mamalgosia
28.05.07, 13:17
Dziś rano przystąpiłam do spowiedzi. Ksiądz miał jakąś chyba stałą formułkę,
bo jego nauka nijak się miała do moich grzechów. I myślałam sobie: jak to
dobrze, że wierzę w szczególne łaski tego sakramentu, bo jakbym miała liczyć
na jakieś sensowne słowa, to bym się rozczarowała.
No i na końcu - niespodziewanka. Za pokutę sobie odmówisz siostro (siostro -
ładnie) litanię do Matki Bożej, wspominając i powierzając Jej w tej litanii
tych wszystkich, których w jakiś sposób skrzywdziłaś.
"W jakiś sposób". Czyli nie tylko złym czynem i słowem, nie tylko złą myślą.
Dołączyłam do tego nawet najmniejsze drobiazgi - jakieś niepochlebne
przebłyski myślowe, niechęć choćby chwilową... Ale się porobiło! Litania
Loretańska mi się skończyła, a wszystkich osób nie wymieniłam.
Bardzo ciekawe doświadczenie, polecam. Twarz za twarzą i uczucia towarzyszące
tym wizjom - dla mnie było to naprawdę niesamowite. Taki zupełnie inny kąt
rachunku sumienia.
Niektórzy z Was, czytający te słowa też zostali powierzeni dziś Maryi (no,
niestety, niestety)