mamalgosia
12.02.07, 19:31
Skąd brać?
Oto co ja stosuję (wypisuję, żeby się już metody nie powtarzały, liczę na
Waszą pomoc i wielką inwencję):
- intensywne myślenie: "przecieżtomojedzieckoibardzojekocham"
- pamięć o osobistej godności dziecka (żeby natychmiast nie przylać)
- znajomość pedagogiki (że to w tym wieku w miarę normalne, że dziecko to nie
mały dorosły, że od mojej reakcji będzie zależeć dalsze zachowanie dziecka...)
- pamięć o Panu Jezusie - który cierpliwości nie traci, choć daję Mu niezły
wycisk
- chęć pracy nad własnym charakterem
Ale czasem to wszystko zawodzi. Jak dziś. Osiągnęłam taki stan, że nie
mogłam, no naprawdę już nie mogłam słuchać tego ciągłęgo "mamoooo". Na pewno
nie bez znaczenia jest moja osobista kondycja psychiczna (grubo poniżej
normy - nawet tej mojej), ale czasem jednak potrafię sobie z tym jojczeniem
Chłopców poradzić. A dziś nie. "Mamo, ja chce nutellę, mamo ja chcę nutellę,
mamo ja chcę nutellę" wrzeszczy Starszy, gdy przewijam kolejną kupę Młodszego
(Młody idealnie wyczuwa moje nastroje i robi do 5 kup, żeby mi sprawić
przyjemność. Przy tatusiu jak strzeli jedną, to super). I tak cały czas, mamo
ja chcę nutellę, no ja chcę nutellę, przecież nutellę, ale mamo, wiesz co?
Nutellę! Młody tymczasem ćwiczy mostki, żebym tylko nie zapięła mu pampersa
jak trzeba (i żeby kolejna kupa wylazła bokami, zawsze to weselej jak trzeba
oprócz pieluchy zmienić także body i rajstopki). Wrzeszczę więc do Starszego:
Nie wierć się! A do Młodszego: nutella po obiedzie (bo z tego wszystkiego już
mi się Synowie mylą). Młody przewinięty wstaje, lecę Starszemu wyjaśnić, że
nutella po obiedzie (ale dlaczego, no dlaczego, w takim razie ja chcę teraz
obiad, OBIAD, natychmiast!!!), wracam po Młodego do łazienki, a on już
rozkrusza trzecią kostkę mydła (mam bardzo szybkie dzieci i przysięgłabym, że
sześcioro, choć porody były dwa). Wydzieram więc z jego rąk mydło (Mamo!
Obiad! jestem głodny, obiad!!!), przy okazji myję mu spieniony dziób, bo
Młody jest żarłoczny i zdążył ugryźć mydło. Wywalam Młodego z łazienki
(Aaaaaaaaaaaaaaaaa!), trzaskam drzwiami (Mamusiu, a mówiłaś, że jak się
trzaska drzwiami, to kafelki mogą odpaść), lecę do kuchni, grzeję obiad dla
Starszego. Młody już wrzeszczy: MAM MAM MAM, co oznacza, że i on poczuł nagły
głód, wymagający NATYCHMIASTOWEGO zaspokojenia. Mamo, obiad, obiad, a
przygotuj już nutellę, żebym ją widział, zaraz po obiedzie ją capnę. Acha. do
popicia chcę wodę mineralną lekko gazowaną. Jak mam ci nalać tę wodę
gazowaną, skoro nakładam obiad dla Michałka i tobie grzeję? Mam, mam, mam!!!
AAaaaaaaaa!!! Gdzie nutella? A woda gdzie? Mam mam mam! EEEEEEE. Co to znaczy
eeee? Mamo, przeciez jak on mówi EEEEE to zrobił kupę. No tak, kupę.
Wiem, że macie dzieci. I wiem, że nie tylko dwoje, ale i czasem więcej. No
jak to robicie, że nie wariujecie? I ciekawe, co Pan Jezus zrobiłby na moim
miejscu? (przemieniłby obiad w nutellę?)
Prosze o porady. Jak w danej chwili i w danym dniu jakoś zebrać się i jednak
nie wrzeszczeć, nie dać klapsa, nie spakować dziecku walizek i nie wystawić
go na wycieraczkę?