze skłonnościami homoseksualnymi.

              Z badań wynika, że to nie brak seksu ani brak kobiecej miłości jest dla księży
              wielkim zmartwieniem, ale samotność, brak rodziny, brak dzieci, wnuków.
              Ktoś tu wspomniał, że oni mają wyidealizowany obraz małżeństwa. Małżeństwa to
              chyba nie, bo oni nas, kobiety, znają z najgorszej strony, ze strony konfesjonału.
              Ale gołym okiem widać, jak oni bardzo zazdroszczą nam dzieci, tych naszych
              rozkapryszonych, marudnych wisusów.
              Mają wyidealizowany obraz "niewinnych duszyczek dziecięcych".wink
              Bo znają dzieci z niedzielnych mszy, gdy maluchy siedzą czyściutkie, wystrojone,
              grzeczne...
              • nordynka1 Re: Wielka Cisza 22.02.07, 14:18
                ta "chwilka " dopiero nadeszła i nie jest najdłuższa, ale spróbuję się streścić

                Może się więc nie rozumiemy, bo z tego co piszesz czytam, że powołanie to tylko
                odkrycie swojej natury. I ja się z tym nie mogę zgodzić. Jasne, że powołaniem
                jest każda świadomie obrana droga człowieka; dentysty, matki, inżyniera czy
                kogoś innego, ale powołanie do zycia konsekrowanego tym się odeń różni, że
                wymaga odniesienia do Boga. Właściwie nie tyle wymaga co rodzi się w
                bezpośrednim odniesieniu do Niego. I bez Niego na samej naturze długo takiego
                życia pociągnąć się nie da.
                A "egzaminowanie" osób chcących wstąpić za klauzurę nie polega na odpytaniu
                tylko na kilku rozmowach z kandydatką/-em, za którą/-ego w tym czasie całe
                zgromadzenie się modli. Po to by Bóg wskazał czy to jej/jego miejsce czy nie, a
                nie by tylko po ludzku to ocenić. Też znam osobę której odmówiono.
                Ja po prostu w tym co piszesz nie widzę miejsca dla Boga i jego działania w
                rozeznawaniu powołania, a tylko odkrywanie swojej natury. To mało.
                Małżeństwo, aktywność w świecie to są rzeczy wynikające z natury, naturalne dla
                człowieka. Życie konsekrowane nie.
                • aka21 Re: Wielka Cisza 22.02.07, 14:42
                  Małżeństwo, aktywność w świecie to są rzeczy wynikające z natury, naturalne dla
                  >
                  > człowieka.

                  Przepraszam, ze się wtrącam, ale z tym się nie zgadzam!
                  Dla mnie sa to rzeczy naturalne dla człowieka powołanego do TAKIEGO życia. Dla
                  kogoś powołanego do życia konsekrowanego sa one niesamowitym trudem, wręcz
                  czasem zaprzeczaniem siebie, zaprzeczaniem własnego pragnienia oddania się Bogu
                  i tylko Jemu.
                  Może się mylę, ale potrzebę odniesienia do Boga ja osobiście widzę w każdym
                  rozeznawaniu powołania, czy to będzie wybór stanu, czy współmałżonka, pracy,
                  czy również rozeznawanie drogi na jakiej chce nas mieć Bóg jako małżonków.
                  • nordynka1 Re: Wielka Cisza 22.02.07, 15:02
                    > Może się mylę, ale potrzebę odniesienia do Boga ja osobiście widzę w każdym
                    > rozeznawaniu powołania, czy to będzie wybór stanu, czy współmałżonka, pracy,
                    > czy również rozeznawanie drogi na jakiej chce nas mieć Bóg jako małżonków.

                    pewnie że tak, tylko że osoba konsekrowana ma Boga najbliżej siebie..i nikogo
                    więcej. Po ludzku i naturalnie nikogo więcej. Bo - jak widać z wielu świadectw
                    życia takich osób - Bóg i tę "lukę" zapełnia. Ale nie człowiek.
                    Pisząc że malżeństwo jest czymś co wynika z natury mam na mysli to, że cała
                    nasza natura ku temu zmierza. Każdy - obojętnie czy konsekrowany czy nie -
                    biologicznie jest zdolny do płodzenia dzieci i cała natura ku temu pcha. O to
                    mi chodzi a nie o to czy ktoś ma już konkretne powołanie do zycia w małżeństwoe
                    czy nie , bo to jest "półkę wyżej".

                    Mała wciąż śpi - zdążyłam smile
                    • aka21 Re: Wielka Cisza 23.02.07, 11:41
                      Myślę, ze dla nas wszystkich to jednak Bóg powinien być na pierwszym miejscu,
                      ze często tak nie jest to chyba tylko dla nas stratasad Zgadzam się, ze osoby
                      konsekrowane mają "tylko" Boga i, że On zapełnia wszystko, ze daje miłość i
                      wypełnia kazdą oddana mu "lukę". I to jest piękne i dojrzałe jeśli ktoś
                      przyjmuje życie konsekrowane właśnie ze względu na Boga na jego miłość, a nie
                      dlatego, że chce uciec przed czymś z czym sobie nie radzi, ze tym sposobem chce
                      znaleść uznanie i aprobatę.
                      Zgadzam się z Tobą, ze odkrywanie powołania jest relacją z Bogiem i wydaje mi
                      się, że każdego powołania to dotyczy, a że w małżeństwie jest to też poddanie
                      się naturze, pójście za jej głosem jest wg mnie właśnie odpowiedzią na
                      rozeznane powołanie. Podobnie jak wstrzymanie się od tej drogi dyktowanej przez
                      naturę w przypadku wybrania samotności jako drogi życia i realizowaniu się np.
                      w pomocy innym, czy pracu naukowej. Choć dla mnie ta ostatnia droga jest jakaś
                      taka nie do końca zrozumiała, bo nie ma w niej Kogoś, kto właśnie zapełnia
                      te "luki"
                    • isma Re: Wielka Cisza 27.02.07, 09:38
                      nordynka1 napisała:
                      > pewnie że tak, tylko że osoba konsekrowana ma Boga najbliżej siebie..i nikogo
                      > więcej. Po ludzku i naturalnie nikogo więcej. Bo - jak widać z wielu
                      świadectw
                      > życia takich osób - Bóg i tę "lukę" zapełnia. Ale nie człowiek.

                      Nie zgadzam sie!
                      Laska buduje na naturze - czy sie jest osoba konsekrowana, czy nie!
                      A zatem do natury czlowieka przynalezy rownie wymiar samotnosci, bezzennosci,
                      co i wymiar wspolnoty, relacji, wiezi. Rownie milosc Boga, co milosc blizniego.

                      Nie wyobrazam sobie budowania relacji z Bogiem bez ogladania sie na czlowieka:
                      czy to beda parafianie w zyciu kaplana diecezjalnego, czy wspolbracia
                      zakonnika, czy wspolsiostry zakonnicy klauzurowej.

                      Wypytywalam Was ostatnio o ten szacunek, bo byl to jeden z tematow naszych ze
                      slubvnym rozmow z pewnym mlodym wikarym z naszej parafii, z ktorym ostatnio
                      jakos sie stowarzyszylismy (nie chce mowic: zaprzyjaznilismy wink)). I otoz
                      wlasnie sobie dywagowalismy na temat tego, czy szacunek jest wystarczajaca
                      jakoscia w trelacji kaplana z parafianami. Czy prymarne jest to, ze kaplan ma
                      byc "blisko Boga" (z czego wynika m.in. szacunek dla Jego stworzenia w kazdym
                      jego, nawet niedoskonalym, przejawie), czy tez moze to, ze jest "z ludu wziety
                      i dla ludu ustanowiony" ma stanowic o jego fundamentalnej kondycji jako
                      czlowieka relacji z bliznimi wink)).
                      • nordynka1 Re: Wielka Cisza 28.02.07, 14:22
                        >
                        > Nie zgadzam sie!
                        > Laska buduje na naturze - czy sie jest osoba konsekrowana, czy nie!
                        > A zatem do natury czlowieka przynalezy rownie wymiar samotnosci, bezzennosci,
                        > co i wymiar wspolnoty, relacji, wiezi. Rownie milosc Boga, co milosc
                        blizniego.

                        Łaska początkowo buduje na naturze, owszem, uzdrawia jej pokaleczone obszary i
                        na niej się w relacji z Bogiem na początku opiera. Ale nie może budować na niej
                        ciągle. I nie buduje. Natura człowieka jest tylko początkowym dla niej
                        oparciem. Potem łaska "schodzi" coraz głębiej. O ile człowiek pozwala
                        oczywiscie smile
                        Celibat nie jest stanem naturalnym dla człowieka. Stanem wynikającym z
                        naturalnych, biologicznych predyspozycji dla człowieka jest małżeństwo. Celibat
                        to bezżeństwo podjęte dla Królestwa Bożego prawda? Może jest wsród nas
                        celibatariusz i zabrałby głos?

                        Przypomnę, że tę wymianę myśli podjęłam odpowiadając na post Rycerzowej w
                        którym odczytałam (chyba tylko ja - więc może i błędnie - Rycerzowa nie
                        wypowiedziała się już więcej), że powołanie to nic innego jak odkrycie swojej
                        prawdziwej natury. Masz skłonności do życia samotnego - to spróbuj klauzury,
                        dobrze sie tam czujesz - no to znalazłeś powołanie=prawdziwą naturę. Tylko
                        gdzie jest w tym Pan Bóg?
                        I dopiszę, że aby zrozumieć o co chodzi mi w tych zdaniach które cytujesz,
                        trzebaby przeczytać całość - bo kolejne odpowiedzi wynikają z siebie.
        • mamalgosia książka 16.02.07, 14:02
          Nordynko, wczoraj książka przyszła, dziękuję. Na razie tylko zaczęłam, ale
          wrażenia już są niesamowite. te spostrzeżenia dotyczące śmierci... bardzo
          poruszające
          • nordynka1 Re: książka 16.02.07, 14:37
            ale fajnie, szybciutko - cieszę się
            ja się nie mogłam od niej oderwać - no ale wtedy nie miałam dzieci i domu na
            głowie wink
    • aka21 Re: Wielka Cisza 12.02.07, 14:11
      Karmel - to ostatnio moje doświadczeniesmile
      Wstąpiła tam, nasza bardzo dobra znajoma, siostra konsekrowana z naszej
      wspólnoty. Uwielbia dzieci, pracowała jako nauczycielka, bynajmniej nie należy
      do cichych i chodzacych ze zwieszoną głową, albo głową w chmurachsmile Droga jej
      była długa, Bóg ją prowadził, dojrzewała do decyzji (decyzji których nikt się
      nie spodziewał!). Jak mówiła swoje świadectwo, tak trochę na pożegnanie... to
      płakała, ale widać było wielkie szczęście i radość w niej. Pociągnęła ją Mała
      Tereskasmile Jej mała droga jest bardzo bliska naszej wspólnociesmile. Płakała, bo
      była szczęśliwa z ludźmi i dla ludzi, ona nas kocha, ale Bóg chciał "coś"
      więcej i to jej pokazał, a ona odpowiedziała.
      Widziałam się jeszcze z nią, gdy wyszła z klasztoru po 3 miesiacach bycia
      aspirantką (chyba nic nie przekręciłam), miała miesiąc na załatwienie spraw "w
      świecie". Radość z niej promieniowała, nie mogła się doczekać kiedy wróci do
      klasztoru, opowiadała o życiu tam, o adoracji, modlitwach, o milczeniu, o
      rekreacji, o siostrach, jedzeniu ...
      Cieszę się, że tam jest, że czuje się szczęśliwa... i wiem, ze sie za nas
      modlismile

      Jeśli chodzi o nasze dzieci, to nie miałabym nic przeciwko temu (Jaś urodził
      się w Wielki Czwartek więc już mu etykietkę przyklejonowink). Jeśli miałabym
      jakiś wpływ na ich decyzję, to chciałabym, żeby podjęli ją mając wyuczony
      zawód, by wiedzieli z czego rezygnują, by decyzja nie była ucieczką (z obawą
      przed powrotem), ale by podjęli ją w pełnej wolności z miłości do Boga. Wierzę,
      że powołanie, jeśli jest prawdziwe to trwa, a Bóg jest cierpliwy. Tak myślę
      dzisiaj, a jak będzie gdy będą dorośli to nie wiemsmile
      • nordynka1 Re: Wielka Cisza 12.02.07, 14:41
        > Jeśli chodzi o nasze dzieci, to nie miałabym nic przeciwko temu

        no właśnie ,zapomniałąm odpowiedzieć na to pytanie Autorki
        Nie miałabym nic przeciw - przeciwnie, ucieszyłabym się, ale to ich życie ich
        decyzje i wolność; mogą zamiatać ulice byleby były szczęśliwe i robiły to z
        miłością
      • nordynka1 Re: Wielka Cisza 12.02.07, 14:45
        no chciałam jeszcze dopisać, że widząc osoby żyjące np w tym monasterze
        Betlejemitek, tą koleżankę..takiej radości, takiego pokoju próżno tu "u nas"
        szukać, one sa bardzo szczęśliwe, z bliska widać jakieś zmarszczki wokół oczu z
        daleka wyglądają jak 20 latki, takie radosne, nawet nie uśmiechając się to od
        nich bije.
        • jol5.po Re: Wielka Cisza 13.02.07, 10:21
          wrzucam link do wywiadu z reżyserem filmu w Dużym Formacie
          www.gazetawyborcza.pl/1,75480,3893673.html
          ten wywiad potwierdza, że zamkniety zakon to nie ucieczka od świata, reżyser
          mówi o powolaniu jako odczytaniu kody wewnętrznego
          mnie rzuca się w oczy wręcz afirmacja zycia jaka jest udziałem mniechów, a stała
          się przez moment udzialem reżysera (chociaż nie w taki uproszczony sposób, w
          jaki rozumie to pojęcie potocznie świat)
    • mamamonika Re: Wielka Cisza 16.02.07, 13:18
      To zdecydowanie nie po mojej drodze wink
      Ale chętnie pojechałabym czasem na jakieś rekolekcje do zakonu - tak
      się "zresetować"
      Tylko raczej do takiego, gdzie można z kimś porozmawiać.
      Dla mnie sposób na życie nie dziwniejszy od innych. Ale nie mój zdecydowanie...
    • mamamonika Betanki - czytałyście? 26.02.07, 17:36
      Biorę poprawki, pewnie wiarygodne jest z 50%.
      Dla mnie jeden sygnał - jak łatwo się pogubić wierząc we własną wyjątkowość...
      A jednocześnie jak łatwo niektórymi sterować, szczególnie w zamkniętym i
      sztucznym środowisku
      • mamamonika Link do artykułu 26.02.07, 17:37
        kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,3938931.html
        • nulleczka widziałam film 26.02.07, 20:34
          Niesamowite wrażenie. Trzy godziny niemal absolutnej ciszy, skupienia i
          kontemplacji...Reżyserowi rzeczywiście udało się stworzyć klasztor "wewnątrz
          widza."
          Na widowni też pełne skupienie. Wychodziliśmy w absolutnej ciszy.
          polecam...
    • samboraga Re: Wielka Cisza 18.03.07, 21:23
      wreszcie byłam na filmie, ale nie umiem nic napisać, brak mi słów, bardzo,
      bardzo mi się podobało, siedziałam, chłonęłam spokój, odpoczęłam...smile

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka