Dodaj do ulubionych

budowanie wspólnoty klasowej (w szkole)

07.03.07, 21:43
jako początkująca mama szkolniaka mam do Was pytanie jak to wygląda/wyglądało
u Waszych dzieci w szkole?

wydaje mi się, że każdy chce, aby jego dziecko było w klasie zgranej,
zintegrowanej (tzn. nie każdy lubi każdego, ale są jakoś solidarni,
koleżeńscy), ale co o tym przesądza?
moje pytanie jest następujące - czy i na ile była to ingerencja wychowawcy?
czy włączaliście się w rózne działąnia jako rodzice? czy Waszym zdaniem klasa
'ma zadatki' na bycie fajną, zgraną (albo nie), czy to raczej praca
wychowawcza dorosłych (w tym rodziców) - to pytanie zwłaszcza do naszych
forumowych nauczycieli-wychowwców, bo mają w tym doświadczeniesmile

liczę na Wasze posty, jestem w dziwnej sytuacji, bo z jednej strony moje
dziecko świetnie się realizuje w szkole...towarzysko (ku mojemu zaskoczeniu),
z drugiej są sprawy, nad którymi się zastanawioam...
Obserwuj wątek
    • kasiamaga Re: budowanie wspólnoty klasowej (w szkole) 08.03.07, 09:47
      To może w końcu i ja coś napiszę wink To mój pierwszy post tutaj... Też jestem
      początkującą mamą szkolniaków (III i I klasa podstawówki). I wiem na pewno, że
      najwięcej zależy od wychowawcy. Mój synek miał ułatwione zadanie - przeszedł do
      szkoły z całą grupą przedszkolną (inicjatywa rodziców, już w przedszkolu
      dzieciaki były bardzo zgrane - więc pojawia się też elelment rodzicielski smile).
      Ale pojawiło się w klasie kilkoro nowych dzieci - nie miały łatwo, niestety.
      Nauczycielka szybko sobie jednak z tym poradziła, podobnie jak z
      różnymi "niechęciami" między dziećmi. Pamiętam na przykład słynną zabawę w
      Anioła Stróża - każde dziecko miało opiekować się (w tajemnicy przed innymi
      oczywiście - Anioł Stróż jest niewidzialny!) jakimś innym dzieckiem, zazwyczaj
      takim, z którym miało jakiś problem (dzieci w pary dobierała wychowawczyni).
      Taka opieka nad niezbyt lubianym kolegą wymagała mnóstwo samozaparcia i dobrej
      woli. Nie do końca znam zasady tej gry, ale wiem, że bawili się w nią cały rok
      i chodziło m.in. o to, żeby dzieci jak najdłużej nie zorientowały się, kto jest
      ich Aniołem Stróżem. Mój Antek miał masę problemów ze swoim podopiecznym, bo
      był nim chłopiec, którego szczerze nie znosił i mnóstwo naszej energii poszło
      na wymyślanie sposobów dyskretnego czuwania nad nim smile (a właściwie
      uprzyjemniania mu życia, bo o to głównie chodziło). Natomiast młodsza córeczka
      znalazła się w klasie pełnej obcych sobie dzieci i tu też wychowawczyni
      energicznie zadziałała: co tydzień dzieci siedziały z kimś innym w ławce. I tak
      przez cały pierwszy semestr pierwszej klasy. Oni po prostu od razu poczuli, że
      przede wszystkim są jedną klasą, a dopiero potem jest jakieś
      indywidualne "lubienie". Wprowadziła też dodtakowe lekcje, nieobowiązkowe, ale
      korzysta z nich cała klasa. Są to tzw. "gry i zabawy" - dzieciaki uczą się na
      nich tańczyć, razem śpiewają, tworzą wspólnie prace plastyczne. Po prostu
      spędzają ze sobą dużo czasu. W okresie cipelejszych temperatur organizowane są
      w klasie wspólne wycieczki, nie takie do kina czy muzeum, ale takie po prostu -
      z ogniskiem, wyprawy do lasu czy do parku. No i całe pole do popisu
      nauczycielom dają przecież lekcje wychowania fizycznego - w kalsach I-III są to
      głównie gry i zabawy zespołowe, świetnie integrujące grupę. My, rodzice możemy
      jak najbardziej włączać się w pracę na rzecz integracji - dziś na przykład mamy
      bardziej myślące ode mnie przyniosły do szkoły całe naręcze tulipanów - po
      jednym dla każdej dziewczynki. Wręczali je OCZYWIŚCIE chłopcy (baaardzo
      zakłopotani wink). Uff, to tyle, chyba i tak za dużo jak na początek.
      Pozdrawiam, Kaśka
    • mader1 Re: budowanie wspólnoty klasowej (w szkole) 08.03.07, 10:19
      Ja będę pisała po kawałku, bom w " niedoczasie"
      Wychowawca jest szalenie ważny. I u nas funkcjonuje zabawa w tym razem "
      cichego przyjaciela". Zaszady wyglądają trochę inaczej. Co miesiąc odbywa się
      losowanie, w którym bierze udział też wychowawczyni. Dzieci są nawzajem swoimi
      opiekunami i podopiecznymi. Po miesiącu mowią, kto się kim opiekował i mają
      przy tym sporo zabawy smile Potem losują od nowa.
      Szalenie ważne jest wychodzenie z klasą. Gdziekolwiek. Pamiętam, jak poprzednia
      jeszcze wychowawczyni I-III kupiła z pieniędzy klasowych jabłuszka do
      zjeżdżania i zimą, gdy był śnieg, szła do pobliskiego parku na górkę. To w
      ramach lekcji WF - tyle ich jest... To była radocha ! Zjeżdżać to umiał każdy -
      i ten mniej i ten bardziej sprawny, grubszy i chudszy, można było zbiorowo, na
      wyścigi - jak się wtedy masa liczyła smile)))
      Ale szalenie ważna jest grupa dzieci, ktora nadaje ton klasie. To, żeby były to
      dzieci, które są życzliwie nastawione do nauczyciela i innych dzieci.
      Kreatywne. Wtedy wychowawca - klasa - rodzic : te relacje stają się coraz
      lepsze. Wychowawca widzi pozytywną reakcję klasy na swoje pomysły ( bo
      pozytywnie reaguje opiniotwórcze dziecko, więc i reszta), jeszcze bardziej ich
      lubi, klasa widzi jego zabiegi i sympatię i też coraz większą ma ochotę włączać
      się w różnorodne prace, zabawy.
      Rodzice. To zupełnie jak u dzieci. Jeżeli wychowawca widzi , że jego pomysły
      przyjmowane są pozytywnie, nie zareaguje bardzo nerwowo na merytoryczną
      krytykę. Czuje, że może pracować.
      Jeżeli wie, że z gory są do niego rodzice uprzedzeni, jest mu trudno przełamac
      własne opory.
    • kasiamaga Re: budowanie wspólnoty klasowej (w szkole) 08.03.07, 12:25
      Dziękuję wink Jeśli chodzi o rodziców, to sprawa jest oczywista: o niebo lepiej
      prowadzi się klasę, w której również rodzice (nie tylko dzieci) chętnie ze sobą
      współpracują. Ostatecznie - przykład idzie z góry smile W drugiej klasie
      mieliśmy słynną batalię o strój komunijny: alby kontra garnitury/sukienki.
      Argumenty, coraz mocniejsze, za bardzo zaczęły rozpalać zwolenników jednej i
      drugiej opcji. Ostatecznie podjęlimy decyzję o głosowaniu. Większość (ale nie
      znacząca) była za albami. I - co było dla mnie osobiście niezwykłe - wszyscy
      się podporządkowali. Bez szemrania, nie zawsze z zachwytem, ale się
      podporządkowali. To był dla mnie przykład prawdziwej solidarności klasowej,
      idealnej wspólpracy rodziców z nauczycielami (wychowawca+katechetka) - czym
      zaskoczyliśmy nawet samą panią dyrektor. Bylimy pierwszą klasą w historii
      szkoły, której to się udało! Po tym doświadczeniu nie było już na nas
      mocnych smile
      • samboraga Re: budowanie wspólnoty klasowej (w szkole) 08.03.07, 21:27
        To był dla mnie przykład prawdziwej solidarności klasowej,
        > idealnej wspólpracy rodziców z nauczycielami (wychowawca+katechetka) - czym
        > zaskoczyliśmy nawet samą panią dyrektor. Bylimy pierwszą klasą w historii
        > szkoły, której to się udało! Po tym doświadczeniu nie było już na nas
        > mocnych smile

        rzeczywiście gratulacjesmile

        Kasiamaga, bardzo, bardzo dziękuję, właśnie o takie szczegóły mi chodziło! a
        zabawa w Anioła wspaniała, u nas też część dzieci przeszła z przedszkola, a
        częśc doszła spoza, więc do wykorzystania

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka