Bóg wie co robi...... długie

26.04.07, 23:43
Witam wszystkich jeszcze raz.
Mam w swoim życiu trochę doświadczeń po którym nasuwało mi się z goryczą
wypowiadać pytanie: Boże czy wiesz co mi się stało? Czy wiesz co robisz?
Może i Wam się tak zdarzyło.
Natknęłam się na ciekawą historyjkę. Napiszę ją Wam.

"Było kiedyś wielkie królestwo,które miało mądrego władcę, który miał jeszcze
mądrzejszego doradcę. Pewnego dnia król zapytał doradcę: Dlaczego świat jest
taki niesprawiedliwy,że jednym dzieje się krzywda i nieszczęście a innym nie?
- Bóg wie co robi- odpowiedział doradca.
Postanowili przebrać się za biedaków i chodzić pod tym przykryciem do domów w
całym królestwie aby sprawdzić ile jest w nim smutnych a ile szczęśliwych
mieszkańców.I tak odwiedzili po kolei każdego, rozmawiając z nim i pomagając
pokrzywdzonym.
Pewnego dnia podczas wędrówki król w wyniku napaści stracił dwa palce u ręki.
Rozgoryczony król zapytał doradcę dlaczego tak się stało.
- Bóg wie co robi- odpowiedział tamten.
Zdenerwowany król wtrącił doradcę do więzienia. Od tej chwili postanowił sam
odwiedzać mieszkańców i ruszył w drogę.Jednak pewnego dnia został pojmany
przez grupkę ludzi, którzy składali ofiarę z ludzi.Przygotowali ognisko aby
złożyć króla w ofierze. Ten zrozpaczony zakrył twarz dłońmi. Szaman zobaczył
dłoń bez palców i woła: Stop! Nie mogę złożyć bogom tak niedoskonałej ofiary.
Rozwiązali króla i wypuścili.
Wrócił król do pałacu i kazał wezwać doradcę z więzienia. Opowiedział mu swoją
historię, którą tamten podsumował zdaniem
- Bóg wie co robi.
-No dobrze-powiedział zdziwiony król-ale dlaczego ty siedziałeś w więzieniu?
- Wasza wysokość, Bóg wie co robi, ja miałem wszystkie palce.

smile
    • lucasa Re: Bóg wie co robi...... długie 27.04.07, 11:53
      mi bardzo sie podobala ta historia, szczegolnie gdy teraz duzo rozmyslam "po
      co" i "dlaczego"...
      problem chyba (u mnie) jest z tym, ze czasami do konca zycia nie wychodzi sie z
      tego przypowiastkowego wiezienia - wiec nie ma okazji aby przekonac sie po co
      to wszystko bylo...

      pozdrawiam,
      A
    • mader1 Re: Bóg wie co robi...... długie 30.04.07, 08:25
      piękna historia. Doświadczam tego często.Staram się ufać. Niestety, czasem
      bardzo trudno przeżyć te chwile, dopatrzeć się Woli Bożej...
    • magdalaena1977 Re: Bóg wie co robi...... długie 30.04.07, 09:12
      Z przykrością muszę przyznać, że czuję się nieco zbyt dorosła na takie
      historyjki. Nie cierpię, kiedy księża posiłkują się nimi podczas kazań. Tak
      jakby uważali, że wierni nie są w stanie zrozumieć myśli przedstawionej
      abstrakcyjnie, bez przykładu. Okropnie mi też przeszkadza, kiedy zakładają, że
      wszyscy wierni mają pewne przekonania (których ja nie podzielam) tylko po to,
      żeby przez dwadzieścia minut je obalać. Dla mnie nigdy istnienie Boga nie było
      sprzeczne z niesprawiedliwością na świecie i denerwuje mnie ciągłe przekonywanie
      mnie do tego.

      Nie obraź się aniahrabi, to nic osobistego, ale mam raczej negatywny stosunek do
      pouczających historyjek.
      • isma Historyjki 30.04.07, 13:48
        Dramat jest wtedy, jak historyjka pochodzi z jakiegos topowego zbioru
        przykladow, i czlowiek w miare regularnie uczeszczajacy do kosciola slyszy ja
        kilka razy do roku.

        U mnie w parafii takim topowym kaznodziejskim przykladem bezmiaru Bozego
        Milosierdzia jest story o facecie wychodzacym z wiezienia, ktory poprosil
        rodzine, aby, jesli zdolala mu przebaczyc, wywiesila (tu historyjki sie roznia -
        w oknie domu, na drzewie, na plocie) biala chustke, ktora ujrzawszy z okien
        pociagu, wysiadzie na najblizszej stacji i wroci jako ten syn marnotrawny ;-
        ))). Jesli zas chustki nie bedzie, pojedzie, gdzie go oczy poniosa. No i pointa
        jest taka, ze familia powiesila wszystko, co bialego w domu zdolala znalezc.

        Historyjka sama w sobie jest ladna, i zapada w pamiec, ale jak zapada po raz
        trzeci czy czwarty ;-((( w ciagu roku liturgicznego, to wzbudza we mnie niezbyt
        chrzescijanskie mysli odnosnie pracowitosci kaznodziejow...
        • mamalgosia Re: top Historyjki 30.04.07, 14:29
          Tę, o której piszesz słyszałam tylko raz i raz czytałam, czuję się
          pokrzywdzona - ale może ta top lista jest inna w Małopolsce? U nas zdecydowanie
          króluje: ślady stóp na brzegu morza (gdy Bóg niesie człowieka w trudnych
          chwilach)
          • isma Re: top Historyjki 30.04.07, 14:33
            Aaaaaaaaaaaaaaaa, slady stop tez znam ;-(((.
            Mamalgos, nie zalamuj mnie - ja regularnie chadzam do kosciola od jakichs
            szesciu lat - i mowisz, ze to samo w kolko bede slyszec przez nastepne
            szescdziesiat wink))?
        • magdalaena1977 Re: Historyjki 01.05.07, 02:56
          znam tę ze stopami i tę z byłym więźniem.
          Najgorsze jest jak człowiek jak głupi słucha takiej historyjki, czeka na puentę,
          a a ta na złość nie nadchodzi, albo głęboko rozczarowuje brakiem logicznego
          związku z historyjką.
          Równie denerwujące jest powoływanie się na pisarzy czy filozofów bez wskazania
          ich nazwisk. Zawsze wtedy mam wrażenie, że historyjka pochodzi ze zbiorku kazań,
          a francuski pisarz jest twórczym wkładem proboszcza.
          • dorotkak Re: Historyjki 01.05.07, 09:13
            w historyjkach prym wiodl nas poprzedni proboszcz, czasami trudno bylo
            zapamietac co mowil na poczatku i jaki to ma zwiazek z zakonczeniemsmile ale tak to
            zapadalo w pamiec, ze potem jeszcze w domu analizowalismy co mogl miec na myslismile

            a ze Pan Bog wie co robi, to dla mnie oczywiste, dojscie do tej prawdy i
            zaakceptwanie jej trwalo dluuugo i czasami bylo bardzo bolesne
            • mader1 Re: Historyjki 01.05.07, 14:17
              Ja nie miałam szczęścia- nieszczęścia do opowiadających historyjki . Nasi
              księża starają się, bardzo się starają traktować nas super poważnie, choć
              rzadko bywam na mszach wspólnotowych.
              Ale jedno kazanie to trudno będzie jakiemukolwiek księdzu przebić.
              Był u nas na praktykach pewien kleryk. Proboszcz pozwolił mu na kazanie w
              czasie mszy dla młodzieży smile
              Wyszedł, był przejęty, na mszy wieczornej mnóstwo wiernych, nie tylko młodzież.
              Wszyscy popatrzyli na niego przyjaźnie. Ewangelia to nie pamiętam o czym była.
              A on postanowił nawiązać do " Władcy pierścieni". A właściwie od tego zaczął.
              Zaczął od filmu, potem uznał, że nie dość jasno na filmie widać, o co mu będzie
              chodziło. W związku z tym postanowił pokazać różnicę między książką a
              adaptacją. Proboszcz siedzący z tyłu z pobłażliwym uśmiechem wpatrywał się w
              swojego praktykanta. Uczynił uspokajający gest, gdy ten brnął w następne
              szczegóły. Wierni starali się swoją postawą pomóc zagubionemu. Milkły szmery,
              wiele sylwetek w napieciu pochyliło się - "i.. i...i...i... ?" Gdzie tu jest
              związek ze Słowem Bożym ? Kleryk jakby się przebudził , wyswobodził z plątaniny
              swoich myśli... Zamilkł usiłując sobie przypomnieć, o co mu chodziło.
              " I to był znak. To był przepowiedziany znak. Po tym znaku go poznano".
              Zakończył triumfalnie.

              Natomiast kluczowe wydaje się to, że nie pamiętam Słowa Bożego z tego dnia.
              • dorotkak Re: Historyjki 01.05.07, 20:37
                >Natomiast kluczowe wydaje się to, że nie pamiętam Słowa Bożego z tego dnia.

                ja ostatnio byłam dwa tygodnie pod rząd na mszy dla dzieci i lepiej zapamiętałam
                o czym była Ewangelia niż nieraz po mszy dla dorosłychsmile
                • isma Re: Historyjki 02.05.07, 08:38
                  A, to ja sie zabezpieczam za pomoca ogladania z M. Ziarna w sobote. Dzieki temu
                  wiem, jaka Ewangelia BEDZIE wink)).

                  Ale w sumie juz nawet wole, kiedy kaznodzieja plecie z mnizernym sensem, ale
                  przynajmniej z serca to pochodzi, niz jak odczytuje z kartki juz nawet nie
                  mozolnie skompilowane (o, swiety Izydorze, patronie internetu wink))
                  wypracowanie ;-(((.
                  • mamalgosia Re: Historyjki 02.05.07, 11:53
                    A Jan Paweł II często czytał z kartki i było dobrze
                    • isma Re: Historyjki 02.05.07, 12:02
                      Ale w tym przypadku i tak by sie bez kartki nie obeszlo - trzeba bylo wczesniej
                      rozdac dziennikarzom, czy przetlumaczyc wink)).

                      Ja chcialam o czyms innym: ze to nie problem wrzucic w Google, ja
                      wiem, "jawnogrzesznica" i skompiliwac gadke na 10 minut w 10 minut. A
                      tymczasem, jesli homilia teologicznie ma byc integralna czescia liturgii, to by
                      mi sie marzylo, zeby z tej konkretnej liturgii wyrastala, zeby sie rodzila w
                      jej toku (co zreszta z definicji wyklucza znienawidzony przeze mnie obyczaj
                      gloszenia homilii na wszystkich mszach jednej niedzieli przez tego
                      samego "dyzurnego" ksiedza, a nie przez celebransa).

                      Ja nie twierdze, ze przygotowanie poprzez okopanie sie w literaturze
                      przedmiotu wink)) w ogole nie jest potrzebne, ale jakos ostatnio coraz czesciej
                      mam wrazenie, ze zaciera sie roznica miedzy homilia a uczniowskim referatem,
                      no ;-(((.
                      • mamalgosia Re: Historyjki 02.05.07, 12:09
                        Nie wiem, co rozumiesz pod pojęciem "uczniowski referat", ale zapraszam do
                        szkoły, w której pracujęsmile Nie uwierzę, że znajdziesz choc jednego księdza na
                        naszej planecie, który coś takiego odstawismile

                        W jednym z kościołów w moim mieście jest ksiądz, którego homilie uwielbiam. Nie
                        poruszają serca, nie porywają, ale ja mam i bez tego dość wzruszeń. Natomiast
                        uczą. Bardzo mi się to w nich podoba i uważam, że jest to potrzebne. Trochę
                        egzegezy, czasem nawet katechizmu - wiem, że każdy może wziąć katechizm do ręki
                        i poczytać, ale prawda jest taka, że tego nie robi. A swego czasu miał ów
                        ksiądz taki cykl - wyjaśniał znaczenie i symbolikę poszczególnych części Mszy
                        świętej. Konkretnie, rzeczowo. Mnie się podobało
                      • mamalgosia a dlaczego 02.05.07, 12:11
                        (oj, bardzo odbiegam od tematu) A dlaczego kazdy ksiądz musi umieć pr5awić
                        piękne kazania? nie rozumiem tego - tak samo jak tego, dlaczego każdy ksiądz
                        musi uczyć religii - nauczycielstwo to naprawdę nie zawód dla każdego
                        • isma Re: a dlaczego 02.05.07, 12:33
                          Nie musi umiec prawic "pieknych kazan". Ale homilie maja wynikac z liturgii,
                          nie? No wiec dla mnie to wynikanie nie jest tylko na poziomie wspolnych tresci
                          (ze kazanie ma byc "na temat" odczytanej Ewangelii), ale tez i z tego, ze
                          Ofiara jest sprawowana tu i teraz, przez konkretne osoby, w konkretnym czasie i
                          miejscu.
                          Nie moge np. ja usiasc przy biurku, oblozyc sie ksiazkami, i trzasnac
                          duszoszczypatielny tekscik, ktory nastepnie zaprzyjazniony prezbiter w
                          niedziele po Ewangelii odczyta (tzn. moge, ale teoretycznie nie powinnam, a
                          przede wszystkim prezbiter nie powinien).

                          Wiec w tym sensie katechizacja szkolna to troche co innego. Do katechizowania w
                          szkole potrzebna jest tylko misja kanoniczna, a nie sakramentalne swiecenia. I
                          jak najbardziej sie zgadzam, ze nie kazdy ksiadz musi katechizowac w szkole,
                          ba, powiem wiecej, bylabym za modelem, zeby, jesli juz religia ma byc w
                          szkolach, uczyli jej wylacznie swieccy - tacy sami nauczyciele, jak innych
                          przedmiotow. No, ale to by wstrzasnelo aktualnymi podwalinami finansowej
                          egzystencji ksiezy, niestety ;-(((.
                          • mamalgosia Re: a dlaczego 02.05.07, 15:23
                            Miałam na myśli, że ocenia się jednak kazania. Krążą opinie, że ten a ten mówi
                            kazania świetne, a ten a ten do bani. I nie chodzi mi tutaj o subiektywizm
                            odbioru, ale o to, że ktoś może naprawdę nie mieć daru gadania z sensem przed
                            większą publiką.
                            Znam księdza, który fizycznie czuje się źle (problemy żołądkowe) przed pójściem
                            do pracy - czyli na lekcje religii w technikum budowlanym. Nie potrafi i nie
                            hcce uczyć. Abstrahując od ćwiczenia jego charakteru - jak to wpłynie na
                            katechizowanych? Około 400 ludzi w tej szkole poznaje Boga dzięki katechecie,
                            który się ich boisad
                            • isma Re: a dlaczego 02.05.07, 15:50
                              mamalgosia napisała:

                              > I nie chodzi mi tutaj o subiektywizm
                              > odbioru, ale o to, że ktoś może naprawdę nie mieć daru gadania z sensem przed
                              > większą publiką.

                              Hmmmm... No, poniewaz do seminarium nie przyjmuja jakalow, zakladajac, ze
                              widocznie Pan Bog przez te ulomnosci daje im znak, ze nie maja powolania...

                              A powaznie - ja bardzo wierze w laske sakramentalna. Tak sobie ufam, ze jesli
                              ktos sprawuje Eucharystie godnie, prawdziwie - to nie ma mozliwosci, zeby go
                              Duch sw. na ambonie opuscil. Nie wiem - moze wtedy to beda kazania w stylu ks.
                              Malinskiego, jednozdaniowe? Moze takie, jak mowil ks. Twardowski, gloszone
                              cichym glosem i raczej do niewielkiego audytorium, chetnie dzieciecego? Po
                              prostu wierze, ze jesli sie akurat te rzecz odda w rece Boze, to juz On zginac
                              nie da wink)).

                              > Znam księdza, który fizycznie czuje się źle (problemy żołądkowe) przed
                              pójściem
                              >
                              > do pracy - czyli na lekcje religii w technikum budowlanym. Nie potrafi i nie
                              > hcce uczyć.

                              A no wlasnie, tu mamy do czynienia z nieco inna kwestia. Podobnie jak niektorzy
                              ksieza nie maja glowy do spraw finansowych, i lepiej, zeby sie za budowanie
                              swiatyni nie brali, tak i ze szkolna katecheza - potrzebni sa fachowcy.

                              Abstrahując od ćwiczenia jego charakteru - jak to wpłynie na
                              > katechizowanych? Około 400 ludzi w tej szkole poznaje Boga dzięki katechecie,
                              > który się ich boisad
                              • lucasa Re: a dlaczego 02.05.07, 17:37
                                isma napisała:

                                >
                                > A powaznie - ja bardzo wierze w laske sakramentalna. Tak sobie ufam, ze jesli
                                > ktos sprawuje Eucharystie godnie, prawdziwie - to nie ma mozliwosci, zeby go
                                > Duch sw. na ambonie opuscil.

                                Is, a ja inaczej - w laske wierze, ale nie wierze, ze wraz ze swieceniami czy
                                ze sprawowana Eucharystia splywa dar nauczania - "gadania z sensem". raczej
                                (jak ktos nie ma daru) wierze w praktyczne przygotowania do wystepowania przed
                                szerszym audytorium. i w w doswiadczenie. mi nie przeszkadzaja sciagi. gorzej,
                                ze jakos od razu widac czy "sciagajacy" jest przekonany i zgadza sie z tym co
                                mowi, czy tylko mowi.

                                pozdrawiam
                                A
                                • mamalgosia Re: a dlaczego 04.05.07, 16:25
                                  Lucaso - ja tak jak Ty. Oczywiście, że Duch święty nie opuści księdza, ale to
                                  nie znaczy (według mnie), że sprawi, że jego kazania będą miały ręce i nogi
                              • mama_kasia Re: a dlaczego 04.05.07, 17:14
                                Zgadzam się, i co łaski i co do katechezy.

                                A homilie głoszone w czasie mszy to powinno być wyjaśnianie Słowa.
                                Na pewno do tego potrzebna jest i modlitwa głoszącego, i jego
                                osobisty kontakt ze Słowem. Czasami podpytuję naszego znajomego
                                franciszkanina, jak to u niego jest z czytaniem codziennym Słowa
                                Bożego. Przyznaje się, że kiepsko. Tym Słowem trzeba żyć, trzeba je
                                mieć w sobie. Trzeba napełnić dzban, żeby móc z niego wylać smile
                        • lucasa Re: a dlaczego 02.05.07, 12:43


                          mamalgosia napisała:

                          > (oj, bardzo odbiegam od tematu) A dlaczego kazdy ksiądz musi umieć pr5awić
                          > piękne kazania?

                          moze dlatego, ze czasami (lub czesciej niz czasami) homilia/kazanie poruszy
                          bardziej niz czytanie na dany dzien. dlatego, ze jezeli ksiadz nie spotyka sie
                          z parafianami na co dzien - to jego jedyna mozliwosc aby poruszyc (zbiorowo),
                          zastanowic, wyrwac z letargu i samozadowolenia? a jeszcze i cos przekazac...

                          Agnieszka
                          • mamalgosia Re: a dlaczego 02.05.07, 15:24
                            Lucaso, nie zrozumiałaś mojego pytania (ale to dlatgeo, że to ja mam problemy z
                            komunikacją werbalną głównie). Chodziło mi o to, dlaczego każdego księdza do
                            tego przymuszać, dlaczego on rzekomo musi mieć ten talent?
                            • minerwamcg Re: a dlaczego 04.05.07, 12:43
                              Talent - nie. Talent pochodzi od Szefa, który rozdziela jak chce, nierówno, ale
                              sprawiedliwie smile Natomiast musi mieć UMIEJĘTNOŚĆ. Mówienia składnie i z sensem
                              można i trzeba się nauczyć, nie tylko jak się chce być księdzem. Jest to
                              potrzebne w mnóstwie zawodów - przydaje się np. do zreferowania szefowi, co się
                              robiło przez ostatni miesiąc i czemu tak mało.
                              Dlatego niedobrze, że w szkołach nie uczy się retoryki. Choćby przez semestr,
                              ale intensywnie.
                              W seminarium nie wiem, ile trwają zajęcia z homiletyki. Ale powinien to być
                              czas, w którym nawiększy nawet milczek i nieśmiałek nauczy się, jak wyjść przed
                              tłum ludzi i powiedzieć "z głowy" dziesięciominutowe kazanie, które nie musi
                              powywać, ale musi mieć sens, puentę i morał smile
                        • dorotkak Re: a dlaczego 02.05.07, 13:41
                          co do nauki w szkole to zgadzam sie w 1000% - niestety nie kazdy nadaje sie do
                          pracy w szkole, a dla niektorych to iscie dopust Bozysmile pamietam naszego
                          jedengo ksiedza, ktory uczyl nas w 7-8 klasie podstawowki - chyba wolalby
                          wagony rozladowywac albo w kamieniolomie kamienie lupac niz isc do 8B na
                          lekcjesmile

                          ale kazanie w kosciele to juz co innego, dzieci nie przeszkadzaja, nie zadaja
                          pytan no i wszytsko mozna pieknie przygotowac, przemyslec. Nasz wspolnotowy
                          ksiedz - zawsze przychodzi na kazanie z karteczka i czyta, ale tresc jest tak
                          przemyslana, ze nie zapominasz jego slow dlugo, dlugo po wyjsciu z kosciola
    • aniahrabi nie obrażam się.... 30.04.07, 13:38
      smile ale mi to czasem pomaga w prosty sposób spojrzeć na trudne i skomplikowane
      sprawy w życiu.
      • minerwamcg Re: nie obrażam się.... 04.05.07, 12:47
        Dokładnie. Czasem "historyjka" lepiej zapada w pamięć, niż godziny uczonej
        perswazji. Dlatego tak lubię bajki ks. Malińskiego.
    • rycerzowa Bóg wie co robi... - inna "historyjka". 04.05.07, 11:43
      Żeby tak wrócić do tematu wątku - jak to rozumieć, że "Bóg wie, co robi"?
      Czy to jest tak, że cokolwiek się nam wydarzy, to jest zgodne z boskim planem i
      na pewno nam na dobre wychodzi?
      Czy wobec tego, cokolwiek zależy od człowieka?
      Jak odpowiadać na pytania dziecka, które chciałoby rozumieć, co oznacza, że
      ludzie otrzymali "rozum i wolną wolę"?
      Jak mu wytłumaczyć istnienie zła ?

      Jeśli o naiwnych a poglądowych historyjkach mowa, bardziej podobała mi się ta,
      którą przyniósł synek z lekcji religii w II klasie.

      Pewien mały chłopiec bardzo lubił słodkie jabłka. Zerwał sobie jedno z drzewa,
      zjadł ze smakiem ale innych nie mógł dosięgnąć, gdyż rosły za wysoko.
      "Ej, ten świat chyba nie jest najlepiej urządzony - pomyślał.
      Słodkie jabłka rosną wysoko i są małe. Tymczasem te duże dynie są niezbyt
      smaczne. Gdybyż to jabłka były jak dynie, starczyłoby mi jedno, by się nasycić".
      Tymczasem z drzewa spadło jabłuszko i uderzyło chłopca w głowę.
      " Ojej, co by to było, gdyby to jabłko było duże jak dynia! Ojej! Chyba ten
      świat jest jednak mądrze urządzony! Przecież aby zerwać jabłko mogę użyć
      drabinki, albo poprosić kogoś o pomoc ".

      Otóż to. Świat jest tak urządzony. Jak się oberwie jabłkiem w głowę , można
      wiele zrozumieć, choćby to, że istnieje prawo powszechnego ciążenia.
      Jeśli mówi się, że " bez woli Pana włos nam z głowy nie spadnie", to chyba nie w
      tym sens, że Pan planuje sobie tempo naszego łysienia. Ale - że ten włos
      wypadnie wskutek określonych procesów biologicznych a spadnie właśnie zgodnie z
      prawem ciążenia. Dano nam rozum, byśmy te prawa zrozumieli, wolę - byśmy mogli
      przeciwdziałać, albo nie. Również, gdy owo spadanie włosa rozumiemy w sensie
      niedosłownym.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja